***
Pół godziny później, dormitorium w Gryffindorze, na szczycie wieży.
Harry leżał na łóżku i błądził wzrokiem po sypialni. Nie mógł zebrać myśli. W głowie mu huczało. Wiedział, że musi jakoś spróbować ochłonąć z szoku. Poczuł, jak ktoś głaszcze go po policzku. Z trudem skoncentrował się i popatrzył na Hermionę siedzącą przy nim na łóżku. Dziewczyna przyglądała mu się z niepokojem. Z drugiej strony usadowił się Ron. Rudzielec również miał bardzo zmartwioną minę. W oczach obojga Harry widział zrozumienie i współczucie.
– Dziękuję – szepnął.
– Za co?! – zdumiał się Ron.
– Że jesteście przy mnie...
Nie powiedział nic więcej. Nie musiał. Wszyscy troje rozumieli się bez słów.
Ciche pukanie do drzwi Harry odczuł jak uderzenie. Chciał spokojnie pomyśleć o tym, czego się dowiedział, niestety, intruz domagający się wpuszczenia do sypialni najwyraźniej był uparty. Hermiona i Ron popatrzyli na niego pytająco. Chłopak z rezygnacją skinął głową.
– Proszę! – zawołała Hermiona.
Do dormitorium wszedł Olaf Goldstone. Przysunął krzesło do łóżka Harry'ego i usiadł. Przez chwilę chłopak i mężczyzna przyglądali się sobie uważnie.
– Muszę z tobą porozmawiać, Harry – Olaf Goldstone pierwszy przerwał ciężką ciszę.
– O czym? – warknął chłopak. Miał dość rozmów. Przynajmniej na dzisiaj. Niestety, najwyraźniej spokój nie miał mu być dany.
– O twojej ciotce Petunii. Przy okazji może poruszymy też parę innych tematów. Po prostu uznaliśmy obaj z Severusem, że powinieneś o pewnych sprawach... dowiedzieć się więcej. I co nieco sobie przemyśleć – oznajmił spokojnie Norweg.
Harry nie ukrywał zaskoczenia.
– Wszystko już o niej wiem – odpowiedział, czując irytację. Po co mieli znowu rozmawiać o Petunii?
– Chyba to jednak lekka przesada, Harry – jasnowłosy mężczyzna z dezaprobatą pokręcił głową.
– No, dobrze, ma pan rację. Nie będę się upierał, że „wszystko" – ustąpił chłopak. Poczuł, że narasta w nim złość. Naprawdę nie życzył już sobie rozmów o Dursleyach!
– Myślę, że powinieneś przynajmniej postarać się zrozumieć zachowanie Petunii – powiedział cicho Goldstone.
– Czyżby chciał mi pan zasugerować, że mam przebaczyć Dursleyom? – spytał Harry ironicznie. – Ktoś coś wcześniej mówił o przebaczaniu... – zadrwił, patrząc wprost w błękitne oczy Norwega.
– Wybaczyć? Przeciwnie – westchnął mężczyzna. – Sądzę, że nie masz absolutnie powodów do przebaczenia. Natomiast zrozumienie: „dlaczego", to jest zupełnie co innego. Poza tym, to nie ja, tylko profesor McGonagall mówiła o przebaczaniu. I dotyczyło to twego ojca i Syriusza. Ona mówiła, że Severus i ja powinniśmy wybaczyć tym dwóm ich winy. Nie pamiętasz?
– Pamiętam – burknął Harry.
– Nie ma to żadnego bezpośredniego związku z Dursleyami – zapewnił Goldstone.
– Zaciekawił mnie pan – powiedział Harry, unosząc się nieco na łokciu. – Słucham.
– Słyszałeś, co mówiła Petunia o twojej matce i to, co jej wyrzucał Severus. Niestety, to wszystko prawda. Wiesz już też, jaki był twój dziadek. Lily i Petunia nie miały dobrego dzieciństwa, ale z nich dwóch, to właśnie Petunia miała gorsze. Stephen bardzo chciał mieć dziecko, które odziedziczyłoby po nim jego zdolności magiczne. Kiedy Mathilda zaszła w ciążę, ogromnie się ucieszył, ale wykorzystał wszystkie znane mu magiczne sposoby, aby sprawdzić czy dziecko będzie takie, jakie chciał, żeby było. Gdy twoja matka się urodziła, jej ojciec natychmiast przeprowadził magiczne testy. Pomagała mu w tym twoja praprababka Vianne. Zarówno twoi dziadkowie, jak i ona byli zachwyceni i szczęśliwi. Lily była magicznym dzieckiem, a kiedy zaczęła dorastać, to okazało się, że jest nie tylko magiczna, ale również bardzo inteligentna i ładna. Stephen i Mathilda bardzo ją kochali i byli z niej dumni. Gdy Lily skończyła dwa lata, urodziła się Petunia. Niestety, okazało się, że nie ma ani odrobiny magicznych zdolności. Bardzo to rozczarowało twojego dziadka. Kolejne rozczarowania odnośnie młodszej córki przyszły bardzo szybko – Petunia nie jest szczególnie bystra i nie dorównywała siostrze urodą, delikatnie mówiąc. A Lily była ładna i zapowiadała się na piękność, miała wdzięk, magię i bystry umysł. Petunia przez całe życie wszystkiego jej zazdrościła...
– A skąd pan to wie?! – wykrzyknął gniewnie Harry.
