Rozdział drugi (część trzecia c.d.)
„POROZUMIENIE"
***
– Niestety, nie mamy za wiele czasu na tę rozmowę, a mnóstwo spraw do omówienia – zaczął Percy.
Bill zauważył, że jego brat jest bardzo zdenerwowany.
– Percy, na wszystkie goblińskie skarby świata, co ty wyprawiasz?! W coś ty się wplątał?! – wybuchnął Bill, jakby w tym krzyku chciał zawrzeć cały swój niepokój.
– Nie drzyj się – warknął gniewnie Percy. – Chyba nie przypuszczasz, że ci odpowiem?
– Mówiąc wprost, związałeś się z jakąś organizacją, która czynnie zwalcza Sam–Wiesz–Kogo. Ciekawe...
– Nie zawracaj głowy! – wściekły ton głosu młodszego brata szczerze zdumiał Billa. – A ty, to niby co robisz? Nie mam zamiaru cię o to wypytywać, więc ty również mógłbyś mi wyświadczyć taką samą uprzejmość!
– Dobrze. Nie będę cię wypytywać o to, co robisz. Ale powiedz mi jedno, dlaczego chciałeś się ze mną spotkać? Właśnie ze mną, a nie z ojcem albo z matką?
– Dlatego z tobą, bo jesteś najrozsądniejszy z całej rodziny. Matka histeryzuje, z ojcem nigdy nie mogłem się dogadać, a Charlie wraca dopiero jutro. Jutro, niestety, już byłoby za późno.
– No, cóż, dzięki za taką dobrą opinię o mojej osobie. Nie spodziewałem się, że mnie tak wysoko cenisz... – Bill nieco ironicznie skomentował komplement brata. – Mów.
– Pierwsza sprawa: ani ty, ani ojciec, ani nikt inny z rodziny nie powinien się ze mną kontaktować. To może wam grozić śmiertelnym niebezpieczeństwem. Wszyscy ludzie muszą wierzyć, że z wami zerwałem i że ani wy ze mną, ani ja z wami nie chcę mieć nic wspólnego...
– Rozumiem – przerwał Bill. – W takim razie, może urządzimy małe przedstawienie? Napiszesz list z prośbą o zgodę, a ojciec pokaże go kilku przyjaciołom i znajomym i z odrazą odrzuci twoją ofertę pojednania?
– Odpada. Nie sądzę, żeby ktokolwiek, kto zna ojca, w to uwierzył. Nie mówiąc o tym, że matka wymogłaby na nim taką zgodę. Daj spokój, Bill... – zaprotestował Percy.
– Masz rację. Głupio pomyślałem. To może odwrotnie? Ojciec do ciebie napisze, a ty odpiszesz, że nie życzysz sobie mieć z nami nic wspólnego? – zaproponował Bill.
– To już lepiej. Myślę jednak, że najwłaściwiej byłoby, gdybym taki list pozostawił bez odpowiedzi. A ojciec wtedy mógłby się skarżyć, jaki jestem wredny i niewdzięczny, i co tam mu przyjdzie do głowy... No i chyba zdajesz sobie sprawę, że dzieciaki nie mogą o niczym wiedzieć?
– Doskonale – ze zrozumieniem westchnął Bill.
– W takim razie: po drugie. Musisz powiedzieć o naszym spotkaniu i rozmowie nie tylko Dumbledore'owi, ale także ojcu. Matce oczywiście też, ale bez szczegółów. Unikniesz jej jojczenia i morałów.
– Nie uniknę, braciszku. Ona się strasznie denerwuje i boi o nas, a jeśli to do ciebie nie dociera...
– Dociera, dociera... – mruknął Percy. – Ale nie mam zamiaru siedzieć z założonymi rękami! Chcę działać i jestem wdzięczny losowi, że dostałem taką możliwość. Poza tym, matka przecież ma rację. Jesteśmy zagrożeni i ona ma się czego bać. Dlatego uważam, że jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to musicie jak najszybciej użyć zaklęcia Fideliusa, aby osłonić Norę!
