Disclaimer: Still nothing's mine.

Smacznego.


Ichigo i Grimmjow


Pole bitwy zostało daleko za nimi, tonąc w oparach wzburzonego kurzu i przelanej krwi. Słońce grzało niemiłosiernie, parząc skórę życiodajnymi promieniami, a powietrze zdawało się być lepkim od potu i łez.

Uciekli. Zostawili to za sobą, odrzucając na bok animozje i swary.

On uciekł, z uśmiechem ciągnąc go za sobą, w nieskończoną krainę wolności. Nie był im dłużej potrzebny Aizen i jego wojna o świat. Nie byli potrzebni Shinigami wraz ze swą słabością i potrzebą ochrony, której żądali właśnie od nich. Ani ten świat pełen wojen, nie był już ich światem.

Teraz mieli siebie nawzajem – dwa niespokojne ogniwa w morzu zamieszania, które odnalazły swoje miejsce przy sobie. Niepokorne dusze, wciąż gotowe walczyć za wszystko i wszystkich, byle by tylko nie pozostać biernymi. Bohaterowie, którzy stracili zapał i chęć do przelewania krwi za cudze spory, którzy zapragnęli tylko chwili wytchnienia gdzieś daleko, w innej rzeczywistości, w niezmąconym spokoju krzemowej pustyni.

Rozwiązanie to było tak proste, a zarazem tak nieprawdopodobne, że zanim zdążyli pochwycić choćby ślad myśli o udaniu się właśnie tam, długa była ich wędrówka po wszystkich krańcach i przestrzeniach świata. Długa była droga do porozumienia, akceptacji i iluzji normalności, i wreszcie, do odnalezienia się na stałe w wiecznym mroku Hueco Mundo, by zaznać w nim spokoju i ukojenia, i domu.

A teraz, całe mgnienie wieczności później, gdy dawno zapomniano już o ich istnieniu, a gwiazdy wojen zgasły daleko za horyzontem, mogli na zawsze trwać przy sobie, kłócąc się i walcząc. Odnosząc rany i kosztując rozkoszy prawdziwego partnerstwa. Stojąc we własnym blasku, opromieniając swą ścieżkę, podtrzymując się i wspierając.
Nawzajem.