„My Hero Vampire"
Autor: truska93
Dla moich wspaniałych czytelników;*
Rozdział 10
Bella
Siedziałam na łóżku i czekałam na Alice. Mijały minuty, a może cała wieczność?
Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam tylko „proszę" i do pokoju weszła moja przyjaciółka. Szybko podeszła do mnie i usiadła obok.
Co się dzieje Bells? – spytała, gładząc moje włosy.
To nic takiego. Po prostu nie chce być sama.
Aha, akurat. Wiem dobrze, że coś cię gryzie.
Sama nie wiem, ale być może… Tęsknie za Edwardem.
Ooo, naprawdę? On też za tobą tęskni. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Zwłaszcza teraz, gdy musi załatwiać swoje sprawy i być daleko od ciebie.
Co to za sprawy, Alice? Myślałam, że skoro jesteśmy razem, nie mamy przed sobą tajemnic. – Spojrzałam na nią. Szybko odwróciła wzrok. O co chodzi?
Nie wiem, Bello. On nie mówi nam wszystkiego – oznajmiła wymijająco.
Proszę, ja… Chcę wiedzieć, co ukrywa Twój brat. Naprawdę mi na nim zależy.
Wiem, ale nie mogę ci pomóc kochana – przytuliła mnie mocno. Za mocno.
Pomimo, iż nie wyznała mi prawdy, nie dociekałam jej. Niedługo sama wygada się przede mną. Musze tylko o to zadbać…
Spojrzała na mnie. Chyba się domyśliła, że coś planuje. Uśmiechnęła się przebiegle i w końcu powiedziała:
Wiesz, jeśli tak bardzo tęsknisz za moim bratem, zadzwonię do niego i przyjedzie do ciebie. – Zaczęła wyciągać swój telefon z kieszeni.
Nie, Alice! Proszę, nie chcę mu przeszkadzać! Jeden dzień mogę wytrzymać! – ja wiedziałam, że tak będzie. Chce przysłać Edwarda, by sam mi się tłumaczył.
Spokojnie, on pragnie się tu znaleźć – westchnęłam. Kłócić się z nią nie miałam zamiaru. Wybrała numer mojego ukochanego i przystawiła telefon do ucha. Przysunęłam się bliżej, by móc usłyszeć całą rozmowę.
Alice? – odezwał się po chwili męski głos.
Hej Edwardzie, jest taka mała sprawa odnośnie Belli.
Co z nią? – spytał zakłopotany.
Wszystko dobrze. Tylko biedactwo za Tobą tęskni…
Cisza…
Edward?
Jestem, jestem. Mówisz, że tęskni za mną? – W jego głosie słychać było niedowierzanie.
Oczywiście głuptasie. Nawet bardzo.
Daj mi ją – Alice podała mi komórkę. Niepewnie przyłożyłam ją do ucha.
Halo?
Witaj ukochana.
Hej.
Jeśli tak bardzo ci mnie brakuje, zaraz u ciebie będę. Akurat jestem w pobliżu.
Nie, czekaj. To Alice jest zbyt nerwowa. Nie chcę ci przeszkadzać ani przerywać w tej ważne sprawie.
Ach, pieprzyć to. Zaraz u ciebie będę skarbie – i się rozłączył. Świetnie. Udało jej się.
No, co? – spytała, gdy oddałam jej telefon.
Zrobiłaś to specjalnie.
Słucham?
Proszę, nie udawaj niewiniątka. Wiem, że specjalnie to zrobiłaś. Żebyś nie musiała odpowiadać na pytania dotyczące Eda.
No wiesz. Jak możesz tak myśleć – w kącikach jej ust czaił się uśmiech. Miałam coś jeszcze powiedzieć, ale za oknem usłyszałam volvo mojego ukochanego. Kurcze, faktycznie był blisko.
Chwilę później dzwonek do drzwi, głos mamy, tupanie po schodach, otwierane drzwi i Edward był już przy mnie. Nie zważając na swoją siostrę, chwycił mnie i pocałował czule. Jakbyśmy się nie widzieli wieczność. Alice odchrząknęła znacząco.
