My Hero Vampire"

Autor: truska93

Z dedykacją dla wszystkich, którzy komentują moje prace. Dziękuję wam moi kochani!

Szczególne podziękowania dla mojej Ali, dla Mileny(milala) oraz mojej przyjaciółki; * Nie pytajcie, za co, po prostu wam dziękuję kochane!

Rozdział 8

******

Bella

******

Mój sen przypominał jednocześnie szczęśliwe chwile jak w pewnym momentach – koszmar. Śnił mi się Edward. W tej przyjemnej dla mnie części całowaliśmy się namiętnie oraz byliśmy zakochaną po uszy parą! Tak, ale to tylko sen… Jednak po kilku sekundach szczęścia przede mną nie było już Edwarda, lecz dzikie zwierze, patrzące na mnie czerwonymi ślepiami, a z jego ust sączyła się krew. Był podobny do Edwarda – nie tego mojego, lecz inny, z głodnym wzrokiem i…kłami?

Obudziłam się bardzo wcześnie. Za oknem było jeszcze ciemno. Zwlokłam się z łóżka i zaspana poczłapałam do łazienki. Obmyłam twarz wodą i spojrzałam w lustro. Sine cienie pod oczami znów zaalarmują troskliwą Alice. Tylko, co ja mam jej powiedzieć? Na pewno nie to, że śniłam o jej bracie i to w dodatku w ten sposób. Zachowywał się tak, jakby chciał się na mnie rzucić. Tylko: dlaczego? Wiele pytań cisnęło się do głowy, ale nie byłam w stanie o tej porze na jakiekolwiek z nich wymyśleć jakiejś sensownej odpowiedzi.

Skradając się wróciłam do swojego pokoju. Musiałam uważać, by nie obudzić czasem rodziców. Za bardzo się o mnie martwią. Tak jak wtedy, trzy miesiące temu… Energicznie potrząsnęłam głową, by choć spróbować wyrzucić z siebie te feralne wspomnienia sprzed parunastu dni.

Wskoczyłam pod kołdrę i próbowałam ponownie zasnąć. Przed oczami wciąż stała mi wizja dzikiego Edwarda. Ogarnęła mnie dziwna panika pomieszana ze strachem. Kiedyś odczuwałam podobne emocje.

I znów niepotrzebnie moje myśli zbaczały na inny tor. Przymknęłam powieki, które jak na złość nie chciały się skleić. W końcu po pięciu minutach nie wytrzymałam i włączyłam lampkę nocną. Usiadłam na łóżku, wciąż przykryta, i myślałam, czym by się tu zając. Był środek nocy, więc na jakieś szaleństwa nie mogę sobie pozwolić. Postanowiłam się odprężyć przy muzyce. Wyciągnęłam z szuflady moje mp3 i włączyłam moją ulubioną piosenkę: The Rasmus „October and April". Ustawiłam opcję „powtórz", zgasiłam lampkę i przymknęłam oczy. Melodia powoli mnie wyciszała. Zaczęłam czuć, że odpływam. Poznałam to po tym, że muzyka była coraz bardziej cicha. W końcu w ogóle jej nie słyszałam…

Znalazłam się w swojej furgonetce. Jechałam ulicami Forks, z radia wydobywała się muzyka. Przypominało mi to mój codzienny powrót ze szkoły. Ucieszyłam się na myśl, że to zwykły sen. Po przejechaniu parunastu metrów z prędkością pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, zza zakrętu wyjechała ciężarówka naładowana balami drewna. Potem wszystko działo się bardzo szybko. Spadające drewna, rozbita furgonetka i… Ja w roli głównej – czyli trup.

Zerwałam się na równe nogi. Byłam cała mokra od potu, a po policzkach ciekły mi ciurkiem łzy. Moje serce biło z ogromną prędkością. Oddech przyspieszył znacznie. Wyciągnęłam słuchawki, które wciąż znajdowały się w uszach i zakryłam rękoma twarz. Rozszlochałam się na dobre. Po minucie przy moim boku znalazła się mama. Objęła mnie czule i przytuliła z całej siły. Nie musiała pytać, co się stało. Doskonale o tym wiedziała. Kołysałyśmy się miarowo w przód i w tył.

