Rozdział 7
Siedzieli w trójkę w gabinecie dowódcy w kwaterze głównej dziesiątej dywizji: Toushirou za ogromnym biurkiem, Rangiku na kanapie, zaś Rei na parapecie. Młody kapitan poprosił obie, by razem z nimi wysłuchać raportu trzynastej dywizji.
- Wykryliśmy dziwną aktywność wśród mieszkańców dystryktu Kusajishi – oznajmił, rzucając spojrzenia w stronę obecnych w pomieszczeniu kobiet. Matsumoto zawsze przyciągała wzrok mężczyzn, ale tym razem to głównie Eiki była w centrum uwagi, gdyż gojąca się rana na barku nie mogła znieść lekkiego nacisku hakamy i dziewczyna musiała nosić wyłącznie swój przylegający do ciała kostium odsłaniający ramiona. Mimo kilku godzin spędzonych w szpitalu pod opieką Isane, nadal nie wydobrzała od ataku Quincy.
- Dziwną aktywność? – Hitsugaya podniósł wzrok, do tej pory uważnie studiujący powierzchnię biurka, w poszukiwaniu nieistniejących drobin kurzu.
- Ktoś zebrał wszystkich włóczęgów z okolicy i zmusił ich do wycinki drzew z lasu Kusajishi – wyjaśnił łącznik. Rudowłosa wice-kapitan spojrzała pytająco na swojego zwierzchnika.
- Czy to robota Bounto? – zapytała od okna brunetka, bawiąc się swoimi długimi włosami. Młody mężczyzna ze składu Ukitake musiał być nowym (i chyba nieco nierozgarniętym) nabytkiem, bo zapatrzył się na dziewiątą oficer i dopiero jej ironiczny uśmiech sprawił, że odpowiedział na zadane pytanie.
- Podobno sponsorem jest jedno z nielegalnych kasyn działających w dystrykcie – stwierdził, zmuszając się, by spojrzeć na zniesmaczonego Hitsugayę. Chłopak odnotował sobie w myśli, żeby porozmawiać z dowódcą trzynastego składu o łącznikach i ich zachowaniu w obecności innych wysokich oficerów Gotei 13. I ładnych dziewczyn, pomyślał wreszcie, patrząc na obie towarzyszki.
- Sądzisz, że ktoś zza kulis pociąga za wszystkie sznurki? – zapytał, spoglądając znacząco na kobiety.
- Posiadam informacje, które jednoznacznie na to wskazują, kapitanie.
- Co robimy? – zapytała Matsumoto, wpatrując się w młodzieńca. Światło padające zza ogromnego krzesła, na którym siedział, tańczyło na jego jasnych włosach.
- Znaleźliśmy ważny ślad – powiedział zamyślony, podnosząc się i opierając dłonie na blacie biurka. – Taki, który musi zostać sprawdzony.
- Kogo zamierzasz wysłać? – zapytała Eiki, zeskakując sprawnie z parapetu. W nocy, którą spędził razem z nią w sali zabiegowej, gdzie porucznik Kotetsu próbowała przywrócić ją do stanu używalności, wyjaśnili sobie sprawę dotyczącą Nemu i Shirou streścił przyjaciółce historię poszukiwań Ran'Tao. Brunetka skrzywiła się gorzko, gdy chłopak opowiedział jej o staraniach Kyouraku, by on przestał się gniewać. – Kogoś z naszej dywizji, czy z innej?
- Cóż… – uśmiechnął się przebiegle. – Na razie mam zamiar zobaczyć się z Abaraim.
- Z Renjim? – zapytały obie, posyłając sobie zdziwione spojrzenia.
- Abarai miał najbliższy kontakt z Bounto spośród osób, które zostały wysłane na Ziemię – stwierdził spokojnie, ale w jego wzroku kobiety zauważyły nową nadzieję. – Liczę, że coś z tego kontaktu wyniósł. Matsumoto, zostań w kwaterze głównej i odbieraj raporty. Rei, idziesz ze mną.
Brunetka uśmiechnęła się i podążyła za swoim dowódcą, zastanawiając się, co się stało z Byakuyą, Kariyą, Kurosakim i Ran'Tao.
Księżyc lśnił wysoko na niebie, gdy Eiki spotkała się z Renjim i Toushirou w gęstym lesie otaczającym dystrykt Kusajishi w Rukongai. Otrzymała zadanie odnalezienia jakichkolwiek anomalii, podczas gdy jej dowódca zamierzał przesłuchać porucznika szóstego składu pod kątem jego doświadczeń w walce z wrogiem. Zeskoczyła z wysokiego drzewa, ledwo widoczna w ciemności panującej w lesie.
