Rozdział trzeci – SNAPE MANOR
***
10 lipca 1996 rok, środa, godzina szósta rano, Hogwart – gabinet dyrektora.
Profesor Dumbledore krążył niespokojnie po gabinecie. Zatrzymał się na chwilę przed siedzącym na żerdzi Fawksem i popatrzył feniksowi w oczy.
– Szkoda, że nie możesz udzielić mi rady – powiedział cicho i pogłaskał ptaka po łebku. Feniks ćwierknął współczująco. – Tak, wiem, wiem... Ja też jestem optymistą. Tom musi przegrać! – profesor wyprostował się i uśmiechnął. – Chociaż nie możesz dać mi żadnej rady, ale przywracasz mi wiarę w naszą wygraną! Nie jesteśmy sami, Fawkes. Mamy sojuszników. Problem tylko w tym, żeby się z nimi dogadać!
No, cóż – to ONI pierwsi podjęli współpracę z Zakonem. Mieli ten sam cel co Zakon – walka z Voldemortem. Pytanie – co będzie potem. Bo profesor Dumbledore wierzył, że nie mogą przegrać. Ale zwycięstwo nad Riddlem, to miał być dopiero początek. Po żadnej wojnie świat nigdy nie jest taki sam jak przed nią. I tym razem też nie będzie inaczej.
Dyrektor usiadł przy biurku. Oparł głowę na rękach i zamyślił się głęboko. Wiedział, że musi się wspiąć na szczyty dyplomacji rozmawiając z czarodziejami żyjącymi wśród mugoli. Zastanawiał się, do kogo najpierw się zwrócić. A może... Uśmiechnął się do siebie. Pomyślał o osobie, która mogłaby stać się łącznikiem między Zakonem Feniksa i jego potencjalnymi sojusznikami.
Penelopa Clearwater... Czy to, że Percy Weasley związał się z czarodziejką pochodzącą z mugolskiej rodziny miało wpływ na jego postępowanie i podejmowane decyzje? I czy fakt, że czarodziej czystej krwi pojawił się wśród czarodziejów żyjących poza zorganizowaną społecznością ludzi władających magią sprawił, że ci „spoza" zdecydowali się nawiązać współpracę z Zakonem? To, co opowiedzieli mu Bill i Kingsley nie pozostawiało wątpliwości, że Percy bardzo szybko osiągnął w tej grupie wysoką pozycję jednego z liderów i ma spory autorytet. Czy jego narzeczona go w to wciągnęła? Penelopa po ukończeniu Hogwartu zaczęła studiować prawo na mugolskim Uniwersytecie Oxfordzkim. Nie podjęła pracy w żadnej czarodziejskiej instytucji. Czyżby społeczność mugoli wydawała jej się bardziej interesująca? Tak, właśnie z nią musi porozmawiać w pierwszej kolejności!
A jeszcze ten francuski Władca Smoków... Informacje o tym człowieku budziły niepokój. Chociaż wiadomo było o nim jak na razie bardzo niewiele, profesor Dumbledore czuł, że kłopoty związane z działalnością tajemniczego Francuza będą olbrzymie. Intuicja rzadko zawodziła dyrektora Hogwartu, a teraz wręcz krzyczała wielkim głosem, że nie wolno mu zlekceważyć tego mężczyzny zza Kanału.
– Panie dyrektorze! – znajomy głos wyrwał go z zamyślenia. Przed jego biurkiem unosiła się Szara Dama, a towarzyszyły jej dwa duchy nieznanych mu kobiet. Jedna była Japonką – w klasycznym kimonie gejszy, a druga miała na sobie strój z epoki baroku.
– Witaj, lady Mariamne – Dumbledore wstał i skłonił się uprzejmie. – Witajcie w Hogwarcie, panie – mówiąc to uśmiechnął się do obu dam. Odwzajemniły mu się, uśmiechając do niego miło w rewanżu.
– Panie dyrektorze, pozwoli pan sobie przedstawić: jej wysokość księżna Sakurako de Blois–Fouche – Szara Dama wskazała na Japonkę, która wykonała skomplikowany dyg skłaniając przy tym nisko głowę. – I jej wysokość księżna Mirelle Amelia de Fouche–Chamboulier – dama w barokowej sukni pochyliła się w wytwornym ukłonie.
– Jestem zaszczycony waszą wizytą – powiedział dwornie Dumbledore.
– Pan się nam nie musi przedstawiać – oznajmiła spokojnie księżna de Fouche–Chamboulier. – Proponuję, abyśmy porozmawiali o tym, co nas tu sprowadziło. Sądzę, że pan, profesorze domyśla się, o co chodzi.
– Tak, domyślam się – odpowiedział z powagą.
– Przybyłyśmy tu dlatego, że nasz potomek poprosił nas o pomoc w walce z Voldemortem. Ci z nas, jego przodków, którzy jeszcze nie odeszli w Drogę Z Której Się Nie Wraca, odpowiedzieliśmy na jego prośby. Jest nas sporo... – kobieta skrzywiła się złośliwie. – Śledzimy wszystkich śmierciożerców i samego Riddle'a. Oczywiście jesteśmy niewidzialni, ale wiemy o wszystkich poczynaniach, zarówno tego fałszywego lorda, jak i jego popleczników. Nigdzie się przed nami nie ukryją! – oznajmiła z satysfakcją.
– My obie będziemy przekazywać informacje bezpośrednio panu, jak również każdej osobie, którą pan nam wskaże – dodała cichym, melodyjnym głosem Japonka. – Nie znaczy to oczywiście, że uda nam się zapobiec wszystkim zbrodniom jakie ten gad zaplanuje, na to niestety chyba nie ma co liczyć, ale postaramy się przeszkadzać mu jak tylko się da!
