Przepraszam, że tak dużo czasu minęło od ostatniej aktualizacji fan-ficka, ale studia pochłaniają czas jak nic innego. Ja ostatnio bardzo mało piszę, moja beta jeszcze mniej poprawia. Ale obiecuję, że cała seria Alternatywy zostanie zamieszczona w serwisie.
Betowała Kharcia. Miłego czytania…
Rozdział 3
- Dzisiejsze zebranie zostało zwołane ze względu na kapitana Kurotsuchiego, któremu udało się zebrać kilka nowych, interesujących informacji na temat Bounto – zagrzmiał Yamamoto Genryuusai ze swojego pokaźnego fotela, patrząc na dowódców pozostałych dwunastu składów. – Kapitanie, udzielam ci głosu.
Mayuri, lekko zaniepokojony, wysunął się przed szereg i na jego znak obecna na sali Nemu zgasiła światła. Mężczyzna nacisnął jeden z wielu przycisków pilota trzymanego w długich palcach i między zwierzchnikami oddziałów pojawił się hologram przedstawiający młodą kobietę w kapitańskim haori.
- Przedstawiam Ran'Tao – powiedział swoim obojętnym głosem. – Stworzycielkę Bounto. Kobietę, która swoimi eksperymentami skaziła dusze przebywające w Społeczeństwie Dusz.
Toushirou porozumiał się wzrokiem z Kyouraku. Oboje byli zdziwieni, że zwierzchnik departamentu technologicznego z własnej woli dzieli się informacjami. Nemu odchrząknęła, ale ojciec zdecydował się ją zignorować.
- Z tego, co mogę wam przekazać – kontynuował. – Bounto to rasa długowiecznych istot, które żywią się energią wyssaną ze śmiertelników. Od pewnego momentu w historii są zaciekłymi przeciwnikami Quincy.
Od zastępczyni mówiącego dobiegło kolejne chrząknięcie, tym razem bardziej natarczywe. Mayuri odwrócił się do córki i zgromił ją spojrzeniem, po czym wrócił do tematu.
- W pewnym momencie doszło do wielkiej bitwy między Bounto i Quincy, którą wygrali łucznicy. Po tym incydencie Bounto zaczęli wysysać coraz więcej ludzkich dusz, by stać się silniejszymi. Można spokojnie przewidzieć, że jeśli staną się bardziej aktywni, zginie wielu ludzi…
- Mayuri-sama – głos Nemu był cichy, ale stanowczy.
- Siedź cicho, głupia dziewczyno – odgryzł się, ujawniając, że jest bardziej zdenerwowany, niż chciał pokazać. – Wiem, co muszę powiedzieć.
Odetchnął, ponownie zwracając się do kapitanów, ale twarz skierował ku generałowi.
- Chciałbym poinformować, że możemy mieć ponownie do czynienia ze zdrajcą. Ktoś wykasował wszystkie dane o Bounto z komputerów dwunastej dywizji – powiedział, zakłopotany i zaniepokojony.
W sali zakotłowało się. Wszyscy obecni chcieli coś powiedzieć, podczas gdy Hitsugaya nadal wpatrywał się w Kyouraku. Yamamoto zastukał swoim zapieczętowanym Zanpakutou w drewnianą podłogę pomieszczenia. Głuche echo poniosło się po sufit.
- Czy możesz mi wyjaśnić, kapitanie Kurotsuchi, komu mogła się udać infiltracja departamentu technologicznego? – zapytał groźnie.
- Dobrze wyszkolonemu Shinigami – odpowiedział natychmiast. – Na tyle dobrze, że zdołałby obejść zabezpieczenia i wykasować dane. Osobiście znam tylko dwie osoby zdolne do czegoś takiego, siebie i Nemu. Niestety, szczerze wątpię, że to ścierwo miałoby wystarczająco dużo oleju w głowie, żeby przygotować taki spisek.
- Kapitanie! – Unohana była oburzona. – Mówisz o swojej córce i zastępczyni.
