Rozdział drugi (część trzecia c.d.)

„POROZUMIENIE"

Bill i Kingsley z zafascynowaniem obserwowali krzątaninę Percy'ego i dziewcząt. Nieprzytomny śmierciożerca został posadzony na drewnianym fotelu i przywiązany pasami do oparcia i podłokietników. W sąsiednim pomieszczeniu, gdzie znajdowały się wygodne siedziska – sofy wyłożone poduszkami i miękkie pufy, oraz stoliki – dziewczyny ustawiły jakieś wyglądające niezwykle interesująco, mugolskie sprzęty.

– Będziemy tu mogli obserwować przesłuchanie – poinformowała ich ciemnoskóra Sherylin.

– Utrwalimy wszystko, co się będzie działo – dodała aniołkowata Alice.

Penelopa i Percy sprzeczali się półgłosem o „kamerę" i „lustro weneckie". Bill doskonale znał zaklęcie „weneckiego lustra", które czyniło przegrodę taką jak ściana czy drzwi przezroczystą w jedną stronę, ale to drugie zaklęcie – „kamera" mocno go zaintrygowało, ponieważ nigdy o nim nie słyszał. Wreszcie Percy i jego narzeczona doszli do porozumienia. Chłopak przyczepił jakieś mugolskie urządzenie do drzwi między pustym pokojem, w którym posadzono więźnia i pomieszczeniem ze sprzętem.

– Siadajcie – zarządziła Penelopa, wskazując im sofę.

– Gdzie jest czwarta kamera? – spytała Alice.

– Dałam Dickowi – wyjaśniła jej Sherylin – trzy nam zupełnie wystarczą!

– Zastanówcie się, o co chcielibyście drania zapytać – zaproponował Percy Billowi i Kingsleyowi, wyciągając z jednego z pudeł plik arkuszy białego papieru. Podał im obu po kilka kartek i ołówki.

– Napiszcie swoje pytania – powiedziała Penelopa, siadając przy małym stoliczku zawalonym niesamowitymi przedmiotami. Migały tam kolorowe światełka, słychać było cichy szum, na wielkim ekranie coś się szybko ruszało, a po chwili pojawił się bardzo wyraźny obraz nieprzytomnego śmierciożercy przywiązanego do krzesła...

– Daj mi Veritaserum – zażądał Percy, odwracając się do Sherylin. Dziewczyna skinęła głową, podeszła do ściany i otworzyła szafkę, sprytnie schowaną za koszmarnym malowidłem. Szafka zapchana była mnóstwem mniejszych i większych buteleczek z różnokolorową zawartością.

Bill popatrzył na Kingsleya. Auror intensywnie wpatrywał się w swoją kartkę papieru, jakby zastanawiał się nad pytaniami jakie powinien zadać śmierciożercy. Jednak po chwili podniósł głowę i spojrzał na Billa. Ich oczy się spotkały. Chłopak nie miał wątpliwości, że obaj pomyśleli o tym samym. Kto, na brodę Merlina, wyposażył to dziwne towarzystwo w eliksiry?! Veritaserum było przecież ściśle reglamentowane nie mówiąc już o tym, że byle kto nie mógłby go sporządzić, chociażby z powodu braku składników! Choć Percy w szkole był prymusem, to raczej nie potrafiłby uwarzyć eliksiru prawdy. Bill był absolutnie pewien, że w Ministerstwie nikt nie miał pojęcia o „ubocznej" działalności jego brata... Pochylił się nad swoim arkuszem i szybko zaczął zapisywać to, o co chciałby zapytać śmierciożercę. Skończył prawie równocześnie z Shackleboltem. Wręczył kartki Penelopie i usiadł z powrotem na sofie. Obok niego usadowiła się Sherylin z jakimś płaskim pudełkiem na kolanach. Otworzyła je i okazało się, że jest to klawiatura maszyny do pisania połączona z połyskliwym ekranem. Weasley wiedział jak wygląda maszyna do pisania, bo kiedyś jego ojciec przyniósł ten mugolski przyrząd do domu. Bill i Charlie byli wtedy bardzo mali. Dorwali się do tego sprzętu i zanim Arthur wrócił z pracy, rozebrali ustrojstwo na drobne części. Matka wybroniła synów przed laniem, tłumacząc swemu mężowi, że nie powinien ich karać, gdyż takie zachowanie świadczy o wysokiej inteligencji, czy wręcz geniuszu chłopców.