Oh, przepraszam siostrzyczko.
To ja wam nie przeszkadzam. Bawcie się dobrze – mrugnęła do brata. Nie wiedziałam, o co chodzi.
Co jest grane, Bello? – spytał po chwili.
Nic. Dlaczego pytasz?
Wiem, że dzwoniłaś do Alice, żeby do ciebie przyjechała. Możesz mi powiedzieć, po co?
Spokojnie, to nic takiego. Tylko… Dostałam list.
A niech mnie. Wiedziałem, że coś cię gnębi. Bello – położył mi ręce na ramionach – ten Jacob nic ci nie zrobi – powiedział stanowczo – już ja o to zadbam.
Skąd wiesz, że od Jacoba? – Skąd on to wiedział?
Yy, nie wiem. Po prostu intuicja podpowiedziała. A miałem rację?
Kłamiesz! – krzyknęłam niespodziewanie. Co ja najlepszego wyprawiam?
Bello?
Wiem, ze coś przede mną ukrywasz. Czuje to. Wiem, że jesteś inny! – widać było, że zamarł. Przeklinałam się w duchu za te słowa. Mój mózg nadawał w tej chwili na innej częstotliwości…
Kochana, co ty mówisz? Kto naopowiadał ci tych bzdur?
Jakich bzdur? Kto miałby mi coś nagadać? – wyrzucałam to z siebie wszystko po kolei. Jeszcze przed momentem tęskniłam za Edwardem, a teraz krzyczałam na niego! Boże, ja krzyczę na mojego ukochanego!
Wiesz, myślę, ze dam ci ochłonąć. Zostaniesz sama i przemyślisz wszystko sobie, dobrze?
Ale ja nie chce zostać sama. Dopiero, co przyjechałeś.
Wiem, wiem. Ale tak będzie lepiej – pocałował mnie w czubek głowy i wyszedł. Tak po prostu wyszedł!
Rzuciłam się na łóżko i rozbeczałam się. Ryczałam jak bóbr. Byłam wściekła na siebie, na Edwarda i na wszystko inne! Co mi do cholery jest???
Alice
Wyszłam z pokoju Belli. Nie chciałam przeszkadzać w tej upojnej chwili dwóm najważniejszym dla mnie osobom. A niech sobie pogruchają gołąbeczki..
Podejrzliwość mojej przyszłej bratowej (miejmy nadzieję) bardzo mnie niepokoi. Zastanawia mnie jej zachowanie. Zawsze była taka spokojna a ostatnio coraz częściej wypytuje mnie o tajemnice Edwarda. Dobrze, że mój brat nie robił niczego ważnego i był w pobliżu, bo inaczej nasze spotkanie przemieniłoby się w przesłuchanie…
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w kierunku domu. Planowałam dziś obrobić z Esme ogródek a później wybierałam się z Jasperem do kina. Dawno nie wychodziliśmy razem. Ucieszył się bardzo, kiedy zaproponowałam mu wspólne wyjście.
Przez całą drogę podglądałam moje dwa gołąbki. Wizje były krótkie i niezbyt wyraźne. Znów mnie to zaniepokoiło. Ale potrzasnęłam głową i jechałam dalej…
Zajechałam na podjazd. Słońce wyglądało zza chmur i wiał lekki wietrzyk. Ryk silnika mojego auta poinformował o mojej obecności Jaspera, gdyż wyszedł uśmiechnięty mnie przywitać. Wysiadłam zadowolona i posłałam mu jeden z moim szczerych uśmiechów. Podszedł szybko, złapał mnie za ręce i przywarliśmy do siebie w czułym pocałunku. Aż świat zawirował wokół mnie…
Po chwili Jasper przerwał delikatnie. Uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę. Zaprowadził na tył domu. Niestety zrobił to po to, by przypomnieć o tym, co mam zrobić. Esme już zaczęła pracę w ogródku. Gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się i pokazała na wolne grabki obok. Skrzywiłam się, ale chętnie sięgnęłam po nie. Zanim zaczęłam, mój kochany łobuz wyszeptał:
Jak szybko się uwiniesz, pojedziemy gdzie tylko zechcesz, kotku… - Nie powiem, kuszące…
Z ochotą zabrałam się do pracy. Esme pokręciła z uśmiechem głową. Często omijają ją takie sceny, ale jeśli była już w pobliżu, nie przerywała nam. Jej serce radowało się, gdy każdy z nas był szczęśliwy.