– W porządku. Myślę, że masz słuszność. Zrobimy to... No i chyba nie masz wątpliwości co do tego, że Dumbledore się domyśla, kto wysyłał mu dokumenty ukradzione z Ministerstwa. I jeszcze jedno... – Bill zawahał się. – To ty zabiłeś tego śmierciożercę...
Percy ukrył twarz w dłoniach. Po chwili opuścił ręce i spojrzał na brata. Zbladł jak wapno.
– Ja nie mam duszy mordercy... – szepnął ledwo dosłyszalnie. – Do końca życia tego nie zapomnę. A co gorsze, wiem, że pewnie będę musiał zabić jeszcze nie raz. Jest wojna, a nasi wrogowie są bezwzględni i nie mamy wyjścia... Zabiłeś już kogoś, Bill?
– Tak – Bill również pobladł. – Zabiłem. Musiałem. Gdybym tego nie zrobił, to ja byłbym martwy...
– Więc mnie rozumiesz – westchnął ciężko młodszy z braci.
Popatrzyli na siebie. Milczeli dłuższą chwilę.
– Gorąco tu – mruknął Percy. Zdjął marynarkę i w tym momencie Bill dowiedział się, dlaczego była ona nieco za luźna. Jego brat pod lewą pachą ukrywał skórzany pojemnik, przymocowany rzemiennym pasem, przeciągniętym przez pierś pod koszulą. Umieszczony w nim niewielki błyszczący przedmiot był na pewno tym, co ich ojciec nazywał „bronią palną"! Koszula chłopaka została specjalnie spreparowana – wycięto w niej dwie dziury, przez które przeciągnięto pas, a klamrę przykrywał szeroki krawat. Percy wyciągnął broń i podsunął na dłoni Billowi.
– Wiesz co to jest? – spytał.
– Tak... Ojciec o tym opowiadał. To broń palna – odparł Bill.
– Zgadza się – mruknął Percy. – Ciekawe, że nasz tato ma takie informacje – dodał z lekką ironią.
– Mówisz tak, jakbyś nie pamiętał, że ojciec ma bzika na punkcie mugoli! I wie o nich bardzo wiele! – oburzył się Bill. Wątpliwościami brata poczuł się dziwnie dotknięty.
– Oczywiście, że ma lekkiego fioła i uwielbia mugoli – Percy uśmiechnął się dziwnie. – Ale ta jego fascynacja nie przekłada się na rzeczywistą znajomość ich świata. Wiedza ojca jest fragmentaryczna. Nie złość się, nie zamierzam podważać jego kompetencji. Po prostu ja sam, dopiero wtedy, kiedy poznałem Penelopę i zacząłem żyć wśród ludzi niemagicznych, uświadomiłem sobie, jak fatalnie, nas, czarodziejów uczyli mugoloznawstwa. Ile w tym wszystkim było głupot i zwyczajnej nieprawdy. Ja nawet nie chodziłem na ten przedmiot, bo uważałem, że jest mi niepotrzebny! Zabawne, nie sądzisz? Może trochę przez przekorę? Wydawało mi się, że dzięki ojcu wiem wystarczająco dużo o mugolach. Jeszcze coś sobie teraz przypomniałem – Harry prosił mnie w drugiej klasie o radę, jakie przedmioty wybrać. A ja, wyobraź sobie – poleciłem mu właśnie mugoloznawstwo, bo zupełnie wtedy nie pamiętałem, że wychowywali go mugole! Skompromitowałem się okropnie! Teraz uważam, że tego powinien uczyć mugol i powinno to być obowiązkowe! Zrozumiałem to dopiero dzięki mojej dziewczynie. A... Mniejsza z tym. Ta „błyskotka" jest śmiercionośna i zabija szybciej, niż Avada – mówiąc to chłopak delikatnie odłożył swoją broń na stół. Bill potrząsnął z niedowierzaniem głową. Nie chciał się z tym pogodzić, ale czuł, że jego brat ma jednak rację.
