4.

Kira biegł przez zagajnik, szczerze żałując, że zajęcia z użycia shunpo zaczynały się dopiero w następnym semestrze. Nie zaliczał się niestety do grona szczęśliwców, którzy znali podstawy jeszcze przed wstąpieniem do Akademii — ale nawet oni nie mogli samowolnie wykorzystywać ich w praktyce, nie poznawszy wcześniej przynajmniej zasad bezpieczeństwa. Marna to jednak była pociecha. W zaistniałej sytuacji miał szansę dotrzeć na miejsce mniej więcej w połowie zajęć i wcale nie poprawiało mu to nastroju. Szczególnie, że były to zajęcia z kontroli reiatsu, na których opuszczanie nie mógł sobie pozwolić — nie po tym, jak wydarzenia tego właśnie poranka dowiodły jego niewątpliwej mizerii w tym temacie.

Westchnąłby, gdyby nie był tak bardzo zajęty łapaniem tchu w biegu (Kondycja, przemknęło mu przez głowę, nad tym też powinienem popracować), ale już po chwili nieco się rozpogodził. Cóż, wiedział, że musi popracować nad wykrywaniem reiatsu — jednak sprawa ta nie wydawała się aż tak istotna, gdy przypomniał sobie, co następnie zdarzyło się nad strumykiem.

Poczuł, że znów się czerwieni. Porucznik Ichimaru… Porucznik Ichimaru zdawał się być dokładnie taki jak w jego wyobrażeniach: zdecydowany, nieprzenikniony i zabójczo skuteczny (Kira poczuł dreszcz na samo wspomnienie ostrza Shinsou przy swoim gardle) — ale przy tym wcale nie tak daleki, jak mogłoby się wydawać.

Kira uśmiechnął się z rozmarzeniem. Ledwie mógł w to uwierzyć, ale porucznik ani razu go nie skrytykował, choć przecież miałby za co. Owszem, pozwolił sobie na kilka drobnych żartów — jak ten o persymonkach i galaretkach (tu Kira zaczerwienił się jeszcze bardziej), ale nie było w nich złośliwości. Przeciwnie, sprawiały wrażenie, jakby porucznik Ichimaru z sobie tylko znanych przyczyn chciał podnieść go na duchu. Kira nigdy by się nie spodziewał, że wysoki oficer Gotei13 może się podobnie zachowywać. Elity shinigami kojarzyły mu się z godnością, powagą i dostojeństwem, jak również pewną wyniosłością; zaś samo dowództwo Gotei13 przywodziło mu na myśl kamienne posągi: wielkie, odległe i niewzruszone. Kira z góry zakładał, że w ich obecności powinien się czuć mały, nieważny i niewiele wart — tymczasem w towarzystwie porucznika Ichimaru nie czuł się tak ani trochę. Porucznik wydawał się zresztą zupełnie nie przystawać do tego wizerunku: był taki przystępny, naturalny i… traktował go jak równego sobie — zupełnie jakby nie dzielił ich dystans wieku, umiejętności, doświadczenia i zajmowanej pozycji.

Co więcej, pozwolił, by Kira mu pomógł — choć w mniemaniu samego Izuru powinien raczej zrugać go za zbytnią zuchwałość. Kira uczuł, jak niespodziewanie robi mu się ciepło na sercu. Dotąd nie ośmielał się nawet marzyć o spotkaniu z porucznikiem Ichimaru twarzą w twarz, a co dopiero o podobnej sytuacji. Tymczasem potraktowano go jak profesjonalistę, mimo że był tylko uczniem — i nawet jeśli porucznik w duchu się z niego naigrawał, to w żaden sposób nie dał tego po sobie poznać. Izuru nie miał w sobie dość śmiałości, by wierzyć, że porucznik Ichimaru był mu aż tak wdzięczny, jak to okazał — ale nie przeszkadzało mu to cieszyć się z usłyszanych słów uznania. Podobnie jak z zaufania, którym zupełnie nieoczekiwanie został obdarzony — choć świadomość, że porucznik Gotei13 zmuszony był się ukrywać, wciąż budziła w nim nieokreślony niepokój. Poproszono go jednak o zachowanie tajemnicy i Kira zamierzał jej dotrzymać. Szczególnie że coś w jego wnętrzu podpowiadało mu, że postąpił słusznie…