Przez dobrą godzinę płakałam w mamy koszulę nocną. W końcu moje oczy zaczęły piec niemiłosiernie i musiałam przestać. Wytarłam ostatnie łzy z policzków i ułożyłam się na łóżku. Mama patrzyła na mnie przerażona. Nigdy jeszcze nie zachowałam się w taki sposób. Nie odzywała się ani słowem. Ciągle świdrowała mnie wzrokiem. Poczułam nagłe zmęczenie. Nie chciałam na powrót zasnąć, gdyż bałam się, że to wszystko wróci. Jednak zmęczenie wzięło górę. Moje powieki zatrzasnęły się i więcej nie otworzyły.

Tym razem spałam spokojnie. Obudziłam się około siódmej rano. Otworzyłam delikatnie oczy, ale nie wstałam z łóżka. Ciągle byłam zmęczona. Usłyszałam, jak za drzwiami debatują moi rodzice.

Charlie, z nią się coś dzieje. Coś niedobrego.

Renee, nie histeryzuj. Może to sprawa jakiegoś chłopaka.

No wiesz, jak możesz tak mówić? Nie widziałeś jej dzisiejszej nocy. Przez godzinę szlochała, bez przerwy.

A wiesz może, dlaczego?

Nie, nie chciałam jej męczyć. Była za bardzo roztrzęsiona. Gdybyś ją wtedy zobaczył…

Już dobrze, dobrze – wyobraziłam sobie, jak tata pociesza mamę, przytulając ją do siebie.

Po chwili klamka lekko opadła w dół. Popatrzyłam w stronę drzwi i ujrzałam w nich mamę. Miała zatroskany wyraz twarzy. Uśmiechnęłam się lekko do niej, choć pewnie wyszedł mi z tego bardziej grymas niż uśmiech. Podeszła powoli i usiadła w nogach łóżka. Znów milczała.

Mamo – zaczęłam.

Tak Bells? Coś potrzebujesz?

Nie dziękuję. Mogę dziś zostać w domu? Marnie się czuję.

Oczywiście słońce. Nie wyglądasz dziś najlepiej. Myślę, że powinnaś pójść do lekarza – zasugerowała. Mnie akurat pasował teraz tylko jeden lekarz…

Mamo, proszę, nie zaczynaj. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Proszę nie zamartwiaj się. Do mnie dobija.

Bello, jestem Twoją matką, mam prawo się martwić. A czy jest jakiś powód ku temu? – spytała. No tak, mogłam przewidzieć jej ruch. Najpierw troska, później ciekawość.

Nie, już mówiłam, jest ok.

No dobrze, skoro tak twierdzisz – westchnęła. Było mi głupio spławiać mamę takim tekstem. Obróciła się i zanim wyszła powiedziała – Za pół godzinki zejdź do kuchni na śniadanie, dobrze?

Dobrze, zejdę – obiecałam. Kiedy wyszła, znów do moich oczu napłynęły mi łzy.

Co się ze mną dzieje???

****

Obudziłam się około trzynastej. Nawet nie wiem, kiedy znów zasnęłam. Sięgnęłam po telefon z szafki i zerknęłam na wyświetlacz. Miałam dziesięć wiadomości i piętnaście połączeń nieodebranych. Wszystkie od Alice. Kurcze, jak nic szykuje się jej wizyta w tym domu. Przetarłam zaspane oczy i próbowałam zwlec się z łóżka, gdy za drzwiami usłyszałam dwa kobiece głosy. To mama rozmawiała z… Alice! Ułożyłam się z powrotem w mojej pozycji śpiącej i przymknęłam delikatnie oczy.

Dziękuję ci kochana, naprawdę muszę dzisiaj być w pracy, a nie chcę zostawiać jej samej.

Proszę się nie martwić. Ja się nią zajmę. Obiecuję.

