Oto rozdział ósmy, w końcu. Powoli zbliżamy się do końca drugiego aktu Alternatywy. Potem nastąpią dwa one-shoty, a następnie najdłuższa część całej serii: Arrancar Saga.
Mam w planach również napisanie dwóch ładnych historii, jakichś side story, których bohaterami będą właśnie Toushirou i Rei… To jednak jest uzależnione od ilości wolnego czasu, co z kolei jest zależne od tego, ile kierunków będę studiować.
Bez dalszego narzekania i snucia planów, miłego czytania ^^
Rozdział 8
Toushirou i Rangiku przez cały dzień błąkali się po ulicach Seireitei, szukając jakichkolwiek oznak aktywności Bounto. Wyczuwali odległe wybuchy reiatsu poszczególnych kapitanów, raz nawet Kurosakiego, ale byli zbyt daleko, żeby zareagować na czas. Raporty, które do nich docierały mówiły o sukcesie Soifon i Kurotsuchiego, zaś motyl od Rei przekazał im wiadomość, że być może Kyouraku wpadł na pewien pomysł i ona ma zamiar to sprawdzić. Dopiero wieczorem, gdy miasto powoli rozświetlało się latarniami, trafili na ślad poszukiwanych.
- Kapitanie Hitsugaya – zaczął jeden z oficerów, którzy przynieśli nowe informacje. – Podobno w tamtych okolicach słyszano huk i krzyki.
Chłopak zacisnął zęby ze złości. Raport odnosił się do miejsca oddalonego tylko o kilka przecznic od departamentu technologicznego, do którego miała kierować się Eiki.
- Matsumoto, musimy go znaleźć – biegnąc, odwrócił się do podążającej za nim porucznik.
Wybiegając zza kolejnego rogu natknęli się na kilku leżących Shinigami z dziesiątej dywizji. Oczy Toushirou zwęziły się z wściekłości. Usłyszał jeszcze, jak jego towarzyszka wzywa oddział medyczny Unohany i podjął decyzję.
- Wróg jest bardzo blisko – oznajmił zebranym. – Musimy go wyeliminować. Sądząc po stylu walki, mamy do czynienia z Bounto, przeciwko któremu na Ziemi walczyli Kira i Rei. Musimy założyć, że jest bardzo potężny.
- Kapitanie Hitsugaya! Rangiku-san – tuż przy nich pojawił się zdyszany Renji.
- Abarai, co ty tu robisz? – zapytał zdziwiony srebrnowłosy, patrząc na Clauda, uwieszonego ramienia porucznika szóstego składu.
- Podążałem za reiatsu Bounto – wyjaśnił, podchodząc bliżej. Jednocześnie wskazał na różową zabawkę. – Dzięki sensorom Bounto w tej zmodyfikowanej duszy, oczywiście.
- Abarai, mogę to na moment pożyczyć? – w oczach Toushirou, obok wściekłości, pojawiła się też nadzieja.
- Kapitanie, masz zamiar to nosić? – Rangiku wyobraziła sobie nagle sylwetkę swojego zwierzchnika z przewieszoną przez ramię maskotką, co wywołało u niej niepohamowany atak wesołości. – Całkiem niezła kombinacja.
- Nie, Matsumoto – w głosie chłopaka zabrzmiała irytacja. – Ty będziesz to niosła.
- A co ja mam zrobić? – zapytał czerwonowłosy, wpatrując się w dwoje najwyższych oficerów dziesiątej dywizji.
- Chciałbym, żebyś zajął się rannymi.
- Znowu nie będę walczył?
- Nie martw się, Renji – kobieta wzięła od przyjaciela Clauda. – Przyjdzie twój czas.
W następnej chwili jej i srebrnowłosego młodzieńca nie było już w zasięgu wzroku wice-kapitana szóstego składu. Pojawili się na dachu budynku oddalonego o kilka następnych przecznic od kwatery głównej dwunastej drużyny.
- Co robimy?
- Otoczymy go – chłopak miał już gotowy plan. – Nie wiem, jak daleko posunęli się w infiltracji Społeczeństwa Dusz, ale przynajmniej znamy lokalizację jednego z nich. Wezwij cały oddział z wyjątkiem Rei. Ona ma własne zadanie.
- Zrozumiałam – zasalutowała i za jej plecami pojawiło się kilka motyli Piekła. – Wzywam wszystkie zespoły dziesiątego składu. Ścigany Bounto znajduje się obecnie w drugim dystrykcie na północy Seireitei. Kieruje się na południe. Zespoły pierwszy i drugi mają zajść go od strony wschodniej. Zespoły trzeci i czwarty mają zablokować wszystkie drogi, którymi może się poruszać. Pozostałe zespoły mają jak najszybciej przybyć do oznaczonej strefy. Rozpocząć procedury pojmania.
- Kapitanie… – cichy głos Clauda przerwał rozkazy Matsumoto. – Reiatsu Bounto znacząco osłabło.
- Co?
- Dochodziło stamtąd – ręka pluszaka wskazała siódmy dystrykt. – Jest bardzo słabe i zaczęło się poruszać.
- Matsumoto, idziemy.
Ponownie zniknęli, poruszając się szybkim shuunpo. Wyhamowali ostro przed leżącymi na ziemi Shinigami z drugiego zespołu. Kucnęli, sprawdzając w jakim stanie są oficerowie. Krew Toushirou zaczęła się powoli gotować.
- Zajmij się nimi – rozkazał, patrząc przed siebie. Zacisnął pięści. – Ten Bounto przez cały czas wiedział, że się ze sobą komunikujemy. Sądzę, że gdzieś na mnie czeka. Zawsze dowódca wychodzi z cienia, gdy jego podwładni zostają pokonani.
- Chcesz iść sam, kapitanie?
- Tak – zmrużył oczy. – Tobie zostawiam resztę.