Potknął się o wystający korzeń i postanowił bardziej skupić się na rzeczywistości. Drzewa rosły coraz rzadziej; skraj lasu był blisko. Izuru Kira przyspieszył biegu i po paru chwilach wybiegł z zagajnika. Teraz czekał go tylko sprint obok dormitoriów na plac treningowy, gdzie trwały zajęcia. Odbywały się pod gołym niebem ze względów ściśle praktycznych — ponoć w poprzednich latach zdarzało się, że uczniowie nie potrafiący dobrze kontrolować swojego reiatsu czynili niemałe spustoszenia w salach lekcyjnych. Krążyły legendy, że jednym z owych "niesfornych" uczniów był sam kapitan Oddziału Ósmego, Shunsui Kyouraku, któremu podobno zdarzyło się kiedyś wysadzić całe piętro. Kira jednak jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić. Choć z drugiej strony… czy niewiele wcześniej nie dowiedziono mu, że jego wyobrażenia na temat elity Gotei13 były co najmniej mylące?

Chyba że…, pomyślał Kira, po raz kolejny czując płonący na policzkach rumieniec. Chyba że porucznik Ichimaru był pod tym względem naprawdę wyjątkowy…

Zganił się w duchu. Naprawdę, nie powinien tyle o tym myśleć — to było wręcz… nie na miejscu. Lepiej, żeby skupił się na zajęciach…

Przeciął szybko trawnik za głównym budynkiem Akademii, przebiegł przejściem między dwiema salami treningowymi — i po chwili był już na miejscu. Cała klasa wyraźnie koncentrowała się na przydzielonym przez nauczyciela zadaniu, więc Izuru przemknął cicho bokiem, nie chcąc zakłócać lekcji. Nieco ciążyła mu myśl, że nie zgłosił spóźnienia od razu — ale nie chciał nikomu przeszkodzić, wolał więc zaczekać na przerwę między ćwiczeniami. Tymczasem wypatrywał wśród grona uczniów zgromadzonych na placu znajomej czerwonej czupryny — żywiąc przy tym cichą nadzieję, że jego przyjaciele ćwiczą gdzieś na uboczu i zdoła dyskretnie dowiedzieć się od nich, co go ominęło. Szczęście zdawało się mu dopisywać: jaskrawa plama koloru zamajaczyła naraz ledwie kilkanaście kroków od niego. Kira co tchu pognał w tamtą stronę.

— Kira! — na jego widok w głosie Renjiego Abaraia zabrzmiały zarazem zdumienie, rozdrażnienie i ulga. — Gdzieś ty był cały ranek? Hinamori mało co nie wyszła z siebie!

— Pssst, Abarai-kun — rozległ się tuż obok nich szept Hinamori-san. Izuru był jej za to wdzięczny — „półgłos" był dla Renjiego pojęciem zupełnie obcym, a Kira nie chciał ściągać uwagi na ich trójkę.

— Ja… — zaczął, po czym rozejrzał się uważnie wokół i zapytał z niezrozumieniem — Co właściwie ćwiczymy?

— Utrzymywanie reiatsu na stałym poziomie — burknął Abarai-kun z wyraźnym przekąsem. Kira popatrzył na niego bystro, jeszcze raz przyjrzał się kolegom.

— Przecież… — szepnął, marszcząc brwi. — Przecież zaliczaliśmy to na pierwszym roku! W połowie pierwszego semestru!

— Jemu to powiedz — wzruszył ramionami jego przyjaciel, nieznacznym ruchem głowy wskazując w prawo. Kira popatrzył we wskazanym kierunku i zamrugał, zaskoczony.

— K-kto to? — wyjąkał. — Gdzie Hikari-sensei…?

— A bo ja wiem? — mruknął w odpowiedzi Renji. — Jedni mówią, że na niespodziewanej misji, inni że w Oddziale Czwartym… ale nikt nie wie nic pewnego. A ten tam niczego nam nie powiedział…

Kira przyjrzał się nauczycielowi, który stał teraz odwrócony do nich plecami. Nieoczekiwanie uświadomił sobie, że czuje jego reiatsu bardzo dobrze, a przecież w lesie… Wróć, zganił go nagle na nowo rozbudzony zdrowy rozsądek. Nie pora teraz na to… Skup się!

Przymknął oczy, koncentrując się na reiatsu nowego profesora — i przełknął ślinę, bo zdecydowanie nie robiło ono przyjaznego wrażenia. Wydawało się chwiejne, agresywne i na swój sposób nawet… okrutne. Zadrżał. Nie rokowało to najlepiej dla jego spóźnienia…

— Paskudny typ — potwierdził jego niewypowiedziane obawy Abarai-kun. — Mocno nieprzyjemny… Wydaje mu się, że wie wszystko… i nic nie da sobie powiedzieć…

Urwał nagle, bacznie przypatrując się Kirze.