Oh, jesteś taka wspaniała! – cała mama. Po chwili usłyszałam stukot jej szpilek na schodach, po czym drzwi do mojego pokoju uchyliły się powoli. Zza nich wyłoniła się twarz Alice.

Cześć śpioszku, jak leci? – spytała.

W porządku. Czemu pytasz?

Ach, Bells, wiem, co się działo dziś w nocy. Twoja mama mi wszystko wyśpiewała. To jak się czujesz?

Kiepsko. Nie wyspałam się. – Wywróciła oczami.

Nie o to pytałam. Ale skoro nie chcesz mówić, to nie – wydęła swoje usteczka. Wiedziałam, że gra. Chce dowiedzieć się prawdy. W końcu dałam za wygraną.

Ok., ok. w porządku, – uśmiechnęła się – znów miałam koszmar. Był tak prawdziwy, jak ten, sprzed trzech miesięcy… - Alice doskoczyła do mnie i po sekundzie byłam już w jej ramionach. Zamknęła mnie w swoim mocnym uścisku. Jedną ręką głaskała mnie po plecach.

Będzie dobrze. Zobaczysz. Nic złego ci się nie stanie. Już my o to zadbamy.

My? – zdziwiłam się.

Tak. Myślisz, że tylko ja się o ciebie martwię? To jesteś w błędzie. Edward… on też się o ciebie martwi i to bardzo, ponieważ… ponieważ on cię kocha… - powiedziała, wahając się, czy dobrze zrobiła, mówiąc mi o tym. Moje serce gwałtownie przyspieszyło. Nie byłam w stu procentach pewna tych słów. Z jednej strony byłam przeszczęśliwa, lecz z drugiej – przerażona.

Alice, skąd ty możesz o tym wiedzieć?

Bells, ja widzę, wiem i czuję. Nie zauważyłaś tego, jak na ciebie patrzy? I ten wasz pocałunek.. Ja wszystko wiem. Znam swojego brata… - nie sposób było jej nie wierzyć. Byłam wewnętrznie rozdarta. Alice, widząc moją minę, wzięła mnie pod brodę i zaglądnęła głęboko w oczy. – Bello, pamiętaj, przy nas nic ci nie grozi. Jeśli masz jakiś problem, śmiało o tym mów. Każde z nas służy pomocą. Takie pełnoetatowe centrum wsparcia – uśmiechnęła się. Ja również. Takie porównanie naprawdę mnie rozbawiło.

Zaczęłam schodzić z łóżka. Alice popatrzyła na mnie, po czym odsunęła się, by zrobić mi miejsce. Wybrałam strój na dzisiejszy dzień i zeszłam razem z przyjaciółką do kuchni. Spałam dosyć długo, a więc musiałam się posilić. Zajrzałam do lodówki, ale nic ciekawego nie wpadało mi do głowy. W końcu postawiłam na tradycje – jajecznica na bekonie. Znów zaczęłam się zastanawiać, co też mogło się ze mną dziać. Kiedyś wystarczały mi batoniki zbożowe, a teraz mam ochotę zjeść konia z kopytami. Czułam wewnątrz małą pustkę. Głupia byłam, że postanowiłam zapełnić ją jedzeniem…

Alice ciekawa przypatrywała się temu, co robię. Przypomniało mi to nieco sytuację, gdy gotowałam u nich w domu. Tylko wtedy obserwował mnie Edward… Wzmianka o bracie małego elfa wywołała u mnie maleńkie dreszcze. Pierwszy raz czułam się w ten sposób.

Po usmażeniu jajecznicy ogromną kopę jajek z bekonem wyłożyłam na talerz i usiadłam na przeciwko Alice. Wzięłam widelec z szuflady i zabrałam się za jedzenie. Alice patrzyła na mnie.

Bello, dasz sobie rade z tym wszystkim? – spytała. Uświadomiłam sobie, że o czymś zapomniałam.

Oh, wybacz. Gdzie moje maniery… Już biorę talerz…

Spokojnie, jedz sobie. Ja nie jestem głodna – uśmiechnęła się i prawą ręką zmierzwiła mi włosy, które wciąż były poplątane.

