Witam i z góry uprzedzam, że nie wiem, ile wody w rzekach upłynie, zanim na stronie pojawi się kolejny rozdział. Ja studiuję, Kharcia studiuje… Na razie nie ma czasu prawie na nic innego niż nauka. U dołu jeszcze kilka słów od Kharci, której bardzo dziękuję za znalezienie czasu na zbetowanie tego rozdziału, który w gruncie rzeczy jest jednym z najdłuższym tego Arcu.
I jeszcze pozdrowienia… Dla Seva, o ile jeszcze czyta tego ficka ;D
Rozdział 5
Biegli długim, ciemnym korytarzem o bardzo wysokim stropie. Odgłos własnych kroków był jedynym, który im towarzyszył, dodatkowo spotęgowanym przez silne echo. Wpatrzeni w punkt poza ich polem widzenia, starali się dotrzeć do serca jaskini, gdzie oczekiwał na przeciwników Ugaki i jego Geselle.
- Renji… – głos Ichigo nie był ani trochę zdyszany po długim biegu.
- Co jest?
- Jak się czujesz? – Rei miała wrażenie, że chłopak chce po prostu nawiązać jakąś rozmowę z czerwonowłosym porucznikiem. Abarai spojrzał na towarzysza ze zdziwieniem i ten doszedł do wniosku, że musi wyjaśnić, czemu pyta. – Ten drań starał się ciebie sprowokować…
- Byłem ciekawy, co chcesz powiedzieć – rzucił mężczyzna. – Jak zwykle, jakieś bzdury.
- A sprawa z tym dzieciakiem? – brunetka nadstawiła uszu, bo sama chciała poznać odpowiedź na to pytanie.
- Wszystko w porządku – potrząsnął głową. – Za kogo ty mnie uważasz, Kurosaki?
Pomarańczowowłosy nie odpowiedział, tylko wpatrzył się ponownie w punkt, do którego zmierzali. Ponownie tylko odgłos kroków towarzyszył im w biegu przez zawiłe, wąskie korytarze przytłaczającej swym rozmiarem groty. W międzyczasie, gdy natrafiali na większą salę poprzecinaną różnymi kamiennymi naciekami, starali się ją całkowicie oczyścić z obiektów rzucających cień. Rei nie kłopotała się już wkładaniem Zanpakutou do pochwy po opuszczeniu każdej z nich, gdyż kilkadziesiąt metrów dalej napotykali kolejną. W jednej zatrzymali się na dłużej.
- Robimy to wszystko tylko po to, żeby Geselle nie mogła przyjąć swojej prawdziwej formy? – utwierdziła się w przekonaniu dziewczyna, odgarniając z czoła długie kosmyki włosów, które przylgnęły do spoconej skóry.
- Tak powiedziała nam Matsumoto – przypomniał Ichigo, tnąc ostatni filar.
- Jacy wy jesteście naiwni… – ponownie dał się słyszeć głos Ugakiego.
Kilkanaście rozjarzonych lamp pojawiło się tuż przed trójką Shinigami, którzy z przerażeniem zauważyli, że ich własne sylwetki rzucają cienie, z których wyłaniają się dwie ogromne dłonie, trzymające monstrualne miecze. Wiedzieli, że zareagowali za późno, obracając się w ich stronę, gdy one pokonały już połowę dystansu, ale wtedy między nich wskoczyli Hisagi i Kira, zatrzymując ostrza na swoich Zanpakutou.
- To wy… – wydyszała Eiki, w ostatniej chwili odzyskując spokój.
- Kira! – w tonie Renjiego można było wychwycić zdziwienie. – Hisagi-san.
- Nie myśl, że ta sama sztuczka zadziała dwa razy – powiedział gniewnie porucznik dziewiątej dywizji.
Równocześnie ze swoim towarzyszem odbił miecz Geselle i kilkoma płynnymi ruchami katany zniszczył lampy. Zapadła ciemność, do której oczy Shinigami były już przyzwyczajone, dlatego Rei mogła przynajmniej rozróżnić kształty poszczególnych wice-kapitanów i Ichigo.
- Uratowaliście nas – powiedziała, uśmiechając się z ulgą.
- Kira, z tobą wszystko w porządku? – zapytał nagle zastępca Byakuyi, wpatrując się w kolegę po fachu, który odpowiedział lekkim wykrzywieniem warg.
- Mógłbym zapytać cię o to samo, Abarai-kun.
Mówiąc to, złapał się za klatkę piersiową i upadł na kolana, krztusząc własnym oddechem. Renji i Rei natychmiast do niego podbiegli, patrząc na niego z niepokojem i troską. Ich oczy zwęziły się jeszcze bardziej, gdy zobaczyli, że blondyn kaszle krwią.
- Kira… – powiedzieli równocześnie, Eiki jak zwykle nie przejmowała się rangami.
- Nie martwcie się o mnie – wykrztusił. Kurosaki spojrzał badawczo na drugiego Shinigami pełniącego obowiązki kapitana.
- A co z tobą?
- Nie mogę powiedzieć, że wszystko w porządku – odpowiedział poważnie Shuhei, patrząc w oczy śmiertelnika.
- Wybacz mi, ale w takim razie… – zaczął, przenosząc wzrok między obojgiem poszkodowanych. Wszyscy rozumieli, że jakiekolwiek obrażenia implikują powrót do Inoue.
- Jasne. Po prostu nie doceniliśmy tamtych Bounto – podsumował swoje działania. – To całkowicie nasza wina.
W międzyczasie Renji pomógł Izuru podnieść się na nogi i powoli posuwali się w stronę dalszej części korytarza. Nagle oświetlony został sufit, z którego nie zdążyli usunąć wszystkich stalaktyty. Dłonie Geselle zamieniły się w ostre miecze i sierpy różnych rodzajów, które ścięły czubki ogromnych nacieków skalnych, by te po upadku na grunt rzuciły cień na piątkę Shinigami. Tymczasem jedno z zakrzywionych ostrzy zostało mocno rzucone w stronę Rei. Dziewczyna zauważyła niebezpieczeństwo i uskoczyła przed nim, ale rozległa sieć ciemniejszych powierzchni pozwoliła lalce sterować mieczem. Serię ataków zakończył Ichigo, który jednym uderzeniem Zangetsu rozbił stal w drobny mak. Tym samym jednak naraził się na kolejny. Trzy ogromne włócznie zostały posłane w jego kierunku. Chłopak odskoczył, ale nie dość szybko. Patrząc na zbliżające się koniuszki głowni, wiedział, że nie uniknie obrażeń. Nagle jednak przed niego wskoczył Kira, którego ostrze jednym płynnym cięciem usunęło zagrożenie.