Dumbledore patrzył na duchy z niedowierzaniem.
– Niesamowite... – szepnął. – To bardzo ułatwi nam sprawę. Jestem wam ogromnie wdzięczny! – dodał głośno.
– Robimy to dla naszego potomka i... dla siebie także. Tacy jak Voldemort nie mogą tryumfować. Za życia walczyliśmy z takimi jak on szaleńcami i dlatego dziś stajemy przeciwko niemu – wyjaśniła łagodnie Japonka.
Profesor Dumbledore skłonił nisko głowę. Poczuł przypływ energii i chęci działania.
– Jeszcze raz dziękuję – powiedział miękko, patrząc na duchy trzech kobiet. – Z takimi przeciwniczkami jak wy, Tom Riddle nie ma żadnych szans!
Obie księżne dygnęły i zniknęły z gabinetu. Pozostała jedynie Szara Dama.
– Proszę o wybaczenie, panie dyrektorze, za to, że przyprowadziłam je tak bez zapowiedzi, ale pomyślałam sobie, że teraz nie ma czasu na zabawianie się w zachowywanie konwenansów. Duchy przodków jednego z przywódców ludzi walczących z Voldemortem zwrócili się do mnie i do profesora Binnsa z prośbą o umożliwienie im kontaktu z panem. Zdecydowaliśmy z profesorem, że to ja przedstawię panu te dwie damy.
– Nie mam czego wybaczać, lady Mariamne. Jestem ci, pani, naprawdę zobowiązany! – zapewnił ją gorąco Dumbledore. – Mam też do ciebie, milady, prośbę. Czy mogłabyś nawiązać kontakt z Penelopą Clearwater? Muszę się z nią spotkać i to jak najszybciej, a wolałbym nie wysyłać sowy.
– Oczywiście, panie dyrektorze, z największą przyjemnością – Szara Dama rozbłysła jak oświetlona wewnętrznym reflektorem i bezgłośnie wniknęła w ścianę.
Dyrektor Hogwartu uśmiechnął się do siebie. Ciężar przygniatających go trosk i problemów do natychmiastowego rozwiązania wydał mu się nieco lżejszy. Znów zaczął krążyć po gabinecie energicznym krokiem. Portrety poprzednich dyrektorów obserwowały go z sympatią. Nawet Phineas Nigellus miał uprzejmą aprobatę na namalowanej twarzy.
– Co powiesz, Phineasie? – zagadnął go Dumbledore.
– Mam nadzieję, że mój prawnuk zostanie pomszczony – oznajmił patetycznie były dyrektor Hogwartu. Między jego brwiami pogłębiła się maleńka zmarszczka. – Tacy jak Voldemort hańbią mój dom!
– Też tak sądzę – przyznał Dumbledore.
– I pomyśleć, że Tom Marvolo Riddle jest potomkiem Slytherina! – powiedział z wyraźnym smutkiem Nigellus. – Szkoda....
– Szkoda... – zawtórowali mu echem pozostali byli dyrektorzy szkoły.
– Panie dyrektorze! – głos Poppy Pomfrey z kominka zabrzmiał wyjątkowo donośnie.
– Co się stało? Czy Severus... – zaniepokojony Dumbledore przyklęknął przy głowie pielęgniarki tkwiącej wśród zielonych płomieni.
– Obudził się i strasznie się awanturuje! Krzyczy, że musi natychmiast zobaczyć się z panem! – Madame Pomfrey najwyraźniej była bardzo oburzona zachowaniem swego pacjenta.
– Dobrze, powiedz mu, że zaraz przyjdę do ambulatorium – powiedział uspokajająco Dumbledore wstając z klęczek.
***
10 lipca 1996 rok, środa, godzina ósma trzydzieści rano, Hogwart – gabinet dyrektora.
Profesor Dumbledore uważnie przyglądał się Mistrzowi Eliksirów spoza swoich księżycowych okularów.
– Są wszyscy, których obecność uważałeś za absolutnie konieczną, Severusie – powiedział spokojnie dyrektor. – Proszę bardzo, możesz już nam wyjaśnić, jaka to sprawa nie może poczekać ani chwili dłużej – dodał nieco zgryźliwie.
Snape skinął głową i szybko prześlizgnął się wzrokiem po twarzach pozostałych uczestników spotkania. Minerwa McGonagall, Hermiona Granger, Remus Lupin, Harry Potter i Ronald Weasley wpatrywali się w niego tak samo jak dyrektor z ciekawością i niepokojem.
– Potter, opowiedz swój sen, ten o wężu. Ale dokładnie, ze wszystkimi szczegółami – zażądał Mistrz Eliksirów.
Harry wzdrygnął się. Miał okropne przeczucie, że za chwilę dowie się czegoś potwornego. Przełknął ślinę i posłusznie opowiedział, co mu się śniło. Zgodnie z życzeniem Snape'a – nie pominął niczego. Gdy zacytował słowa profesora: „...dziękuję ci Lily..." – błysnęła mu złośliwa myśl, że z tego akurat mężczyzna nie będzie zadowolony, ale – sam chciał. Jak dokładnie, to dokładnie!
Snape znów skinął głową.
– Właśnie. Niestety, Potter, to nie był sen.
– O, Boże! Severusie, czy to znaczy... – wykrzyknęła ze zgrozą profesor McGonagall, ale nie dokończyła zdania, bo Dumbledore uciszył ją ruchem ręki.