– Ojciec coś mówił, że pocisk, który wyjął z głowy martwego śmierciojada da do zbadania mugolom... Że ma taką możliwość – powiedział powoli, przyglądając się uważnie Percy'emu.
– Hmm... Nasz ojciec ma kontakty z mugolskim policjantem, którego ciotka była czarownicą. Myślę, że to od niego dowiedział się o istnieniu broni palnej – odpowiedział żywo Percy. Bill uniósł brwi w zdumieniu.
– Nic mi o tym nie wiadomo! A ty skąd o tym wiesz? – spytał nieco podejrzliwie.
– Bo znam tego człowieka i też z nim współpracuję – spokojnie odpowiedział Percy. – Powiedz to tacie, dobrze? Nie chcę, żeby wciąż źle o mnie myślał... – dodał cicho.
– Obawiam się, że dla rodziców będzie to okropny szok. – westchnął ciężko Bill. – Strasznie przeżyli to, że wyprowadziłeś się z domu, o reszcie nie wspominając... Aż boję się pomyśleć, jak teraz zareagują... Czy możesz mi wyjaśnić, do ciężkiej cholery, co ty kombinowałeś rok temu? Już wtedy wlazłeś w ten interes? Że się tak eufemistycznie wyrażę o twojej obecnej działalności?!
Percy z zakłopotaniem potarł policzek. Zastanawiał się przez chwilę, gryząc wargi.
– No, dobrze... Wyjaśnię ci to... – powiedział wreszcie, po długiej chwili milczenia. – Tylko musisz mi obiecać dyskrecję. Wolałbym, żebyś tego, co teraz ci powiem, nie powtarzał nikomu. Ani rodzicom, ani Dumbledore'owi.
– Dlaczego?
– Bo jest mi strasznie wstyd! – na twarzy Percy'ego pojawił się krwisty rumieniec. Bill osłupiał. Młodszy brat wciąż go zaskakiwał. A takiego wyznania absolutnie się po nim nie spodziewał.
– Czego się wstydzisz? – spytał cicho.
– Swojej naiwności i głupoty! – warknął wściekle Percy.
– Nikomu tego nie powtórzę – obiecał Bill. – Daję ci słowo honoru!
– Dobrze. Ufam ci. Byłem święcie przekonany, że to Knot ma rację, choć nie bardzo podobały mi się metody, jakimi próbował zdyskredytować Dumbledore'a. Zastanawiałem się nad możliwością powrotu Voldemorta, ale to wszystko, co opowiadał Potter, wydawało mi się absurdalne i absolutnie niewiarygodne. No, cóż... Nasza słynna wesleyowska intuicja jakoś mnie wtedy opuściła.
– Popisałeś się zidioceniem – mruknął Bill.
– A żebyś wiedział! – przytaknął ze złością Percy. – Poza tym, wściekłem się na rodziców. Ojciec nigdy nie rozumiał moich ambicji, a matka traktuje nas jak pięcioletnie dzieci. Nie tylko mnie, ciebie też!
– Fakt – Bill się leciutko uśmiechnął. – Niestety, mama przesadza!
– Mniejsza o to. Wróćmy do tematu. W trakcie tej awantury w lipcu, ojciec powiedział jednak coś, co mną wstrząsnęło – kontynuował młodszy z braci – Że Knot tylko dlatego zrobił mnie swoim asystentem, żebym was szpiegował. Bill, może ja rzeczywiście jestem idiotą, ale nie upadłem jeszcze tak nisko, by donosić na własnego ojca! Knot był wściekły, że zerwałem z rodziną i wyprowadziłem się z domu. Nalegał, bym się z wami pogodził, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że postępuję słusznie i ojciec miał rację podejrzewając, że Knot chce mnie wykorzystać jako szpiega. Tego robić nie chciałem. Miałem nadzieję, że sprawa się szybko wyjaśni, a wy uznacie swoją pomyłkę. Wierzyłem, że to Knot ma rację w sprawie Voldemorta, ale nie zamierzałem wysługiwać mu się jako zdrajca własnej rodziny. Musiałem więc być konsekwentny i uciąć wszelkie kontakty z wami. Popełniłem jednak jeden błąd, którego żałuję. We wrześniu napisałem list do Rona... Mówił ci?