- Dlaczego nie powinniśmy podejrzewać ciebie, Kurotsuchi? – zapytał nagle najmłodszy z dowódców. Miał zaciętą minę. – Skąd mamy wiedzieć, że to nie ty przekazałeś Bounto wszystkie informacje?
- A ja miałbym inny pomysł – wszyscy drgnęli, gdy odezwał się Kenpachi. Mężczyzna zazwyczaj nie przychodził na zebrania, ale tym razem się zjawił, co znaczyło, że miał coś do powiedzenia. – Ichinose Maki.
- Słucham? – generał otworzył oczy ze zdumienia. – Wytłumacz, kapitanie Zaraki.
- Dowiedziałem się, że gość, którego podobno ukatrupiłem, nadal żyje – Unohana i Ukitake skrzywili się, słysząc język, którym posługuje się mężczyzna. – Odpyskował mi, że nie nadaję się na kapitana po tym, jak już zabiłem poprzedniego. Mój miecz ciął, jakby go tam wcale nie było. Myślałem, że ten chwast już dawno zdechł, ale okazuje się, że nie. I chyba pracuje dla tych Bounto, o których nawijacie.
- Shinigami będący posłuszny Bounto? – w głosie Shunsui pojawiło się niedowierzanie. – Bardziej prawdopodobne jest, że Mayuri zdradził.
- Kapitanie Kyouraku! – zagrzmiał Yamamoto równocześnie z okrzykiem zaskoczonego Ukitake. – Nigdy więcej nie waż się kwestionować lojalności innego dowódcy.
- Kiedyś bym to zrozumiał, ale teraz? – odgryzł się swojemu nauczycielowi, wskazując Kirę i Hisagiego, stojących bez ruchu, pełniących obowiązki kapitanów oraz puste miejsce, czekające na porucznik Hinamori, która nadal leżała w szpitalu. – Wiemy doskonale, że nawet kapitanowie mogą zdradzić.
W pomieszczeniu zapadła głucha cisza.
- Musimy sprawdzić każdy możliwy trop – polecił Yamamoto. – Przede wszystkim należy znaleźć Ran'Tao i przesłuchać ją w związku ze sprawą. Zajmie się tym kapitan Kyouraku i osoba, którą on wyznaczy sobie do pomocy. Z kolei kapitanowie Ukitake i Kuchiki zajmą się problemem Bounto na Ziemi, ponieważ ich podwładni obecnie działają we współpracy z grupą naszego zastępczego Shinigami. Kapitan Soifon będzie odpowiedzialna za kontakt z Shihouin Yoruichi i Uraharą Kisuke, zaś Zaraki Kenpachi dostarczy nam informacji o zdrajcy, Ichinose Makim.
- Nie chce mi się – ostatni z wymienionych nagle skierował się w stronę drzwi. Unohana zamknęła oczy i przyłożyła sobie dłoń do serca. – Zapytajcie moich oficerów, może coś będą wiedzieć.
- Generale – Toushirou wystąpił z szeregu. – Dziewiąta oficer Eiki trenuje razem z Madarame Ikkaku i Ayasegawą Yumichiką z jedenastej dywizji. Skoro nie możemy liczyć na pomoc ich dowódcy, może oni coś nam powiedzą.
- Wydaj rozkaz swojej podwładnej, kapitanie Hitsugaya – zdecydował starzec, podnosząc się z fotela. Sasakibe natychmiast znalazł się u jego boku, by towarzyszyć mu do jego kwater. – Rozejść się.
Srebrnowłosy młodzieniec rzucił ostatnie, mroczne spojrzenie Kyouraku, który dość niespodziewanie zaatakował Mayuriego. On sam miał niejasne podejrzenia w stosunku do szalonego naukowca, ale mając na uwadze znajomość z innym, delikatnie mówiąc, wykraczającym odrobinę poza społeczną normę geniuszem, nie mógł być niczego pewny. Szybko opuścił teren kwatery głównej pierwszego składu, by jak najprędzej przekazać rozkazy generała Rei.
