Rozdział 2

*****

Bella

*****

Wyszłam z domu o wiele wcześniej niż zawsze. Skoro miałam bawić się dzisiaj w przewodnika, powinnam się jakoś przygotować. Nawet nie miałam pojęcia, jak wyglądają moi nowi „znajomi". Z tego, co mówił Charlie, są bardzo porządną rodziną. I wspomniał jeszcze coś o adoptowaniu? Tak, chyba o tym musiałam pamiętać. Bezpiecznie pokonałam odcinek chodnika, by wsiąść za kierownicę mojego kochanego wozu. Starałam się jak najbardziej opóźnić mój przyjazd do szkoły, ale nim się obejrzałam byłam już na parkingu. Nie wiem, dlaczego, ale zawsze, gdy miałam przed sobą stresujący dzień czas płynął nieubłagalnie szybko. Zajmując swoje stałe miejsce na parkingu, zauważyłam, że na drugim jego końcu stoi nowiutkie, lśniące, czarne volvo. Znacznie się wyróżniał spośród samochodów innych uczniów. Z moją furgonetką nawet go nie porównywałam. Ale nie auto przykuło moją uwagę, lecz jego właściciele.

Oparty o przednie drzwi swojego wozu stał młody, przystojny chłopak, o brązowych i sterczących na żelu włosach. Wyglądał jakby uciekł z wybiegu. Miał na sobie ubrania z najwyższej półki. Obok niego stała drobna osóbka, o twarzyczce elfa. Również ubrana w markową odzież. Ale nie tylko to wyróżniało ich z tłumu. Oboje byli nieludzko bladzi. Nawet z tak dalekiej odległości dało się to zauważyć. Chyba na kogoś czekali. Rozglądali się w około i nagle zatrzymali swój wzrok na moim samochodzie. To na mnie czekali? Czyżby byli owymi Cullenami? Bomba. Wpakowałam się po uszy. Teraz będę musiała znosić te ciekawskie spojrzenia innych, kiedy będę ich oprowadzać po szkole. Modliłam się w duchu, żeby ten dzień już się skończył.

Po kilku sekundach uzmysłowiłam sobie, że gapie się w ich stronę z rozdziawioną gębą. Czym prędzej ją zamknęłam. Zauważyłam, że chłopak się uśmiechnął. Niemalże parsknął śmiechem. Jego mała towarzyszka spojrzała na niego. Nie przyuważyłam, żeby jej coś objaśniał, ale i ona nagle się roześmiała. Spoko. Moje policzki piekły teraz od czerwieni. Zgasiłam silnik i wysiadłam z furgonetki, trzaskając przy tym jej drzwiami. Drobne opiłki rdzy posypały się na ziemie. Zaczerpnęłam jeszcze duży haust powietrza i ruszyłam w ich stronę. Cały czas czułam na sobie obce spojrzenia. Mimowolnie spuściłam głowę. Raźniej mi było patrzeć na własne sznurówki od butów niż na ich piękne twarze.

Zanim zdążyłam do nich podejść, dziewczyna wyszła mi naprzeciw. Szła z niewiarygodną gracją. Już wolałam sobie nie wyobrażać jak ja się prezentowałam podczas krótkiego przemarszu przez parking. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech. Wyglądała na sympatyczną osobę. Nie wiem, czemu, ale czułam, że się zakolegujemy.

Cześć! Jestem Alice Cullen. A ty pewnie Isabella Swan? – Zapytała. Miała cienki głos, ale brzmiał jak dzwoneczki.

Tak, to ja. Choć wolałabym, gdybyś nazywała mnie Bellą. – Tyle zdołałam z siebie wykrztusić. Uśmiechnęła się jeszcze bardziej.

Jasne, nie ma problemu. Eeem, to jest mój brat, Edward. – Wskazała ręką na chłopaka, który nadal opierał się o drzwiczki volvo. Jego usta lekko drgnęły, jakby próbował się uśmiechnąć. Ale to by było na tyle.

