***

noc z 12 na 13 lipca 1996 rok, godzina druga w nocy, Hogwart, kwatera Mistrza Eliksirów.

Remus Lupin czuł serce w gardle, gdy stukał w drzwi prowadzące do kwatery Severusa Snape'a. Był bardzo zdenerwowany. Postanowił, że wreszcie porozmawia z Severusem. Tym razem nie pozwoli się zbyć. Najbardziej bał się tego, jak zareaguje Snape na to, co on, Remus, ma mu do powiedzenia. Zbyt długo z tym zwlekał...

Mistrz Eliksirów i tajemniczy Olaf Goldstone siedzieli na kanapie i cicho rozmawiali. A obok nich w powietrzu unosił się duch pięknej kobiety. Remus kiedyś ją znał...

Firestone nie żyje..." – pomyślał ze smutkiem. – „Więc to prawda, że zginęła w tym pożarze. Moje wilkołacze zmysły mnie zwiodły. Nadzieja matką głupich. To było jednak jej ciało."

– Witaj, Remusie – przywitała go z powagą. – Riddle rozkazał swoim śmierciożercom schwytać cię i – jak to się wyraził: „przywlec w srebrnych łańcuchach". Co ty na to? – spytała, uśmiechając się drapieżnie.

– Dziękuję, Firestone, że mnie ostrzegłaś... – westchnął ciężko. – Spodziewałem się tego. Cóż... Będę się pilnował.

– Stała czujność! Jak zwykł powtarzać niejaki Alastor Moody – powiedział kpiąco Goldstone.

– Mamy dla ciebie inną propozycję. – Severus pochylił się lekko do przodu, patrząc uważnie na Remusa. – Siadaj – wskazał fotel.

– Może to pana zainteresuje. – Jasnowłosy mężczyzna wyszczerzył zęby. – Chcemy napsuć gadzinie krwi...

Remus usiadł w błękitnym fotelu, patrząc z niedowierzaniem na Snape'a i jego gości. Wszyscy troje uśmiechali się złośliwie. Lupin poczuł dreszcz emocji. W jednej sekundzie zdecydował, że przyjmie ich propozycję, niezależnie od tego, jaka będzie. Chyba w tym momencie natura Huncwota wzięła w nim górę i stłumiła głos rozsądku.

– Ja też bym chciał. Chętnie! – oznajmił stanowczo.

– Rysie nie polują w stadzie... – Uśmiech Olafa Goldstone podkreślał to oczywiste stwierdzenie. – W przeciwieństwie do wilków – zakończył swoją wypowiedź Norweg.

– Ja nie mam z kim polować. – Remus pomyślał, że skoro oni mówią do niego zagadkami, to on może odpłacić im pięknym za nadobne.

– Do pełni jeszcze daleko, Remusie. – Szept kobiety, choć cichy, wypełnił cały pokój. – Ale może wypróbujesz nowy eliksir Severusa? Już jest gotowy. Będziesz mógł się zmienić niezależnie od tego, w jakiej fazie jest Księżyc...

– Zgadzam się! – wykrzyknął Lupin. – Jeśli o to chodzi, to nie mam nic przeciwko!

– Więc wypij – szepnęła znowu. – Butelka stoi na stole.

Remus nie zawahał się. Już wcześniej odrzucił wszelkie wątpliwości. To, co Severus mówił kilka dni temu o swojej pracy nad nowym lekiem dla wilkołaków było zbyt kuszące. Lupin wstał z fotela i sięgnął po eliksir. Wypił wszystko, co było w butelce. Zdziwiło go trochę, że napełniona była tylko do połowy. Eliksir miał całkiem niezły smak, mimo sporej zawartości tojadu.

– Co teraz? – spytał. Severus, Firestone i Goldstone – wszyscy troje uśmiechali się tryumfalnie.

– Sięgnij do swego umysłu, wilkołaku i przywołaj swoją drugą postać – powiedział cichym, sugestywnym głosem Norweg, patrząc Lupinowi w oczy. – Ale nie wolno ci zapomnieć, że niezależnie od tego, czy masz ciało ludzkie, czy wilcze, zawsze jesteś i będziesz człowiekiem!

Remus zamknął oczy. „Przywołaj swoją drugą postać..." To nie było łatwe. Nigdy tego przecież nie chciał. Ale teraz... „Zawsze jesteś i będziesz człowiekiem!"

Przez całe ciało Lupina przeszła fala bólu. Na szczęście trwało to tylko chwilę. Otworzył oczy. Miał ciało wilka. Położył się, bo nagle poczuł że jest straszliwie zmęczony. Chciał tylko zwinąć się w kłębek na dywanie Severusa i spać. Niestety, nie mógł tego zrobić.

Olaf Goldstone podniósł się z kanapy. Jego postać na kilka sekund otoczyła migotliwa mgiełka. Jasnowłosy mężczyzna zniknął. Remus zerwał się na równe łapy. Olbrzymi ryś podszedł do Lupina i stanął na wprost niego, intensywnie wpatrując się w wilcze ślepia. Remus potrząsnął łbem. Przez moment ogarnął go lęk, że nie zdoła wrócić do ludzkiej postaci, ale to natychmiast minęło. Severus, wciąż wygodnie rozparty na kanapie, miał bardzo zadowoloną minę.

– To działa – powiedział z satysfakcją. – Możecie już się przemienić z powrotem! – dodał.

Lupin sam nie wiedział, jak to zrobił, ale w następnej sekundzie był znów człowiekiem. Obok niego stał jasnowłosy Norweg. Uśmiechnął się do Remusa.

– Jestem kotołakiem – zachichotał gardłowo. – Eliksir Seva jest jak widać uniwersalny! – wykrzyknął z entuzjazmem.

Oszołomiony Lupin opadł na fotel.

– Kotołakiem... – szepnął bezwiednie. Gorączkowo usiłował sobie przypomnieć, co wiedział o tych istotach. Kotołaki i wilkołaki łączyło tylko jedno – przemieniały się podczas pełni. Poza tym – różniło je wszystko! Wilkołactwo to była czarnomagiczna klątwa – człowiek stawał się wilkołakiem po ugryzieniu przez innego wilkołaka, kotołactwo było dziedzicznie uwarunkowane. Wilkołak po przemianie stawał się bestią, jego ludzka świadomość była wyłączona, ciałem wilkołaka w wilczej postaci rządziły pierwotne instynkty i ciemna strona natury, nad którą rozum nie miał kontroli. Kotołaki po przemianie przeważnie zachowywały ludzką świadomość, choć nie wszystkie i nie zawsze. No i gorąco nienawidziły wilkołaków... Natura rzuciła między te dwa gatunki magicznych istot chyba najgłębszą możliwą nienawiść. Czy on, Remus, i Olaf Goldstone będą mogli ze sobą współpracować?

Lupin z rezygnacją przedstawił swoje wątpliwości. Pozostała trójka zareagowała na to bardzo żywo.

– Pana słowa świadczą jedynie o tym, że prawdziwe informacje o nas są trudno dostępne – zaśmiał się Norweg. – Proszę się nie obawiać. Nie zrobię panu krzywdy w żadnej postaci. Nienawiść między nami, kotołakami, i wilkołakami jest mocno przereklamowana. Nie mam zamiaru twierdzić, oczywiście, że nic takiego nigdy nie istniało, ale po wypiciu eliksiru stworzonego przez Severusa, żaden z nas nie musi się obawiać, że straci nad sobą kontrolę. Jednym ze składników tego eliksiru jest substancja, po którą chodził pan z panną Granger do Zakazanego Lasu...

Remus skinął głową. Słowa Olafa Goldstone'a uspokoiły go trochę, chociaż nie rozwiały wszystkich obaw.

