11.

Izuru Kira wciąż nie mógł uwierzyć, że nie śni. Nie zaczął tego dnia w najlepszym nastroju… Co prawda, kapitan Ukitake wykazał się wielką wspaniałomyślnością — dostrzegłszy, że Kira nie wygląda najlepiej, zwolnił go z lekcji bez żadnych pytań — było to jednak marne pocieszenie. Izuru był zbyt pilnym uczniem, by cieszyć się choćby z tego, że upieką mu się zajęcia — a innych powodów do radości raczej w owej chwili nie miał. Przez noc, na pół nieprzespaną z powodu bólu, zdążył z powodzeniem przekonać sam siebie o ogromie własnej winy i słuszności kary; wśród samooskarżeń zapominając o tym, co, w rzeczy samej, było najważniejsze. Obietnica, dla której dochowania był gotów na tyle poświęceń, rozmyła się w jego umyśle, ustępując miejsca wyrzutom sumienia wywołanym przez późniejsze wydarzenia. W rezultacie był w stanie myśleć jedynie o błędach i zarzutach wobec siebie, umniejszając zasługi i odmawiając im znaczenia. Gdy więc zasiadł w końcu w swym ulubionym zakątku nad strumieniem — wprawdzie kapitan Ukitake stanowczo nakazał mu odpoczynek, ale Kira nie potrafił przekonać się do myśli o powrocie do dormitorium — jego przygnębienie osiągało zupełnie nowe głębie. Miał dojmujące poczucie, że nigdy nie odnajdzie własnej drogi — i będzie jedynie dreptał w kółko po ścieżce wyznaczonej przez słabość i nieudolność. Dumne marzenia o zostaniu shinigami… o byciu kimś wartościowym wydawały się odległe i — dla kogoś takiego jak Izuru Kira — praktycznie nie do zrealizowania.

A potem nie wiedzieć skąd zjawił się porucznik Ichimaru — i niespodziewanie dla samego siebie Kira otworzył się przed nim, szczerze opowiadając o dręczących go zgryzotach i rozterkach. I porucznik Ichimaru słuchał…

Kira przygryzł wargi, naraz mocno zmieszany. Kiedy teraz o tym myślał, podobne postępowanie wydawało mu się straszliwie zuchwałe — ale wtedy jawiło się jako najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Mówił, bo wiedział, że jest słuchany — choć był tylko niepozornym i niespecjalnie utalentowanym adeptem Akademii, a zwracał się do wysokiego oficera Gotei13. Gdy zaś Kira opowiedział o wszystkich swoich udrękach, porucznik Ichimaru przemówił — a jego proste, celne słowa i jasny osąd sprawiły, że świat Izuru ponownie pojaśniał, a jego decyzje odzyskały sens. W tamtej chwili poczuł, że bardziej niż kiedykolwiek bliski jest temu, by odnaleźć swój cel — i swoją życiową ścieżkę…

— Nie śpij, Izuru-kun — dobiegł go nagle rozbawiony głos. — Zwiedzaj…

Izuru Kira w jednej chwili się zaczerwienił. Jak miał okazję przekonać się już wcześniej, porucznik Ichimaru był bardzo… bezpośredni.

— Przepraszam… — zaczął z zawstydzeniem, ale porucznik przerwał mu ruchem głowy.

— Nie możesz za wszystko przepraszać, Izuru-kun — stwierdził, z udawaną przyganą. — To już, hmmmm… chyba siódmy raz odkąd tu jesteśmy…

Kira zarumienił się jeszcze bardziej. Tutaj oznaczało ni mniej, ni więcej tylko serce Seireitei. Od jakiegoś czasu wędrowali przestronnymi — i w opinii Izuru zupełnie identycznymi — ulicami, wśród siedzib elitarnych oddziałów Gotei13. Oni zaś, jak wyjaśnił porucznik Ichimaru, zmierzali właśnie do Oddziału Czwartego.

Dziwne, pomyślał Izuru. Wiedział dobrze, że Oddział Czwarty zatrudniał najlepszych uzdrowicieli nie tylko w Seireitei, ale i w całym Soul Society — stąd domyślał się, w jakim celu prowadzi go tam porucznik Ichimaru. W każdej innej sytuacji wydałoby mu się to zbytnią śmiałością, co więcej powinien się obawiać większego upokorzenia… a jednak nie miał najmniejszych oporów, by iść za porucznikiem.