- Znalazłam ich – wydyszała, przerywając mężczyznom rozmowę. – Wygląda na to, że Bounto i ich sojusznicy zbierają się głęboko w lesie.
- Informacje, które przekazała nam Matsumoto wskazują na to, że zebrali dość sporo dusz, które zamierzają podążyć za nimi – westchnął zaniepokojony młodzieniec, patrząc uważnie na swoją podwładną.
- W rezultacie dzielnica wygląda na opuszczoną – dodał Renji, mrużąc oczy.
- Co robimy? – zapytała brunetka, zerkając na towarzyszy.
- Skoro już tu jesteśmy, nie zaszkodzi przyjrzeć się z bliska sytuacji – zadecydował Hitsugaya, otrzepując haori. – Musimy pamiętać, że mieszkańcy Rukongai też są obywatelami Społeczeństwa Dusz, nieważne jak nierozważnie działają. Nie wolno nam narażać ich na dodatkowe niebezpieczeństwo.
Rei doskonale wiedziała, że słowa zwierzchnika są prawdziwe. Z drugiej strony, w duszy drżała z niepokoju, gdyż nie wiedziała, czy będzie potrafiła się powstrzymać przed zranieniem mieszkańców Kusajishi. Czemu, do jasnej cholery, Bounto musieli trafić do tej przeklętej dzielnicy? Obiecałam nigdy nie wrócić do Kusajishi, ale nie mogę zignorować rozkazu Shirou, myślała, mocno zaciskając pięści. Głęboko zamyślona nie zauważyła badawczego spojrzenia, które rzucił jej chłopak. Z otępienia wyrwały ją słowa Renjiego, których nie dosłyszała i zobaczyła, że czerwonowłosy przypina pochwę z mieczem do pasa zawiązanego wokół hakamy. Zmarszczyła brwi.
- Renji, czy z twoim Zanpakutou wszystko w porządku? – zapytała zmartwiona, pamiętając, jak ciężką potyczkę z Ugakim stoczył zaledwie dwa dni temu. Widząc pytające spojrzenie mężczyzny, wyjaśniła, czemu pyta. – Na Ziemi skorzystałeś z Higa Zekkou… Czy Zabimaru już wydobrzał po tym ataku?
- Nie martw się. Do walki ze zwykłymi duszyczkami nie potrzebuję uwalniać Shikai.
- A co zrobisz, jeśli pojawią się Bounto? – zapytał srebrnowłosy, wpatrując się w pewnego siebie, uśmiechniętego Abaraia, który zbladł po usłyszeniu pytania. Toushirou westchnął. – Najwyżej odegrasz rolę posłańca i zawiadomisz Seireitei o niebezpieczeństwie.
- Jesteś wredny, kapitanie Hitsugaya – wymamrotał pod nosem, patrząc na poruszającego się spokojnym krokiem chłopaka.
- Idziemy – młodzieniec zerknął na dwójkę stojących za nim oficerów i popędził ich.
Pobiegli przez las, kierując się ku znienawidzonej przez Rei dzielnicy. Czując niemal niedostrzegalną energię, należącą do pospolitych dusz, dziewczyna wysunęła się przed swojego zwierzchnika i zaatakowała dwóch mężczyzn tylko przy pomocy dłoni. Zgodnie z rozkazem, nie zamierzała sięgać po broń. Wszyscy się zatrzymali.
- Czujesz to? – zapytała, patrząc na przyjaciela. – Shinigami.
- Prawdopodobnie Ichinose – dodał Renji, uderzając trzeciego napastnika, który próbował zajść grupkę od tyłu.
- Rei, Abarai, zajmijcie się nimi – krzyknął Hitsugaya, już biegnąc w stronę, z której dobiegało pulsujące reiatsu. – Później do mnie dołączcie.
- Tak jest! – odkrzyknęli, wdając się w walkę z napływającymi falami atakujących.
Eiki sięgnęła do swoich kostek i w jej dłoniach błyskawicznie znalazły się dwa sztylety. Starała się robić tak wiele uników, jak się dało, atakując napastników uderzeniami rękojeści noży w ich odsłonięte karki, co skutkowało natychmiastową utratą przytomności. Poruszając się po polanie lekkim, niemal tanecznym krokiem, zastygła z przerażenia, gdy usłyszała krzyk.
- Eiki-shukun!