Bill przelotnie uśmiechnął się do swoich wspomnień. Po chwili jednak z ciężkim westchnieniem powrócił do brutalnej rzeczywistości. Z zaskoczeniem obserwował poczynania Percy'ego. Jego brat rzucił na siebie zaklęcie iluzji – po chwili wyglądał jak stateczny mugol w średnim wieku, nieco zaniedbany i zmęczony. Wszedł do pokoju, w którym siedział śmierciożerca. Wyciągnął różdżkę i przywrócił więźniowi przytomność, likwidując jednocześnie skutki uderzenia w głowę. Bill z satysfakcją stwierdził, że choć śmierciojad próbował bronić się przed połknięciem eliksiru prawdy, na nic mu się to nie zdało. Percy bardzo sprawnie zmusił go do tego, odchylając mu głowę do tyłu i zaciskając nozdrza. Gdy śmierciożerca zaczerpnął powietrza, chłopak wykorzystał to wlewając mu eliksir w otwarte usta. Więzień nie zdołał tego wypluć. Percy błyskawicznie ścisnął mu wargi i nacisnął krtań, zmuszając do przełknięcia Veritaserum. Eliksir musiał być znakomitej jakości, bo zadziałał natychmiast. Śmierciożerca znieruchomiał, na jego twarzy pojawił się martwy wyraz, jakby nieobecności w świecie realnym. Bill rozejrzał się. Zaklęcie „Weneckiego Lustra" rzucone na drzwi pozwalało na bezpośrednią obserwację przesłuchania. Jednocześnie na ekranach widać było zbliżenia twarzy – Percy'ego i więźnia. Przesłuchanie się rozpoczęło.

– Jak się nazywasz i kim jesteś? – Percy rozpoczął od standardowego pytania.

– Nazywam się Davey Gudgeon, jestem czarodziejem czystej krwi. Urodziłem się w Londynie. Jestem absolwentem Hogwartu... – odpowiedział śmierciożerca monotonnym głosem. Kolejne pytania dotyczyły jego rodziny. Przesłuchiwany bez oporu podał swoją datę urodzenia, imiona rodziców i panieńskie nazwisko matki, wymienił imiona swoich trzech sióstr, po czym zaczął recytować litanię imion i nazwisk krewnych pierwszego i drugiego stopnia.

– Dosyć, to wystarczy – Percy przerwał tę wyliczankę w chwili, gdy Gudgeon doszedł do personaliów prapradziadków. – Powiedz teraz, kiedy przyłączyłeś się do Toma Riddle'a i jakie były twoje motywy?

Bill pochylił się do przodu i bezwiednie zacisnął dłonie w pięści. Śmierciożerca opowiadał swoją historię, mówił o ludziach, których zabił dla chwały „czarnego pana", o odrażających wyczynach – swoich własnych i innych zwolenników Voldemorta. Młody mężczyzna poczuł wzbierające mdłości. Podłość i całkowity brak skrupułów tego bydlaka straszliwie go wzburzyły. Weasley pomyślał, że Riddle ciągnął swoich zwolenników na dno spodlenia, oczywiście wielu było takich, których zmuszał do robienia tych potworności, ale niestety – byli i inni, którzy wręcz chełpili się swoimi zbrodniami.

Percy zadawał kolejne pytania, metodycznie wyciągając ze śmierciożercy wiedzę o miejscach spotkań, nazwiskach zwolenników Riddle'a, sposobach kontaktowania się członków „wewnętrznego kręgu" – czyli najbliższych i najbardziej zaufanych podwładnych Voldemorta – inaczej niż przez mroczny znak, (bo to było zastrzeżone dla czarnego pana), oraz o wszystkich możliwych aspektach działalności całej bandy.

Bill czuł podziw dla brata i jednocześnie ogarniało go coraz większe zdumienie. Czy to naprawdę ten sam Percy, który ekscytował się raportami na temat ujednolicenia grubości denek kociołków?!