– Przepraszam – westchnęła profesor transmutacji, patrząc ze skruchą na dyrektora.
– Mów dalej, Severusie – ponaglił Dumbledore.
Profesor Lupin, Ron i Hermiona siedzieli nieruchomo jak posągi nie odrywając wzroku od Mistrza Eliksirów. Na ich twarzach widniała mieszanina zdumienia i niedowierzania.
– To znaczy, że jesteś animagiem, Potter. Twoja animagiczna postać to olbrzymi ureusz – oznajmił sucho Snape.
– Skrzydlata kobra... Święty wąż faraonów – wyszeptała z szacunkiem i zachwytem Hermiona.
– Dokładnie tak, Granger – warknął profesor. – Ale nie przerywaj mi, dobrze?!
Hermiona zaczerwieniła się i spuściła głowę.
– Ja ci nie pomogę, Potter, bo nie jestem animagiem. Dlatego poprosiłem tu profesor McGonagall – Snape odwrócił się do opiekunki Gryffindoru. – W nocy przemieniłeś się bezwiednie, całkowicie nad tym nie panując. Na pewno wpływ na to miał twój telepatyczny kontakt z Voldemortem, a przede wszystkim to, że byłeś świadkiem ataku Nagini na Arthura Weasleya i odczułeś to tak, jakbyś był w ciele tego węża. Musisz jak najszybciej zacząć trenować, żeby taka sytuacja, jak tej nocy więcej się nie powtórzyła! – oznajmił Mistrz Eliksirów stanowczo.
– Rozumiem już, Severusie, dlaczego zażądałeś tego spotkania – powiedział cicho Dumbledore. – Mam jednak nieodparte wrażenie, że jest jeszcze sporo do wyjaśnienia.
– Istotnie. Powinienem wyjaśnić jeszcze bardzo wiele. Niestety, jest jedna przeszkoda. Tylko jedna, ale wystarczająco ważna. Telepatyczna więź Pottera z Voldemortem.
– Voldemort może odczytać moje myśli? – szepnął Harry, patrząc na Snape'a z przerażeniem.
– Dokładnie o to mi chodzi, Potter. Sam już zresztą do tego doszedłeś, prawda?
– Tak... – jęknął chłopak. – Bałem się, że Voldemort mnie opętał! Czułem w sobie węża...
– Dowiedziałem się tego ucząc cię oklumencji – powiedział cicho Mistrz Eliksirów. – Miałem obawy, że to się stanie, nie przypuszczałem jednak, że tak szybko.
– Miałeś obawy, że „co" się stanie, Severusie? – spytał spokojnie Dumbledore.
– To, że Potter odkryje swoją animagiczną postać i oczywiście natychmiast spróbuje się przemienić ryzykując życiem – odparł Snape zmęczonym głosem. – Nie miałem żadnych wątpliwości, czym on jest, te rzeczy dziedziczy się po rodzicach.
– Mój ojciec był jeleniem! – wykrzyknął Harry ze złością. – Skąd pan mógł wiedzieć, że będę tym... ureuszem?!
– Bardzo wolno myślisz, Potter. Twój ojciec nie ma z tym nic wspólnego. Czy naprawdę nie zastanowiło cię to, co powiedziałem w nocy? To twoja matka była wężoustym animagiem – ureuszem. Myślałem, że mi się przyśniła. Ale jak zobaczyłem, że leżysz na sąsiednim łóżku, zrozumiałem, co się stało.
Wszyscy się gwałtownie poruszyli, patrząc na Snape'a ze zdumieniem i zgrozą.
– Lily była animagiem?! – wykrzyknął Lupin. – Ureuszem?! Była wężousta? A skąd ty o tym wiedziałeś?!
– Przyjaźniłem się z Lily od pierwszej klasy, ale musieliśmy to bardzo starannie ukrywać – odpowiedział ostro Mistrz Eliksirów. – A ty, Lupin, nie musisz wiedzieć dlaczego.
– Chwileczkę – dyrektor stanowczo zastopował rodzącą się awanturę. – Kłótnie odłóżcie obaj na inną porę. Severusie, powiedziałeś, że obawiasz się telepatycznej więzi Harry'ego z Voldemortem. Ja także się tego bałem. Dlatego – jak się wyraziłeś, Harry – „uwięziłem cię" u Dursleyów – i zabroniłem udzielać ci informacji – Dumbledore spojrzał na chłopaka ze smutkiem w oczach. Odwrócił głowę i popatrzył na Mistrza Eliksirów. – Chcesz coś jeszcze wyjaśnić, Severusie?
– Tak, muszę. Zastanawiałem się wiele godzin, co mogę ci wyjawić, Potter, a czego absolutnie nie – Snape skrzywił się z irytacją. – Jest bardzo wiele rzeczy, które powinienem był ci powiedzieć już dużo wcześniej, ale o większości z nich nie może się dowiedzieć Riddle. A więź między tobą i nim, niestety jest dla nas niebezpieczna. Możesz bezwiednie stać się jego szpiegiem, a tego chyba nie chcesz? On mógłby z ciebie wyciągnąć wszystko, co wiesz, i to w taki sposób, że nawet byś tego nie zauważył. Więc usłyszysz teraz tylko to, co uważam za absolutnie konieczne, żebyś wiedział. No i oczywiście Voldemort może się do tych informacji dobrać, ale lepiej, żeby się to nie stało. – Spojrzenie czarnych oczu wręcz przewiercało Harry'ego na wylot. Chłopak miał wrażenie, że wnętrzności wypełnia mu lód. Przepełniało go poczucie winy.
