Znowu późno, ale do tego trzeba się przyzwyczaić. W tym rozdziale będzie dość dużo opisów, ale są niezbędne ze względu na wielką walkę Byakuya/Jin.

Zbetowała Kharcia, której bardzo dziękuję.

I podziękowania również dla Shimari, gdyż ze względu na jej komentarze pod rozdziałami obu części Alternatywy, Kharcia wzięła się za betę ^^

Rozdział 6

Przed młodym kapitanem dziesiątego składu nagle pojawiło się dwóch Shinigami. Kobieta, która prowadziła go do kryjówki poszukiwanej Ran'Tao podskoczyła, ale wyważony gest chłopaka szybko ją uspokoił.

- Czy wszystkie dywizje już wyruszyły? – zapytał, patrząc na parę koordynującą ruchy poszczególnych oddziałów.

- Porucznik Omaeda z drugiej drużyny zabrał wszystkich swoich ludzi i włączył się w poszukiwania Ryoka – zameldował jeden.

- A co z pozostałymi? – oczy Toushirou zwęziły się. Obaj mężczyźni byli jego podwładnymi, więc doskonale wiedzieli, jak szczegółowego raportu oczekuje ich dowódca.

- Porucznik Iba z siódmego składu również kieruje się w tę stronę – odpowiedział drugi, lekko spuszczając wzrok. Wszyscy przywykli do tego, że pełne sprawozdania temu najchłodniejszemu ze zwierzchników Gotei 13 składają zwykle wice-kapitan Matsumoto lub oficer Eiki, których, jak na złość pozostałym członkom dziesiątej dywizji, obecnie nie było w Społeczeństwie Dusz.

- Rozumiem – powiedział spokojnie, w duchu uśmiechając się na widok ich zmieszania. – Informujcie mnie głównie o ruchach poszczególnych składów. Zbierzcie raporty od wszystkich poruczników i dostarczcie je do mnie. Nie pozwólcie by choćby najdrobniejsza informacja prześlizgnęła się wam między palcami.

- Tak jest, kapitanie – mężczyźni zasalutowali i zniknęli równie szybko, jak się pojawili. Chłopak spojrzał uspokajająco na kulącą się ze strachu kobietę. Po chwili kontynuowali swoją wędrówkę.

Kilkanaście minut później trafili na pobojowisko. Zburzone domy, zniszczone stragany i mnóstwo ciał Shinigami powiedziały Hitsugayi jedno: spóźnili się. Kilka sekund zabrało jego oddziałowi dogonienie dowódcy. Młodzieniec zacisnął pięści ze złości.

- Wezwać czwarty skład – powiedział stanowczo, szukając wśród martwych ciał choć jednej żywej duszy. – Znajdźcie kogoś, kto mógłby nam powiedzieć, co się tutaj stało.

- Tak jest!

- Kapitanie! – z ogromnej dziury ziejącej z muru o ponad metrowej grubości odezwał się stłumiony głos jednego z jego podwładnych. – To porucznik Iba z siódmej drużyny!

- Co z nim? – Shirou starał się przed niższymi oficerami, by jego głos brzmiał obojętnie, ale wewnątrz gotował się z wściekłości. Jego zmrużone oczy omiatały całą okolicę i zatrzymały się na jego towarzyszce.

- Jest ledwo przytomny – odkrzyknął Shinigami.

- Kapitanie! – nagle przy jego boku zjawiła się rudowłosa wice-kapitan. Zaskoczony srebrnowłosy zdał sobie sprawę, że od jakiegoś czasu wyczuwa w pobliżu reiatsu Kurosakiego i jego przyjaciół, podobnie jak wysłanych przez niego samego na Ziemię posiłków. – Spóźniłam się? Właśnie wróciliśmy.

- Matsumoto – wyrwało się zaskoczonemu Toushirou.

- Przepraszam, kapitanie – powiedziała, zaniepokojonym wzrokiem spoglądając na scenę walki. – Nie udało się nam wykonać zadania. Dopuściliśmy do inwazji Ryoka.

- To ja was wysłałem na Ziemię – przerwał jej. – Ja jestem za to odpowiedzialny. Nie martw się.

Kobieta skinęła głową, zatrzymując wzrok na osobie towarzyszącej jej dowódcy. Nie pozwoliła sobie jednak na głębsze zastanowienie nad tą kwestią, gdyż wiedziała, że chłopak oczekuje raportu.

- Czego się dowiedzieliście? – zapytał szybko. – I gdzie jest Rei?

- Rei-san została razem z Kurosakim – odpowiedziała z ulgą, gdyż zwierzchnik ponownie nazwał dziewczynę po imieniu. – Ale generalnie nie mam nic wartego dokładniejszej relacji. Wiemy jedynie, że nie można wykryć reiatsu Bounto. Jedyne, co czułam spiesząc tutaj, to mordercze instynkty dwóch poruczników.

- Cholera jasna – zaklął, wiedząc, jak to utrudnia sprawę. Odwrócił się do pozostałych podwładnych. – Szukajcie jakichś śladów, które doprowadzą nas do intruzów! A ty Matsumoto, wracaj do bazy. Musisz odpocząć.

- A ty, kapitanie? – zapytała, patrząc na dowódcę.

- Mam jeszcze coś do zrobienia – wskazał głową na stojącą nieopodal kobietę, wpatrującą się z podziwem w Rangiku.

* * *

Rukia, Ichigo i Rei stali na niskim wzniesieniu nieopodal ulic dzielnicy nędzy. Ich hakamy powiewały na silnym wietrze, wraz z długimi włosami oficer dziesiątego składu. Spoglądali przed siebie, zastanawiając się, co powinni teraz zrobić.

- Znowu tu jesteśmy – powiedział z sentymentem Kurosaki. Słysząc ciche przytaknięcia dwóch kobiet, kontynuował. – Czułyście to reiatsu, które pojawiło się przed chwilą?

- Wydaje mi się, że Gotei 13 już nawiązało walkę z Bounto – odpowiedziała młoda Kuchiki, patrząc w niebo. Zaledwie chwilę wcześniej wypadli z Bramy Senkai i już się rozdzielili. Ishida szybko zniknął im z oczu, podobnie jak Matsumoto.