— A ty co? — zagadnął, uśmiechając się krzywo. — Coś ty taki cały w skowronkach i rumieńcach? Gdyby nie szło o ciebie, pomyślałbym, żeś się z kimś za cieplarnią obści- …

— Abarai-kun! — przerwała mu Hinamori oburzonym szeptem, nie wiedzieć czemu czerwieniąc się. Kira zamrugał oszołomiony.

— Za cieplarnią? Dlaczego za cieplarnią? — zapytał niepewnie. — Co właściwie masz na myśli, Abarai-kun?

Renji już otwierał usta, by odpowiedzieć, ale nie zdążył. W tej samej chwili tuż za ich plecami rozległ się głos, którego żadne z nich się nie spodziewało. Izuru poczuł, jak ogarnia go nagły chłód.

— Widzę, że przyjęliście sobie za punkt honoru, żeby zakłócić przebieg tych zajęć — wycedził nauczyciel zimno. Cała trójka odwróciła się błyskawicznie; Kira drgnął, widząc przed sobą zaciętą w nieprzyjaznym wyrazie twarz, z której spoglądały blade, pełne pogardy oczy. Pierwsze wrażenie było zatem trafne — nie był to ktoś, po kim można by się spodziewać zrozumienia.

I co teraz? Kira nie wiedział. Jego wrodzona praworządność nakazywała mu się odezwać i przyznać do winy — w końcu gdyby nie jego spóźnione przybycie, cała ta rozmowa w ogóle nie miałaby miejsca. Z drugiej strony wszakże coś w głębi duszy podpowiadało mu, że w tym konkretnym przypadku podobne zachowanie mogłoby zostać uznane za zbytnią zuchwałość. Przygryzł nerwowo wargi, zerkając ukradkiem na przyjaciół. Abarai-kun najwyraźniej także nie wiedział, co robić.

O dziwo, Hinamori-san opanowała się pierwsza.

— Najmocniej przepraszamy, panie profesorze — powiedziała żarliwie, gnąc się w ukłonie. — To się więcej nie powtórzy…

— Milcz! — przerwał jej mężczyzna, nadspodziewanie ostro. — Nie przypominam sobie, bym pozwolił ci się odezwać.

Hinamori pobladła gwałtownie; przez chwilę wyglądała jeszcze, jakby chciała wyjąkać kolejne przeprosiny, ale złowróżbne spojrzenie zmrużonych oczu nauczyciela skutecznie ją powstrzymało. Cofnęła się o krok, chroniąc się za Renjim, na którego twarzy malowała się teraz źle skrywana złość.

Kira poczuł, że i nim wzbiera gniew — ale w jego wypadku był on skierowany zarówno w nauczyciela jak i w niego samego, i mieszał się z poczuciem winy. Nie doszłoby do tej okropnej sytuacji, gdyby nie on…

— Nazwiska! — ostry głos nauczyciela wdarł się gwałtownie w te niewesołe rozważania. Izuru zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie wykrztusić ani słowa przez ściśnięte gardło.

Tym razem to Renji uratował sytuację.

— Renji Abarai… profesorze — odparł, z wyraźnym trudem opanowując wzburzenie. Położył dłoń na ramieniu Hinamori-san w geście otuchy. Dziewczyna postąpiła do przodu.

— Momo Hinamori, panie profesorze — powiedziała, cicho, ale wyraźnie. Nauczyciel obrzucił tych dwoje taksującym spojrzeniem, po czym odwrócił się do Kiry, patrząc nań wyczekująco.

Izuru przełknął z trudem.

— Izuru… Kira… Profesorze… — szepnął, modląc się, by jego głos brzmiał pewnie i odruchowo wbijając wzrok w ziemię. Nie był przygotowany na brutalne szarpnięcie za ramię.

— Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię! — zażądał typ, boleśnie zaciskając palce na barku Kiry. — Doprawdy… gdzież się podziała dyscyplina w tej szkole?

Kira mimowolnie usłuchał i niemal natychmiast tego pożałował, napotkawszy owe blade oczy, które teraz zdawały się przeszywać go na wylot. Na placu z wolna narastał szmer — coraz więcej osób gromadziło się wokół ich grupki, przyciągniętych nagłym zamieszaniem. Izuru zorientował się, że drżą mu kolana.

Przestań się trząść!, nakazał surowo zdrowy rozsądek.

Nie będzie można na tobie polegać…"

Zacisnął do bólu pięści, próbując się uspokoić. Wyprostował się. Nauczyciel jeszcze przez chwilę świdrował go wzrokiem, nim wreszcie się odezwał.

— Nie przypominam sobie ciebie — stwierdził jadowicie. — Czemuż to?

