Uprzejmie informuję, ze NIE PORZUCIŁAM mojego opowiadania, ponieważ jednak już kilka osób mi przysłało pytania – co dalej? postanowiłam wkleić ten kwit z pralni. Jest to coś, co można określić jako zajawkę. Co prawda czuję się lekko podłamana ostatnią, czyli siódmą częścią HP, ale jednak będę kontynuować.
A w moim opowiadaniu żadnych spoilerów nie ma, bo jak już wcześniej pisałam, jest to AU od piątego tomu wzwyż.

Uwaga – ten kawałek nie był betowany, bo wstyd wysyłać becie coś takiego.

To co powyżej napisałam jest już nieaktualne, ponieważ tekst został zbetowany, uzupełniony i podmieniony.

***

Sobota, 13 lipca 1996 roku, Hogwart – bardzo późny wieczór, po powrocie z teatru.

– Panie dyrektorze, mogę prosić o chwilę rozmowy?

– Oczywiście, Severusie. Słucham.

Dumbledore poczuł zaniepokojenie. Severus sprawiał wrażenie zdeterminowanego i przerażonego jednocześnie.

– Nie teraz. – Snape rozejrzał się szybko dookoła. – Za... powiedzmy piętnaście minut u pana w gabinecie. Nie chcę, żeby ktoś nas podsłuchał.

– Dobrze, będę czekać – obiecał zaintrygowany dyrektor. Obserwował przez chwilę Severusa kierującego się w stronę schodów prowadzących do lochów. Mistrz Eliksirów nie był sam. Towarzyszyli mu Olaf Goldstone i Lupin.

***

Sobota, 13 lipca 1996 roku – kwadrans później, Hogwart, gabinet dyrektora.

– Co się stało, Severusie?

– Potrzebuję pomocy.

Dumbledore westchnął i wyczarował dwa fotele, gestem dłoni zapraszając Snape'a do zajęcia jednego z nich. Severus krótko wyjaśnił, czego potrzebuje. Po uważnym wysłuchaniu prośby Mistrza Eliksirów dyrektor zamknął oczy milcząc długą chwilę.

– Czy jesteś całkowicie pewien, że wampir też tego chce? To mu nie zapewni bezpieczeństwa... – powiedział cicho, patrząc na młodego mężczyznę.

– Dopóki obaj ci psychopaci żyją, nikt nie jest bezpieczny – odpowiedział z naciskiem Snape.

– Masz rację, na pewno. Dobrze. Zgadzam się, ale wytłumacz mi proszę, dlaczego chcesz to załatwić właśnie w ten sposób? To rozwścieczy Toma do nieprzytomności – stwierdził Dumbledore.

– Wiem i o to mi właśnie chodzi. Chcę, żeby Riddle poczuł strach i bezsilność. Chcę go ośmieszyć przed jego niewolnikami! – wykrzyknął Snape z nienawiścią. – Niech się wścieka! Pilnujemy go i nie damy mu żadnej szansy na zrealizowanie jakichkolwiek akcji. Niestety, ten drugi łajdak się nam wymknął...

Dumbledore drgnął.

– Pomyślimy o tym jutro – oznajmił stanowczo. – Teraz zajmiemy się tym bliższym problemem. Stworzenie takiej tarczy, o jaką mnie prosisz, potrwa tylko parę minut, ale nauka sterowania nią może zająć co najmniej kilka godzin, Severusie – ostrzegł.

– Bez obaw, panie profesorze, wystarczy mu na to czasu. To zdolny chłopak i znakomity czarodziej. A Voldemort będzie zajęty, bo zwołał zebranie śmierciożerców – mówiąc to Snape uśmiechnął się złośliwie. – Nie skończą narady wcześniej niż o północy. Może jeszcze później. Duchy dadzą mi znać. To będzie właściwy moment na wykorzystanie pańskiego zaklęcia. Może pan być pewien, że się uda. Gadzina jest tak nadęty pychą, że nie zdoła przejrzeć podstępu.

Dyrektor skinął głową.

„Obyś miał rację, chłopcze." – pomyślał, ale nie powiedział tego na głos.

– Wyjmij różdżkę – zażądał.

***

Pół godziny później – Wieża Gryffindoru, dormitorium dziewcząt.

