5.

Opuścili plac treningowy w ciszy. Kira czuł na sobie współczujący wzrok dwójki przyjaciół, ale wciąż obawiał się spojrzeć im w oczy. Wiedział, że nie obędzie się bez pytań, na które nawet im nie mógł udzielić odpowiedzi — obietnica, jaką złożył porucznikowi Ichimaru nie zakładała żadnych wyjątków. Miał przykrą świadomość, że uznają to za brak zaufania i że zrani ich swoim milczeniem, dlatego chciał jak najbardziej odwlec moment ewentualnej konfrontacji.

Z kolejnych zajęć niewiele zapamiętał; choć osobom postronnym mogłoby się zapewne wydawać, że przysłuchuje się równie pilnie jak zwykle. Notował jednak machinalnie, a słowa nauczycielki, opowiadającej o geografii terenów otaczających Rukongai, nie docierały do niego w pełni.

Starał się nie myśleć o tym, co się stało — i tym, co dopiero miało się stać, jednak przychodziło mu to z trudem. Nie mógł w to uwierzyć: dotąd był całkiem dobrym uczniem, starał przykładać się do nauki i unikać problemów. Nigdy nie spotkała go kara ze strony nauczyciela — nie było ku temu powodów. A teraz…

Zacisnął powieki. Jak teraz będą na niego patrzeć? Co będą o nim myśleć — wykładowcy i inni uczniowie — kiedy już się o wszystkim dowiedzą?

— Kira-kun…?

Podniósł głowę, nieco zdezorientowany. Tuż przy jego ławce stała Hinamori-san, przypatrując mu się z troską.

— Wszystko w porządku, Kira-kun? — zapytała.

— T-tak — Izuru rozejrzał się wokół i dostrzegł, że sala była pusta. Nawet nie zauważył, kiedy lekcja dobiegła końca. — W miarę… — dodał ciszej, by być z nią bardziej uczciwym.

Hinamori skinęła głową. Wyglądała na naprawdę zmartwioną i Kira nie czuł się z tym najlepiej. Nie chciał, by ktokolwiek smucił się z powodu jego kłopotów — w które zresztą sam się wpędził…

— Zjesz z nami, Kira? — zagadnął tymczasem Renji, który jak się okazało, również został w sali. Kira odwrócił się ku niemu, czując się nieco zagubiony.

— Mamy teraz przerwę, Kira-kun, zapomniałeś? — wyjaśniła Hinamori. — A ty chyba jeszcze nic dzisiaj nie jadłeś, prawda?

Popatrzył na nią niepewnie. Rzeczywiście… spędził w zagajniku tyle czasu, że nie zdążył zjeść śniadania; zresztą do tej chwili nawet o tym nie myślał. A teraz… teraz też nie miał ze sobą nic do jedzenia, bo i skąd? Uciekł spojrzeniem.

— Ja… — zaczął, ale nim zdołał dokończyć, Hinamori-san złapała go za rękę. Uniósł wzrok i zobaczył jej krzepiący uśmiech.

— O nic się nie martw, Kira-kun — powiedziała. — Podzielimy się z tobą… wystarczy dla nas wszystkich.

Kira uśmiechnął się blado. Nadal cieszył się z obecności przyjaciół — lecz z drugiej strony nie mógł się pozbyć wrażenia, że wolałby, aby zostawiono go teraz sam na sam z jego rozterkami. Szczególnie że nie mógł przecież powiedzieć im wszystkiego…

Wyszli razem przed budynek Akademii. Dopiero co minęło południe, a na niebie królowało wrześniowe słońce — stąd na dziedzińcu pełno było uczniów, spożywających swój posiłek w pojedynkę lub w niewielkich grupkach. Normalnie także Kira, Renji i Hinamori dołączyliby do tego grona, zajmując miejsce w cieniu jednego z drzew — tego dnia jednak cała trójka przysiadła na stopniach przed wejściem, nieco na uboczu. Izuru zrozumiał, że chcą z nim porozmawiać o wydarzeniach tego ranka — i już teraz poczuł, jak budzi się w nim poczucie winy.

— Jedz, Kira-kun — ponagliła go łagodnie Hinamori, podsuwając mu pudełko ze swoim drugim śniadaniem. Kira uśmiechnął się przepraszająco, nabrał odrobinę ryżu. Dziwne; w pierwszej chwili wydawało mu się, że jest bardzo głodny, ale teraz w ogóle nie miał apetytu. Wydawało się, jakby żołądek zawiązał mu się w ciasny supeł…

— Boisz się? — zapytał nieoczekiwanie Renji, odkładając pałeczki i spoglądając na niego uważnie. — Kira?