Wszyscy zamarli. Zdziwiony Renji przyglądał się, jak wszyscy napastnicy z lękiem podchodzą do dziewczyny, która natychmiast się wyprostowała z godnością. W jej pozie pojawiło się lekceważenie, ale mężczyzna, znając i przyjaźniąc się z nią od kilku dobrych lat, bez trudu zauważył, że przerażenie w jej oczach powoli zmienia się we wściekłość.
- Kikou – wypowiedziała imię młodego mężczyzny, który zadrżał pod jej lodowato zimnym spojrzeniem. Kilku starało się możliwie niepostrzeżenie wycofać, ale na krótkie skinięcie dziewczyny, Renji zatrzymał ich w miejscu. – Wiesz, że teraz, gdy mnie tu zobaczyłeś, nie mogę ci pozwolić wrócić?
- Ale… Shukun… – zaprotestował, patrząc jej błagalnie w oczy.
- Sprawa przedstawia się jeszcze gorzej – dodała, rzucając przepraszające spojrzenie wice-kapitanowi szóstego składu. – Ponieważ mnie widzieliście, musicie zginąć.
- Rei… – Renji ostrzegawczo podniósł głos, ale brunetka już przyspieszyła do shuunpo i kilku upadło pod uderzeniami jej sztyletów. Teraz celowała w serca. – Cholera jasna.
Mężczyzna dorównał jej w prędkości i chwycił jej nadgarstek, ale zrobił to trochę za późno: brunetka zdążyła zabić ośmiu napastników. Pozostali rozbiegli się w panice, zostawiając za sobą wściekłą Shinigami i zmasakrowanych ziomków.
- O co w tym chodziło? – zapytał poważnie, trzymając ją w silnym uścisku. – Ten chłopak nazwał cię „shukun", mistrzyni. Kim on jest? I kim ty, do diabła, jesteś?
- Puść mnie, Renji – odpowiedziała groźnie. – Nie mogę ci powiedzieć, więc natychmiast mnie puść.
- Odpowiesz mi, albo…
- Hadou, numer 4. Biała błyskawica – Abarai nabrał się na tą samą sztuczkę, na którą zazwyczaj nacinał się Ikkaku. Zaklęcie poraziło go i patrząc zdziwionym wzrokiem na towarzyszkę, przygarbioną i zrezygnowaną, postanowił o nic więcej nie pytać. Po chwili spojrzała na niego. – Kiedyś ich uczyłam walki krótką bronią, uczyłam ich zabijać. Teraz, ponieważ pozwoliliśmy im uciec, mój dawny trener dowie się, że nie tylko jestem w Rukongai, ale też tego, że pracuję z Shinigami.
- Czego się boisz?
- Nie boję się – wyszeptała. – Po prostu nie chcę go zabić, gdybym przez przypadek miała się z nim spotkać.
Czerwonowłosy zrozumiał, że nie wiedział wszystkiego, co powinien o niej wiedzieć, jako przyjaciel. Westchnął, postanawiając zostawić cały ten bałagan na barkach Hitsugayi. Miał świadomość, że nie postępuje fair wobec dowódcy dziesiątego składu, ale nie miał pojęcia, jak inaczej sobie z tym poradzić.
- Chodźmy – zaproponował. – Musimy pomóc twojemu zwierzchnikowi.
Skinęła głową i skierowała się w stronę, gdzie kilkanaście minut wcześniej zniknął Toushirou. Od jakiegoś czasu czuli narastające reiatsu i powoli strach zaczął ogarniać serce młodej oficer.
Hitsugaya nie czuł żadnych wyrzutów sumienia, zostawiając dwoje utalentowanych oficerów sam na sam z zagrożeniem. Mając w pamięci plany Rukongai, wiedział, że za moment wybiegnie na większą polanę na obrzeżach Kusajishi. Przeskakując ostatnie zwalone drzewa, uśmiechnął się lekko, krzyżując spojrzenie z nieznajomym Shinigami, który trzymał dłoń na rękojeści Zanpakutou.
- Znalazłem cię! – po chwili chłopak zmarszczył brwi, lustrując stojącego nieruchomo mężczyznę. – Kim, do diabła, jesteś?
- Ichinose Maki.
- To ty jesteś Shinigami, który udzielił pomocy Bounto – Toushirou bardziej stwierdził fakt, niż spytał, ale oczekiwał odpowiedzi od stojącego naprzeciw wroga.
- Nie jestem Shinigami – stoicki spokój Ichinose zaczynał powoli działać srebrnowłosemu na nerwy. – Podążam za wielkim panem Kariyą.