Następna seria pytań dotyczyła już bezpośrednio wydarzeń dzisiejszego wieczoru. Bill i Kingsley wreszcie dowiedzieli się, jak to się stało, że byli śledzeni. Zadanie Gudgeona polegało na obserwowaniu aurora. Voldemort wymyślił i skonstruował magiczne czujniki, które przekazywały na duże odległości obrazy i dźwięki. Czujniki były połączone w pary – jeden instalowano w domu lub w pobliżu domu śledzonej osoby, a drugi miał obserwator. Niestety, Gudgeon nie miał pojęcia, jak to działa, on tylko używał wynalazku swego pana. Najbardziej skomplikowany czujnik zamontowano przy domu Dursleyów. Nie tylko przesyłał obrazy, ale sygnalizował również zmiany natężenia magicznego pola ochronnego otulającego dom przy Privet Drive 4. Sprzęt do obserwacji Shacklebolta umieszczony został naprzeciwko drzwi jego domu, na sąsiednim budynku. W mieszkaniu aurora nie udało się tego zrobić, zdecydowano się nie łamać magicznych zabezpieczeń, jakimi Kingsley obłożył swój dom. Śmierciożercy uznali, że to zbyt niebezpieczne i mogłoby prowadzić do wykrycia inwigilacji, a tego chcieli za wszelką cenę uniknąć. Z tego samego powodu nie zbliżano się do Nory. Pierwsza próba umieszczenia urządzenia szpiegowskiego przy domu Weasleyów skończyła się żałośnie – czujnik zniszczył Krzywołap, który go znalazł i namiętnie się nim bawił. Nadajnik umieszczony w sklepie bliźniaków Weasleyów przestał działać po kilku minutach zaklejony magiczną gumą do żucia, chyba przez przypadek. W Hogwarcie nie udało się zainstalować żadnego, podjęto kilka prób, ale ani jeden z podrzuconych w szkole nadajników nie zadziałał. Śmierciożercy śledzili wybranych aurorów – najgroźniejszych i najważniejszych w hierarchii Ministerstwa – nie wszystkich, bo nie mieli wystarczającej ilości czujników. No i w samym Ministerstwie było kilku szpiegów Voldemorta, ale Gudgeon nie znał ich nazwisk. Poza tym próbowano obserwować ludzi bliskich Dumbledore'owi, niestety, tu nie mogli się poszczycić prawie żadnymi sukcesami. Stary czarodziej dobrze umiał chronić swoich przyjaciół...

Kolejne pytanie Percy'ego niesamowicie Billa zaskoczyło.

– Co wiesz o Severusie Snape'ie?

– Ten... – tu padło określenie nie nadające się do powtórzenia – Zdradził Czarnego Lorda!

– Doprawdy? Skąd o tym wiadomo? Podaj szczegóły! – zażądał Percy.

– Wiedzieliśmy, że wśród nas jest szpieg, ale łajdak się dobrze maskował i Czarny Pan mu ufał... Dlatego nie mówiłem memu panu o swoich podejrzeniach. Nie znosiłem tego tłustowłosego brudasa! Był ze mną na jednym roku w Hogwarcie. Zawsze był podstępnym i wrednym draniem. Rozważaliśmy sprawę wykrycia szpiega w gronie kilku zaufanych osób. Mój przyjaciel Norton Middlerock użył podstępu. To było bardzo proste. Norton przesłał wszystkim tym, których nie byliśmy pewni, informacje o planowanej akcji, ale każdemu z podejrzanych podał inny termin. Znany wyłącznie jemu samemu. Snape dał się nabrać. Najprostsze sposoby są zawsze najlepsze! Zdrajca uprzedził aurorów. Tylko on mógł to zrobić...

– I twój przyjaciel Norton – powiedział drwiąco Percy. – Nie pomyślałeś o tym?

– Snape zabił Nortona! I nie tylko jego! Dopadli go, ale ten warzyciel był lepszy! – zawył Gudgeon. Zaczął wściekle kląć. Percy machnął różdżką i rzucił zaklęcie usypiające. Więzień ucichł. Głowa opadła mu na piersi.