– Nie. Nic na ten temat nie wiem – odparł Bill mocno zaintrygowany.
– Ta wredna ropucha, Umbridge, powiedziała mi, że Ron został prefektem. Ona i Knot nie ukrywali, że chcą wykorzystać ten fakt i zmusić naszego brata do donoszenia na przyjaciela. Ja z kolei przypuszczałem, że Dumbledore dał Ronowi odznakę, żeby zapanował nad Potterem. Ron nie traktuje Harry'ego bałwochwalczo, jak inni i ma na niego spory wpływ, co sam zauważyłem już dawno... – Percy zamyślił się na chwilę, a w pamięci Billa rozbrzmiały słowa Lupina: „...Dumbledore pewnie miał nadzieję, że będę miał dobry wpływ na moich najlepszych przyjaciół..."
Czyżby stary Dumbel rzeczywiście liczył na to samo w przypadku Rona i Harry'ego?
– Chciałem ostrzec Rona, ale to było strasznie trudne. Napisałem list tak, żeby Umbridge nie nabrała podejrzeń, gdy go przeczyta. Ona przechwytywała listy. Najpierw kryła się z tym, potem robiła to już jawnie. Zasugerowałem Ronowi, żeby zerwał przyjaźń z Potterem, jeśli nie chce być donosicielem. Nie mogłem przecież napisać wprost: „Ron, udawaj, że zerwałeś z Harrym, bo jeśli tego nie zrobisz, to będziesz zmuszany do szpiegowania przyjaciela!" Obawiam się, że Ron mnie chyba jednak nie zrozumiał.
– Zapytam go o to – powiedział żywo Bill.
– Nie możesz, bo jak mu wytłumaczysz, skąd o tym wiesz?! – zirytował się Percy. – Bracie, myślże trochę! Nie wolno ci się przyznać Ronowi, że ze mną rozmawiałeś!
– Słusznie, masz rację. Chlapnąłem bez zastanowienia... – starszy z braci skrzywił się z niesmakiem. – Co było dalej? Coś musiało się stać, że zmieniłeś zdanie w sprawie powrotu Voldemorta.
– Tak, trafiłem niechcący na spotkanie śmierciożerców z ich panem...
Bill zachłysnął się z wrażenia.
– Co?! – wykrztusił.
– Dobrze słyszałeś, właśnie tak. Wybrałem się nocą nad jezioro... Nieważne, gdzie. Chciałem fotografować łabędzie. Ukryłem się, założyłem parę zaklęć zabezpieczających i przygotowałem aparat. Domyślasz się chyba reszty?
– Nawet jeśli tak, to lepiej sam powiedz, co się tam działo...
– Nie sfotografowałem łabędzi, tylko spotkanie śmierciożerców z Voldemortem.
– Nie zabezpieczyli terenu?! Nie odkryli cię? Jak to możliwe? Tacy byli nieostrożni?! – Bill wyrzucił z siebie te pytania, wręcz dławiąc się z pośpiechu.
– Nie mogę ci tego wyjaśnić... Ale chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że gdyby mnie odkryli, to już bym nie żył... – Percy uśmiechnął się do swoich myśli. – Spotkałem tam kogoś, kto złożył mi propozycję, bym dołączył do grupy ludzi walczących z Voldemortem. Zgodziłem się natychmiast. Ta osoba szkoliła mnie i robi to nadal. Razem obserwowaliśmy kolejne spotkania... A ja fotografowałem wszystko, co się działo.
– To były te zdjęcia, które przesyłałeś Dumbledore'owi! – wykrzyknął Bill.
– Właśnie. Nie tylko jemu, Knotowi i redakcji „Proroka" też – złośliwie zachichotał Percy.
– A po co do „Proroka"? – zdumiał się Bill. – Tak samo mogliście sobie darować wysyłanie tego do Knota. Przecież, gdyby Sam–Wiesz–Kto się o tym dowiedział...