- Unieś głowę, Wabisuke – blondyn wydał swojemu Zanpakutou komendę odpieczętowania i prosta katana wykrzywiła się. Z pasją zaatakował emanację Geselle i po kilku uderzeniach miecza, lalka załamała się pod własnym ciężarem. – Każde jego uderzenie podwaja ciężar przedmiotu. Dzięki temu pozbawiłem tę istotę mobilności.
Kolejna ręka Geselle pojawiła się za blondynem i zmieniła w wielką kulę najeżoną kolcami. Kira szybko się odwrócił i ustawił Zanpakutou w pozycji obronnej, ale przed nim pojawił się Hisagi, który wbił swojego Kazeshini na sztorc w broń lalki, co jednak nie odebrało jej śmiercionośnych zdolności.
- Kira… – wydyszał mężczyzna do swojego przyjaciela, który natychmiast wiedział, o co chodzi. Podbiegł do walczących z mieczem wzniesionym nad głowę.
- Robi się – wysyczał i zaczął okładać kulę swoim Shikai.
Wystarczyło kilka uderzeń, żeby kula spadła na podłoże bez możliwości ruchu. Chwilę później wszystko zniknęło: lampy, kula i inne postaci, pod którymi Geselle atakowała Shinigami. Dwóch poruczników spojrzało na siebie poważnie.
- Spłaciłem swój dług – powiedział Hisagi, pomagając wstać Rei, która, uciekając przed jednym z ostatnich ostrzy spod sufitu, upadła tuż pod jego nogi.
- Dziękuję – dziewczyna zwróciła się do mężczyzny bezosobowo, bo nie miała pojęcia, jak go nazywać. W odpowiedzi otrzymała surowy uśmiech, lekko złagodzony przez szczere spojrzenie Kiry.
- Wszystko z wami w porządku? – z drugiej strony zawalonej komnaty dobiegło ich wołanie Kurosakiego. Skinęli głowami, dając znak, że żyją.
Wtedy ziemia zatrzęsła się i ze stropu poczęły spadać ogromne bloki skalne. Rei bez zastanowienia skoczyła w shuunpo w stronę Ichigo i Renjiego, czym prawie spowodowała atak serca u Kiry. Takie tempo było bardzo niebezpieczne w zamkniętych pomieszczeniach, ale był to jedyny sposób, by zdążyć przed całkowitym zawaleniem się komnaty.
- Rei! – wrzasnął na nią Kurosaki, gdy ostro wyhamowała tuż przed nim, prawie się z nim zderzając. – To było ryzykowne!
- I co z tego? – odkrzyknęła, gdyż tylko tak mógł ją usłyszeć. – Żyję.
- Kurosaki! – przez huk spowodowany spadaniem kamieni przedarł się głos Shuhei. – Idźcie przodem! My was dogonimy.
- On chyba chce się mierzyć tylko z tobą – dodał zaniepokojony tym faktem Kira, uważając, żeby żaden odłamek go nie uderzył.
Chłopak skinął głową i wymienił poważne spojrzenia z Eiki i Abaraiem. Machnął na nich ręką i puścił się biegiem wzdłuż korytarza, który prowadził dalej w głąb jaskini. Przez długi czas towarzyszył im huk spadających bloków skalnych. Zatrzymali się jak wryci dopiero na skraju ogromnej, przestrzennej hali wewnątrz groty, poprzecinanej wieloma filarami i różnorakimi naciekami. Wszystkie te elementy mogły rzucać mnóstwo cienia. Postanawiając zachować ostrożność, posuwali się bardzo powoli i jak najciszej, gdy nagle natrafili na leżącą na ziemi postać.
- Yumichika! – wykrzyknęła dziewczyna, zupełnie zapominając o tym, że miała być cicho, co było spowodowane widokiem nieprzytomnego przyjaciela. Podbiegła do niego i odwróciła na plecy.
- Renji – Ichigo zwrócił uwagę czerwonowłosego porucznika na sygnały dobiegające z otoczenia. – Nadchodzą.
Również młoda oficer z dziesiątej dywizji usłyszała to ostrzeżenie i stanęła nad ciałem przyjaciela z obnażoną kataną.
- Tnij, Kaze no Kitai – wyszeptała słowa uwolnienia pierwszej formy. Wokół niej zaroiło się od wirujących w powietrzu kryształowych igieł, ostrych jak jej dwa sztylety, z których jeden już trzymała w dłoni.
Kurosaki i Abarai na razie radzili sobie bez jakiegokolwiek odpieczętowywania, ale dziewczyna pamiętała uwagę, jaką kiedyś poczynił przy niej Juushirou: Zangetsu zawsze jest w formie Shikai, nie wiadomo, z jakiego powodu. Obaj cięli jak szaleni, podczas gdy lamp ciągle przybywało. Część z nich, będąca daleko poza zasięgiem któregokolwiek z mieczy oświetliła pięć filarów, których cienie skupiły się w jednym punkcie, tworząc ogromną powierzchnię, z której zaczęła się wyłaniać prawdziwa postać Geselle.
- Yumichika-san! – krzyknął Renji, patrząc na bezwładne ciało mężczyzny. Natychmiast znalazła się przy nim Eiki, która z trudem podniosła go i przeniosła w bezpieczne miejsce.
Potem wróciła do dwojga walczących Shinigami, by razem z nimi zobaczyć, jak z cienia powstaje pełna forma lalki Ugakiego. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia, gdy dostrzegła, jak wielka w rzeczywistości jest ta istota.
- Co? – jęknął Ichigo ze zdumienia. – To coś jest ogromne!
Wtedy od strony brunetki doszło go krótkie „nie". Gdy ponownie obaj spojrzeli na Geselle, zauważyli, że w jednej ze swoich dłoni trzyma nieprzytomnego oficera jedenastej dywizji. Lalka zamachnęła się i rzuciła nim, jak szmacianą kukiełką. Renji zareagował jako pierwszy i rzucił się, by złapać ciało kolegi, co mu się jakimś cudem udało, zaś widząc to wszystko, Rei poczuła, że wzbiera w niej wściekłość. Wokół nadal krążyły leniwie kryształowe igły Kaze no Kitai. Powoli wyciągnęła rękę do góry i odrzuciła głowę w tył. Pozwoliła, żeby jej reiatsu stopiło się z kryształami i objęło całe jej przedramię. Po chwili cała lśniła błyskawicami, które unosiły lekko jej długie włosy, zaś przedłużenie jej ręki stanowiło ostrze wyglądające jak zbudowane z czystej energii.