– Po pierwsze, od Mistrzyni Eliksirów madame Nicole, która kilka lat mieszkała w Anglii. Była sąsiadką Evansów, a jej córka Margherita przyjaźniła się z twoją matką. Margherita była o trzy lata młodsza od Lily. Niestety, obie nieraz były świadkami awantur, jakie urządzał Stephen. O tym przecież już wiesz. Madame Nicole uczyła eliksirów matkę Severusa, a potem jego. Ja też pobierałem u niej lekcje. Wracając do Petunii – robiła Lily sceny zazdrości, niszczyła jej książki i zabawki, oraz wygadywała o niej różne bzdury – wyjaśnił spokojnie mężczyzna.
– Rozumiem – mruknął Harry posępnie.
– Niestety, twoi dziadkowie naprawdę bardziej kochali Lily i źle traktowali swoją młodszą córkę. Tylko Scarlett ją hołubiła i dopiero po śmierci Mathildy i Stephena, Petunia wreszcie po raz pierwszy w życiu była górą nad siostrą. Co prawda, nie potrwało to długo... Twoi rodzice zaręczyli się jeszcze w siódmej klasie. Zaraz po ukończeniu Hogwartu Lily odwiedziła swoją babkę i siostrę, przywożąc do nich Jamesa. Była to jej ostatnia wizyta w domu babki, nigdy więcej się nie widziały. Ale i tak, Petunia wykorzystała okazję, żeby dokuczyć Lily. Spaliła jej ulubioną sukienkę, potem oczywiście zarzekała się, że to było niechcący i wyrzuciła potajemnie do śmieci małą maskotkę – pluszowego misia, którego twoja matka dostała w prezencie od Jamesa. Zdaje się, że wygrał go w jakimś konkursie zręcznościowym w mugolskim wesołym miasteczku. Miś się potem odnalazł w dość dramatycznych okolicznościach i była to twoja pierwsza zabawka.
– Nie pamiętam tego misia – westchnął Harry cicho.
– Oczywiście, nic w tym dziwnego – przyznał Goldstone. – Dlaczego Petunia to zrobiła? Przyznała się babce, wykrzyczała swoje żale w ataku złości, a Lily to niechcący usłyszała. I zaraz potem wyjechali oboje z Jamesem do jego rodziców. Petunia była wściekła na swoją siostrę, że przyjechała, żeby się pochwalić i pysznić przed nią swoim „okropnym" chłopakiem i dlaczego to Lily ma zawsze tyle szczęścia?! Niedługo później, po wyjeździe Lily, Petunia zaręczyła się z Vernonem Dursleyem. Pewnie chciała „pokazać" siostrze, że i ją stać na narzeczonego. Petunia chyba całe życie czuła się przy Lily jak kopciuszek, więc zapragnęła chociaż raz zostać księżniczką. Lecz niestety, na księżniczkę nigdy nie miała żadnych kwalifikacji. Obie siostry wyszły za mąż mniej więcej w tym samym czasie. Tylko że Lily skończyła Hogwart, a Petunia nie ma nawet średniego wykształcenia, bo poślubiła Vernona tuż przed końcowymi egzaminami i oczywiście rzuciła szkołę. No, żadnej z nich się królewicz nie trafił, nie da się ukryć, ale i tak Petunię żarła zazdrość, bo patrząc obiektywnie, to w porównaniu z Vernonem, twój ojciec tak czy siak był o wiele lepszą partią! – Olaf Goldstone uśmiechnął się złośliwie.
– Co pan ma właściwie na myśli? – spytał chłopak nieufnie.
– To proste, Harry. Twój ojciec był rówieśnikiem Lily, a Vernon jest od Petunii starszy o piętnaście lat. Twój ojciec był przystojny, a o Vernonie nawet przy najlepszej woli nie da się tego powiedzieć. I jeszcze coś... Rzecz może w tym wszystkim dla Petunii najistotniejsza. James był bardzo bogaty i pochodził z dobrej rodziny, a Vernon Dursley nie miał ani centa, zaś jego pochodzenie... No, lepiej się w to nie zagłębiajmy... – Norweg skrzywił się drwiąco.
– Czyżby pan uważał, że złe dzieciństwo usprawiedliwia panią Dursley?! – wybuchnęła gniewnie Hermiona. – Ona, jej mąż i syn znęcali się nad Harrym!
– Niczego podobnego nie miałem na myśli panno Granger. Złe doświadczenia z dzieciństwa nie są dla nikogo żadnym usprawiedliwieniem. A szczególnie dla takiego zachowania! – odpowiedział gwałtownie mężczyzna. – To jeszcze nie wszystko, co chciałem powiedzieć. Postępowanie Petunii wobec Harry'ego wynikało nie tylko z zazdrości i chęci zemsty na zmarłej siostrze. Czy przyjrzała się pani Dudleyowi? Myślę, że tak. I jakie wnioski?
Na twarzy dziewczyny pojawiło się nagłe zrozumienie.
– Oczywiste... – szepnęła nieco niepewnie.
– Ano właśnie. Dudley jest niezdarny, brzydki i ociężały umysłowo. Jego matka go kocha, ale chociażby nie wiem co sobie wmawiała, wie jaka jest prawda. Przyjęła pod swój dach syna swej siostry i bardzo możliwe, że bardzo szybko uświadomiła sobie, co ją czeka. Musiała wciąż patrzeć na chłopaka o wiele bardziej udanego od własnego dziecka. – Norweg ponuro się uśmiechnął. – Spójrz na siebie, Harry. Jesteś przystojny, bardzo sprawny fizycznie i jakby tego było mało – inteligentny. Całkowite przeciwieństwo Dudleya. Petunia gnębiła cię, prześladowała, wmawiała ci, że jesteś do niczego, ale to nic nie dało. Starała się nawet na ciebie nie patrzeć, bo każde spojrzenie skłaniało do porównań. I choćby nie wiadomo jak bardzo samą siebie okłamywała, to podświadomie wściekało ją, że jej syn jest taki nieudany.
