Cóż, trudno uwierzyć, że kolejny rozdział jest tak szybko, ale to zasługa Kharci i wakacji ^^ Jeszcze tylko epilog i drugi akt przedstawienia zostanie zakończony…
Miłego czytania, przedstawiam rozdział dziewiąty.

Rozdział 9

Dwójka dyszących ze zmęczenia Shinigami została jednocześnie odrzucona od Bounto. Rei rozejrzała się po okolicy, mając świadomość, że ostatnie kilkanaście minut spędzili na szaleńczym wyścigu pod tytułem „Kto kogo pierwszy dosięgnie?". Zamarła przez moment, widząc, że nieświadomie zawędrowali aż na wzgórze egzekucyjne. Ostatnio też finał potyczki z Ryoka odbył się na Soukyoku, pomyślała sentymentalnie, pamiętając, że to właśnie z tego miejsca do Hueco Mundo odeszli Aizen, Ichimaru i Tousen. Po chwili się opamiętała i machnęła zamaszyście mieczem, posyłając ku Kariyi potężną błyskawicę, która w połączeniu z czarną Getsugą Tenshou dała zabójczą mieszankę ataków.

- Muszę wam pogratulować – doszedł do wniosku Jin, stojący za potężną barierą wiatru. – Doszliście bardzo daleko i nadal jesteście w stanie walczyć. Z tym chłopcem tworzysz znacznie lepszy duet niż z Kuchiki Byakuyą, Eiki Rei.

- Już ci kiedyś przyrzekłam, Kariya – krzyknęła do niego, wściekła, że śmie obrażać zwierzchnika szóstej dywizji. – Zabiję cię. Cieszę się, że Byakuya nie pozwolił mi z tobą walczyć w lesie, bo teraz już znam twoje sztuczki.

- Wiecie, co to za miejsce? – zapytał i jego uwadze nie uszedł wyraz bólu, który pojawił się na twarzach obojga.

- Wiemy – odpowiedział spokojnie Ichigo, panując nad swoimi emocjami. – Wiemy znacznie lepiej od ciebie.

- Nie sądzicie, że to miejsce idealnie nadaje się na ostateczną walkę?

- Chyba tak – stwierdziła brunetka, odwracając lekko głowę. Kurosaki szybko zauważył, co jego partnerka ma zamiar zrobić i oboje, jednocześnie, ukryli twarze w zgięciach łokci, chroniąc swoje oczy. – Akarui raito!

Sora no Kitai rozjarzyła się tak oślepiającym światłem, że dziewczyna, mimo ochrony, jaką zapewniło oczom jej ciało, zobaczyła czerwone plamy. Od strony Jina dobiegł ich krzyk bólu i głośne przekleństwo.

- Masz swoją szansę, Ichigo – krzyknęła do niego, ponownie spoglądając przed siebie. Wypowiadając te słowa, odwróciła się gwałtownie, czując znajome reiatsu. A podobno Kenpachi miał się nim zająć, pomyślała gorzko, patrząc jak miecz Ichinose zatacza koło.

- Świeć jasno, Nijigasumi – wyszeptał łamiącym się głosem. Mężczyzna przyspieszył do shuunpo, kierując się w stronę Kurosakiego, ale Rei szybko zastawiła mu drogę.

- Zajmij się Kariyą – wrzasnęła przez ramię, stykając się barkiem z dużo wyższym i silniejszym od niej byłym Shinigami. Jego miecz świecił jasno, ale Shikai nigdy nie mógł się mierzyć z Bankai. Wcześniej, Ichimaru przekonał się o tym na własnej skórze. Również teraz, Sora no Kitai odepchnęła od siebie Nijigasumi Ichinose, który, prawdę mówiąc, nie starał się ponownie atakować. Ichigo zamarł, zaś Kariya westchnął, unosząc brwi.

- Kariya-sama… – zaczął, nie odwracając się do swojego mistrza. – Chciałbym zapytać o jedną rzecz. Gdzie jest Koga-san i pozostali?

- Nie żyją – obojętność w tonie Jina równoważyła emocjonalność nowoprzybyłego. – Wszyscy nie żyją.