- Ale nie czuliście reiatsu Bounto, prawda? – zapytała Eiki, nadal bardzo słaba, choć rana powoli przestawała krwawić. Inoue nie zdążyła jej opatrzyć, a ona sama miała tylko skrawki swojej hakamy, którymi obwiązała otarte ramiona i przebity bark.

- A zatem tutaj mają nad nami taką samą przewagę jak na Ziemi – wywnioskowała Rukia, spoglądając na protegowaną swojego dowódcy. Nagle jej wzrok przesłoniła Yoruichi, która pojawiła się przy nich jak duch. Dwie młode Shinigami wciągnęły ze świstem powietrze.

- Czemu się tak zatapiacie w myślach, gdy całemu światu grozi niebezpieczeństwo? – zapytała z irytacją w głosie. Jednocześnie z daleka zobaczyli nadbiegającą Orihime, za którą podążali Sado i Ishida.

- Kurosaki-kun! Kuchiki-san, Rei-san! – zawołała, machając dłonią. – To straszne! Po prostu okropne!

- Co się stało? – zapytała długowłosa brunetka, patrząc z niepokojem na przybyłych.

- Przeprowadziła się – odparł Sado, na co Eiki zmarszczyła brwi, usiłując wyciągnąć jakiekolwiek wnioski z tego lakonicznego stwierdzenia. Shihouin westchnęła z rezygnacją.

- Przeklęta Kuukaku. Zawsze lubiła się przenosić z miejsca na miejsce.

Shiba Kuukaku. Rei w lot pojęła sytuację. Siostra byłego zastępcy Juushirou, Kaiena, która poprzednim razem pomogła Kurosakiemu przedostać się do Seireitei.

- Yoruichi-san, wiesz dokąd się przeprowadziła? – zapytał Ichigo, patrząc z wyczekiwaniem na kobietę. Byłoby świetnie, jakby nie wiedziała, pomyślała z przekąsem Eiki, krzywiąc się, gdy spazm bólu szarpnął jej ciałem.

- Możemy sprawdzić kilka miejsc – zadecydowała po chwili. – W którymś z nich na pewno ją znajdziemy.

- Ja powinnam zostać tutaj – powiedziała dziewiąta oficer. – W Rukongai znajduje się mnóstwo Shinigami, także Shirou…

- Nie – uciął Ichigo i przytrzymał ją, widząc, że dziewczyna ledwo się utrzymuje na nogach. Na twarz Quincy wpełzł zdradliwy rumieniec. – Nie zostawię cię samej, gdy jesteś w takim stanie.

Rei westchnęła ciężko, wiedząc, że większości jej znajomych, niestety, nie da się przemówić do rozumu i pozwoliła się ponieść. Wędrowali cały dzień, pod koniec którego ranną niósł Ishida, ale dotarli do domu Kuukaku, z którego dobiegł ich głośny wrzask. Puścili się biegiem przez wąski most, by zauważyć, jak młoda kobieta pastwi się nad swoim bratem. Po chwili wysłuchali kazania, jakie sprawiła chłopakowi i Eiki zaczęła się zastanawiać, jak przy kimś takim Kaien wyrósł na normalnego, odpowiedzialnego mężczyznę, obejmującego nawet stanowisko wice-kapitana w Gotei 13. Kilka sekund później jej ciało uznało, że nie potrafi znieść większego obciążenia i zemdlała.

Następnego ranka postanowili się rozdzielić. Bounto było wielu i dysponowali ogromną mocą, a Shinigami jeszcze nie wiedzieli, że nie wolno ich nie doceniać.

- Od teraz będziemy poruszać się osobno – powiedziała Rei, jako wyższa stopniem niż Rukia, lecz nadal krzywiąc się z bólu. Inoue tylko częściowo udało się ją wyleczyć, ale nie można było spodziewać się cudów po wyczerpanej uzdrawianiem w jaskini dziewczynie. – Możemy użyć Lilin, Clauda i Novy do zlokalizowania intruzów. Gdy natkniecie się na kogoś, dajcie o tym znać lekkim pulsowaniem reiatsu, zrozumiano?

Odpowiedziały jej poważne spojrzenia i wszyscy skinęli głowami.

- Rukia musi dołączyć do swojego składu – dwie Shinigami popatrzyły na siebie. – Z kolei ja zostanę z tobą, Ichigo. Rangiku-san już powinna była poinformować o tym mojego dowódcę.

- I tak jestem spóźniona – wyjaśniła Kuchiki przyjacielowi. – Nie chcę dostać bury od kapitana Ukitake. Uważajcie na siebie.

- Ja również poszukam ich na własną rękę – powiedział Ishida, odchodząc kilka metrów od grupy. Oczy Eiki zwęziły się lekko, ale nie zaprotestowała.

- Inoue, z tobą pójdzie Claud – zadecydował Kurosaki. – Uważaj na siebie, dobrze? Chad, ty będziesz im towarzyszył, bo ze mną idzie Rei.

- Rozumiem – odpowiedziała Orihime, biorąc na ręce zmodyfikowaną duszę. Pobiegła z Sado w przeciwnym kierunku niż oni dwoje. Wszyscy dobrze wiedzieli, że ta dwójka prędzej czy później też się rozdzieli.

- Rei, możesz biec? – zapytał pomarańczowowłosy, patrząc na bladą, milczącą dziewczynę starającą się dotrzymać mu tempa. Bez problemu zmierzył się z jej morderczym spojrzeniem. – Mogę ci pomóc…

- Nie waż się, Kurosaki – odpowiedziała, odzyskując spokój. – Nie w Społeczeństwie Dusz. Tutaj sobie poradzę bez…

Nagle oboje zatrzymali się i odwrócili w kierunku, w którym odeszła Kuchiki.

- Ty też to poczułeś? – zapytała, zapominając o tym, co chciała powiedzieć. Doskonale orientowała się w zdolnościach chłopca i wiedziała, że wyczuwanie reiatsu nie jest jego mocną stroną. Tym razem jednak zareagował równocześnie z nią.

- Rukia! – krzyknął i złapał partnerkę za rękę, wpadając w shuunpo odpowiadające szybkością kapitańskiemu.

