MY HERO VAMPIRE"
Autor: truska93

Rozdział 14

Bella

Cała w skowronkach wkroczyłam do domu. Ściągnęłam swoją kurtkę i odwiesiłam ją w przedpokoju. Wiedziona zapachem poszłam do kuchni. Było południe. Pewnie mama coś pichciła. Jednak było to z jednej strony niemożliwe, aczkolwiek zawsze jej gotowanie kończyło się czyimś zatruciem pokarmowym…

Cześć mamo – przywitałam się, wchodząc do kuchni.

O, witaj kochanie – odpowiedziała radośnie mama.

Co robisz?

A tak sobie gotuje…

Mogę spróbować?

Jasne, ale kto cię zabierze na pogotowie w razie czego?

Mamo, daj spokój. Chyba aż tak źle nie jest.

Nie wiem, sama mi powiedz – zanurzyła łyżkę w garczku z czerwoną mazią i podała mi. Ostrożnie łyknęłam ją. Smakowało nieźle. Jak podgrzany, truskawkowy koktajl…

Wiesz, to jest naprawdę dobre – przyznałam.

Tak myślisz? – spytała.

Oczywiście. A mogę wiedzieć, co to?

Zmiksowane kraby, ośmiorniczka, do tego świeże truskawki, odrobina śmietany i przypraw…

Ok., nie kończ! – krzyknęłam i poleciałam do łazienki z ręką na ustach.

Klęcząc przy sedesie wypluwałam swoje śniadanie. Może gdyby mi nie powiedziała, co takiego gotuje, to nie musiałabym tu teraz siedzieć. Po chwili usłyszałam, że ktoś puka do drzwi.

Bells, dobrze się czujesz? Otwórz proszę.

Już, chwileczkę – powiedziałam. Wstałam z podłogi i opłukałam usta wodą. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.

Jak bardzo? – spytała mama. Wiedziałam, o co pyta.

Nawet dużo.

Wywaliłam już cały garczek. Idę otworzę okno, żeby czasem znowu cie nie dopadło.

Dzięki. Pójdę się położyć – powiedziałam na odchodne.

Powoli wspięłam się po schodach na górę. Wchodząc do swojego pokoju poczułam ulgę. Okno przez całą noc było otwarte i świeże, nieco wilgotne powietrze orzeźwiło mnie. Położyłam się na łóżku. Zamierzałam uciąć sobie małą drzemkę, zanim pojadę z powrotem do Edwarda.

Zaczęłam rozmyślać o naszej wspólnej przyszłości. Na razie nie byłam w stanie wyobrazić sobie tego, że resztę życia planuję spędzić z wampirem. Nawet nie wiedziałam, ile taki wampir żyje.

Kiedy tak rozmyślałam, moje oczy zamykały się same…

Obudził mnie telefon. Zaspana przetarłam oczy i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Edward.

Halo? – powiedziałam, jednocześnie ziewając.

Witaj kochana. Niedługo zjawię się u ciebie i pojedziemy do mojego domu.

Za ile mniej więcej będziesz?

Za 5 minut.

Co? Dobra, muszę kończyć. Na razie – rzuciłam.

Na razie – odpowiedział Ed nieco zdezorientowany.

Rzuciłam telefon na łóżko i podbiegłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarną tunikę. Jeansy od Alice zostawiłam na sobie. Były nawet wygodne. Następnie przeniosłam się do łazienki. Wyszczotkowałam zęby i uczesałam nieco splątane włosy. Przejrzałam się w lustrze jeszcze jeden raz i wyszłam.

Zamykając drzwi do łazienki usłyszałam dzwonek na dole. Pobiegłam do pokoju założyć czarne baleriny i byłam gotowa do wyjścia.

Zeszłam na dół. W korytarzu czekał na mnie Edward. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Podszedł i pocałował mnie. Było mi trochę niezręcznie, bo w drzwiach stała moja mama, która nie wiedziała, co powiedzieć.

Ehm, mamo, Edwarda znasz. Ale teraz chcę ci przedstawić go, jako mojego chłopaka – wydukałam.