Odwrócił się i przyspieszył do kapitańskiego shuunpo. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak wielu Shinigami musiało zostać zranionych, żeby on mógł w końcu działać bez przeszkód. Zadrżał, przygnieciony wyrzutami sumienia, ale szybko musiał je wyrzucić z głowy. Kolejny skok sprawił, że znalazł się tuż przed idącym spokojnie Bounto. Wszystkie dźwięki ucichły.
- Jesteś kapitanem? – zabrzmiało pytanie.
- Tak, dowódcą tych, których prawie zmasakrowałeś – Shirou odwrócił się do wroga.
- Powstrzymywałem się – przyznał. – Nie znoszę podnosić ręki na młodych.
- I za to ci dziękuję – chłopak lekko schylił głowę, pokazując wdzięczność. – Ale ja nie mam zamiaru się powstrzymywać. Zaczynajmy.
- Tak chyba musi być – westchnął mężczyzna, uśmiechając się. – Pokaż się, Dalk.
W tej samej chwili między walczącymi zmaterializowała się metalowa lalka i młody oficer Gotei 13 sięgnął do rękojeści Zanpakutou. Machnął nim i reiatsu wybuchło z ogromną siłą. Dalk stanęła spokojnie, patrząc ze złośliwym uśmiechem na stojącego w gotowości bojowej chłopaka.
- Słodki chłopcze, mam ochotę na chwilę zabawy – wymruczała dźwięcznym, kobiecym głosem.
Hitsugaya skoczył na lalkę, sprowokowany przez jej ironiczne zaproszenie. Hyorinmaru ze szczękiem uderzył w nagie, stalowe ramię. Kilkakrotne ponowienie ataku sprawiło, że mina Dalk zrzedła i metalowa istota musiała odskoczyć w powietrze, przyglądając się niespokojnie głębokiej ranie, którą zadał jej Zanpakutou. Nie zdążyła zareagować, gdy oficer z krzykiem pojawił się tuż przed nią i jednym ciosem dokończył dzieła: jedna z rąk marionetki uderzyła w dach odległego budynku, oni zaś lekko opadli na najbliższy. Toushirou chwycił łańcuch przytwierdzony do rękojeści Hyorinmaru i rzucił nim, celując w szyję lalki. Niewielkie ostrze w kształcie półksiężyca w mgnieniu oka owinęło się wokół chudego karku Dalk. Z jej ust wyrwał się jęk zaskoczenia, ale długo nie pozwoliła sobą pomiatać: pochyliła się i z działa umieszczonego po tylnej stronie ciała wystrzeliła ciężki pocisk. Chłopak lekko rozszerzył oczy i zniknął, unikając uderzeń, by pojawić się tuż przed istotą i płynnym ruchem katany ściąć jej głowę.
- Jesteś całkiem niezły – przyznała niechętnie, unosząc się przed nim w dwóch częściach. – Ale to ci się nie uda.
Jej tułów rozpadł się na dziesiątki ciężkich kul, które wcześniej atakowały Kirę, Rei i Kurosakiego, a teraz rozproszyły się wokół Shinigami i utworzyły ogromną sieć, z której wyłoniła się twarz marionetki.
- Niegrzeczne dzieci muszą zostać ukarane – stwierdziła, patrząc z drwiną na przeciwnika, który zacisnął dłonie na rękojeści miecza. Ustawił go przed sobą, nie spuszczając wzroku z tworu na niebie.
- Króluj na zmarzniętych niebiosach, Hyorinmaru – powiedział twardo, uwalniając Shikai. Jego sylwetka na moment zajaśniała oślepiającym, wewnętrznym światłem. Z impetem ruszył na wroga, w następnej chwili niknąc w głębi ogromnej, metalowej kuli, w którą zmieniła się roześmiana Dalk.
- Teraz cię mam – wykrzyknęła triumfalnie, jednak ten ton po chwili przeszedł w przerażone skamlenie. Metal od środka zaczął się pokrywać lodem. – Co ty robisz? Jest tak zimno…
Krzyk lalki rozbrzmiał w całym Seireitei, gdy ogromny lodowy smok wyrwał się siłą z ciasnego więzienia. Toushirou z lekkim uśmiechem wylądował na dachu, zaś uwolniony Hyorinmaru krążył niespokojnie za nim.
- Dalk, wycofaj się – zabrzmiała komenda zaniepokojonego Kogi. – Masz trudności w korzystaniu ze swoich technik.
- Dobrze się czuję – odburknęła, mocując głowę na karku. – Nadal mogę walczyć, coś wymyślę.
- Przestań! – w rozkazujący ton Bounto zaczął wkradać się strach. Tymczasem Hitsugaya, widząc otwarcie, jakie na moment zostawiła, rzucił się w stronę mężczyzny. Nie zdążył jednak do niego dotrzeć, gdy Dalk zaatakowała go z zimną furią.
- Nie ignoruj mnie, chłopcze – wrzasnęła, wściekła. Jej ciosy, przed którymi młodzieniec mógł tylko uciekać w końcu doprowadziły go na skraj dachu, z którego spadł. Nie zdążyła podążyć za nim, gdy wzniósł się ponad nią, mając za wsparcie potężny lodowy strumień uwolnionego Hyorinmaru.
- Dalk, wycofaj się!
- Powiedziałam ci, że sobie z nim poradzę – krzyknęła zniecierpliwiona do swojego pana, patrząc z zainteresowaniem na Shikai.
Ogromne filary z lodu podążyły za ostrym ruchem miecza, którym Toushirou wycelował w stojących nadal na dachu wrogów. Czerwone oczy smoka spotkały się z zielenią Dalk. Lalka wygięła usta w nieładnym grymasie.
- Jakby moje gorące serce nie potrafiło sobie poradzić z kupą lodu – wymamrotała do siebie, nie mając zamiaru posłuchać Kogi. Skoczyła na stojącego w powietrzu kapitana, nie mając szans, by uniknąć pędzącego z ogromną prędkością Hyorinmaru. Smok połknął krzyczącą ze strachu marionetkę, po czym rozpadł się na drobne fragmenty, niszcząc ją.
- Dalk! – mężczyzna w mgnieniu oka znalazł się przy swojej umierającej towarzyszce.