Dobiegli do czterdziestej trzeciej dzielnicy Rukongai w momencie, gdy kobieta należąca do Bounto została uderzona pełną mocą Senbonzakury Byakuyi, zaś jej właściciel ze stoickim spokojem złapał swoją prawie nieprzytomną siostrę w ramiona. Jego zazwyczaj obojętne oczy pałały chęcią zemsty na istocie, która tak zraniła młodziutką Kuchiki. Skrzyżował wzrok z badawczym spojrzeniem Eiki i natychmiast się odwrócił, całą swoją uwagę skupiając na szybującej w powietrzu przeciwniczce. Jednocześnie z małej alejki wybiegła zaniepokojona Inoue, którą również przyprowadził w to miejsce wybuch reiatsu, zaś od drugiej strony nadbiegł oddział Shinigami, prawdopodobnie z trzynastego składu. Orihime natychmiast zajęła się poszkodowanymi mieszkańcami i sponiewieraną Lilin, zaś dziewiąta oficer, puszczając dłoń Ichigo, podeszła do Kiyone i Sentarou, starających się odebrać ranną Rukię z rąk Byakuyi.

Wszyscy drgnęli, gdy z dachu jednego z budynków dobiegł ich zimny śmiech szaleńca, a zza ogromnej, okrągłej tarczy wyłoniła się postać Bounto.

- Moja rola kończy się w tym miejscu – stwierdziła, patrząc w stronę Seireitei i szybko uciekła z miejsca walki.

Przerażeni Shinigami wpatrywali się dokładnie w to samo miejsce. Ziemia pod ich stopami zatrzęsła się, a znad kwater Gotei 13 buchnęły kłęby dymu. Rei zacisnęła zęby i położyła dłoń na ramieniu wściekłego Kurosakiego.

- Co to było? – zapytał, nie rozumiejąc, czego świadkiem właśnie został. Brunetka przewróciła oczami.

- Wybuch, jeśli nie zdążyłeś zauważyć – odpowiedziała głosem, mogącym konkurować pod względem temperatury z mieczem jej zwierzchnika. Spojrzała pytająco na dowódcę szóstego składu, który skinął głową.

- Prawdopodobnie bomba. Bounto właśnie wypowiedzieli nam wojnę. Teraz każdy kapitan będzie potrzebował pełnego składu…

Skinął głową podwładnym Ukitake, którzy natychmiast zniknęli bezgłośnie i spojrzał na podwładną Hitsugayi, która twardo stała w miejscu. Po chwili westchnął, przypominając sobie stanowczość dziewczyny, gdy przystawiła mu Hyorinmaru do szyi i postanowił nie zachęcać jej do powrotu do swojej dywizji. Pamiętał plotki, którymi uraczył go Abarai, że ta dwójka ostatnio miała potężną sprzeczkę.

- Chcę się dowiedzieć, jak czuje się Rukia – powiedziała, przenosząc spojrzenie z rannej dziewczyny na jej brata. – W końcu jestem od niej starsza stopniem i to ja wydałam jej rozkaz samotnego dołączenia do oddziału.

W ciemnych, na powrót obojętnych oczach Byakuyi dostrzegła pozwolenie na podążenie za nimi do siedziby klanu Kuchiki. Nie zwracając uwagi na ból pulsujący w ramieniu pospieszyła za zwierzchnikiem szóstej drużyny i w kilka chwil znalazła się na terenie posesji jednej z czterech szlacheckich rodzin Społeczeństwa Dusz. Służący zaprowadzili ją, Kurosakiego i Inoue do jednego z pokoi, w których goście mogli spokojnie oczekiwać na pana domu. Nie czekali długo.

- Jak ona się czuje? – zapytał natychmiast Ichigo, wstając gwałtownie. Oczy kapitana Kuchiki zwęziły się niebezpiecznie, gdy zauważył taką bezczelność i nic nie odpowiedział natrętnemu chłopakowi. Eiki zaśmiała się pod nosem. – Słyszałeś mnie? Pytałem o coś!

- Jej życie nie jest zagrożone – powiedział nagle, czym spowodował jeszcze większy atak śmiechu u czarnowłosej Shinigami. Widocznie miał dość słuchania wiecznie żądającego odpowiedzi głosu chłopca. – Ale rany, które odniosła są głębokie. Może pozostać w posiadłości dopóki kompletnie nie wyzdrowieje.

- Przekażę tą wiadomość Juushirou – odpowiedziała dziewiąta oficer, wiedząc, że ostatnie słowa mężczyzny skierowane były głównie do niej. Z zainteresowaniem spoglądała na wyraz ulgi, jaki odmalował się na twarzach dwojga śmiertelników.

- Ta wiadomość bardzo mnie uspokoiła – pomarańczowowłosy, patrząc na iskierki rozbawienia błyszczące z szafirowych tęczówkach siedzącej dziewczyny, postarał się, by jego kolejna wypowiedź nie zabrzmiała niewdzięcznie. – Pomożesz nam, Byakuya? Potrzebujemy twojej siły.

- Co? – po raz pierwszy na twarzy mężczyzny uwidoczniło się zainteresowanie i zdziwienie. Z kolei Rei pierwszy raz słyszała, żeby ktokolwiek poza nią zwracał się do tego dowódcy używając wyłącznie jego imienia.

- Ci dranie specjalnie zaatakowali Rukię – stwierdził, patrząc poważnie w szeroko otwarte oczy rozmówcy. Dwie dziewczyny zachowywały ciszę, pozwalając chłopakowi wyjaśnić, co tak naprawdę się stało. – Wiedzieli, że jeszcze nie wydobrzała po swojej ostatniej walce. Ja nie potrafię im wybaczyć i wydaje mi się, że ty powinieneś czuć się tak samo.

- Odmawiam – głos Byakuyi był bardzo cichy, ale stanowczy. Eiki uśmiechnęła się gorzko, gdyż od początku wiedziała, jaka będzie jego odpowiedź, ale w końcu znała go lepiej niż młodzi z Ziemi. Oczy Ichigo zalśniły niebezpiecznym blaskiem.

- Nie przeszkadzają ci Bounto panoszący się po Seireitei?

- Gotei 13 już działa – stwierdził, patrząc ironicznie na siedzącą dziewiątą oficer Hitsugayi, która lekko się zaczerwieniła, słysząc oczywisty przytyk. – Dlatego nie muszę współpracować z wami.

- Coś ty powiedział?