Znalazł ją na dachu baraków dziesiątej drużyny. Siedziała bez ruchu, jej sylwetka odcinała się ostro na tle wschodzącego księżyca. W kilku skokach dołączył do niej i westchnął głęboko, rozciągając zdrętwiałe od długiego stania mięśnie nóg. Dziewczyna drgnęła i powoli odwróciła się w stronę przybyłego.
- Już po spotkaniu?
- Tak. Nie uwierzysz, co się stało – zapatrzył się w gwiazdy, powoli pojawiające się na ciemniejącym niebie. – Kurotsuchi zgłosił, że ktoś skasował dane z serwerów dwunastej dywizji, do których dostęp miał tylko on i jego córka.
- Co na to pozostali? – jej uwaga momentalnie się wyostrzyła. I nadchodzi, pomyślała. – Co ty na to?
- Ja przychylam się do tego, co powiedział Kyouraku. Już raz zostaliśmy zdradzeni przez kapitana, więc jest to możliwe po raz kolejny. Ale generał chce sprawdzić trop, który podsunął mu Zaraki.
- Shunsui uznał, że Mayuri zdradził? – zaszokowana Eiki chwyciła się jednej z usłyszanych informacji.
- Tak – Hitsugaya nadal był spokojny, nie zauważywszy, że jego podwładna gotuje się z wściekłości. – Jednak Unohana i Ukitake są za sprawdzeniem innego Shinigami, Ichinose Makiego, którego teoretycznie Kenpachi zabił, ale okazuje się, że żyje i przyłączył się do Bounto. A co ty na to?
- Zgadzam się z generałem – odpowiedziała bez wahania. – Nie lubię Mayuriego, ale wątpię, żeby zdradził. Zbyt wiele zawdzięcza Seireitei.
- Jeśli ten szalony naukowiec coś komuś zawdzięcza, to tylko Uraharze – chłopak po raz pierwszy tego wieczora spojrzał jej w oczy. – Kisuke wyciągnął go z więzienia, sprawdziłem już jego akta…
- Dlaczego? – Rei zerwała się na równe nogi. – Dlaczego uznałeś go za oczywistego podejrzanego?
- Winny, dopóki nie dowiedziemy jego niewinności – Toushirou wyraźnie spoważniał, jego głos stwardniał. – Znasz zasady, Rei.
- Znasz zasady, znasz zasady – przedrzeźniała go, uśmiechając się ironicznie. – Czasami uważam, że te zasady są do kitu. Jestem pewna, że Kurotsuchi nie zdradził.
- Skąd wiesz?
- Nie ufasz mi na słowo? – wysunęła lekko podbródek, pokazując, że tym razem się nie podda. – Nie wierzysz w to, co mówię?
- Zapytałem, skąd wiesz, oficer Eiki – warknął, wstając. W spojrzeniach, jakie sobie nawzajem posłali nie było śladu przyjaźni. – I oczekuję odpowiedzi.
- A ja ci odpowiedziałam, Shirou – złośliwie zaakcentowała jego imię. – Że powinieneś mi zaufać. Nie mam zamiaru wybierać między dwojgiem przyjaciół.
- Nemu ci coś powiedziała? – zapytał ostro, domyślając się, kto mógł być drugim przyjacielem zamieszanym w sprawę. – Co?
- Niech cię szlag trafi, Shirou – wrzasnęła, zeskakując z dachu i znikając w ciemnościach.
Wściekłość dodała jej szybkości i chłopak nie zauważył, w którą stronę się udała. Domyślał się tylko, że kieruje się do kwatery głównej trzynastej dywizji, do Ukitake, ale nie miał zamiaru za nią pędzić. Był na nią wściekły i nie chciał z nią rozmawiać. Poszedł za jej przykładem i zeskoczył z dachu. Natychmiast natknął się na zdziwioną zastępczynię.