Izuru zamarł w pół gestu, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Nie spodziewał się tego pytania — ale to był cały Abarai-kun, dla którego „dyplomacja" była tylko jednym z trudnych do zapamiętania słów. Wbił wzrok we własne dłonie.

— T-tak… — przyznał cicho. — Chyba tak.

Chwilę siedzieli w milczeniu, każde pogrążone we własnych rozważaniach, aż wreszcie Hinamori-san pacnęła otwartą dłonią w stopień schodów.

— To niesprawiedliwe! — oświadczyła żarliwie. — Nie powinno tak być! On nie miał prawa tak cię karać… Przecież tylko się spóźniłeś!

— Pewnie — poparł ją Renji, bez chwili wahania. — To jakaś skończona bzdura… karać czymś takim za spóźnienie. Niektórzy bez przerwy leżeliby w infirmerii…

— Abarai-kun! — Hinamori-san popatrzyła na niego z niejakim oburzeniem. Renji Abarai jedynie wzruszył ramionami.

— Tak, wiem, to że inni też się spóźniają, to żadne usprawiedliwienie. Ale to i tak niczego nie zmienia…

Kira skulił się mimowolnie. Wiedział o tym aż nadto dobrze i bez przypominania.

— Może… — zaczęła Hinamori nieśmiało. — Może gdybyś się jakoś wytłumaczył, Kira-kun, to potraktowałby cię łagodniej…

— Gdzie tam! — przerwał jej znienacka Renji. — Ten cholerny drań tylko szukał pretekstu, by się na kimś wyżyć… każdy powód byłby dla niego dobry. Myślisz, że przejąłby się wyjaśnieniami, nawet gdyby Kira mu powiedział?

Hinamori przygryzła wargi, markotniejąc. Kira, który znał jej zwykły optymizm i wiarę w ludzi, domyślał się, że przyjaciółka z trudem odnajduje się w tej sytuacji. Nie miał jednak pojęcia, jak mógłby ją pocieszyć; poza tym czuł się dość zakłopotany także z innego powodu. Może jego wina była niewielka, ale nauczyciel miał w końcu pełne prawo, by wlepić mu karę — choć Izuru musiał przyznać przed samym sobą, że nawet jemu wydawała się ona niewspółmierna do rangi przewinienia.

— A swoją drogą — podjął tymczasem Abarai-kun, zwracając się wprost do Kiry i wyrywając go z rozmyślań — dalej nam nie powiedziałeś, czemu tak późno przyszedłeś. Wierz mi albo nie, ale wyglądałeś, jakbyś chwilę wcześniej dostał gwiazdkę z nieba…

Izuru spojrzał na niego cokolwiek spłoszonym wzrokiem. Tej chwili obawiał się najbardziej. Wiedział, że prędzej czy później usłyszy podobne pytanie — ale świadomość ta w żaden sposób nie czyniła łatwiejszą jedynej odpowiedzi, jakiej mógł na nie udzielić.

— No, Kira, nie daj się prosić — Renji szturchnął go lekko pod żebra. — Rozumiem, że nie chciałeś powiedzieć tamtej kanalii, ale my to co innego… Chyba że nie możesz o tym mówić przy Hinamori-kun — dodał, uśmiechając się w sposób, który bez wątpienia był znaczący, ale Kira nie był pewien, co konkretnie Abarai-kun miał na myśli.

Zamrugał z niezrozumieniem, co nie uszło uwadze przyjaciela.

— A, czyli, że możesz mówić — uznał Abarai-kun, najwyraźniej nieco rozczarowany. — No, to skończ z tą tajemniczością i wyjaw nam wreszcie, gdzie byłeś.

Kira zmiął w dłoniach materiał hakamy. To było trudniejsze, niż się spodziewał…

— Nie mogę… — wyszeptał. — Przepraszam, Hinamori-san, Abarai-kun… naprawdę nie mogę.

Renji patrzył na niego, jakby Kira właśnie oznajmił, że Hollowy lubią drapanie za uszami.

— Co z tobą, Kira? — zapytał, przyglądając mu się z uwagą. — Chyba jesteśmy twoimi przyjaciółmi, nie?