Shirou zerknął na boki, zauważając nagle, że są sami. Wcześniej nie zwrócił na to uwagi, koncentrując się na postaci uzbrojonego mężczyzny, ale teraz zaczął uważniej studiować otoczenie i z przerażeniem stwierdził, że nikogo poza nimi nie ma w pobliżu.
- Gdzie są pozostali Bounto? – zapytał przez zaciśnięte zęby.
- Nie muszę ci odpowiadać – Ichinose jednym, płynnym ruchem ręki wyciągnął z pochwy miecz. Ostrze zalśniło w blasku księżyca.
- W takim razie muszę sobie wziąć tą odpowiedź siłą – warknął dowódca dziesiątego składu, trzymając Zanpakutou w jednej dłoni i przygotowując się do walki. – Atakuj!
Brunet natychmiast ruszył w stronę młodego kapitana. Dwa miecze zderzyły się w głuchej ciszy panującej w dystrykcie Kusajishi. Oczy Toushirou zwęziły się niebezpiecznie.
- Czemu walczysz dla Bounto, gdy jesteś tak uzdolniony? – zapytał, z trudem parując cios. Ostatnie uderzenie poczuł w całym ciele i przeklął pod nosem swój niski wzrost. Przypomniały mu się słowa, które niedawno wypowiedział do Rei, każąc jej popracować nad siłą fizyczną. Mi samemu przydałby się trening wysiłkowy, pomyślał gorzko.
- Dostrzegłem sprawiedliwość w dążeniach mistrza Kariyi – odpowiedział Maki, skupiając się na znalezieniu słabego punktu oficera Gotei 13. – W Społeczeństwie Dusz nie istnieje żadna sprawiedliwość. Dlatego Kariya-sama je oczyści.
- Ty draniu – wysyczał Shirou. W tym samym momencie wyraz twarzy mężczyzny zmienił się i odskoczył kilka metrów od nastawionego bojowo młodzieńca. Chłopak lekko odwrócił głowę, wyczuwając, że z jednej strony zbliżają się do niego Kurosaki i Quincy, zaś z drugiej samotna Rei. Gdzie jest Abarai? – Kurosaki Ichigo?
- To ty, Toushirou? – zapytał pomarańczowowłosy, zaś nadchodząca brunetka parsknęła śmiechem. Miała świadomość, jak jej zwierzchnik nie lubi, gdy ktoś zwraca się do niego po imieniu, a do niej przez długi czas się przyzwyczajał.
- Dla ciebie, kapitan Hitsugaya – warknął, wiedząc, z czego śmieje się jego podwładna. Ona sama bardzo dawno nie usłyszała tych słów.
- Co się dzieje w tym lesie? – zapytał śmiertelnik, patrząc na dwoje Shinigami z dziesiątego składu i stojącego daleko w tyle intruza. Chwilę później przy stojących pojawił się Renji.
- Abarai, Rei, czemu przyszliście oddzielnie?
- Zatoczyliśmy dwa półkola wokół tej polany i usunęliśmy zagrożenie – odpowiedziała całkowicie zgodnie z prawdą brunetka. – Buntowników było naprawdę niewielu, co mi się bardzo nie podoba.
Zastępca Byakuyi też chciał coś wtrącić, gdy od strony lasu dobiegł ich paniczny krzyk. Eiki skrzywiła się, gdyż natychmiast rozpoznała ten jasny, dziewczęcy głos.
- Zatrzymaj się, zatrzymaj! – widok, który przedstawiała sobą Inoue był naprawdę komiczny: dziewczyna jechała na knurze, zaś za nią siedział spokojny Sado, trzymający wodze. Zwierzę wyhamowało tuż przed zaskoczonymi Shinigami i Ishidą. Orihime odważyła się otworzyć oczy i uśmiechnęła się, zdziwiona. – Kurosaki-kun?
- Co wy tu robicie? – zapytał, potrząsając głową, by pozbyć się z pamięci widoku podskakującej na grzbiecie świni przyjaciółki.
- Ganju-kun właśnie w tym momencie… – przerwał jej głośny huk dobiegający od strony lasu, gdzie potomek klanu Shiba wraz z przyjaciółmi postanowił pomóc przybyszom z Seireitei i zabrał się za pogrom buntowników. – Przyjechaliśmy tu razem, żeby rozprawić się z ludźmi, którzy zebrali się w lesie, ale okazuje się, że tutaj prawie nikogo nie ma.
- O co w tym wszystkim chodzi? – Shirou rzucił w powietrze pytanie, na które nikt nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Nagle oczy Yasutory rozszerzyły się.
- Co się stało, Chad? – Ichigo jako pierwszy zareagował na tą drobną zmianę.