Tak? O jak ja się cieszę moje gołąbeczki. Naprawdę świetnie razem wyglądacie.

Dziękujemy pani Swan. Chciałbym porwać dziś pani córkę na spotkanie z moją rodziną. Chciałbym oficjalnie przedstawić moją dziewczynę – powiedział z uśmiechem, kładąc nacisk na „moją".

Nie ma problemu. Przez ostatnie miesiące siedziała zbyt długo w domu. Niech korzysta z wolnego czasu.

Dziękuję bardzo. Obiecuję odwieźć ją dziś wieczorem bądź jutro rano.

Acha. Miłej zabawy dzieciaki – powiedziała mama. Byłam w szoku.

Dziękujemy mamo. Do zobaczenia! – krzyknęłam, wychodząc na dwór.

Wiesz, wyglądasz ślicznie – powiedział Edward, kiedy wsiedliśmy do jego volvo.

Dziękuję ci. Musiałam szybko się przebrać, bo kiedy dzwoniłeś, byłam w małym negliżu.

Szkoda, że ściągnęłaś tą czerwoną koszulkę. Była naprawdę ekstra.

Ach, ty… - zaśmiałam się.

Przez całą drogę męczyłam Edwarda pytaniami o jego wampirze przyzwyczajenia. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedział na każde z nich. Dowiedziałam się parę istotnych rzeczy: że wampiry są nieśmiertelne, Eda przemienił Carlisle, gdy miał zaledwie 19 lat. Mówił, że jego rodzice prosili go o to, gdyż sami nie dali rady go wychować. Oczywiście Carlisle ma dobre serce i zamienił go w wampira, ale jak się później okazało, jego rodzice pozbyli się jedynego syna, by czerpać korzyści z bezdzietnego życia. Wiem, że oboje zginęli w wypadku dwa lata po przemianie Edwarda. Nie przejął się tym zbytnio. Wiedział, że przez niego stracił coś bardzo cennego – człowieczeństwo.

Ale nie myśl czasem, że bycie wampirem ma same złe strony. Są również pozytywne rzeczy: potrafimy bardzo szybko biegać, nie potrzebujemy tlenu do życia ani nie musimy spać – dokończył Ed.

Hm, skoro tak mówisz…

Nie wyglądasz na przekonaną – westchnęłam. – Co jest? – spojrzał na mnie.

Nic. Trochę się denerwuje. – Właśnie skręcaliśmy w uliczkę, prowadzącą do domu Edwarda.

Denerwujesz się? A to ci dopiero.

Nabijasz się ze mnie? – spytałam urażona.

Wcale. Ale nie masz się czym denerwować, więc o co chodzi?

Cóż, będę się czuła trochę nieswojo wśród siódemki wampirów. Chyba rozumiesz…

Nie bardzo, ale spokojnie. Z naszej strony nic ci nie grozi – powiedział z uśmiechem.

Wiem, wiem.

Zajechaliśmy na podjazd. Edward zaparkował swoje volvo. Wysiadł z samochodu i otworzył moje drzwi. Powoli wysiadłam. Moje serce lekko przyspieszyło, ręce zaczęły się pocić. To wszystko przez głupi stres. Mój ukochany chwycił moją rękę i poszliśmy razem do środka…

Kiedy Ed otworzył drzwi, ujrzałam niecodzienny widok. W salonie stało pełno kwiatów i w dodatku pięknie pachniały. Kwiatowa woń na chwilę otumaniła mnie. Kilka sekund później Edward ścisnął moją dłoń. Spojrzałam na niego. Mrugnął do mnie a po chwili do pomieszczenia weszła reszta jego rodziny. Alice, trzymająca za rękę Jaspera, doktor Cullen z małżonką oraz Emmett i Rosalie jeśli dobrze pamiętam. Wszyscy mieli promienne uśmiechy. Ja również posłałam im swój uśmiech. Ale raczej mi on nie wyszedł…

Witaj Bello – powiedział doktor. – Cieszymy się, że zechciałaś poznać nasza rodzinę. Jak wiesz, do normalnej ona nie należy – dodał żartobliwie.