— Jesteście — przytaknął szybko Izuru. — Najlepszymi, jakich kiedykolwiek miałem, ale… Ale tym razem naprawdę nie mogę. Nawet wam… Przepraszam i… zrozumcie, proszę…

Abarai-kun wciąż mu się przypatrywał, ale Izuru dostrzegł w tym spojrzeniu jakiś dziwny błysk. Poczuł ukłucie niepokoju.

— Dobra… — mruknął wreszcie Renji. — Jak sobie chcesz. Jeśli wola, rób z tego dalej tajemnicę najwyższej wagi… Myślałem po prostu, że bardziej nam ufasz — dodał, podnosząc się.

— Abarai-kun! — w głosie Hinamori-san zabrzmiał wyrzut, ale na Renjim nie zrobiło to szczególnego wrażenia.

— Zobaczę, co u Rukii — odparł na pozór niefrasobliwie. — Na razie! — rzucił jeszcze przez ramię, odwróciwszy się na pięcie i nonszalanckim krokiem ruszył przez dziedziniec. Nie obejrzał się ani razu.

Kira spuścił wzrok. Rozmowa nie była łatwa — tak jak wcześniej przewidywał. Nigdy nie pomyślałby jednak, że Abarai-kun zareaguje aż tak gwałtownie…

Westchnął cicho. Uczuł, że Momo Hinamori ujmuje jego dłoń.

— Przejdzie mu… — szepnęła pocieszająco. — Nie martw się, Kira-kun…

Zerknął na nią niepewnie, wciąż nie unosząc głowy. W odpowiedzi Hinamori-san uśmiechnęła się krzepiąco, mocniej ścisnęła jego palce.

— Wszystko będzie dobrze, zobaczysz, Kira-kun — zapewniła, za wszelką cenę chcąc mu dodać otuchy. — Wiesz, że Abarai-kun jest trochę porywczy… chociaż ja też nie rozumiem, czemu nie możesz nam powiedzieć — urwała na chwilę, zmieszana nieco. — To znaczy, na pewno masz ważne powody, wiem… ale ja… Ja myślę, że… myślę, że powiedziałabym wam wszystko, nawet gdyby… To znaczy… chyba żeby… chyba żeby kapitan Aizen mnie poprosił… — spłoniła się nagle, zamachała raptownie rękami. — Och, nie słuchaj mnie, Kira-kun, o czym ja mówię, co ty sobie pomyślisz… Zaraz! — zawołała znienacka, nadspodziewanie radośnie. — To świetny pomysł!

Izuru spojrzał na nią pytająco.

— Hinamori-san…?

— Kapitan Aizen! — Hinamori wydawała się mocno podekscytowana. — Ma dzisiaj zajęcia w Akademii! Pójdziemy do niego razem, a ty powiesz mu o wszystkim, Kira-kun! O karze i… i że to niesprawiedliwe, i w ogóle. On na pewno znajdzie jakieś wyjście!

Hinamori złapała go za ręce i przyglądała mu się wyczekująco, ale Kira przez dłuższą chwilę jedynie siedział bez słowa, zbyt oszołomiony — i spanikowany — by się odezwać. Nie wiedzieć czemu, sama wzmianka o kapitanie Oddziału Piątego wzbudziła w nim popłoch. Pomijając już fakt, że zwrócenie się o pomoc w podobnej sprawie do wysokiego oficera Gotei13 byłoby zbytnią śmiałością, to jeszcze ten konkretny oficer był bezpośrednim zwierzchnikiem porucznika Ichimaru. Izuru za nic nie chciał, aby dotarły do niego wieści o jego upokorzeniu…

Poza tym jeśli porucznik Ichimaru wypełniał minionej nocy specjalne rozkazy kapitana Aizena, to ten ostatni raczej nie byłby zbyt zadowolony na wieść, że dowiedział się o tym kimś postronny — a domyśliłby się tego bez wątpienia, nawet gdyby Kira nie powiedział mu tego wprost, czego zresztą czynić nie zamierzał. Nie, ten wariant niósł w sobie zbyt wiele ryzyka i mógłby mieć niemiłe konsekwencje zarówno dla niego, jak i przede wszystkim dla porucznika Ichimaru…

Bo przecież porucznik Ichimaru na pewno działał z rozkazu kapitana Aizena… każda inna myśl wydawała się Kirze nieomal herezją i dalece posuniętym zuchwalstwem z jego strony.