- Bankai – powiedziała twardo, kończąc transformację miecza. Dwaj mężczyźni wpatrywali się w nią z otwartymi ustami. Wiedzieli, że opanowała to stadium, ale nigdy go nie widzieli. Poza Hirako, Shirou, Ichimaru i Aizenem nikt nie widział tej formy jej Zanpakutou. – Sora no Kitai.
Zauważyła, że Yumichika coś mówi, co oznaczało, że nie jest martwy. Jednocześnie z sufitu dał się słyszeć głos Bounto.
- To on jeszcze żyje? Wy, Shinigami, jesteście bardzo upartymi stworzeniami.
- Czemu się chowasz, ty tchórzu? – wrzasnął Kurosaki, patrząc, jak Eiki stara się panować nad sobą i nie zaatakować Geselle na własną rękę. Jej Bankai rozjaśniał delikatnie mrok jaskini. – Cholera jasna! Jeśli on nie chce się pokazać, trzeba będzie spuścić łomot jego lalce. Może wtedy do nas wyjdzie.
Renji delikatnie położył rannego na ziemi i razem z Ichigo podszedł do spokojnej, oddychającej równomiernie Rei.
- Ichigo – odezwał się mężczyzna, patrząc z zamyśleniem na gotową do walki partnerkę. – Mam do ciebie prośbę. Zostaw nam tę walkę… Urahara-san powiedział mi, że atakowanie bez żadnego planu jest oznaką odmóżdżenia. Ale ja nie atakuję bez planu. Po prostu coś mi się przypomniało. To jest problem Gotei 13, więc pozwól oficerom zająć się lalką.
- Renji…
- Nie mogłem obronić jednego ludzkiego dziecka – wyrzucił sobie ochryple.
- Nie gadaj tyle, tylko pospiesz się, Renji – rzuciła niecierpliwie Rei, nie patrząc na dwóch rozmawiających. Porucznik rzucił jej dziwne spojrzenie.
- Poza tym, tu mogą być także inni Bounto – zakończył. – Musisz oszczędzać swoją siłę. A teraz pozwól mi iść tam samemu, zanim dziewiąta oficer Eiki nas zabije.
- Renji… Jesteś…
- Utalentowanym porucznikiem, który osłania twój tyłek – mężczyzna nagle spanikował i wydarł się na chłopaka, który odpowiedział przestraszonym spojrzeniem. – Więc nie narzekaj!
Podbiegł do stojącej naprzeciw Geselle Rei i wyciągnął Zabimaru z pochwy.
- Bankai! – jego sylwetkę na moment spowił jaskrawy blask i opary mgły, po czym wyłonił się z niej ogromny smok wijący się wokół swojego pana. – Hihio Zabimaru.
- Nareszcie – usta dziewczyny rozciągnął uśmieszek triumfu.
Lalka zareagowała natychmiast, starając się zaatakować Renjiego, którego Zanpakutou wydał się jej groźniejszy. Jej ogromny błąd znalazł odzwierciedlenie w coraz szerszym uśmiechu Eiki. Dla istoty stworzonej z cienia największym wrogiem jest światło.
- Zasłońcie oczy – krzyknęła, nie przejmując się, czy Bounto ją usłyszy, czy nie. Ona sama odwróciła głowę od swojej ręki i schowała ją w zagłębieniu łokcia na drugim przedramieniu. – Akarui raito!
Halę rozświetliło jaskrawe światło, które na moment zlikwidowało każdy możliwy cień, jednak istota została jedynie lekko osłabiona, co mimo wszystko dało szansę Renjiemu na przeprowadzenie swojego ataku. Ramiona Geselle zmieniły się w dwa ostre topory, którymi miała zamiar uszkodzić Hihio Zabimaru, ale jeden z nich natychmiast padł ofiarą elektrycznego ataku Sora no Kitai. Lalka zaryczała z bólu, miotając się po podłożu, próbując nadal dosięgnąć czerwonowłosego porucznika.
- Uważaj – krzyknęła ostrzegawczo, widząc, że drugi topór kieruje się dokładnie na Zanpakutou partnera. W odpowiedzi dostała pewny siebie uśmiech i zobaczyła, że dwa kolejne elementy tworzące Bankai są połączone reiatsu mężczyzny, którego żadne ostrze nie może przeciąć. Wtedy Geselle zniknęła. – Co się dzieje?
- Nie opuszczaj gardy! – wrzasnął do niej, spostrzegłszy, że jej ręka obniża się.
- Walka na wasz sposób nie jest najlepszym wyjściem, jak widzę – odezwał się Ugaki. W tym samym momencie za Renjim pojawiły się trzy włócznie, którym ledwo umknął, nie bez poważniejszych obrażeń.
Rei zawyła z wściekłości, widząc, jak tchórzliwie postępuje Bounto. Chwilę później zauważyła, że z innego filara wysuwa się miecz, który również skosztował krwi zastępcy Byakuyi. Mężczyzna zaczął toczyć się po ziemi, starając się uniknąć ciosów Geselle i cudem złapał za rękojeść Zanpakutou.
- Cholera jasna – Rei miała na myśli kilka ostrzejszych i bardziej pasujących określeń, ale nie chciała ich używać przy poruczniku szóstego składu. – Jak się czujesz?
- Całkiem dobrze – odpowiedział po chwili, na moment odwracając się do rozmawiających Ichigo i Yumichiki. – Powiedziałem ci, że masz się zamknąć i patrzeć. To był punkt zwrotny walki.
Rei spokojnie pokiwała głową, ona również to zauważyła. Geselle zaczęła atakować od tyłu, czyli straciła na pewności siebie. Brunetka odsunęła się lekko, robiąc partnerowi miejsce do przeprowadzenia kontrofensywy. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Renji! – wrzasnął zaniepokojony młodzieniec.
- Przestań się wtrącać – warknęła na niego najmłodsza oficer. – Poradzi sobie bez ciebie, Kurosaki.
Czerwonowłosy stanął naprzeciw największego skupiska cienia i przygotował się do walki, gdy ponownie odezwał się ich ukryty przeciwnik.
- Co masz zamiar teraz zrobić? – w jego głosie wszyscy słyszeli rozbawienie. – Nie ma już żadnej drogi, jaką możesz wybrać.
Przed nimi, w typowanym przez Renjiego miejscu, pojawiła się ogromna sylwetka lalki, wyjąc i niszcząc wszystko na swojej drodze. Jedna z jej rąk wyglądała inaczej na skutek poprzedniego ataku Eiki, ale istota nadal była śmiertelnie niebezpieczna. Rei przygotowała się do wsparcia porucznika, ale nie ruszyła się z miejsca.