– Czy jeśli uda mi się opanować oklumencję, to obronię się przed penetracją moich myśli przez Voldemorta? – spytał cicho. Ku jego zdumieniu Snape odpowiedział natychmiast i była to odpowiedź zadziwiająca.
– Tak, jestem o tym przekonany. Pod warunkiem, że naprawdę się do tego przyłożysz, i nie będziesz lekceważyć niebezpieczeństwa. Powiedziałem ci, że reguły dotyczące magii umysłu do ciebie się nie stosują. Powinieneś to pamiętać! Niestety, ty masz skłonności do lekkomyślnego narażania siebie i innych. Zacznij wreszcie myśleć „przed" a nie „po"! Zapewne nie zdajesz sobie sprawy z tego, że ja, ucząc cię oklumencji, narażałem swoje życie, bo gdyby ten gad się o tym dowiedział grzebiąc w twoich myślach, zabiłby mnie natychmiast. Teraz oczywiście i tak nie ma to znaczenia, bo on już wie, że go szpiegowałem. Ale lepiej będzie, jeśli się nie dowie, że jesteś animagiem. To, co za chwilę usłyszysz też powinno pozostać dla niego tajemnicą!
– Będę ćwiczyć oklumencję... – zaczął Harry, ale Mistrz Eliksirów nie dał mu skończyć.
– Samo ćwiczenie nie wystarczy – warknął. – Porozmawiamy o tym jeszcze dzisiaj, ale nie w tej chwili. Teraz wróćmy do twojej animagii. Otóż jesteś potomkiem linii wężoustych animagów. Twoi przodkowie, po których dziedziczysz te zdolności, przybierali postać ureusza. Ojciec twojej matki, czyli twój dziadek był całkiem niezłym czarodziejem, niestety, był złym człowiekiem. Miałem nieprzyjemność znać go bardzo dobrze... Ale to do sprawy nie należy. Twój dziadek odziedziczył swoje zdolności po swoim ojcu, czyli twoim pradziadku, a pradziadek po swojej matce, czyli twojej praprababce. Ona – po swoim ojcu. I tak dalej... Znałem dobrze twoją praprababkę, pradziadka i dziadka. Nieraz widziałem, jak zmieniają postać. Opowiadali mi historię rodziny, szczególnie twój pradziadek był rozmiłowany w snuciu opowieści sprzed lat. Byłem bardzo mały, kiedy zmarła twoja praprababka, ale doskonale ją pamiętam. Twego pradziadka i dziadka też. Twój dziadek był jasnym blondynem i miał zielone oczy. Był podobny do swojej matki, nie do ojca, bo twój pradziadek, ojciec twego dziadka, miał oczy brązowe i włosy bardzo ciemne, prawie czarne, ale jego matka, czyli twoja prababka była blondynką z niebieskimi oczami. Twoja praprababka, matka twego pradziadka, też była blondynką, tyle, że ciemną i miała oczy jasnobrązowe. Twoja matka, jak wiesz, miała rdzaworude włosy i oczy takie same, jak jej ojciec. Nie podaję tych szczegółów ot, tak sobie, to jest ważne. Ponieważ każde z nich, po przemianie w skrzydlatego węża, miało łuski koloru włosów i skrzydła barwy tęczówek. Ty powinieneś być więc czarnym wężem z zielonymi skrzydłami. Ale nie jesteś. W swojej animagicznej postaci jesteś idealną kopią animagicznej postaci swojej matki!
Snape umilkł. Harry skulił się nieco na swoim krześle. Czuł się kompletnie ogłuszony usłyszanymi rewelacjami. W gabinecie panowała całkowita cisza. Wszyscy milczeli, patrząc niepewnie na siebie nawzajem i na Mistrza Eliksirów, oniemiali ze zdumienia. Pierwszy oprzytomniał Dumbledore.
– Szkoda, że nie powiedziałeś mi tego wcześniej, Severusie. Rozumiem, że ojciec Lily udawał mugola. Czy jej matka też była czarodziejką? – spytał z namysłem.
– Nie mogłem nic powiedzieć wcześniej, panie dyrektorze. Mieliśmy oboje z Lily naprawdę ważne powody, żeby utrzymać wszystko w tajemnicy. A co do matki Lily – była mugolką, ale jej prababka, matka jej matki była czarownicą – odpowiedział żywo Snape.
– Rozumiem, że Harry nie może się dowiedzieć nic więcej? – spytała McGonagall, patrząc współczująco na chłopca.
Mistrz Eliksirów potrząsnął głową.
– To jest w tym wszystkim najgorsze. Powinien wiedzieć o wiele więcej, ale niestety, ta jego fatalna więź telepatyczna z tym gadzim bydlakiem zamyka mi usta! – wykrzyknął gniewnie Snape. Popatrzył na Harry'ego z dziwnym wyrazem twarzy, którego chłopak nie mógł rozszyfrować. – Przykro, mi, Potter. Naprawdę mi przykro. Nie, to nie jest ironia – dodał szybko, widząc, że wszyscy obecni otworzyli szeroko oczy ze zdumienia. – Ani żart. Jeszcze o kilku sprawach dowiesz się w najbliższych dniach, ale wcześniej muszę parę rzeczy przygotować. A teraz najlepiej zrobisz, jeśli natychmiast zaczniesz ćwiczyć przemiany pod okiem profesor McGonagall – zakończył.
– Chyba musimy porozmawiać w cztery oczy, Severusie – powiedział wolno Dumbledore patrząc z uwagą na Mistrza Eliksirów.