Bill przyglądał się uważnie swemu młodszemu bratu i wciąż nie mógł uwierzyć w to, czego był świadkiem. Percy usunął już z siebie iluzję statecznego mugola, ale nadal miał postać wysokiego bruneta, ubranego w elegancki mugolski garnitur. Jedynym szczegółem jego stroju, który mącił wizerunek wytwornisia była nieco za luźna marynarka. Usiadł w fotelu i odchylił głowę na oparcie. Sprawiał wrażenie bardzo zmęczonego. Penelopa przyglądała mu się zatroskanym wzrokiem.

Wszyscy milczeli. Wreszcie Percy westchnął głęboko i wstał.

– To nie koniec – powiedział ponuro. – Musicie o wszystkim powiadomić Dumbledore'a – popatrzył uważnie na Billa i Kingsleya.

– Oczywiście – Shacklebolt skinął głową. – Jeszcze dzisiaj.

– Ja to zrobię – obiecał Bill. – Muszę porozmawiać z profesorem o kilku innych sprawach, więc opowiem mu i o tym, co tu usłyszeliśmy.

– Czy nie macie nic przeciwko temu, żebyśmy opowiedzieli o was dyrektorowi? – zainteresował się Shacklebolt, patrząc pytająco na Percy'ego i dziewczęta.

– Przedyskutowaliśmy to między sobą i zdecydowaliśmy się przed wami ujawnić. Ściśle rzecz biorąc – przed wami dwoma i oczywiście zakładając, że profesor Dumbledore o wszystkim się od was dowie – wyjaśniła szczerze Penelopa. – On sam zdecyduje, czy, co i komu powie. Mamy do niego zaufanie.

– Współpracowaliśmy już z nim wcześniej, oczywiście staraliśmy się zachować tajemnicę, ale po tym, co się stało parę dni temu sytuacja się zmieniła – dodała żywo Alice.

„Już nie przypomina aniołka" – pomyślał Bill.

– Wolelibyśmy nadal pozostać w cieniu, niestety, to już jest niemożliwe – powiedziała Penelopa zrezygnowanym tonem.

– Masz wydruk? – Percy nachylił się nad Sherylin manipulującej przy jednej z dziwnych machin znajdujących się na stoliku.

– Zaraz – dziewczyna wyciągnęła z błyskającej kolorowymi światełkami maszyny gruby plik zadrukowanych kartek. Percy zabrał je i szybko przerzucił między palcami.

– Tu są zapisane zeznania tego śmierciojada – wręczył kartki Billowi. – Moment... Włóż je tutaj – sięgnął po kolorową tekturową teczkę.

– Czy mogę zadać wam kilka pytań? – Shacklebolt potarł z zakłopotaniem szczękę.

– A zdoła się pan przed tym powstrzymać? – zadrwił młodszy z braci Weasleyów – Nawet nie licząc na odpowiedź?

Kingsley uśmiechnął się.

– Po pierwsze, moglibyśmy mówić sobie po imieniu, skoro już wcześniej zaczęliśmy się „tykać"... A po drugie, nawyki aurorskie nie pozwoliłyby mi odstąpić od zadawania pytań!

– Dobrze, zgoda, zarówno na pierwsze, jak i na drugie. Pytaj, ale nie licz, że odpowiemy na wszystkie pytania. Na niektóre możemy nie móc odpowiedzieć z powodu niewiedzy, a na inne z braku chęci, ewentualnie z konieczności zachowania tajemnicy – odparował Percy.

– Co wiecie o smoczych atakach na domostwa śmierciożerców? – pierwsze pytanie aurora było oczywiste dla Weasleyów i Penelopy, ale Alice i Sherylin najwyraźniej się tego nie spodziewały. Obie drgnęły, zaskoczone.

– Czy dlatego nalegaliście oboje, żeby Charlie wrócił do Anglii? – dołożył swoje Bill patrząc na Percy'ego i jego dziewczynę.