- Jeden z Bounto jest w stanie manipulować wymiarami, jak Nova – oznajmił.
- Ten starzec, z którym walczyła Rangiku-san – kawałki układanki nagle trafiły na swoje miejsce i młoda oficer zaklęła pod nosem. Jej kapitan zgromił ją spojrzeniem.
- Spóźniliście się – zza stojącej grupki zabrzmiał głos Ichinose. Odwrócili się, by spojrzeć na stojącego spokojnie byłego Shinigami. – Kariya-sama i jego armia są już w drodze do Seireitei, a ja nie pozwolę wam za nim podążyć.
- Ty nam nie pozwolisz? – zapytał Hitsugaya, za którym zgromadził się spory, bardzo silny oddział. – Ja możesz być tak pewny siebie, skoro stoisz naprzeciw tak wielu wojowników? Rei, zostań ze mną. Mogę potrzebować wsparcia. Kurosaki… Zbierz pozostałych i ruszajcie za Kariyą.
- Kapitanie Hitsugaya… – zaprotestował słabo Abarai, zerkając na dwóch wpatrujących się w siebie złowieszczo Shinigami.
- Nie sądzę, że Seireitei łatwo się podda, ale Bounto stali się dużo silniejsi odkąd tu przybyli – stwierdził chłopak, całkowicie ignorując Renjiego. Zmrużonymi oczami wpatrywał się w dal, w stronę miasta, czego jego wzrok nie mógł dosięgnąć.
- Rozumiem – Kurosaki spojrzał poważnie na czerwonowłosego przyjaciela i skinął głową. – Idziemy.
- Powiedziałem, że nie pozwolę nikomu przejść – Ryoka machnął zamaszyście swoją kataną, stojąc na drodze ekipie, która miała ostrzec Gotei 13. Zanpakutou rozbłysnął wewnętrznym światłem i mężczyzna zatoczył nim okrąg. – Świeć jasno, Nijigasumi.
Zebranych na polanie oślepiło jasne światło pochodzące z ostrza. Daliśmy mu okazję uwolnić Shikai, pomyślała z przerażeniem Rei. Domyślała się tylko, jak silny może być ten intruz, skoro Shirou nie odesłał jej razem z pozostałymi do Seireitei. Tymczasem wspomniany młodzieniec prychnął pod nosem i rzucił się na przeciwnika, który rozpłynął się na ich oczach jak fatamorgana.
- Co się dzieje? – mruknął pod nosem, tracąc pozostałych z pola widzenia. Wszystko zrobiło się oślepiająco jasne i chłopak stracił poczucie dystansu. – To jest…
Nie zdążył dokończyć, gdy zauważył cień i instynktownie ruszył na niego, tylko, by skrzyżować Hyorinmaru z Zabimaru.
- Kapitanie Hitsugaya!
- Abarai? – w głosie srebrnowłosego słychać było niepomierne zdziwienie. – Co ty tu robisz?
- To moja kwestia – odpowiedział, odsuwając Zanpakutou. On również sprawiał wrażenie zdezorientowanego. – Kiedy myślałem, że zaraz uderzę w Ichinose, pojawiłeś się ty, kapitanie.
- Coś ty powiedział? – oczy chłopaka rozszerzyły się niebezpiecznie. Rozejrzał się po rozjaśnionej przestrzeni i wrzasnął, ile sił w płucach. – Nie ruszajcie się! Jest możliwe, że zaczniemy się nawzajem atakować.
Nagle obok nich pojawiła się dysząca od biegu Rei, która natychmiast przywołała swój Zanpakutou do zapieczętowanej formy i oparła się na nim, uspokajając swój oddech.
- Co ty tu robisz? – zapytał jej przełożony, patrząc na nią. – Jak nas znalazłaś?
- To nie ja – odpowiedziała. – To Kaze no Kitai was znalazła. Ja szłam za nią. Co się tutaj dzieje? To jest moc Zanpakutou Ichinose?
- Masz rację, dziewczynko – Shirou parsknął śmiechem, gdy zobaczył wściekłość w oczach przyjaciółki. – Mój Nijigasumi jest Zanpakutou opartym na świetle, które bierze we władanie otoczenie, na które pada. Efektem jest powstanie zupełnie nowego wymiaru, w którym się znajdujecie.
- Jeśli my go nie znajdziemy, on nas wykończy – stwierdził Renji, stojąc plecami do dwojga pozostałych Shinigami. Wszyscy uważnie się rozglądali.
- Tutaj umrzecie – oznajmił bezcielesny głos intruza.