– Na pewno, panie dyrektorze, i to zaraz – odpowiedział sucho Snape. – Niestety, muszę zrobić od razu jedno zastrzeżenie. JA panu ufam, ale nie mogę zdradzić tajemnic osób, które z kolei ufają mnie, lecz nie udało mi się ich przekonać, żeby zaufały panu.
– Rozumiem – westchnął Dumbledore. – Ale mam jeszcze parę pytań i jak sądzę Harry też... Jeśli uznasz, że nie możesz na nie odpowiedzieć jemu, to może odpowiesz mnie?
– Słucham – Mistrz Eliksirów nie miał zbyt uszczęśliwionej miny, ale nie powiedział „nie".
– Dlaczego wezwałeś Harry'ego na pomoc? – Pierwsze pytanie dyrektora Harry powitał z ulgą. Sam nigdy nie zdobyłby się na to, żeby spytać o to Snape'a, a bardzo chciał znać odpowiedź.
– Ponieważ uczyłem go oklumencji – wyjaśnił spokojnie Mistrz Eliksirów. – To stworzyło między nami więź psychiczną. To pierwszy powód. Jest jeszcze drugi, ale nie mogę go wyjawić. Panu powiem. Pod warunkiem, że zachowa pan to dla siebie i nikomu tego nie powtórzy.
– Dobrze, Severusie, obiecuję, że dochowam tajemnicy – Dumbledore skinął głową. – Drugie pytanie... Ktoś jeszcze przyszedł ci z pomocą. Kto?
– Tego nie mogę zdradzić – Snape pokręcił głową.
– W takim razie – trzecie i ostatnie pytanie, jak na razie: Powiedziałeś, że bardzo dobrze znałeś ojca Lily. Skąd? Czy to możesz wyjaśnić? – dyrektor wpatrywał się w Snape'a bez mrugnięcia powiek.
– Wolałbym nie... – czarnowłosy mężczyzna przygryzł wargi.
– Weź pod uwagę, że wszyscy będą snuć domysły. Ja także – powiedział spokojnie Dumbledore.
– Na przykład jakie? – sarknął gniewnie Mistrz Eliksirów.
– Na przykład takie, że ojciec Lily był twoim krewnym. A zatem i ona też – dyrektor nieoczekiwanie się uśmiechnął.
– Tak, to prawda. Pańskie przypuszczenia są prawidłowe. Jesteśmy dość blisko spokrewnieni, Potter – Snape skrzywił się i popatrzył na Harry'ego z ironicznym uśmiechem. – Niespodzianka, prawda?
Chłopak z trudem przełknął ślinę. Skinął głową. Nie był w stanie się odezwać. Bał się, czego jeszcze się dowie, a jednocześnie czuł palącą wręcz potrzebę drążenia tej tajemnicy dalej.
– Ja też mam pytanie – nieoczekiwanie wtrącił się Lupin. – Dlaczego chciałeś, żebym ja był obecny przy tej rozmowie? Rozumiem, że Miner... przepraszam, profesor McGonagall, ale ja? No i pan Weasley i panna Granger też nie musieli chyba w tym uczestniczyć. Dlaczego uparłeś się, żebyśmy byli świadkami tej rozmowy?
– Ty dlatego, że Black w swoim testamencie scedował na ciebie swoje obowiązki ojca chrzestnego Harry'ego Pottera. Musiałeś więc jak najszybciej dowiedzieć się o tym, że chłopak jest animagiem. A co do nich obojga, – Snape spojrzał na Hermionę i Rona – uznałem, że skoro są przyjaciółmi pana Pottera, to też muszą się o tym dowiedzieć. Poza tym, pan Weasley śpi z Potterem w jednym dormitorium, a taka niekontrolowana przemiana, jak dziś w nocy, może mu się zdarzyć znowu. Lepiej, żeby ktoś, kto wie o co chodzi mógł uspokoić nieproszonych świadków. Osoba niezorientowana może się nieźle wystraszyć. Panna Granger natomiast, jestem pewien, natychmiast pobiegnie do biblioteki i wynajdzie mnóstwo książek o animagii – Hermiona zaczerwieniła się i rzuciła profesorowi urażone spojrzenie. – A mówiąc poważnie, przy trenowaniu przemian animagicznych dobrze jest mieć przy sobie przyjaciół. Wiem, bo byłem świadkiem prób, jakie podejmowała Lily. Prosiła mnie, bym jej towarzyszył. Ojciec ją bardzo dokładnie poinstruował, co powinna robić i jak, ale udało jej się przemienić dopiero w siódmej klasie. Jesteś lepszy od swojej matki, Potter – powaga na twarzy Mistrza Eliksirów upewniła Harry'ego, że profesor nie żartuje.
– Ja mam prośbę – wybąkał chłopak, dziwiąc się swojej śmiałości. – Czy mógłby mi pan opowiedzieć o moim dziadku? Dursleyowie nigdy mi o nim nie mówili... On przecież nie żyje, chyba te informacje nic nikomu nie zaszkodzą, nawet jak Voldemort się o tym dowie!
– Nie, raczej nie... Ale teraz ja cię zapytam, czy naprawdę tego chcesz, Potter? Dobrze się zastanów nad odpowiedzią! – Snape skrzyżował ręce na piersiach.
– Tak, chcę! Wolę najgorszą prawdę od litościwych kłamstw! Powiedział pan, że mój dziadek był złym człowiekiem. Co takiego zrobił?! – wykrzyknął Harry gniewnie.
– Jeśli rzeczywiście chcesz się tego dowiedzieć, to ci opowiem – Mistrz Eliksirów popatrzył na niego zamyślony. – Ale nie teraz. Jutro, lub pojutrze. I mam prawie pewność, że będziesz tego żałował.