Myślę, że się przyzwyczaję – uścisnęłam jego dłoń. Była duża, szorstka i oczywiście zimna. Chwilę potem stała przede mną drobna osóbka z długimi, brązowymi włosami i złotymi oczami. Uśmiechała się promiennie.

Witaj skarbie. Jestem Esme. Mam nadzieję, że poczujesz się w naszej rodzinie dobrze i przede wszystkim swobodnie. Jeśli chcesz, mów do mnie Esme lub po prostu mamo – powiedziała, przytulając mnie do siebie.

Dobrze, zapamiętam.

Następni w kolejce byli napakowany misiek i blond włosa dziewczyna.

Cześć, jestem Rosalie. Możesz wołać też Rose albo Rosie. Jak wolisz. Bardzo chciałabym cie bliżej poznać. Co ty na to?

Jasne, bardzo chętnie.

Dobra teraz ja – powiedział wysoki brunet. – Hej, Emmett jestem. Jak chcesz, zaśpiewam Ci.

Skoro chcesz – chciało mi się śmiać.

Bella – Emmett, Emmett – Bella, Bella – Emmett, L –U – B –I –Ę C-I – Ę! – skończył uradowany. Niechcący parsknęłam śmiechem.

Milo cię poznać.

Widzisz, dlatego tak obawiałem się przedstawiać ci swoją rodzinę – wyszeptał Edward.

Nie słuchaj go, to sztywniak, nie zna się na żartach – dodał kpiarsko Emm.

Ale i tak go wolę niż każdego innego – powiedziałam śmiało. Chłopak wywrócił oczami.

Wiesz, stary, zazdroszczę Ci tylko jednego – zwrócił się do Edwarda. – Twoja Bella to czasem jakiejś rozrywki ci dostarcza, a moja Rose? Nic, tylko czasem w łóżku pobaraszkujemy…

Misiek, albo się zamkniesz, albo ja ci pomogę – powiedziała Rosalie, dając mu mięśniaka w ramię. Zaśmialiśmy się wszyscy.

Ok. Już się zamykam skarbie – oznajmił i wycofał się.

Miło was wszystkich poznać. Naprawdę jestem szczęśliwa, że przyjęliście mnie z taką życzliwością. Jeszcze raz dziękuję – przemówiłam na koniec.

Cała przyjemność po naszej stronie. Bardzo dużo ci zawdzięczamy, Bello. Najpierw wyciągasz naszego syna z dołka, a później skłaniasz go do powrotu po 3 miesiącach przebywania w Kanadzie. To my powinniśmy dziękować – odpowiedziała Esme. Na te słowa spiekłam raka. Ed przejechał po moim policzku swoją dłonią, kreśląc na nim kółeczka.

No dobra, my nie będziemy przeszkadzać – powiedział doktor. Myślałam, że ten czas spędzimy wspólnie.

Tak, będzie dobrze, jeśli zostaniemy sami. Chciałbym z Bellą porozmawiać.

Ze mną? – zdziwiłam się.

Tak, mam małe pytanie do ciebie – powiedział mój anioł z uśmiechem.

Ok. A dlaczego nie zadasz mi go teraz?

To takie osobiste pytanie. Rozumiesz?

Taa – wydukałam. W tym momencie zauważyłam, że już nikogo w salonie nie ma, prócz nas. Zapanowała krótka cisza. Postanowiłam przejąć pałeczkę.

Edwardzie, o co chciałeś mnie spytać?

Cóż, zacznijmy od tego: Czy mnie kochasz Bello?

Jasne, nie rozumiem, czego pytasz. Przecież to oczywista oczywistość, że tak.

Świetnie – uśmiechnął się. – No to teraz moje drugie pytanie.

Tak? – Ed uklęknął przede mną i sięgnął do kieszeni spodni. Zaraz, czy to czasem nie…?

Edwardzie…

Isabello – po raz pierwszy zwrócił się do mnie oficjalnie – Isabello Ann Swan, czy zechcesz zostać moją małżonką? – spytał z czułością w głosie. Zatkało mnie. Dosłownie.