Czuł, że za nim byłby gotów pójść wszędzie…

Przymknął oczy, gdy powróciło do niego kolejne wspomnienie z tego poranka. Wspomnienie dłoni wyciągniętej w pomocnym geście i odrobinę niepokojącego, ale przecież ciepłego przy tym uśmiechu porucznika.

Chodź ze mną, Izuru…"

I oto on, Izuru Kira, wstał, by podążyć za Ginem Ichimaru. Ujął tę wyciągniętą ku niemu dłoń i pozwolił się prowadzić — choć nie wiedział nawet wówczas, dokąd porucznik chce go zabrać.

Mimo to… całym sercem czuł, że chce mu ufać. Nawet, jeśli sam nie potrafił odpowiedzieć, dlaczego…

— Au! — wyrwało mu się mimowolnie, gdy niespodziewanie na coś wpadł. Zdrowy rozsądek zachichotał z satysfakcją. Wiesz, spacery po omacku to jednak nie najlepszy pomysł… Kira chcąc nie chcąc przyznał mu rację i czym prędzej otworzył oczy.

Ledwie to zrobił — a już miał ochotę, by znów je zamknąć. To, na co wpadł, okazało się bowiem być osobą. Kobietą w dodatku. I na dodatek — Kira przełknął ślinę — ubraną w… kapitańskie… haori…?

Izuru poczuł, że robi mu się słabo i nie miało to nic wspólnego ze skutkami wczorajszej chłosty. Miał przed sobą samą… samą kapitan… kapitan…

— Kapitan Unohana we własnej osobie! Jakże miło panią widzieć! — wyraźnie rozpromienił się porucznik Ichimaru. — Jesteśmy na miejscu, Izuru-kun — dodał, delikatnie stukając Kirę w ramię.

Izuru, który otrząsnąwszy się z pierwszego szoku, natychmiast się ukłonił, teraz wyprostował się szybko — jak się okazało, nieco za szybko, biorąc pod uwagę stan jego pleców. Zachwiał się lekko; szczęśliwie porucznik w porę złapał go za łokieć.

Kapitan Unohana odwróciła się do nich, spoglądając z uwagą.

— Mnie również miło — odparła, ale jej uprzejmy ton wydał się Kirze nieprzenikniony. — A to jest… — zaczęła, zwracając oczy ku Izuru.

— Izuru Kira z drugiego roku Akademii — Kira ukłonił się ponownie, tym razem zdecydowanie ostrożniej. Czuł, że poprzednim razem musiał nadwerężyć którąś z ran — ból, który dotąd udawało mu się choć w pewnym stopniu ignorować, teraz wyraźnie przybrał na sile. — To wielki zaszczyt spotkać panią kapitan — dokończył, ale ledwie udało mu się opanować bolesny grymas. Dostrzegł, że we wzroku kapitan Unohany pojawił się cień zaniepokojenia.

— Jak rozumiem, ma pan do mnie jakąś sprawę, poruczniku? — zagadnęła. Izuru czuł się coraz bardziej nieswojo pod jej badawczym spojrzeniem. — O co chodzi?

— Moglibyśmy przejść do środka? — odpowiedział pytaniem Gin, niespodziewanie kładąc dłonie na ramionach Kiry, jakby w obronnym geście. Kapitan Unohana nieznacznie uniosła brwi.

— Oczywiście — odparła. — W Oddziale Czwartym każdy jest mile widziany.

Izuru rozejrzał się dyskretnie i dopiero teraz zorientował się, że od jakiegoś czasu stali w bramie prowadzącej do siedziby uzdrowicieli. Teraz ruszyli za panią kapitan przez rozległy dziedziniec; porucznik Ichimaru szedł o krok za Kirą, wciąż z dłonią na jego ramieniu. Izuru nie bardzo potrafił to zrozumieć; brakowało mu jednak śmiałości, by zapytać. Dopiero gdy weszli do budynku i kapitan Unohana przystanęła kilka kroków od nich, zagadnięta przez jednego z młodszych medyków, porucznik zdecydował się na wyjaśnienie.

— Masz krew na kosode, Izuru-kun — powiedział półgłosem, nachylając się do ucha Kiry. Izuru obejrzał się z przestrachem, ale porucznik Ichimaru powstrzymał go stanowczo. — Ostrożnie… — dodał. — Nie zwracaj na siebie uwagi…

Kira uciekł wzrokiem. Głos porucznika wydawał się równie niefrasobliwy jak zwykle; nie sposób było doszukać się w nim troski czy niepokoju. A jednak, z sobie tylko wiadomych powodów, porucznik Ichimaru wyraźnie chciał oszczędzić mu wstydu — i Izuru był mu za to wdzięczny.