Hermiona długo nie mogła zasnąć po powrocie z teatru. W końcu sięgnęła po jedną z książek o eliksirach, które otrzymała od Snape'a. Zagłębiła się w opis wywaru, który zrobili we trójkę z bliźniakami po rozmowie z ministrem. Zajęło im to tylko dwadzieścia minut, profesor miał rację, warzenie tego eliksiru trwało bardzo krótko, ale wymagało niesamowitego natężenia uwagi. Bardziej ją to zmęczyło niż wszystko inne, co przeżyła wcześniej tego dnia. Nie było jej jednak dane odpocząć – gdy tylko weszła do dormitorium, żeby przygotować się do uroczystej kolacji, to natychmiast dopadła ją Ginny i koniecznie chciała porozmawiać. Hermiona wcale się nie zdziwiła, gdy rudowłosa zaczęła ją wypytywać o zachowanie Percy'ego podczas rozróby w Ministerstwie. Cel tej indagacji był oczywisty, a że i Hermiona miała już pewne podejrzenia odnośnie działań Percivala, dogadały się błyskawicznie. Ginny trzęsła się z furii, ponieważ Bill odmówił odpowiedzi na jej pytania i zażądał kategorycznie, żeby sprawy nie drążyła. Co gorsza, Charlie poparł starszego brata i dołożył od siebie ostrzeżenia przed zbytnią ciekawością, co wprawiło dziewczynę we wściekłość. Tym bardziej, że wątpliwości co do pełnej wiedzy obu braci w tej sprawie raczej być nie mogło. Hermiona wysłuchała żalów Ginny, całkowicie się z nią zgadzając. Ona też była właściwie pewna, że to Percy jest tym tajemniczym wybawcą Ginny i Deana oraz agentem „tych innych czarodziejów". Uwarzenie Eliksiru Wielosokowego na pewno nie przekraczało jego możliwości, skoro jej samej udało się to w drugiej klasie. A Penelopa Clearwater tak samo jak Hermiona była mugolaczką. Mogła pociągnąć za sobą swego chłopaka i pokazać mu uroki świata niemagicznych, tym bardziej skutecznie, że Hermiona doskonale pamiętała, jak bardzo Percy szanował i cenił Penelopę. No i nikt nie mógł mieć wątpliwości, że on jest w niej naprawdę bardzo zakochany. Okazywał to na każdym kroku, najwyraźniej zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.

Hermiona właściwie nie miała wątpliwości i zastanawiała się, dlaczego bliźniacy i Ron też tego nie zauważyli, ani nawet o tym nie pomyśleli. Chociaż... Może i pomyśleli, ale uznali te przypuszczenia za tak niedorzeczne, że z nich zrezygnowali? A Harry? Czy on się nad tymi kwestiami nie zastanawiał? No, on chyba jednak nie, miał inne problemy...

Obie dziewczyny zgodnie popomstowały na dorosłych członków Zakonu, którzy najwyraźniej wciąż nie mogli pojąć, że powinni im udzielać informacji! No, na pewno nie wszystkich, ale obie były absolutnie pewne, że gdyby Harry wiedział więcej, to nigdy by nie doszło do walki w ministerstwie i śmierci Syriusza. Choć może do niektórych Zakonników już jednak dotarło, że odcinanie młodzieży od wszelkich ważnych wiadomości może skończyć się tragedią. Hermiona postanowiła przy okazji wyjaśnić coś, co niepokoiło ją od chwili, gdy wsiadali do powozów po zakończeniu roku szkolnego.

– Ginny, czy ty widzisz testrale? – spytała.

– Oczywiście! – wykrzyknęła rudowłosa marszcząc brwi i przyglądając się przyjaciółce ze zdumieniem.

– Od kiedy? – Hermiona nie zdołała ukryć napięcia w głosie.

– Od powrotu z ministerstwa... No, po walce... Dlaczego pytasz? – zaniepokoiła się Ginny.

– A wcześniej... Nie widziałaś? – zapytała Hermiona ostrożnie.

– Nie... Wcześniej nie. Miona, o co chodzi? – Rudowłosa zająknęła się ze zdenerwowania.

– Ja ich NIE widzę... – odpowiedziała Hermiona bardzo cicho.

***

Rozmowa z Ginny niczego nie wyjaśniła. Rozważały problem testrali, wciąż niewidzialnych dla Hermiony, ale Ginevra też nie mogła zrozumieć, czemu tak jest i po krótkiej dyskusji zrezygnowały z prób wyjaśnienia tej zagadki. Wróciły więc do sprawy Percy'ego, która była jednak znacznie bardziej interesująca. Niestety, tu także były zdane na domysły. Szybko zatem zakończyły jałowe dywagacje i zajęły się wyborem strojów. Gdy już nawzajem utwierdziły się w przekonaniu, że obie wyglądają olśniewająco, Ginny pobiegła do pokoju wspólnego, gdzie czekał na nią Dean, a Hermiona poszła po Rona i Harry'ego. Weszła do dormitorium chłopców w momencie, gdy Olaf Goldstone mówił o teatrze.

Teatr... Ludzie koty... Melodia „Memory"... Czarno–biały kocur pytający: „Czy rodzisz się ślepy?"

Zasnęła z książką w ręku.

Potworny wrzask Rona wzywającego pomocy sprawił, że podskoczyła gwałtownie i stoczyła się z łóżka. Poderwała się i jak tylko mogła najszybciej pobiegła do sypialni chłopaków.

Harry wił się na łóżku i wzywał Syriusza. Dziewczyna zamarła z przerażenia.

***

W tym samym czasie, pół godziny później po rozmowie Severusa Snape'a z dyrektorem – Hogwart, kwatera profesora Snape'a.

– Gotowi? – Severus Snape omiótł wzrokiem obydwu swoich wspólników. Wilk zawarczał głucho, a wielki Ryś wyszczerzył imponujące kły, nie wydając najlżejszego dźwięku.

– Firestone? – Mężczyzna uniósł głowę i spojrzał na unoszącego się przed nim ducha pięknej kobiety.

– Wylądujemy w ogrodzie na tyłach domu – poinformowała ich rzeczowo.

– Pamiętajcie! Nie zabijamy! Musimy ich oboje wziąć żywcem – przypomniał z naciskiem Mistrz Eliksirów.