– Jeśli idzie o naszego brata – znawcę smoków, to tak. Natomiast niewiele wiemy o tym, co się naprawdę kryje za atakami smoków na śmierciożerców. Mamy pewność jedynie co do tego, że stoi za tym potężny czarodziej. Posiada on wrodzone zdolności do panowania nad smokami. Może je opętać i potrafi kontrolować kilka smoków jednocześnie. Zna mowę smoków. Ten czarodziej jest pół – Francuzem. Jego matka była francuską czarodziejką. Kim był ojciec, nie wiadomo. Nie wiemy, jak się nazywa. Stworzył bandę i na razie zbiera fundusze organizując napady na mugolskie banki we Francji i w Anglii. To wszystko... Reszta, to tylko domysły. Do czego dąży? Nie wiemy. Może do władzy, więc uważa Riddle'a za konkurenta? Może chce mu pokazać, że też jest potężny i próbuje go zastraszyć? A może w ten sposób chciałby dać mu do zrozumienia, że jeśli miałby się z nim sprzymierzyć, to na swoich warunkach? Albo chce mu odebrać zwolenników, napadając na domy śmierciożerców? Zastanawialiśmy się nad tym, ale naprawdę nic więcej nie możemy już wymyślić.

Percy wyrzucił z siebie to wszystko dość gwałtownie i rozłożył ręce w bezradnym geście. Dziewczyny potakiwały, energicznie kiwając głowami.

– Skąd macie te informacje? – Kingsley przyglądał się podejrzliwie gospodarzom. – Domysły i przypuszczenia to jedno, ale fakty wymagają potwierdzenia!

– Masz rację, co do faktów, niestety, nie możemy wam ujawnić źródła naszej wiedzy – westchnął Percy.

– W tym wypadku możecie nam uwierzyć na słowo. Oczywiście nie musicie – dodała zmęczonym głosem Alice.

– No, cóż. Dobrze. Przyjmujemy do wiadomości. Przekażemy profesorowi to, co nam powiedzieliście – obiecał Bill.

– Ten padlinożerca pomieszał nam szyki. Chciałem z tobą porozmawiać, Bill, w cztery oczy. I muszę ci coś dać, dla Charliego. Wybacz Kingsley – Percy spojrzał przepraszająco na Shacklebolta.

– Oczywiście, doskonale rozumiem – mruknął auror uspokajająco.

– Dobra, porozmawiacie sobie, ale najpierw musimy zdecydować, co z nim zrobimy – wtrąciła się Sherylin, wskazując na nieprzytomnego śmierciożercę – Avada, kula, czy Obliviate?

– Może Obliviate... – powiedziała niepewnie Penelopa.

– Jak go puścimy wolno, to on znowu będzie zabijać i torturować niewinnych ludzi – warknęła Alice ostrym głosem.

– Uważam, że wypuszczenie go da nam jednak więcej korzyści niż przysporzy strat – stwierdziła Penelopa. – Będziemy go śledzić...

– Rozumiem, Obliviate i modyfikacja pamięci, ale o ile mnie moja pamięć nie myli, to przecież Crucio można przełamać skutki Obliviate – wysunęła zastrzeżenia Alice.

– Użyjemy jednego z zakazanych eliksirów – odezwał się Percy, dotąd milczący podczas tej dyskusji.

– Którego? Wiesz, że ja się słabo znam na eliksirach – spytała rzeczowo Sherylin.

– „Śmiertelnego Bólu", który spowoduje, że jeśli ktoś spróbuje potraktować śmierciojada Crucio, żeby przełamać Obliviate, to go zabije. Eliksir działa około półtora miesiąca. Przesłuchujący niczego się nie dowie – wyjaśnił Percy.

Bill i Kingsley wymienili przerażone spojrzenia.

– Naprawdę chcecie to zrobić? – spytał cicho Bill.

– Oczywiście – Sherylin wzruszyła ramionami.

– Percy... Ja cię nie poznaję! Tam, w restauracji, użyłeś Imperio, teraz Eliksir Prawdy i TO?! Na wszystkie śmierdzące sklątki Hagrida, zawsze byłeś przesadnie praworządny! Co się z tobą stało?! – wybuchnął Bill wstrząśnięty.

– Mało mnie znasz, braciszku – młodszy z braci Weasleyów uśmiechnął się kątem ust – Ja nie jestem praworządny. Ja jestem PRAWO – ŻĄDNY! Rozumiesz? Napatrzyłem się ostatnio, jak się łamie prawo w imię „wyższych wartości", a tak naprawdę to w imię chorych ambicji i żądzy władzy. Nie jestem idealistą, ale nie mam zamiaru przyłączać się do tych, co się babrzą w gównie. No, mniejsza z tym. Nie zrobi mu to krzywdy, Penny świetnie sobie daje radę z Obliviate i modyfikacjami pamięci...