Kurosaki nachylił się ku władczemu mężczyźnie, zupełnie nie przejmując się ciężką atmosferą, którą wytworzyli wokół siebie. Również Rei zerwała się na nogi, słysząc obelgi słane pod adresem ludzi.

- Byakuya… – zaczęła groźnie, nie przejmując się tym, że Kuchiki może złożyć na nią kolejną skargę do Toushirou lub samego generała Yamamoto, ale uciszyło ją jego spojrzenie.

- Wy powinniście wrócić do waszego świata – oznajmił ponuro. – A ty, Eiki Rei, powinnaś dołączyć do swojego kapitana.

- Rozumiem – po krótkiej chwili wahania, Kurosaki wyprostował się i spojrzał spokojnie na zirytowanego bruneta. – Wczorajszy wróg to również dzisiejszy wróg? Chodź, Inoue. A ty, Byakuya, zajmij się Rukią.

Czarnowłosa dziewczyna ze zdumieniem obserwowała, jak dwoje śmiertelników wycofuje się i odchodzi. Ona sama zacisnęła zęby i chciała podążyć za nimi, ale zatrzymał ją silny uścisk dłoni mężczyzny na jej odsłoniętym, zdrowym ramieniu. Jednocześnie zraniony bark dał przypomniał o sobie falą ostrego bólu.

- Zaczekaj – rozkazał, patrząc w jej pociemniałe ze złości oczy. – Będziesz mi jednak potrzebna. Na razie posiedź przy mojej siostrze. Poślę po ciebie, jak zakończę przygotowania.

Dziewczyna skinęła głową, zastanawiając się, co chodzi po głowie temu zamkniętemu w sobie, obojętnemu mężczyźnie. Przeszła powoli do pokoju, w którym odpoczywała pogrążona w głębokim śnie Kuchiki i usiadła na poduszce umieszczonej obok głowy rannej. Wpatrując się w odległy punkt, starała się wczuć w otaczające ją ze wszystkich stron reiatsu. Znajdowała się w Seireitei i wiedziała, że większość Shinigami szuka Bounto w Rukongai, ale wielu było zajętych sprzątaniem po wybuchu w Celi Pokuty. Energia duchowa Matsumoto dobiegała z kwatery głównej dziesiątego składu, co oznaczało, że rudowłosa porucznik ma obecnie na głowie cały oddział, a Shirou był gdzieś w terenie. Zdążyła się dowiedzieć od służby, że właśnie on został wyznaczony do objęcia dowodzenia nad misją wytępienia Ryoka. Westchnęła, myśląc nad tym, że w ostatnim czasie dziesiąta dywizja dostaje najwięcej zadań, które się tak komplikują.

Wezwanie od Byakuyi nadeszło tuż przed nastaniem nocy. Słońce chowało się za horyzontem, gdy stosunkowo szybkim krokiem przemierzali ulice miasta, w milczeniu kierując się ku dzielnicom nędzy. Nadal nie miała bladego pojęcia o tym, do czego jest mu potrzebna, ale ciekawość wzięła nad nią górę. Nie odzywał się do niej, gdy przekraczali bramę, przechodzili przez zatłoczone ulice Rukongai, ani nawet wtedy, gdy po zapadnięciu zmroku weszli w las otaczający zachodni dystrykt. Podążała za nim bez słowa sprzeciwu, mając nadzieję, że sytuacja w końcu się wyjaśni. Nagle jej towarzysz zatrzymał się i Rei musiała w ostatniej chwili odskoczyć, żeby na niego nie wpaść.

Przed nimi stał białowłosy mężczyzna, w którym dziewczyna rozpoznała przeciwnika Kurosakiego z jaskini. Jej dłoń bez chwili wahania sięgnęła do rękojeści Zanpakutou. Usta wykrzywił grymas.

- Kariya Jin – syknęła, wpatrując się w niego z nienawiścią. Kuchiki rzucił jej krótkie spojrzenie i ponownie skoncentrował się na Bounto.

- Wygląda na to, że poczynasz sobie, jak chcesz w Społeczeństwie Dusz – zaczął dowódca szóstego składu, z wystudiowanąobojętnością w głosie, ale szybko jego stoicki spokój został zburzony. Kariya odchylił się na piętach, trzymając dłonie w kieszeniach.

- Słyszałem, że jedna z moich Bounto ładnie urządziła twoją małą siostrzyczkę. Masz zamiar się zemścić?

Byakuya nic nie odpowiedział, zwiastowało o wiele większe problemy niż obelżywe słowa niektórych kapitanów albo przysięga Quincy.

- Te dwie sprawy nie są ze sobą związane.

Eiki wciągnęła głośno powietrze przez zaciśnięte zęby, słysząc raniące słowa bruneta. Złożyła sobie cichą obietnicę, że Rukia nigdy nie dowie się o treści tej rozmowy.

- Każdy, kto zagraża Społeczeństwu Dusz musi zostać wyeliminowany – stwierdził spokojnie, nie przejmując się usłyszanym przed momentem świstem ostrzegawczego oddechu brunetki.

Kariya lekko się uśmiechnął i machnął od niechcenia dłonią, a w stojących naprzeciw niego Shinigami uderzyła potężna fala wiatru. Na Byakuyę nie miała poważniejszego wpływu, ale Rei udało się utrzymać przy nim tylko dlatego, że w porę zauważyła niebezpieczeństwo i wyciągnęła z pochwy Kaze no Kitai, którą wbiła głęboko w ziemię. Włosy obojga powiewały, dając się porwać do szaleńczego tańca z wichurą. Ich spojrzenia skierowane były na triumfujący uśmieszek Jina i jego rozszerzone szaleństwem oczy. Wiatr ustał równie szybko, jak się zaczął. Eiki jednym ruchem wyrwała miecz z gruntu, zaś Kuchiki nagle zniknął. Wprawne oczy Ichigo mogłyby nad nim nadążyć, ale ona nie potrafiła poruszać się z taką prędkością, jak kapitanowie czy Vaizardzi. Wiedziała jednak, co oznacza takie posunięcie: Byakuya próbował skorzystać z uderzenia shuunpo. Pojawił się tuż za przywódcą intruzów, sięgając do Zanpakutou, ale gdy przez usta Kariyi przemknął prawie niewidoczny uśmieszek zadowolenia, wiedziała, że mężczyźnie nie uda się dosięgnąć wroga. Senbonzakura, lśniąc w promieniach księżyca, przecięła powietrze, zaś Jin zdążył odskoczyć na bezpieczną odległość. Oczy dwojga Shinigami zmrużyły się.