– Możesz wierzyć Olafowi – zapewniła go Firestone. – On, tak samo jak Severus, zazwyczaj mówi prawdę. Obaj kłamią tylko wtedy, gdy absolutnie muszą... Znasz Severusa, a Olaf pod tym względem jest taki sam!

– Chyba się domyślam, co chcecie mi zaproponować. – Remus uśmiechnął się do ducha.

– Polowanie na pannę Black. – Snape pokazał zęby w paskudnym grymasie. – Czyli na niejaką Bellatrix Lestrange, zwaną przez gadzinę „Bella".

– Doskonały pomysł. – Lupin rozciągnął wargi w złośliwym uśmiechu.

– Czy moglibyście mi coś wyjaśnić? Dlaczego nazywacie panią Lestrange – „panną Black"? – Olaf sprawiał wrażenie bardzo zaciekawionego tą kwestią.

Obaj zapytani zgodnie wybuchnęli złośliwym śmiechem. Spojrzeli po sobie nieco zaskoczeni. Nie dało się ukryć, że najwyraźniej pomyśleli o tym samym.

– No, cóż... Małżeństwo Bellatrix Black z Rudolfem Lestrange jest kontraktem, który ich rodzice podpisali, gdy oboje „zainteresowani" byli jeszcze bardzo małymi dziećmi – zaczął Lupin. Urwał nagle, bo pomyślał, że mimo wszystko, jednak nie wypada mu zdradzać tajemnic rodzinnych Syriusza, choć jego przyjaciel zawsze twierdził, że nie uznaje Blacków za swoich krewnych. Tym bardziej, że Olafa Goldstone'a Remus zobaczył po raz pierwszy w życiu kilka godzin temu.

– Mówiąc bez ogródek, Bellatrix nigdy nie interesowała się Rudolfem – dopowiedział ze złośliwym uśmieszkiem Severus. – Daj sobie spokój z tymi skrupułami, Lupin – dodał drwiącym tonem. – O tym wiedzieli wszyscy, bo nigdy tego nie ukrywała. Sypiała z nim, ale wolała brać do łóżka swego szwagra. No i marzyła o bliższym związku z gadziną. To też nie jest żadną tajemnicą. Adorowała Riddle'a, bo ona ma tak samo pokręcony mózg, jak ten bydlak. Jest wariatką... Szalenie niebezpieczną. Bardzo chciałbym ją upolować... – wysyczał ze złym błyskiem w oczach.

– Rozumiem. – Olaf też się uśmiechnął. I miał takie same złe błyski w oczach jak Snape.

– Proponuję jutrzejszą noc... – wyszeptała Firestone. – Zaprowadzę was do miejsca, gdzie ona się ukrywa...

– Świetnie. To ustalone! – Olaf podniósł się z kanapy. – O której wyruszymy na polowanie? – zapytał.

– Myślę, że o dziesiątej wieczorem będzie w sam raz – zaproponowała Firestone.

– Bardzo dobrze – odpowiedział Lupin.

– Najlepiej będzie, jak przyjdziecie tu do mnie o wpół do dziesiątej – powiedział Mistrz Eliksirów.

– Będziemy na ciebie czekać, Firestone. – Norweg uśmiechnął się do ducha. Ziewnął. – Chyba pójdę już spać. Jutro czeka nas ciężki dzień – westchnął.

– Na pewno. Masz przewodnika do pokoju gościnnego? – zatroszczył się Severus.

– Oczywiście. Dobranoc. – Olaf Goldstone skinął im głową i wyszedł.

– A ja będę jej pilnować... Nie ucieknie wam – uśmiechnęła się Firestone. Jej ektoplazma rozbłysła złotymi iskierkami i kobieta zniknęła. Lupin i Snape zostali sami.

– Ty też idź spać, Lupin – powiedział znużonym głosem Mistrz Eliksirów. – Żaden z nas nie jest z żelaza.

– Niewątpliwie... Wiem, że jesteś bardzo zmęczony, ale musimy porozmawiać. Proszę... – Ostatnie słowo Remus wypowiedział prawie błagalnym szeptem. Nie chciał, żeby tak to zabrzmiało, ale skoro już tu jest, to z determinacją postanowił twardo, że nie da się wyrzucić. Musi przeprowadzić z Severusem zasadniczą rozmowę, choćby to miało boleć. Zdecydował się na absolutną szczerość. Nienawiść, jaką okazywał mu Mistrz Eliksirów ciążyła Remusowi jak kamień. Chciał porozumienia, ale czy Snape nie odtrąci teraz jego ręki wyciągniętej do zgody? Niestety, Lupin musiał przyznać się sam przed sobą, że Severus miał aż za wiele powodów, by go co najmniej nie lubić...

– Uważasz, że to dobra pora na męską dyskusję? – Severus wpatrywał się w Remusa zimnym wzrokiem. Zmrużył oczy, tak, że wyglądały jak wąskie szparki.

– Żadna pora nie jest dobra na TĘ dyskusję, a ja i tak zbyt długo zwlekałem. To, co chcę ci teraz powiedzieć, powinienem był powiedzieć co najmniej dwadzieścia lat temu – westchnął Lupin.

– O co chodzi? – warknął gniewnie Snape.

– O nasze wzajemne stosunki. Traktujesz mnie jak śmiertelnego wroga... Dlaczego? – Wreszcie padło to pytanie...

– Oj, Lupin, bo zwątpię w twoją inteligencję! – Mina Severusa dobitnie świadczyła, że jest wściekły. – A może skleroza cię dopadła? – zadrwił Mistrz Eliksirów. – Straciłeś pamięć?! Twoje pytanie „dlaczego?" to szczyt bezczelności! Powiedziałbym może, że głupoty, ale głupi nie byłeś nigdy, a bezczelny zawsze! Tupetu ci nie brakuje! – wysyczał Snape gniewnie.

– Zatem muszę ci wyjaśnić... – powiedział cicho Remus. – Chcę, żebyś to powiedział. Głośno i wyraźnie. I może bardziej sobie, niż mnie... – dokończył jeszcze ciszej.

– Naprawdę tego chcesz? – Głos Snape'a oscylował w okolicach temperatury zera bezwzględnego.

– Naprawdę. Tego. Chcę! – odpowiedział Lupin zdecydowanie.

– Jak sobie życzysz. Tylko mały drobiażdżek. Sobie nie muszę tłumaczyć niczego! A więc?! – Jad zawarty w tym pytaniu mógłby chyba uśmiercić trolla.

– A więc, chcę żebyś mi odpowiedział na moje pytanie. DLACZEGO? – nalegał Lupin.

– Dlatego traktuję cię jak swojego śmiertelnego wroga, bo za takiego cię uważam! – odpowiedział Snape jedwabistym głosem. – Od pierwszej chwili naszej znajomości robiłeś wszystko, co tylko mogłeś, żebym cię znienawidził, więc masz, co chciałeś! Twoje starania odniosły skutek. Nienawidzę cię! Zadowolony z odpowiedzi?! – Severus wręcz wywarczał ostatnie słowa.

– Nie... – Remus powoli pokręcił głową. – Przyznaję, moje postępowanie wobec ciebie było złe. Bardzo złe... Masz prawo mnie nie lubić, nie znosić, nie cierpieć... Ale czy naprawdę zasłużyłem aż na nienawiść?!

– Doskonale wiesz, że tak. Nie byłeś wcale lepszy od swoich kumpli. Co do nich to chyba nie masz wątpliwości, że... Jak to się wyraziłeś? „Mam prawo ich nienawidzić..." A może uważasz, że nie?

Mistrz Eliksirów pochylił się do przodu. Dłonie zaciśnięte w pięści wsparł na udach. Szczęka mu stężała, jakby gotował się do walki. Lupin pomyślał ze smutkiem, że nienawiść Severusa do niego i jego przyjaciół narastała zbyt długo. Jeśli teraz nie uda mu się porozumieć ze Snape'em, będzie to tylko jego własna wina. Jego, Remusa, a nie kogokolwiek innego. Zbyt długo tchórzliwie uciekał przed odpowiedzialnością za swoje czyny. Ale nie może odpowiadać za cudze winy!