Cześć. – Wymamrotałam. Nagle poczułam, że wcześniej nabrałam za dużo powietrza. Czkawka. Cudownie. Nie chciałam się odzywać, żeby nie czknąć na głos, ale nie chciałam, żeby wyszło, że już się do nich nie odezwę. Jednak to Alice przejęła pałeczkę.

To co, pokażesz nam szkołę? Jestem ciekawa, jak tu jest. – Widać było, że lubi się uczyć. Albo świetnie udawała. Skinęłam tylko głową. Tak dla bezpieczeństwa.

Szłyśmy z Alice równym krokiem. Edward cały czas trzymał się za nami. Czułam na plecach jego wzrok. Po co on mi się tak przyglądał? Może zastanawiał się, dlaczego wciąż tak dziwnie podskakuje? Ach, ta głupia czkawka. Dyskretnie nabrałam powietrza i zacisnęłam mocno usta. Teraz to Alice na mnie patrzyła.

Bello, coś się stało? Masz takie sine usta! – Zapytała spanikowanym głosem. Wypuściłam głośno powietrze z płuc.

Nie. Tylko chciałam się pozbyć czkawki. Przepraszam, jeśli Cię przestraszyłam. – Chyba muszę nauczyć się dyskrecji. – Pomyślałam.

Och, dziewczyno, czy nie łatwiej wypić szklankę wody?

Tak się składa, że jej przy sobie nie mam. – Dodałam

Aha. No tak. – Więcej nic nie dodała. Czułam się dziwnie. Nie byłam pewna, dlaczego.

Właśnie przechodziliśmy przez główne wejście, gdy uświadomiłam sobie, że jestem w centrum uwagi. I to przez moich nowych towarzyszy. Każdy uczeń tutejszego liceum gapił się teraz w naszą stronę. Co za nie wychowanie. Brak kultury. Jednak, gdy Jessica zobaczyła mnie, z kim idę, jej książki wyleciały z torby na podłogę. Miała szeroko otwarte usta. Na jej twarzy malował się szok, albo lepiej- niedowierzanie. Mike Newton, jej wierny towarzysz rzucił się, by pozbierać z podłogi jej podręczniki, ale jak tylko podniósł głowę wypuścił je z powrotem na ziemię. Patrzył teraz na mnie. A dokładniej na gościa za mną. Ciekawe, co sobie pomyślał. Jego mina zbiła mnie z tropu. Gdyby mógł zabijać wzrokiem, pewnie bym już leżała martwa. A razem ze mną Edward. Skakał teraz swoim spojrzeniem to na mnie to na Edwarda. Cały się gotował. Jess złapała go za ramię i czym prędzej się oddalili. Mijając nas zaczepiła o mnie, dając mi chyba znak, że popełniam jakiś poważny błąd. Czegoś tu nie rozumiałam. Czy ja zrobiłam coś złego? Nie wiedziałam, czy przemawiała przez nią złość, czy tez była po prostu zazdrosna. Zazdrosna? Niby, o co? Z rozmyślań wyrwała mnie Alice.

Bello, chodźmy. Zaraz będą lekcje. Musisz nam jeszcze pokazać klasy. – Powiedziała ciągnąc mnie lekko za rękaw.

Tak, tak jasne. Chodźmy.- Ruszyliśmy w stronę sekretariatu. Nagle odezwał się Edward.

Widzę, że niektórym nie odpowiada nasze towarzystwo. Zwłaszcza niektórym panom. – Odwróciłam się na moment. Szeroko się uśmiechał. Bawiło go zachowanie Mike'a.

Skąd wiesz? – Spytałam zaintrygowana. Widać było, że ma się na baczności. Tak jakby miał coś przede mną do ukrycia.

Nie widziałaś? Ten facet to ma tupet. – Urwał i zaczął się dalej śmiać. Kątem oka dostrzegłam, jak Alice kopnęła go w kostkę. Zatrzymaliśmy się obok drzwi wejściowych do sekretariatu.