- Nawet tak słaba istota jak Bounto potrafi posługiwać się shuunpo – stwierdził, patrząc z niechęcią na białowłosego. W międzyczasie brunetka ustawiła swoją katanę w pozycji odpieczętowania. Kariya ukłonił się lekko.

- Udało ci się mnie zadrapać. Wobec tego, teraz ty będziesz musiał się zmierzyć z moim atakiem – mężczyzna przykucnął, zbierając energię między rozłożonymi dłońmi. Wokół niego szybko zawirowały tumany pyłu, uniesione przez potężny wiatr. Po chwili zniknął razem z nim, ale jego mordercza aura nadal trwała w powietrzu.

Kuchiki uważnie rozglądał się dookoła, wypatrując oznak zbliżającego się Bounto. Z kolei zaskoczona Eiki zastanawiała się, dlaczego mężczyzna nie atakuje jej, a skupia się wyłącznie na starszym Shinigami. Po chwili doszła do wniosku, że Kariya walczy jak wcześniej Ugaki: najpierw stara się wyeliminować większe zagrożenie. Dziewczyna zaklęła pod nosem, wściekła, że ponownie była „tą słabszą". Byakuya uskoczył nagle przed nadlatującą masą wściekle wirującego powietrza, co wytrąciło dziewczynę z rozmyślań.

- Mam cię! – głos dobiegł z góry. Szafirowe tęczówki Rei krzyżowały się ze stalowymi Byakuyi i mężczyzna prawie niedostrzegalnie skinął głową.

- Tnij, Kaze no Kitai – komenda została wypowiedziana szeptem, ale wybuch reiatsu przykuł uwagę Bounto i jednocześnie zdekoncentrował na ułamek sekundy. Ta krótka chwila wystarczyła, żeby Kuchiki miał okazję uniknąć ciosu. Kryształowe ostrza natarły na białowłosego mężczyznę, który uderzył w ziemię, w miejscu, w którym chwilę wcześniej stał kapitan szóstego oddziału. Młoda Shinigami krzyknęła z bólu, gdy silny powiew wiatru próbował odebrać jej kontrolę na Shikai i wykręcił jej prawą rękę.

Kuchiki stanął na brzegu niewielkiego krateru, który powstał po ciosie Jina.

- Słyszałem, że Bounto posługują się lalkami – powiedział, marszcząc brwi. Uniósł lekko Zanpakutou, przez moment patrząc na kryształy leniwie krążące między nim i jego przeciwnikiem. Słyszał krzyk dziewczyny, ale nie mógł sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. – Czy to, co przed chwilą widziałem było twoją marionetką?

- Nie wiem – usta intruza wykrzywił złośliwy uśmiech.

- To nie jest ważne – doszedł po chwili do wniosku arystokrata. – Muszę po prostu ją zniszczyć…

- Byakuya, pozwól mi to zrobić…

- Odsuń się, Rei – w obojętny głos mężczyzny wkradło się lekkie zaniepokojenie. Chwilę później siłą odsunął długowłosą brunetkę z linii ognia i jego Zanpakutou zderzyła się kilkakrotnie z lalką Jina. Co kilka sekund lasem wstrząsały wybuchy będące wynikiem zderzania się dwóch potężnych energii duchowych. Pod ich naporem dziewiąta oficer upadła na kolana. Kaze no Kitai krążyła wokół niej, osłaniając przed hulającym po lesie wiatrem, a ona się zastanawiała, czemu dała się ponieść ambicji, zamiast się rozsądnie wycofać z tego pojedynku gigantów. Spojrzała na nich ponownie, gdy napór reiatsu zmalał.

- Kuchiki Byakuya… Widzę, że plotki o twojej sile nie są przesadzone – oznajmił Bounto, przypatrując się zwierzchnikowi szóstej dywizji, którego białe haori nie miało na sobie ani jednej plamy. – Cieszę się, że cię poznałem.

- Słucham? – brunet sprawiał wrażenie zdziwionego, chociaż nie opuścił gardy. Rei podniosła się z klęczek, trzymając za pulsujący bark, gdzie połowicznie zaleczona rana po strzale Quincy ponownie zaczęła krwawić.

- Pośród czterech domów szlacheckich Społeczeństwa Dusz – zaczął, wpatrując się prosto w zimne oczy Shinigami. – Mówi się, że jesteś największym przywódcą klanu Kuchiki na przestrzeni wieków. To chyba normalne, że każdy, kto chce zmierzyć swoją siłę, będzie próbował zmierzyć się właśnie z tobą. I muszę przyznać, że nie rozczarowałeś mnie.

- Czego chcesz? – Eiki domyślała się, że paplanina Bounto tylko coraz bardziej irytuje Byakuyę, dlatego przygotowała się na potężne uderzenie reiatsu.

- Czego chcę? – to pytanie wydawało się zachwiać Kariyą. – W oddziałach Gotei 13 ty jesteś najsławniejszym kapitanem. Gdybyś został pokonany, niepokój objąłby wszystkie dywizje.

Rei otworzyła szeroko oczy, dochodząc do wniosku, że Jin ma absolutną rację. Porażka któregokolwiek z dowódców obniżyłaby morale Shinigami, ale przegrana Kuchiki Byakuyi… Dziewczyna nie potrafiła sobie wyobrazić paniki, jaką ten fakt zasiałby w ich sercach. Ona sama zadrżała na myśl o jego klęsce.

- Bredzisz – chociaż ton mężczyzny był spokojny i obojętny jak zwykle, młoda oficer nie sądziła, że arystokrata wierzy w swoje własne słowa.

- Wręcz przeciwnie – zaoponował Jin. – Jestem całkiem poważny. Nie przyszedłbym tu sam, gdybym nie był pewny swego. Ale muszę powiedzieć, że jesteś zdecydowanie łagodniejszym mężczyzną, niż doniesiono mi w raportach.

Opierająca się o najbliższe drzewo, blada jak ściana Rei, przyciskając dłoń do krwawiącego barku, roześmiała się cynicznie.