Nawet nie zauważył, kiedy się zjawiłeś!, wtrącił buńczuczny głosik w umyśle Kiry. I to ma być nauczyciel kontroli reiatsu?

Racja, pomyślał. Ale czy to cokolwiek zmieniało?

Uczuł, że paznokcie wbijają mu się we wnętrza dłoni. No dobrze. Raz kozie śmierć.

— Spóźniłem się — wyznał. — Bardzo przepraszam, profes-…

Nie zdołał dokończyć; przerwało mu uderzenie w twarz, od którego aż się zatoczył. Oszołomiony, uniósł dłoń do policzka, kątem oka zauważając reakcje przyjaciół. Hinamori-san wyglądała na wstrząśniętą, Renji ze złości był blady jak papier.

Szum wśród zgromadzonych na placu uczniów wezbrał na sile.

— Jak śmiesz? — wysyczał ten, który miał czelność nazywać się nauczycielem, łapiąc przy tym Kirę za kosode na piersi. — Wykazujesz dalece posunięty brak szacunku i wyobrażasz sobie, że zwykłe „przepraszam" wystarczy? Co za bezczelność!

Odepchnął Kirę, który niemal stracił równowagę — szczęśliwie Renji w porę go podtrzymał.

— Powód spóźnienia? — zapytał tymczasem ich „profesor" natarczywie.

Izuru zawahał się nagle. Nigdy nie potrafił dobrze kłamać — poza tym w tych okolicznościach i tak nie potrafiłby znaleźć choćby w niewielkim stopniu przekonującej wymówki. Co do prawdy zaś…

Byłbym wdzięczny, gdyby to spotkanie zostało między nami, Izuru-kun…"

Nie zawiodę. Dotrzymam słowa. Chcę…

Chcę, by mógł na mnie polegać.

Odetchnął głęboko, stając o własnych siłach. Skłonił głowę.

— Z całym szacunkiem, panie profesorze — odparł, starając się panować nad głosem — ale… tego nie mogę wyjawić.

Szmer rozmów wzmógł się jeszcze bardziej; gdzieniegdzie rozległy się nawet zdumione półokrzyki i westchnienia. Kira dostrzegł, że niektórzy z kolegów popatrują z niedowierzaniem to na niego, to na siebie nawzajem; kilka osób kręciło głowami, byli też tacy, którzy usłyszawszy jego słowa, otwarcie pukali się w czoło.

Wyznanie to nie pozostało bez echa także w wypadku jego przyjaciół: Renjiemu wyrwało się krótkie „Co…?!", Hinamori-san jedynie raptownie wciągnęła powietrze. Jednak jakkolwiek potężnego wrażenia nie wywarłby swoim stwierdzeniem na najbliższym otoczeniu, to było ono niczym w porównaniu z tym, jak podziałało na ich „nauczyciela". Na jego twarz wystąpiły ceglaste plamy, nozdrza drżały, usta wygięły się w paskudnym grymasie. Izuru z trudem zwalczył ochotę, by cofnąć się o parę kroków.

— Co takiego? — wysyczał, nachylając się nad Kirą i ponownie szarpiąc jego kosode. — Czy ja się przesłyszałem…? Odmawiasz odpowiedzi na pytanie nauczyciela?

Izuru Kira z najwyższym trudem się opanował; naraz uczuł, że zaczyna się bać i to bardziej niż wtedy, gdy czuł na gardle Shinsou.

Prawdy wszakże powiedzieć nie mógł.

— Naprawdę bardzo przepraszam, profesorze — szepnął. — Gdybym tylko…

— Dość! — huknął typ, puszczając go nagle. Tym razem Kira zdołał ustać bez niczyjej pomocy.

— A zatem tak wyglądają teraz sprawy… — ciągnął tamten, krzywiąc się ze wzgardą. — Doprawdy, co za pożałowania godny regres… — urwał na chwilę, rozejrzał wokół z wyraźną odrazą. —Kiedyś coś podobnego byłoby nie do pomyślenia… Może to przerasta wasze zdolności pojmowania, ale kiedyś w tej szkole istniały wyraźne zasady. O tak… Uczniowie znali swoje miejsce i potrafili okazać należyty szacunek starszym i lepszym od siebie, a podobnie zuchwałe zachowanie żadnemu nawet nie postałoby w głowie… Wtedy bowiem istniała jeszcze dyscyplina, a za jej złamanie… należycie karano. Zaiste szkoda, że władze Akademii tak bardzo zmiękły przez te lata…

— Ale… ale przecież Kira-kun nie zrobił nic złego — wtrąciła nieśmiało Hinamori, co w tej sytuacji należało uznać za akt niebywałej odwagi. — Nie ma za co go karać…

Odpowiedziało jej miażdżące spojrzenie i słowa, wypowiedziane lodowatym tonem.