Na twarzy mężczyzny odmalował się smutek i ponownie ruszył do ataku. Miecz Eiki zablokował kolejne uderzenie. Dziewczyna bez trudu odepchnęła napastnika, zwracając uwagę na krwawy ślad ciągnący się wzdłuż całej jego klatki piersiowej. Kenpachi się nie patyczkował, pomyślała, ale nie udało mu się go wykończyć. O co chodzi?

- Przestań walczyć, Ichinose – zawołała. – Co próbujesz osiągnąć, gdy twoje ciało jest w takim stanie?

Zdrajca Shinigami z trudem wstał, podpierając się na zapieczętowanym Zanpakutou. Po chwili ostrze znów zaczęło świecić i mężczyzna zniknął. Oczy pozostałej trójki znajdującej się na wzgórzu rozszerzyły się, gdy dostrzegli, że pojawił się za Jinem, trzymając Nijigasumi na jego karku.

- Co to ma znaczyć, Ichinose?

- Jeśli zależy ci na zniszczeniu Seireitei, to twoja wola, zniszcz je – odpowiedział, chwiejąc się na nogach. – Kiedyś opuściłem to miejsce, nie będzie mi trudno patrzeć, jak znika. A przynajmniej tak kiedyś myślałem.

Zaskoczona Rei nie poczuła nawet, jak w pobliżu pojawił się jej przełożony.

- Shirou! – krzyknęła, przyciągając uwagę Kurosakiego.

- Toushirou – chłopak skinął głową dowódcy dziesiątego składu.

- Co się dzieje? – zapytał nowoprzybyły, wyciągając z pochwy Hyorinmaru.

- Wygląda na małe spięcie między mistrzem i jego sługą – odpowiedział Ichigo, ponownie skupiając się na wymianie zdań między Kariyą i Ichinose. Obaj już zauważyli obecność niskiego kapitana, ale nie przejmowali się tym.

- Kariya-sama, zyskałeś moc, która może zmienić Społeczeństwo Dusz – ciągnął brunet. – Ponownie się przed tobą ukorzę, jeśli wykorzystasz ją do odbudowania Seireitei. Ale jeśli wykorzystasz tę moc do osobistej zemsty, powstrzymam cię. Zemsta nie tworzy nic dobrego. Teraz, gdy Koga-san i pozostali nie żyją, jestem jedynym, który może cię zatrzymać.

- Ichinose, niestety, nie skorzystam z twoich rad.

Wokół dwojga byłych sojuszników wzniósł się tuman pyłu. Z ust Rei wyrwało się krótkie „nie" i kolejna scena, którą zobaczyli, była tą, w której Kariya bez wahania zabijał swojego podwładnego. Eiki na moment odwróciła wzrok. Mężczyzna upadł kilkanaście metrów dalej, już bez życia.

- Coś ty zrobił? – wrzasnął do niego Ichigo.

- O czym ty mówisz?

- Właśnie zabiłeś jednego ze swoich podwładnych! – wściekłość zaczynała brać górę nad spokojnym charakterem chłopaka. Również Rei czuła, że długo nie będzie potrafiła się powstrzymywać. – On tak długo za tobą podążał.

- Czemu się tak przejmujesz? – głos Kariyi wyrażał zdumienie. – Przecież to był także twój wróg. Czemu tak z nim sympatyzujesz?

- To nie tak – chłopak wycelował miecz w przeciwnika. – Po prostu nie mogę wybaczyć komuś, kto zabija swoich podwładnych.

Rei i Shirou spojrzeli na siebie, ledwo powstrzymując śmiech. Już nie pierwszy raz słyszeli, jak Kurosaki wypowiada takie patetyczne słowa i powinni byli już się do nich przyzwyczaić, ale jakoś nadal im to nie wychodziło.

- Powinienem powoli kończyć tą walkę – stwierdził, patrząc na trójkę gotowych do walki Shinigami. Ichigo zaczął lśnić błękitem, gdy zbierał całe swoje reiatsu. – Pokaż się, Messer!

Nad Soukyoku zgromadziły się ciemne chmury i zaczął wiać potężny wiatr, który nie miał żadnego wpływu na stojącego w oku cyklonu Kariyę. Jego dłoń zmieniła się w odlaną z metalu pieczęć Joukaishou, którą potężnie machnął, wzbijając w powietrze tumany pyłu. Z pieczęci wyłaniał się miecz utworzony przez sam żywioł, podobnie jak Bankai Rei.