Nagle, grabiąc ziemię pomiędzy kwiatkami, moim oczom ukazała się wizja. Wizja, która spełni się niebawem…
Zastygłam bez ruchu. Moje oczy nie widziały nic przed sobą jedynie to, co pokazywał im mój dar. Czułam, jak Jasper i Esme doskakują do mnie. Z lewej strony koś lekko mnie szturchał. Ja nadal widziałam..
Bella samotna w lesie. Idzie na spotkanie z Blackiem. Na szczęście nic jej nie zrobił. Po chwili jednak sceneria zmienia się. Leży na ziemi z obolałą nogą. Krzyczy. Gdzieś w pobliżu jest Edward. Walczy z kimś. I…
Alice, skarbie, co widzisz?
Bella.
Co się stało? – spytała zaniepokojona Esme.
Ona… Ona wszystkiego się dowie.
Czego?
Że jesteśmy wampirami…
Bella
Byłam zdenerwowana. Na maksa. Wkurzało mnie wszystko po kolei. Miałam nadzieję, że nikt nie będzie mi wchodził w drogę dzisiejszego dnia, gdyż wtedy miałbym go na sumieniu…
Była sobota. Dzień zapowiadał się bardzo nudno, więc postanowiłam posprząta w swoim pokoju. Nie było, co prawda bałaganu, ale kurz osiadał i gromadził się z dnia na dzień coraz bardziej.
Włączyłam swoją ulubioną muzykę i chwyciłam za szmatkę. Pryskałam zakurzone meble i zgrabnymi ruchami ściereczki czyściłam zabrudzone powierzchnie. Nie przewidziałam jednak jednej rzeczy – sprzątanie zajmie mi tylko co najmniej kilka minut, a co z resztą czasu? Nie miałam zamiaru gnuśnieć w domu. Zwłaszcza po wczorajszej rozmowie z Edwardem…
Postanowiłam posprzątać w biurku i szafce. Kilka razy układałam w równym rządku książki na półkach a później wszystkie ubrania składałam w równą kosteczkę i odkładałam z powrotem do szafki. Znów zajęło mi to zaledwie kilkadziesiąt minut.
Zakończyłam porządki w domu. Uchyliłam jeszcze okno i wyszłam na zewnątrz. Na dworze pogoda dopisywała. Jak nigdy na niebie nie było chmur, tylko świeciło intensywne słońce. Aż się chciało wyjść na dwór. Sięgnęłam po gazetę i usiadłam na rozkładanym fotelu pod drzewem, gdzie był cień. Niestety nie wiem, dlaczego,ale wszystko, co robiłam dzisiejszego dnia wydawało się bardzo nudne. Ze złości rzuciłam gazetą o drzewo i wsiadłam w furgonetkę. Potarłam delikatnie skronie, by się skupić i po chwili włączyłam się do ruchu. Jechałam przed siebie. Nie ważne, gdzie. Byle jak najdalej stąd…
Przy otwartej szybie i włączonym radiu, z którego leciała muzyka Lady Gagi „Telephone" wpadłam na pewien pomysł. Miałam zamiar spotkać się z Jacobem. Znów nadarzyła się taka okazja. Może tym „znajomym", o którym chciał mi coś powiedzieć, był Edward? Jeśli tak, to jedyna okazja by poznać, co też ukrywa przede mną…
Zaparkowałam wóz na poboczu przy jednej z dróżek, prowadzących do lasu. Wysiadłam z niego i rozglądnęłam się wokół. Wcześniej wydawało mi się, że ktoś za mną jedzie. Ale nikogo nie było widać. I dobrze. Z ogromną satysfakcją mijałam pierwsze drzewa w lesie…
Edward
Bella bardzo zaskoczyła mnie swoim zachowaniem. Zaczęłam na mnie krzyczeć, nie wiem, dlaczego. Wolałem nie ciągnąc naszej rozmowy, jeszcze byśmy się pokłócili, czego bym nie zniósł. Wyszedłem z jej pokoju i postanowiłem wrócić do domu.