Pozostała trójka uczestników planowanej eskapady pokiwała potakująco głowami. Nie było nic więcej do dodania. Mężczyzna włożył na lewą dłoń czarną, skórzaną rękawicę. Wyciągnął rękę w stronę wpatrzonych w niego czujnie wilkołaka i kotołaka. Wilk i Ryś delikatnie chwycili zębami jego dłoń okrytą rękawicą i wszyscy trzej zniknęli z cichym pyknięciem. Firestone błysnęła jak flesz i po sekundzie jej także już nie było.

Porzucona niedbale na kanapie płachta „Proroka Wieczornego" zsunęła się na dywan. Lampa stojąca na biurku zgasła.

W opustoszałym gabinecie Mistrza Eliksirów zapanowała głucha cisza.

***

Sobota, 13 lipca 1996 roku, Hogwart – bardzo późny wieczór, po powrocie z teatru.

Harry śnił. Znów był Voldemortem i rozsadzała go wściekłość. Ból w ręce zaatakował go niespodziewanie i był tak potężny, że nieomal stracił przytomność. Spojrzał na swoje lewe przedramię. Pojawił się na nim Mroczny Znak, który przecięły cienkie, krwawe linie! Zlokalizował źródło bólu. Bella! Błyskawicznie podjął decyzję i aportował się przed kryjówką Lestrange'ów – małym domkiem otoczonym gęstwą zieleni zapuszczonego ogrodu. Potknął się na nierównym trawniku i omal nie wypuścił z ręki różdżki. Przeraźliwy krzyk Belli zmobilizował go do natychmiastowego działania i jednocześnie wzmógł uczucie furii.

Domek był obłożony tak silnym zaklęciem antyteleportacyjnym, jego własnym, zresztą... że nawet on nie mógł aportować się wewnątrz. A na zrobienie świstoklika nie zamierzał tracić czasu.

No i nie miał wątpliwości, KTO jest w środku. I właśnie ta pewność przygnała go tutaj. I tylko dlatego się tu pojawił. Chęć własnoręcznego ukarania zdrajcy przeważyła nad przekonaniem, że śmierciożercy powinni sami sobie poradzić.

***

Ron z przerażeniem patrzył na rzucającego się w pościeli Harry'ego. Szarpnął przyjaciela za ramię, ale nic to nie dało. Czarnowłosy chłopak wpadł w jakiś straszliwy trans, wił się jak pod cruciatusem i wykrzykiwał niezrozumiałe słowa. Ron wyłowił z tego bełkotu imię: „Syriusz" – i to zmobilizowało go do działania. Nie chciał zostawić Harry'ego samego nawet na chwilę i opuścić dormitorium, a jak na złość, byli dziś w nim tylko we dwóch. Dean i Kingsley Shacklebolt przenieśli się do innej sypialni – „bo jest tyle wolnego miejsca". Bill, Charlie, Fred i George podając ten sam powód, też ulokowali się gdzie indziej, a Lupin po powrocie z teatru poszedł gdzieś ze Snape'em i w ogóle nie wrócił na noc do swojej kwatery...

Rudzielec zaczął przeraźliwie wzywać pomocy. Po kilku chwilach w dormitorium tłoczyli się niekompletnie ubrani aktualni mieszkańcy Wieży Gryffindoru. Brakowało jedynie Remusa Lupina... Kingsley Shacklebolt tylko spojrzał na nieprzytomnego Pottera i zbiegł po schodach do pokoju wspólnego. Ogień w kominku dogasał, więc auror dorzucił kilka polan. Zaklął pod nosem, gdy przypomniał sobie, że proszek Fiuu ma w sypialni. Na szczęście zostawił drzwi otwarte, więc Accio załatwiło sprawę. Profesor McGonagall już spała, ale słysząc jego wołanie ocknęła się w mgnieniu oka i obiecała natychmiast sprowadzić dyrektora i madame Pomfrey. Oczekiwanie nie trwało długo, wszyscy troje pojawili się w dormitorium po kilku minutach. Przez ten czas Hermiona i Ginny próbowały ocucić Harry'ego, niestety, ich wysiłki spełzły na niczym. Chłopiec na przemian jęczał i śmiał się jak szaleniec, wykrzykiwał: „różowe, różowe...", mamrotał coś cicho, lub wzywał Syriusza.

***

Tak, jak mówiła Firestone, wylądowali na tyłach domu Lestrange'ów. Niestrzyżone krzewy porastające ogród tworzyły chaotyczny labirynt, który doskonale nadawał się na kryjówkę. Postanowili wykorzystać tę naturalną osłonę, czekając na powrót Bellatrix i jej męża.