- Poznajcie moją lalkę, Messer – oznajmił, ustawiając miecz przed sobą. – W tym momencie nie uda się wam do mnie zbliżyć.

- Jesteś bardzo pewny siebie – krzyknął Toushirou, kierując Hyorinmaru w jego stronę. – Króluj na zmarzniętych niebiosach, Hyorinmaru!

Ogromny lodowy smok poszybował w stronę Bounto, owijając się wokół czarnej Getsugi Tenshou. Oba ataki w połowie drogi spotkały się z powietrznym uderzeniem Jina, który tylko lekko się uśmiechnął.

- Bakudou, numer 48 – powiedziała w międzyczasie brunetka, pojawiając się tuż przed dwoma chłopakami. Kucnęła i mocno składając ręce, a potem przykładając je do ziemi dokończyła zaklęcie. – Tysiąckrotna Arkada!

Przed nimi wzniosła się ogromna brama, która uchroniła troje obrońców Seireitei przed silną falą uderzeniową. Podniosła się, ponownie przywołując Bankai na swoją dłoń. Zbladła i zachwiała się, ale nie było to dziwne po rzuceniu zaklęcia tak wysokiego stopnia bez wcześniejszej inkantacji. Spokojnie zmierzyła się z zaniepokojonym spojrzeniem jej przełożonego i odeszła kawałek, znikając z linii ognia.

- To był piękny pokaz twoich zdolności Kidou, Eiki Rei – głos Kariyi zabrzmiał znad ich głów. – Szkoda, że taki talent się zmarnuje.

- Nie sądzę – wtrącił się Ichigo, cały czas skupiony na obserwacji ruchów przeciwnika. – W końcu mogę przewidzieć twoje kolejne posunięcia.

- I co z tego?

Nie odpowiadając na pytanie, chłopak zniknął i tylko oczy Hitsugayi nadążały nad jego prędkością. Eiki widziała tylko, jak w tym samym momencie pomarańczowowłosy pojawia się w różnych miejscach i coś mówi do Jina. Po chwili Tensa Zangetsu uderzał w Messer, a Kariya nie był w stanie wyprowadzić kontrataku. Odrzucony przez czarną Getsugę Tenshou, wstał, budząc graniczące z przerażeniem zdziwienie na twarzach pozostałych obecnych na wzgórzu egzekucyjnym.

- Mimo wszystkich twoich starań, nie zraniłeś mnie zbyt mocno – stwierdził, patrząc z sentymentem na resztki skórzanego płaszcza, które musiał z siebie strząsnąć. – Ale zniszczyłeś moje okrycie. W zamian pokażę ci prawdziwą formę Messer. Wiesz o tym, że władam wiatrem… Ale czy wiesz również to, że w atmosferze wiatr włada elektrycznością?

- Nie! – wrzasnęła Rei, jednym skokiem wracając na linię strzału lalki. Wystawiła do przodu prawą rękę i Sora no Kitai przyjęła na siebie całe uderzenie jasnej błyskawicy. Krzyknęła przeciągle z bólu.

- Rei! – Toushirou próbował się do niej dostać, ale wysokie napięcie nie pozwoliło się mu zbliżyć nawet na pięć metrów.

- Nie pozwolę ci posługiwać się elektrycznością – wyjąkała brunetka, wyciągając obie ręce do góry. – Mój Bankai ma jeszcze jedną właściwość. Konran no Seishi!

Energetyczne ostrze zniknęło, zmieniając się w drobne błyskawice, które przeskakiwały od jednej dłoni do drugiej, kontrolując napięcie powietrza. Jednocześnie zniknęły wszystkie pioruny, które otaczały jej ciało, czyniąc ją ponownie podatną na poparzenia. Toushirou rozpoznał tę technikę i rzucił do przodu, ale został boleśnie odrzucony do tyłu. Zaklął pod nosem.

- Kurosaki, wykorzystaj okazję – krzyknął. – Ona nie da ci za dużo czasu!