- Przepraszam – wyszeptała, łamanym głosem. – Przegrałam.
- Dzielnie walczyłaś – zaoponował, biorąc do ręki jej roztrzaskaną głowę, która również rozpadła się w pył.
Hitsugaya stanął spokojnie za klęczącym. Odsłonięty miecz trzymał przy boku, kilka centymetrów nad ziemią. Miał zmarszczone brwi, zaś w jego bladych oczach kryło się zdumienie.
- Nie o tym mówiły raporty – wychrypiał, patrząc na scenę pożegnania.
- O co ci chodzi?
- Podobno gdy Bounto traci lalkę, znika razem z nią – przypomniał sobie wyjątek ze sprawozdania, które niedawno otrzymał od członków dywizji Soifon. – Więc co się stało?
- Każdy z mojego klanu ma inną rolę – zaczął, odwracając się powoli w stronę przeciwnika. – Moją było wychowanie młodych i sprawienie, by wyrośli na odpowiedzialnych dorosłych. Wśród waszych wrogów są tacy, którzy byli pod moją opieką i tacy, do których wychowania nie przyłożyłem ręki. Właśnie nawiedziły mnie wspomnienia z dalekiej przeszłości.
- Co się z tobą dzieje? – srebrnowłosy wiedział, że nie powinien opuszczać gardy, ale po raz drugi w życiu został zaskoczony przez intruza. Do tej pory udało się to tylko Kurosakiemu. Bezwiednie podniósł głos. – Nie jest to odpowiedź na moje pytanie.
- Masz rację – Koga westchnął. – Dlaczego do tej pory istnieję? Ponieważ Dalk jeszcze żyje.
Oczy chłopaka rozszerzyły się z przerażenie. Co się dzieje?, pomyślał, rozglądając się i ponownie przyjmując pozycję bojową. Bounto wyciągnął prawą rękę nad zlodowaciałe szczątki lalki, które rozjaśniły się i uformowały topór.
- To jest jej rdzeń – wyjaśnił. – Jej serce i dusza. Dalk żyje wewnątrz tej stali. Do takiego stanu mógł ją doprowadzić wyłącznie kapitan oddziału Gotei 13. Wygląda na to, że bez skorzystania z pełni mocy, nie będę mógł kontynuować. Jest bowiem coś, co muszę zrobić, więc jeśli będziesz nalegał na walkę, wyeliminuję cię.
- I sądzisz, że to jest logiczne postępowanie? – zapytał Toushirou, celując mieczem w Kogę.
- Ten topór zawiera większą część mocy Dalk – ostrzegł intruz, prezentując broń w pełnej okazałości. – Gdy pozwolę swojej sile zmieszać się z nią, będę w stanie cię pokonać.
Mówiąc to, zaczął absorbować duchowe cząsteczki, które budowały otaczający ich świat. Jego sylwetka rozjaśniła się błękitnym światłem, gdy rozpoczęło się zespolenie. Po chwili reiatsu Kogi wybuchło, kilkukrotnie zwiększone. Hitsugaya cofnął się pod naporem energii płynącej od mężczyzny.
- Wygląda na to, że dopiero teraz rozpoczyna się prawdziwa walka – wymamrotał, patrząc jak mury uginają się i wgniatają, nie mogąc znieść ciśnienia, jakie wytworzyła moc Bounto. – W takim razie, ja również nie mogę się powstrzymywać. Bankai! Daiguren Hyorinmaru!
Przez moment młody dowódca znajdował się w ciasnym kokonie, który utworzył lodowy smok, ale chwilę później oczom intruza ukazał się zapierający dech w piersiach widok chłopca, który zjednoczył się z lodem: z jego pleców wyrastały dwa potężne skrzydła i ogromny ogon, zaś ręce oplatały lodowe pazury. Jego reiatsu również wzrosło, dorównując temu, które teraz mógł wyczuć od przeciwnika.
- Czegoś takiego oczekiwałem od kapitana z Gotei 13 – oznajmił Bounto, patrząc spod przymkniętych powiek na gotowego do walki chłopaka. – Ale… Ja nie mogę przegrać!
Z krzykiem ruszył do ataku. Topór ze zgrzytem spotkał się z mieczem i wszystko wokół walczących wybuchło. Niesamowity huk rozdarł ciszę nocy. Toushirou odskoczył, krzywiąc się z bólu, jakiego właśnie doświadczył. Stojąc wysoko nad przeciwnikiem, skierował Zanpakutou w jego stronę, posyłając ogromne lodowe filary w losowe miejsca. Siła ataku i reiatsu wykorzystane do jego przeprowadzenia strzaskały cztery z dwunastu tarcz unoszących się za skrzydłami. Cholera jasna, zaklął w myślach, nie mogę sobie pozwolić na przedłużanie tej walki. Jestem zbyt przemęczony. Koga tymczasem z całej siły uderzał w filary, przed którymi Hitsugaya musiał uciekać. Daiguren Hyorinmaru i Dalk spotkały się ponownie wysoko w powietrzu w oślepiającym błysku światła. Odskakując, Koga chciał ponowić atak, ale dowódca dziesiątego składu był szybszy i wyprowadził cios z daleka. Ogromny, lodowy smok złapał przeciwnika w zęby i przygwoździł do ziemi. Natychmiast zza pleców młodzieńca zniknęły kolejne cztery tarcze, zaś on sam spoglądał poważnym, zamyślonym wzrokiem na podnoszącego się na nogi wroga.
- Nadal chcesz walczyć? – zapytał, rzucając lekkie spojrzenia na boki, by zobaczyć, ile szkód wyrządzili. Nie pokazał po sobie, jak zdziwiło go to, że wszystko wokół usiane było ogromnymi filarami, częściowo skruszonymi i dekorującymi lodem najbliższą okolicę.
- Muszę dogonić Kariyę – odparł, podpierając się na toporze. Z rykiem zaczął ponownie absorbować duchowe cząsteczki, których nadal była nieograniczona ilość w sąsiedztwie. Hitsugaya zdał sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak, gdy błękitna poświata zmieniła nagle barwę na jasnozieloną i Koga nie był w stanie unieść broni.