Kiedy wysiadałem z mojego volvo, zauważyłem, że w domu panuje wielkie poruszenie. Z zawrotną prędkością przekroczyłem próg domu. Rozglądnąłem się po salonie. Na kanapie siedziała Alice i Esme, Jasper stał pod oknem. Gdy wkroczyłem do środka, skierowali wzrok na mnie. Z ich myśli zdążyłem wyczytać, o co chodzi…
Edwardzie, co ty na to? – spytał Jasper.
Nie mam pojęcia. Co ja mogę powiedzieć? To wprost niemożliwe.
A jednak możliwe. Widziałam to dość wyraźnie.
Możesz się mylić. Ja w życiu bym jej nie powiedział.
Ty może nie…
Black?
On też nie chciał jej powiedzieć o Tobie. Tylko o sobie – oznajmiła Alice. Zaskoczyło mnie to.
O sobie? Chce jej powiedzieć, że jest jakimś zmutowanym wilkiem??? A w liście była wzmianka o jakimś znajomym. To on niby jest tym znajomym?
Tak.
To skąd dowie się o nas? Jak to wyjaśnisz?
Spójrz – przywołała w myślach wcześniejszą wizję. Znieruchomiałem.
Nie, to niemożliwe!!! Niemożliwe!
Edwardzie, uspokój się – powiedziała łagodnie Esme. Łatwo jej mówić.
Próbuję, ale to zbyt dużo rewelacji naraz. I w dodatku się boję…
Dobrze, pomyślmy, jak zapobiec temu zdarzeniu – wtrącił się Jasper.
Kochany, obawiam się, że to tylko zależy od decyzji Belli. My nie mamy na to wpływu – powiedziała Alice.
Musi coś być! – warknąłem.
Edward! Proszę – Alice o mały włos się rozpłakała.
Przepraszam cię. To mnie przerasta. Ja… Nie wiem, nie daje już rady. Co się do cholery tak spieprzyło? Co za system kieruje tym światem?
Nie wiem, ale i tak jesteśmy z Tobą – podeszła i przytuliła się do mnie. Przypomniała mi się sytuacja w garażu, kiedy w ten sposób okazywaliśmy, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi. A teraz???
Delikatnie wysunąłem się z jej objęć i popatrzyłem jej w oczy. Zrozumiała. Poszedłem do siebie na górę. Nie miałem na nic siły. Usiadłem na kanapie i nie ruszałem się przez dobre kilka godzin…
Zbliżała się godzina 5 rano sobotniego poranka. Po całonocnym rozmyślaniu mój mózg miał zdecydowanie dość. Postanowiłem kilka rzeczy. Po pierwsze: pojadę dziś do Belli i szczerze porozmawiamy. Jeśli wciąż będzie się na mnie dąsać i nie będzie chciała więcej mnie widzieć, zrobię krok jako pierwszy – wyjadę. Nie chcę, by przeze mnie była nieszczęśliwa. Po drugie: pojadę do Blacka. Jeśli chce powiedzieć jej całą prawdę, niech to zrobi wtedy, gdy cała moja rodzina wyniesie się z Forks. Tak będzie o wiele bezpieczniej dla niej i dla nas.
Co do moich planów nie byłem do końca przekonany. Zwłaszcza do pierwszej części. Bałem się, czułem, że stchórzyłem na każdym kroku. Wiem, że powinienem walczyć, lecz nie czułem tej ochoty do walki. Wszystkie chęci wyparowały gdzieś…
Niechętnie powlokłem się do samochodu. Reszta obserwowała mnie i w ich myślach widziałem swój wizerunek. Alice porównała mnie do warzywa. Czy ze mną jest aż tak źle?