– No, dobra, to już ustalone. Teraz pozostaje pytanie: jak mu przerobić pamięć – wtrąciła Alice.

Percy najwyraźniej przemyślał sprawę, bo odpowiedział natychmiast.

– Będzie pamiętał, że was obu śledził – spojrzał na brata i aurora – Następna sekwencja to restauracja. Obrazy jakie mu wszczepimy to będzie to, co zdarzyło się rzeczywiście. Czyli – obaj siedzieliście samotnie przy stolikach, a ty, Bill czekałeś cały wieczór na kogoś, kto nie przyszedł. Potem już będzie modyfikacja: do ciebie, braciszku chciała się przysiąść jakaś dziwka, a ty ją spławiłeś. Potem obaj wyszliście i dwoma taksówkami wróciliście do domu Kingsleya. A jego załatwimy na szaro. Dick to zrobi...

– Słusznie, ten facio to zbyt cenne źródło informacji, by się go ot tak, po prostu pozbyć – stwierdziła Sherylin. – Mam tylko jedno zastrzeżenie. Rozumiem, że chcesz, żeby ten... jak mu tam, Gudgeon pamiętał bójkę z jakimś nawalonym popaprańcem?

– To chyba oczywiste? – zniecierpliwił się Percy – Dick to świetnie załatwi!

– Moim zdaniem lepszy będzie Wolodia. Jest znakomitym aktorem. Wygląda dzisiaj jak pijany włóczęga i śmierciojad za skarby świata go nigdy nie rozpozna. Wolodia złamie mu różdżkę i stłucze na kwaśne jabłko...

– Oby go tylko nie zabił – mruknął Percy z powątpiewaniem w głosie.

– Jak mu kategorycznie zakażesz, to tego nie zrobi. Poza tym wiesz przecież, że Wolodia nie tyka alkoholu, chociaż jest czystej krwi Rosjaninem. Zawsze jest trzeźwy jak nowo narodzona dziewica.

– To niemożliwe! – wykrzyknął Bill ze śmiechem.

– Wybryk natury? – zainteresował się Kingsley.

– I owszem. A tak naprawdę, to syn alkoholika, który po pijanemu zamordował jego matkę, używając Avady. A potem się powiesił. Wolodia to widział. Miał wtedy osiem lat. Przysiągł sobie, że nigdy nie tknie alkoholu. Do końca życia.

Merlinie Wielki – szepnął Bill. Odechciało mu się śmiać.

– Skończmy ten temat – zażądała Penelopa. – Wezwę Wolodię, a zanim tu dotrze zdążymy śmierciojadowi zmodyfikować pamięć. Będziemy go śledzić – powiedziała wyjaśniająco zwracając się do Billa i Kingsleya – Bez obaw, nie ucieknie nam!

– Jak to zrobicie? – zainteresował się Kingsley – Magią?

Wszyscy czworo, Percy i dziewczyny uśmiechnęli się takimi samymi wrednymi uśmiechami a'la Snape.

– Mamy swoje sposoby – wyjaśniła Alice krzywiąc złośliwie wargi.

– Może im jednak powiemy? – zaproponowała Sherylin mrużąc figlarnie oczy.

– I tak nie skorzystają – prychnęła Penelopa.

– Powiedzcie... – poprosił Shacklebolt.

– Wszczepimy mu pod skórę specjalny niemagiczny nadajnik. Nic nie zauważy, a magią wykryć tego nie sposób. Ten chip jest tak zrobiony, że działa w polu magicznym bez zakłóceń. Sprawdziliśmy. Nawet obecność Voldemorta nie będzie miała wpływu na jego działanie. Nastawimy nasze komórki na ten sygnał i będziemy mogli go namierzyć wszędzie – wyjaśnił obszernie Percy.

– Wszędzie? – Bill nie krył wątpliwości. – Na pewno?

– No, może nie na Antarktydzie. Ale na Biegunie Północnym na pewno! – zapewnił spokojnie Percy.

– Co to jest „chip"? I o jakich „komórkach" mowa? Chyba nie na miotły? I jak sprawdziliście, czy ten wasz nadajnik działa w obecności Voldemorta? – zażądał wyjaśnień Shacklebolt. Bill posłał mu spojrzenie pełne wdzięczności. Sam chciał o to wszystko zapytać.