Srebrnowłosy już widział, jaki efekt na przyjaciółkę ma wykorzystanie Konran no Seishi. Kontrola Chaosu… Najbardziej zdradliwa technika, którą kiedykolwiek miał okazję zobaczyć. Czyniła najwięcej szkód osobie, która się nią posługiwała, czyli jego dziewiątej oficer. Normalnie, Sora no Kitai chroniła ją przed wpływem elektryczności, za to odpowiadały pełzające po dziewczynie błyskawice. Ale Konran no Seishi niwelowała tę ochronę i Rei, najbardziej narażona na ataki, stała w samym środku elektrycznej burzy o wysokim napięciu. Słysząc o tej technice, Hitsugaya zabronił jej używania, ale teraz, powodowana okolicznościami, zignorowała rozkaz.

Kilkanaście sekund później, które Kurosaki starał się wykorzystać najlepiej, jak mógł, raniąc kilkakrotnie Kariyę, brunetka zaczęła krzyczeć z bólu. Poparzenia na jej dłoniach były tak dotkliwe, że Shirou skrzywił się, patrząc na nie. Część jej stroju została zniszczona, w tym czarna tasiemka, którą nosiła na szyi, przez co Ichigo zobaczył wszystkie jej blizny. W tym momencie ból przekroczył jej próg wytrzymałości i młoda Shinigami zemdlała, co pozwoliło jej zwierzchnikowi spokojnie do niej podejść i owinąć w swoje haori.

- Wybacz, Kurosaki – wymamrotał, patrząc na walczących. – Będziesz musiał sam sobie z nim poradzić.

Po czym pognał w shuunpo do kwatery głównej czwartego składu. Rei na moment obudziła się i spostrzegła, że spoczywa w ramionach Shirou, zaś jej włosy rozwiewa wiatr.

- Ichigo wygrał? – zapytała słabo.

- Nic nie mów – usłyszała zmartwiony szept. – Kurosaki nadal walczy.

- Pomóż mu, pomóż mu, Shirou – wymamrotała, ponownie popadając w omdlenie. Haori już w wielu miejscach przesiąkło i teraz wyglądało, jakby usiane ogromnymi czerwonymi różami. Chłopak zacisnął zęby i przyspieszył do granic możliwości.

Kilka minut zabrało mu dotarcie do szpitala. Wpadł jak burza do holu, budząc przerażenie Isane, która natychmiast wskazała chłopakowi salę zabiegową i pobiegła po swoją przełożoną. Unohana przybyła zaledwie chwilę później i bez wahania zajęła się ranną oficer.

- Kapitanie Hitsugaya, powinieneś pomóc przy pieczętowaniu Joukaishou – powiedziała łagodnie, patrząc na zmartwienie widoczne w jego szmaragdowych oczach. Bardzo powoli skinął głową, nie odrywając wzroku od nieruchomego ciała przyjaciółki. Retsu westchnęła. – Oficer Eiki żyje, oddycha. Muszę w spokoju ją zbadać, a nie sądzę, że chciałaby, abyś był przy tym obecny, kapitanie.

- Rozumiem – dopiero po trochę ostrzejszym stwierdzeniu kobiety, Toushirou odzyskał panowanie nad swoim ciałem. – Rzeczywiście, masz rację, pani kapitan Unohana. Każda pomoc się przyda przy pieczętowaniu Joukaishou. Ale chciałbym jak najszybciej dostać raport dotyczący stanu jej zdrowia.

- Jak sobie życzysz – skinęła głową, koncentrując się na badaniu i zastanawiając nad tym, jak szybko któreś z nich zauważy ich wzajemne przywiązanie.

Zamyślony szybko zlokalizował reiatsu Matsumoto, by dołączyć do jej zespołu odpowiedzialnego za zabezpieczanie miasta, gdy zauważył, że z wzgórza Soukyoku dobiega zdecydowanie większa energia duchowa, niż mogłaby pochodzić od samego Kurosakiego. Po chwili zrozumiał, że odpowiada za to Kuchiki Byakuya z uwolnioną Senbonzakurą Kageyoshi. Odetchnął z ulgą, odpędzając wyrzuty sumienia za zostawienie chłopaka samego z niewyobrażalnie silnym Bounto.