Zapuściłem silnik i odjechałem. Po drodze z nudów liczyłem każde drzewo, które minąłem. Wszystko stało się nijakie, obojętne. Świat zawrócił o 180 . Jak nie więcej. Jeszcze wczoraj było pięknie a dziś aura szczęścia gdzieś znikła…
Zaparkowałem nieopodal jej domu. Zauważyłem, jak czyta coś na dworze. Obserwowałem zaciekawiony. Po chwili cisnęła gazetą o drzewo i wsiadła do swojej furgonetki. Postanowiłem, że pojadę za nią. Poczekałem aż oddali się troszkę i później ruszyłem z miejsca. Zdziwił mnie fakt, że jedzie w kierunku lasu.
Musiałem jeszcze pomęczyć swój mózg, by poukładać tą zwariowaną układankę. Nagłe oświecenie wcale nie przyszło w porę. Uświadomiłem sobie, że właśnie spełnia się pierwsza część wizji Alice…
Bella
Kroczyłam po ściółce leśnej, łamiąc leżące na ziemi gałęzie. Nie wiem, czemu, ale byłam zadowolona z siebie. Robiłam coś, czego pewna osoba na pewno by nie poparła. Kurcze, nawet imienia swojego ukochanego nie wymieniam. Jest coraz gorzej…
Ostrożnie przeszłam przez małą rzeczkę i w końcu znalazłam się na polanie. Polanie, która wzbudziła we mnie bolesne wspomnienia. Otóż w jednym jej końcu stały spalone resztki leśniczówki. Tej, w której o mały włos nie zginęłam…
Przykucnęłam, gdyż zaczęło brakować mi powietrza. Policzyłam ostrożnie do dziesięciu i podniosłam się z powrotem. Nagle znieruchomiałam. Między drzewami naprzeciwko mnie poruszyła się jakaś postać. Mimo to, patrzyłam z ciekawością w jej stronę. Chwilę potem na polanę wynurzył się Jacob. Ten, który uratował mi życie, wyciągając z płonącej… Ach, to za bardzo boli. Chłopak powoli zbliżał się w moją stronę. Robił to niepewnie. Być może moja postawa go wystraszyła. Żeby go zachęcić uśmiechnęłam się lekko. Po chwili stał już przede mną.
Kurcze, a jednak przyszłaś – powiedział z niedowierzaniem w głosie.
Tak, przyszłam. Dlaczego cie to tak dziwi?
Cóż, nie wiem, jakby ci to wytłumaczyć…
Najlepiej najprościej – skwitowałam. Uśmiechnął się lekko.
Widzisz, to nie takie proste.
Spróbuj.
Ok. Spróbuje.
W liście napisałeś, że chcesz mi powiedzieć coś o moim znajomym. Chodzi ci o Edwarda Cullena? – uniósł brwi.
Skąd wiesz? Myślałem, że masz dużo znajomych i trudno ci będzie zgadnąć, o którego chodzi…
Tak się składa, że jestem bystra i wiem, że wokół mnie coś dziwnego się dzieje. Ty też jesteś dziwny, wiesz?
To akurat powtarzają mi wszyscy, nie musisz mi i ty tego wpajać – zadrżał na to ostatnie słowo. Dlaczego???
Dobra, to, co takiego chcesz mi o nim powiedzieć??
Hmm, myślę, że będzie lepiej, jeśli poznasz moją historię, zgoda?
Ok., niech będzie. Ale jeśli możesz – streszczaj się.
Spokojnie, spokojnie – wziął głęboki wdech i zamknął oczy. – wiesz, chyba lepiej będzie, jeśli ci to pokaże…
Skoro musisz.
Tylko się nie przestrasz…
Jacob cofnął się trochę. Zdziwiona uniosłam brwi. Po chwili zaczął się trząść. Zupełnie jak wtedy, gdy byłam u niego z podziękowaniami. Minutę później przestał.