— N-nie mogę, Hinamori-san — wykrztusił wreszcie, potrząsając głową. — Nie możemy iść z taką błahostką do kapitana Aizena…

— Błahostką? — Oczy Hinamori rozszerzyły się ze zdziwienia. — Kira-kun, o czym tym mówisz? Przecież tu chodzi o… o chłostę… — Ostatnie słowo przeszło jej przez gardło z wyraźnym trudem. — To… to poważna sprawa. Kapitan Aizen na pewno zrozumie!

Kira przygryzł wargi. Musiał jakoś odwieść przyjaciółkę od tego pomysłu — i to tak, by nie sprawić jej przykrości. Wszak chciała mu tylko pomóc…

— Przepraszam, Hinamori-san — szepnął. — Chciałbym… Chciałbym, by wiedziało o tym jak najmniej osób…

— Och, możesz być pewien, że kapitan Aizen nikomu nie powie — Hinamori uścisnęła jego dłonie. — Proszę, Kira-kun, on na pewno ci pomoże…

Izuru Kira uciekł spojrzeniem. Jak miał jej to wyjaśnić? Każda próba wytłumaczenia wiązała się z naruszeniem złożonej tego ranka obietnicy — zresztą Kira nie miał pewności, czy nawet usłyszawszy jego argumenty, Momo Hinamori dałaby się przekonać. Kapitan Aizen był dla niej chodzącym ideałem…

— Wstydzisz się, Kira-kun… — przyjaciółka zajrzała mu w oczy. Dostrzegł w jej wzroku współczucie. — Prawda?

Kira spojrzał na nią uważnie, po czym powoli skinął głową. To nie była do końca prawda — ale takie wyjaśnienie mogło się okazać wiarygodne. Szczególnie że, pomijając już kwestię zachowania tajemnicy, czuł się jednak dość nieswojo na myśl, że miałby poinformować o swoim pożałowania godnym położeniu kogoś na tak wysokim szczeblu…

— No dobrze… — zgodziła się wreszcie Hinamori. Wyglądała na trochę zrezygnowaną. — Ale… ale przecież musisz komuś powiedzieć! Rozumiem, że nie chcesz zabierać czasu kapitanowi Aizenowi, ale… powiedz chociaż któremuś z nauczycieli! Przecież… takich kar dawno zakazano!

Izuru zawahał się, ponownie nie wiedząc, co odpowiedzieć. Szczerze powiedziawszy, wolałby nie wspominać o tym absolutnie nikomu. Wciąż obawiał się pytań, jakie mógłby usłyszeć i, o ile było to możliwe, chciał ich uniknąć. Nawet jeśli miałoby to sporo go kosztować — choć jak wysoka miała to być cena, nie potrafił jeszcze ocenić. Perspektywa chłosty, jakkolwiek nieprzyjemna i zwiastująca bolesne doświadczenia, była dlań jednak czymś abstrakcyjnym. Kira tak naprawdę nie wiedział, czego powinien się spodziewać.

Kierowały nim też i inne pobudki. Wiedział, że interwencje władz Akademii były bez wyjątku skuteczne — kłopot tkwił w tym, że na ogół następowały z pewnym opóźnieniem. Pamiętał dobrze, jak prowadzący zajęcia patrzył na Renjiego i Hinamori, gdy próbowali go bronić i obawiał się, że jeśli zaangażują się w tę sprawę, to może mieć to dla nich nad wyraz przykre konsekwencje. Zwłaszcza, gdyby udało im się w jakiś sposób zablokować karę, jaką „profesor" chciał wymierzyć Kirze. Izuru wątpił, by zdołali uniknąć nauczycielskiej zemsty, nim ów zostałby usunięty ze stanowiska. Kira nie zamierzał się godzić na podobny obrót spraw — myśl, że jego przyjaciele mieliby się dlań poświęcać i dodatkowo na tym ucierpieć, była nie do zniesienia. Nie mógł pozwolić, by stało im się coś złego. Dlatego…

— T-to… To naprawdę nie najlepszy pomysł — odparł cicho. — Wolałbym…

— Kira-kun! — Momo Hinamori wyglądała na zdumioną do granic. — Jak możesz tak mówić? Musimy kogoś poinformować! Powstrzymać go jakoś! Nie możemy pozwolić, by komuś jeszcze stała się krzywda!