Przepraszam, ale zapomniałam o waszej diecie.

Nic nie szkodzi. – Znów się uśmiechnęła.

Skończywszy swój syty posiłek umyłam szybko talerz i pociągnęłam Alice z powrotem na górę. Jest u mnie już prawie dwie godziny, a nie zamieniłyśmy słowa na jakiś sensowny temat. Rozłożyłyśmy się wygodnie na moim łóżku i tak spędziłyśmy całe popołudnie…

******

Edward

******

Wracając do domu, szczerzyłem się jak głupi. W tle leciała muzyka – James Blunt „You Are Beautiful", dając świetny efekt. Czułem się jak w filmie. Na swych ustach wciąż czułem słodki smak ludzkiej skóry. Smak Belli. Jak nigdy w swym długim życiu odczuwałem ogromne szczęście. Wesoło pogwizdując i podśpiewując razem z Jamesem, dojechałem do domu…

Zaparkowałem na podjeździe. Zanim schowałem swoje volvo do garażu, oparłem głowę o zagłówek i przymknąłem oczy. Wyczytałem z myśli Esme, że właśnie mnie obserwuje. Jej uczuć nie dało opisać się słowami. Choć nie posiadałem daru Jaspera, czułem, jak bije od niej szczęście, zachwyt i ogromna ulga. Wiedziałem dobrze, że chodzi jej o mnie. Ja również byłem w tej chwili przeszczęśliwy.

Gdy wszedłem do domu, mała Alice i Rosalie dopadły mnie jeszcze przy drzwiach. Pociągnęły mnie za rękę w stronę kanapy. Kiedy siedzieliśmy już całą trójką, dziewczyny patrzyły na mnie pytającym wzrokiem. Nie odezwałem się ani słowem. W końcu Alice nie wytrzymała ( od razu wiedziałem, że tak będzie).

Edwardzie, wiemy, co się tu działo. Opowiadaj, jak było?

A co ja mogę wam opowiedzieć? Było… cudownie. – Trzy kobiece westchnięcia i krótkie oooooohhhhh. Zupełnie jak w filmie…

Podziwiam cię Edwardzie za tak dużą odwagę – powiedział Carlisle. Odwróciłem się w jego stronę.

Naprawdę? Ja sam nie byłem pewien, czy robię dobrze, ale głos w głowie podpowiadał mi, bym spróbował. I udało się.

A co na to Bella? – spytał ciekawy Jasper. Emmett odchrząknął.

Jak to, co? Na pewno nie skończyło się na małym buzi buzi… - nie dokończył swojego wywodu, bo rzuciłem w niego poduszką. Pokazał mi język, ale się zamknął.

Wydaję mi się, że Bella też tego chciała. Zachowywała się tak… Po prostu… Oh, nie potrafię tego ująć…

Nie musisz. My wiemy, że było cudownie – Esme podeszła i przytuliła się do mnie – wiesz, że ja cię zawsze wspierałam w walce o jej serce?

Tak wiem, mamo – wypowiadając to ostatnie słowo, po jej policzkach spłynęły pojedyncze kropelki łez – kap, kap, kap…

Przeprosiłem ich wszystkich i udałem się do swojego pokoju. Od razu rzuciłem się na swoje łóżko i w ciszy rozmyślałem o jakże cudownej postaci na Ziemi. Ma na imię Bella, posiada długie, brąz włosy, które falowały przy każdym jej ruchu. Bystre, brązowiutkie oczy odbierają świat inaczej, niż reszta społeczności. Zgrabne ruchy jej tułowia wprawiają mnie w niezrównany podziw i osłupienie. Kolor jej skóry jak biały puch, delikatny, acz twardy zarazem. Głos jej przypomina mi śpiew skowronka o poranku….