- Matsumoto, mam dla ciebie zadanie – powiedział, przypominając sobie o rozkazie, który miał przekazać Rei. – Spotkasz się z trzecim i piątym oficerem jedenastego składu i wyciągniesz z nich wszystko, co wiedzą o Ichinose Makim.
- Ikkaku i Yumichika? – zapytała, zorientowawszy się, o kim mówi jej przełożony. – Ale przecież to przyjaciele Rei-san. Czy ona nie nadawałaby się do tego lepiej?
- Przez jakiś czas nie wspominaj przy mnie tego imienia, Matsumoto – warknął niskim głosem, patrząc na kobietę spod byka. – Otrzymałaś rozkaz. Wykonać. Jak najszybciej.
- Tak jest, kapitanie – Rangiku zasalutowała i z niepokojem odprowadziła zwierzchnika wzrokiem. Potem zerknęła na korytarz, w którym rozmawiali i jej oczy rozszerzyły się. Cały pokryty był lodem.
* * *
- Nienawidzę jego zasad, nienawidzę tego, że wszędzie widzi najczarniejszy scenariusz – Rei siedziała na brzegu łóżka Juushirou i wyrzucała z siebie cały żal. – „Winny, dopóki nie dowiedziemy jego niewinności". Tego tekstu najbardziej nie znoszę. Wtedy nie mieliśmy czasu na domysły, każdego musieliśmy traktować jako potencjalnego zdrajcę, ale tym razem jest inaczej. Są inne tropy, nie musimy się spieszyć. Możemy wszystko sprawdzić, każdą poszlakę. A on się na mnie wścieka, bo nie chcę się z nim zgodzić! Nie mam zamiaru wybierać między dwójką moich przyjaciół.
Ukitake, który tuż po spotkaniu doświadczył kolejnego ataku choroby, leżał spokojnie, patrząc ze smutkiem w oczy swojej protegowanej i trzymał ją za rękę. Na razie pozwalał jej opowiedzieć o wszystkich bolączkach. Miał cichą nadzieję, że skoro jest już w nastroju skłaniającym ją do zwierzeń, powie mu coś więcej o młodym Hitsugayi.
- Nemu mi ufa i dlatego zwierzyła mi się ze swoich obaw – kontynuowała, nieświadoma, że coraz mocniej ściska dłoń mentora. Mężczyzna w końcu musiał osłonić rękę odrobiną reiatsu, tak, żeby dziewczyna nie zauważyła. – Ufam Shirou, ale nie mogłam mu tego powiedzieć, bo natychmiast uznałby, że Mayuri jest zdrajcą. Przyznaję, nie lubię tego szalonego naukowca, ale wierzę jego córce. A Shirou uznał go za pierwszego podejrzanego, któremu nie trzeba udowadniać winy.
- Przesadzasz – próbował wtrącić Juushirou, ale morderczy wzrok brunetki szybko go uciszył. Zagłębił się w poduszki i próbował ukryć uśmieszek.
- Powinien ogarnąć pełny obraz sytuacji, a nie tylko część – stwierdziła, powoli zbliżając się do sedna. – Jest na tyle inteligentny i spostrzegawczy, żeby móc to zrobić. Nienawidzę go…
- Nieprawda – zaprotestował cicho, ale stanowczo, leżący. Rei spojrzała na niego zdziwiona. – Nie kłam, że go nienawidzisz.
Drgnęła i spróbowała wyrwać rękę z jego uścisku, który nagle się zacieśnił. Jej szafirowe oczy spotkały się z jego stalowym spojrzeniem i młoda Shinigami musiał spuścić wzrok.
- Skąd wiesz, że kłamię?
- Bo cię znam, Rei – był zmęczony, ale jego głos zachęcał do zwierzeń, czego dziewczyna potrzebowała. – Mów, ja słucham.
- Nie mogę – wyszeptała. – On jest moim kapitanem.