Mogli by spróbować jeszcze niewidzialności, jako kamuflażu, lecz choć Severus doskonale potrafił rzucić to zaklęcie, nie przepadał za jego stosowaniem. Było nie tylko bardzo skomplikowane, ale też stwarzało problemy, zwłaszcza podczas walki, gdyż niewidzialni sojusznicy mogliby niechcący ranić się nawzajem. No i musiałby rzucić to zaklęcie poza zasięgiem alarmowego czujnika magii, chroniącego kryjówkę Lestrange'ów, a niestety, jaki jest dokładnie promień koła powierzchni obszaru chronionego nie wiedział jeszcze nawet sam Voldemort, autor tego wynalazku. Snape pomyślał z ironią, że Czarny Pan nie popisał się bystrością rozdając te czujniki swoim niewolnikom. Bo Jörge także otrzymał taki magiczny gadżet. Oczywiście tenże trafił natychmiast do rąk Severusa Snape'a. Niestety, mieli obaj z Olafem zbyt mało czasu, żeby go porządnie przebadać. Pewne było tylko jedno – ci magiczni strażnicy śmierciożerców kryli w sobie różne, typowo voldemortowe, groźne niespodzianki. Severus i Olaf podejrzewali, że Riddle używa tych czujników nie tylko do zabezpieczenia, ale także i do szpiegowania swoich ludzi, dlatego podczas oględzin i badań zamaskowali się, używając fantomu Jörge. Okazało się, że przypuszczali słusznie i ostrożność się im opłaciła, gdyż Voldemort nawet nie pomyślał, że wampir go zdradził. Ale... No cóż, paranoja Gadziny stworzyła im teraz poważny kłopot.

Czając się w krzakach Snape ocenił odległość miejsca swojego ukrycia od drzwi tarasu. Był pewien, że Lestrange'owie aportują się tutaj, bo zawsze tak robili, o czym wiedział od Firestone. Wejście frontowe było zbytnio odsłonięte, ktoś mógłby ich zobaczyć. Mężczyzna pomyślał, że zdoła pokonać tych kilka jardów jednym, ewentualnie dwoma skokami. Jeśli uda mu się obezwładnić Bellę, będzie po sprawie. A Olaf i Lupin niewątpliwie poradzą sobie z Rudolfem. I to niestety był najsłabszy punkt ich planu. Severus nie tylko nie mógł użyć swojej różdżki, ale tak naprawdę, to nie mógł w ogóle użyć magii atakując Lestrange'ów. Każdy czarodziej wykorzystuje magiczną energię na własny, niepowtarzalny sposób. Użycie magii jest jak odcisk palca czy wręcz kod DNA i zdradza autora zaklęcia, nie pozostawiając żadnych, najmniejszych nawet wątpliwości, kto je rzucił. A magiczne czujniki Riddle'a, którymi zabezpieczył swoich sługusów, nie tylko wykrywały obcą magię, ale i obce różdżki, oczywiście po ich aktywowaniu. A także pola maskujące. Za to nie reagowały na ruch, czyli można było postawić na mugolskie sposoby walki. Co dawało im czworgu spore szanse na powodzenie przedsięwzięcia. Voldemort najwyraźniej nie spodziewał się, że ktoś może zaatakować śmierciożerców tak nietypowo... jak na czarodziejów! A mugoli się nie obawiał, bo pewnie myślał, że wystarczą zaklęcia dezorientacji i zabezpieczające dom czary. Miał się zawieść, ponieważ duchów te alarmy również nie wykrywały. O tym Riddle nie pomyślał!

Snape jeszcze szybko powtarzał w myślach plan działania. Muszą swoje zamierzenia zrealizować tutaj, bo gdy już będą w Hogwarcie, to nie ma co liczyć na zgodę Dumbledore'a. Zatem, nie mają wyjścia, trzeba go postawić przed faktem dokonanym. A tak po prawdzie, to dyrektor nie musi o wszystkim wiedzieć! Nie warto go informować zbyt dokładnie...

Ale jeśli choć jedno z małżonków zdoła wezwać pomoc, to porwanie się nie uda. I dobrze będzie, jeśli zdołają uciec z łupem! Jeżeli jednak plan się powiedzie, to Bella musi pozostać żywa. Nie wolno im jej zabić, bo stracą obiekt eksperymentu. Nawet, gdyby porwanie się nie udało.

***

Firestone umówiła się z duchem jarla Ottara Larssona pilnującego siedziby Voldemorta, że prześle jej sygnał jak tylko zebranie śmierciożerców się skończy. I sygnał od jarla nadszedł. A to oznaczało, że Bellatrix i Rudolf za chwilę się tu pojawią.

Severus Snape sprężył się do skoku. Jeszcze tylko kilka sekund...

***

Bellatrix Lestrange czuła głębokie zadowolenie. Czarny Pan docenił jej poświęcenie. Jego rozkaz by schwytała Snape'a był wyjątkowo zgodny z jej najgorętszymi pragnieniami. Nienawidziła tego podstępnego zdrajcy! Chciała się na nim zemścić, za wszystko! Za to, że kiedy ona cierpiała w Azkabanie, on sobie spokojnie żył i nauczał w Hogwarcie; za to, że Pan darzył łajdaka zaufaniem, a ten nędznik tak podle go oszukał, i wreszcie – za klęskę, jaką poniosła pod Snape Manor. Najbardziej za to ostatnie. Musi obmyślić plan, jak dopaść tego parszywca. Uśmiechnęła się do siebie. Już ona się z nim zabawi!

Nie przypuszczała, że jej życzenie rozprawy z Severusem Snape'em spełni się w ciągu najbliższych kilku minut, ale przebieg tego spotkania będzie zupełnie inny niżby tego pragnęła.

Aportowała się przed tarasem w ogrodzie. Po kilku sekundach dołączył do niej Rudolf. Sięgnęła po różdżkę, szybko zdjęła zaklęcia zabezpieczające z przeszklonych drzwi i otworzyła je z rozmachem. A za chwilę miała dziękować wszystkim mocom piekielnym, że nie zdążyła schować magicznego patyka, bo gdy przekraczała próg, jakiś ciężar zwalił się jej na plecy i silne ręce ścisnęły za gardło. Czuła od napastnika nikły zapach lawendy, mocny aromat kawy i jeszcze „coś", ale nawet nie próbowała tego „czegoś" zidentyfikować. Nie musiała. Bo od razu wiedziała kim jest napastnik.