– Jeśli nawet, to trudno. Chcę się dowiedzieć prawdy! – Harry popatrzył na profesora spode łba.
– Więc się dowiesz, ale musisz swoją ciekawość powściągnąć przez dwa dni. Tyle chyba wytrzymasz – warknął Snape.
– Tak... – szepnął Harry.
– Bardzo dobrze. Teraz moja kolej na zadanie pytania. Dlaczego uciekłeś od Dursleyów? Po usłyszeniu mojego telepatycznego wezwania mogłeś szybko wsiąść na Hardodzioba i przylecieć do Hogwartu, ale ty zabrałeś wszystkie swoje rzeczy. Czyli, że nie zamierzałeś u nich zostać. Bardzo słusznie postąpiłeś prosząc o pomoc pannę Granger, chyba pierwszy raz w życiu wymyśliłeś coś rozsądnego. Pomyślałeś o świstokliku, ten pomysł był na pewno jednym z najlepszych, na jakie kiedykolwiek wpadłeś, bo dzięki temu zdążyłeś zawiadomić dyrektora, a to ocaliło wielu ludzi. Mnie również... Ale zmarnowałeś dużo czasu na pakowanie kufra. To był błąd, Potter. Nawet, jeśli planowałeś na zawsze opuścić dom Dursleyów, to mogłeś przecież zabrać swoje rzeczy później – powiedział Snape z namysłem, wpatrując się w chłopaka z napiętą uwagą.
– Bardzo dziękuję za uznanie dla mojej pomysłowości – odpowiedział Harry nieco ironicznie. – Nie byłem pewien, czy to, co mi się śniło, jest prawdą, czy może znowu Voldemort podsuwa mi jakieś fałszywe wizje. Ale wolałem przyjąć, że to prawda. Ma pan rację, zmarnowałem czas na pakowanie, nie pomyślałem, że robię błąd... A Hermionę poprosiłem o pomoc, bo sam nie umiem zrobić świstoklika!
– Będziesz się musiał tego nauczyć i to jak najszybciej. Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie – przypomniał zimnym tonem Mistrz Eliksirów.
– Odpowiedź na pana pytanie brzmi: bo miałem dość! – wybuchnął Harry. – Po powrocie z Hogwartu u Dursleyów było tym razem o wiele gorzej niż dotychczas. Interwencja członków Zakonu nic nie pomogła. Co prawda Dursleyowie nie maltretowali mnie teraz fizycznie i więcej nie głodzili, ale nadal traktowali jak gówno. Nie mogłem już tego znieść! Nie chcę nazywać ich dłużej swoją rodziną! Nigdy tak naprawdę nią nie byli! Ich dom nie jest i nigdy nie był moim domem! Do diabła! – Harry zerwał się, stanął przed Dumbledorem i spojrzał mu prosto w oczy – Nigdy więcej tam nie wrócę i nigdy więcej nie pozwolę się panu uwięzić! Dosyć tego! – Chłopak całkowicie stracił panowanie nad sobą. Nagromadzona gorycz znalazła ujście w wybuchu furii. – Wytłumaczył mi pan, po śmierci Syriusza, dlaczego musiałem żyć u Dursleyów i jednocześnie powiedział mi pan, że wiedział, że czekają mnie tam ciężkie lata. Skazał mnie pan na piekło! Czy to też było w planie?! – Harry umilkł na chwilę, bo zabrakło mu tchu.
– Popełniłem wiele błędów, Harry. Zbyt wiele. Masz rację niestety... – powiedział cicho Dumbledore zmęczonym głosem. – Nie przewidziałem...
– Doprawdy?! – przerwał mu chłopak. – Pojąć nie mogę, czemu przez te wszystkie lata nikt się mną nie zainteresował, ani nie sprawdził, co się ze mną dzieje! I nie chcę słyszeć, że Figg była obok. Bo ta charłaczka nic nie mogła zrobić. I nic nie zrobiła! Choć doskonale o wszystkim wiedziała. Czemu nikomu nie powiedziała? A jeśli powiedziała, dlaczego nikt nie interweniował?! Skoro jestem taki cholernie ważny, to trzeba mnie było lepiej pilnować! Charłaczka i pijany złodziejaszek, rzeczywiście, fajna para strażników! A potem?! Na Grimmaud Place to mnie eskortowała wielka świta! A Tonks zrobiła sobie szopkę z Dursleyów, za co oczywiście odgrywali się na mnie teraz! Nic dziwnego, że ta ropucha Umbridge nasłała na mnie dementorów...
– CO?!!! – wrzasnął Snape, przerywając tyradę Harry'ego. McGonagall zerwała się zaciskając pięści. Lupin też poderwał się z krzesła, tak gwałtownie, że je przewrócił.
– Tak! – krzyknęła gniewnie Hermiona. – Sama się nam do tego przyznała! I torturowała uczniów! Na Harry'ego rzuciła Cruciatusa i chciała go zabić! – dziewczyna urwała, widząc, że Dumbledore wstał i wyprostował się na całą wysokość, prezentując wszystkim swój imponujący wzrost.
– Dlaczego ja o tym wszystkim dowiaduję się dopiero teraz? – spytał cicho dyrektor, a w jego głosie zabrzmiały groźne nuty.
– Bo to było tuż przed wypadkami w Ministerstwie... – odpowiedziała Hermiona z wysiłkiem.
– A potem wszyscy byliśmy zajęci czymś innym – dopowiedział nieoczekiwanie Ron, który dotąd milczał. – I nikt o Umbridge nie pamiętał...