— Znów odzywasz się niepytana, dziewczyno. Jeszcze chwila i tego pożałujesz…

Hinamori, spłoszona, schyliła głowę, jednocześnie łapiąc za rękę rwącego się by interweniować Renjiego.

— Najmocniej proszę o wybaczenie, panie profesorze…

— „Proszę o wybaczenie…" — w głosie „profesora" zadźwięczał cynizm. — Właśnie to mam na myśli… Wydaje się wam, że przeprosiny wystarczą, że w ten sposób unikniecie odpowiedzialności za złamanie zasad… Kiedyś nie uszłoby wam to płazem… i tak powinno być dalej. Powinniście czuć, że popełniliście błąd — przeniósł wzrok na Kirę — i że ponosicie jego… bolesne konsekwencje.

Izuru nie odpowiedział — nie wiedział zresztą, co mógłby powiedzieć, by jeszcze bardziej nie pogrążyć siebie i przyjaciół. Serce, pełne najgorszych przeczuć, łomotało mu jak oszalałe.

— Może zresztą… to nie byłby taki zły pomysł… — tu typ uśmiechnął się paskudnie, a w jego oczach obok niezmiernej pogardy błysnęła naraz okrutna satysfakcja i jakby… wyczekiwanie. — Taaak… Myślę, że… posłużysz za przykład. Niech twoi koledzy dowiedzą się, jak na moich lekcjach płaci się za bezczelność i brak poszanowania reguł…

Kira patrzył na niego niepewnie, bojąc się nawet domyślać znaczenia tych słów. Na dodatek „nauczyciel", wypowiedziawszy te słowa, przez jakiś czas jedynie milczał, jakby chcąc jeszcze podsycić jego obawy. Wreszcie jednak…

— Wracać do ćwiczeń! — zakomenderował, tonem nie znoszącym sprzeciwu, a wypełniający plac szum, z każdą chwilą głośniejszy, ścichł nagle jak ucięty nożem.. — A ty… — zwrócił się bezpośrednio do Kiry — zgłosisz się po zajęciach i dowiesz się, co cię czeka.

Pozostała część lekcji upłynęła w nieprzyjemnej, dusznej atmosferze. Nikt się nie odzywał, a Kira od czasu do czasu wyczuwał na sobie ukradkowe, wystraszone spojrzenia. Gdy zaś wreszcie dane im było się rozejść, plac treningowy opustoszał nad podziw szybko. Poza Izuru zostali tylko Renji i Hinamori — którzy trwali przy nim nawet teraz. Był im za to wdzięczny.

Przełknął ślinę, czując na sobie zniecierpliwione spojrzenie prowadzącego zajęcia. Nie wolno mu było dłużej zwlekać.

Odwrócił się i podszedł bliżej.

— Jestem, profesorze — powiedział cicho.

„Profesor" obdarzył całą ich trójkę spojrzeniem, którym mógłby zaszczycić błoto na swoich sandałach.

— Dwadzieścia batów — rzucił ozięble, lecz jego oczy uważnie obserwowały reakcję Izuru. — Dziesięć za spóźnienie i dziesięć za niesubordynację. Dzisiaj po zajęciach. Dość tego rozluźnienia obyczajów.

Izuru Kira w jednej chwili poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. C-co… Co takiego…?

— Co takiego?! — Abarai-kun zdawał się być bliski furii. — Przecież…

— Przecież… przecież takie kary wycofano już dawno temu! — zaprotestowała równocześnie Hinamori. — Nie może pan…

Kira w porę dostrzegł skierowane ku nim złowieszcze spojrzenie bladych oczu; zrozumiał, że musi zareagować, nim tych dwoje wpędzi się w równie poważne kłopoty — i to z jego powodu, czego Izuru nigdy by sobie nie wybaczył. Poza tym… jego przewinienie, choć może błahe, było jednak faktem…

Nabrał tchu.

— Tak jest, panie profesorze — odparł dźwięcznie, a głos prawie mu nie zadrżał. Zgiął się w ukłonie. — Zrozumiałem.

Poczuł na sobie spojrzenia przyjaciół: zszokowane Renjiego i przerażone Hinamori-san i uświadomił sobie nagle, że brak mu odwagi, by się do nich odwrócić.

„Profesor" tylko prychnął lekceważąco.

— Zejść mi z oczu — nakazał. — I nie każ czekać na siebie zbyt długo.