Szarpnęła się rozpaczliwie i dwukrotnie nacisnęła różdżkę palcem wskazującym, jednocześnie wywrzaskując w myślach wołanie o pomoc. Nic więcej nie zdołała zdziałać.

Impet uderzenia był tak wielki, że wpadła do środka i upadła na podłogę, tracąc na chwilę świadomość, bo upadek na brzuch odebrał jej oddech. Gdy Bellatrix udało się chwycić haust powietrza w jej polu widzenia pojawiła się wilcza morda. Ale to nie był wilk. To był wilkołak! Zacisnął zęby na różdżce, którą wciąż kurczowo trzymała i bez wysiłku wyciągnął ją z jej dłoni.

Była rozbrojona!

Zaciekle szarpiąc się w żelaznym uścisku myślała tylko czy Rabastan zdąży na czas z odsieczą. Słyszała odgłosy druzgotania mebli, świadczące o tym, że przeklęty warzyciel nie przybył tu tylko z wilkołakiem. Rudolf z kimś walczył, ale po bardzo krótkiej chwili zapadła cisza, więc Bellatrix zrozumiała, że jej mąż przegrał swoją walkę i w najlepszym razie jest nieprzytomny, zatem ona sama zdana jest teraz tylko na siebie. Jak ma się bronić, przyciśnięta do podłogi ciałem mężczyzny cięższego i wyższego od niej?! Snape klęczał jej na plecach, czuła jego kolano wbite w kręgosłup. Szarpnął ją do tyłu jednocześnie wykręcając lewą rękę tak mocno, że wyrwał bark ze stawu, aż zawyła z bólu. Przycisnął jej głowę do kamiennych płyt podłogi salonu i nadepnął na prawą dłoń. Okuty obcas wpijał się w kciuk, podeszwa chyba zmiażdżyła palce, tak że nie czuła ich już zupełnie. Rozdzierający ból prawie odebrał jej przytomność. Jak przez watę usłyszała zimny, aksamitny, tak dobrze znany, przeklęty głos!

– Daj mi tę różdżkę – rozkazał Snape. Przestał przyciskać do podłogi głowę Belli, dzięki czemu mogła ją odrobinę unieść, ale to niewiele zmieniło. Znów ujrzała łeb wilkołaka. Trzymał w pysku jej orzechową różdżkę. A parszywy warzyciel wyciągnął rękę by ją zabrać!

Wciąż była całkowicie unieruchomiona, a w tej sytuacji oczywiście wykluczone było użycie magii bezróżdżkowej, której zresztą i tak nigdy nie potrafiła opanować wystarczająco dobrze by móc posłużyć się nią w walce. No i przeszywające jej ciało spazmy bólu uniemożliwiały koncentrację konieczną do rzucenia jakiegokolwiek zaklęcia. Umysł Bellatrix wypełniały wymieszane ze sobą: ból, wściekłość że pozwoliła Snape'owi tak się zaskoczyć i nadzieja na przybycie Rabastana. W tej samej sekundzie, gdy o tym pomyślała, nadzieja się spełniła. Jej szwagier zjawił się i... Dwa znajome słowa zadźwięczały w jej uszach jak najpiękniejsza muzyka. Niestety, Rabastan chybił, albo też zdrajca po prostu zdążył się uchylić, gdyż zielony promień uderzył w serwantkę kilka kroków od niej i na podłogę posypały się kawałki szkła, drewna i porcelany, a w miejscu, gdzie przed chwilą stał rokokowy mebel, ziała dziura w ścianie. Niestety, nacisk kolana Snape'a na jej plecy nie osłabł nawet na mgnienie oka, a w następnej chwili zgasła także nadzieja na ratunek. W uszy kobiety wdarły się dźwięki, które zmroziły jej krew w żyłach. Warczenie wilkołaka i przeraźliwy wrzask jej szwagra, który nagle się urwał, jak ucięty nożem. Usłyszała jeszcze tylko krótki charkot i zapadła straszliwa cisza.

A potem przyszło najgorsze. Ból, okrutniejszy niż wszystko, czego dotychczas doznała. Jej Mroczny Znak rozrywał się na kawałki! W nagłym błysku zrozumienia pojęła, po co Snape tak naprawdę tu przybył. I czego od niej chciał...

Krzyknęła przeraźliwie po raz ostatni i zemdlała.

Komentarze:

Z mirriel:

NuNa:

Dzięki, dzięki, dzięki!!!
Będę Cię czcić aż po wieki!
To ff jest świetne. Nie wiem skąd ty masz tyle pomysłów! muszę przyznać, że pierwszy i drugi rozdział musiałam czytać dwa razy żeby do końca zrozumieć, ale warto było... Jestem ciekawa jak dalej rozwinie się akcja, choć jestem pewna, że będę zaskoczona...Błagam nie rób więcej takich przerw, bo już myślałam, że przestałaś pisać i wpadłam w histerię.

Pozdrawiam i życzę weny!

PS. Wyrażam też nadzieję że następna część ukaże się za niedługo!