Ja…

Jestem gotów zrobić wszystko, byś tylko powiedziała jedno ważne dla mnie słowo.

Ale…

Proszę, jestem w Tobie zakochany na zabój. Powiedz, że się zgadzasz…

Edwa…

Bello, nie każ mi dłużej czekać.

Czy dasz mi dojść do słowa? – spytałam poirytowana.

Oh, przepraszam. Nerwy.

Tak – powiedziałam ze łzami w oczach. Mój ukochany zaniemówił.

Mówisz poważnie?

Jak najbardziej: TAK. Mam przeliterować?

Nie, to mi wystarczy – wyciągnął złoty pierścionek i wsunął go na mój palec. Był śliczny – ze złota było wyrzeźbione serduszko, obok którego umiejscowione zostało drugie, mniejsze, z brylancików. Aż dech zaparło mi w piersi.

Jest piękny! – powiedziałam, oglądając, jak prezentuje się na mojej ręce.

Tak jak ty – odpowiedział. Po chwili zaczęliśmy się całować. Na początku niepozorny całus, później Edward stawał się coraz śmielszy. Gdyby nie rodzina w domu, może i by do czegoś doszło. Zaraz. Stop. Obiecałam, że po ślubie. Czy stąd te szybkie zaręczyny?

Ed, mam jedno króciutkie pytanie: czy czasem jest jakiś powód, dla którego tak szybko mi się oświadczyłeś?

Jest.

Jaki?

Kocham cię. Chciałbym, aby nawet na papierze było to napisane.

Ale czy nie ważniejsza jest nasza miłość tylko jakiś głupi świstek?

Bello, a czy to ważne? Ja cie kocham. To się liczy dla mnie. I chcę, żebyś wiedziała, że pochodzę z innych niż ty czasów a wtedy młodzi, kochający się ludzie biegli do księdza, by udzielił im ślubu.

Tak, wiem. Ale teraz jest teraz. To, co było, nie wróci – powiedziałam.

Masz rację – usiadł zmartwiony na kanapie. Świetnie. Mogłam się nie odzywać.

Kochanie – zwróciłam się do niego, siadając obok i obejmując go ramieniem, - przepraszam. Mogę wiedzieć, na kiedy ustaliłeś termin naszego ślubu?

Chciałem to przedyskutować z Tobą – popatrzył na mnie zdziwiony.

No to mamy teraz okazję to zrobić – oznajmiłam łagodnie. Uśmiechnął się szeroko.

Co powiesz na… przyszłą sobotę?

Słucham? – a gdzie mu się spieszy?

Myślałem, że ci zależy – dodał ze smutkiem w głosie.

Oczywiście, że zależy. Ale czy zdążymy z przygotowaniami?

Co? Tym się martwisz? Słuchaj skarbie, Alice, Esme i Rose wszystko zaplanowały. W przyszłą sobotę urządzą nam wspaniałe wesele.

Tak? – byłam w szoku. To zbyt szybko się dzieje.

Oczywiście – dodał. Promieniał radością.

No to, na co czekamy? Musimy obgadać szczegóły z dziewczynami – powiedziałam. Jego oczy przybrały wielkość spodków.

Kurcze, Bello, jesteś najwspanialsza istotą na świecie. Kocham cie! – i wpił się w moje usta aż zakręciło mi się w głowie.

Po chwili obok mnie zmaterializowały się Alice, Rosalie i mama Eda. Usiadłyśmy we cztery na kanapie i rozmawiałyśmy na temat wesela. Alice oczywiście pomoże wybrać mi sukienkę i garnitur dla Edwarda. Rose zadba o dekoracje wnętrza, a Esme obiecała, że wraz z moja mamą ustali listę gości i inne drobne rzeczy. Ja miałam się niczym nie martwić, tylko myśleć o przyjemnych stronach małżeństwa w młodym wieku…

Ok. godzinę później zakończyłyśmy nasze ustalenia. Musiałam odetchnąć, wiec wyszłam na werandę i oparłam się rękami o barierkę. Właśnie zachodziło słońce, które przebijało się przez drzewa. Poczułam na swojej talii chłodne ręce Edwarda.