Przepraszam, zapomniałem o czymś – i zaczął się rozbierać. Świr.
Co ty zwariowałeś?! Co ty wyprawiasz?!
To nic takiego, jeśli chcesz, to się odwróć – i on jeszcze śmie wątpić? Czym prędzej odwróciłam się.
Zaraz wszystkiego się dowiesz… - powiedział. Później słyszałam tylko jakieś trzaski łamanych kości. Zrobiłam obrót na jednej nodze w jego stronę i co??? Przede mną nie było Jacoba, tylko wielki, brązowy wilk. Nie wilk, tylko wilczysko!!! Był ogromny. Moje usta machinalnie otworzyły się szeroko. Oczy wyszły mi z orbit. Gdzie jest Jacob?
Coś ty zrobił Jacobowi gadzie jeden? – krzyknęłam. Wilk zaczął kroczyć w moją stronę. – Stój! Nie zbliżaj się – zatrzymał się. On mnie rozumie? Po chwili ruszył łbem i zaczął dziwnie drżeć. Minęło zaledwie parę sekund i wielki basior zmienił się w… Jacoba!!!
I jak? Żyjesz?
Zaraz… ty? Co? Jak? Wilk? To ty?
No a kto? Zdolny jestem nie? – zbliżył się do mnie z uśmieszkiem na twarzy.
Nie podchodź do mnie! Jesteś nienormalny!
Bella? Ja ci tylko pokazałem, kim jestem naprawdę.
Zostaw mnie!
Bells. Przepraszam, chcę byś zrozumiała, dlaczego tak dziwnie się zachowuje.
Dziwnie??? To mało powiedziane! Lepiej będzie jak stąd pójdę.
Czekaj!
Nie idź za mną!!! – krzyknęłam i ruszyłam biegiem w stronę lasu. Kiedy mijałam pierwsze drzewa, usłyszałam jego wołanie:
A ty myślisz, że Edward jest normalny?! On jest identycznym dziwolągiem jak ja! – że co?? – Zaraz cie dogonię! – Odruchowo przyspieszyłam.
Biegłam ile sił w nogach. Nie odwracałam się, by zobaczyć, czy czasem ten mutant mnie nie goni. Jednak strach zwyciężył i w końcu zrobiłam to. Zerknęłam za siebie i wnet tego pożałowałam. Potknęłam się o jakiś dół i upadłam. Moja lewa noga zaklinowała się. Przeklęłam na głos. Poczułam straszny ból i pieczenie w kostce. Próbowałam ją jakoś stamtąd wydostać, ale wszystko na nic.
Po chwili zbliżał się Jacob. Już nie próbowałam wyciągnął nogi ze szczeliny, tylko szarpałam ją pomimo fal bólu, które mnie nawiedzały.
No dalej – powiedziałam na głos.
Pomóc? – spytał.
Odejdź stąd.
Bells, spoko, daj mi ją.
Zostaw!!! – i zaczęłam głośno krzyczeć. Pewnie zwołałam cały las.
Hej, nie drzyj się tak. Bębenki mi wysadzi.
Nie dotykaj mnie! Już ci mówiłam, odejdź stąd.
Czekaj tu – powiedział po chwili i już go nie było. Gdzie on do cholery jest? Dlaczego tak szybko to zrobił?
Co my tu mamy? – spytał męski, gruby głos za mną. Wystraszona odwróciłam szybko głowę. Za mną stał blady, wysoki mężczyzna, ubrany na czarno z długimi, czarnymi włosami, upiętymi w koński ogon. Z ironicznym uśmieszkiem krążył wokół mnie. Był strasznie podobny do… Cullen'ów?
Kim jesteś? – spytałam odruchowo.
Ha, ha, ha. Śmiesz pytać? Oh, gdzie moje maniery. Skoro już byłaś tak łaskawa i zawołałaś mnie samego na obiad – oblizał wargi – mogę być tak szczodry i podać Ci swoje imię – zakończył. Jego dziwna mowa wystraszyła mnie. Delikatnie próbowałam wydostać nogę, co nie uszło jego uwadze. Przeniósł wzrok na moją nogę. – Czyżbyś zraniła się w nogę? Oh, co za nieszczęście – wybuchł śmiechem. Czułam się coraz gorzej.