Dużo pisać, znaczy czynić myśl widzialną. Ambrose Bierce

Miłość to takie nic, które może być wszystkim...

Barty Crouch Syn:

Kolejny smakowity odcinek. Gęsty od tajemnic, znaczeń, smaczków. Pytania, pytania... Dlaczego testrale? Dlaczego różowe? Co zrobili dyrektor z Severusem?
Merlinie, głowa puchnie, ale oczy się od monitora nie chcą oderwać, chociaż słońce złośliwie wali po tęczówkach i źrenicach, wieczór nie zapada...
Pisz dalej, pisz.
I najmagiczniejszego z najmagiczniejszych.

"Było moim marzeniem, moją największą ambicją, aby Mu służyć, sprawdzić się na Jego służbie."
Komentarzyki mile widziane w każdej sytuacji...
*oczka Śmierciożercy*
.pl/
Zapraszam chętnych do zabawy!

goddess:

Postanowiłam sobie odświeżyć pamięć i przeczytałam twoje opowiadanie jeszcze raz, co zaowocowało kilkoma dodatkowymi wnioskami:
po pierwsze: drugi raz czytało mi się może nie lepiej, ale łatwiej – co zapewne wnika z faktu, że nie musiałam tak dokładnie zwracać uwagi na każde zdanie i zdarzenie, które, gdy czytałam pierwszy raz mi umykało a potem okazywało się jeśli nie kluczowe to ważne dla zrozumienia sytuacji i motywów postępowania bohaterów, albo rozpoznania ich samych,
po drugie: widać, że masz całą fabułę dokładnie przemyślaną, nie zapominasz o najmniejszym szczególe i konsekwentnie realizujesz swój "plan" co budzi mój ogromny podziw,
po trzecie: twój świat, który jest parę razy większy od tego przedstawionego przez Rowling i dużo bardziej ciekawszy. Poruszasz tematy i postaci o których Rowling tylko wspomina. Twoje przedstawienie świata (przenikanie się świata czarodziei i mugoli, rozłam pomiędzy czarodziejami z "getta" i tymi żyjącymi pomiędzy mugolami) jest tym czego brakowało mi u Rowling,
po czwarte: bohaterowie i powiązania pomiędzy nimi. Podoba mi się, że ci dobrzy też mają swoje wady, są ludzcy. Jestem osobą raczej przekorną, więc zaskoczyłaś mnie bardzo miło wizją huncwotów, z tego samego powodu zachwycił mnie twój Percy. Uwielbiam przedstawionego przez ciebie Severusa, który potrafi być i ironiczny i okrutny a "jednocześnie porządny z niego facet". Wprowadziłaś dużo postaci dodatkowych: Olaf i mecenas to majstersztyki no i postać Jörge – Jeana. Nie wiem dlaczego mam wrażenie, że okaże się on synem Snape'a a sam Severus mężem Margherity i czy ten Władca Smoków to aby nie brat naszej pani Goldstone? Choć pewnie okaże się, że wyciągnęłam za daleko idące i błędne wnioski, więc może daruję sobie resztę moich przemyśleń
i po piąte? przedstawiasz w tym opowiadaniu dużo ciekawych refleksji i spraw na które mam identyczne poglądy. Twoje opowiadanie zmusza do myślenia, ruszenia szarymi komórkami i wymaga od czytelnika uwagi i inteligencji a to lubię,
dlatego po szóste i ostatnie: pisz dalej

karola10:

Właściwie to miałam tego nie czytać... Tytuł wskazuje na romansidło jakieś. Ale załamana powodzią spoilerów i blogaskowatych debiutów w końcu się złamałam.
I padłam. Dosłownie, o trzeciej w nocy, ze zmęczenia, z krzesła prosto na łóżko (miałam nosa jak ostatnio przemeblowywałam moją klitkę zwaną też pokojem...). Po przeczytaniu całego na raz...

A teraz konstruktywna część komentarza... Eeeep...
(UWAGA!!! Pisane w przerwach między kolejnymi padami na kolana w celu bicia pokłonów).
Zacznijmy od fabuły. Sensacyjno–szpiegowskie klimaty w najlepszym wydaniu. Intrygi, tajemnice i zagadki jak Hydra – rozwiązujesz jedną, na jej miejsce pojawiają się trzy nowe. Jakbym nie przeczytała na raz to bym się szybko pogubiła. Twoja wizja świata czarodziejów – kupuję w całości, z wszelkimi przyległościami. Podoba mi się pomysł czarodziejów "zasymilowanych" z mugolami. Jesteś w tym bardziej wiarygodna, niż Rowling. Jestem tylko ciekawa co się dzieje jeśli rodzice dziecka, które dostało list nie chcą go posłać do Hogwartu, czy wysyła się do nich na przykład Hagrida w celu przekonania/zastraszenia?
Postaci (niektóre). Mecenas jest cudowny po prostu. Mam pytanie co do pierwszego członu nazwiska – tak się składa, że studiuję prawo i znam całkiem nieźle niemiecki, więc wydaje mi się nieznośnie sugestywny. Remus remusowaty i dobrze, takiego lubię. Ron i Hermiona też kanoniczni. Jörge... hmm... mam wrażenie, że goddess może mieć rację. Może nie całkiem, ale coś w tym jest. Severus – podoba mi się jak najbardziej. Ktoś już napisał, że Twój ma te cechy, które Rowling skrzętnie ukryła w tym kanonicznym. Nie wspomnę o zabójczym poczuciu humoru. Zgrzytnęły mi tylko niektóre wypowiedzi. Nie chodzi o to, co mówi, ale jak. Czasem zdarza Ci się użyć wyrażeń potocznych, które bardziej pasują do któregoś z Huncwotów, nie do Mistrza (czepiam się, wiem). Jeszcze Percy Ostatni–Prawdziwy–Gryfon. W kanonie nie znosiłam go od pierwszego tomu. Twój ma szansę zostać jednym z moich ulubionych szpiegów.
I jeszcze kilka smaczków, które podbiły mnie ostatecznie. Sernik – uważam, że wrzucanie do niego rodzynek to profanacja w najczystszej postaci. Magiczny Jagielloński Uniwersytet (wpatrywałam się, podskakiwałam radośnie i śliniłam monitor jednocześnie). Ojców chrzestnych dwóch... Bliźniacy w mugolskim kinie, burda kibiców. Penelopa jako Pam, któż by pomyślał...
Małe ale: sprzęt techniczny. Poza tym co było już wspomniane – zegarek Harry'ego. U Ciebie jest 1996 rok. Ja dostałam bardzo podobny chyba w 2001 roku, to było chyba 2 czy 3 lata po ich wejściu na rynek (wiem, znowu się czepiam...).