Zanim dotarł do oddziału swojej zastępczyni, z wzgórza egzekucyjnego dobiegł ogłuszający huk i błysnęło oślepiające światło. Reiatsu Kurosakiego osiągnęło najwyższe natężenie, jakie kiedykolwiek odczuł i uspokoiło się. Żadne z Joukaishou nie eksplodowało, co oznaczało, że chłopak musiał odnieść sukces. Srebrnowłosy roześmiał się w ulgą i usiadł przy ścianie, nie mogąc już znieść ciężaru ostatnich wydarzeń. Właśnie w takiej pozycji znalazła go Matsumoto.

- Kapitanie! – jej dźwięczny głos dotarł do niego za którymś kolejnym razem. Spojrzał na nią nieprzytomnie. – Co ty tu robisz?

- Odpoczywam, Matsumoto – odpowiedział, tłumiąc potężne ziewnięcie. – Odpoczywam.

Nie widział już tego, jak kobieta dawała znak dwojgu stojącym za nią Shinigami, by zabrali go do kwatery głównej. Westchnęła głośno, myśląc o tym, jak bardzo chłopak się poświęca dla Seireitei i jak mało otrzymuje w zamian.

Rankiem następnego dnia kobieta wpadła zaaferowana do jego gabinetu, trzymając na ręce czarnoskrzydłego motyla, który wzywał wszystkich kapitanów i ich zastępców na dodatkowe spotkanie w kwaterze głównej pierwszego składu podsumowujące starcie z Bounto. Toushirou bez słowa ruszył w kierunku ogromnej sali obrad, której powoli zaczynał mieć dosyć. Rangiku maszerowała obok niego, rzucając zamyślone spojrzenia swojemu dowódcy.

Tym razem przybył jako ostatni. Wielkie wrota zamknęły się z trzaskiem za nim i jego podwładną. Rzucił uważne spojrzenie obecnym i zajął swoje miejsce. Rudowłosa porucznik stanęła za nim. Najbardziej w oczy rzucał się niedobór dowódców. Kira i Hisagi, oboje pełniący obowiązki kapitanów swoich drużyn, stali w jednym szeregu z pozostałymi zwierzchnikami, ale miejsce opuszczone przez Aizena nadal było puste, gdyż Hinamori do tej pory nie odzyskała równowagi psychicznej. Kolejnym zaskoczeniem było pojawienie się Zarakiego i Kusajishi, zazwyczaj nieobecnych na naradach. Dodatkowo Soifon i Kurotsuchi wyglądali, jakby przez cały poprzedni dzień faszerowali się lekami przeciwbólowymi. Podobnie, jak Ukitake, co w jego wypadku nie było takie dziwne. Drgnął lekko, gdy generał mocno zastukał laską w podłogę.

- Potwierdziliśmy już, że wszyscy Bounto zostali wyeliminowani – zaczął ochrypłym głosem. – Ich przywódca, Kariya Jin, zginął w walce z zastępczym Shinigami, Kurosakim Ichigo. Koga Go zginął w potyczce z kapitanem Hitsugayą Toushirou, Mabashi zginął z ręki kapitan Soifon, Sawatari zginął w walce z kapitanem Kurotsuchi Mayurim, zaś Yoshi zginęła w potyczce z Quincy Ishidą Uryuu. Zdrajca Seireitei, Ichinose Maki, zginął honorową śmiercią, starając się uratować Społeczeństwo Dusz z ręki Bounto Kariyi. Chciałbym wysłuchać raportów wszystkich drużyn. Kapitan Soifon?

- Druga dywizja i Siły Specjalne informują, że zginęli wszyscy mieszkańcy dystryktu Kusajishi w Rukongai – oznajmiła. – Najprawdopodobniej stało się to w momencie, gdy Bounto dostali się do Seireitei. Dzielnica obecnie jest opuszczona i strzeżona przez jeden z zespołów Sił Specjalnych.

- Poruczniku Kira?

- Trzeci skład obecnie patroluje okolice czterech bram wiodących do Rukongai – powiedział, patrząc na czubki swoich stóp. – Na chwilę obecną nie mam wiele do zameldowania, generale.

- Kapitan Unohana?