Zmęczona? – wyszeptał.

Trochę. Muszę się wyspać. Jutro jadę wybierać z Alice sukienkę.

A kiedy powiemy Twoim rodzicom?

Może zaraz?

Podoba mi się ten pomysł – zamruczał. Wziął mnie od brodę i znów pocałował. Kiedy skończył, powiedział: - No to w drogę…

Kiedy staliśmy na podjeździe obok radiowozu Charliego, ogarnęła nas panika. Ani ja, ani Edward nie wiedzieliśmy, jak im to powiedzieć. Dopiero, co przed dwoma godzinami przedstawiłam mamie go, jako mojego chłopaka, a teraz mam zrobić to samo – tyle, że Ed ma zostać moim mężem.

Drżącymi rękoma otworzyłam swoje drzwiczki i wysiadłam na podjazd. Mój ukochany zrobił to samo. Wzięłam głęboki wdech. Popatrzyłam na Edwarda. Wziął mnie za rękę i powoli kroczyliśmy w stronę drzwi…

Nacisnęłam klamkę. Kiedy drzwi się uchyliły, zauważyłam, że rodzice już na mnie czekają. Zupełnie, jakby wiedzieli, że mam im coś do powiedzenia.

Hej mamo, hej tato – przywitałam się.

Dzień dobry – powiedział Ed.

O, już jesteście – powiedziała zadowolona mama.

Tak, chcemy wam coś powiedzieć – oznajmiłam.

Co takiego? – spytał Charlie.

Może chodźmy do salonu – zaproponowałam.

Ok.

Przeszliśmy do pomieszczenia obok. Rodzice usiedli na kanapie. Ed zajął fotel, a ja usiadłam na jego oparciu.

To, o co chodzi? – zapytał tata.

Cóż, tak jak mówiłem wcześniej pani Swan, ja kocham Bellę. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Odkąd ją zobaczyłem, wiedziałem, że ta „mała" jeszcze coś namiesza – uśmiechnął się do mnie szeroko. Posłałam mu w zamian równie szeroki uśmiech.

Tak, tak, mówiłeś. I bardzo się z tego cieszymy – powiedziała mama.

Dobrze. Dziś postanowiliśmy, że… chcemy się pobrać – dokończył spokojnie Edward. Rodzice popatrzyli na siebie zdziwieni. I właśnie tego się obawiałam…

Nie ukrywamy, że nas zaskoczyliście – przemówił w końcu Charlie.

Tak, jesteśmy w szoku. Ale to nie znaczy, że się nie cieszymy – dodała pospiesznie Renee. – Mogę go obejrzeć? – spytała, kiwając głową w stronę mojej prawej dłoni.

Jasne – usiadłam obok mamy i wyciągnęłam przed siebie rękę, ukazując śliczny pierścionek zaręczynowy.

To, kiedy będziemy tańcować na weselu? – spytał Edwarda Charlie.

Ehm, w przyszłą sobotę.

JUŻ? Tak szybko?

Nie chcemy czekać, akurat był wolny termin…

Może i tak, ale co z przygotowaniami? Trzeba zaplanować wszystko…

Mamo, już wszystko obgadaliśmy. Spokojnie – powiedziałam.

Dobrze skarbie. Skoro już postanowiliście… - nie dokończyła, bo do oczu napłynęły jej łzy.

Mamo, co się stało? – spytałam zdezorientowana.

Nic, po prostu moja mała córeczka wychodzi za mąż. Jestem taka szczęśliwa. Naprawdę nie potrafię ukryć swoich łez radości.

Oooo – przytuliłam ją do siebie. Mimowolnie po moim policzku popłynęły łzy.

Czyli muszę sprawić sobie garnitur? – zapytał Charlie.

Wypadałoby tato – zaśmialiśmy się. Edward i tata wstali. Ujrzałam niecodzienny widok: dwóch mężczyzn ścisnęło się serdecznie, przy czym jednemu z nich popłynęły łzy.

Zaopiekuj się nią… synu – powiedział drżącym głosem Charlie.