Ok., idźcie się przedstawić. Weźcie swoje plany lekcji, a ja zaczekam na was, by móc pokazać wam wasze sale. – Powiedziałam do nich. Oczywiście chciałam się jak najszybciej zmyć do swojej klasy.

Dobrze – odpowiedziała Alice. Wzięła swojego brata za rękę i pociągnęła za sobą do środka.

Nie czekałam długo. Uwinęli się w niecałe 10 minut. Alice podeszła do mnie rozpromieniona.

Hej Bella, wiesz, że pierwszą lekcję mam z Tobą? Będziemy jeszcze chodzić razem na matmę i angielski! A na biologii potowarzyszy Ci mój brat. No i oczywiście, jeśli chcesz możesz siedzieć z nami w stołówce. Co ty na to? – Niemal piszczała z zachwytu. Zastanowiło mnie tylko, skąd znała mój rozkład. Za to Edward wcale się nie cieszył. Wyglądał, jakby się czymś martwił, albo był ostrożny. Gdy zadzwonił dzwonek Alice złapała mnie pod rękę i razem poszłyśmy na pierwszą lekcję.

O dziwo wszystkie lekcje minęły mi szybko. W stołówce zasiadłam dzisiaj z Cullenami. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy Mike'a i Jess ale teraz zupełnie mnie to nie obchodziło. Szłam sobie teraz przez parking do mojej furgonetki, gdy dopadła mnie Alice.

Hej Bella, chciałam się pożegnać. Miło było cie poznać. Dzięki, że się nami zaopiekowałaś. Jesteś bardzo fajna. – Skończywszy pocałowała mnie w policzek. Ach, jakie słodko pachniała. Ślicznych perfum używa- pomyślałam. Trochę znajomy mi się wydawał– Jak chcesz mogę jutro po ciebie podjechać, pojedziemy razem – dodała.

Nie dzięki, poradzę sobie. Z resztą twój brat chyba za mną nie przepada. – Zmarszczyła czoło.

Niby, dlaczego tak uważasz?

Sama nie wiem. Po prostu to czuję.

Ach, nie martw się. On po prostu taki jest. Jakby ci się naprzykrzał możesz palnąć go w łeb. Masz moje pozwolenie. – Uśmiechnęła się. A ja razem z nią. Pożegnałyśmy się jeszcze raz i odeszła w kierunku czarnego volvo krokiem baletnicy.

Jadąc do domu poprawił mi się nieco humor. Wcale nie było tak źle – pomyślałam. Ta Alice jest taka sympatyczna. Tylko jej brat był trochę dziwny, taki tajemniczy.

Zaparkowałam swoją furgonetkę na podjeździe. Musiałam pobiec do domu, bo na dworze zaczęło lać. Ugh, jak ja nie lubię deszczu. Zostawiłam swoją torbę w przedpokoju i poszłam do kuchni. Na stole leżała mała karteczka. Była od mamy: „Bello, dzisiaj się nieco spóźnię. Ugotuj coś dobrego Charliemu. Chyba już przejadła mu się trochę pizza. Całuje – mama." Zaśmiałam się w duchu. Wczorajsza sytuacja utwierdziła nas wszystkich w przekonaniu, że to ja powinnam w kuchni przejąć pałeczkę. Zajrzałam do lodówki w poszukiwaniu jakiś produktów. Na szczęście ostatnio mama uzupełniła nasze zapasy, więc było, z czego wybierać. Postawiłam na Spaghetti.

Właśnie kończyłam moją potrawę, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Zmniejszyłam gaz pod garczkiem i poleciałam otworzyć. Po drugiej stronie zastałam listonosza. Miał jakiś gruby list. Zdziwiłam się, gdy powiedział, że jest on do mnie. Zamknęłam drzwi i czym prędzej zaczęłam oglądać kopertę. Nic. Żadnego nadawcy. Poszłam do kuchni po nóż. Otworzyłam go i wyciągnęłam dużą kartkę, zgiętą chyba z 10 razy. Treść listu mnie zszokowała….