- Twoja wola walki jest imponująca – Bounto kontynuował swoją przemowę. – Ale i tak jesteś głupcem, walcząc ze mną, skoro wiesz, że zginiesz. Bez najmniejszego problemu pochowam cię pod gruzami. Zmiażdżę tego węża, którym się tak chełpisz.
Rei zacisnęła zęby ze złości, słysząc drwiące słowa tchórzliwego przeciwnika. Spojrzała porozumiewawczo na Abaraia i jej wargi lekko się wygięły, gdy spojrzenie szafirowych oczu przesunęło się po krwawiących ranach.
- Higa Zekkou! – krzyknął mężczyzna, kierując Hihio Zabimaru na Geselle.
Wszystkie człony długiego smoka rozłączyły się, każdy zalśnił reiatsu, którym był przesycony. Po chwili przyjęły kształt rozjarzonych szpikulców, mknących z ogromną prędkością w stronę istoty. W ułamku sekundy uderzyły w lalkę, przebijając ją. Geselle zaczęła wyć z bólu i rzucać się na wszystkie strony, niszcząc wszystkie filary podtrzymujące strop ogromnej hali. Renji i Rei patrzyli ze zdumieniem, jak chaotyczność zaczyna wkradać się w ruchy marionetki. Jednocześnie spadające kamienie ujawniły zakamuflowany występ skalny, na którym znajdował się przestraszony Bounto.
- Tam! – krzyknął Kurosaki, podążając za wzrokiem pozostałych. – Człowiek kontrolujący lalkę!
Rei chciała skoczyć do niego i skończyć sprawę, lecz powstrzymał ją uścisk dłoni porucznika. Skinął głową w kierunku oszalałej lalki, która sama skierowała się w stronę swojego pana. Geselle złapała Ugakiego sprawną dłonią i zacisnęła ją do granic możliwości. Wraz ze śmiercią Bounto, na którą patrzyli zszokowani Shinigami, lalka zniknęła w oślepiającym blasku światła. Ichigo i Yumichika ruszyli w stronę walczących z dłońmi na rękojeściach Zanpakutou, ale pomarańczowowłosy szybko odskoczył, widząc szybujące ciało Eiki. Złapał ją, cały czas przytomną, ratując przed bolesnym zderzeniem z podłożem.
- Renji… – wyszeptała, wpatrzona z przerażeniem w ciepłe oczy chłopaka.
- Idźcie przodem, Kurosaki, Rei – powiedział Ayasegawa, nieznacznie podpierając się o ścianę. Uśmiechał się lekko do przyjaciółki, nadal mocno trzymanej przez śmiertelnika. – Ja się zajmę Abaraiem. W końcu jestem mu coś winny. Pospieszcie się.
Oboje skinęli mu głowami, ale gdy zauważyli, że wbiegł prosto w rumowisko, na które nadal spadały ogromne bloki skalne, ogarnęło ich przerażenie. Ichigo postawił niską Shinigami na ziemi i ruszył za mężczyzną, wołając imiona pozostałej dwójki. Klnąc, Rei podążyła za nim. Oboje rozglądali się, starając się dojrzeć kompanów w tumanach pyłu, gdy jedno z osuwisk ujawniło kolejną zakamuflowaną halę, będącą jednak w dużo lepszym stanie niż poprzednie, które mijali. Stanęli jak wryci, widząc stojącego u szczytu ogromnych schodów mężczyznę, w którym rozpoznali przywódcę Bounto.
- Więc wy jako jedyni dotarliście aż do mnie?
Oprócz niego w sali znajdowali się inni ludzie i Rei rozpoznała mężczyznę, z którym walczyli już wcześniej. Jego lalka, Dalk, została mocno zraniona przez Wabisuke Kiry. Jej wzrok przesuwał się dalej po znajdujących się na podeście postaciach i mocno zacisnęła dłonie, widząc wśród nich Shinigami.
- Ichinose Maki – syknęła, patrząc mu prosto w oczy. Usłyszała to nazwisko już wcześniej, podobno zdrajca należał kiedyś do składu Zarakiego. Ruszyła w stronę przeciwników równocześnie z wściekłym chłopakiem.
- Wy dranie – powiedział łamiącym się tonem, ciągnąc Zangetsu po ziemi.
- Ile jeszcze Bounto musi zginąć, żebyście byli zadowoleni? – zapytał nagle białowłosy mężczyzna. Z oczu przybyłych posypały się skry złości. – Nasza rasa liczy tylko kilka osób.
Kariya Jin zaczął powoli schodzić z podestu, nie przejmując się atmosferą wściekłości otaczającą dwójkę młodych ludzi. Odprowadzały go spokojne spojrzenia jego popleczników. Westchnął ciężko, patrząc w oczy obojga.
- Chciałem, żeby Geselle była ostatnią ofiarą – wyznał.
- Co? – zapytali równocześnie, unosząc brwi. Jak ktoś taki może być przywódcą? Nic nie rozumiem, pomyślała dziewczyna, odpowiadając hardym spojrzeniem.
- Nieważne – zbagatelizował sprawę. – Wygląda na to, że potrzebujemy trochę więcej czasu, żeby zrealizować nasze plany.
Nagle dziewczyna podniosła głowę, spoglądając za siebie i jej oczy rozszerzyły się w niemym przerażeniu, jednak jednocześnie poczuła dziwną radość. Spojrzała na bramę znajdującą się za plecami Bounto i zrozumiała, dlaczego do tej pory nic nie zrobili. W układance brakowało jednego elementu.
- Co się stało? – zapytał Ichigo, widząc, że wśród niektórych Bounto również zapanowało poruszenie.
- Nie czujesz tego? – odpowiedziała natarczywym pytaniem. – Nie wyczuwasz tego reiatsu? To jest…
- Ishida – chłopak nagle pojął, dlaczego wrogowie stali się podekscytowani. W końcu tylko Quincy budził zainteresowanie tych ludzi.
- Zatrzymam go – powiedziała i ponownie skoczyła w shuunpo w zamkniętym pomieszczeniu, ku rosnącej wściekłości Kurosakiego.
Nie miała pojęcia, co się może z nim stać, gdy zostawiła go na pastwę tylu Bounto, których zdecydowanie nie docenili pod względem siły. Szybko przemknęła przez gruzowisko po ostatniej walce, nigdzie nie zauważając dwojga kompanów, których zostawili za sobą. Próbowała wyczuć ich reiatsu, ale wszystko było przytłumione przez pulsującą energię Ishidy. Ledwo odnajdywała Inoue, która nadal nie skończyła posługiwać się swoim Soten Kisshun.