Obiecuję, tato – wyszeptał Ed.

Wszyscy płakaliśmy ze szczęścia. Jeszcze nigdy nie przypuszczałam, że spotka mnie coś takiego…

Razem z rodzicami zdążyliśmy wypić herbatę. Po skończonej wizycie Edward powiedział, że ma dla mnie jeszcze jedną niespodziankę. Zastanawiałam się, co takiego jeszcze mnie spotka dzisiejszego dnia.

Spokojnie, zobaczysz na miejscu – powiedział mój narzeczony, kiedy wychodziliśmy z domu. Mama odprowadziła nas do drzwi.

Nie wiem, czy się mam bać, czy co…

Na pewno nie bać. No chyba, że mnie – zachichotał. Spojrzałam na niego wilkiem. – Ok., żartowałem.

Jasne.

Wsiedliśmy do jego volvo. Edward wyciągnął telefon i wybrał czyjś numer.

Cześć Jasper. Zanieśliście go? My już ruszamy. Dobra, do zobaczenia wieczorem w domu – i rozłączył się czerwoną słuchawką.

Co mieli zanieść? – spytałam ciekawa.

Nic takiego. Z resztą zobaczysz. To część niespodzianki.

Acha.

Ruszyliśmy. Przez cała drogę Ed nie odezwał się ani słowem. Zdziwiłam się, gdy nie skręciliśmy w uliczkę, kierującą do jego domu, tylko pojechaliśmy dalej. W końcu po pół godzinie stanęliśmy na poboczu u wlotu małej ścieżki do lasu.

Yy, co my tu robimy?

Zobaczysz, to tylko nasz przystanek. Dalej pobiegniemy.

Proszę, tylko nie to.

Spokojnie. Nie jest daleko. A teraz chodź.

Wysiedliśmy z wozu. Ed złapał mnie w ramiona i przycisnął do siebie. Po chwili biegliśmy bardzo szybko w głąb lasu. Czułam na swoim plecach chłodny wietrzyk.

Minęło parę minut i mój ukochany stanął. Nie puścił mnie od razu, tylko wyszeptał w moje włosy.

Tylko nie podglądaj. – Ed zaczął kroczyć. Słyszałam, jak szeleści butami wśród wysokiej trawy. Zastanawiałam się, gdzie my u licha jesteśmy…

Edwardzie, daleko jeszcze?

Nie, już jesteśmy – w tym momencie postawił mnie na ziemi. Byliśmy na polanie – mojej polanie. Dawno nie byłam tutaj – pomyślałam. Staliśmy obok fortepianu.

Po co tutaj stoi ten fortepian?

To właśnie ta niespodzianka.

Pociągnął mnie za rękę. Usiedliśmy naprzeciw klawiszy. Ed ustawił swoje dłonie na nich i spojrzał na mnie.

Chciałem ci zagrać. Wiem, że lubisz tu bywać. Mam nadzieję, że ci się spodoba. – uśmiechnął się i zaczął grać.

Na początku melodia była powolna, z czasem dodawał jej ekspresji. Moje serce powoli przyspieszało. Po raz pierwszy ktoś grał tak pięknie, dla mnie. Łzy same spływały mi po policzkach. Zafascynowana patrzyłam na jego dłonie. Długie palce uderzały w klawisze ze specyficzną dla nich gracją. Mogłam tylko pozazdrościć mu takiego talentu. W końcu nie wytrzymałam i łzy zamieniły się w strumień. Niepohamowany potok łez…

Kiedy melodia Edwarda dobiegła końca, zza chmur przebijało się słońce. Ciemne obłoki przesuwały się po niebie w naszym kierunku. Pewnie za moment się rozpada.

Ty płaczesz kochanie? – spytał zatroskany Ed.

Tak. To przez ciebie i przez to, że tak pięknie grasz. Dziękuję – i znów się rozpłakałam. Mój narzeczony przytulił mnie mocno.

Już dobrze. Cieszę się, że ci się podoba. – spojrzałam na niego. Mój Ed patrzył na mnie z uwielbieniem. Po chwili ścierał moje łzy pocałunkami. Każdy centymetr mojej twarzy został naznaczony jego słodkimi, chłodnymi wargami.