Jak znam siebie i życie, zapomniałam napisać mnóstwo rzeczy. Dopiszę pod następnym odcinkiem, obiecuję.
No właśnie, jak można przerywać w takim momencie *oburza się święcie*
Pozdrawiam i niech Wen będzie z Tobą.

Asik:

No... muszę przyznać, że dość dużo tego jest. Trochę się w tym już zdążyłam pogubić, ale myślę, że rozumiem ogólny sens.

Martwi mnie tylko jedno... piszesz już 3 lata, a bohaterowie nie zdążyli jeszcze nawet wyjechać do Snape Manor. Nie, żeby mi to jakoś bardzo przeszkadzało, tylko boję się, że nie ukończysz tego opowiadania, a szkoda mi go. Jest naprawdę dobre i wartościowe. Masz dużo świeżych i ciekawych pomysłów.

Druga rzecz, która jeszcze nie bardzo mi się podoba to... Hermiona. Osobiście wolę ją jako kujonkę, tu w moim mniemaniu jest za inteligentna. Poza tym myślę, że jeśli Hermiona wszystko rozumie to Harry też powinien kojarzyć więcej faktów – w końcu jest: "bardzo inteligentny".

Podoba mi się pomysł prywatnej nauki w domu Snape'a i jestem bardzo ciekawa co z tego wszystkiego wyniknie.

Osobiście wydaje mi się, że Harry na swojego prawnego opiekuna wybierze Snape'a. Skłania mnie do takiego myślenia kilka rzeczy:
1.) Jest on w końcu jego ojcem chrzestnym (hm... fajnie musi być mieć dwóch ojców chrzestnych )
2.) Myślę, że zdążą się trochę poznać zanim Harry będzie musiał podjąć decyzję.
3.) Snape mimo wszystko jest jego najbliższą rodziną.
4.) Przyda mu się jeszcze ochrona matki.
5.) Snape był przyjacielem Lily, a po rewelacjach, które Harry usłyszał myślę, że będzie się trochę odsuwał od Jamesa (i wcale mu się nie dziwię).
6.) Remus ma być tym komandosem (właśnie tutaj trochę mi się pomieszało. No, trudno, nie będę do tego wracać – może w czasie czytania kolejnych rozdziałów coś mi się w głowię rozjaśni), a poza tym jest wilkołakiem, co może być małym problemem.
Chociaż oczywiście możesz też zrobić mi pewną niespodziankę i Harry z pewnych przyczyn wybierze Remusa. Chociaż przyznam, że ja osobiście wolałabym Snape'a

Życzę wytrwałości w pisaniu.

Pozdrawiam

ASik

Jestem Snaperką i to jest we mnie najlepsze.

– Snape? – wydusił z siebie pod wpływem szoku.

– Nie, Kunegunda – prychnął.

Barbara123:

Plaisir d'amour ne dure qu'un moment i to samo mogę powiedzieć o przyjemności czytania tego opowiadania
Przeczytałam, nie wiedząc kiedy (trzy dni wyjęte z życiorysu były jedną chwilą)
No i czekam.
Ogromnie sugestywna jest wizja przenikających się światów. Sama miałam koleżankę, absolwentkę Akademii Czarownic (czyli Studium Psychotronicznego)
Bardzo czekam na kontynuację!

Anaphora:

Opowiadanie zaczęłam czytać przed wyjazdem do Austrii więc gdy oderwano mnie od internetu, niemalże dostałam napadu histerii. A gdy na miejscu okazało się, że laptop został w domu. I że zrobiono to SPECJALNIE – zamknęłam się w łazience na pół godziny w celu wyrażenia protestu, co rzecz jasna i tak nic nie dało.
Ale wróciłam i doczytałam z olbrzymią przyjemnością i radością.
Zdecydowanie mi się podoba, jako że uwielbiam opowiadania, w których Snape jest taki, jakim Ty go tutaj przedstawiasz. No i jego poczucie humoru jest fenomenalne. Szczególnie podobała mi się jego odpowiedź, na pytanie: "Skąd wziąłeś smoki"
Poza tym spodobał mi się ten pomysł z czarodziejami niezarejestrowanymi i ich przewagą liczebną nad czarodziejami z "getta".
Jednym słowem, a raczej dwoma: więcej, proszę!
Z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek i życzę Weny

Anaphora
_________________

Przeszłość jest prologiem – William Shakespeare

Dum excusare credis, accusas.
Kiedy myślisz, że się usprawiedliwiasz, oskarżasz się.