– Nie mówmy o nich... James i Syriusz nie żyją. A Peter... – Remus zająknął się i urwał.

– Naprawdę chcesz rozmawiać ze mną o tym... hmm... Peterze...? – zadrwił Snape.

– Nie, nie chcę rozmawiać o żadnym z nich. Powiedz mi, co masz do zarzucenia mnie. Tylko mnie. Odpowiadam za siebie, nie za nich! – powiedział stanowczo Remus.

– Proszę, proszę... Mówisz tak, jakbyś nie brał udziału w żadnych wybrykach swoich przyjaciół! „Święty Lupin – prefekt"! Rzeczywiście! – zaszydził Severus. – Naprawdę chcesz, żebym ci wyliczył całą litanię TWOICH grzechów? Zajęłoby mi to ze cztery doby! Czyżbyś rzeczywiście stracił pamięć? Chyba sam najlepiej wiesz, co masz na sumieniu! A może twoje sumienie jest czyste, bo nieużywane?! – Snape wyglądał na tak wściekłego, jakby miał za chwilę eksplodować.

– Gdybym uważał, że mam czyste sumienie, to nie rozmawiałbym teraz z tobą – odpowiedział cicho Remus zmęczonym głosem. – Jeśli nie chcesz wyliczać moich grzechów, nie musisz. Przyszedłem do ciebie, bo ja naprawdę pragnę zgody między nami. Zawiniłem i chcę cię przeprosić. Po prostu. Czy przyjmiesz moje przeprosiny?

– Nie. Po pierwsze – za późno, a po drugie – nieszczerze. Nie wierzę w twoje dobre intencje, Lupin – odpowiedział Snape dobitnie akcentując słowa i patrząc Remusowi prosto w oczy. Intensywność tego spojrzenia mogłaby chyba przepalić kamień.

– Za późno... To rozumiem. Masz rację... – Remus ciężko westchnął. – Ale dlaczego uważasz, że nieszczerze? Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył?! Czy chcesz, żebym padł przed tobą na kolana? Ja naprawdę...

– Lupin, żebym cię nie znał, to pewnie bym się teraz popłakał ze wzruszenia. Niestety, ja cię bardzo dobrze znam! – przerwał Snape. – Nawet fałszywego knuta nie dałbym za twoją szczerość. Nie mówiąc już o syklu... Na sykla jesteś za tani! Zapominasz, do kogo mówisz! Ja nie jestem McGonagall ani Dumbledore! Oni zawsze wam, huncwotom, wierzyli, chociaż wasze kłamstwa wręcz obrażały ich inteligencję! Do dzisiaj nie mogę tego zrozumieć... Stara kocica i Dumbel oboje są przecież naprawdę niegłupi. A wy potrafiliście pleść nieprawdopodobne brednie i mimo, że jaskrawo to biło w oczy, nikt nigdy nie kwestionował waszych słów... Przez pewien czas straszliwie wam tego zazdrościłem, dopóki nie zrozumiałem, że sprawiedliwość dla Ślizgonów w tej szkole nie istnieje! – zakończył Severus z goryczą.

– Tak uważasz? Czy dlatego faworyzujesz Ślizgonów na swoich lekcjach, a odbierasz punkty uczniom z innych Domów? – spytał cicho Lupin.

– Nikt z nauczycieli nie traktuje dobrze Ślizgonów. Prócz mnie. Ja po prostu staram się, żeby uczniowie z mojego Domu przynajmniej na moich lekcjach czuli się bezpiecznie. Na wszystkich innych przedmiotach są traktowani przesadnie surowo, odejmuje się im punkty za byle co i wciąż dostają szlabany, za najbłahsze przewinienia. Takie same przewinienia Krukonów czy Puchonów, nie mówiąc już o Gryfonach, są kwitowane co najwyżej pobłażliwymi uśmieszkami. Świetnie o tym wiesz i nie udawaj, że to do ciebie jeszcze nie dotarło. Tak samo było przecież za naszych szkolnych czasów. Niestety, nasz dyrektor to Gryfon, wicedyrektorka – też Gryfonka i oboje są po prostu zaślepieni. Nie głupi, tylko właśnie zaślepieni! McGonagall wciąż myśli, że jej podopieczni to aniołki, a ty i twoi kumple – czyli „huncwoci" – jak was wszyscy wtedy nazywali – po prostu sobie troszeczkę żartowaliście. Nigdy nie chciała słuchać moich skarg. Ani niczyich innych... A te wasze „żarty" omal mnie parę razy nie zabiły! – Mistrz Eliksirów skrzywił się wściekle. Wargi mu drgały, jakby chciał gryźć.

– Severusie... – jęknął Lupin. Próbował jeszcze coś powiedzieć, ale Snape nie dał mu dojść do głosu. Gniew, jaki się w nim nagromadził, w tym momencie wręcz eksplodował i znalazł ujście w słowach pełnych złości i goryczy. Severus najwyraźniej zupełnie stracił panowanie nad sobą, bo w innym wypadku na pewno nigdy by tego wszystkiego nie powiedział...

– Zaczęliście już w pociągu, gdy po raz pierwszy jechaliśmy do szkoły. Może tego nie pamiętasz, bo to bardzo łatwo zapomnieć, że się komuś zrobiło krzywdę. Obrzuciliście mnie klątwami, znienacka i bez żadnego powodu. Nie przypominam sobie, żebym was wtedy czymkolwiek sprowokował! Zatruwaliście mi życie przez wszystkie szkolne lata i zgotowaliście mi istne piekło. Dzięki wam nie mam żadnych przyjemnych wspomnień związanych z Hogwartem. Nienawidzę tego zamku i marzę o chwili, kiedy wreszcie będę mógł opuścić to przeklęte miejsce! Mam wielu przyjaciół, ale nikt z nich nie ma żadnych związków z Hogwartem. W szkole nie udało mi się z nikim zaprzyjaźnić, bo wy się o to postaraliście! Nikt nie chciał się wam narazić, więc nie miałem nawet bliskich kolegów, nie mówiąc już o przyjaciołach. Bardzo was bawiło znęcanie się nade mną. Byłem najmłodszy na roku, bo moja matka chciała odsunąć mnie od wpływów rodziny ojca i ubłagała Dumbledore'a, żeby mnie przyjął do szkoły o rok wcześniej. A ty jesteś ode mnie starszy nawet o dwa lata, bo poszedłeś do szkoły rok później niż powinieneś. Z wiadomych powodów... Nie było wam trudno dręczyć mnie i zabawiać się moim kosztem!

– Potwornie się tego teraz wstydzę... – szepnął Lupin.

– Taa... Uważaj, bo jeszcze ci uwierzę! – sarknął Snape. – Szkoda, że nie wstydziłeś się wcześniej! W trzeciej klasie rzuciłeś na mnie przekleństwo, oczywiście dla żartu! Tylko, że ja tego twojego dowcipu o mało nie przypłaciłem życiem! Przez ponad dwa miesiące nie mogłem prawie nic jeść, wymiotowałem krwią, a nikt oprócz Lily nie chciał mi pomóc, ani w ogóle mnie wysłuchać! A Poppy beztrosko stwierdziła, że to nic takiego i że „samo przejdzie"! Natomiast McGonagall, gdy naprawdę skrajnie zdesperowany usiłowałem się jej na ciebie poskarżyć, odebrała Slytherinowi pięćdziesiąt punktów za „nieuzasadnione szkalowanie innego ucznia"! Mogłeś w każdej chwili cofnąć zaklęcie, ale tego nie zrobiłeś. Wręcz przeciwnie, ty i twoi kumple robiliście zakłady, ile jeszcze wytrzymam. Drwiliście ze mnie, szydziliście i cholernie was to bawiło, patrzenie, jak się męczę! Wtedy się nie wstydziłeś! Dopiero po dwóch miesiącach udało mi się sporządzić antidotum. Zgadnij, Lupin, co było podstawą tego mojego eliksiru? Jak myślisz?