- Uważajcie na siebie! – wrzasnął Hitsugaya, czując dreszcze przemykające po jego wyprostowanym do granic możliwości kręgosłupie.
Nagły wybuch reiatsu powalił na kolana nawet Kurosakiego i Toushirou. Jasny wybuch światła na moment wszystkich oślepił, zaś miecz, który miał zadać śmiertelny cios Sado został zablokowany przez bezimienny Zanpakutou. Iluzja Ichinose natychmiast się rozproszyła. Z ust trojga oficerów Gotei 13 wyrwały się westchnienia ulgi. Nad wrogiem górował uśmiechnięty gorzko dowódca jedenastego składu, Zaraki Kenpachi.
- Kopę lat, Ichinose – jego głęboki głos poniósł się echem po lesie. Jednym ciosem katany odepchnął mężczyznę i popatrzył zamyślonym wzrokiem na grupkę najmłodszego kapitana. Zza jego pleców wyłoniła się udekorowana różowymi włosami głowa jego pociesznej porucznik, Yachiru.
- Znaleźliśmy Ichiego – powiedziała roześmiana. Tymczasem po pobieżnej ocenie stanu zebranych jej zwierzchnik zwrócił się do pomarańczowowłosego chłopca.
- Ichigo, skoro już wpadłeś z wizytą, to zajrzyj do kwatery głównej jedenastej dywizji, przywitać się z chłopakami – zaproponował głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Może innym razem – odpowiedział grobowym tonem, nie patrząc na zwijającą się ze śmiechu Eiki. Tymczasem Shirou zignorował podwładną i zwrócił się prosto do przybysza.
- Zaraki…
- Widzę, że dzieją się tu interesujące rzeczy – Kenpachi przerwał mu, zupełnie nie przejmując się tym, że sama jego obecność, choć na początku pożądana, teraz doprowadzała srebrnowłosego do szału.
- Kapitanie Zaraki, Bounto kierują się w stronę Seireitei – zaczął Renji, przypominając sobie czas, kiedy był jednym z podwładnych mężczyzny. Tymczasem oczy Eiki i Ishidy zwrócone były na klęczącego na ziemi Ichinose, który nadal nie mógł się pozbierać po ataku czystego reiatsu Kenpachiego. – Te intruz do tej pory stał nam na drodze…
- Zaraki Kenpachi – odezwał się z klęczek, starając się uspokoić oddech.
- Ichinose. Słyszałem, że przyłączyłeś się do Bounto – stwierdził takim tonem, jakby mówił o pięknej pogodzie Rukongai. – Podobno masz powstrzymać tych tutaj… Jeśli nadal chcesz to zrobić, ja się nie wtrącę.
- Zaraki, ty draniu… – zaczął Toushirou, ale stanowczy uścisk ręki Rei, który poczuł na swoim ramieniu powstrzymał go. Spojrzał na nią pytająco, ale nic nie powiedziała. Wpatrywała się tylko wyczekująco w mężczyznę.
- Ale jeśli zostaniesz tutaj… – Kenpachi sprawiał wrażenie, jakby nie usłyszał słów nastolatka. – Wtedy wyświadczę ci przysługę i będę z tobą walczył.
Oczy wszystkich zebranych rozszerzyły się, gdy zrozumieli, że są świadkami bardzo zadawnionego sporu. Tymczasem Ichinose szybko podjął decyzję i wycelował miecz w swojego starego dowódcę. Rei i Shirou szybko wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Jeśli zwierzchnikowi jedenastego oddziału udałoby się odwrócić uwagę młodzieńca, oni mieliby szansę przedostać się do Seireitei. Chłopak skinął głową i przebiegł między pozostałymi zebranymi. Eiki natychmiast podążyła za swoim przełożonym.
- Idziemy – krzyknął i razem ze swoją przyjaciółką przyspieszył do shuunpo.
Dopiero nad ranem dotarli do muru otaczającego Seireitei. Zachodnia brama była zamknięta na cztery spusty i nikt z Shinigami nie mógł nic na to poradzić. Hitsugaya zaklął pod nosem i skierował się do Inoue, Kurosakiego i Ishidy, którzy stali przy rannym Jidanbou.
- Jest tak, jak myślałem – odezwał się zrezygnowany Renji, patrząc na pozostałych. – Ponowne otwarcie bram zajmie trochę czasu.
- Więc nie ma innej opcji – zadecydował Ichigo. – Jidanbou! Wybacz, że o to proszę, gdy jesteś ranny, ale czy mógłbyś podnieść dla nas bramę?