Św. Hieronim

Lilu;) :

Siemka!!!

Jestem pod ogromnym wrażeniem, Twoje opowiadanie jest NIESAMOWITE! Nigdy jeszcze aż tak mnie nie zafascynował żaden ff Masz wrodzony talent do pisania! I proszę nigdy nie przestawaj pisać
Jestem wielbicielką wszelkich opowiadań o Sevciu jako opiekunie bądź krewnym Harry'ego ale twoje ze wszystkich jakie czytałam bije je o głowę Muszę niestety przyznać że troszkę się pogubiłam w tych wszystkich powiązaniach rodzinnych:(( Najbardziej rozbawiły mnie określenia o Voldziu np. "pesudolordzina" itp. Strasznie zrobiło mi się żal Harry'ego z powodu prawdy o tym jaki był tak naprawdę James, ponieważ nie dość że nigdy nie miał ojca, to teraz został pozbawiony jakichkolwiek pozytywnych myśli, uczuć o nim, stracił też podporę i siłę jaką nie raz były właśnie myśli o Jamesie.
Bardzo zastanawia mnie zachowanie Złotego Chłopca w ostatnim rozdziale kiedy miał wizję. Wydaje mi się że mogę zrozumieć dlaczego wołał Syriusza ale totalną tajemnicą jest dla mnie to że wykrzykiwał: „różowe, różowe...". Nie wiem co to może oznaczać. Aha a pomysł aby połączyć mugolską technikę z magią jest naprawdę trafiony:)

Mam nadzieje że na kolejny rozdział nie pozwolisz zbyt długo czekać takim spragnionym czytelnikom jak ja i ujawnisz chociaż jedną z tajemnic;))

"Choć w Sercu Lęk, nie Cofaj się, Tylko tak warto Żyć!"

Z TN–u:

Irytek j.z. :

Ciekawe, o co chodzi z tymi testralami? Dlaczego Hermiona ich nie widzi?
O ile dobrze rozumiem zamysł, obie – Hermiona i Ginny – powinny je widzieć po walce w Ministerstwie, tak?
No i co Snape chciał od Bellatrix? Próbował przywołać Voldemorta żeby... no właśnie, żeby co? Jakaś pułapka, ale jaka?
Nastawiałaś znaków zapytania, mam nadzieję że na ich wyjaśnienie nie trzeba będzie czekać tak długo jak ostatnio

––––––––––––––––––––

IRYTEK, CÓREK IMIGLIKOSA BIAŁEGO.

Jan Rokita zaprasza na wieczorek literacki "Pożegnanie z Marią".

DZIEJE TELEWIZJI MLECZARZA–SZOŁEM AŁEJCHEM (takie coś można kupić na Allegro :)

Irytek jz (CYKLISTA!)
Klub Grafomanów Kwalifikowanych im. Mniszkówny :D
Stowarzyszenie Ałtorów Skomentowanych przez Clycię

Dzieła zebrane: http://irytek–.pl/?co=tffurczosc
Blog: http://irytek–.pl/?co=blog

Moja odpowiedź Irytkowi:

Irytku, obiecuję, że nie. Kolejny kawałek przesyłam do betowania już jutro...

Femme Fatale:

O nowy odcinek po tak długiej przerwie .
Powiem Ci, że dziwnie czyta mi się to opowiadania w częściach. Ale to takie moje widzimisie.

W nowym odcinku jak zwykle zalatuje Twoim stylem. Te same rzeczy mnie irytują i tak samo wzbudzasz moją ciekawość. Szkoda tylko, że nie wykorzystujesz całego swojego potencjału, żeby udoskonalić tego ff. Nic się nie zmienia, ani gorzej, ani lepiej tylko ciągle wóz toczy się po równej drodze.

Co nowego? Pomysł z testralami. Mam nadzieje, że jakoś ładnie obrobisz wyjaśnienie w kolejnych częściach.
No i cała akcja z napadem na Bellę szalenie mi się podobała. Snape w roli głównej czyli już wiadomo . Szkoda tylko, że nie zagłębiłaś się bardziej w psychikę Belli i opisywałaś tylko kolejne ruchy na bieżąco. Przecież Lestrange to wyniosła dama, dumna, "lepsza"; na pewno czuła upokorzenie znajdując się w takiej sytuacji. Wielkie pole do popisu, niewykorzystane.
I to jej obezwładnienie przez Severusa. Trochę wzbudziło we mnie niesmak. Połamanie kości, trochę znęcanie się. Wiem, że idea była słuszna, ale wypadło to okrutnie. Przedstawiłaś to ze złego punktu widzenia. Tyle na ten temat.

Oczywiście jak zawsze czekam na kolejny odcinek Mam nadzieje, że już niebawem przedstawisz kolejne rozwiązania tych wszystkich zagadek.

Pozdrawiam.