Mój wywód i porównania zakończyłem na słowach: I zawsze, ale to zawsze chciałbym śnić o Tobie ma miła, ukochana… Bello…

******

Wpadłem po uszy. Jestem tylko bezdusznym wampirem, a ona – cudowna, wręcz idealna ludzka dziewczyna. Za każdym razem podkreślałem w tym zdaniu „ludzka". Miłość – czym ona jest dla tak wielkiego tyrana jak ja? Boże, gdybym tylko mógł zmienić swoją przeszłość… Nie, wtedy nie spotkałbym jej. Mej najdroższej, mej ukochanej…

W moim osobistym słowniku pojęcie miłości jest czymś bardzo wyselekcjonowanym. Stanowi dla mnie większą część całego życia. Nigdy nie zastanawiałem się dokładnie, co bym zrobił, gdybym spotkał swoją drugą połówkę. Ale w mej sytuacji nie ma już odwrotu…

******

Bella

******

Następnego dnia postanowiłam wrócić do szkoły. Cały czas się zastanawiałam, jak zachowa się Edward, gdy się zobaczymy. Spotkał mnie nie mały zawód, gdyż nie zjawił się na lekcjach…

Każde zajęcia wyczerpywały moje siły i optymizm. Na przerwie w stołówce Alice próbowała mnie pocieszyć, lecz jej wysiłki szły na marne. Za każdym razem myślałam o jednym – o Edwardzie…

Nie wiem jak nazwałabym to, co teraz czuję, ale myślę, że to silne uczucie. Coś na rodzaj miłości? Może i tak. Chociaż teraz wszystkiego mogę się spodziewać, najczęściej tego najgorszego.

W końcu zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec wszystkich zajęć. Zebrałam swoje książki do torby i powlokłam się do furgonetki. Ze spuszczoną głową szłam aż na parking. Zanim jednak dotknęłam drzwiczek mojego wozu, za ramię złapała mnie zimna dłoń mojej przyjaciółki. Odwróciłam się na pięcie i obdarowałam Alice sztucznym uśmiechem.

Hej Bella.

Cześć Alice. Dlaczego mnie straszysz?

Ja? Przecież nie wyglądałaś na wystraszoną. Ale skoro tak mówisz, to przepraszam.

Spokojnie. Co cie tu sprowadza? Z tego, co wiem, miałaś jechać zaraz po lekcjach do fryzjera.

Tak, tak, jadę. Ale najpierw musisz kogoś wysłuchać. Proszę – powiedziała, dając mi swój telefon. Zdezorientowana wzięłam go i przystawiłam do ucha.

Halo? – zaczęłam.

Witaj Bello. Masz momencik? – Jego głos rozpoznałam od razu, gdy wypowiedział pierwsze słowo.

Tak, myślę, że tak – zaśmiał się.

Ok. Chciałbym pogadać. Znasz jakieś fajne ciche miejsce? – do głowy przychodziła mi tylko moja polana, na której już dawno nie byłam. Ale nie chciałam się tam dziś znaleźć. Nie teraz.

Może…

U ciebie?

Cóż, może być. Możesz przyjechać o 15?

Mi pasuje. To do zobaczenia! – i rozłączył się.

Coś nie tak? – spytała Alice, próbują nawiązać ze mną kontakt wzrokowy.

Nie, w porządku. Proszę – oddałam jej komórkę. – A teraz jedź już, bo się spóźnisz.

Dobrze, ja lecę. Pogadamy jutro – pocałowała mnie w policzek i puściła perskie oko. Wiedziałam, o co jej chodzi. Jutro nie będzie miała dla mnie litości…

Wsiadłam do auta i zapuściłam silnik. Zanim ruszyłam przeanalizowałam każdy szczegół. Miałam spotkać się dziś z Edwardem. U mnie w domu. Będziemy sami, ponieważ rodzice do późna pracują. Wolałam sobie do końca nie wyobrażać, jak będzie ono wyglądać. Po chwili zajrzałam w stronę zegarka – była 13.54. Przeklęłam się w duchu. Zanim dojadę do domu, będzie coś ok. 14.20. Chciałam się jeszcze jakoś przygotować.