Harry poczuł, że ogarnia go kolejna fala przygnębienia.
– Tak, moja ciotka miała koszmarne dzieciństwo i dlatego jest taką złą kobietą – powiedział smętnie. – O to panu chodziło? To miałem zrozumieć?
– To, jakie człowiek miał dzieciństwo zawsze ma wpływ na późniejsze życie, ale równie ważne są predyspozycje genetyczne. Pomyśl o Dudleyu. Czy on mógłby powiedzieć, że miał złe dzieciństwo?
– No, nie! – warknął gniewnie Harry. – Dudley?! Zawsze wszystko miał i na wszystko mu pozwalano!
– Ano właśnie. A jaki jest? Zepsuty do cna, okrutny, bezmyślny, rozpuszczony. W gruncie rzeczy, rodzice zrobili mu potworną krzywdę takim wychowaniem, czy też jego brakiem – powiedział sucho mężczyzna.
– Czyli to, jakie mieliśmy dzieciństwo wcale jeszcze nie przesądza, jacy będziemy jako dorośli? Tak pan uważa? – zapytała Hermiona, z szalonym zaciekawieniem w głosie.
– Nie tylko ja, panno Granger. O to, jaki wpływ na ludzki charakter mają przeżycia z dzieciństwa, a jaki geny, uczeni spierają się od lat. Moim zdaniem i jedno i drugie ma wpływ. Po prostu moje doświadczenia życiowe i zwyczajne obserwacje ludzi skłaniają mnie do takich wniosków. Jakie dzieciństwo miał Syriusz Black? A twój ojciec, Harry? Jeden parszywe, drugi cudowne. A jacy byli? Wrodzone predyspozycje są chyba jednak silniejsze od życiowych doświadczeń! Petunia jest złym człowiekiem. Niestety, ani ja, ani Severus, ani profesor Dumbledore nie potrafiliśmy przewidzieć, do czego jest zdolna. Przykro mi, Harry. Powinniśmy cię byli zabrać, mieszkałbyś we Francji lub w Norwegii, uczyłbyś się w Szkole Magii Trondheim i nigdy w życiu pewnie nie zetknąłbyś się z Dursleyami. Niestety, profesor Dumbledore źle ocenił sytuację. My też moglibyśmy cię ukryć przed Voldemortem, ale za bardzo zaufaliśmy osądowi dyrektora. To tylko człowiek i też się może mylić. Tym razem okazał się za bardzo ufny. Uwierz mi, obaj z Severusem naprawdę żałujemy, że tak się stało.
– Wierzę – westchnął Harry. Cóż, to co mówił Olaf Goldstone było bardzo przykre, ale czasu cofnąć się nie da...
– Czasu nie można cofnąć – powiedział na głos to, o czym przed chwilą pomyślał. – Nawet zmieniacz czasu nic tu nie pomoże i nie odmieni tego, co się stało.
– Nie... – mruknął Norweg.
– A ja myślę, że to było dla was obu wygodne – odezwał się nagle złośliwie, milczący dotąd uparcie Ron. – Wysyłaliście pieniądze i zabawki, ale nie sprawdzaliście, co z Harrym naprawdę się dzieje! Mieliście sprawę z głowy! Mówił pan o zagrożeniu dla was i dekonspiracji Snape'a...
– Ma pan rację, panie Weasley – przerwał ostro Norweg. – Owszem, było to dla nas wygodne, ale zagrożenie i dla nas i dla Harry'ego było wtedy – i jest nadal – bardzo realne. Czy nie słuchał pan wyjaśnień Severusa? Mroczny Znak nie zniknął z jego przedramienia, a to oznaczało, że ten obrzydliwy gadzina wciąż żyje! I że w każdej chwili może wrócić. Śmierciożercy tacy jak Malfoy, Nott i wielu innych, byli wolni i działali. A Ministerstwo nie chciało tego przyjąć do wiadomości. Przejęcie przez nas obu opieki nad Harrym stwarzałoby niebezpieczeństwo nie tylko dla nas dwóch, dla mnie i Severusa, ale także dla bardzo wielu innych ludzi! Dla Dursleyów niestety też... Tarcza Miłości stworzona przez Lily chroniła Harry'ego i Petunię oraz ich krewnych i powinowatych, przede wszystkim Vernona i Dudleya. Niestety, Petunia okazała się znacznie gorsza, niż potrafiliśmy to sobie wyobrazić. Mam pretensję do siebie, ale przede wszystkim do profesora Dumbledore'a, bo to on pokpił sprawę. Powinien był dopilnować, żeby Harry był przyzwoicie traktowany przez Dursleyów. Nie uczynił tego i o to, a nie o co innego mam do niego żal. No, trudno. Gdybanie nic już nie pomoże ani nie zmieni.
– Przepraszam – mruknął posępnie Ron.
– Nie gniewam się, panie Weasley – odpowiedział chłodno mężczyzna. Odwrócił się od Rona i zwrócił się do Harry'ego. – To już wszystko, co miałem ci powiedzieć, Harry. Chcieliśmy, żebyś to przemyślał.
– Dobrze – powiedział cicho Harry, nie patrząc na Norwega. – Przemyślę to. Mam takie dziwne wrażenie, że będę miał dużo czasu na myślenie – dodał ironicznie. – Ciekawe, czy Dursleyowie też sobie co nieco przemyślą – zakpił. – Ale nie wydaje mi się, żeby skłoniło ich do tego nawet takie publiczne upokorzenie jakiego doznali – podsumował.