Syknęła z bólu, gdy w szybkim tempie otarła się o ścianę jednego z korytarzy. Były bardzo wąskie i musiała zwalniać na zakrętach, a chciała jak najszybciej zatrzymać młodego, nieświadomego chłopca, który pakował się w kłopoty. Nie zwróciła uwagi na to, że nie ma już na sobie hakamy i jej barki były odkryte, a przez to najbardziej narażone na obrażenia. Na kolejnym zakręcie próbowała wyhamować, ale na przeciwległą ścianę rzuciła ją siła reiatsu Ichigo, które wybuchło z taką siłą, że przytłumiło wszystko inne. Rei zaklęła, gdy straciła namiar na Ishidę, ale nadal kierowała się ku wejściu do jaskini. Kilka minut później spotkała się z biegnącą w jej stronę grupką. Na jej czele pędził Quincy, zaś za nim podążali Inoue, Sado, młoda Kuchiki i Matsumoto. Dziewiąta oficer zatrzymała się i rozłożyła ręce. Brunet zatrzymał się jak wryty na widok dziewczyny. A, prawdę mówiąc, tym razem było na co popatrzeć. Miała na sobie tylko elastyczny, przylegający do ciała czarny kostium, w którym zazwyczaj ćwiczyła walkę krótką bronią. Jej czoło było zroszone potem i przylegały do niego pojedyncze pasma długich włosów, które powiewały za nią w przeciągu, cały czas odczuwanym w grocie.
- Nie pozwolę ci przejść, Ishida Uryuu – powiedziała stanowczo i w odpowiedzi otrzymała po części zdumiony, ale i zdeterminowany błysk w oczach chłopaka. Jedną uniesioną dłonią uciszył protesty, jakie podniosły się za nim.
- Więc jako jedyna się zorientowałaś, po co tu przybyłem? – zapytał spokojnie, nie przejmując się, że jego słowa wywołały szok na twarzach pozostałych.
- Nie – uśmiechnęła się smutno. – Kurosaki też się domyśla.
- O co chodzi? – zapytała Rangiku, patrząc z niepokojem na dwójkę stojących naprzeciw siebie ludzi. Oboje mierzyli się oceniającymi spojrzeniami.
- Bounto potrzebują Quincy do otwarcia bramy do Społeczeństwa Dusz – bomba, którą rzuciła jeszcze bardziej pogłębiła szok na twarzach przybyłych. Rukia i Inoue spojrzały na chłopaka ze zdziwieniem.
- Dlaczego nam nie powiedziałeś?
- Jak odzyskałeś swoje moce?
- Wybaczcie mi – odparł chłodno na napór pytań. W mgnieniu oka wyminął zaskoczoną Eiki. – Spieszę się.
W następnej chwili zniknął im z oczu. Wszyscy wymienili spojrzenia, a po chwili szafirowe oczy Rei ściemniały z wściekłości.
- Szlag by trafił tego durnia! – wrzasnęła i rzuciła się za nim szaleńczym biegiem przez kręte korytarze. Miała już dość shuunpo, od którego poraniła sobie ramiona, ale żeby dogonić mknącego przed nią Ishidę, musiała z niego skorzystać.
Skoncentrowała się na nikłej sylwetce chłopaka, zupełnie nie zwracając uwagi na mijanych w ogromnym tempie Hisagiego i Kirę, którzy bez problemu nadążyli wzrokiem za przebiegającą przed ich nosami postacią. Spojrzeli po sobie i rzucili się w pościg, prawie zderzając z Matsumoto i Rukią.
Tymczasem Rei dogoniła młodego Quincy tuż przed wejściem do komnaty, w której czekali Bounto i Kurosaki. Stanęli jak wryci, widząc jak dwaj mężczyźni nacierają na siebie. Jeden z nich trzymał w dłoniach czarne ostrze. Ichigo uwolnił Bankai, pomyślała, po czym jej instynkt wziął górę nad rozumem i dziewczyna rzuciła się, by zablokować drogę strzale. Pomarańczowowłosy spojrzał na nich zdumiony i zastygł w bezruchu, widząc, jak błękitny promień przebija prawy bark Shinigami i uderza w stos kamieni.
- Ishida! – krzyknął ostrzegawczo i zauważył, że zza jego pleców wybiegają jego przyjaciele.
- Ichigo, co z tobą? – odezwał się dziewczęcy głos.
- Inoue, Chad, Rukia… Rei! – wrzasnął, podbiegając do rannej. Mordercze spojrzenie skierował na ubranego na biało bruneta. – Nic ci nie jest?
- Nie przejmuj się mną – odwarknęła, wściekła. – Ishida, nie rób tego!
- Ten strój… – wymamrotał pochylony nad nią Ichigo.
- Nie będzie tak na zawsze – odpowiedział Quincy, opuszczając lekko łuk, wpatrując się z niepokojem w oczy Eiki.
- Twoje moce powróciły?
- Nie do końca…
- Nemu – wyjaśniła skrzywiona z bólu brunetka. – Wyczułam jej reiatsu, gdy przez moment była na Ziemi. Musiała dać mu coś od Kurotsuchiego.
Chłopak utworzył między dłońmi kulę jaskrawego światła, która po chwili uformowała strzałę rozpiętą na łuku. Oczy wszystkich Shinigami zwęziły się, Rei próbowała wstać, przytrzymując się ramienia towarzysza. Kariya uśmiechnął się z triumfem.
- Tym razem postaraj się nie chybić.
- Ishida, nie! – wrzasnęły równo trzy kobiety, ale on zdążył wypuścić pocisk z łuku i patrzył spokojnie, jak ten szybuje w kierunku wrót podobnych do Bramy Senkai.
Strzała płynnie wleciała w wir utworzony przez Ichinose i powierzchnia horyzontu zdarzeń zamigotała.
- Coś ty najlepszego uczynił? – jęknęła Rei, cała jej wściekłość została zastąpiona przez przerażenie. Na twarzy przywódcy Bounto odmalował się szczery uśmiech.
- Dziękuję ci, Quincy. W końcu możemy zrealizować dalszą część planu.
- O czym ty mówisz? – zapytał Ichigo, na którym nadal opierała się ranna. Prychnęła, patrząc na Kariyę.
- Wybierają się do Społeczeństwa Dusz – wyjaśniła, zwracając się głównie do nowoprzybyłych. – Potrzebowali Ishidę, żeby otworzyć przejście, bo chcą się odegrać na Shinigami za ich stworzenie…
- Skąd wiesz, że Bounto powstali przez Shinigami?