A jeśli chce w ten sposób ochronić własną skórę? I uniknąć pokątnych oskarżeń o to, że on cię skrzywdził?, wtrącił złośliwie zdrowy rozsądek.

Przygryzł wargi. Ta myśl była… brzydka. I zdecydowanie nie na miejscu.

Poza tym… czemu porucznik miałby zadawać sobie trud, by go tu przyprowadzić, jeśli chciał uniknąć ewentualnych zarzutów…?

Ha! No właśnie… czemu?

Nie dane było mu jednak się nad tym zastanowić, bo w tej samej chwili jego uszu dobiegł głos kapitan Unohany, która najwidoczniej skończyła już udzielać porady.

— Proszę za mną — rzekła, po czym poprowadziła ich jasnym, przestronnym korytarzem. W drodze co i rusz mijali ich zajęci obowiązkami członkowie Oddziału Czwartego i Kira skulił się mimowolnie, mając nieodparte wrażenie, że wszyscy na niego patrzą. Poczuł, że palce porucznika zaciskają się uspokajająco na jego ramieniu.

Tak… Tylko spokojnie.

Zatrzymali się nagle; Izuru zorientował się, że stoją najpewniej przed wejściem do gabinetu pani kapitan. Z niejakim zdumieniem uświadomił sobie, że ani tu, ani nigdzie wcześniej nie widział straży — ale z drugiej strony byli w końcu w szpitalu.

— Zapraszam —kapitan Unohana otworzyła przesuwane drzwi. W uszach Kiry jej słowa zabrzmiały mniej jak prośba, a bardziej jak rozkaz.

Weszli wszyscy troje; porucznik Ichimaru odczekał, aż kapitan Oddziału Czwartego zajmie miejsce za niskim stolikiem, po czym usiadł również, pociągając za sobą Izuru. Kira momentalnie wbił wzrok w podłogę. Wciąż czuł się mocno onieśmielony całą sytuacją — a świadomość, że mógł zwrócić czyjąś uwagę zakrwawionym ubraniem, bynajmniej nie podnosiła go na duchu.

— Słucham zatem — odezwała się kapitan Unohana. Izuru nie miał dość odwagi, by unieść wzrok, ale czuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie. — O czym chciał pan ze mną mówić, poruczniku Ichimaru?

Chwilę trwało nim porucznik zabrał głos.

— Cóż… — zaczął. — Nie wątpię, że przy całej swej wiedzy pani kapitan zauważyła już, że obecny tu Izuru Kira, nie jest, hmmmm, jakby to wyrazić…

— W pełni sił? — dokończyła kapitan Oddziału Czwartego. Kira drgnął, czując na policzkach zdradliwy rumieniec. Czy jego słabość aż tak rzucała się w oczy?

— Tak właśnie — przyznał porucznik Ichimaru. — Uznałem więc, że najlepszym rozwiązaniem będzie przyprowadzić go w miejsce, gdzie otrzyma fachową opiekę.

— Postawa zaiste godna pochwały — skomentowała kapitan Unohana, ale mimo jej uprzejmego tonu Kira odniósł wrażenie, że nie darzy ona porucznika szczególną sympatią. — Oczywiście, w Oddziale Czwartym nie odmawiamy pomocy nikomu… Co wszakże chciałabym wiedzieć, to czemu przyprowadził pan chłopca akurat tutaj, a nie do szkolnej infirmerii, poruczniku. Zaoferowano by mu tam opiekę w niczym nie ustępującą naszej…

Porucznik Ichimaru znów milczał przez parę chwil, nim odpowiedział.

— Hmmm… Ośmielam się twierdzić, że pani kapitan zrozumie moje motywy, gdy zapozna się… z naturą jego obrażeń.

Izuru poderwał głowę, nagle spłoszony. Czyżby… czyżby porucznik sugerował, że miałaby się nim zająć sama kapitan Unohana? Nie, to było wręcz nie do uwierzenia… Ktoś tak wysoki stopniem miałby tracić czas na byle rekruta Akademii?

Kapitan Oddziału Czwartego czas jakiś przypatrywała się im w zamyśleniu.

— Jak rozumiem — podjęła wreszcie — zależy panu, poruczniku, bym osobiście zajęła się Izuru Kirą?