– Co pan teraz zrobi? – spytał Harry nadspodziewanie spokojnie, patrząc nieufnie na dyrektora.
– Zwołałem na dzisiaj nadzwyczajne zebranie Wizengamotu – odpowiedział Dumbledore ostro. – Zaplanowałem poruszenie jednej sprawy, a to, o czym się od was teraz dowiedziałem, bardzo mi ułatwi przeprowadzenie mojego planu. Wszyscy troje będziecie świadkami. Severusie, czy masz Veritaserum? – spytał nagle, odwracając się do Mistrza Eliksirów.
– Tak... Mam spore zapasy... – odpowiedział Snape spokojnie.
– Bardzo dobrze. Zostań więc tutaj, Severusie, musimy porozmawiać. A wy zajmijcie się sprawą animagii Harry'ego – dyrektor odwrócił się do profesor McGonagall. – Minerwo, liczę na ciebie!
– Wiem, Albusie – kobieta skinęła z powagą głową. – Chodźcie do mojego gabinetu. Ty też, Remus.
Profesor transmutacji energicznie popchnęła Rona i Hermionę w stronę drzwi. Lupin delikatnie dotknął ramienia Harry'ego.
– Idziemy, Harry – powiedział łagodnie, uśmiechając się smutno.
Chimera pokręciła łbem, gdy ją mijali wychodząc na korytarz. Chłopakowi wydało się, że rzeźbiony stwór złośliwie się uśmiecha.
***
Gabinet dyrektora Hogwartu, mniej więcej godzinę później.
Severus Snape i profesor Dumbledore siedzieli w fotelach naprzeciwko siebie i rozmawiali.
– Czy sądzisz, Severusie, że możemy ufać tym ludziom? – spytał Dumbledore z napięciem.
– Na pewno nie wszystkim – odpowiedział żywo młody mężczyzna.
– To oczywiste... – dyrektor przyglądał się Mistrzowi Eliksirów z zastanowieniem. – Szkoda, że nie powiedziałeś mi tego wszystkiego wcześniej – dodał z łagodnym wyrzutem.
– Niestety, nie mogłem! Przecież powinien pan to zrozumieć!
– Rozumiem – mruknął Dumbledore.
– A co do zaufania... Mam nadzieję, że nie mylę się co do moich przyjaciół i im możemy zaufać.
– Dobrze, Severusie, skoro tak mówisz... Teraz jednak może wrócimy do rozmowy z Harrym. Chciałbym usłyszeć od niego o jego śnie o wampirze i Tomie. Jak sądzisz, czy uspokoił się już trochę? – w głosie Dumbledore'a zabrzmiała troska.
– Jeśli nie, to mam sporo różnych eliksirów uspokajających – odpowiedział Snape łagodnie. – Sądzę jednak, że chłopak nie tego teraz potrzebuje. No i przykro mi, że to mówię, ale miał rację. Jego wyrzuty były słuszne... Ja też popełniłem straszny błąd, bo nie przewidziałem, że Petunia Dursley jest aż tak złą kobietą. Powinienem był ustanowić nadzór prawny. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak oczywista rzecz nie przyszła mi do głowy! Mój adwokat mógł się przecież tym zająć.
– Tak, Harry miał rację – dyrektor ciężko westchnął. – Ale ja jestem bardzo ciekaw, jak się zachowa, gdy mu powiesz, czym TY zawiniłeś – dodał z lekką drwiną.
– Będzie wściekły i znowu będzie miał rację – odpowiedział żywo Mistrz Eliksirów. – Niestety, mój błąd ma poważne konsekwencje.
– Masz jakiś pomysł? Do Dursleyów Harry już nie może wrócić, to jest oczywiste, a w Hogwarcie chyba nie powinien zostać. Grimmauld Place też nie możemy brać pod uwagę, jako schronienia... – Dumbledore był mocno zatroskany.
– Mam... Z tej sytuacji jest wyjście, które mnie wyjątkowo nie zachwyca, ale chyba nie istnieje jak na razie lepsze rozwiązanie... – powiedział Snape z namysłem.
– Chyba się domyślam, co wykombinowałeś – Dumbledore pogładził się po brodzie. – Ale może odłóżmy to na kilka dni. I tak wcześniej niczego nie będziemy mogli przedsięwziąć. Harry musi ćwiczyć animagiczne przemiany. Poza tym trzeba się porozumieć z Dursleyami, no i zapewnić im bezpieczeństwo...
– Gdzie z nimi będziemy rozmawiać? Może w kancelarii u mojego prawnika? – zaproponował Snape.
– Czy twój prawnik jest czarodziejem, czy mugolem? – spytał dyrektor.
– Czarodziejem, żyjącym wśród mugoli – wyjaśnił Snape.
– Zastanowię się. Może jednak sprowadzimy ich w takim razie tu, do Hogwartu – Dumbledore zamyślił się na chwilę.
– Słusznie, uważam, że to będzie dobre posunięcie – pochwalił Mistrz Eliksirów. – No i dzisiejsze zebranie Wizengamotu zapowiada się wyjątkowo gorąco – młody mężczyzna spojrzał zezem na Dumbledore'a.
– Zastanawiasz się, co zamierzam? – dyrektor schylił lekko głowę. Snape ze zdumieniem zauważył, że Dumbledore skrywa uśmiech.
– Wszyscy się zastanawiają... – mruknął z lekką ironią Mistrz Eliksirów.
– I jakie wnioski? – spytał Dumbledore.