- Twoje ciało nie może znieść energii, którą wchłonęło – wywnioskował, patrząc uważnie na mężczyznę.
- W takim razie zakończę tę walkę, póki to ciało ma siłę – wydyszał Bounto. – Naprzód, Dalk.
Ponownie ruszył na srebrnowłosego młodzieńca z podniesionym nad głowę toporem. Shirou westchnął. Natychmiast zauważył, że zmęczony przeciwnik jest już nieostrożny i odsłania się w wielu miejscach. Daiguren Hyorinmaru płynnym ruchem ciął w płaszczyźnie horyzontalnej. Fala uderzeniowa poniosła się po okolicy, burząc wszystko, co spotkała na swojej drodze. Stojąc plecami do intruza, Hitsugaya nie widział, jak topór rozsypuje się w drobny mak, ale doskonale to usłyszał. Na moment przymknął powieki, starając się zapanować nad żalem, jaki teraz odczuwał.
- Więc potrafiłem zajść tylko dotąd? – wymamrotał umierający, a jego cichy głos dotarł do uszu nieruchomego kapitana. – Przegrałem.
Toushirou zapieczętował Zanpakutou i wyprostował się. Z jego pleców zniknęły ogromne skrzydła. Opanował się na tyle, żeby spokojnie wydobyć z siebie głos.
- Podążałeś za Kariyą, prawda? – odwrócił się, by spojrzeć na przygarbione ciało Kogi. – Co miałeś zamiar zrobić?
- Nic nie mogłem zrobić – odpowiedział zmęczonym głosem, wzdychając z bólem. – W każdym razie, to jest problem między mną i Kariyą.
- Co zamierzałeś zrobić? – powtórzył srebrnowłosy bardziej natarczywie, marszcząc brwi, jakby wiedział, że zaraz usłyszy coś niespodziewanego.
- Żyć przyszłością pozbawioną wojen.
Z tymi słowami na ustach upadł, a ostatnie ze stojących słupów zawaliły się na niego z hukiem. Shirou przygarbił się, zastanawiając, czy ponownie Seireitei nie oceniło Ryoka przez pryzmat jednej osoby. Wcześniej wszystko się działo przez Aizena, teraz przez Kariyę, ale on potrafił sobie wyobrazić pokojową koegzystencję dwóch ras.
Po chwili zadumy ruszył przed siebie, kierując się do kwatery głównej, by choć przez chwilę odpocząć. Nie spieszył się, obserwując zniszczone ulice miasta, które mijał po drodze. Zaciskał tylko zęby w bezgłośnej złości, którą nie wiedział, przeciw komu ma kierować. Rozumiał, że wśród Bounto znajdują się takie indywidua, które trzeba za wszelką cenę wyeliminować, ale nie sądził, że wszyscy tacy właśnie są. Tuż przed kwaterą musiał otrząsnąć się z tych przygnębiających myśli, gdyż został przywitany przez tłum oficerów z jego dywizji. Natychmiast zauważył, że nie ma wśród nich Matsumoto i Eiki. Widocznie jeszcze są zajęte swoimi zadaniami, wywnioskował, spoglądając na podekscytowanych żołnierzy, którzy natychmiast przed nim przyklękli na jedno kolano. Osobiście tego nie znosił, ale nie da się odzwyczaić ludzi od czegoś, do czego przywykli bardzo dawno temu.
- Kapitanie! – zaczekał, aż okrzyki powitania ucichną, by cokolwiek powiedzieć.
- Wszystko w porządku. Pokonałem Bounto – wyjaśnił. Odpowiedział my westchnienia zachwytu. Skrzywił się w duchu. – Cały południowy dystrykt jest zamarznięty z powodu ataków Hyorinmaru, ale lód powinien niedługo stopnieć. Wtedy wyciągniecie stamtąd jego ciało…
- To on jeszcze żyje? – wyrwało się jednemu z niższych oficerów. Toushirou zmarszczył brwi, mając w pamięci moment, gdy jego miecz bez żadnego problemu zagłębił się w ciało wroga.
- Nie – potrząsnął głową. – Nie jestem nawet pewien, czy ciało istnieje, ale jeśli tak jest, nie możemy go tam zostawić. Wyprawicie mu prawdziwy pogrzeb.
- Tak jest – kolejny z Shinigami odważył się coś powiedzieć. Jego zwierzchnik zaczął się zastanawiać, co tak wpłynęło na jego oficerów, że nagle przestali się obawiać odzywania w jego obecności. Miał dziwne wrażenie, że stoi za tym jego młoda przyjaciółka, ale nie miał jej tego za złe.
- Czy Matsumoto i Eiki już wróciły? – zapytał na odchodnym.
- Porucznicy Matsumoto i Abarai przyprowadzili tu wszystkich rannych i wezwali czwarty skład, by udzielić im natychmiastowej pomocy – zameldował ten, który już raz zabrał głos. – Ale dziewiąta oficer Eiki jeszcze nie wróciła. I jeszcze coś…
- Co się stało? – uwaga dowódcy dziesiątej dywizji wzmogła się. Gdy wyczuwał wahanie w czyimś głosie, nie mogło to oznaczać niczego dobrego.
- Wszyscy z drużyny zastępczego Shinigami są tutaj – wyrzucił z siebie klęczący.
Toushirou szybko minął swoich podwładnych i wpadł do biura. Zamarł w drzwiach, widząc leżącego bez ruchu Quincy i pochylającą się nad nim Matsumoto. Kurosaki, Yasutora i Abarai przyglądali się bez słowa procesowi opatrywania. Rudowłosa wice-kapitan odwróciła głowę, gdy tylko usłyszała szmer odsuwanych drzwi.
- Kapitanie! – zmrużyła oczy, patrząc na swojego zwierzchnika. – Musisz być zmęczony. I co się stało z Bounto?