- Jasne – odpowiedział olbrzym, uśmiechając się głównie do Orihime. – Dajcie mi moment.
Chwilę później stali już na terenie miasta, patrząc ja olbrzymie wrota opadają na swoje poprzednie miejsce. Inoue jako jedyna została na terenie Rukongai, by pomóc ich wybawcy i pozostałym, którzy potrzebowaliby jakiejkolwiek pomocy. Zamiast niej, do grupy natychmiast dołączyła Matsumoto, która wyczuwszy reiatsu swojego dowódcy pospieszyła mu na spotkanie. Twarze obojga Shinigami z dziesiątej drużyny rozjaśnił uśmiech, gdy zobaczyli pojawiającą się znienacka rudowłosą wice-kapitan.
- Rozdzielamy się – zadecydował, patrząc na swój mały oddział, nad którym niespodziewanie objął dowodzenie. – Znalezienie i wyeliminowanie Bounto jest naszym priorytetem.
- Tak jest – odpowiedzieli równocześnie Ichigo, Ishida, Sado i Renji, odwracając się w przeciwne strony i szybko oddalając od Hitsugayi i jego dwóch podwładnych.
- Te same rozkazy dotyczą nas – chłopak spojrzał na Rangiku i Rei. Kobiety skinęły z powagą głowami, gdy ich uwagę przykuł czarny motyl siadający na wyciągniętej dłoni starszej z nich. Oczy pozostałej dwójki zwęziły się niebezpiecznie.
- Wiadomość dla oficerów Gotei 13 – zaczęła referować. – Zgodnie z procedurami właściwymi dla dziewiątego stopnia zagrożenia wszyscy kapitanowie mają wspomóc swoją siłą obronę Seireitei. Za moment rozpocznie się awaryjne spotkanie dowódców.
Toushirou na moment się zamyślił. Wezwanie nadeszło w najgorszym czasie, ale nie mógł zignorować bezpośredniego rozkazu generała. Pokiwał głową z rezygnacją.
- Obowiązują was rozkazy – oznajmił, nie patrząc na nie. – Znaleźć i wyeliminować Bounto.
- Tak jest – obie zasalutowały swojemu zwierzchnikowi i zniknęły w shuunpo. Chwilę później w ich ślady poszedł on sam, kierując się ku kwaterze głównej pierwszego składu.
Kilka minut później stał w szeregu naprzeciw starego Yamamoto, wpatrując się w jego zmartwioną twarz naznaczoną zmarszczkami i bliznami. Mężczyzna spojrzał pobieżnie na zgromadzonych przed nim Shinigami i zazgrzytał zębami.
- Gdzie jest kapitan trzynastego składu, Ukitake Juushirou? – zapytał skrzekliwie.
- Śpi – odpowiedział bezczelnie Kyouraku. Toushirou musiał powstrzymać nieprzepartą ochotę, by parsknąć śmiechem. – Wydaje mi się, że nie czuł się zbyt dobrze.
- Rozumiem – Genryuusai nie zwrócił najmniejszej uwagi na ton wypowiedzi jednego ze swoich ulubionych uczniów. Powodem jego zmartwienia był głównie ubytek w szeregach kapitanów. Bez zdrajców i niedysponowanego Ukitake w czynnej służbie było zaledwie dziewięciu dowódców, co jeszcze należało pomniejszyć o Unohanę i jego samego. – Kapitan Soifon, jaki jest status straży?
- Wszyscy zajęli już wyznaczone pozycje – zameldowała, patrząc twardo przed siebie.
- Bardzo dobrze – uznał, lekko się odprężając. – Cieszę się, że Seireitei jest zdolne do tak szybkiej odpowiedzi.
- A ja jestem ciekawy czegoś innego – dodał Kurotsuchi, spoglądając spod oka na niskiego chłopca, który stał po jego prawej. – W czasie, gdy straże spisały się idealnie, co robił kapitan dziesiątego składu i jego dywizja? Słyszałem, że jego zadaniem było wyeliminowanie Ryoka, ale zamiast tego dopuścił do inwazji na miasto. Zastanawiam się, jak potrafisz bez problemu pokazać swoją twarz przed generałem…
- Nie mam zamiaru znajdować żadnych wymówek – wymamrotał, patrząc z wściekłością na dyrektora departamentu technologicznego. – Rzeczywiście, jestem odpowiedzialny za to wszystko.
- Nie przejmuj się, Hitsugaya-kun – pocieszył go stojący po jego drugiej stronie Shunsui. – Co się stało, to się nie odstanie. Teraz musimy się skupić na kolejnym posunięciu.
