Oznaczenie wiekowe: PG—15
Ostrzeżenia:
sugerowana scena erotyczna

A/N: Zebrane tutaj maleństwa stanowią alternatywne zakończenia dla "Strategii — Awersu", napisane dla czystej przyjemności wymyślania, jak inaczej niż w "Epilogu oddzielnym" może zakończyć się ta historia.

Miłej zabawy.


DODATEK do "STRATEGIE — AWERS"


Epilog I (wersja Sugino)

To ja jestem tym, który powrócił. Kantarou nie miał szans z rozwścieczonym Pożeraczem Demonów. Nigdy nie miał.

Umierając, po prostu się uśmiechał.

— Haruka, wróciłeś — powiedział i nie zrobił żadnego uniku przed moim ciosem. Zginął pokonany jednym silnym atakiem. — Cieszę się, że to jednak byłeś ty.

Umierał samotnie, jak przystało na człowieka.

oOo

Epilog II (wersja Rosalie)

— Czekałeś na mnie, Haruka? — Kantarou opierał się o drzewo i uśmiechał radośnie. — Obiecałem, że cię znajdę, pamiętasz?

Prawie się nie zmienił. Jedynie długa blizna na policzku wskazywała na upływ czasu. Przeżył.

— Nie — zaprzeczyłem oczywistości.

— To dobrze. Dzięki temu łatwiej cię wytropiłem. — Roześmiał się jak dawniej. — To teraz gdzie ruszamy?

oOo

Epilog III (wersja Hasumi)

Gdy Sugino wrócił z miasta, od razu zrozumiałem, że coś się stało. Unikał mojego wzroku tak starannie, że zahaczył kolanem o stolik i wyłożył się jak długi.

— Mów — zażądałem od razu, nie czekając nawet, aż się podniesie.

— Ten człowiek, Kantarou, umarł. Trzy dni temu był pogrzeb.

A więc jednak to nie ja go zabiłem. Wcale jednak nie czułem się szczęśliwszy z tego powodu.

oOo

Epilog IV (wersja Reiko)

— Haru–chan — jęczał mi do ucha, gdy raz za razem zgłębiałem się w jego ciało. Obejmował mnie mocno, jakby bał się, że zniknę z pierwszymi promieniami słońca.

— Jestem tu — uspokajałem go, z trudem panując nad oddechem. Nie przypuszczałem, że ludzie i youkai mogą do siebie tak idealnie pasować.

— Pocałuj mnie w końcu — prychnął jak dzieciak, ale nie dałem mu szansy na dłuższe fanaberie.

Haru–chanował mi aż miło.

oOo

Epilog V (wersja Yoko)

Kantarou kończył pisać kolejny artykuł, gdy Yoko przyniosła mu herbatę. Wycofała się błyskawicznie, zanim ją zauważył. Zamykając drzwi, westchnęła pod nosem. Siedział tam już tyle czasu. Dobrze, że wróciła, bo inaczej umarłby z głodu.

Głupi Kantarou.

Gdy wróciła, nie spodziewała się zastać otępiałego etnologa, który nie był w stanie nawet zaparzyć sobie herbaty. Teraz jakoś funkcjonował, ale nadal wiele brakowało mu do normalności.

I równie głupi Haruka.

Złość i współczucie — miotała się z kąta w kąt, bo lisia dwoistość nie pozwalała jej wybrać.


Edytowano: 2012-09-19