– Mnie też się nie wydaje, Harry – westchnął Goldstone. – Vernon Dursley i jego siostra to ludzie wyjątkowo prymitywni i całkowicie pozbawieni empatii. Zaś Petunia jest po prostu mało inteligentna i najwyraźniej odziedziczyła w genach najgorsze cechy swoich lichwiarskich przodków, Talleyów. A twój kuzyn Dudley jest niemal niedorozwinięty umysłowo. Ma bardzo niskie IQ, może nie kwalifikuje się aż do szkoły specjalnej, ale niestety, nałożyło się na to fatalne wychowanie, co dało łącznie katastrofalny rezultat. Po żadnym z nich nie można się spodziewać jakichkolwiek refleksji. Co najwyżej będą cię jeszcze bardziej nienawidzić niż dotychczas.
– Bardziej się nie da – prychnął Harry z niesmakiem. Pomyślał, że jego kuzyn osądził Dursleyów bardzo trafnie. Zastanawiał się jednocześnie, jak ocenić tego człowieka. On sam o sobie powiedział, że jest cynikiem i egoistą, ale czy to rzeczywiście jest prawda o nim? No cóż, ma kolejną kwestię do przemyślenia.
– A mnie się nie podobało, że tak ich upokorzyliście – odezwała się nieoczekiwanie Hermiona. – Odkąd tu się pojawili, poniżacie ich za każdym razem, kiedy się z wami spotkają! Wiem, na pewno uważacie, że im się to należy, za to, jak traktowali Harry'ego... Ale to ohydne!
Olaf Goldstone zaśmiał się pod nosem.
– Po pierwsze, panno Granger, Dursleyowie sami się podkładają. Owszem, uważam, że im się to należy! I wcale się nie wstydzę, że źle ich traktuję. Jestem na nich wściekły, nie tylko z powodu Harry'ego, ale także dlatego, że muszę się nimi zajmować, żeby zapewnić im bezpieczeństwo. Oni MNIE osobiście przysparzają potwornych kłopotów swoją głupotą i okrucieństwem. Są zagrożeni, bo śmierciożercy chcą ich zamordować! A Dursleyowie zachowują się wyjątkowo idiotycznie. Ignorują ostrzeżenia... No, zresztą mniejsza z tym. To mój kłopot... I Severusa, a nie wasz. Po drugie – Petunia jest rodzoną siostrą Lily, zatem łączy mnie z nią identyczne pokrewieństwo jak z mamą Harry'ego. I to samo dotyczy Severusa, ona jest dla niego jeszcze bliższą krewną niż dla mnie...
Hermiona wzdrygnęła się gwałtownie.
– Rzeczywiście... – szepnęła ze zgrozą.
– Żaden z nas nie chce tak naprawdę, żeby została zamordowana i to w okrutny sposób – ciągnął Norweg nie zważając na minę dziewczyny. – Bo gdyby padlinojadom udało się dopaść Dursleyów, to wolę nie wyobrażać sobie, co by się stało... Niewolnicy Voldemorta na pewno nie odmówiliby sobie „zabawy"! Nie mówiąc już o tym, że Dursleyowie bardzo dużo o nas wiedzą! Zbyt dużo. Ta ich wiedza może być bardzo niebezpieczna, a wyczyszczenie im pamięci nie ma sensu, bo gdyby ich torturowano Cruciatusem, to zaklęcie zapomnienia zostałoby przełamane. Nie wątpię, że pani o tym doskonale wie! A wracając do pani zarzutów, co do upokarzania... To profesor Dumbledore zaproponował, żeby Dursleyowie wysłuchali odczytania testamentu Lily. Mitch... to znaczy pan mecenas był przeciwny.
– Tak, pamiętam – szepnęła Hermiona słabym głosem.
– Zarzuca pani mnie i Severusowi, że poniżamy i upokarzamy Dursleyów, ale czy oburza panią każdy fakt upokarzania kogokolwiek? W jakikolwiek sposób? A może czasami pani nie zauważa, że ktoś kogoś poniża? – Norweg zadał te pytania dziwnie jadowicie.
– Co pan ma na myśli? – spytała nieufnie Hermiona.
– Przypomnę pani zdarzenie, które niewątpliwie pani doskonale pamięta. Kiedy byliście w pierwszej klasie, Gryffindor wygrał rywalizację i otrzymał Puchar Domów – prawda? Nie mam zamiaru kwestionować waszego zwycięstwa. Należało się Gryffindorowi, a wam trojgu przede wszystkim, za to, czego dokonaliście. Natomiast mam ogromne zastrzeżenia do sposobu, w jaki profesor Dumbledore to obwieścił – oznajmił Goldstone zimnym tonem. – No, cóż, jak już wcześniej powiedziałem, on też jest tylko człowiekiem. Straszliwie upokorzył Ślizgonów, choć wcale nie musiał. Mógł ogłosić wcześniej zwycięstwo Gryffindoru i przyznać wam punkty przed ucztą, a podczas przemówienia końcowego po prostu was pochwalić! Ślizgoni już cieszyli się ze zwycięstwa, a ono zostało im odebrane w ostatnim momencie i w sposób okrutnie upokarzający...
– Ślizgoni są wredni! – warknął wściekle Ron.