*****

Edward

*****

To, co teraz mi pokazała było absurdem!

Alice, przecież Twoje wizje się zmieniają. Ja je mogę zmienić. Z resztą żadnej decyzji nie podjąłem! – Krzyczałem. Krzyczałem w mojej głowie.

Nie rozumiesz? Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś tak wyraźnie. I to w dodatku człowieka!

Przestań! Nawet o tym nie myśl. – Zawarczałem na nią.

A właśnie, że będę. Bella i ja będziemy przyjaciółkami. To pewne. – Zacząłem się trząść. Ta mała musiała widzieć coś jeszcze, bo znowu zaczęła sobie nucić.

Mogłabyś przestać? Ta piosenka mnie wkurza. – Pokazała mi język i wyszła z pokoju. Zrobiłem to samo. Postanowiłem przedyskutować to z wszystkimi.

Carlisle? Esme? Rosalie? Emmet? Jasper?...Alice? Moglibyście przyjść do salonu. Mam do was sprawę. Gdy wszedłem do dużego pokoju, wszyscy już czekali oprócz Jaspera.

Gdzie Jasper? – Zapytałem.

Jest na polowaniu. Niedługo wróci. Czy cos się stało Edwardzie? – Spytała Esme. Wyczułem jej niepokój. Że też ten Jasper musiał teraz wyjść.

To nic takiego. Chodzi o to, że…

…pewien człowiek działa na ciebie tak silnie, że nie możesz sie mu oprzeć i cały czas cie do niego ciągnie. To już wiemy. – Przerwała zrezygnowana Alice

Czy mogłabyś mi nie przerywać? – Powiedziałem złowrogo. Esme chwyciła moja rękę.

Spokojnie Edwardzie. Wiemy, przez co przechodzisz.

Nie odbierajcie tego w ten sposób. Ja po prostu staram się nie zrobić jej krzywdy. Aż tu nagle dowiaduje się, że moja siostra chce się z nią zaprzyjaźnić. Przyznajcie, że to chore. – Spojrzałem w kierunku Alice. Wydęła swoje usta w podkówkę. Chyba nie potrzebnie tak na nią naskoczyłem. I teraz będę mieć wyrzuty sumienia. Super.

A jak mamy to odbierać? – Wtrąciła się Rose.

Na początek radziłbym, żebyśmy nie sugerowali się wizjami Alice.

Ale jak do tej pory wszystkie się sprawdziły!

Alice, daj mu skończyć. – Carlisle był ciekawy, co też mam im do powiedzenia.

Dziękuje Carlisle. Z jednej strony to prawda, ale co jeśli nie będę potrafił wytrzymać z nią w jednej klasie? Co jeśli ją zaatakuje? Nie jesteś w stanie tego przewidzieć.

Ufamy ci….

Wiem, i to mnie dobija. Nie chciałbym, żebyście utwierdzali mnie w przekonaniu, że dam sobie radę. Ja nie jestem tego do końca pewien. – Zapadła cisza. Naprawdę cisza. A gdzie te ich myśli? No dobra, Alice i jej ta głupia piosenka się nie liczą.

Nie rozumiem cie, Edwardzie. Ta Twoja dziewczyna…

Żadna tam moja. Z resztą już podjąłem decyzję. – Nabrałem powietrza. – Muszę się stąd wynieść. – W głowach mojej rodziny pojawiły się setki reakcji: zaskoczenie, ból, rozczarowanie, gniew?

O co chodzi Alice? – W końcu niech sobie coś powie.

A o to, że mimo twojej decyzji wciąż ją widzę. I ciebie. W Forks. Jesteście dobrymi znajomymi. A może nawet więcej. Ale nie widzę, żebyś się wyprowadzał.

Dosyć! Co ty wygadujesz?!

Ale tak właśnie jest! – Gdyby mogła pewnie by teraz się rozryczała.

Alice, Edward, przestańcie. Lepiej zastanówmy się razem, co z tym zrobić. – Powiedział Carlisle.