– Zapewniam cię, że nie robiliśmy tego ot tak sobie. I nie nazywaj Toma Riddle'a: „Sam–Wiesz–Kto", bo to po prostu śmieszne. Już go w naszej rozmowie nazwałeś „Voldemort" – czyli tym przezwiskiem, jakie sobie nadał. On nie jest żadnym lordem Voldemortem, tylko psychopatą i szaleńcem, którego jak najszybciej należy unicestwić! Tfu! – wybuchnął Percy ze złością. Bill obserwował wzburzenie młodszego brata i uderzyło go po raz kolejny, jak bardzo Percy się zmienił. A może nie tyle się zmienił, tylko to, co tkwiło w nim rzeczywiście, wypłynęło na wierzch pod wpływem wydarzeń w których uczestniczył? Bill westchnął i przetarł oczy wierzchem dłoni. Poczuł, jak bardzo jest zmęczony. A czekała go jeszcze dzisiaj rozmowa z Dumbledore'em.
– No, dobrze, mów dalej – ponaglił młodszego brata – Więc dlaczego do Knota i „Proroka"?
– W redakcji „Proroka" Riddle nie ma żadnej wtyczki. To wiemy na pewno. On po prostu lekceważy prasę. To dziwne, ale tak jest. Jest potwornie arogancki i zarozumiały. Myślę, że sprawa jest prosta – Riddle uważał, że Knot jest dla jego planów idealnym ministrem – monstrualnie głupi, poddający się wpływom Lucjusza Malfoy'a, zmuszający dziennikarzy „Proroka" do pisania tego, co dla Riddle'a jest korzystne, więc samą redakcję sobie odpuścił. Naczelnym redaktorem jest dureń i karierowicz, który te zdjęcia schował, albo raczej zniszczył, co jest bardziej prawdopodobne. A co do Knota, ja osobiście nie miałem wątpliwości, że ukryje te zdjęcia głęboko i nikomu ich nie pokaże, a sobie będzie wmawiał, że to kolejna sztuczka Dumbledore'a, który chce go pozbawić stanowiska. Wysyłanie tych zdjęć miało na celu zaniepokoić ich obu, naczelnego „Proroka" i Knota. No i miało być dla nas czymś w rodzaju asekuracji na przyszłość. A dla Knota, to kolejny gwóźdź do trumny. On te zdjęcia palił, a ja byłem tego świadkiem. Rozumiesz?
– Szczerze mówiąc, nie bardzo mnie to przekonuje – skrzywił się Bill. – A gdyby Knot zareagował inaczej, a „Prorok" opublikował choć kilka z twoich zdjęć? Voldemort dowiedziałby się, że ktoś podgląda jego zebrania, no i mogłoby być z wami krucho...
– Zapewniam cię, że taki bieg wydarzeń również przewidzieliśmy. Ale wybacz, na ten temat nic ci nie powiem – uciął Percy.
– Dobrze, skończmy z tą kwestią. To wszystko? – Bill chciał już skończyć tę rozmowę i zdać raport dyrektorowi. „Kolejna zarwana noc. Kiedy ja się wreszcie wyśpię?" – pomyślał smętnie.
– Nie, Bill mamy do omówienia jeszcze parę „kwestii", jak to nazwałeś. Czy nie zastanawiało cię, kto nasłał na Pottera dementorów?
– Wiesz coś o tym? – Billa zelektryzowało to pytanie.
– Gdy ten atak nastąpił, dementorzy byli jeszcze pod kontrolą ministerstwa. Knot sam tego nie zrobił, ale mógł wydać komuś polecenie. Podejrzewam tu trzy osoby, a jedną z nich jest Dolores Umbridge. Dwie pozostałe to stary Malfoy i Macnair. Nie mam pewności, ale cała ta sprawa wygląda bardzo podejrzanie. Knot nie powiedział mi tego wyraźnie, ale z jego aluzji wyciągnąłem takie wnioski. On wiedział. I mam podejrzenia graniczące z pewnością, że maczał palce w tym ataku na Harry'ego. Dlatego nalegałem, żebyśmy porozmawiali dzisiaj. Na jutro wieczór Dumbledore zwołał posiedzenie Wizengamotu. Przypuszczam, że chce oskarżyć Knota o zdradę stanu. Rozumiesz, dlaczego jutro byłoby za późno na rozmowę?