– Doprawdy? Wszyscy? – zakpił Norweg. – A może uważacie, że w Slytherinie są sami Malfoyowie? To, że Riddle był w tym Domu, jeszcze nie oznacza, że jest to wylęgarnia zwyrodniałych morderców, panie Weasley. Jednym z najlepszych przyjaciół profesora Dumbledore'a jest Ślizgon – Mistrz Eliksirów Horacy Slughorn, który uczył tego przedmiotu, gdy Severus i twoi rodzice, Harry, byli uczniami Hogwartu. Niestety, nie on był wtedy opiekunem Slytherinu... A szkoda! Spróbujcie sobie przypomnieć, jak nauczyciele traktują Ślizgonów. I inni uczniowie. Ci, co należą do Domu Węża są wciąż upokarzani na lekcjach, traktuje się ich surowiej niż uczniów z pozostałych domów, są niesprawiedliwie oceniani. Nawet dyrektor nie ustrzegł się od tego, może nawet nieświadomie, ale to robi. Ślizgoni czują się prześladowani. I mszczą się za to, co oczywiście nie przysparza im sympatii. Ta obrzydliwa ropucha Umbridge po mistrzowsku to wykorzystała tworząc swoje brygady inkwizycyjne. Zastanówcie się nad tym. Nigdy nie staraliście się dostrzec wśród Ślizgonów normalnych ludzi, a jest ich tam naprawdę niemało. Może byście się zdziwili, gdybyście spróbowali naprawdę ich poznać. Choć to wcale nie oznacza, że namawiam was do zaprzyjaźnienia się z Draconem Malfoyem.
Hermiona i Ron jak na komendę parsknęli oboje szyderczym śmiechem, ale bardzo szybko ucichli. Harry się nie zaśmiał. Patrzył na mężczyznę z wyraźnym smutkiem.
– Nie wiem, co myśleć – przyznał się. – Mam okropny mętlik w głowie.
– Może to była zbyt duża dawka informacji na raz – powiedział cicho Goldstone przyglądając się chłopcu uważnie.
– Nie! – przerwał szorstko Harry. – Chciałem wiedzieć! I dobrze się stało że wreszcie się dowiedziałem... I wcale nie chodziło o Dursleyów!
– Domyślam się. Widzę, że jesteś strasznie przygnębiony – Goldstone wyglądał tak, jakby poczuł się winny. – Severus przewidywał, że tak będzie – mruknął posępnie.
– Mój dziadek zamordował matkę profesora Snape'a... – jęknął Harry z rozpaczą. – I wiele innych osób! Czuję się tak, jakby spadł na mnie wielki głaz – szepnął.
– Wiem, Harry, to bardzo trudne. Ale prędzej czy później i tak byś się dowiedział prawdy – powiedział łagodnie mężczyzna. – Widzisz... Korinna nigdy by nie zdradziła Severusowi, jak naprawdę umarła jego matka, gdyby nie chciała się zemścić na swoim synu, którego uważała za zdrajcę i zakałę rodu. Poza tym, jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Może trudno w to uwierzyć, ale Korinna naprawdę lubiła i szanowała Lucille Snape – dodał smutno. – Nawet ona potrafiła okazać czasami trochę ludzkich uczuć... Ale nie o tym chciałem... Widzisz, Harry, ja też musiałem przejść przez to samo, co ty dzisiaj. Nie chodziło co prawda o mego dziadka, tylko o brata mojej babci... Krótko: moja babcia była Polką i w czasie ostatniej mugolskiej wojny światowej razem z moim dziadkiem pracowała w wywiadzie, przeciwko nazistom. Jej brat wydał ją gestapo... Czy wiesz, co to znaczy?
– Ja... Tak – wychrypiał Harry. – Uczyłem się historii w mugolskiej szkole. I oglądałem w telewizji filmy o drugiej wojnie światowej.
– Jej rodzony brat?! – wykrzyknęła z przerażeniem Hermiona.
Wszystkie oczy zwróciły się na nią.
– Tak, panno Granger – potwierdził twardo Goldstone. – Jej własny, rodzony brat. Był zdrajcą i to najgorszego rodzaju. Wysługiwał się nazistom za pieniądze. Nie miał litości dla nikogo. Wydał na śmierć bardzo wielu ludzi. I za to go zastrzelono.
– To potworne! – wykrztusił ze zgrozą Ron.
– Ale się zdarzyło. Niestety – powiedział zimno Norweg. Zapadło milczenie. – Nie mówmy już o tym – poprosił po chwili mężczyzna. – Przyszedłem tu tak naprawdę właściwie nie po to, żeby rozmawiać o smutnych sprawach, ale po Harry'ego. Chodź – Goldstone uśmiechnął się lekko do chłopaka. – Profesor Dumbledore i profesor Lupin czekają na ciebie w holu wejściowym. Z motorem Syriusza Blacka.
– Ekstra! Harry, dasz się przelecieć?! – wykrzyknął Ron.
Harry poderwał się z łóżka. Tak! Tego mu było trzeba, żeby odsunąć teraz od siebie złe myśli. Lupin obiecał nauczyć go jeździć...
– Jasne! – wrzasnął radośnie.
Hermiona prychnęła ironicznie.
– Chłopcy... – mruknęła pod nosem z dezaprobatą. – A ja pójdę do profesora Snape'a. Muszę z nim porozmawiać. Mam nadzieję, że jest teraz u siebie – spojrzała pytająco na Norwega.
– Tak. Czeka na panią... – mężczyzna uśmiechnął się zagadkowo.
***
Pięć minut później, kwatera Severusa Snape'a.
– Czekałem na panią, panno Granger – aksamitny głos Mistrza Eliksirów brzmiał całkowicie neutralnie, ale dziewczyna nie dała się zwieść. Wyczuła napięcie.
– Czy mogę zadać panu kilka pytań? – Zdawało jej się, że czarne oczy mężczyzny przewiercają ją na wylot.