– Myślę, że TO, po co chodziłem z Hermioną do Zakazanego Lasu... – Remus był teraz śmiertelnie blady. – Przysięgam, Severusie, że nie wiedziałem!

– Doprawdy? Czegóż to nie wiedziałeś?! – wysyczał Snape.

– Że zrobiłem ci wtedy aż taką krzywdę... – wykrztusił Lupin. – To miał być tylko żart!

– Nieźle sobie żartowaliście! Potwór... pardon – Potter! ...rzucał klątwy na kogo popadnie, ot, tak sobie, dla zabawy! Black, zapatrzony w niego jak w tęczę, naśladował go jak najpilniejszy uczeń! Ty robiłeś to rzadziej, ale właśnie twoje były najgorsze. – Severus gorzko się zaśmiał. – Wszyscy interesowaliście się czarną magią i swoje zainteresowania manifestowaliście w najgorszy możliwy sposób! Wiesz, zanim poszedłem do szkoły, moja babka uczyła mnie zaklęć, mimo wyraźnego sprzeciwu mojej matki. No cóż, to dzięki tym naukom babci miałem szansę, żeby się przed wami jakoś bronić. Niestety, wy byliście lepsi, znaliście więcej zaklęć niż ja, no i było was trzech, a czasami czterech, bo od czasu do czasu pozwalaliście Pettigrew dołączać do towarzystwa. Wyżywaliście się na mnie i świetnie się bawiliście. Musiałem coś przedsięwziąć... Podglądałem, co czytacie i starałem się czytać to samo, żeby wiedzieć, jakie nowe diabelstwa szykujecie. Już w połowie pierwszej klasy zorientowałem się, że chodzicie nocami do Biblioteki i buszujecie po Dziale Ksiąg Zakazanych. Podglądałem was i bardzo szybko odkryłem waszą tajemnicę. Dowiedziałem się, że macie pelerynę niewidkę. Ja nie miałem tego ułatwienia, ale na szczęście moja matka, gdy po powrocie do domu na Święta Bożego Narodzenia opowiedziałem jej o was, nie potraktowała tego lekceważąco, tylko nauczyła mnie zaklęcia niewidzialności. Prawie pół roku trwało, zanim je opanowałem na tyle, żeby móc wykradać się po nocach do Biblioteki. Udawało mi się was unikać, czytałem książki o czarnej magii... Nie uważasz, że to ironia losu? To wam zawdzięczam, że tak wcześnie i tak wiele się nauczyłem o tej dziedzinie magii. Matka nie chciała, żebym się tym interesował i uczyła mnie warzenia eliksirów. Były o to straszne awantury w domu, między babką, matką i ojcem, między innymi dlatego trafiłem do szkoły o rok za wcześnie! Potem, gdy coraz bardziej mnie prześladowaliście, matka zaczęła mnie uczyć legilimencji i oklumencji. Uczyłem się pilnie, bo widziałem w tym szansę...

– Żeby się lepiej bronić – wpadł mu w słowa Lupin. Czuł rozpacz, smutek i coraz większy wstyd. Zdawał też sobie sprawę z tego, że Severus niestety miał rację mówiąc: „za późno". Za późno na przeprosiny, ale jednak dobrze się stało, że zmusił Severusa do tej rozmowy. Dowiedział się wielu rzeczy...

Ale czy w głosie Mistrza Eliksirów oprócz ironii i gniewu nie było czegoś jeszcze? Remus miał dziwne wrażenie, że to nie tylko złe wspomnienia ze szkoły wprawiły Snape'a w taką furię.

– A żebyś wiedział! Zastanawiam się dzisiaj, jak mogłem wtedy przeoczyć, co ty czytasz najchętniej... że najbardziej interesują cię książki o wilkołakach i wampirach! – Snape skrzywił się, jakby pił czysty, stężony sok z cytryny.

– Severusie... Szkołę skończyliśmy dwadzieścia lat temu. Potem nie widzieliśmy się kilkanaście lat. Trzy lata temu spotkaliśmy się ponownie tu, w Hogwarcie. Nie mogę odżałować, że wcześniej nie zdobyłem się na tę rozmowę z tobą... Ty wciąż się nie możesz pogodzić z przeszłością... Na litość boską! To już minęło. Zmieniliśmy się obaj... – wbrew woli Lupina w jego głosie znów pojawił się nieco błagalny ton.

– Czy ty myślisz, że ja nie mam nic lepszego do roboty, tylko rozpamiętywać szkolne czasy?! – Odpowiedź Snape'a wręcz ociekała ironią. – Zapewniam cię, że mam ciekawsze zmartwienia!

– Na pewno... Ale ty wciąż mnie nienawidzisz... Minęło tak wiele czasu! Obaj przeżyliśmy tragiczne chwile. Straciliśmy bliskich, widzieliśmy różne okropności... Nie możesz mi wybaczyć? – Remus potarł czoło. Co jeszcze mógłby powiedzieć? To, co usłyszał nieoczekiwanie od Severusa uświadomiło mu, jak wiele było między nimi niedopowiedzeń.

– To, że nie rozpamiętuję bez przerwy szkolnych czasów, nie oznacza, że nie pamiętam! – warknął Snape, patrząc Lupinowi prosto w oczy. – I to nie ja zacząłem tę rozmowę, tylko ty! Nie wiem, dlaczego nagle zaczęło cię męczyć sumienie, bo jakoś wcześniej nie przyszło ci do głowy, żeby chociaż trochę poprawić nasze wzajemne relacje! Lupin, to wszystko są tylko słowa! „Parole, parole..." Jeśli rzeczywiście chcesz, żebym przyjął twoje przeprosiny, to mi udowodnij, że masz dobre intencje. A zacząć możesz od tego, że się przyznasz. Idź do McGonagall i do Dumbledore'a i powiedz im prawdę. Stać cię na to? – Severus skrzywił się złośliwie. – Nie zrobiłeś przez te wszystkie lata najmniejszego gestu... Nie kiwnąłeś palcem! A trzy lata temu, jak tu uczyłeś, nie ominąłeś żadnej sposobności, żeby mi dokuczyć i mnie ośmieszyć. Dowcip z boginem Longbottoma był bardzo w twoim stylu, tylko, że mnie jakoś nie rozbawił! No, ale ja przecież nie mam za knuta poczucia humoru! I tylko mi nie tłumacz, że przecież nie mogłeś wiedzieć, czego się ten dzieciak boi, bo to oczywisty fakt, ale faktem też jest, że to nie on wpadł na pomysł, jak sobie poradzić z upiorem, tylko ty mu to podsunąłeś!

– Masz rację. To było wredne... – Remus ciężko westchnął. Po co to zrobił? Idiotyczny impuls, przypomnienie sobie czasów Huncwotów. Głupi kawał, godny piętnastolatka, ale mógł się przecież spodziewać, że Severus to też mu wypomni.

– Owszem. TO było wredne! Ale akurat to nie było nic wielkiego. Ot, taka drobna złośliwostka. Mam ci do zarzucenia o wiele gorsze rzeczy, Lupin, niż ten kretyński popis. Okazałeś się kompletnie nieodpowiedzialny! – wykrzyknął Snape. – Nie potrafię zrozumieć, jak mogłeś dać Potterowi swoją Mapę Hogwartu! Widziałem, przypadkiem zresztą, jak ty i twoi kumple z niej korzystacie i gdy zobaczyłem ją w rękach tego smarkacza, to omal mnie szlag nie trafił! Myślałem, że zwariowałeś! Dlatego cię wezwałem, bo chciałem, żebyś przy mnie zabrał swoją własność... Próbowałem ci uświadomić, co zrobiłeś. Czy naprawdę nie zdawałeś sobie sprawy, że ten mały głupek natychmiast z niej skorzysta i wymknie się do Hogsmeade?! Nie umiałem jej uruchomić, bo nie znałem hasła, ale nie mogłem wprost uwierzyć, że zrobiłeś coś podobnego! Jak mogłeś?!!!