- Kwatera główna czwartego składu jest w tym momencie przepełniona – oświadczyła, patrząc spokojnie w oczy przełożonego. – Osoby z pomniejszymi obrażeniami są odsyłane do swoich kwater, gdyż moi medycy nie potrafią ogarnąć całego bałaganu. Ogromnej pomocy udzieliła nam Inoue Orihime, uzdrawiając część ciężko rannych. Teraz na oddziale intensywnej terapii znajdują się tylko cztery osoby, wśród nich Kuchiki Rukia i dziewiąta oficer Eiki Rei.

- Kapitanie Kuchiki?

- Szósty skład zabezpieczył już wzgórze egzekucyjne Soukyoku – powiedział obojętnie mężczyzna, zupełnie ignorując fakt, że przed chwilą nazwisko jego siostry zostało wymienione w raporcie ich naczelnej lekarki. – Zespoły zostały wysłane również do dystryktu Kusajishi w Rukongai i na Ziemię, gdzie szczegółowo przeszukane zostaną rezydencje Bounto.

- Kapitanie Komamura?

- Odbudowa Celi Pokuty zmierza ku końcowi – głęboki głos najwyższego z dowódców poniósł się po pomieszczeniu. – Zespoły siódmej dywizji przeszukały już kwatery pozostałych oddziałów i nie znaleźliśmy żadnych ładunków wybuchowych. Miasto jest czyste.

- Kapitanie Kyouraku? Kapitanie Ukitake?

- Wszystkie książki dotyczące Bounto i Joukaishou zostały zebrane w jednym miejscu i z rozkazu dywizji zerowej będą przetransportowane do królewskiego pałacu – streścił Shunsui. Białowłosy przytaknął przyjacielowi, odwracając się na moment i kaszląc.

- Poruczniku Hisagi?

- Dziewiąty skład obecnie przyjmuje szczegółowe raporty od wszystkich drużyn i opracowuje ich streszczenie dla wszystkich oficerów.

- Kapitanie Hitsugaya?

Toushirou spojrzał prosto w oczy starca. Każda z drużyn coś robiła, każda miała jakieś zajęcie… Tylko on nie wydał swojemu oddziałowi żadnych rozkazów. Nagle Matsumoto wysunęła się przed chłopaka i przyklękła przed Yamamoto.

- Generale, kapitan Hitsugaya dopiero wczoraj wieczorem miał okazję zobaczyć się z całym składem i nie udało mu się przekazać wszystkich rozkazów – wyrzuciła z siebie, bojąc się, że generał zabroni jej mówić. – Dziesiąty skład skończył pieczętowanie pozostałych Joukaishou i zajmuje się kompletną interpretacją dziennika Ran'Tao. Sama autorka tajemniczo zniknęła z radarów i nie wiemy, gdzie można ją znaleźć.

- Dziękuję, porucznik Matsumoto – wychrypiał. – Z powodu czynnego udziału kapitana Hitsugayi w walkach, ten jeden raz, kiedy nie wiedział, o co chodzi, zostanie mu podarowany. Wprowadź go w szczegóły.

- Tak jest! – rudowłosa zasalutowała i wycofała się na swoje miejsce.

- Kapitanie Kurotsuchi?

- Departament technologiczny zbiera wszystkie dane, jakie tylko można zdobyć o Joukaishou i bramie, która doprowadziła ich do naszego świata – powiedział, przeglądając coś w terminarzu, który po chwili oddał Nemu. – Żałuję tylko, że nie udało się nam zatrzymać żywego Bounto…

- Dziękuję, kapitanie – w głosie Yamamoto Genryuusai zaczęła dominować irytacja. Mayuri chyba to wyczuł, bo szybko ucichł. – W tym momencie ważne jest, aby wszyscy Shinigami powrócili do pełni sił, a Seireitei zostało odbudowane. Drużyna Kurosakiego może zostać odesłana do domu, ale to zależy tylko od nich. Rozejść się.

Zebrani zasalutowali i zaczęli spokojnie wracać do swoich codziennych zajęć.

Notka odbetowa: Jeszcze tylko dwa one-shoty i to nie ja będę odpowiedzialna za opóźnienia w publikacji Alternatywy. Nie wierzę! (inna sprawa, że Sissel pisze 10 stron dziennie bez najmniejszego wysiłku...) A tak w ogóle wiecie jak wygląda ścięgno na żywo?