Teraz to ja dziękuję – wyszeptałam.

Za co?

Za to, że jesteś. Kocham cię.

Ja ciebie też, Bello, moja przyszła żono.

Nie zastanawiając się ani sekundy dłużej wpiłam się w jego usta. Ed przywarł do mnie. Po chwili poczułam, że unoszę się nad ziemią. Mój ukochany podniósł mnie i usadził na fortepianie. Teraz było mi wygodniej. Cały czas, kiedy się całowaliśmy, swoją ręką oplatałam go za szyję. Teraz przeniosłam ją we włosy, lekko je mierzwiąc. Edward swoją dłonią głaskał mnie po plecach, po włosach, po policzkach. W końcu zaczął całować moją szyję. Czułam przyjemne mrowienie po całym ciele. Nie chciałam przerywać tej chwili, lecz zaczął padać deszcz. Spojrzeliśmy na siebie. Ed uśmiechnął się szeroko, po czym wróciliśmy do naszego zajęcia. Nie przeszkadzał na ani deszcz, ani chłód.

Wiał wiatr. Padało coraz mocniej. Czułam, że przemokłam do suchej nitki i koszula Edwarda jest równie mokra. Nie zastanawiając się, zdjęłam ją. Moim oczom ukazała się sylwetka greckiego boga a nie człowieka czy wampira. Patrzyłam z podziwem na tak cudowne, wręcz idealne ciało mojego ukochanego. Ku mojemu zdziwieniu nie protestował, lecz robił się coraz śmielszy. Teraz jego chłodny tors przywierał do mnie i pocierał się synchronicznie o moje ciało. Czułam, że zaraz się rozpłynę.

W końcu przestaliśmy się całować. Oboje lekko dyszeliśmy. Deszcz nie przestawał padać. Powoli zza chmur wyłoniło się słońce, które od kilku minut próbowało się przebić. Spojrzeliśmy w niebo. Nad nami ukazała się tęcza. Tyle szczęścia w jeden dzień…

Chcesz już iść? – spytał po chwili. Ja nadal patrzyłam w niebo.

Nie wiem. Dobrze mi tu.

Mi też. Ale będzie lepiej, jeśli pójdziemy się wysuszyć. Nie chcę, byś na naszym ślubie była chora.

Ok. – tylko na tyle było mnie w tej chwili stać. Edward zaśmiał się. Wziął mnie na ręce. Chwycił za koszulę, ale jej nie założył. Mogłam tulić się do jego nagiego torsu…

Pojechaliśmy do jego domu. Nikogo nie było. Poszłam do łazienki Alice. Wysuszyłam włosy i przeszłam do jej garderoby wybrać sobie coś suchego. Pewnie i tak wiedziała, że będę ich potrzebować…

Schodząc na dół usłyszałam tą samą melodię, którą Ed grał na polanie. Znów moje serce omal nie wyskoczyło z mi piersi. Powoli zbliżyłam się do Edwarda, siedzącego w salonie i grającego na tym cudnym instrumencie. Położyłam mu ręce na ramionach. Przestał grać. Jedną ręką chwycił za moją dłoń. Wstał od fortepianu i zbliżył się do mnie tak, że nasze twarze dzieliło zaledwie parę centymetrów. Zamknął oczy i wyszeptał:

Kocham cię. Dziękuję, że jesteś ze mną. Nie przypuszczałem, że zechcesz być z kimś takim, jak ja. Jesteś najwspanialszą osobą pod słońcem…

Skończywszy, chwycił moją twarz w dłonie i pocałował delikatnie. Po chwili złapał mnie w ramiona i pobiegliśmy na górę, do jego pokoju…

Edward

Jeśli kiedykolwiek by mi ktoś powiedział, że istota zwana człowiekiem będzie w stanie mnie pokochać, wyśmiałbym go. Ale teraz, kiedy żyje Bella, mój świat nabrał niecodziennych barw. Wpadłeś po uszy Cullen