Bill patrzył na Percy'ego tak, jakby mu nagle wyrosła druga głowa. Zupełnie zapomniał o sprawie ataku dementorów na Harry'ego, a to, co mówił jego brat wyglądało aż nazbyt prawdopodobnie.
– Powiem to Dumbledore'owi – szepnął.
– Mam jeszcze jedną sprawę. Chodzi o Charliego. On jutro wraca? – spytał Percy.
– Tak – mruknął Bill. Percy wyjął różdżkę i machnął nią nad stołem.
– Accio, pudełko – powiedział. Na blacie pojawiła się paczka owinięta płótnem. Percy szybko zdjął opakowanie. Spod płótna wyłoniła się mała skrzyneczka. W środku było kilkanaście buteleczek, kilka zwitków pergaminu i podłużne kartonowe pudełeczko.
– To dla Charliego i Lupina – wyjaśnił Percy. – Oddasz to jutro Charliemu, ale poza Dumbledore'em i Lupinem nikt inny nie ma prawa o tym wiedzieć!
– Dobra – skrzywił się Bill. Natężenie tajemnic znacznie przekraczało przewidzianą na dziś normę.
– To jest różdżka. Nie została wykonana przez Olivandera. Wierzba, rdzeń zawiera włókienko z serca smoczycy i włos z grzywy pewnego szczególnego jednorożca – Percy wyjął różdżkę z pudełka, trzymając ją delikatnie przez błękitną chusteczkę do nosa. Mimo, że ta różdżka wyglądała całkiem zwyczajnie, Bill poczuł dziwny niepokój.
– Dlaczego jej nie dotykasz bezpośrednio? – spytał niepewnie.
– Bo to nie jest zwykła różdżka! – wyjaśnił Percy. – Przeznaczona jest do zwalczania smoków. Być może Charlie słyszał o takich magicznych przyrządach, ale na wszelki wypadek jest do tego dołączona instrukcja – chłopak odłożył różdżkę z powrotem do pudełka i wyjął ze skrzyneczki zwitki pergaminu. – Te oznaczone „C" są dla naszego brata, pozostałe – oznaczone „R.L." – oczywiście dla Lupina. Lupin ma drugą taką samą różdżkę i podobno trenował już na sucho rzucanie tych antysmoczych czarów. Wszystkie są opisane w tym zwoju – Percy trzepnął dłonią opieczętowany gruby zwój. – Powiedz im obu, że muszą... Rozumiesz, MUSZĄ natychmiast zacząć ćwiczyć te zaklęcia. Ten francuski władca smoków wcale nie jest do nas przyjaźnie nastawiony!
– Do nas? To znaczy do kogo? – warknął Bill. – Percy, czy nie możesz nic powiedzieć jaśniej?!
– Nie, nie mogę. Wybacz. Nie mogę! Naprawdę... Do nas, do Anglików, Irlandczyków – ogólnie mieszkańców Wielkiej Brytanii i Irlandii. To, że atakuje śmierciożerców i Riddle'a, wcale nie oznacza, że jest naszym przyjacielem!
Bill z rezygnacją potrząsnął głową.
– Dobrze. Niech będzie... A te eliksiry? – wskazał na kolorowe buteleczki.
– Osiem dla Charliego, dziesięć dla Lupina. Wszystkie są oznaczone i opisane, przy każdej jest instrukcja. Nie mają prawa się pomylić! – Percy westchnął ciężko. – Mam jeszcze coś... – Chłopak sięgnął do szuflady szafki stojącej pod oknem. Wyjął stamtąd kilkanaście par ciemnych okularów. Były takie same jak te, które Bill podziwiał w restauracji.