- Yoshino mi powiedziała, dawno temu – w jej wzroku, nadal spoczywającym na białowłosym mężczyźnie, pojawiła się mściwość. – Ale skąd ty o tym wiedziałeś, Ishida?
- Kobieta, która dała mi tę zabawkę – wskazał bransoletę, którą miał zapiętą wokół nadgarstka. – Powiedziała mi, że właśnie do tego potrzebują mnie Bounto. Okazuje się, że dzięki sposobowi żywienia się, są w stanie otwierać ścieżki do innych wymiarów, jednakże są ludźmi, więc nie mogą normalnie przejść do Społeczeństwa Dusz. Musieliby się zmienić w duchowe cząsteczki, czego nie potrafią.
- Ale to właśnie potrafią Quincy – dokończył Kariya, spoglądając na zniecierpliwionych popleczników.
- Dlaczego im pomagasz? – krzyknął Kurosaki.
- Bo Seireitei jest wrogiem zarówno Bounto, jak i Quincy – wtrącił szybko Jin.
- Nie zrozum mnie źle – odpowiedział Uryuu. – Pozwalam wam wejść do Społeczeństwa, żeby was tam pokonać.
- Chcesz pomścić Yoshino?
- Zabiję cię! – wrzasnął, przypominając sobie, jak kobieta umierała w jego ramionach. – Przysięgam na honor Quincy.
- Wygląda na to, że musimy iść – Kariya nagle znalazł się obok swoich. – Rób, co chcesz, chłopcze. Chodźcie za mną, Shinigami, będę na was czekał po drugiej stronie.
Bounto zniknęli w bramie, zaś za trójką skamieniałych postaci pojawili się Yoruichi i Hisagi.
- Spóźniłam się – westchnęła kobieta, patrząc na otwarte przejście. Uryuu podszedł do Ichigo i przejął od niego ciężar rannej. Do zebranych podbiegła obserwująca wszystko grupka pod wodzą Rukii.
- Co się stało?
- Ishida postawił nas w trudnej sytuacji – wyjaśniła Shihouin.
- Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała osłabiona Rei, podpierając się na jego ramieniu.
- Kurosaki nie był w stanie pokonać Kariyi nawet korzystając z Bankai – powiedział zamyślony.
- On ma rację – wtrąciła nagle Yoruichi.
- Ja… – chłopak kontynuował, patrząc na bramę. – Dla mnie to jedyna droga, by ich pokonać. Tylko w Społeczeństwie Dusz damy radę.
- A jednak ten rodzaj myślenia jest naiwny – słowa kobiety i chłopaka szły każde swoim własnym torem. – Quincy i Shinigami nie są jedynymi, którzy będą silniejsi w Seireitei. Bounto również będą potężniejsi.
- Co masz na myśli, Yoruichi-san?
- W Społeczeństwie wszystko jest zbudowane z duchowych cząsteczek – wyjaśniła. – Ci dranie będą w stanie wszystko zaabsorbować. Przy okazji, Ishida, co wiesz o tym urządzeniu?
- Wszystko – odpowiedział, lekko blednąc. – Takie zabawki są bardzo niestabilne. Dlatego używanie go jest bardzo niebezpieczne, gdyż może się zepsuć w każdym momencie i zostawić mnie bezbronnego. Jednak… Potrzebowałem mocy.
- To, co zrobiłeś, może doprowadzić do końca świata – stwierdziła Yoruichi, przenosząc spojrzenie z chłopaka na jego towarzyszy i oddział wysłany przez Gotei 13. W grocie zapadła cisza.
Ichigo nagle przełożył sobie Zangetsu przez ramię, celowo zawadzając o głowę przyjaciela jego rękojeścią. Rei syknęła, gdyż ona również odczuła to uderzenie.
- Nie sądzisz, że zamiast stać bezczynnie, powinniśmy udać się do Społeczeństwa Dusz? – zapytał, co przywołało uśmiech na twarz wszystkich jego mieszkańców.
- Wybaczcie mi – wyszeptał, spuszczając wzrok. Eiki lekko wzmocniła uścisk ramienia, które zacisnęła wokół jego pleców.
- To już się stało – powiedziała spokojnie, czując dotkliwe pulsowanie bólu w prawym ramieniu. – Pomóż mi dostać się do bramy. Musimy zaalarmować Seireitei.
- Masz rację, Rei-san – zgodziła się Matsumoto, patrząc na nią uważnie. Widziała, że jej podwładna jest niesamowicie blada, ale upór i determinacja trzymały ją na nogach.
- To Społeczeństwo Dusz dało początek Bounto – Yoruichi wyglądała na zamyśloną. Spoglądała na wrota. – Więc musi również wziąć odpowiedzialność za całe zło, które wyrządziło.
Od strony zawalonego korytarza usłyszeli stłumione kroki i ich oczom ukazali się Renji wsparty na ramieniu Kiry i Yumichika. Ichigo podbiegł do przybyłych i pomógł blondynowi.
- Gdzie są Bounto? – zapytał ranny, patrząc na krwawiącą Rei opierającą się o Ishidę.
- W Społeczeństwie Dusz – odpowiedziała z westchnieniem Shihouin. – Nie zdążyliśmy ich powstrzymać. Zamierzamy dostać się do Seireitei i ostrzec Gotei 13.
- Zaczekajcie sekundę – Matsumoto nagle zabłysły oczy. Odwróciła się i z przepastnych kieszeni hakamy wyciągnęła telefon, który natychmiast przyłożyła sobie do ucha. – Kapitanie, słyszysz mnie?
Eiki zdrętwiała, gdy zrozumiała, że jej przełożona właśnie rozmawia z Shirou. Ona sama bardzo za nim tęskniła podczas misji na Ziemi. Jej gniew na niego powoli topniał i w tym momencie dominowała głównie chęć zobaczenia go ponownie.
- U nas wszystko w porządku – kontynuowała do słuchawki. – Potrzebujemy pozwolenia na powrót do Seireitei.
Kobieta posłuchała jeszcze przez chwilę głosu dochodzącego z drugiej strony i z uśmiechem złożyła aparat.
- Mamy pozwolenie – powiedziała z uśmiechem. – Możemy iść.
- Społeczeństwo Dusz, drżyj – powiedział Kurosaki. – Nadchodzimy.
* * *
Toushirou stał spokojnie w holu kwatery głównej ósmej dywizji, czekając na standardowo spóźnionego Kyouraku. Otrzymał polecenie towarzyszenia mężczyźnie w poszukiwaniach Ran'Tao, która nigdy nie wyruszyła na Ziemię. Wiedzieli, że to ona może być kluczem do pokonania Bounto, gdyż szczerze wątpił, że czwórce poruczników i dwojgu oficerom wspomaganym przez grupkę Kurosakiego się to uda. Zacisnął zęby w bezsilności, zastanawiając się, dlaczego stary Yamamoto nie wysłał za nimi żadnego kapitana, który zadbałby o ich bezpieczeństwo.