Czym prędzej ruszyłam w kierunku domu…

Parkując na podjeździe, znów zajrzałam na wyświetlacz. Była godzina 14.19. Tak jak przewidziałam. Złapałam za torbę i pobiegłam do domu. Rzuciłam ją w kąt w przedpokoju, po czym poszłam do kuchni. Na całe szczęście mama pozmywała po śniadaniu. Wypiłam szklankę wody i ruszyłam do swojego pokoju.

Tam było nieco gorzej. Moje ubrania były wszędzie. Nieważne, czy czyste, czy brudne. Westchnęłam. Po chwili zabrałam się za zbieranie ciuchów. Gdyby Alice zobaczyła, jak ja traktuje swój ubiór, na pewno dostałaby palpitacji serca. Miała bzika na tym punkcie. Zaśmiałam się na te słowa.

O godzinie 14.40 wszystko lśniło czystością. Poszłam do łazienki umyć ręce. Przy okazji spojrzałam w lustro. Bardzo dobrze, że to zrobiłam, bo gdyby Edward zobaczyłby mnie w tej fryzurze, miałby niezły ubaw. Sięgnęłam po szczotkę i zaczęłam rozczesywać splątane włosy. Kiedy skończyłam, ogarnęłam jeszcze wzrokiem swoje ciuchy i mogłam już schodzić na dół.

Usiadłam w kuchni i z nudów zaczęłam przeglądać dzisiejszą gazetę, którą tata zostawił na stole. Nie było w niej nic ciekawego, ale z przymusu obejrzałam każdą stronę. Czytając ostatni wers artykułu o ochronie praw zwierząt leśnych, usłyszałam pukanie do drzwi. Zerwałam się na równe nogi. Spojrzałam na zegarek – była 15. Punktualny ten Edward, nie ma co. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Oczywiście po drugiej ich stronie stał nie kto inny, jak brat Alice. Uśmiechał się do mnie szeroko.

Cześć Bello.

Witaj Edwardzie.

Mogę – spytał.

Jasne, wejdź. – przekroczył próg i złożył na moim policzku pocałunek. Jego chłodne wargi wywołały u mnie dreszczyk. Zachichotał.

Chciałbym pogadać z tobą bardzo szczerze – oznajmił. Pokiwałam głową.

Chodźmy do mnie na górę – tylko tyle powiedziałam. Wskazał ręką, bym poszła jako pierwsza.

Kiedy weszliśmy do środka, Edward przymknął lekko drzwi i usiadł na łóżku. Poklepał miejsce obok siebie, dając mi znak, bym też usiadła. Posłusznie wykonałam polecenie. Spojrzałam na niego. Szeroki uśmiech już nie gościł na jego twarzy. Teraz przepełniona była cierpieniem, wyglądał, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. Przez dłuższą chwilę nikt nie zabrał głosu. Po kilku minutach w końcu przemówił.

Bello, ja nigdy w życiu nie czułem się tak szczęśliwy. To ty sprawiłaś, że na moim własnym niebie zagościło słońce – wyszeptał. Nie rozumiałam tego. Myślałam, że czymś się martwi. Nie wiedziałam, co powiedzieć.

Edward, ja…

Proszę, powiedz, że nie jestem ani za zły dla ciebie, ani za mądry, ani za sztywny, ani za staromodny, i że… chciałabyś być z kimś takim jak ja… - mówiąc te słowa, patrzył mi prosto w oczy. Ich złoty odcień zahipnotyzował mnie.

Nigdy nie uważałam cię za takiego… - uśmiechnął się lekko. Moje serce przyspieszało. Gdybym mogła, wyciągnęłabym je teraz i oddała Edwardowi.

Dziękuję. Naprawdę nie wiesz, jak się cieszę. Ale wciąż nie odpowiedziałaś mi na jedno znaczące pytanie.

Tak? – popatrzył na mnie. Zarumieniłam się. Nie byłam przyzwyczajona do takich sytuacji. Powoli przypominałam sobie jego słowa. Minęła minuta, a ja już wiedziałam, o co mu chodzi. Przełknęłam ślinę. Edward wciąż czekał. – Tak – oznajmiłam. Jego uśmiech tym razem sięgał koniuszkami jego uszu. Biło od niego szczęście. Przymknął oczy.