– Severusie... Mylisz się... – Lupin z rezygnacją pokręcił głową. – Powiem ci, jak to naprawdę było z Mapą Huncwotów...

– No? Bardzo jestem ciekaw, jak to wytłumaczysz! – Snape patrzył spode łba.

– Nie wiem, dlaczego uważasz, że to moja mapa. Zrobiliśmy ją we czwórkę... – zaczął Remus.

– Nie bądź śmieszny! – warknął Mistrz Eliksirów. – Pamiętaj, że ja was wszystkich świetnie znałem. Ani Potter, ani Black nigdy nie wpadliby na taki pomysł, nie mówiąc już o wykonaniu. Potter potrafił tylko wymyślać głupie kawały, znęcać się nad słabszymi i popisywać się przed dziewczynami. Black go gorliwie naśladował, a niestety nigdy nie grzeszył intelektem, i jeśli już coś wymyślił, to siła rażenia jego pomysłów była potworna. O Pettigrew to już w ogóle nie ma co mówić. Żaden z nich trzech nie odznaczał się też cierpliwością. Tobie jednemu z waszej paczki nie brakowało inteligencji. Ani cierpliwości, w przeciwieństwie do pozostałych. Tylko ty mogłeś wpaść na tak wyrafinowany pomysł i konsekwentnie go zrealizować. Jasne? Więc nie próbuj mi tu mydlić oczu, że zrobiliście to we czwórkę. Używaliście – owszem, wszyscy. W to wierzę. Ale nigdy nie wmówisz we mnie, że to nie twoja robota!

– To prawda, Mapa Huncwotów to rzeczywiście był mój pomysł... Używaliśmy jej we czwórkę i straciliśmy, kiedy byliśmy na ostatnim roku. W czasie OWTM–ów. Peter miał ją przy sobie i zostawił na parapecie okna na trzecim piętrze, w tym mało używanym korytarzu. Uczył się tam do zaklęć, bo twierdził, że w pokoju wspólnym jest hałas i on nie może się skupić. Mapę trzymał w książce i zasnął, siedząc we wnęce okiennej. Przyłapał go tam Filch i pogonił. Peter nie zauważył, że Mapa wysunęła się z książki i została tam... Filch ją znalazł i zabrał. Ponieważ to były nasze ostatnie dni w Hogwarcie, więc machnęliśmy ręką i nie próbowaliśmy jej odzyskać. Filch schował naszą Mapę do szuflady z napisem: „skonfiskowane i bardzo niebezpieczne" – skąd wykradli ją bliźniacy Weasleyowie... Podobno, jak byli w drugiej klasie... Pochwalili się tym Syriuszowi i mnie, jak się dowiedzieli, że jesteśmy twórcami Mapy. Byli bardzo dumni ze swoich wyczynów.

– Ciekawe, jak im się udało odgadnąć wasze hasło! – warknął Snape niedowierzająco.

– Tego mi nie mówili, ale przypuszczam, że przez przypadek trafili na klucz do hasła, co dla nich chyba nie było takie trudne, bo oni zawsze myśleli trochę jak ja. – Lupin uśmiechnął się bezwiednie. – Trzeba było użyć kombinacji słów, które jak sądzę, w ich ustach pojawiają się często. Inaczej Mapa obraża osobę, która próbuje ją odczytać.

– O tym to ja wiem. – Mistrz Eliksirów skrzywił się z odrazą.

– Jak się trafi na klucz, to Mapa sama zdradza hasło... – mruknął Remus. – Gdy Harry był w trzeciej klasie, bliźniacy podarowali mu ją na Gwiazdkę. A ja oddałem Harry'emu Mapę gdy wyjeżdżałem z Hogwartu po roku swojej pracy tutaj... I, niestety, masz rację twierdząc, że zachowałem się nieodpowiedzialnie. Chyba nie powinienem był tego zrobić, bo potem skorzystał z niej Crouch...

– No, tego to już nie mogłeś przewidzieć! – zniecierpliwił się Severus. – Nikt nie mógł... Mówiąc o nieodpowiedzialności miałem na myśli nie tylko tę twoją Mapę, ale jeszcze oprócz tego coś innego. Zapominałeś o eliksirze tojadowym, musiałem cię pilnować, żebyś go pił o właściwych porach. Ta cała awantura we Wrzeszczącej Chacie wynikła przede wszystkim z tego, że nie pamiętałeś o wypiciu eliksiru! Mogłeś pogryźć dzieciaki!

– Niestety... Znowu masz rację... Dlatego odszedłem z Hogwartu. – Lupin smętnie pokiwał głową.

– Zawsze byłeś nieodpowiedzialny! I w czasach szkolnych i teraz! Nic się pod tym względem nie zmieniłeś. Niestety, Dumbledore ci ufa... Byłem przeciwny zatrudnieniu cię i okazało się, że miałem rację. Kilka razy zapomniałeś o eliksirze, musiałem ci go przynosić, bo inaczej byś go nie wypił. Próbowałem ostrzec uczniów, ale tylko Hermiona Granger załapała, o co mi chodzi... Nadal nie rozumiem dyrektora, dlaczego tak ci ufa! – Snape patrzył płonącymi oczami na swego rozmówcę. – Nie zamierzam udawać, chciałem się ciebie pozbyć ze szkoły! Powodów miałem aż nadto. Osobistych i innych!

– Wiem. Ale tobie też Dumbledore ufa! – wykrzyknął Lupin. Poczuł gniew i irytację. Chciał szczerej rozmowy, jednak mimo wszystko wspomnienie wydarzeń sprzed trzech lat mocno go zabolało. Severus też nie był wtedy w porządku! Przez jego wtrącenie się, Syriusz omal nie zginął!

– On MÓWI, że mi ufa – sprostował Snape zdumiewająco spokojnym głosem. – Ale mi NIE WIERZY! Tobie wierzy, chociaż wie, że kłamiesz. Stare przyzwyczajenia pozostają... Lupin, ty kłamiesz jak oddychasz! Nie rozumiem na przykład, po co zełgałeś, gdy spytałem, czy potrafisz zdjąć zaklęcia, którymi zabezpieczyłem swój kufer, że nigdy o nich nawet nie słyszałeś!

– Skłamałem odruchowo... – Remus przygryzł wargi. – To było głupie... – westchnął.

– Właśnie! Odruchowo! Dziwne, że Granger nie zwróciła na to uwagi. Jak ty to robisz, że ludzie tak ci wierzą?! – wybuchnął Mistrz Eliksirów.

– Był taki czas, że mi właśnie nie wierzyli... – przypomniał Remus z goryczą.

– Czy to nie ironia losu, Lupin? – zadrwił chłodno Snape. – Ja w szkolnych czasach nie kłamałem nigdy. Ty i twoi przyjaciele – zawsze. Ale to wam wierzono, nie mnie. Potem, ja musiałem nauczyć się dobrze kłamać, bo zostałem szpiegiem. Nauczyłem się. Kłamałem na tyle przekonywująco, że ten pełen pychy, zgadziały idiota, Riddle, mi wierzył. A ty i Black, kiedy chyba po raz pierwszy w życiu mówiliście prawdę, spotkaliście się z brakiem wiary w swoje słowa! Nie zastanawiałeś się nigdy, dlaczego tak się stało?