- Wyglądasz na zamyślonego, Hitsugaya-kun – cichy głos sprawił, że srebrnowłosy drgnął nieznacznie i spojrzał w roześmiane oczy Kyouraku. – Ruszamy?
- Od czego zaczniemy?
- Od ostatniej znanej lokalizacji Ran'Tao – zajrzał do karteczki zapełnionej równym, starannym pismem swojej porucznik. – Nanao znalazła raport sprzed prawie stu pięćdziesięciu lat, w którym patrol odbywający misję w Rukongai natrafił na nią, ukrywającą się przed pościgiem. Zniknęła bardzo szybko, ale ktoś zdążył zapytać o jej imię, stąd wiemy, że na pewno znaleźliśmy ślad.
- Sto pięćdziesiąt lat to trochę dużo – stwierdził młodszy, ruszając z stronę wyjścia z budynku. – Ale na pewno trochę bliżej chwili obecnej niż sześćset lat
Jego towarzysz kiwając twierdząco głową podążył za nim. Jego jasne, roześmiane oczy spoglądały na Hitsugayę z zaciekawieniem, oceniająco. Chłopak trzymał się prosto, lekka bryza rozwiewała jego białe jak śnieg włosy. Bystre spojrzenie szmaragdowych tęczówek utkwione było dokładnie przed nim, choć mężczyzna widział, że partner rozgląda się dyskretnie po otoczeniu, starając się dostrzec wszystkie jego szczegóły. Znając go od ponad pięćdziesięciu lat, wiedział, jakie wady i zalety ma jego charakter i nie rozumiał, dlaczego doszło do tak koszmarnej kłótni między nim i jego podwładną. Nawet teraz uważny obserwator mógłby zauważyć, że jego oczy były zmrużone, a czoło zmarszczone ze złości. Kyouraku westchnął, mając nadzieję, że uda mu się coś naprawić podczas wykonywania tego zadania. W milczeniu przyspieszył, wiedząc, że jego shuunpo nie sprawi problemów młodemu Toushirou. Kilka minut zajęło im dotarcie do wschodniej bramy wiodącej do Rukongai, którą bez wahania przekroczyli, znajdując się nagle w slumsach. Tam się zatrzymali, wyciągając z kieszeni zdjęcia przedstawiające poszukiwaną.
- Rozdzielamy się? – zapytał Shirou, lustrując okolicę. Nieoczekiwanie przypomniało mu się, jak podczas swojej pierwszej misji w tym miejscu Rei zapytała dokładnie o to samo. Zacisnął dłoń na zdjęciu, gnąc je nieświadomie, co nie uszło uwagi drugiego Shinigami.
- Nie – oznajmił spokojnie Shunsui, starając się dostrzec coś w oczach srebrnowłosego. – Chciałbym z tobą porozmawiać w trakcie przepytywania ludzi.
Błysk gniewu zapalił się w bladych tęczówkach chłopaka i zgasł, wiedząc, że właśnie tego powinien był oczekiwać na samotnej misji z jednym z opiekunów Eiki. Westchnął ciężko, zaczynając iść w kierunku głównej ulicy, po której kręcili się zaciekawieni ludzie. Pojawienie się kogoś z Seireitei działało na nich na dwa sposoby: część ukrywała się w domach, inni wychodzili z nich, żeby popatrzeć, co elitarna grupa Społeczeństwa Dusz robi w najgorszej jego dzielnicy.
- Chodzi o Rei, prawda, Kyouraku? – zapytał, nie patrząc na towarzysza. – Nie wiem, co masz zamiar osiągnąć, ale nie myśl, że przestanę być na nią wściekły. Zna zasady, powinna się do nich dostosować.
- Hitsugaya-kun, ona nie znosi twoich zasad – Shunsui potarł brodę, nagle zamyślony. – A przynajmniej jednej z nich: winny dopóki nie dowiedziemy jego niewinności. Rozumie, że w skrajnych przypadkach można stosować tak drastyczne metody, ale to nie jest skrajny przypadek. Macie czas na znalezienie podejrzanych.
- Mimo wszystko, wie coś, co by miało duże znaczenie dla tej sprawy…
- Nie wie nic… – przerwał mu Kyouraku, pokazując zdjęcie Ran'Tao mijanym przechodniom. Jednak do tej pory wszyscy kiwali przecząco głowami, pokazując, że nie znają tej kobiety. – Po prostu ufa swojej przyjaciółce. Porucznik Kurotsuchi powiedziała jej tylko, że jest pewna niewinności swojego ojca. Rei wie to, co my, ale dowiedziała się o tym trochę wcześniej.
- Skąd wiesz? – zapytał Shirou, czując, jak wzrasta w nim poczucie winy. – Powiedziała ci o tym? Powiedziała ci o przyczynie naszej kłótni?
- Nie – szatyn uśmiechnął się smutno, wspominając to, o czym powiedział mu Ukitake tego samego wieczora, kiedy młoda oficer przyszła się mu wyżalić. – Ale opowiedziała o tym Juushirou i on mi wszystko powtórzył. A nawet więcej…
Po tym tajemniczym zakończeniu Hitsugaya spojrzał na partnera z wyczekiwaniem, ale ten nie dokończył. Tego właśnie chłopak nie znosił w obu mentorach swojej podwładnej: wiedzieli o niej dużo więcej od niego i nie mieli zamiaru nic powiedzieć. Jednak teraz cierpliwość młodego kapitana powoli się wyczerpywała, zaś irytacja na dwóch najstarszych dowódców Gotei 13 sięgała zenitu. Zatrzymał się, a jego ramiona lekko drżały od wstrzymywanej furii.
- Kyouraku – w jego niskim głosie pobrzmiewała groźba. – Natychmiast powiedz mi, o co ci chodzi, bo mam dość zabawy w zgadywanki. Przed chwilą powstrzymałeś się od kontynuowania, a ja jestem ciekawy, co chciałeś dodać.
- Niestety, nie mogę ci nic powiedzieć – odparł Shunsui, pochylający się nad staruszką, która miała problemy z zauważeniem czegokolwiek na fotografii. – Ja sam dowiedziałem się wszystkiego od Ukitake, nie od Rei. Ona nawet nie ma pojęcia, że ja o wszystkim wiem.