– Tak – wyraził zgodę. – Przypuszczam, że wyciągnęła pani z mojej opowieści właściwe wnioski. I mam nadzieję, że nie podzieliła się pani swoimi domysłami z przyjaciółmi? – spytał szyderczo.
– Nie – odpowiedziała spokojnie. – To są tylko moje domysły. I dopóki pan ich nie potwierdzi, pozostaną domysłami.
– Słucham zatem – Snape rozsiadł się wygodnie w fotelu, wskazując jej gestem, że ma usiąść w drugim, stojącym naprzeciwko niego. Hermiona usiadła i zaczerpnęła tchu. Miała mu wiele do powiedzenia... Słuchał spokojnie, nie przerywając, z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
– Myśli pani zadziwiająco logicznie. Wszystkie pani przypuszczenia są trafne. Dokładnie tak, panno Granger – skomentował spokojnie, gdy skończyła.
– Harry powinien to wiedzieć! – powiedziała gwałtownie, patrząc wyzywająco na mężczyznę.
– Miał takie same możliwości wyciągania wniosków, jak pani – Snape, uśmiechając się wrednie, zwrócił jej uwagę na rzecz oczywistą.
Hermiona przygryzła wargi. Nie mogła zaprzeczyć, ale...
– Był zbyt wzburzony, by logicznie myśleć! – wykrzyknęła.
– Zatem gdy ochłonie, będzie mógł to uczynić – Mistrz Eliksirów popatrzył na dziewczynę zmrużonymi oczami. – Bardzo panią proszę, by zachowała pani to wszystko dla siebie... Na razie. Oczywiście, że Potter powinien o tym wszystkim wiedzieć, ale lepiej, żeby sam na to wpadł. A jeśli mu się nie uda, to mu powiem, ale jeszcze nie teraz.
– Dobrze, panie profesorze, obiecuję – westchnęła Hermiona.
– Hmm... Skoro to już ustaliliśmy, chcę z panią porozmawiać o waszym szkoleniu. I mam do pani prośbę... Ale o tym potem. – Snape zamyślił się na chwilę, bębniąc palcami po oparciu fotela. Hermiona czekała aż się odezwie, mocno zaintrygowana jego słowami. On chciał ją o coś prosić? Niewiarygodne! Mężczyzna podniósł się i podszedł do regału zapełnionego książkami. Szybko wyjął kilka woluminów i położył je na biurku. Gestem przywołał do siebie Hermionę.
– Jutro, zaraz po śniadaniu przeniesiemy się świstoklikiem do Snape Manor – powiedział rzeczowo. – Ja, pani, Potter, Ron Weasley i Olaf. Pozostali przybędą w poniedziałek. W związku z tym, dzisiaj i jutro rano będziemy mieli pełne ręce roboty, bo trzeba będzie przedtem załatwić jeszcze mnóstwo spraw. A jedna jest szczególnie ważna. Napisałem do pani list, który chciałem pani dać po kolacji, ale skoro pani już tu jest, to proszę przeczytać to teraz – podał jej zapieczętowany zwój pergaminu. – Za chwilę... I nalegam, by dobrze przemyślała pani swoją odpowiedź. Muszę ją mieć jutro rano. Ale najpierw, przejrzy pani te książki – wskazał na leżące na biurku tomy. Hermiona szybko wsunęła list Snape'a do kieszeni i sięgnęła po księgę leżącą na wierzchu. Zdumienie dziewczyny nie miało granic, gdy przeglądała dzieło o zaawansowanych eliksirach. Był to prawdziwy biały kruk! Pisana ręcznie i wspaniale iluminowana księga z powklejanymi dodatkowymi kartkami, na których kolejni użytkownicy notowali swoje uwagi. Pozostałe książki traktowały o teorii eliksirów. Hermiona westchnęła z zachwytem. Najchętniej usiadłaby w fotelu i zagłębiła się w te cudowne teksty! Niestety, miało to na razie pozostać w sferze marzeń, od których została brutalnie oderwana. Gdy przeglądała dzieło o eliksirach, mężczyzna wyjął spod biurka dużą torbę, która – jak się za chwilę okazało, również pełna była książek.
– Jeszcze dzisiaj przed kolacją zrobicie we trójkę – pani i panowie Fred i George Weasleyowie, jeden z tych eliksirów. Jest pilnie potrzebny. Na szczęście warzy się go krótko. Natychmiast po obiedzie przygotujemy składniki i weźmiecie się do roboty. Ja w tym samym czasie przygotuję drugi eliksir, nieco bardziej złożony. Będziemy pracować w moim prywatnym laboratorium – oznajmił Mistrz Eliksirów. – Przejrzycie obydwa przepisy, pierwszy jest na stronie dwudziestej trzeciej, drugi na dwieście trzynastej. A teraz proszę spojrzeć tutaj – torba wypełniona książkami wylądowała z trzaskiem na blacie biurka.
Dziewczyna z niemałym zaskoczeniem stwierdziła, że torba zawiera wyłącznie książki popularnonaukowe, z których większość znała: „Reguła przetrwania" i „Cena miłości" Vitusa B. Dröschera oraz „Tak zwane zło" Konrada Lorenza – leżały na samym wierzchu. Głębiej znalazła kolejne dzieła obu autorów, poza tym sporo innych pozycji dotyczących głównie genetyki i psychologii, oraz kartonową teczkę z artykułami wyciętymi z gazet i kilkanaście egzemplarzy różnych czasopism popularnonaukowych.
– Przypuszczam, że niektóre z tych książek pani czytała? – spytał Snape, ale w jego głosie brzmiała pewność.
– Tak, większość... chyba znam – odpowiedziała Hermiona z zakłopotaniem. Nic nie rozumiała. O co mu chodzi?!