– Weź kilka i daj je Lupinowi, Charliemu, Harry'emu i Ronowi. Albo... Chwileczkę – Percy zajrzał do szuflady i wyciągnął sporych rozmiarów kolorową torbę. – Jest tu tego dwadzieścia pięć sztuk. Daj komu chcesz, ale nie mów, że to mugolskie wyroby. Niektórzy mogą mieć uprzedzenia – zaśmiał się. Bill też się roześmiał.
– Bardzo dziękuję, myślę, że się przydadzą – powiedział.
– Zanim wrócimy do Kingsleya i dziewcząt jeszcze coś muszę ci pokazać – Percy jakby się zawahał. Szybko sięgnął za koszulę i podsunął bratu pod oczy okrągły medalion. – Wiesz co to jest? – spytał szeptem. Bill oblizał wargi. Nagle zaschło mu w ustach.
– Masz to nielegalnie – wykrztusił. To było stwierdzenie, nie pytanie.
– Oczywiście – Percy skinął głową.
– Nikomu nie powiem. Obiecuję! Nie zawiodę twojego zaufania – powiedział Bill lekko schrypniętym głosem. Bracia popatrzyli sobie w oczy.
– Dziękuję – szepnął Percy, chowając medalion pod koszulę.
Gdy weszli do salonu, Kingsley właśnie opowiadał jakiś dowcip, bo wszystkie trzy dziewczyny pokładały się ze śmiechu.
– Widzę, że dobrze się bawicie – z uśmiechem zagaił Percy.
– No pewnie! – chichotała Sherylin. – A bo co, mieliśmy tu umrzeć z nudów? – popatrzyła zalotnie na aurora. – Kingsley jest bardzo dobrze wychowany i umie zabawiać damy!
Bill padł na sofę. Czuł się bardzo zmęczony.
– Która godzina? Umówiłem się z profesorem na dwudziestą trzecią... – westchnął smętnie.
– Zdążysz, jest za dwadzieścia – uspokoiła go Penelopa.
– W garażu mamy punkt aportacyjny – dodała Alice.
– Dziękuję – mruknął Bill. Przypadkiem spojrzał w lustro. Mimo wszystko wolał swoją prawdziwą powierzchowność, choć i w tej cudzej prezentował się nieźle...
– Ciekawe, czy Fleur byś się spodobał w tej postaci – zastanowił się Percy ze złośliwym błyskiem w oku.
– Pewnie by go nie poznała... – zasugerowała Penelopa. – A z tego, co o niej wiem, to ona lubi taki typ urody. Myślę, Bill, że może by cię nawet zaczęła podrywać...
– Nie zaryzykuję – odparował starszy z braci Weasley.
– Dlaczego? Przecież nie musisz się przejmować – nawet jakby cię z tobą zdradziła, to i tak dzieci będą do ciebie podobne... – zdziwił się Percy.
– Doprawdy, nie wierzę własnym uszom! Percy! TY masz poczucie humoru? – Bill nie pozostał mu dłużny.
– Rozumiem, braciszku, że nigdy byś mnie o taką ekstrawagancję nie posądził? – obłudnie zapytał Percy.
– Może przerwiecie tę wymianę braterskich czułości – zaproponował ubawiony Kingsley.
– Dobra, Percy, dosyć tego, skończmy, dobrze?
– Nie mogę, Bill, ja dopiero zacząłem! – zaprotestował młodszy z braci. Dziewczyny, przysłuchując się rozmowie, głośno się śmiały. Bill pokręcił głową i popatrzył na narzeczoną Percy'ego. Teraz była piękną blondynką o posągowych kształtach i wspaniałym biuście.
– Wyglądasz znakomicie w tej nieswojej postaci Penelopo – powiedział.
Dziewczyna jednak nie przejęła się złośliwą aluzją, tylko wzięła ją za dobrą monetę.
– Zdobyłam włosy prawdziwej Pameli Anderson! – pochwaliła się z satysfakcją.
– A kto to jest, ta Pamela Anderson? – zapytał Bill. Pełne dezaprobaty spojrzenia dziewcząt i chichot Percy'ego upewniły go, że palnął jakąś gigantyczną gafę...