- Wydaje mi się, że się nim zająłem – odpowiedział lekko zirytowany faktem, że to akurat jego gabinet stał się salą obrad drużyny Kurosakiego.
- Hej, Toushirou – Ichigo, jakby na zawołanie, odwrócił się do zgrzytającego zębami chłopaka. – Na moment się tu zatrzymamy.
- Specjalnie to powiedziałeś, prawda? – złość białowłosego sięgnęła zenitu, gdy patrzył na lekko uśmiechniętego śmiertelnika. – Jak często mam ci powtarzać, że masz mnie nazywać „kapitanem Hitsugaya", a nie Toushirou?
- Ale przecież tak masz na imię – stwierdził, unosząc brwi. – I na nie reagujesz, więc nie wiem, po co to ciągłe przypominanie.
- Nie pasuje mi to – Shirou w końcu ruszył się z progu i podszedł do biurka, o które opierał się pomarańczowowłosy. – Powiedz mi, dlaczego tu jesteście?
- W trakcie pościgu za Kariyą wpadliśmy na Rangiku-san – wyjaśnił rozmówca. – Ishida został zraniony i musieliśmy znaleźć jakieś miejsce, gdzie odpoczniemy. W końcu nie mamy żadnej bazy w Seireitei. I gdy trafiła się doskonała okazja do spotkania w jednym miejscu, wykorzystaliśmy ją. Wybacz, że wpadliśmy bez zapowiedzi, ale inaczej się nie dało, więc teraz spytam: możemy tu trochę zostać?
- Chyba nie mam wyjścia – kapitan pochylił głowę, nie patrząc na Kurosakiego, gdyż akurat Quincy się poruszył i syknął cicho. – Boli cię?
- To ja przyprowadziłem Bounto do tego świata – wykrztusił, patrząc prosto w szmaragdowe, zaniepokojone oczy oficera. – Nie obchodzi mnie to, jak bardzo jestem ranny. Zamierzam wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiłem.
- Gdyby Inoue była z nami, twoje obrażenia nie byłyby przeszkodą – wtrącił głębokim głosem Sado. Renji pokiwał głową.
- Podczas oblężenia Seireitei jest pełne rannych. Czwarty skład ma mnóstwo pracy. Ale mogę się z nimi skontaktować, więc ktoś prawdopodobnie w końcu się tu zjawi.
- Nie martw się, Abarai. Może jego rany nie pozwolą mu walczyć, ale nie jest w stanie krytycznym – oznajmił Toushirou, patrząc z bliska na obrażenia Ishidy.
- Ale dla mnie to jest problem – zaoponował Uryuu. – Przybyłem tu żeby walczyć.
- Nie spiesz się tak – Hitsugaya ostro przywołał go do porządku. – Słyszałem, że Soifon i Kurotsuchi pokonali dwójkę Bounto. Licząc jeszcze tego, którego zabiłem, zostaje tylko Kariya. Co się stało między nimi, Kurosaki? Między Kariyą i Kogą?
- Wydaje mi się, że Kariya otrzymał jakąś dziwną moc – obaj równocześnie się podnieśli.
- Nazywała się chyba Joukaishou – dodał Renji.
Rei i Nanao w kilka minut dotarły do biblioteki departamentu technologicznego. Ise zdążyła już wytłumaczyć towarzyszce, że to Ukitake wpadł na pomysł przeczesania wszystkich książek w poszukiwaniu czegoś, czego pragnął Kariya. Mężczyzna dotarł do wzmianek o tajemniczej pieczęci, Joukaishou, ale w ogromnej czytelni Seireitei więcej nie znalazł, wobec czego asystujący mu Kyouraku wysłał swoją zastępczynię do miejsca, w którym na pewno przechowywane były informacje o niebezpieczeństwach czyhających na miasto. Obie wpadły szybko do budynku, dziwiąc się nieobecności strażników i pomknęły do jednej z najmocniej strzeżonych sekcji, gdzie ukryte były dokumenty objęte tajemnicą kapitańską.
W małej sali, pełnej kurzu i brudu, stały dwie półki pełne książek. Porucznik ósmego składu natychmiast podeszła do jednej z nich, pokazując koleżance, że ma zacząć od drugiej strony, ale Rei nie ruszyła się z miejsca.
- Nanao… – zaczęła ostrożnie. – Nie musimy przeszukiwać wszystkich książek. Skoncentrujmy się na tych, które napisała Ran'Tao.
Obie równocześnie podeszły do drugiej półki, gdzie stały jej dzieła: raporty, zbiory artykułów naukowych, nawet jeden tomik z poezją. Młoda oficer wyciągnęła delikatnie bardzo stary, ręcznie spisany raport zatytułowany „Joukaishou, z historii błędów Seireitei". Popatrzyły na siebie z przerażeniem i zaczęły czytać, pochylone nisko nad pergaminem.
Pół godziny później, jeszcze bardziej przerażone niż na początku, skończyły czytać meldunek byłej kapitan dwunastego składu i odłożyły go na bok.
- Musimy o tym zameldować – wykrztusiła Rei.
- To było moje zadanie – Nanao wstała i sięgnęła po pergamin. – Udam się do kwatery głównej pierwszego składu i złożę raport generałowi. Ty…
- Ja muszę się stawić w swojej kwaterze – przerwała Eiki, również wstając i kierując się do wyjścia. – Mam nadzieję, że zdążymy.
Wyszły na plac przed biblioteką i natychmiast się rozdzieliły. Słońce zaczęło już znaczyć linię horyzontu, gdy Rei mknęła nad dachami zniszczonych dzielnic w stronę budynku swojego oddziału. Nagle zatrzymała się, wyczuwając dziwnie znajome reiatsu, które pulsowało jak szalone całkiem niedaleko. Ran'Tao, pomyślała i zmieniła kierunek, wyciągając Zanpakutou z pochwy. W ostatniej chwili rzuciła się w stronę trzymającej dziwną broń kobiety, by uchronić ją przed uderzeniem lalki Kariyi.
Mężczyzna zmrużył oczy.