– Świetnie. Zapewne nie wie pani, że Konrad Lorenz to czarodziej znający mowę zwierząt? Niezwykły człowiek... Urodził się w mugolskiej rodzinie. Czarodzieje żyjący poza naszą zorganizowaną społecznością nawiązali z nim kontakt bardzo późno, a on nie wiedział, oczywiście, że jego zdolności to magia. Znakomity uczony, uhonorowany Nagrodą Nobla. Pozostali autorzy to wybitni mugolscy uczeni. Chcę, żeby te wszystkie książki przeczytał Potter, a panu Weasleyowi także nie zaszkodzi, jak się z nimi zapozna. Ma pani bojowe zadanie, żeby ich obu do tego przymusić. Później ustalimy, w jakiej kolejności będą to wszystko czytać. I o każdej przeczytanej książce będziemy dyskutować. Musi ich pani o tym uprzedzić, to ważna część szkolenia. Oprócz tego, będę was uczyć oklumencji i legilimencji. Podręczniki dam wam w domu. Liczę na to, że nie pozwoli pani swoim przyjaciołom się obijać – mężczyzna popatrzył jej prosto w oczy. Pod jego uważnym spojrzeniem Hermiona poczuła się bardzo niepewnie.
– Po...staram się – wyjąkała z trudem.
– Mam wrażenie, że tylko pani z całej waszej trójki rozumie w pełni powagę sytuacji – westchnął Snape. – A teraz przeczyta pani mój list – zażądał.
Hermiona ponownie usiadła w opuszczonym kilka minut wcześniej fotelu i zagłębiła się w tekst listu. Po przeczytaniu kilku pierwszych zdań z wrażenia upuściła pergamin na podłogę. Uniosła głowę. Mistrz Eliksirów obserwował ją uważnie, z widocznym napięciem.
– Zgadzam się! – wykrzyknęła. Czuła wręcz euforię. Nie mogła odmówić prośbie Snape'a. TAKIEJ prośbie. To nie wchodziło w rachubę.
– Zastanowi się pani przez noc i rano da mi odpowiedź – oznajmił sucho. – Nikt prócz nas dwojga nie może o tej sprawie wiedzieć. Póki oboje żyjemy.
– A... Jeśli któreś z nas zginie? – spytała ostro dziewczyna.
– Nie doczytała pani do końca – skarcił ją szorstko.
Hermiona podniosła list z podłogi i szybko przebiegła wzrokiem jego treść.
– Rozumiem... – mruknęła. – Jestem pewna, że to zadziała. Ale zabezpieczenie jakie pan wymyślił może jednak okazać się niewystarczające. Może jeszcze ktoś?
– Ma pani rację. Najpierw napisałem ten list, a potem pomyślałem właśnie o tej kwestii, którą pani przed chwilą poruszyła – powiedział mężczyzna z nutą uznania w głosie. – Pierwszym gwarantem będzie profesor Dumbledore, drugim Olaf.
– Czy to wystarczy? – Hermiona wyraziła swoje wątpliwości.
– Ma pani jeszcze jakąś kandydaturę? – spytał zaciekawiony. – Tylko nie Potter, ani nikt z Weasleyów!
– Nie... Ja... Pomyślałam o Wiktorze... – dziewczyna urwała, czując się strasznie głupio.
– Krum?! – Snape wyglądał na niesamowicie zaskoczonego.
– Tak... – szepnęła.
– Uważa pani, że możemy mu aż tak zaufać? – spytał, wpatrując się w nią z zainteresowaniem.
– Ufam mu – odpowiedziała stanowczo.
– A to ciekawe... – mruknął Snape, bardziej do siebie niż do niej. – Zobaczymy – powiedział głośniej. – Czekam jutro rano na odpowiedź. Jeśli wyrazi pani zgodę, porozmawiamy o szczegółach. Po śniadaniu przyjdzie pani do moich kwater i wszystko ustalimy. Jeśli odpowiedź będzie brzmiała: NIE, to zapomnimy o całej sprawie.
– Ja... – zaczęła Hermiona, ale nie zdążyła mu powiedzieć, że nie musi czekać do rana, bo już podjęła niezłomną decyzję na TAK. Z kominka strzeliły zielone płomienie i ukazała się w nich głowa dyrektora.
– Severusie! – zawołał Dumbledore. – Przyjdź do holu, pokażesz Harry'emu zaklęcia napełniające bak motoru.
– A Lupin nie może? – zdziwił się Snape.
– Może, owszem, ale chciałem też z tobą porozmawiać – powiedział dyrektor. Sprawiał wrażenie, jakby się dobrze bawił.
– Zaraz przyjdę – obiecał szybko Mistrz Eliksirów. – Przepraszam, panie dyrektorze, czy panna Granger może użyć wewnętrznej sieci i przejść przez kominek do wieży Gryffindoru? – spytał. – Dałem jej sporo książek...
– Oczywiście, proszę bardzo. Już zdejmuję zabezpieczenia. I ciebie też zapraszam, Hermiono! Latający motor Syriusza to wspaniała maszyna, jest na co popatrzeć – zapewnił Dumbledore. – Domyślam się, że Severus obarczył cię książkami o eliksirach, i jak cię znam, chciałabyś w nich od razu zatonąć, ale poświęć kilka minut na niewinną rozrywkę – zaśmiał się i zniknął.