- Kapitanie Kuchiki, słyszałem, że już się zmierzyłeś z Kariyą – stwierdził nagle Komamura, patrząc na arystokratę. – Podobno to właśnie on przewodzi Bounto. Nalegałbym na przekazanie nam wszystkich informacji o wrogu.
- Ten mężczyzna potrafi kontrolować wiatr – odpowiedział bez najmniejszego wahania. – Wykorzystuje również duchowe cząsteczki do uzdrawiania się.
- Kim ty jesteś, żeby zmieniać temat? – wrzasnął Mayuri, patrząc na Sajina i Byakuyę. Wskazał palcem na zgarbionego srebrnowłosego młodzieńca. – Wydaje mi się, że powinniśmy zdecydować o winie kapitana dziesiątego składu.
- A mi się wydaje, że ta sprawa już została zamknięta – odpowiedział Kyouraku, patrząc ponad głową Shirou. – Możliwe, że powinniśmy porozmawiać o czymś innym. Na przykład o urządzeniu, które otrzymał Quincy… Bounto mogli tu przybyć tylko dlatego, że ktoś z departamentu technologicznego przekazał mu tą bransoletę. A przynajmniej tak słyszałem. Przyganiał kocioł garnkowi, co?
W oczach Hitsugayi pojawiły się iskry wściekłości, ale poczucie winy, które wybuchło ze zdwojoną siłą szybko je przepędziło. Słysząc kolejne słowa, przerzucane jak piłeczka między dwoma przeciwnikami, chłopak westchnął, zaś Yamamoto uderzył w podłogę drewnianą laską.
- Nie ma czasu, żeby się kłócić – warknął. – Macie natychmiast wyruszyć. Wszyscy oficerowie Gotei 13 mają rozproszyć się po całym mieście i nawiązać walkę z wrogiem. Waszym zadaniem jest zabicie Ryoka. Potrzebujemy miażdżącego zwycięstwa, dlatego każdy skład ma prawo działać indywidualnie. Jeśli chodzi o porażkę kapitana Hitsugayi, w rezultacie traci on dowodzenie nad misją.
Oczy Toushirou rozszerzyły się w szoku. Całkowicie rozumiał podstawy tej decyzji, ale oznajmienie mu tego w obecności pozostałych dowódców i bez wcześniejszego uprzedzenia lekko wytrąciło go z równowagi.
- Raporty mają być składane regularnie i dostarczane bezpośrednio do kwatery głównej pierwszej dywizji. To wszystko.
Zwierzchnicy dywizji zasalutowali i w tempie shuunpo zniknęli z sali obrad.
Rei biegła przez ulice Seireitei, oglądając się na boki. Najbardziej ją przerażało to, że Shinigami zwracali się przeciwko sobie, kontrolowani przez lalkę jednego z Bounto. Ona sama musiała kilka razy w biegu unieszkodliwić kilku natarczywych członków siódmej i drugiej dywizji. Zatrzymała się dopiero, gdy zauważyła, że w niebezpieczeństwie jest Nanao.
- Hadou, numer 33 – krzyknęła, kierując otwartą dłoń w stronę dwóch Shinigami, pochylających się nad leżącą porucznik ósmej dywizji. – Błękitny promień!
Pocisk energetyczny odrzucił obu od kulącej się kobiety. Eiki natychmiast znalazła się przy niej, podniosła podwładną swojego mentora i w kilku krokach shuunpo znalazła się daleko od niebezpiecznego miejsca.
- Dlaczego dałaś się tak zajść, Nanao-san?
- Kapitan Kyouraku wysłał mnie z misją – wyjąkała, próbując odzyskać oddech. – Ale w jej trakcie trafiłam na tych dwoje i nie potrafiłam ich zranić.
- Jaką misję dostałaś od Shunsui? – długowłosa brunetka zignorowała narzekania zastępczyni Kyouraku.
- Miałam znaleźć w departamencie technologicznym informacje o czymś, co kapitan nazwał Joukaishou – odpowiedziała, nadal zdezorientowana.
- Joukaishou? Co to takiego?
- Nie wiem, ale wierzę, że kapitan coś znalazł – nagle w głosie Ise dziewczyna usłyszała pewność, która również i ją zmotywowała. Jednocześnie na jej ręce usiadł motyl o czarnych skrzydłach i przekazał najnowsze wiadomości.
- Komamura, Soifon, Kurotsuchi i Hisagi nawiązali walkę z Bounto – oznajmiła. – A my teraz udamy się do kwatery głównej dwunastej dywizji, by dokończyć zadanie.