Tu się nie ma nad czym zastanawiać! – Zaraz chyba zwariuje. Co oni sobie myśleli?

Edwardzie, proszę, nie opuszczaj nas. Dopiero pozbieraliśmy się po kolejnej przeprowadzce, a ty już chcesz stąd uciekać – dodała smutno Esme. Zrobiło mi się przykro. Jak zwykle wszystko schrzaniłem.

Ok. jakieś propozycje? – Wyraźnie humor im się poprawił. Esme złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się lekko. Dziękuję – pomyślała.

Powinieneś tu zostać i pójść normalnie do szkoły. Bella już wie, że w jej wieku jesteś ty i Alice. Obiecała, że was wprowadzi w świat tutejszego liceum. Rozmawiałem dzisiaj z jej ojcem. – Zaproponował Carlisle.

Nie to niemożliwe. Boję się, że zrobię jej krzywdę! – A tego za żadne skarby bym nie chciał.

Tego nie wiesz. Z resztą…

… nic jej nie będzie. Spójrz! – Alice była pełna optymizmu. Mnie się on nie udzielił. Ale zacząłem się wahać. Te jej wizje zaczęły mnie wkurzać tak jak ich właścicielka.

Dobra, pójdę. Ale jeśli coś się stanie… zrobię coś złego… - przełknąłem ślinę. – Pozwólcie mi odejść. – Skoro ja poszedłem na kompromis, oni też musieli. Nie uśmiechało im się wcielić mój plan w życie, ale teraz mało mnie to obchodziło.

Twoja wola… - powiedział Rose. – Dzięki. Chociaż jedna.

Po krótkiej chwili, zauważywszy, że zebranie dobiegło końca, każdy powrócił do swoich zajęć. Nie mogłem już wytrzymać z nimi w jednym pomieszczeniu, więc poszedłem do siebie. Zapuściłem swoją ulubioną muzykę. Klasyka – to ona mnie uspokajała. Wsłuchałem się w słowa drugiego utworu, gdy ktoś zapukał:

Mogę? – czy ta Alice nigdy się nie odczepi?

Czego chcesz? Nie odpowiedziała. Usiadła w moich nogach.

Przepraszam cie. Za wszystko. Ale to nie moja wina, że posiadam ten dar. Nie mam wpływu na jego działanie. – Zniżyła głos do szeptu. Zrobiło mi się jej żal. Może jednak miałem uczucia?

Już dobrze mała. Wiem o tym. Ale ostatnio tak wiele się dzieje… - wstałem i przytuliłem ją do siebie. Objęła mnie swoimi małymi rękoma.

Dzięki brat. Wiedziałam, że mnie kochasz.

Spokojnie, to nie czas na wyznania. – Zaśmialiśmy się.

To co, dzisiaj pierwszy dzień w szkole? – Zaoponowała Alice. To już jest wtorek?

Która właściwie jest godzina?

Dochodzi 4 rano. Mamy jeszcze trochę czasu. – Chodź czasem mała wampirzyca mnie wkurzała, mogłem tak z nią siedzieć wiekami…

****

Kiedy minęła godzina 7 wsiedliśmy z Alice do mojego czarnego volvo. Wolałem nie rzucać się w oczy jakimś sportowym autem. Mieliśmy spory kawałek do szkoły, więc postanowiłem zagadać Alice.

Jak w ogóle ją poznamy? - Co za głupie pytanie.

Przecież wiesz jak wygląda.

Fakt. - Zachichotała. Musiałem zacząć od nowa.

To jak zamierzasz się przywitać? „Cześć jestem Alice Cullen, nie przejmuj się tym, że mam chłodne ręce, to taka moja wampirza cecha. A no tak. Zapomniałabym. Jestem wampirem, boisz się?" Alice spojrzała na mnie jak na mordercę.

Ty sobie kpisz ze mnie?

Spokojnie, tylko żartowałem.- Co, jak co, ale ona powinna znać się na żartach. Chyba się obraziła, bo odwróciła wzrok i patrzyła teraz przez szybę.