- Przeszkadza ci to? – Ukitake uniósł się nieco na łokciach. – Cholera jasna, Rei, nie pozwól, żeby obowiązki stanęły ci przeszkodą na drodze do szczęścia! Masz do niego prawo po Rukongai!
- Nie mów tak – w końcu udało się jej wyrwać dłoń. – Właśnie po Rukongai nie mam do niego prawa. To, co zrobiłam…
- Nie mówisz w tym momencie o walkach – stwierdził, patrząc na to, jak protegowana kuli się ze wstydu. – Mówisz o tym, do czego nakłonił cię ten straszny mężczyzna.
- A ty mimo wszystko zabrałeś mnie do Seireitei i uczyniłeś Shinigami – płakała. Już dawno nie widział, żeby tak płakała. – I dlatego nie mogę nic zrobić. Walczę z naszymi wrogami, bo mogę, ale nie będę walczyła o jego…
Urwała zmieszana i zaczęła się podnosić, ale Juushirou był szybszy od niej. Zerwał się z łóżka i złapał ją za ramiona, odrobinę się schylając, by spojrzeć w jej załzawione oczy.
- Miłość? – spytał cicho i poczuł, że zaczęła drżeć.
- Nie wiem – odpowiedziała równie cicho i chciała podejść do drzwi, ale mężczyzna ponownie był szybszy.
- Kiyone – zawołał swoją trzecią oficer.
Blondynka wpadła do sypialni jak bomba. Spoważniała, gdy zauważyła, że Rei jest cała we łzach, zaś jej zwierzchnik ledwo trzyma się na nogach, ale stoi, byle tylko powstrzymać dziewczynę od wyjścia na zewnątrz.
- Wiem, wiem, kapitanie – powiedziała, podchodząc do brunetki i opiekuńczo otaczając ramieniem jej barki. – Sentarou, chodź pomóc kapitanowi, zanim zwali się na podłogę! A ty, kochanie, pójdziesz ze mną do swojej sypialni. Nie możemy pozwolić, żeby nasz staruszek się rozsypał.
- Słyszałem to, Kiyone – wymamrotał, gdy przy pomocy drugiego zastępcy kładł się do łóżka. – Pożałujesz tych słów.
- Tak, ja zawsze żałuję – wyszeptała do ucha Rei, ciągnąc ją ze sobą przez korytarze. – A kapitan zawsze zapomina, że coś mówiłam.
- Wiem, Kiyone – wybełkotała. Wszystko, co się do tej pory wydarzyło, nagle zwaliło się na jej głowę i obciążyło układ nerwowy, więc za dobry znak brała to, że nadal była przytomna i pamiętała, jak się chodzi. – Chcę spać.
- Już dobrze, Rei. Zaraz będziesz w sypialni.
Blondynka spokojnie pomogła Eiki przebrać się i odłożyła jej broń na stoliku przy łóżku. Starała się, by dziewczyna cały czas stała odwrócona plecami do okna, bo zauważyła, że Sentarou wybiegał szybko z kwatery głównej. I doskonale wiedziała, że jego zadaniem było przyprowadzić kapitana Kyouraku.
Obaj pojawili się w budynku, gdy Rei już głęboko spała, ale poruszali się bardzo cicho, żeby jej przypadkiem nie zbudzić. Natychmiast stawili się w kwaterach Ukitake, który odprawił dwoje swoich oficerów.
- O co chodzi, Juushirou?
- O Rei i młodego Hitsugayę – odpowiedział białowłosy mężczyzna. Ułożył się wygodniej i popatrzył na przyjaciela, którego uwaga szybko się wzmogła. – Wydaje mi się, że ona go kocha, ale się do tego nie przyzna. I uznała, że przez to, w co była zamieszana w Rukongai, nie może nic zrobić w kierunku swojego szczęścia.
- W co Rei była zamieszana w Rukongai? – Shunsui był szczerze zdziwiony. – Chodzi ci o pokazowe walki?
- Niestety, nie – Ukitake westchnął. – Obiecaj, że nikomu nie powtórzysz tego, co zaraz ci powiem.