- Ty jeszcze nie wiesz, z kim masz do czynienia – zawołała ochryple, resztką sił utrzymując uwolnioną formę Shikai. – Nie chwal dnia przed zachodem słońca, Kariya.

- Podobno, gdy jedna z moich Bounto miała zadać ostateczny cios twojej ukochanej siostrzyczce, Rukii – kontynuował i w oczach Eiki ponownie zabłysła iskierka gniewu. – Obroniłeś ją z narażeniem własnego życia. Dodatkowo przyszedłeś tu tylko z tym ścierwem, by pomścić jej porażkę…

Tylko mordercze spojrzenie Byakuyi powstrzymało brunetkę przez opuszczeniem bezpiecznej podpory i rzuceniem się na wroga, gdy usłyszała, że to o niej mówi „ścierwo". Nie miała zamiaru dać komukolwiek satysfakcji płynącej z mieszania jej z błotem, ale przy kapitanie Kuchiki musiała się kontrolować.

- Nie sądziłem, że padniesz ofiarą tak delikatnej prowokacji – zakończył, śmiejąc się szyderczo z gniewu, którym otwarcie płonęła drobna brunetka.

- To, co robisz, jest bezcelowe – odpowiedział krótko mężczyzna, nadal uważnie przypatrując się swojej towarzyszce. – Już ci to wyjaśniłem: eliminuję wszystkich, którzy stanowią zagrożenie dla Społeczeństwa Dusz.

- Nieważne – przeciwnik machnął ręką. – Oboje musicie tu umrzeć, abyśmy my mogli kontynuować naszą akcję.

- Więc po co tyle gadasz? – krzyknęła dziewczyna, będąc na skraju wybuchu. – Ja sądzę, że to ty zginiesz.

Gdy Rei odwróciła na moment uwagę Kariyi, Byakuya uniósł miecz i ustawił go w pozycji odpieczętowania. Jego spojrzenie zalśniło niebezpiecznym blaskiem, z kolei w szafirowych oczach jego partnerki pojawiła się ulga. Osunęła się po konarze i zaczęła poprawiać sobie opatrunek założony jej przez Inoue i Kuukaku, co chwilę sycząc z bólu.

- Rozprosz się, Senbonzakura.

W powietrzu zawirowały ostre jak brzytwa ostrza, które odbijały blask księżyca, dając złudzenie fruwających płatków kwiatów wiśni. Otoczyły one Shinigami i na moment spotkały się z kryształami Kaze no Kitai, która powoli wracała do swojej zapieczętowanej formy. Shikai zaatakował Kariyę z pełną mocą i mężczyzna musiał ratować się ucieczką. Po chwili wszystkie drobiny otoczyły Bounto i uformowały kokon. Oczy Kuchiki lekko się rozszerzyły, lecz widząc, że wpływ jego Zanpakutou jest zwalczany od środka ponownie je przymrużył, badawczo wpatrując się w powietrzną walkę. Jednocześnie rzucił swojej towarzyszce fiolkę ze środkiem uśmierzającym ból, jaką każdy Shinigami powinien mieć przy sobie. Jednak fakt, że nie miała na sobie hakamy, a inny, przylegający do ciała strój pozbawiony jakiejkolwiek kieszeni, obwieszczał, że ona swojego leku przy sobie nie ma. Kilka sekund zabrało Jinowi przełamanie ataku Senbonzakury.

- Więc to jest twoja Senbonzakura? – zapytał, trzymając między palcami przypominające płatek ostrze. – Piękna technika, ale chyba na mnie nie działa.

W końcu wściekłość pojawiła się w stalowych oczach Byakuyi.

- Moja kolei – Kariya zacisnął dłoń w pięść i wystawił w stronę oczekującego bruneta. – Potężny wietrze, przybądź na moje wezwanie.

Podmuchy wiatru, które nagle zawirowały wokół białowłosego, wzniosły w powietrze kolejne tumany pyłu i suchej ziemi.

- Miałem rację – Kuchiki mruknął przez ramię do zbliżającej się Eiki. – On manipuluje wiatrem.

- Taniec wiatru.

Cztery jednakowe tornada pomknęły w stronę dwojga stojących blisko siebie Shinigami i z impetem w nich uderzyły. Uśmiechnięty Kariya patrzył, jak niewyraźne kształty wirują wysoko w powietrzu i z triumfalnym uśmiechem zaczął oddalać się od zdewastowanego miejsca, gdzie walczyli.

- Hadou, numer 33. Niebieski płomień – zaklęcie zostało wypowiedziane jednocześnie przez dwa głosy, męski i dziewczęcy. Tornado natychmiast zostało zniwelowane, a dwójka ubranych na czarno osób lekko opadła na ziemię, trzymając miecze w uniesionych dłoniach.

- Hadou, numer 4. Biała błyskawica – Byakuya skierował palec wskazujący w stronę przeciwnika i jasne światło na chwilę oślepiło Rei.

W następnym momencie patrzyła, jak dwóch mężczyzn na przemian naciera na siebie i odskakuje, by uniknąć obrażeń. Miecz trzymała w prawej dłoni, zaś lewą miała wyciągniętą przed siebie, gotową do posłużenia się magią demona, ale szybkość walczących działała na jej niekorzyść: nie wiedziała, czy przypadkowo nie zrani swojego sojusznika.

- Senbonzakura to miecz, który po uwolnieniu jest częściowo niewidzialny – powiedział Bounto, patrząc badawczo na przeciwnika. – Ostrza odbijają światło, stając się iluzją tysięcy płatków kwiatów, ale moja lalka jest samym wiatrem, co znaczy, że mam nielimitowany dostęp do czegoś, co ją tworzy. Dzięki temu mogę się mierzyć z twoim mieczem.

- Chyba z naszymi mieczami – powiedziała kpiąco Eiki, stojąc blisko partnera. Lekarstwo zaczęło działać i ból jej nie dokuczał, ale oboje wiedzieli, że to tylko tymczasowe rozwiązanie. – Tnij, Kaze no Kitai. Moja Zanpakutou nie bez powodu nosi imię Nadzieja Wiatru. Ona też ma z nim trochę wspólnego.