Mimo długiej trasy, na parking szkolny zajechaliśmy 20 minut przed czasem. Stało już kilka samochodów, ale była to zaledwie garstka. Nie świeciło słońce, więc mogłem spokojnie wysiąść z auta. Oparłem się o moje drzwiczki i czekałem. Alice postanowiła do mnie dołączyć.

Niedługo tu będzie. – Ach, mogłaby już przestać. Niepotrzebnie śledzi każdy jej ruch.

Spokojnie, jak ma przyjechać, to przyjedzie.

I miałem rację. Właśnie na parking zajechała jej stara furgonetka. Założę się, że żadnych kosmicznych prędkości to ona nie rozwija. Stanęła na drugim końcu parkingu. Udałem, że się rozglądam, żeby nie myślała, że się na nią gapię cały czas. Kątem oka zauważyłem, że teraz patrzy w naszą stronę. Zaraz, czy ona czasem nie otworzyła za bardzo swojej buzi? Mimowolnie się zaśmiałem. Alice spojrzała na mnie. Z czego się cieszysz?

Spójrz – powiedziałem szybko. Popatrzyła na Bellę i też się zaśmiała. Chyba to zauważyła. Szybko zamknęła usta i zaczęła wysiadać z auta. Czyżby trzasnęła drzwiami? Nie no, nie chciałem jej wkurzyć. Kroczyła teraz w naszą stronę. Ciekawe, co też sobie myślała. Nie byłem przyzwyczajony do takiej sytuacji. Z reguły wiem, co ludzie o mnie sądzą. Jej policzki były mocno zaczerwienione. To na mój widok? Jejku, jaka ona słodka. Aż chciałoby się ją schrupać. Matko Cullen, opanuj się! Moje myśli krążyły cały czas wokół tej dziewczyny. I nagle uświadomiłem sobie, że nigdy nie słyszałem jej głosu. Nie zdążyłem zareagować, gdy Alice podbiegła do niej.

Cześć! Jestem Alice Cullen. A ty pewnie Isabella Swan? – Zapytała.

Tak, to ja. Choć wolałabym, gdybyś nazywała mnie Bellą. – Jej głos był niczym śpiew skowronka.

Jasne, nie ma problemu. Eeem, to jest mój brat, Edward. – Wskazała ręką na mnie. Próbowałem się uśmiechnąć. Nie dało rady. Za bardzo mnie onieśmielała.

Cześć. – Wymamrotała. Wykonała jakiś dziwny ruch. Czyżby mi się przewidziało, czy ona podskoczyła?

To co, pokażesz nam szkołę? Jestem ciekawa, jak tu jest. – To Alice przejęła pałeczkę. Pokiwała tylko głową. Miałem nadzieję, że mój skowronek jeszcze zaśpiewa.

Kiedy wchodziliśmy do budynku wszyscy się dosłownie na nas gapili. Te ich wścibskie spojrzenia mnie denerwowały. A ich myśli – ci ludzie są okropni. Bella ma szczęście, że nie słyszy tego wszystkiego. Ale wyłapałem 2 interesujące mysli: „Czy ja dobrze widzę? Bella Swan? Z tym mega boskim kolesiem? Co ona sobie myśli? Tupeciara jedna. Najpierw mój Mike a teraz to ciacho? Nie mogę do tego dopuścić!" jej książki wysypały się na ziemię. Jej towarzysz, Mike, jak wywnioskowałem był jeszcze gorszy:" Co ja widzę? Mam nadzieję, że to jakiś zły sen. Moja Bella znalazła sobie chłopaczka? Czyżby to ten Cullen? Ciekawe czy poleciała na jego klatę czy kasę? Z resztą, w czym ja jestem gorszy? O nie, tak tego nie zostawię!". Co za palant. Oboje zebrali książki i zmyli się stąd. I jeszcze w dodatku po chamsku zaczepili Bellę. Ale ich reakcja tak mnie rozbawiła, ze nie wytrzymałem i zaśmiałem się na głos.