– Może dlatego, że był to czas, kiedy nikt nikomu już nie wierzył? I wszystko wskazywało na to, że Syriusz zdradził, a ja byłem z powodu mojego wilkołactwa jednym z najbardziej podejrzanych o współpracę z Voldemortem. Nie mogę powiedzieć, że wszystkie wilkołaki w Wielkiej Brytanii, ale na pewno większość go popierała! No i jego sługusy zrobili małą intrygę. Nie będę zagłębiał się w szczegóły... W każdym razie moi przyjaciele, nawet jeśli nie do końca uwierzyli Bellatrix, woleli się ode mnie odsunąć. Na wszelki wypadek! – wyjaśnił Lupin. Wciąż odczuwał smutek i zawód, jaki sprawili mu przyjaciele. Nie chciał przyznać się Severusowi, że do tej pory go to boli. Spuścił głowę.

– No, tak... – mruknął Snape, przyglądając mu się uważnie. – Istotnie... O mojej roli wiedziały tylko dwie osoby. Dumbledore i Lily. Potem dowiedział się jeszcze Potter... Ja z kolei stałem trochę za nisko w hierarchii śmierciożerców, żeby wiedzieć o roli Pettigrew. To był mój błąd, że nigdy tak naprawdę nie zwracałem na niego uwagi...

– Gdybyś ty się nie wtrącił, Peter by nie uciekł i Syriusz może by żył! – wykrzyknął Lupin z głębi serca.

– Pretensje możesz mieć wyłącznie do siebie. – Snape wzruszył ramionami. – Po pierwsze, co do winy Blacka nikt nie miał wtedy wątpliwości, nawet Dumbledore. Po drugie – podejrzewałem cię o współpracę z Voldemortem i z Blackiem, teraz oczywiście wiem, że niesłusznie, ale wtedy tego nie wiedziałem, a pozory właśnie na to wskazywały. Po trzecie – miałem swoje powody, żeby chronić tego głupiego smarkacza, a myśląc logicznie, wpakował się w sytuację, która groziła mu natychmiastową utratą życia! Rozumiem, że się spieszyłeś, że zobaczyłeś na Mapie Glizdogona i dlatego zostawiłeś ją otwartą na biurku, ale gdybyś przyszedł do mnie o właściwej porze po swój eliksir, to nie przyniósłbym ci go do twojej kwatery. Nie zobaczyłbym na mapie, jak biegniesz do Wrzeszczącej Chaty i nie byłoby całej sprawy. A Szczur siedziałby już w Azkabanie. Może by z niego potem uciekł, a może nie... Teraz wiem, oczywiście, jak to się odbyło. Wiem o zmieniaczu czasu Granger, o Patronusie Pottera, oraz o animagii Blacka, Pottera – seniora i Glizdogona. Dowiedziałem się też, że po śmierci Potterów i masakrze na stacji metra, to właśnie Knot postarał się, żeby różdżka Blacka zniknęła, bo po sprawdzeniu przez Priori Incantatem stwierdzono, że to nie z niej poszło to zaklęcie, które zabiło tyle osób. Wymyślono więc, że Black miał drugą różdżkę, której użył, a którą na pewno dostał od Czarnego Pana. Słyszałeś o tym?

– Nie! – Lupin gwałtownie zerwał się z fotela. – Od kogo o tym wiesz?! Od Percy'ego Weasleya?

– Siadaj, Lupin. TAKICH pytań się nie zadaje... – pouczył go drwiąco Snape. – Nieważne, od kogo mam te informacje. Są oczywiście ściśle tajne, ale uważam, że ty powinieneś to wszystko wiedzieć. Oczywiście tej drugiej różdżki nie znaleziono. Bo jej nigdy nie było. Co do różdżki Pettigrew – może tu cię zaskoczę... On, po przemianie w szczura, chwycił swój magiczny patyk w zęby i uciekł do kanału. Różdżkę potem ukrył w skrytce, w burdelu na Nokturnie i przyczepił się do Weasleyów. Żył u nich dwanaście lat. W szczurzej postaci... Ale o tym już wiesz! Natomiast mnie ciekawi inna sprawa. Skąd Black zdobył różdżkę po swojej ucieczce? Przecież nie kupił nowej różdżki u Ollivandera!

– To bardzo proste, Severusie – mruknął Lupin. – Nikt nie pomyślał o tym, żeby szukać Syriusza w jego domu na Grimmauld Place. Syriusz wpadł tam dosłownie na chwilę przed wyprawą na południe i zabrał różdżkę swojego ojca. Matka Syriusza schowała ją w gabinecie. To była różdżka, którą posługiwał się jeszcze pradziadek Syriusza...

– Phineas Nigellus... – powiedział Snape cicho. – Hmm... No, tak... Jeszcze coś sobie przypomniałem. Jak wtedy zareagował Stforek na powrót Blacka?

– Stforek w ogóle nie zareagował, bo akurat w tym momencie nie było go na Grimmauld Place. Skrzaty od Malfoyów wezwały go, bo umarł ktoś z ich wspólnych krewnych i Stforek uczestniczył w pogrzebie, właśnie wtedy, gdy Syriusz był przez te kilkanaście minut w domu. A wszystkie portrety w holu, jak również te w pokojach, spały za zasłonami, bo skrzat je zaciągnął przed wyjściem. Syriusz zachowywał się bardzo cicho i żadnego portretu nie obudził – wyjaśnił żywo Remus.

– Rozumiem. Już wszystko jasne. Przynajmniej w tej kwestii – mruknął Snape.

– Ale dla mnie nie wszystko jest jasne, do diabła! – wybuchnął Lupin. – Nie będę dociekał od kogo dowiedziałeś się o tych ściśle tajnych szczegółach, ale chcę wiedzieć, dlaczego Syriusza nawet porządnie nie przesłuchano!

– Bo w Ministerstwie trwały przepychanki między Crouchem i paroma innymi kandydatami na stanowisko Ministra – wyjaśnił ponuro Snape. – Knot nie liczył się wtedy jeszcze w rywalizacji o ten stołek. Ale już w niego celował i okazał się sprytniejszy, niż wszyscy myśleli. Nikt go nie brał pod uwagę, a on działał. Cichutko i podstępnie. Nie pamiętasz, co się wtedy działo? Z jednej strony euforia, z drugiej – obawy przed pozostałymi na wolności śmierciojadami... Wtedy wybuchła afera z synem Croucha i zrobiło się potężne zamieszanie. Nikomu nie zależało na prawdzie, no i wszyscy byli przekonani, że wiedzą, co zaszło. Oczywiście schwytani śmierciożercy, ci, którzy znali prawdę o Glizdogonie, nie pisnęli o tym ani słowa, a o to nikt ich nie pytał. Nikt też nie chciał słuchać, co Black ma do powiedzenia. Crouch zesłał go do Azkabanu bez procesu. Wtedy ten karierowicz był u szczytu powodzenia i chciał pokazać, jak to on dzielnie walczy „ze złem" – a ja uważam, że to on był modelowym wręcz wcieleniem tego „zła", które tak namiętnie zwalczał! – Severus zakończył swój wywód z niezwykłą pasją w głosie.

– Nigdy bym nie podejrzewał, że... Co ty masz do Croucha? – Lupin nie ukrywał zdumienia.

– Mnie też oskarżał, ale nie zdążył nic zdziałać, na szczęście dla mnie, bo Dumbledore mnie wybronił. Po prostu powiedział komu trzeba, czyli Ministrowi, o mojej prawdziwej roli. A to były ostatnie dni na tym stanowisku Millicenty Bagnold... Minister wydała polecenie zamknięcia śledztwa w mojej sprawie. Moje akta wylądowały w Tajnym Archiwum...

– A stamtąd „wyparowały"... – Remus przerwał wypowiedź Snape'a, uśmiechając się złośliwie. – Co jest dla mnie jasne i oczywiste! Nie, nie zaprzeczaj. Nie mówmy już o tym.