- Eiki Rei, ty jeszcze żyjesz?
Dziewczyna spojrzała hardo w czerwone tęczówki wroga i wycelowała w niego Kaze no Kitai. Chwilowe odwrócenie uwagi dało Ran'Tao szansę i była Shinigami wypaliła z broni, trafiając mężczyznę i posyłając go na dach budynku. Obie wpatrywały się w wypaloną na piersi Kariyi pieczęć, wiedząc jak destruktywną moc ma w sobie. Ranny zaczął absorbować duchowe cząsteczki, nie dając kobietom czasu na wyprowadzenie kolejnego ataku.
- Chciałam was uratować – wyszeptała nagle, w jej ukrytych za okularami oczach pojawił się żal. – Oprócz mnie nie istnieje prawie nikt, kto mógłby pamiętać o tamtych wydarzeniach. Społeczeństwo Dusz zmieniło się i w tym momencie mogłoby pomóc Bounto! Jeśli użyjesz mocy Joukaishou…
- Mocy Joukaishou? – zapytał lekko zdziwiony. – Ta moc jest już częścią mnie i mam zamiar użyć jej, by zniszczyć Shinigami.
Rei zadrżała na myśl, jak wielkie szkody może wyrządzić uwolniona pieczęć. Miała nadzieję, że Nanao zdąży przekazać generałowi wszystkie informacje i kapitanowie składów zapieczętują ponownie moc Joukaishou.
- Nie uda wam się mnie powstrzymać – stwierdził, patrząc na dwie kobiety. – I nie uda się wam czegokolwiek zmienić. Jestem jedynym Bounto, który nadal żyje i mam zamiar odwdzięczyć się za stworzenie mojej rasy. Najpierw jednak zabiorę twoje życie, Ran'Tao.
- Nie pozwolę ci – krzyknęła dziewiąta oficer. – Tnij, Kaze no Kitai! Bakudou, numer 33. Brama wymiarów!
Jednocześnie tysiące kryształów poszybowały zwartym strumieniem w stronę białowłosego mężczyzny, a między nimi powstała wysoka, mieniąca się różnymi barwami tarcza, która przenosiła wszystkie ataki do innego miejsca, innego czasu. Powietrzny atak został wchłonięty, zaś Rei krzyknęła głośno, gdy kolejny podmuch wykręcił jej rękę, którą trzymała rękojeść Zanpakutou.
- Dobrze się czujesz? – Ran'Tao natychmiast znalazła się przy klęczącej Shinigami. Eiki pokręciła głową, podnosząc się z trudem. Jej oczy rozszerzyły się, gdy spojrzała na gotującego się do zadania ciosu Kariyę, złapała stojącą obok kobietę za nadgarstek i mocno odbiła od ziemi. Wylądowały kilka metrów dalej, leżąc w pyle, próbując się podnieść po uderzeniu fali powietrznej.
- Społeczeństwo Dusz zgotowało sobie swój własny koniec poprzez stworzenie Bounto – powiedział spokojnie. Nie miał się już czego obawiać, gdyż Kaze no Kitai wróciła do swojej zapieczętowanej postaci i leżała obok klęczącej brunetki. – Własnymi rękoma zepchnę je w nicość!
Podniósł obie dłonie, które szybko spowił wiatr i wycelował w bezbronne kobiety. Nie zwrócił uwagi na lekkie drgnięcie Eiki, która szybko zorientowała się, że pomoc jest w drodze. Triumfalny uśmiech na jego twarzy z każdą chwilą nabierał cech szaleństwa. Przystosowując swój wzrok do prędkości shuunpo, oficer dziesiątego składu widziała powoli zbliżającą się kulę żywiołu, która niosła im śmierć i mknącego chłopca, który przez moment wpatrywał się w jej szafirowe oczy z przerażeniem. Zanim atak Kariyi dosięgnął swoje ofiary, Ishida zabrał je w bezpieczniejsze miejsce. Stanęli za plecami wroga: Rei ponownie trzymając w dłoniach katanę, Quincy podtrzymujący słabą Ran'Tao.
- Ishida Uryuu – Eiki nie odwracała się w stronę wybawiciela. – Skąd się tu wziąłeś?
- Chcę walczyć – odpowiedział, puszczając kobietę. – Kariya, to ja jestem twoim przeciwnikiem.
Brunetka spojrzała na niego krzywo, ale usunęła się, pomagając swojej towarzyszce. Tymczasem Jin zaczął się śmiać, przyglądając się mu krytycznie.
- O czym ty mówisz, chłopcze?
Mówiąc to, musiał się uchylić przed pędzącą w jego kierunku strzałą. Spojrzenie intruza natychmiast się wyostrzyło. W następnej chwili chłopak zniknął mu z pola widzenia. Rei uśmiechnęła się pod nosem, nadal patrząc na sytuację wzrokiem, który powoli zaczynał się przyzwyczajać do coraz szybszego shuunpo. Doskonale widziała, którędy Ishida zamierzał zajść Kariyę. Kolejna błękitna strzała nadeszła z góry, ale mężczyzna w ostatnim momencie się przed nią uchylił. Zdziwione spojrzenie Ran'Tao nie uszło uwagi młodej oficer.
- O co chodzi? – spytała szeptem, nie chcąc rozpraszać walczących.
- Ten Quincy opanował moc bransolety – szatynka również mówiła bardzo cicho. – Po raz pierwszy widzę coś takiego.
Po chwili rozmowy, której kobiety nie dosłyszały, Uryuu wystrzelił kolejny pocisk, który przebił się przez powietrzną osłonę Bounto, ale nie trafił celu, gdyż mężczyzna zdążył uskoczyć. Eiki wydawało się jednak, że usłyszała imię Yoshino, kobiety bardzo bliskiej sercu chłopaka. Dlatego agresywność kolejnych ataków wcale jej nie zdziwiła. Dziewczyna zaklęła głośno, gdy Ryoka zaczął się regenerować, używając duchowych cząsteczek. Zdyszany Ishida klęczał na ziemi, patrząc na niego z nienawiścią, lecz jego uwagę przykuła bransoleta, która ułamała się pod naporem walki. Rei i Ran'Tao również to dostrzegły i dziewczyna, zostawiając osłabioną kobietę, podeszła do przyjaciela.