Widzę, że niektórym nie odpowiada nasze towarzystwo. Zwłaszcza niektórym panom.-Odwróciła się w moja stronę.

Skąd wiesz? – Zapytała. – Kurcze, musiałem się pilnować, żeby się nie zdradzić.

Nie widziałaś? Ten facet to ma tupet. – Urwałem i zacząłem się dalej śmiać. Poczułem lekki ból w kostce. To Alice.

Ok., idźcie się przedstawić. Weźcie swoje plany lekcji, a ja zaczekam na was, by móc pokazać wam wasze sale. – Zaświergotała swoim słodkim głosem. Miałem nadzieję, że nie zejdzie nam długo, a i żeby czasem stąd nie uciekła. Na szczęście panie w sekretariacie uwinęły się w mig i zaraz mogłem wracać do mojego słońca. Jeszcze tylko wyczytałem z myśli Alice plan Belli, bym mógł wiedzieć, gdzie jej szukać.

Hej Bella, wiesz, że pierwszą lekcję mam z Tobą? Będziemy jeszcze chodzić razem na matmę i angielski! A na biologii potowarzyszy Ci mój brat. No i oczywiście, jeśli chcesz możesz siedzieć z nami w stołówce. Co ty na to? – Niemal piszczała z zachwytu. Ach, ta Alice. Czy nie przesadzała czasem?

Cały dzień mi się okropnie dłużył. Może dlatego, że nie miałem biologii? Całkiem prawdopodobne. Już mieliśmy wsiadać do wozu, ale mała chochlica pobiegła do Belli. Co ona znowu kombinuje? Ostatnio wyszkoliła się w specjalności: jak zagłuszyć myśli przed bratem?. Szło jej bardzo dobrze. Ale dzięki Bogu mam dobry słuch.

Hej Bella, chciałam się pożegnać. Miło było cie poznać. Dzięki, że się nami zaopiekowałaś. Jesteś bardzo fajna. - – Skończywszy pocałowała ją w policzek. Dlaczego mi nie było to dane?

– Jak chcesz mogę jutro po ciebie podjechać, pojedziemy razem – dodała. Co ona sobie myślała?

Nie dzięki, poradzę sobie. Z resztą twój brat chyba za mną nie przepada. – moja siostra zmarszczyła czoło. Czy ja coś zrobiłem nie tak?

- Niby, dlaczego tak uważasz?

- Sama nie wiem. Po prostu to czuję.

- Ach, nie martw się. On po prostu taki jest. Jakby ci się naprzykrzał możesz palnąć go w łeb. Masz moje pozwolenie. – Uśmiechnęła się. A ona razem z nią. Pożegnały się jeszcze raz i zawróciła w kierunku naszego auta. Wsiadła na miejsce pasażera bardzo zadowolona.

I co Cię tak cieszy? – Spytałem.

Bella to świetna dziewczyna. Nie uważasz? Ale chyba nie przekonałeś ją do siebie. – Popatrzyła na mnie spod swoich rzęs.

Wiem, słyszałem. Starałem się jak mogłem.

Taaa. – Nic więcej nie dodała.

Tak jak poprzednio jechaliśmy w milczeniu. W tle leciała jakaś muzyka, ale w pełni ją ignorowałem. Myślałem nad tym, co zrobić, by Bella mnie polubiła. Ale tak naprawdę.

Zaparkowałem na podjeździe.

Możesz już iść. Ja muszę coś załatwić. – Popatrzyła na mnie z zaskoczeniem, ale posłusznie zrobiła to, o co ją poprosiłem. Pewnie i tak wiedziała, co zamierzam zrobić. Gdy zatrzasnęła swoje drzwi ruszyłem gwałtownie z miejsca. W lusterku widziałem, jak Alice stoi i patrzy jak odjeżdżam. Miałem przed sobą jeden cel: mały, biały domek, z furgonetką i radiowozem na podjeździe…