- Mówisz o jej przeszłości? – upewnił się chłopak, do którego nagle podeszły jakieś dzieci, chcące obejrzeć zdjęcie. – O pokazowych walkach? Wiem o nich, pokazywała mi już blizny.
- A więc wiesz o walkach… – zamyślił się, prostując kręgosłup. – Ale to nie o nie chodzi. Uwierz mi, Hitsugaya-kun, chciałbym ci powiedzieć, bo sądzę, że mógłbyś jej pomóc, ale to jest wyłącznie jej sprawa, która tak bardzo jej przeszkadza…
- Przeszkadza? W czym? – Toushirou zupełnie stracił zainteresowanie dla misji, skupił się na sylwetce zasmuconego Kyouraku. Zachodzące słońce odbijało się z jego zamglonych oczach.
- W osiągnięciu osobistego szczęścia – wyszeptał. – Rei od zawsze sobie tego odmawia, walcząc o dobro innych. Głupia dziewczyna, nie rozumie, że sama się torturuje. A ja i Juushirou nie potrafimy jej przemówić do rozumu.
- Kyouraku, dlaczego poprosiłeś o mój udział w tej misji? – białowłosy zadał w końcu to pytanie, na które odpowiedzi nie potrafił znaleźć. – Yamamoto mógł wyznaczyć kogokolwiek z niższych oficerów, bo poszukiwania nie wymagają obecności dwóch kapitanów.
- Musiałem z tobą porozmawiać o Rei, Hitsugaya-kun – wyjaśnił, ponownie ruszając przed siebie. Zaczynał się domyślać, że będą musieli pozostać w Rukongai przez całą noc, żeby rankiem kontynuować wywiad wśród biedoty Rukongai. – Kłótnia z tobą źle na nią wpłynęła, podobnie jak na ciebie. W ciągu ostatnich tygodni mocno się do siebie przywiązaliście, ale musisz pamiętać, że nie jesteś jedynym przyjacielem Rei. Nemu też jest dla niej ważna, podobnie jak jej zaufanie. Tak samo Ayasegawa, Madarame, Abarai, Quincy czy ja i Juushirou. Nigdy by ciebie dla nas nie zdradziła i na odwrót. Uświadom to sobie i przestań się na nią wściekać.
- Powinniśmy znaleźć jakieś miejsce do przenocowania – stwierdził zakłopotany młodzieniec, z trudem wykrztuszając z siebie słowa. Wiedział, że mężczyzna ma rację, ale trudno mu było to przyznać. – Zostaniemy tu na noc.
- Masz rację.
Skierowali się do budynku, który wyglądał na noclegownię dla nowoprzybyłych dusz. Wiedzieli, że jest to miejsce, w którym nocowali przysyłani na dłuższe misje Shinigami, dlatego właściciele nie powinni mieć oporów przed wpuszczeniem ich do środka. Kyouraku uśmiechnął się pod nosem. Jego plan na razie działał bez zarzutów.
Następnego ranka nie wracali już do tematu dziewiątej oficer. Rozdzielili się, by w jak najkrótszym czasie przepytać jak największą ilość mieszkańców Rukongai. Toushirou starał się nie poświęcać zbyt dużo myśli dziewczynie. Domyślał się, że wszystko, co mu powiedział zwierzchnik ósmej dywizji było starannie przygotowanym przemówieniem, ale wiedział, że jego słowa były całkowicie prawdziwe.
Gdy słońce zaczęło już rzucać długie cienie, a chłopak zaczynał się domyślać, że nigdy nie trafi na ślad Ran'Tao, jednocześnie wydarzyły się trzy rzeczy. Na twarzy kobiety oglądającej zdjęcie pokazał się ślad zrozumienia i zdążyła powiedzieć, że zna poszukiwaną, gdy zmysły Hitsugayi zarejestrowały bardzo silne, nieznane wibracje, nie będące reiatsu, szybko niknące w aurze miasta, szybujące dokładnie nad nimi. Kilka sekund później jego telefon zabrzęczał, co znaczyło, że Matsumoto chce się z nim natychmiast skontaktować. Podniósł rękę, prosząc stojącą obok mieszkankę Rukongai o pozostanie przy nim i odebrał.
- Czego chcesz, Matsumoto? – zapytał obojętnie. – Jak się czujecie? Tak, macie pozwolenie, przyprowadź kogo chcesz. Byle szybko, bo przed chwilą wyczułem coś dziwnego. Do zobaczenia.
Chwilę później z nieba poniósł się głos generała Yamamoto Genryuusai, wspomagany zaklęciem Bakudou. Tenteikuura, pomyślał, przyglądając się przestraszonej kobiecie.
- Rozpoczynam specjalny przekaz dla nieobecnych kapitanów. Do Społeczeństwa Dusz wdarli się Ryoka. Każdy skład ma obowiązek wystawić dwie specjalne formacje do walki z nimi. Kapitan dziesiątej dywizji, Hitsugaya Toushirou, który obecnie znajduje się w Rukongai, obejmie dowodzenie nad tą misją. Musimy też zająć się kwestią przecieku z departamentu technologicznego, gdyż każda dywizja musi otrzymać pełne i całkowicie poprawne informacje dotyczące Ryoka. Macie rozkaz zabić bez wahania każdego napotkanego intruza.
Oczy Shirou zwężały się z każdym usłyszanym słowem. Nienawidził lakonicznych, pełnych niedopowiedzeń przemówień starca. Nagle tuż przy nim znalazł się zdyszany Kyouraku. Spojrzał na chłopaka i jego towarzyszkę, szybko się domyślając, że młody kapitan jest na tropie.
- Ja wracam do Seireitei – oznajmił. – Ty dokończ zadanie, Hitsugaya-kun. Powinieneś zostać w Rukongai, skoro zostałeś wyznaczony do objęcia dowodzenia nad misją.
- Rozumiem – skinął głową i odwrócił się do kobiety. – Prowadź do Ran'Tao.
Rant bety: Samobiczowania za gigantyczne przerwy w betowaniu nie będzie – segmenty wątroby naprawdę były ważniejsze. Pozostawiam wam tylko ostrzeżenie: drodzy licealiści, gimnazjaliści i ludzie, których marzeniem zawsze było iść na medycynę (żeby nie było – mam w grupie prosektoryjnej koleżankę po socjologii, więc już mnie nic nie zdziwi) – po tych studiach nic nie będzie takie samo. A jak dysponujecie odpowiednimi środkami, to raczej idźcie na English Division – łatwiejsze koła, a anatomia trwa chyba półtora roku. I chemia, jakkolwiek byłaby kochana wcześniej – tu. jest. złem. Rzekłam