– Oczywiste... Sądzi pan, że Knot będzie się ostro bronił? – to pytanie Snape zadał już całkiem poważnie.
– Tak, Severusie, będzie... – odpowiedział spokojnie dyrektor. – I dlatego spytałem cię, czy masz drugą różdżkę. Na szczęście masz. Minerwa weźmie swoją, a ja też mam kilka zapasowych, te dam dzieciakom.
– Lupin musi wziąć ze sobą smoczą różdżkę, którą dostał od Margherity – powiedział szybko Snape. – I proszę mnie już nie pytać, skąd znam panią Goldstone.
– Nie będę, Severusie, przecież ci to obiecałem. Wiem, że mi nie ufasz i bardzo mnie to martwi. Ja ci ufam...
– Pan mi ufa, ale mi pan nie wierzy! – powiedział ostro Snape. – I właśnie to jest problem. No cóż... Huncwoci widocznie całowali kamień Blarneya, a mnie Apollo napluł w usta, jak Kassandrze, choć nie jestem piękną kobietą...
– Odłóżmy na razie rozmowę na ten temat. Wiem, że będziemy musieli do tego wrócić, ale w tej chwili mamy inne poważne problemy do rozwiązania – powiedział Dumbledore zmęczonym głosem. – Więc zdecydowałeś się i jednak nadal będziesz uczyć Harry'ego oklumencji?
– A jest jakieś inne wyjście? On musi opanować tę dziedzinę magii i to jak najszybciej. Na szczęście ma do tego wrodzone zdolności. I uważam, że powinien też uczyć się legilimencji. Pan nie może się nim zająć, a nikt inny prócz mnie nie jest w stanie. Te kilka najbliższych dni będziemy musieli na to wykorzystać. Emocji chłopakowi nie zabraknie, to pewne! – zakończył drwiąco Snape.
– Niestety – westchnął Dumbledore. Przez chwilę milczał, przyglądając się spod oka Mistrzowi Eliksirów. – Myślę, że teraz przerwiemy Harry'emu ćwiczenia z animagii i poprosimy go tutaj – zaproponował.
Snape skinął głową.
Dyrektor podszedł do kominka i wrzucił w ogień trochę proszku fiuu. Buchnęły zielone płomienie. Profesor pochylił się i wsunął twarz do kominka ostrożnie przytrzymując swoją długą brodę.
– Minerwo! – zawołał. Przez chwilę czekał i słuchał odpowiedzi.
– Bardzo dobrze – powiedział z uśmiechem do swojej rozmówczyni po drugiej stronie. – Ale przerwijcie teraz te ćwiczenia i wróćcie wszyscy do mojego gabinetu. Musimy omówić jeszcze jedną ważną sprawę przed zebraniem Wizengamotu.
– Harry, opowiedz nam o swoim drugim śnie z dzisiejszej nocy. O tym z wampirem i Voldemortem – poprosił Dumbledore łagodnie.
Chłopak potarł czoło. Blizna go nie bolała, uczynił to zupełnie bezwiednie. Zastanawiał się przez chwilę. Złość już mu minęła, a podczas ćwiczeń profesor McGonagall wyciskała z niego siódme poty, był więc bardzo zmęczony i marzył o tym, by się położyć i przespać. Zdawał sobie jednak sprawę, że niestety, raczej nie będzie miał na to szans przez najbliższych kilka godzin.
– Nie jestem pewien, czy nie jest to znowu jakaś podsunięta mi przez Voldemorta wizja – powiedział wreszcie niepewnie.
– Po prostu opowiedz, co ci się śniło – dyrektor zachęcająco podsunął mu talerzyk z drobnymi ciasteczkami. Harry machinalnie wziął jedno i włożył do ust. Przełknął i rozejrzał się szybko. Wszyscy wpatrywali się w niego z uwagą. Nawet Snape.
– Miałem tej nocy dwa sny o Voldemorcie i wampirze... I jeden sen o Syriuszu – zaczął swoją opowieść chłopak.
Przymknął oczy, przypominając sobie szczegóły nocnych majaków. Czy może wizji? Nikt niczego nie komentował, w gabinecie było niesamowicie cicho, słuchacze nie przerywali mu ani słowem. Gdy skończył, Dumbledore ciężko westchnął, po czym szybko odwrócił się do Snape'a.
– To pasuje do tego, co usłyszałem od ciebie, Severusie – oznajmił zdecydowanym głosem. – Dziękuję, Harry. Proponuję, żebyś się położył, wyglądasz na bardzo wyczerpanego. Jak tam ćwiczenia, Minerwo? – spojrzał pytająco na profesor McGonagall.
– Znakomicie – odpowiedziała zadowolonym głosem nauczycielka transmutacji. – Jak na pierwszy raz, wyjątkowo dobrze! Ale dyrektor ma rację, powinieneś odpocząć, Potter. Wam też nie zaszkodzi, jeśli się prześpicie – popatrzyła surowo na Rona i Hermionę.
– Chciałam iść do biblioteki – bąknęła cichutko panna Granger.
– Nie dzisiaj. Jutro się tym zajmiemy. Zebranie Wizengamotu rozpocznie się o piątej po południu, musimy być tam co najmniej godzinę wcześniej. No i trzeba się będzie do tego solidnie przygotować. Dlatego natychmiast pójdziecie wszyscy troje do łóżek. Obudzę was na obiad. A teraz – już was tu nie ma!
Harry nie pamiętał jak dobrnął do łóżka, ani tego, jak włożył piżamę. Zasnął, zanim przyłożył głowę do poduszki. Tym razem nie śniło mu się nic.