Kira wytężył słuch. Nie, nawet porucznik Ichimaru nie mógł być aż tak śmiały…

— W rzeczy samej — odparł tymczasem porucznik, a Izuru Kira zdębiał, nie wierząc własnym uszom. To się nie mogło dziać naprawdę…

Kapitan Unohana, wbrew jego oczekiwaniom, nie zaprotestowała. Jej bystre spojrzenie skupiło się teraz na poruczniku Ichimaru.

— Czy słusznie zakładam — zapytała — że obrażenia Kiry-san są dość… szczególne?

— Cóż, niewątpliwie nie sposób nabawić się podobnych na przykład spadając ze schodów — odparł porucznik. — Jak pani kapitan zapewne się domyśla.

Kira przełknął nerwowo ślinę. Porucznik Ichimaru naprawdę pozwalał sobie na… wiele.

— Domyślam się — odrzekła kapitan Unohana ujmująco, a Izuru poczuł nagle ciarki na plecach. — A pan zdaje się nad wyraz wiele wiedzieć — dodała z najlżejszą nutą sceptycyzmu. — Doprawdy… zachodzę w głowę, skąd.

Kira spojrzał na nią z niedowierzaniem. Czy kapitan Oddziału Czwartego właśnie zasugerowała, że porucznik mógł mieć coś wspólnego z tym, co on, Izuru Kira, wycierpiał? Otwierał już usta, by temu zaprzeczyć — zwłaszcza, że czuł się nieswojo będąc przedmiotem rozmowy, a nie biorąc w niej udziału — jednak porucznik Ichimaru go ubiegł.

— Oczywiście, od samego Izuru — powiedział z rozbrajającym uśmiechem. — Natknąłem się nań dziś rano i cóż… uznałem, że należy mu pomóc. Nieprawdaż, Izuru-kun?

Kira, który nie spodziewał się, że zostanie zapytany o zdanie, w pierwszej chwili jedynie zamrugał oszołomiony. Cokolwiek zamierzał powiedzieć zaledwie moment wcześniej ulotniło się nagle z jego umysłu, więc jedynie ostrożnie skinął głową.

— Rozumiem — stwierdziła kapitan. — Mniemam również, że chciałby pan, poruczniku, abym… wyjaśniła tę sprawę.

— Byłbym nieskończenie zobowiązany — Porucznik Ichimaru wciąż się uśmiechał. — Zwłaszcza że, o ile mi wiadomo, z podobnych praktyk wycofano się już jakiś czas temu?

— Jest pan nad wyraz dobrze poinformowany, poruczniku — zauważyła kapitan Unohana, a towarzyszące tym słowom spojrzenie znów wydało się Kirze co najmniej sugestywne. Uśmiech porucznika Ichimaru pojaśniał po raz kolejny.

— Czy mam zatem rozumieć, że pani kapitan uczyni mi zaszczyt i spełni moją skromną prośbę?

— Spełnię — potwierdziła kapitan. — Myślę też, że istotnie dobrze będzie, by Kira-san pozostał w Oddziale Czwartym… póki sytuacja nie ulegnie poprawie.

— Doskonale! — rozradował się naraz porucznik Ichimaru. — W takim razie… — podniósł się nieoczekiwanie, ku zaskoczeniu Kiry. — Zostawiam cię w najlepszych możliwych rękach, Izuru-kun. Miłego dnia, pani kapitan! Pa-pa, Izuru! — rzucił jeszcze i nim którekolwiek z nich zdążyło odpowiedzieć, zniknął za zasuniętymi drzwiami.

Kira, zbyt zdumiony tym nagłym zniknięciem, by w jakikolwiek sposób zareagować, przez parę chwil jedynie spoglądał niepewnie w stronę wyjścia. To stało się tak nieoczekiwanie — w jednej chwili porucznik siedział obok niego, w następnej — nie było po nim śladu. Izuru poczuł się, jakby poniósł właśnie dotkliwą stratę… na rozczarowanie nie mógł sobie pozwolić; nie po tym, co porucznik Ichimaru już dla niego zrobił…

— Kira-san — usłyszał nagle i drgnął. Odwróciwszy głowę, ujrzał kapitan Unohanę, stojącą tuż obok z łagodnym uśmiechem na ustach. Wstał natychmiast, spuszczając wzrok i mamrocząc przeprosiny — ale kapitan wcale nie wyglądała na urażoną.

— Chodźmy, Kira-san — powtórzyła. — Przekonamy się, co ci dolega.

Jej głos był spokojny i uprzejmy — ale nie pozostawiał miejsca na najmniejszy sprzeciw. Izuru Kira jedynie skinął głową — i z cichym westchnieniem podążył za kapitan Oddziału Czwartego.