Bello, kocham cię – powiedział w końcu. Zaniemówiłam. Jego głos… Te słowa brzmiały tak melodyjnie, wspaniale, że rozpłynęłam się. Czułam się taka… szczęśliwa? Nie, to za mało powiedziane.

Delikatnie swą dłonią przejechał mi po policzku, później po szyi. Zatrzymał się na moment. Zamknęłam oczy. Czułam jak zbliża się do mnie. Owionął mnie jego zimny oddech. Powoli zaczął całować mnie w usta. Objęłam go mocno rękoma. Nie protestował. Swoją rękę zabrał z szyi i wplótł ją w moje włosy. Przyciśnięci do siebie siedzieliśmy dobrych parę minut.

Skończywszy nasz pocałunek, Edward oparł się czołem o moje czoło. Oboje mieliśmy przyspieszony oddech. Pogładziłam go po policzku, później przejechałam palcem po jego wargach. Zadowolony z tego, co robię, przymknął oczy, po czym uśmiechnął się szeroko.

Bello, Bello, Bello. Kocham cię nad życie. Czy wierzysz mi na słowo? – spytał, szepcząc. Przystawiłam usta do jego prawego ucha, po czym wypowiedziałam swoje uczucia na głos.

Tak, wierzę. A czy ty wierzysz w to, że ja cię kocham? – popatrzył na mnie.

Bardziej niż we wszystko, w co można pokładać wiarę – uśmiechnęłam się. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak bardzo szczęśliwa. Chciało mi się krzyczeć z radości…

Siedzieliśmy w moim pokoju aż do wieczora. Cały czas obejmował mnie swoim ramieniem i od czasu do czasu składał pocałunki na moich włosach. Prawie wcale nie rozmawialiśmy, wystarczyło nam to, że byliśmy razem.

Minęła godzina 20. Edward musiał wracać, by zrobić zadanie domowe z biologii. Poszłam odprowadzić go do drzwi. Moi rodzice siedzieli w kuchni, więc staraliśmy się zachowywać cicho. Zanim wyszedł znów mnie pocałował. Tym razem krócej, gdyż weszła moja mam sprawdzić, czego nam tak wesoło. Pomachał mi jeszcze zanim odjechał, a ja patrzyłam jak znika za zakrętem. Po kilku sekundach zamknęłam drzwi, a moja mama dziwnie mi się przyglądała. Na szczęście nic nie powiedziała. Poszłam na górę wziąć prysznic.

Ciepła woda jeszcze bardziej poprawiła mi humor. Odprężyłam się po ciężkim dla mnie dniu. Odświeżona mogłam lepiej myśleć, dlatego też analizowałam każdą sekundę spotkania z Edwardem. Po pierwsze zaskoczyłam sama siebie. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że będę w stanie wyznać komuś swoje uczucia. Zwłaszcza Edwardowi. Dopiero teraz czułam, że go naprawdę kocham. Może wtedy, gdy spotkałam go po raz pierwszy, w moim sercu zasiano ziarenko, a teraz, owe ziarenko wykiełkowało i rosło w bardzo szybkim tempie.

Owinięta w ręcznik poszłam do pokoju. Ubrałam się w pidżamę, rozczesałam włosy i położyłam do łóżka. Miałam nadzieję, że tej nocy będę śnić o jedynej, najwspanialszej dla mnie osobie. Z uśmiechem na twarzy zamknęłam oczy i zaczęłam powoli zasypiać.

Moja prośba spełniła się tylko w 50%. Oczywiście śniłam o moim ukochanym, lecz w jego drugim wydaniu. Tym gorszym. Znów sceneria powtórzyła się, tak jak wtedy, dwa dni temu. Jednak nie wszystko było tak samo. Zmieniło się to, że Edward już nie chciał się na mnie rzucić, tylko przed czymś bronić. Stałam za nim. Nie widziałam, co lub kto jest przed nim, więc ostrożnie się wychyliłam. Mój ukochany bronił mnie przed wielkim wilkiem…

str. 8