- Wygląda na to, że już niedługo będziesz się posługiwał tą zabawką – stwierdził Jin, spoglądając na pęknięcie.
- To żaden problem – chłopak wstał przy pomocy brunetki. – Muszę cię po prostu zabić zanim pęknie kompletnie.
Młoda oficer zdziwiła się, słysząc pewność w jego głosie. Ona sama nie patrzyła w przyszłość tak optymistycznie. Ich sytuacja nie przedstawiała się dobrze: osłabiona była Shinigami, na którą starość miała niszczący wpływ, Quincy, który stracił swoje moce i mógł z nich korzystać dzięki pękniętej bransolecie i niedoświadczona dziewczyna, która ma za sobą bardzo krótki staż w Gotei 13. Prychnęła zniesmaczona ironią sytuacji. Miała jeszcze jeden as w rękawie, ale nie wiedziała, czy powinna już teraz odsłonić wszystkie karty.
- A możesz to zrobić? – zapytał drwiąco intruz, spoglądając z góry na dwoje młodych ludzi gotowych do walki. – Bo ja mam do swojej dyspozycji wszystkie duchowe cząsteczki w Społeczeństwie Dusz.
- Ja również – Eiki uśmiechnęła się, słysząc odpowiedź Ishidy, który zaczął je zbierać, formując dłonią rozpiętą na łuku strzałę.
Wystrzelił kilkakrotnie zmuszając Jina do dalszego wycofywania się. Jednocześnie Rei próbowała znaleźć miejsce, z którego miałaby szansę na zadanie czystego ciosu, kończącego rozgrywkę. Widziała, że łuk powoli się kruszy, co zostawiało jej jeszcze mniej czasu. Nagle jej uwagę przykuła Ran'Tao, która zacisnęła dłonie na przedmiocie, który wcześniej widziała u Kariyi.
- Ja się nim zajmę – krzyknęła do dziewczyny. – Ty pomóż Quincy!
Dopiero teraz zauważyła, że Uryuu dał się zajść od tyłu i Jin mocno go uderzył, posyłając przeciwnika na ziemię. Przyspieszając do shuunpo, Eiki udało się go złapać. Jednocześnie wyciągnęła przed siebie dłoń, wskazując palcem na białowłosego.
- Hadou, numer 4 – krzyknęła. – Biała błyskawica.
Uderzenie zaklęcia odepchnęło go na bezpieczną odległość, gdy rozbrzmiał krzyk Ran'Tao. Kobieta trzymała w dłoni kasetkę, którą otworzyła jednym ruchem ręki. Jasnym blaskiem zaświecił symbol pieczęci Joukaishou. Z impetem ruszyła na Bounto, jaśniejąc wewnętrznym blaskiem i złapała go w pół. Kariya wykrzywił wargi z wściekłością i odrzucił ją. Ishida natychmiast zerwał się do biegu i ostatkiem sił złapał ją, ratując przed bolesnym upadkiem. Położył ją na ziemi, odwracając się do absorbującego kolejną porcję cząsteczek Kariyi, gdy jej krzyk ponownie go do siebie przyciągnął. Również Rei natychmiast do niej podbiegła. Ran'Tao lśniła pomarańczowym blaskiem i krzyczała z bólu. Jej reiatsu powoli wymykało się spod kontroli. Korzystanie z pieczęci to obosieczny miecz, uświadomiła sobie Eiki. Joukaishou ją zabija. Wtedy Ishida podbiegł bliżej do miotającej się po podłożu kobiety.
- Co ty robisz? – krzyknęła do niego brunetka, ale chłopak jej nie słuchał. Przez moment rozmawiał z leżącą, podczas gdy dziewczyna musiała nagle zająć się Kariyą. Zdążyła zauważyć, że skończył się regenerować.
Odskoczyła od dwojga otoczonych jasnym blaskiem i jej miecz skrzyżował się z osłoniętym wiatrem ramieniem Kariyi. Wiedziała, że to była głównie próba sił, a jej kondycja fizyczna nie stała na najwyższym poziomie, co ostatnio wytknęli jej przyjaciele z jedenastej dywizji. Zacisnęła zęby i przywołała całą swoją siłę woli, odpychając intruza. Nie wiedziała, co w tym czasie robił Ishida, ale reiatsu Ran'Tao powoli wracało do normalnego poziomu, aż w końcu ustabilizowało się. Jednocześnie łuk Quincy doszczętnie się skruszył, pozostawiając chłopaka całkowicie bezbronnego, zaś Jin, dostrzegając swoją szansę, odrzucił mocno swoją przeciwniczkę.
- Wybieracie się gdzieś? – zapytał drwiąco, otrzepując płaszcz.
Rei stanęła przed stojącym Uryuu i siedzącą na ziemi Ran'Tao. Chwiejąc się na nogach, wycelowała Kaze no Kitai w mężczyznę.
- Wygląda na to, że straciliście swoją jedyną okazję, żeby mnie pokonać – kontynuował. – Wykorzystaliście ją na uratowanie samych siebie. Zaś teraz zginiecie.
W oczach brunetki, obok strachu, intruz dostrzegł też determinację, by obronić dwoje słabych ludzi, za których teraz wzięła odpowiedzialność. W końcu to ona służyła w Gotei 13, ona powinna stworzyć im okazję do ucieczki. Kariya uformował na dłoni dużą, skondensowaną kulę powietrza i z głośnym krzykiem rzucił ją w stronę trójki przeciwników. Rei zamachnęła się, by przeciwstawić całą siłę swojego Zanpakutou temu atakowi, gdy jego drogę zagrodził błękitny strumień światła, a jej zmysły ogłuszyło ogromne reiatsu, mogące należeć tylko do jednej osoby. Osłoniła swoje oczy, a gdy ponownie spojrzała przed siebie, zobaczyła kolejnego Shinigami, którego ogromny miecz był przełożony przez jego kark.