Między wirującymi, jaskrawymi ostrzami Senbonzakury pojawiły się przezroczyste kryształy Kaze no Kitai, na których czasami tylko rozszczepiało się światło odbite od księżyca. Kuchiki nic nie powiedział, słuchając krótkiej przemowy podwładnej Hitsugayi, ale przez cały czas bacznie wpatrywał się w stojącego nieopodal mężczyznę.

- Wasze Zanpakutou czy Kidou nie są w stanie mnie powstrzymać – oznajmił spokojnie Jin, przenosząc spojrzenie swoich czerwonych oczu z pociemniałych, szafirowych tęczówek dziewczyny na stalowe mężczyzny. – W ostatecznym rozrachunku, wy będziecie jedynymi ofiarami dzisiejszej nocy.

Ruszyli na siebie tak szybko i nagle, że Rei nie miała czasu, by zareagować. Miecz bruneta ponownie przyjął kształt długiej katany i zetknął się z osłoniętym wiatrem ramieniem Kariyi. Wybuch reiatsu powalił ją na kolana. Gdy mogła ponownie na nich spojrzeć, dłoń Bounto dotykała szyi Shinigami, zaś Senbonzakura leżała spokojnie na ramieniu przeciwnika. Obaj patrzyli na siebie zdziwieni.

- Podziwiam cię za atak przeciwko Senbonzakurze, gdy jesteś nieuzbrojony – w głosie Byakuyi z trudem można było zauważyć ten podziw, o którym właśnie wspomniał. Triumfalnie spojrzał na nacięcie, które ostrze zostawiło na ciemnej skórze mężczyzny. – Ale z tej odległości mógłbym bez problemu ściąć ci głowę.

- Zanim to się stanie, ty stracisz własną – zaoponował Jin, patrząc na arystokratę bez strachu.

Eiki zaklęła, gdy mężczyźni ponownie zniknęli z jej pola widzenia w shuunpo, za którymi nie mogła nadążyć. Tylko bardzo częste uderzenia Senbonzakury mówiły jej, że obaj walczą w pobliżu. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia, gdy zobaczyła plamę krwi rozbryzgującą się w powietrzu. Chwilę później jej oczom ukazał się krwawiący Kuchiki i Kariya, trzymający dłoń zaciśniętą na ostrzu miecza.

- Taniec wiatru!

- Rozprosz się, Senbonzakura!

Dwie komendy zabrzmiały jednocześnie z ruchem brunetki, która trzymając w dłoni rękojeść odpieczętowanej katany skierowała ostre kryształy w stronę Jina. Wokół walczących zaroiło się od pyłu, ziemi i uwolnionych fragmentów Zanpakutou wirujących na porywającym wietrze przywołanym przez Bounto.

- Pokonanie Kuchiki Byakuyi i Eiki Rei jest dziecięcą zabawą – stwierdził, patrząc z uśmiechem wyższości w zmrużone oczy arystokraty.

- Jesteś szalony!

Dziewczyna trzymała rękojeść Kaze no Kitai w lewej ręce, starając się nie obciążać zranionego barku, ale i tak siła żywiołu była ogromna.

- Getsuga Tenshou! – z wdzięcznością przywitała krzyk, po którym w ogromne tornado uderzył błękitny promień pochodzący z Zangetsu. Badawcze spojrzenie ciepłych, karmelowych oczu, tak mocno kontrastujących z zimnym wzrokiem Byakuyi podniosło ją na duchu. Chwilę później śmiertelnik stał obok niej. – Nie powinnaś się forsować.

- A ciebie nie powinno tu w ogóle być – odgryzła się, koncentrując ponownie na walczących. – Ale dobrze, że nie odeszliście.

- Hej, Byakuya – chłopak zawołał patrzącego nań ze zdziwieniem mężczyznę. Oparł sobie miecz na ramieniu i chytrze spojrzał na starszego. – Jak to jest, że zaraz po odmówieniu nam pomocy, walczysz tak zaciekle?

Stali naprzeciw siebie. Trójka Shinigami i Bounto, który chciał ich zniszczyć.

- Kurosaki Ichigo – w głosie Kariyi dominowało niedowierzanie. – Nie sądziłem, że spotkam cię tak szybko.

- Życie – chłopak uśmiechnął się, ale jego spojrzenie zostało poważne, gdy zerknął na rannego zwierzchnika szóstego składu. – Byakuya, wszystko z tobą w porządku?

- Nie jesteś tu potrzebny – chłodna odpowiedz partnera sprawiła, że krew Eiki zawrzała. Zacisnęła dłonie w pięści. – Jeśli się wtrącisz, uznam cię za wroga.

- Byakuya! – wrzasnęła wściekła brunetka, patrząc na jego wyprostowaną sylwetkę. Tymczasem Jin zaczął wchłaniać w siebie niezliczone ilości duchowych cząsteczek, lecząc się i wzmacniając.

- Społeczeństwo Dusz jest stworzone z tych cząsteczek, które są dla nas pożywieniem i budulcem – wyjaśnił Bounto, widząc zdziwienie na twarzy pomarańczowowłosego. – Dopóki mamy do nich dostęp, jesteśmy niezwyciężeni.

- A zatem oni używają naszego świata do leczenia się? – zapytał cicho Kuchiki, nie oczekując od nikogo odpowiedzi. Kurosaki ustawił Zanpakutou w pozycji bojowej.

Kariyę okrył tuman pyłu, zaś Ichigo złapał miecz w charakterystyczny dla niego sposób. Rei zastanowiła się, czy nie pójść w jego ślady, ale wiedziała, że znieczulenie może przestać działać w każdej chwili.

- Bankai! – z mgły, która na moment się wokół niego pojawiła najpierw wyłonił się całkowicie czarny miecz, potem cała sylwetka chłopca. – Tensa Zangetsu.

Rzucił się na Jina zanim którekolwiek z oficerów Gotei 13 miało okazję zaprotestować. Uderzał w niego z różnych stron, starając się poczynić jak największe szkody, ale na nic się to nie zdało. Oczy Eiki nie nadążały nad nimi, ale dziewczyna widziała, że Byakuya cały czas śledzi uważnie przebieg walki. Zachłysnęła się własnym oddechem, gdy zauważyła, że mężczyzna wypuszcza miecz z rąk. Zanpakutou wsiąknął w ziemię i nagle wyłoniło się z niej mnóstwo ogromnych ostrzy, tworzących korytarz.