– Dobrze – zgodził się sucho Mistrz Eliksirów. – Nie jest to temat, który miałbym ochotę drążyć... – dodał z przekąsem.

– Więc wróćmy do zasadniczego tematu... – Lupin chciał już skończyć tę rozmowę. Może jednak coś trafi do Severusa? Nawet jeśli jeszcze nie jest gotów na zawarcie między nimi pokoju, to na razie może chociaż zgodzi się na rozejm...

– Masz mi jeszcze coś do powiedzenia, odnośnie tego, co nazwałeś „zasadniczym tematem"? – zdziwił się Snape.

– Tak. Odtrącasz moją rękę wyciągniętą do zgody, dajesz mi do zrozumienia, że mnie nienawidzisz, a jednocześnie proponujesz mi wspólne działanie... Więc jednak mi chyba ufasz? Jeśli chcesz, żebyśmy razem zapolowali na Bellatrix, to nie jest to propozycja, jaką się składa śmiertelnemu wrogowi! Nie jesteś konsekwentny, Severusie! – Remus przyglądał się Mistrzowi Eliksirów, zastanawiając się przewrotnie, jak Snape mu wytłumaczy brak logiki w swoim postępowaniu.

– Wspólne działanie z tobą wymusza na mnie sytuacja. Mamy obaj tego samego śmiertelnego wroga, który w jednakowym stopniu zagraża nam obu – odpowiedział Mistrz Eliksirów. Mówił spokojnie, z posępnym uśmiechem na twarzy. – Ale to nie zmienia moich uczuć. Nienawidzę cię. Mam za co. Wiesz o tym. Tak samo, jak nienawidzę twoich przyjaciół. Zapracowaliście rzetelnie na moją nienawiść.

Lupin ukrył na chwilę twarz w dłoniach. Miał wrażenie, jakby walił głową w solidną ścianę. A najgorsze było to, że sam ją wymurował...

– Nie mam prawa mówić ci co powinieneś czuć, ani tym bardziej wmawiać, że czujesz nie to, co powinieneś – odpowiedział znużonym głosem. – Nie będę mówić o Jamesie ani o Syriuszu. Oni obaj nie żyją. To, że ich nienawidzisz to twoja sprawa i twoje uczucia. Ale oni nie żyją. Przyjmij to wreszcie do wiadomości. Twoja nienawiść ich już nie dotknie. Nic im już nie zrobisz. Nie zemścisz się. I cokolwiek złego zrobili, odpokutowali za to...

– Albo jesteś niewiarygodnie bezczelny, albo naprawdę nic nie wiesz, Lupin... – Snape przyglądał się Remusowi z namysłem. Między brwiami pojawiła mu się mała, pionowa zmarszczka. – Ale chyba rzeczywiście nic nie wiesz... Potter i Black... Zauważ, że nie nazwałem ich „potwór i kundel"... – zaznaczył ironicznie, – dopuścili się znacznie gorszych „wyczynów" od tego wszystkiego, co wyprawiali w szkole. Powinni obaj dożywotnio gnić w Azkabanie! – zakończył z pasją.

– Na Merlina! Severusie! – Lupin zerwał się gwałtownie z fotela. – Co ty mówisz?!

– Zapewniam cię, że wiem, co mówię. Obliviate Pottera nie zadziałało. On nie wiedział, że wypiłem eliksir, który eliminuje skutki tego zaklęcia... Nie zastanowiło cię, czego szukał Shacklebolt w podziemiach Ministerstwa, koło Archiwum? A raczej – czego kazał mu tam szukać Dumbledore? – Snape wpił się wzrokiem w swego rozmówcę, tak, jakby chciał go przyszpilić do ściany. Remus oblizał wyschnięte wargi. Powoli opadł z powrotem na fotel. Obrót rozmowy zupełnie go zaskoczył. O co chodzi Severusowi? Ukryte podziemia w Ministerstwie? Obliviate Pottera? Co zrobił James?!

– Nie wiem... – wykrztusił. – Ja... słyszałem, jak dyrektor prosił Kingsleya, żeby poszukał wejścia do ukrytych pomieszczeń... Twierdził, że koło Archiwum jest ukryte jeszcze coś, prawdopodobnie są to lochy, gdzie schowano najbardziej tajne dokumenty i może również jakieś niebezpieczne artefakty. Być może są to dwa lub nawet trzy poziomy, ukryte pod ostatnią, najgłębiej położoną kondygnacją Ministerstwa. Ty coś o tym wiesz? I co James miał z tym wspólnego? Dlaczego rzucił na ciebie Obliviate?!

– Naprawdę nic nie wiesz? – wyszeptał Snape z niedowierzaniem. – No, cóż... To rzeczywiście szkoda, że twoi kumple nie żyją. Bo mógłbyś ich o to spytać! Tylko wątpię, by ci odpowiedzieli. Potter rzucił na mnie Obliviate, bo nie chciał, żebym pamiętał o tym, co on tam zrobił. A zrobił coś bardzo złego. Nie zdążyłem nic przedsięwziąć w tej sprawie. Potter niecały miesiąc później już nie żył. I nie pytaj mnie o to. Sam powiedziałeś, że nie odpowiadasz za cudze czyny. Słusznie. Za to, co zrobił Potter, istotnie nie możesz odpowiadać, bo nie jesteś winny. Mówisz, że Black i Potter „odpokutowali"... Nie, Lupin. Nieprawda. Nienawidzę ich, ale mam wobec nich znacznie poważniejsze zarzuty od tego, że się nade mną znęcali w szkole i nawet parę razy omal mnie nie zabili. Potter zginął. Riddle go zamordował. Gdyby ten arogancki łajdak mnie posłuchał, żyłby do dzisiaj. Tylko, że ja uczyniłbym wszystko, co w mojej mocy, żeby Potter trafił do Azkabanu. Dożywotnio. Za to, co zrobił. Może się kiedyś dowiesz, Lupin, co to było. A co do Blacka – przesiedział w Azkabanie dwanaście lat. Znowu ironia losu – siedział za to, czego nie zrobił, zamiast siedzieć za to, co zrobił...

– No, nie! Jak już zacząłeś o tym mówić, to powiedz do diabła, co oni zrobili! – wybuchnął wściekle Remus. – O co ich oskarżasz?!

– Dobrze, powiem ci. Nie wszystko, ale może jedno wystarczy. Oskarżam ich obu o śmierć Firestone. – Severus wyszeptał to wszystko prawie niedosłyszalnie, ale Remus miał wrażenie, że ten szept zabrzmiał jak grzmot. Patrzył na Mistrza Eliksirów oniemiały ze zgrozy.

– Nie, to niemożliwe! Nie rzuca się takich oskarżeń bez dowodów! – jęknął wreszcie. Opanował się z trudem. To, co mówił Severus było absurdalne. – Czy ty naprawdę myślisz, że James i Syriusz mogliby popełnić takie ohydne morderstwo?! Syriusz ją bardzo kochał! – wykrzykiwał Remus gorączkowo.

– Nie rzuca się takich oskarżeń bez dowodów. – Jak echo powtórzył jego słowa cichym, zadziwiająco spokojnym głosem Snape. – A jeśli MNIE nie wierzysz, to JĄ o to spytaj. Jutro spotkamy się z jej duchem. Możesz uzyskać informacje z pierwszej ręki.

Lupin oparł głowę na zagłówku fotela i zamknął oczy. Czuł się, jak po nokautującym ciosie. Nie wątpił, że duch Firestone potwierdzi słowa Severusa, a jednocześnie nie mógł się z tym pogodzić. Już raz uwierzył w winę Syriusza, w to że zdradził i zamordował. Co się okazało nieprawdą... Nie, nie popełni po raz drugi tego samego błędu! Otworzył oczy i spojrzał na Snape'a.