Percy wyjął z kieszeni maleńkie pudełeczko z jakiegoś dziwnego materiału i pęk kluczy z kruczym breloczkiem. Z jednego klucza wyciągnął miniaturowe szczypczyki. Odkręcił pokrywkę pudełka i chwycił szczypczykami jedną ze szklanych kapsułek wypełniających pojemnik. W kapsułce tkwiła opalizująca tęczowo kulka wielkości ziarnka pieprzu.

– To jest chip – powiedział Percy podsuwając kapsułkę przed oczy najpierw Billowi, a potem Kingsleyowi. – A to – wyjął z kieszeni następny przedmiot – jest komórka. Tak nazywamy mugolskie komunikatory. Działają znakomicie. Natomiast co do tego, że ten drobiazg będzie działać w obecności Riddle'a – po prostu musicie nam uwierzyć na słowo.

Auror i młody łamacz uroków z niedowierzaniem oglądali niesamowity dowód pomysłowości i zaradności mugoli. Zapatrzenie przerwał im brzęczyk dzwonka.

– Wolodia przyszedł! – zawołała Alice i szybko pobiegła do drzwi.

Kilka godzin później wściekły jak wszyscy diabli śmierciożerca Davey Gudgeon z trudem wdrapał się na pomost dla wędkarzy, umieszczony w jednej z odnóg Tamizy. Czemu do diabła nie dał temu śmierdzącemu włóczędze tych cholernych pięciu funtów na „wódeczkę w celu uczczenia rocznicy śmierci przyjaciela"?! No, czemu?! Ale czyż mógł przypuszczać, że tak się to skończy? Zamiast spławić namolnego pijaka dając mu forsę – wyciągnął różdżkę. Gdyby mógł przewidzieć skutki swojej nierozwagi... No, cóż. Połamana różdżka nie nadawała się do niczego, siniak pod okiem piekł, złamany nos bolał potwornie, na domiar złego był przemoczony do nitki i coraz bardziej marzł. Pijany włóczęga okazał się silny jak reem i szybki jak jednorożec.

– Patykiem mnie będziesz straszyć?! – ryknął i wyrwał różdżkę z ręki zaskoczonego czarodzieja, po czym rzucił się na niego i chwycił wpół. A że stali na nadbrzeżu odnogi Tamizy niespodziewany atak skończył się tym, że wylądowali obaj w brudnej wodzie. Próbując się uwolnić, Gudgeon omal się nie utopił. Włóczęga puścił go i zniknął, ale Gudgeona nie obchodziło, co się z nim stało. Kiedy wreszcie wygramolił się z wody na ten zbawczy pomost i podniósł swoją zniszczoną różdżkę klął długo i paskudnie. Nic to jednak nie pomogło. W dodatku śledzenie Billa Weasleya i Kingsleya Shacklebolta zakończyło się całkowitym fiaskiem. Mieli się z kimś spotkać i Gudgeon bardzo chciałby się dowiedzieć z kim. Musiał to być ktoś bardzo ważny, bo obaj użyli eliksiru wielosokowego, zmieniając postać. Niestety, spotkanie nie doszło do skutku, ten, na kogo czekał Weasley się nie pojawił, więc obaj wrócili do domu Kingsleya. A on postanowił jeszcze się przejść... To był jeden z najgłupszych pomysłów w jego życiu! Dobrze, że nie zgubił czujnika do śledzenia aurora. Klnąc w myślach Davey Gudgeon aportował się do swego mieszkania. Na szczęście do tego nie potrzebował różdżki.

Od najbliższego drzewa oderwała się wysoka postać mężczyzny w malowniczych, choć teraz zupełnie mokrych łachmanach. Szybko rozejrzał się dookoła, ale w pobliżu nikogo nie było. Wyjął z rękawa różdżkę i machnął nią mrucząc coś pod nosem. Po chwili był suchy, a brudne gałgany zmieniły się w zwyczajne ubranie. Władimir Czajkowski znany swoim angielskim przyjaciołom jako Wolodia ruszył spacerowym krokiem wzdłuż nadrzecznego bulwaru uśmiechając się pod nosem. Szef i Percy będą zadowoleni. Wykonał zadanie. A co się przy tym ubawił, to jego!