W ciągu następnej godziny Kyouraku zrozumiał, dlaczego młoda Eiki miała takie problemy ze sobą. Jednak w jego sercu zaświtała nadzieja, że może Hitsugaya-kun je kiedyś rozwiąże.
* * *
- Matsumoto! – głos Toushirou poniósł się po korytarzach kwatery głównej dziesiątego składu. – Matsumoto, gdzie jesteś?
Rudowłosa kobieta wytknęła głowę za róg i zauważyła, że jej dowódca rozgląda się za nią na wszystkie strony. Obładowana stertą papierów, podeszła do biurka, przy którym stał rozzłoszczony przełożony.
- Tak, kapitanie? – zapytała zdyszana. Właśnie uporządkowała wszystkie dokumenty znalezione w swojej szafce i nie spodziewała się, że znajdzie tak dużo śmieci.
- Abarai Renji i Kuchiki Rukia zameldowali, że ludzie w Karakurze są atakowani przez bitto, owady stworzone przez Bounto w celu wysysania energii życiowej – streścił to, co właśnie usłyszał od generała Yamamoto.
Minęły dwa dni od jego kłótni z Rei, ale on nadal chodził poirytowany. Soifon ciągle nie miała żadnych wieści od Shihouin, ale podejrzewał, że to dlatego, iż kobieta jest w Seireitei. Na szczęście na Ziemi przebywała dwójka kompetentnych Shinigami, którzy szybko zdali raport z tego, co się dzieje.
- Generał zlecił wysłanie do Karakury grupy uderzeniowej, która powstrzyma Bounto przed zabijaniem niewinnych – kontynuował. – Zgłoszeni zostali Hisagi, Ayasegawa, Kira, ty i Eiki. Chcę żebyś powiadomiła dziewiątą oficer o jej misji i przygotowała się, żeby wyruszyć jeszcze tego wieczora.
- Kapitanie – Rangiku opanowała złość i zawołała go, gdy już odchodził. – Nie powinieneś sam przekazać Rei-san tej informacji?
- Dostałaś swój rozkaz, Matsumoto – chłopak zacisnął zęby.
- A co tymczasem ty będziesz robił? – kobieta po raz pierwszy zwróciła się do niego pomijając rangę. Na to zareagował. Odwrócił się i zmrużył oczy.
- Matsumoto, nie waż się nigdy więcej tak do mnie zwracać – syknął, ale z jakiegoś powodu postanowił odpowiedzieć na jej bezczelne pytanie. – Ja będę asystował Kyouraku w poszukiwaniach Ran'Tao, stworzycielki Bounto.
- Tak, kapitanie – odpowiedziała sztywno, widząc, jaki wpływ miała na niego kłótnia z przyjaciółką.
- Wykonać.
Matsumoto zasalutowała i szybko zniknęła mu z pola widzenia. Toushirou westchnął. Sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w ciągu ostatnich kilku dni był bardzo ostry i nieznośny dla wszystkich podwładnych, ale nie chciał przyznać, że spowodowała to kłótnia z Rei. Dziewczyna postąpiła zgodnie ze swoimi przekonaniami, zgodnie z jego przekonaniami, gdyż on również nie potrafiłby wybierać między dwojgiem przyjaciół, ale tym razem na szali leżało bezpieczeństwo miasta.
Tymczasem rudowłosa porucznik szybko znalazła się na dziedzińcu przed kwaterą główną trzynastego składu. Złożyła dłonie w tubkę i przyłożyła do ust, wołając podwładną. Po chwili młoda, długowłosa brunetka wyszła przez główne drzwi, mrużąc oczy od słońca.
- Coś się stało, Rangiku-san? – zapytała, podchodząc do niej.
- Masz nowe zadanie – zakomunikowała przełożona. – Razem ze mną, Kirą, Ayasegawą i Hisagim wyruszasz wieczorem na Ziemię by wytępić Bounto.