Nic mi nie jest – powiedziałam. Po co ja w ogóle z nim gadam?
Oo, jaka ty zabawna jesteś. Ale dość tej zabawy! – krzyknął. Aż podskoczyłam, co wywołało u niego jeszcze większy napad śmiechu. Lecz skończył tym razem prędko, gdyż ujrzał przed sobą mojego Edwarda!!! Jego widok nieco go wystraszył. Teraz to on się bał.
Witaj Nahuel. Co cie do nas sprowadza? – powiedział Edward.
Właśnie miałem zabrać się za obiad, lecz ktoś niegrzecznie mi przerwał – mówiąc to, cofał się. Nie rozumiałam tego. Moje serce biło coraz szybciej.
Wybacz, ale Bella nie jest daniem głównym – uniosłam brwi. O czym on bredził?
Zobaczymy… - wysyczał i przykucnął. Jedną rękę uniósł nad głowę a drugą wyciągnął przed siebie. Dopiero teraz zauważyłam, że ma ogromne pazury. Uśmiechnął się do mojego ukochanego, ukazując… kły! Ku mojemu zdziwieniu, Edward zrobił to samo.
Oboje syczeli na siebie na przemian. Jeden próbował zaatakować drugiego. Po chwili ten cały Nahuel rzucił się na brata Alice. Chciałam krzyczeć, ale głos ugrzązł mi w gardle. Cała dygotałam. W tej oto chwili Edward ukazał mi swoje prawdziwe oblicze – był potworem rodem z legend. Nie wiedziałam tylko, jakiego gatunku.
Poruszali się bardzo, ale to bardzo szybko. Kiedy jeden zamachnął się, drugi zrobił unik. I tak w kółko. Miałam ochotę się rozpłakać. Cały czas z ogromną gulą w gardle obserwowałam walkę tyranów. Edward w tym momencie warknął groźnie w stronę czarnowłosego i później rzucił się na niego. Łomot uderzających o siebie skał – tak nazwałabym ten odgłos, gdy Nahuel został powalony przez mojego chłopaka.
Zza drzew po lewej stronie wyłonił się wilk, który także rzucił się na Nahuel'a. Wbił swoje zębiska w jego ramię i oderwał je! Przyłożyłam rękę do ust, żeby czasem nie krzyknąć. Kiedy odrywali kolejne części, wydawało mi się, że rozdzierali jakiś metal. To było okropne!
Skończywszy rozczłonkowanie czarnowłosej bestii, wilk zamienił się w Jacoba. Zdziwiło mnie to, że współpracują ze sobą. Jeszcze nie tak dawno Edward wypowiadał się o nim jak o kimś, kogo nienawidzi. Pozbierali wszystkie części w jedną kupkę i podpalili. Całość buchnęła żarem i wokół śmierdziało kadzidłem. Fuj!
Chwilę potem zauważyli, że ciągle jestem z nimi i zszokowana patrzę w ich stronę. Edward zrobił krok, ale Jacob położył mu rękę na klatce piersiowej i wyszeptał: „Ja się tym zajmę". Pokiwał tylko głową. Jego twarz była przepełniona bólem, rozdzierała go wewnętrzna rozpacz, jakby utracił coś bardzo cennego. I chyba wiedziałam, co to było.
Bello, daj mi to. Musimy cię stąd zabrać – tym razem nie protestowałam. Niech się dzieje, co chce!
Jacob ostrożnie wyciągnął moją nogę z dołka, w który wpadłam. Moja kostka pulsowała z bólu. Wziął mnie na ręce i zaczął biec. Biec bardzo szybko. Chłodny wiatr owiał mi twarz. Nie zauważyłam, kiedy się zachmurzyło.
I jak ci się podobało? Hę? – spytał po jakimś czasie Jacob.
A co mi się miało podobać?