– Pan dyrektor ma rację. Zostawi pani te książki w dormitorium i przyjdzie pokibicować przyjaciołom ujeżdżającym tę latającą kupę złomu. Rzeczywiście, kilka minut można na to poświęcić. A księgę z przepisami na eliksiry weźmie pani ze sobą do jadalni i zaraz po obiedzie przystąpimy do pracy – oznajmił Snape tonem nie znoszącym sprzeciwu. Włożył wszystkie książki do torby, rzucił na nią zaklęcie ćwierćwagi i stanowczym gestem wepchnął Hermionę w zielone płomienie.
Wchodząc po schodach do swojej sypialni, Hermiona usiłowała nie myśleć o prośbie Mistrza Eliksirów. Machinalnie postawiła torbę koło łóżka i wyjęła księgę z przepisami. Położyła ją na nocnym stoliku i szybko pobiegła na dół, do holu. Chociaż nie zamierzała się do tego przyznać, była ogromnie ciekawa, jak wygląda latający motor Syriusza.
Hol był pusty, wszyscy byli na dziedzińcu przed zamkiem. Hermiona wybiegła przez wrota. Harry i Ron w skupieniu oglądali kierownicę motocykla, a Lupin z zapałem im coś objaśniał. Bliźniacy, profesor McGonagall, Kingsley Shacklebolt, Dean, Ginny, Bill, Charlie i Olaf Goldstone otaczali ich luźnym kręgiem. Wszyscy słuchali z zaciekawieniem wyjaśnień Lupina. Hermiona szybko do nich dołączyła. Kątem oka dostrzegła dyrektora rozmawiającego ze Snape'em. Stali obaj na uboczu, wystarczająco daleko od reszty towarzystwa, żeby nie było słychać o czym mówią. Po chwili zakończyli konwersację i dołączyli do pozostałych. McGonagall popatrzyła na nich uważnie i po chwili odwróciła głowę, ale Hermiona zdążyła zauważyć, że Snape jest bardzo blady, a dyrektor nieznacznie skinął głową, jakby chciał coś przekazać opiekunce Gryffindoru...
***
– Severusie, chcę ci zadać jedno pytanie. Tylko jedno. W imieniu swoim, Minerwy i Remusa. Odpowiesz? – Dyrektor uważnie przyglądał się Mistrzowi Eliksirów ponad szkłami swoich księżycowych okularów.
Snape spuścił głowę pod palącym spojrzeniem jasnobłękitnych oczu.
– Odpowiem – obiecał chrapliwie. – Ale tylko na jedno pytanie. Chyba nawet wiem, jakie – dodał z rezygnacją.
Za chwilę jego przypuszczenia się potwierdziły.
– Tak – odpowiedział, gdy TO pytanie padło. – I nie tylko wy troje to odgadliście.
– Nie mam wątpliwości, że panna Granger też się wszystkiego domyśliła – Dyrektor nie stracił spokoju, ale był bardzo smutny. – Mogłeś mi jednak powiedzieć wcześniej – westchnął stary człowiek.
– Żałuję, że nie powiedziałem. Ale teraz to i tak nie ma już znaczenia. Lily nie żyje – szepnął Snape.
– Tak... No, cóż... Chodźmy popodziwiać piekielną machinę – Dumbledore pociągnął Snape'a za rękaw. Podeszli do towarzystwa zebranego wokół motocykla.
***
Sobota, 13 lipca 1996 roku, Hogwart – godzina druga po południu.
Lądując na dziedzińcu przed głównymi wrotami, Harry nie zauważył stojącego w cieniu Dudleya, który odprowadził go wzrokiem pełnym wściekłej zazdrości…
– Harry, wprowadź motor do środka i zostaw w holu – powiedział Lupin. Chłopak skinął głową i ustawił maszynę pod ścianą, tuż przy drzwiach wejściowych, ale tak, żeby nie przeszkadzała w poruszaniu się po holu.
Dudley odczekał, aż rozgadane towarzystwo zniknęło i w holu zrobiło się pusto. Na palcach, najciszej jak mógł, podszedł do motocykla. Rodzice obiecali, że kupią mu motor na szesnaste urodziny, ale teraz wątpił, czy dotrzymają słowa. Jego szesnaste urodziny przecież już minęły, a o i tak spóźnionym prezencie nie było żadnej rozmowy. Czuł się skrzywdzony i był bardzo oburzony niesprawiedliwością losu. Jego obrzydliwy, nienormalny kuzyn dostał taką wspaniałą zabawkę, a on, Dudley, nie! A co, gdyby się tak przejechał tym latającym pojazdem? Przecież nikt nie widzi… Chłopak zdecydował się. Szybko rozejrzał się, sprawdzając, czy na pewno jest sam. Nikogo nie dostrzegł. Już bez obaw wyciągnął rękę, by uchwycić kierownicę.
Usłyszał ostry trzask i ogłuszające wycie, jednocześnie oślepił go jaskrawy błysk światła i poczuł potworny ból prawej dłoni. Coś odrzuciło go od motoru i cisnęło na twardą kamienną posadzkę. Stracił przytomność.
Gdy wreszcie otworzył oczy, natychmiast zamknął je na powrót. Nie na długo. Mocne uderzenie w twarz ocuciło go bardzo skutecznie.
Wysoki, czarnowłosy mężczyzna chwycił Dudleya za koszulę i brutalnie ustawił do pionu. Chłopakowi tak mocno drżały nogi, że na pewno by upadł, gdyby czarodziej go puścił, na szczęście tego nie zrobił.
– Nie wolno dotykać rzeczy Harry'ego Pottera – warknął Severus Snape.
_________________________________________________________________________________________________________
W związku z pytaniami przesłanymi mi prywatnie – ponieważ się powtarzają – obiecuję, że oddzielnie wypiszę wszystkie rodzinne powiązania – jakie występują w moim opowiadaniu. Jeszcze nie teraz, ale będzie!