- Czy o nowym zadaniu nie powinien mnie poinformować dowódca składu? – zapytała, po części zdziwiona, po części zawiedziona. Kobieta położyła jej dłoń na ramieniu.
- Kapitan w końcu zrozumie, że nie powinien się tak wściekać – powiedziała, uśmiechając się lekko. – Teraz będzie wykonywał misję z kapitanem Kyouraku, więc twój przyjaciel powinien wlać mu trochę oleju do głowy.
Rei pokiwała spokojnie głową. Jej szafirowe oczy były lekko zamglone, jakby dziewczyna nie do końca kojarzyła, co się wokół niej dzieje.
- Kiedy wyruszamy?
- Dzisiaj wieczorem – odpowiedziała wice-kapitan, powoli odchodząc. – Przyjdę po ciebie. Na razie chciałabym, żebyś została tutaj.
- Jak chcesz, Rangiku-san – Eiki odwróciła się i wbiegła do budynku.
Matsumoto w tempie shuunpo wróciła do siebie, a pierwsze, co zrobiła, to zrzuciła z biurka wszystkie ułożone dokumenty w niekontrolowanej wściekłości. Widziała, jak ta kłótnia na oboje zadziałała negatywnie. Po dłuższym zastanowieniu doszła do wniosku, że już całe Seireitei wiedziało. Małym promykiem nadziei była misja, na którą wyruszał ich młody zwierzchnik, podczas której miał asystować dowódcy ósmego oddziału. Matsumoto z cichym westchnieniem zabrała się za ponowne porządkowanie papierów, zastanawiając się, czy Kyouraku specjalnie nie zażyczył sobie młodego Hitsugayi jako partnera.
* * *
Rei stała obok Yumichiki i spoglądała na otwieraną Bramę Senkai, która miała ich zaprowadzić na Ziemię. Mężczyzna wpatrywał się w swoją młodą przyjaciółkę z troską i zastanawiał się, jaki niszczący wpływ miała na nią ta ogromna kłótnia z kapitanem Hitsugayą, o której mówiło już całe Seireitei.
- Już się tak o mnie nie martw, bo ci się zmarszczki porobią na czole – wymamrotała, zmieszana ciągłą obserwacją. Podskoczył, gdy podsunęła mu sztylet pod nos, ale skorzystał z okazji i przejrzał się w nim. – I co? Pojawiły się jakieś?
- Zmarszczki? – zapytał ze śmiechem. – Na szczęście nie.
- Przestańcie gadać – zawołał zniecierpliwiony Hisagi, pełniący obecnie obowiązki kapitana dziewiątej dywizji, zwierzchnika misji. – Motyle już czekają, żeby nas zabrać.
Eiki spojrzała na swoją bezpośrednią przełożoną i przywołała czarnoskrzydłego owada. Bez wahania przeszła przez wrota tuż za Kirą, a Matsumoto, Hisagi i Yumichika szybko podążyli w ich ślady. Już będąc w Karakurze, wszyscy popatrzyli po sobie z przerażeniem. Na kolana powaliło ich potężne reiatsu, mogące się wylewać jedynie z Kurosakiego, jednak wyczuwali, że Inoue, Sado, Rukia i Renji też walczą.
- Rozdzielamy się – zadecydował natychmiast Kira, również pełniący obowiązki kapitana. – Shuuhei, pomóż młodej Kuchiki i Inoue. Rangiku, ty pomóż Sado. Yumichika, postaraj się znaleźć ich kryjówkę. Rei, idziesz ze mną. Kurosaki jest w tarapatach.
Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z dwóch szczegółów, które wyłapali. Renji jako jedyny nie walczył z Bounto, lecz z samymi bitto, dlatego nie potrzebował większej pomocy od przybyłych. Drugi sprawił, że Eiki, mknąca w tempie shuunpo za Kirą, zacisnęła dłonie ze złości.
Nikt nie wspomniał o Ishidzie. Bo Quincy bez swoich mocy nie walczył.