Kira zerknął na nią niespokojnie, bo podniesiony głos dziewczyny zaczynał zwracać uwagę — ledwie przed chwilą obejrzała się na nich grupka starszych uczniów, zmierzających już na zajęcia. Hinamori zauważyła niebezpieczeństwo i zreflektowała się trochę.

— Proszę, Kira-kun — dodała z naciskiem, ale znacznie już ciszej. — Nie wolno nam tak tego zostawić… Jeśli wolisz, to mogę nawet iść sama, ale…

— Nie…! — zaprotestował Kira dość gwałtownie. — Proszę, nie rób tego… Nie chcę, byście jakkolwiek interweniowali… ani ty, ani Abarai-kun… Przynajmniej jeszcze nie teraz — dodał, chcąc choć trochę złagodzić swoje słowa. Niewiele to pomogło — Hinamori patrzyła na niego, jakby upadł na głowę. Westchnął.

— Proszę, Hinamori-san — podjął, nim dziewczyna zdążyła się odezwać. — Zaczekaj trochę. Przynajmniej… — przełknął z trudem — aż odbędę karę. — Spojrzał jej prosto w oczy. — Pamiętasz, co mówił Abarai-kun… Ten… ten łotr chce się na mnie wyżyć, więc… jeśli tego nie zrobi, pewnie będzie jeszcze gorzej… A gdyby do tego dowiedział się, że to z waszej przyczyny…

Urwał, spuścił wzrok. Mimo wszystko trudno mu było o tym mówić. Przez chwilę siedzieli w ciszy.

— Kira-kun… — odezwała się w końcu Hinamori nieco zduszonym głosem. — Ja… To znaczy… Ja naprawdę… doceniam, że tak się o nas martwisz, ale… ale nie możemy myśleć tylko o sobie. — Jej głos ponownie nabrał pewności, gdy kontynuowała. — Jeżeli będziemy zwlekać, to inni też mogą ucierpieć… Przecież rozumiesz, prawda, Kira-kun?

Zacisnął bezsilnie dłonie. Rozumiał, a jakże. I zdecydowanie nie chciał kogokolwiek wystawić na niebezpieczeństwo — nie tylko najbliższych przyjaciół. Z drugiej strony wszakże — tak bardzo chciał okazać, że potrafi dotrzymać danego słowa… że można na nim polegać, choćby tak niewiele potrafił…

Poza tym Hinamori-san i Abarai-kun rzeczywiście mogliby mieć kłopoty, gdyby…

Zwiesił głowę.

— Rozumiem, Hinamori-san — przyznał z bólem. — Ale… ten jeden raz… proszę, nie chodź z tym do nikogo… Może… Może Hikari-sama wróci na następną lekcję i… i problem sam się rozwiąże — dodał jeszcze, choć sam musiał przyznać, że był to dość marny argument.

Hinamori najwyraźniej uważała tak samo, bo jakiś czas tylko przyglądała mu się z powątpiewaniem. Wreszcie westchnęła cicho, pokręciła głową.

— Nie poznaję cię, Kira-kun — wyszeptała, a w jej głosie Izuru usłyszał nutę rozczarowania. — Co się dzisiaj z tobą stało?

Poczuł, że się czerwieni, ale nijak nie mógł się usprawiedliwić. Mimo to odważył się na jeszcze jedno proszące spojrzenie.

— Hinamori-san…

— Nie bój się, Kira-kun, dziś nigdzie nie pójdę — odparła z pewną rezygnacją. — Ale jeśli… jeśli skrzywdzi jeszcze kogoś, to…

Skinął głową na znak, że rozumie.

— Dziękuję, Hinamori-san… — powiedział cicho. Przyjaciółka nie odpowiedziała — wyglądała na urażoną. Wstał, czując, że lepiej będzie zostawić ją teraz samą.

— Pójdę już na zajęcia… przerwa zaraz się skończy — oznajmił przepraszająco. Jedyną odpowiedzią, jaką uzyskał było dość nieobecne skinienie głową.

Uczuł, jak narasta w nim poczucie winy. Znów zawiódł. W przeciągu śmiesznie krótkiego czasu udało mu się boleśnie zranić dwoje najlepszych przyjaciół… czy niczego nie potrafił zrobić jak trzeba?

Westchnął, ostatni raz oglądając się na skąpany w słońcu dziedziniec, po czym powlókł się ponuro do sali wykładowej.