– Zapytam ją – oświadczył zdecydowanie. – Ale jestem pewien, że to nie może być prawda! Znałem przecież dobrze Jamesa i Syriusza. To nie oni ją zamordowali!

Mistrz Eliksirów ironicznie się uśmiechnął.

– Mówisz, że ich znałeś. Na pewno? A może jednak nie? – zadrwił. – Lupin, twój ukochany kumpel chciał mnie zamordować kiedy jeszcze byliśmy wszyscy uczniami. Zapomniałeś o tym? Chciał to zrobić TWOIMI... no... powiedzmy... że rękami. Czy ty pomyślałeś czym by się to dla ciebie skończyło? Gdybyś mnie zabił, to Komisja Likwidacji Niebezpiecznych Stworzeń zlikwidowałaby cię następnego dnia. Black i Potter zapewne wylądowaliby w Azkabanie, bo wątpię, Lupin, czy zakwalifikowano by to jako „uczniowski wybryk", jak się wyraziłeś na ten temat we Wrzeszczącej Chacie, podczas tej pamiętnej dla nas nocy! Dumbledore straciłby stanowisko – i miałby szczęście, gdyby tylko tyle! To samo byłoby, gdybyś mnie „tylko" pogryzł. Zamieniłbym się w wilkołaka, a moja „kochana" babcia na pewno zażądałaby mojej śmierci... Rezultat końcowy byłby ten sam. Nigdy ci to nie przyszło do głowy?! Potter, wyciągając mnie z tunelu pod Wierzbą, ratował tylko i wyłącznie wasze tyłki, a wcale nie mnie! Nie miałeś potem pretensji do Blacka? Dziwne!

– Miałem... – wykrztusił Lupin. – Stłukłem Syriusza na kwaśne jabłko! Ale w końcu mu wybaczyłem...

– No, cóż, a ja NIE. I NIE wybaczyłem też naszemu dyrektorowi, że nie wyrzucił was wtedy ze szkoły. Niestety, nawet ta próba dokonania morderstwa nie sprawiła, żeby zechciał mnie wysłuchać. Uśmiechał się tylko pobłażliwie, gdy mu opowiedziałem o kilku waszych „wybrykach", więc zamilkłem. Do dzisiaj mam do niego żal o waszą bezkarność. No cóż, przy takim podejściu do was dyrektora, to i reszta kadry nauczycielskiej też tak postępowała, włącznie z opiekunem Slytherinu, który tylko nominalnie zajmował to stanowisko, bo zupełnie się nami nie interesował. Nic go nie obchodziło. A wracając do twoich, tak zwanych „przyjaciół", to powiem ci tylko jedno. Margherita miała rację. Tolerowałeś ich zachowanie i nigdy nic nie zrobiłeś, żeby ich powstrzymać, choć jako prefekt powinieneś! Kilka razy próbowali mnie zabić. Wiesz o tym. Obaj mieli zbrodnicze skłonności. Niestety, całkowita bezkarność totalnie ich rozzuchwaliła. Nic się nie zmienili, ani jeden, ani drugi. Tylko nauczyli się lepiej maskować. Porozmawiaj z Firestone, może JEJ uwierzysz. Chociaż wątpię. Będziesz teraz wpierał sam sobie, że to jakaś straszna pomyłka! – Kpiący ton Severusa nie zdołał zamaskować goryczy w jego głosie.

– Porozmawiam z Firestone. Tak, jak mi sugerujesz – zapewnił Remus. – Chciałbym, żeby to nie była prawda. Nie wiem, co się stało, ale nie mogę uwierzyć... Nie, Severusie, nie mogę! Poza tym, powiedziałeś, że James zrobił coś „bardzo złego" w gmachu Ministerstwa. Co zrobił?! TEGO mi nie powiedziałeś!

– Nie powiedziałem ci, bo i tak byś w TO nie uwierzył bez dowodów. A dowody są TAM. Zamknięte i zapieczętowane. Jeszcze coś dodam. Drugim winnym był stary Crouch... To ci musi na razie wystarczyć. Na razie! Lupin, jeśli dożyjemy końca tej wojny, na co mam osobiście nikłe nadzieje, to postaram się, żebyś zobaczył te dowody. – Severus złożył tę obietnicę z taką zawziętością, że Remus tylko skinął głową.

– Oskarżasz Jamesa i Syriusza o zbrodnie... Czy mnie też? – spytał cicho.

– Lupin, ty jesteś upierdliwy, jak Knot trzymający się stołka! – warknął Snape ze złością. – Nie, ciebie nie oskarżam o żadne zbrodnie, bo nie wiem nic o tym, żebyś jakieś popełnił! Zabiłeś tych kilku śmierciojadów we własnej obronie. Ja tego nie uważam za morderstwo!

– A więc, wiesz o tym... Nawet mnie to nie dziwi – westchnął ciężko Lupin. – Rozumiem, że myślisz o mnie jednak lepiej, niż o Jamesie i Syriuszu.

Snape przyglądał mu się przez chwilę, marszcząc lekko czoło. Uśmiechnął się drwiąco kątem ust.

– Niestety, z bólem serca muszę ci przyznać rację – zaszydził. – Tak, istotnie. Nie wierzę w twoje dobre intencje, ale stosuję wobec ciebie zasadę ograniczonego zaufania. Po prostu znam cię na tyle dobrze, że mogę być pewien twojej chwilowej lojalności w czasie akcji wspólnie prowadzonych przeciwko śmierciojadom. Powiedziałem ci już, że jesteś ostatnim człowiekiem, którego bym zaprosił do swego domu, ale sytuacja tego wymaga. Jeśli przeżyję tę całą awanturę, to natychmiast opuszczę Hogwart i mam nadzieję, że nikogo z was nigdy więcej już nie zobaczę! Ani ciebie, ani nikogo innego z naszych „towarzyszy broni"!

– Rozumiem... – Remus pomyślał, że Severus odsłonił się wręcz zdumiewająco. Czuł śmiertelne znużenie i smutek. Wiedział też, że będą musieli jeszcze wrócić do tej rozmowy. Był zdecydowany wyjaśnić wszystkie niedopowiedzenia i tajemnice. Nawet, jeśli rzeczywiście po wojnie Severus opuści Hogwart i nigdy więcej się nie spotkają.

– Nie wątpię, że rozumiesz! – drwiący głos Snape'a wyrwał go z zamyślenia.

– Nie chcesz przyjąć moich przeprosin, ani uwierzyć, że naprawdę zależy mi na zgodzie z tobą. Ale może uznasz, że zawarliśmy chociaż... rozejm? – zaproponował Remus spokojnie.

– Co do zgody między nami, to nie przypominam sobie, żebyśmy się teraz o cokolwiek kłócili – zripostował ironicznie Snape. – Możesz to uznać za rozejm, jeśli chcesz. Nie mam zamiaru cię atakować, pod warunkiem, że ty też nie podejmiesz żadnych działań przeciwko mnie. A co do twoich przeprosin, to nie mam zamiaru się powtarzać. No i masz rację, co do tego, że JEDNAK uważam cię za lepszego od twoich przyjaciół. Ani Blackowi, ani Potterowi nie zaproponowałbym takiej współpracy – warknął Mistrz Eliksirów. – To ci musi wystarczyć!

– To mi wystarczy... Na razie. – Remus podniósł się z fotela. – Chciałbym, żebyś przestał mnie nienawidzić, Severusie. Naprawdę – dodał cicho.

– To się o to postaraj! – zaproponował szyderczo Snape.

– Zatem zrobiłem pierwszy krok, prawda? – Lupin idąc do drzwi obejrzał się na Snape'a, wciąż siedzącego na kanapie. Położył dłoń na klamce.

– Może... – Remus zamarł ze zdumienia. Czyżby Severus Snape naprawdę to powiedział?!