13.

Izuru Kira spał tej nocy doskonale. Gwoli ścisłości przespał też cały ranek i znaczną część przedpołudnia, i gdy uświadomił to sobie po przebudzeniu, w jednej chwili zbudziło się też jego sumienie. Rychło jednak uświadomił sobie, że nikt z Oddziału Czwartego bynajmniej nie zamierza go za to winić i nieco się uspokoił. Niedługo potem zaś niemal zupełnie o tym zapomniał, a to dlatego, że do jego pokoju dość niespodziewanie wkroczyli goście: Hinamori-san i Abarai-kun. Oboje wyglądali na dość zmęczonych („Nigdy bym nie pomyślał, że ten test z kidou będzie tak cholernie trudny… Chyba tylko Hinamori zaliczy bez problemów." „Oj, przestań Abarai-kun, na pewno nie poszło ci tak źle."), ale wyraźnie się ucieszyli, widząc, że Kira czuje się lepiej. Na wspomnienie testu z kidou Izuru po raz kolejny ukłuło sumienie, ale w chwilę potem skupił się na pozostałych wieściach przyniesionych przez przyjaciół, które okazały zdecydowanie ciekawsze.

Wyglądało na to, że sporo wydarzyło się w Akademii pod jego krótką bądź co bądź nieobecność. Minionego popołudnia najpierw przybył kurier z Oddziału Czwartego z wiadomością, że Kira pozostaje pod opieką tamtejszych medyków („Nawet nie wiesz, jak nam ulżyło, Kira-kun… Tak nagle zniknąłeś…"), pod wieczór zaś w budynku szkoły zjawiła się sama kapitan Unohana. Co prawda, ani Renji, ani Hinamori nie widzieli jej na własne oczy, ale informacja była wiarygodna — pochodziła bowiem od Hisagiego-san, który dostrzegł panią kapitan, wracając z egzaminu („Został mu już tylko jeden, to wspaniale, prawda, Kira-kun?"). Kapitan wychodziła ponoć z gabinetu dyrekcji — a tego ranka okazało się, że nauczyciel, który tak okrutnie potraktował Kirę, został usunięty ze stanowiska bez prawa powrotu. Izuru uniósł brwi na dźwięk tych wieści: czyżby to miał na myśli porucznik Ichimaru, gdy rozmawiał z kapitan Unohaną o „wyjaśnieniu sprawy"?

Porucznik Ichimaru…

Westchnął cicho, ostrożnie wciągając na siebie kosode. Po wyjściu przyjaciół — o dziwo, żadne z nich nie zapytało go, jak w ogóle znalazł się w Oddziale Czwartym, najwyraźniej oboje byli zbyt przejęci testem i tym, że Kira wracał do zdrowia — zajrzała do niego porucznik Kotetsu. Po zbadaniu go i krótkiej konsultacji z kapitan Unohaną, która przybyła niewiele potem, obie panie zgodnie stwierdziły, że mogą wypuścić już Izuru spod swej medycznej pieczy — o ile oczywiście nie odczuwa żadnych innych dolegliwości. Kira przyznał, zgodnie z prawdą zresztą, że nie odczuwa — i teraz (a było już późne popołudnie) powoli zbierał się do opuszczenia pokoju.

Czuł się w rzeczy samej zdecydowanie lepiej. Poprzedniego dnia kapitan Unohana spędziła sporo czasu nad jego plecami — i z całą pewnością nie było to doświadczenie, o którym Izuru chciałby długo pamiętać. Co gorsza, okazało się, że próby leczenia, jakich podjęła się Hinamori, choć pełne szczerych chęci, przysporzyły więcej problemów, niż uczyniły dobrego. Kira niewiele zrozumiał z wygłaszanych półgłosem uwag pani kapitan — zresztą nie były one kierowane do niego — ale dosłyszał coś o konieczności dostosowania używanego kidou do reiatsu uzdrawianego, miast użycia pierwszego z brzegu zaklęcia. Izuru zanotował w pamięci, by przenigdy nie wspominać o tym otwarcie przy Hinamori-san, zaś po zakończonym leczeniu nie omieszkał oczywiście podziękować kapitan za okazaną pomoc. Odpowiedzią był jedynie uprzejmy uśmiech i wydane łagodnym, ale nie znoszącym sprzeciwu tonem polecenie, by odpoczął.

Kira wypoczywał więc i jego samopoczucie zwolna ulegało poprawie, choć nie potrafił powiedzieć, czym było to spowodowane. Być może sprawiała to sama atmosfera Oddziału Czwartego, może znaczącą rolę miał fakt, że ból niemal zupełnie ustał, być może spowodowały wspomnienia o niespodziewanej życzliwości, jakiej zaznał — grunt, że wrócił mu nieomal dobry nastrój. Teraz zresztą także humor mu dopisywał — i było to doprawdy miłą odmianą po dwóch ostatnich dniach. Cieszył się — na swój własny nieśmiały sposób — że wraca do przyjaciół, że Hisagi-san zdał egzaminy, że nikomu nie groziła już kara podobna tej, na jaką skazano jego — jak również z tego, że kapitan nie zadała mu ani jednego pytania co do powodów, dla jakich przyszło mu tyle wycierpieć.

Była jednak jedna łyżka dziegciu w tej beczce miodu, jedna rysa, która psuła ten prawie że doskonały obraz.

Porucznik Ichimaru od swego zniknięcia z gabinetu kapitan Unohany nie zajrzał doń ani razu.

Kira potrząsnął głową, usiłując rozplątać wiązania szaty. Zbytnią śmiałością byłoby oczekiwać, że porucznik znajdzie w nawale swych obowiązków dość czasu, by jeszcze odwiedzać chorych w szpitalu — zwłaszcza że Izuru spędził w Oddziale Czwartym tylko jeden dzień. Nie miał prawa stawiać podobnych wymagań.

A jednak, mimo wszystkich prób wytłumaczenia — i wyperswadowania — sobie tego, odczuwał pewien niedosyt, że porucznik Ichimaru nie znalazł dlań choćby chwili… Wystarczyłoby zaledwie kilka minut… byle tylko Kira zdążył mu podziękować…

— Dzień dobry, Izuru — rozległo się nagle za jego plecami i na dźwięk tego głosu Izuru Kira najpierw zamarł w pół ruchu, po czym gorączkowo zaciągnął ostatnie węzły. Obejrzał się nieśmiało — i przekonał się, że to, co usłyszał przed chwilą, nie było jedynie złudzeniem.

Na parapecie jego pokoju, siedział wyciągnięty leniwie porucznik Oddziału Piątego Gin Ichimaru. Z papierową torbą persymonek pod pachą.