- Kurosaki – jęknęła z ulgą, opadając na kolana i kładąc swoją katanę na ziemi.
- Ishida, Rei, jesteście cali? – zapytał, nie odwracając głowy za siebie.
- Nie musisz się o nas martwić – odpowiedział Quincy, sprawdzając w jakim stanie jest Ran'Tao. Po chwili skrzyżował swoje spojrzenie z oddychającą ciężko Eiki.
- Ja czuję się dobrze – oznajmiła, podnosząc się z trudem na nogi. – Uryuu, powinieneś zabrać Ran'Tao w bezpieczne miejsce. Ja zostanę i pomogę Ichigo w walce z Kariyą.
- Rei, ty też powinnaś stąd odejść… – zaczął pomarańczowowłosy, ale mordercze spojrzenie młodej oficer powstrzymało go od ciągnięcia tematu. Po chwili uśmiechnęli się do siebie. Z ich ust jednocześnie wydobyło się to samo słowo.
- Bankai!
Kaze no Kitai rozproszyła się bez wcześniejszej komendy i zaczęła transformować, łącząc się z ciałem i reiatsu swojej pani. Po chwili powietrze naelektryzowało się i jasne błyskawice oplotły ciało dziewczyny. Jej ramię rozjaśniło się i po chwili energia zagęściła się tak mocno, że przedłużenie prawej dłoni stanowił ostry miecz.
- Sora no Kitai!
Tymczasem Ichigo skupił wokół siebie całe swoje reiatsu i jego sylwetkę okryła na moment mgła. Jasna, ogromna katana zmieniła się w całkowicie czarny, prosty miecz z krótkim łańcuchem zwisającym z rękojeści.
- Tensa Zangetsu! Idziemy!
Dwoje Shinigami bez wahania zaatakowało czekającego na nich w powietrzu Bounto.
Hitsugaya i Matsumoto skakali w tempie shuunpo po dachach budynków, gdy nagle zauważyli Ishidę, na którego ramieniu opierała się Ran'Tao. Zeskoczyli do nich, wpatrując się w Quincy z powagą.
- Gdzie jest Kurosaki Ichigo? – zapytał, zwężając oczy.
- On i Eiki-san walczą z Kariyą – odpowiedział brunet zgodnie z prawdą. Tylko Rangiku zauważyła, że na tą wieść pięści jej przełożonego zacisnęły się. Jednocześnie zaskoczył ich ogromny wybuch reiatsu.
- Uwolnili Bankai – wyszeptała rudowłosa wice-kapitan. – Oboje. Kapitanie…
- Wiem, Matsumoto – warknął. – Nie możemy zostawić tego tylko na barkach Kurosakiego i Rei. Idziemy.
- Zaczekajcie – zatrzymał ich cichy głos byłej Shinigami. – Muszę wam coś powiedzieć, bo inaczej Seireitei zostanie zniszczone. Kariya korzysta z mocy pieczęci zwanej Joukaishou…
- Wiemy o tym – przerwał jej. – Tą sprawą już się zajęliśmy… Pieczęć rozporządza wielką mocą, ale przywołanie jej zajmuje wiele czasu.
- Nie rozumiesz – zaoponowała. Nie zwróciła żadnej uwagi na to, że podbiegła do nich Inoue, za którą podążał Sado. – To Joukaishou, które zaabsorbował Kariya nie jest takie niebezpieczne samo w sobie. Naszym problemem jest całość Joukaishou w Seireitei. Pieczęć miała być punktem wyjścia do tworzenia i kontrolowania nowych cząsteczek duchowych. Tuziny pieczęci zostały ustanowione w całym mieście. Kiedy jednak jedno z nich wyrwało się spod kontroli, spowodowało zniszczenie jego niecałej dziesiątej części. Po tym wypadku wszystkie Joukaishou zostały zapieczętowane i ukryte.
- Czy ty chcesz nam powiedzieć, że to nie jest tylko jedno urządzenie? – zapytał przerażony Toushirou.
- Nie tylko to. Gdy Kariya pozwoli eksplodować temu, które wchłonął, wszystkie wybuchną, a siła eksplozji zmiecie całe Społeczeństwo Dusz – oznajmiła zmartwiałym słuchaczom. – Powinniście wykorzystać magię demonów do ponownego zapieczętowania wszystkich urządzeń. Te zabezpieczenia, które zostały ustanowione sześćset lat temu już osłabły, dlatego Kariyi może się udać zniszczenie całego Seireitei.
- Matsumoto – srebrnowłosy przez moment zastanawiał się, co może zrobić, ale widział tylko jedną drogę. – Zawrócisz i przygotujesz całe Gotei 13 do zapieczętowania pozostałych Joukaishou. Ja mam inną sprawę do załatwienia. Ran'Tao, czy wiesz, gdzie są ukryte pozostałe urządzenia?
Kobieta sięgnęła do przepastnej kieszeni swojej hakamy i wyciągnęła z niej gruby zeszyt, który podała jego podwładnej.
- Idź, Matsumoto – rozkazał. Kobieta zasalutowała i szybko zniknęła mu z pola widzenia. – A co wy zamierzacie zrobić?
Ishida, podtrzymujący byłą Shinigami chciał coś powiedzieć, ale przeszkodziła mu Inoue.
- Pójdziemy za Kurosaki-kunem – odpowiedziała. – W końcu będę musiała uleczyć jego rany.
- W takim razie spotkamy się na wzgórzu Soukyoku – stwierdził Hitsugaya, wyczuwając, że reiatsu walczących przesuwa się w stronę miejsca egzekucji. Dlaczego wszystko musi się kończyć na Soukyoku?, pomyślał gorzko, przyspieszając do shuunpo.
Notka odbetowa: Po sesji. Jestem fucking awesome, w każdym razie tak sobie wkręcam. Nie łamcie nóg w Toruniu, bo traficie do mnie na oddział xD