No wiesz, walka twojego fagasa i tego drugiego. Kurcze, nie sądziłem, ze się facio tak wkurzy. Niezły z niego wampir, co nie?
To, co powiedział dalej, słyszałam tylko w oddali. Słowo wampir wdarło się w mój umysł i nie chciało z niego wyjść. Edward był wampirem! Jego moc, szybkość, zimna i twarda skóra, i wiele więcej ( w sumie pomyślałam jeszcze o jego diecie, ale wolałam o tym nie wspominać…) były jego cechami wampira! Akurat teraz wszystko zsumowałam, przeanalizowałam, dopasowałam i byłam pewna! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam? Dlaczego akurat teraz?
A co najważniejsze: dlaczego ukrywał to przede mną???
Bella? Halo, ziemia do Belli – Jacob machał mi ręką przed nosem. Ocknęłam się.
Nic mi nie jest. Możesz mnie postawić?
Za chwilę będziesz w domu.
Postaw mnie natychmiast!!!
Ok., ok. spokojnie – zatrzymał się. Delikatnie odstawił mnie na ziemię. Stałam na podjeździe swojego domu.
A co z moim samochodem?
Zaraz tu będzie… - zza zakrętu usłyszałam ryk silnika swojej furgonetki. Za kierownicą siedział Edward. Zaparkował go w miejscu, gdzie zawsze stawiam swój wóz, po czym wysiadł. Spojrzał na mnie. Miał przekrwione oczy, jakby płakał. Moje serce ścisnęło się z żalu. Ledwo dawałam rade się powstrzymać.
Żegnaj – powiedział drżącym głosem i już go nie było.
W tej oto chwili mój świat runął. Niewidzialny sztylet przebił mnie na wylot w kilku miejscach. Zabolało. Okropnie zabolało. Chwyciłam się za serce a co działo się później? Nie pamiętam…
Obudziłam się w swoim pokoju. Było już ciemno. Obok mnie nikogo nie było. Miałam nadzieję, że wszystko, co widziałam, było tylko złym snem.
Rozpłakałam się. W jeden dzień straciłam tak wiele. Najpierw poznałam całą prawdę o moim ukochanym, a później odszedł ode mnie. Tak po prostu.
Może to i lepiej? Tak, nie mogłam żyć z wampirem. Ja jestem człowiekiem, a z tego, co wiem, nie możemy razem współegzystować. To wbrew wszelkim prawom…
Przetarłam przemoczone od płaczu oczy. Postanowiłam, że od tej pory nie będę się nad sobą użalać. Muszę zacząć wszystko od nowa. Ale chociaż postanowiłam tak wiele, to nie bardzo wiedziałam jak się zabrać do tego…
Jest jeszcze jeden problem. A mianowicie miał na imię Alice. Przecież… przecież moja przyjaciółka też jest… wampirem… Nie, ta myśl nigdy nie przejdzie obojętnie. Znów się rozpłakałam…
Edward
Koniec. Wszystko, co kiedyś miało barwy na tym świecie, stało się czarno-białe. Wszystko umarło razem ze mną, z moją nadzieją. Wszystkie starania poszły na nic. Teraz, gdy już wszystko o mnie wie, na pewno nie będzie chciała ze mną być…
Moje ostatnie słowo Żegnaj zabrzmiało tak gorzko, nieprawdziwie… Nie mam już siły na nic. Straciłem wszystko.
Biegnąc przez las myślałem, gdzie się udać. Na Alaskę nie, może do Kanady? Zobaczy się. Zabiorę kilka rzeczy i już mnie nie ma. Nie będę zaśmiecał tej Ziemi. Za bardzo krzywd wyrządziłem.
Po chwili czułem i słyszałem, że reszta mojej przyszywanej rodziny jest w pobliżu:
„Edward, dokąd się wybierasz? Proszę, nie mów, że to koniec! To niemożliwe! Bella cię potrzebuje!" Pomyślała Alice.
Nie miałem ochoty się tłumaczyć.
Znikam. Nie proście bym został…