- Bankai. Senbonzakura Kageyoshi.

Dopiero w momencie, gdy wszystkie miecze rozpraszały się na niezliczoną ilość płatków kwiatów, Kurosaki i Kariya zwrócili uwagę na zdesperowanego Byakuyę. Wielka fala jaskrawych igieł pomknęła w ich kierunku, niszcząc wszystko na swojej drodze. Uderzyła z impetem w miejsce, z którego natychmiast odskoczyli dwaj walczący.

- Stoisz mi na drodze – warknął do Ichigo. Rei na moment ukryła twarz w dłoniach. Po chwili wszyscy osunęli się na dno ogromnego krateru, powstałego przez uderzenie Bankai. Troje ubranych na czarno Shinigami wpatrywało się uważnie w Bounto, nienoszącego żadnych śladów po stoczonej walce.

Gdy Kurosaki ruszył swoją pełną prędkością, oczy pozostałych zarejestrowały tylko głęboki, nieregularny rów, który pojawił się znikąd między nimi i ich przeciwnikiem. Jego cios, którym uderzył w Jina, zostawił otwarte pole dla Byakuyi, niezwłocznie wykorzystującego okazję do wyprowadzenia ataku Senbonzakurą. Ichigo odskoczył na bezpieczną odległość, gdy drobne ostrza natarły na Kariyę. Jednocześnie usłyszał krzyk Eiki.

- Bakudou, numer 8. Bariera – przed chłopakiem utworzyła się jasna tarcza, która zniwelowała moc uderzenia odprysków Zanpakutou. – Byakuya! Już wystarczy! Czy ty próbujesz zabić swojego sojusznika?

- Siedź cicho, Rei – syknął, skoncentrowany na wrogu mężczyzna. – A tobie chyba powiedziałem, że stoisz mi na drodze, chłopcze.

W następnej chwili wichura zniszczyła osłonę Kidou i pomarańczowowłosy musiał ratować się ucieczką. Oczy brunetki rozszerzyły się, gdy Bounto zniknął sekundę później. Kaze no Kitai podążyła za szybującym w powietrzu Shinigami za późno. Kariya zdążył pojawić się obok niego i mocno uderzyć. Ichigo odkaszlnął krwią. Następnie białowłosy popchnął go na ścianę krateru, w którą wbił się z głośnym hukiem. Pole widzenia ograniczała mu krew, płynąca z rozciętego łuku brwiowego. Rei zaklęła głośno, nie przejmując się tym, czy Kuchiki ją usłyszy. Rozejrzała się, szukając czegoś, co mogłoby dać im jakąkolwiek przewagę, gdy wyczuła lekkie pulsowanie reiatsu, dobiegające spoza terenu walki. Słyszała, że Jin coś mówi do Ichigo, ale zignorowała to, skupiając się wyłącznie na słabej sygnaturze duchowej. Z powodu naporu siły trojga gigantów nie mogła się zorientować, kto znajduje się tak blisko, ale miała nadzieję, że jest to ktoś, kto szybko zakończy tą walkę. Zastanawiała się, czy nie powinna odejść, by przyprowadzić zbłąkaną duszę, ale gdy zobaczyła, że Zangetsu zranił Kariyę, postanowiła zostać i obserwować rozwój wydarzeń. Ułamek sekundy później musiała rzucić kolejne zaklęcie, by uchronić się przed olbrzymią falą uwolnionej Senbonzakury. Zakrwawiony Bounto zaczął absorbować cząsteczki duchowe i uzdrawiać się z ogromną prędkością, gdy na niebie rozbłysło jasnoniebieskie światło. Jednocześnie Eiki rozpoznała, do kogo należy duchowa energia i jej dłoń, trzymająca rękojeść uwolnionej Kaze no Kitai, lekko zadrżała. Ogromna kula świetlna uderzyła w krater, gdzie wcześniej walczyli Ichigo, Byakuya i Jin, którzy natychmiast odskoczyli. Brunetka zasłoniła oczy prawą ręką, lekko sycząc z bólu, jako że znieczulenie powoli przestawało działać, a gdy ponownie spojrzała przed siebie, jej pole widzenia przesłaniał odwrócony do niej plecami srebrnowłosy młodzieniec w długim haori z wyszytym symbolem dziesiątej dywizji.

- Shirou – imię chłopaka wymknęło się z ust dziewczyny i odetchnęła z ulgą. – Co ty tu robisz? Myślałam…

- Cicho, Rei – spokojny głos Hitsugayi dotarł do ogłuszonej hukiem oficer. – Ran'Tao wkroczyła do akcji, a ja cię stąd zabieram.

- Zabierasz? – zdezorientowana Shinigami patrzyła pytająco na swojego dowódcę, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. – A Byakuya? I Kurosaki?

- Poradzą sobie – uciął szybko. – A ty nie. Idziemy.

Rei zapieczętowała Zanpakutou i schowała ją do pochwy, w końcu postanawiając wrócić do swojego oddziału. Za długo z tym zwlekała i zaczynała już mieć wyrzuty sumienia. Zauważyła też, że jej dowódca, chociaż nadal zwraca się do niej dość chłodno, przestał patrzeć na nią z niechęcią w oczach, jak to było, gdy się rozstawali w gniewie. Rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie zwierzchnikowi szóstej dywizji i podążyła za Toushirou, zupełnie nie zwracając uwagi na wyłaniającą się z kłębów dymu kobietę.

Rant bety: Zbetowałam to tylko i wyłącznie ze względu na ładny komentarz od niejakiej Shimari. Senkju weri macz ukłon Jeśli ktoś jeszcze to czyta i czeka na kolejne rozdziały, to polecam stosowanie właśnie tej taktyki, tym bardziej, że stałam się niedawno posiadaczką cudownych skarbów, które powinny odebrać mi jakiekolwiek życie towarzyskie i swoją tajemniczą mocą, sprawić, że cała moja energia zostanie przez nie wyssana. Poznajcie moi drodzy Crania (czaszka) i Karton (giełd z anatomii), być może kiedyś napiszę o nich opowiadanie (chociaż prędzej wytworzę jakieś wybielaczowe zboczone małe stworzonko, zawierające GL!Hitsugayę).