*****
Alice
*****
Nie wiedziałam, czy mogę ufać mojemu bratu. Zawsze był nieco porywczy. Nie dopuszczał do siebie myśli, że ludzka dziewczyna stanie się dla niego kimś ważnym. I dla mnie też. Już teraz to czułam. Siedzieliśmy właśnie z Jasperem na kanapie w salonie. Jedną ręką czochrałam jego włosy, a drugą trzymałam na jego dłoni. Lubił, gdy tak robiłam. Moje wszystkie myśli skierowane były wokół Belli. Nie chciałam zdradzać się przed Edwardem, bo źle by się to dla mnie skończyło. Idealnym sposobem było nucenie piosenki. Nie lubił jej i to, dlatego rzadko zaglądał do mojej głowy. Gdyby dowiedział się, że widzę każdy jej krok…
Jakże chciałam wiedzieć, co też ta mała spryciula teraz wyprawia. Jednak sama nie mogłam do niej pobiec. Edward domyśliłby się, gdzie jestem. Hm, a może Jasper?
Hej skarbek, mam do ciebie prośbę – zaczęłam słodko. – Mógłbyś coś dla mnie zrobić?
Dla ciebie wszystko – uśmiechnął się. Odwzajemniłam go.
Chodzi o tą dziewczynę. Wiesz, Bellę. – Pokiwał głową – chciałabym, żebyś sprawdził, czy aby na pewno nic jej nie grozi…
Oczywiście. Ale dlaczego sama tego nie zrobisz?
Oh kochany, mój brat – nie musiałam kończyć. Wiedział, czym by się to skończyło. Pocałował mnie przelotnie i już go nie było. Do pokoju weszła Esme.
Dokąd on tak pobiegł? – spytała.
Postanowił zapolować. Jest mu trochę ciężej niż nam. Sama rozumiesz.
Oczywiście moja mała. To dobrze, ze się tak stara. – Pogłaskała mnie po policzku. Nie nawidziłam jej okłamywać. Z resztą reszty też nie. Edward był wyjątkiem.
****
Ta głupia narada z Edwardem mnie dobiła. Cały czas mnie dołował swoim gadaniem. Jak on mógł? I jeszcze jak tchórz chciał stąd wyjechać. Wszystko, co do niego mówiłam, spływało po nim dosłownie. Było mi smutno.
Na całe szczęście wrócił Jasper. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do naszego pokoju.
I co? – Spytałam zainteresowana.
Wszystko ok. Teren czysty. Jest bezpieczna. – Odetchnęłam z ulgą.
Dziękuje Ci Jasper, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. – Pocałowałam go. Uśmiechnął się szeroko.
A to, za co? – Spytał z bananem na twarzy.
Za wszystko! – Przywarliśmy do siebie mocno. Nie chciałam przerywać takiej chwili. Ale coś mi mówiło, że powinnam gdzieś jeszcze pójść…
****
Mogę? – Spytałam bojaźliwie.
Czego chcesz? – Nie odpowiedziałam. Usiadłam w nogach jego łóżka.
Przepraszam cie. Za wszystko. Ale to nie moja wina, że posiadam ten dar. Nie mam wpływu na jego działanie. – Zniżyłam głos do szeptu. Chociaż zastanawiałam się, czy to ja powinnam przepraszać.
Już dobrze mała. Wiem o tym. Ale ostatnio tak wiele się dzieje… - wstał i przytulił mnie do siebie. Objęłam go swoimi małymi rękoma.
Dzięki brat. Wiedziałam, że mnie kochasz.
Spokojnie, to nie czas na wyznania. – Zaśmialiśmy się.
To co, dzisiaj pierwszy dzień w szkole? – Zaoponowałam.
Która właściwie jest godzina?
Dochodzi 4 rano. Mamy jeszcze trochę czasu. – Objęłam go jeszcze mocniej. Nadszedł moment prawdy…
