„My Hero Vampire"
Autor: truska93
Rozdział 15
Bella
Obudziły mnie promienie słońca, skradające się przez okno do mojego pokoju. Czułam się wypoczęta. Jak nigdy. Zbliżała się sobota. Dzień, w którym miałam wziąć ślub z Edwardem. Z jednej strony cieszyłam się niezmiernie. Ale ten pośpiech nieco mnie przerażał…
Usiadłam na łóżku. Dziś jadę z Alice wybierać sukienkę. Znając jej gust, do ślubu będę musiała iść w jakiejś wyrafinowanej kiecce. Aż się boję…
Wzięłam ubiór na dzisiejszy dzień i poszłam do łazienki. Stojąc przed lustrem, próbowałam ułożyć swoje splątane włosy. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i zeszłam na dół, na śniadanie.
W kuchni zastałam Charlie'go. Mama pewnie była już w pracy.
Cześć Bells – powiedział tata.
Hej tato. Mama w pracy?
Tak. Ja też już musze lecieć. Masz jakieś plany na dziś? – spytał niespodziewanie.
Ja? Tak. Jadę z siostrą Edwarda wybrać sukienkę…
Aa, zapomniałem, że w sobotę wydaję swoją córkę za mąż.
Tato, to nie żadna tragedia. Przecież zostajemy w Forks. Tylko zamieszkamy u rodziców Edwarda – powiedziałam szybko. Tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie będziemy mieszkać.
Świetnie to słyszeć. – Upił łyk kawy. – To do zobaczenia wieczorem. Miłego dnia na zakupach – krzyknął, wychodząc z kuchni. Po chwili słyszałam tylko trzaśnięcie drzwi.
Do zobaczenia – odpowiedziałam do nikogo.
Zebrałam brudne talerze ze stołu i włożyłam do zlewu. Ochota na śniadanie całkowicie mi przeszła. Usiadłam na krześle i spoglądnęłam w okno. Zastanawiałam się, czy dobrze postępuję, wychodząc za Eda. Kochałam go, co prawda, ale mam zaledwie 19 lat i rola żony jakoś nie bardzo pasowała do mnie.
Czekałam na Alice. Miała zjawić się niedługo. W międzyczasie przeglądałam artykuły w gazecie.
Przewracając kolejną już stronę, zauważyłam stojącą przede mną Alice. Podskoczyłam jak oparzona. Jak ona weszła, nie robiąc hałasu?
Hej Bello – przywitała się radośnie.
Cześć, nie wiesz, że jak idziesz do kogoś, musisz użyć dzwonka? – spytałam sarkastycznie.
Oh, nie mądruj się teraz. Wskakuj w buty i jedziemy.
Dobra, dobra. Moment. Idę na górę.
Nie musisz. Włożysz te buty – powiedziała, ukazując czarne pantofelki na szpilkach. Miały chyba z 15 centymetrów.
Alice, ja na tym zęby wybije.
Spokojnie, dasz radę. Z resztą nie możesz mierzyć sukni w tenisówkach. I w dodatku pasują do twych czarnych jeansów.
Jasne. A dlaczego nie? Wystarczy, że w dniu ślubu będę musiała chodzić w takich butach.
Oj, nie marudź już. Wkładaj i jedziemy. Mamy dziś do załatwienia parę spraw.
Spraw? Myślałam, że suknia tylko…
Jedziemy! – zawołała, wychodząc z kuchni.
Usiadłam na krześle i włożyłam na nogi buty od Alice. Pasowały jak ulał. Kiedy oba znalazły się na moich stopach, powoli wstałam, podpierając się o stół. Zrobiłam krok – nic. Dwa kolejne też nie spowodowały upadku. Z każdym innym szło mi coraz lepiej. Wzięłam swoją kurtkę i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi na klucz. Zadowolona odwróciłam się w stronę Alice, która siedziała już w samochodzie i czekała, aż raczę do niej dołączyć. Z wielkim uśmiechem zrobiłam krok w przód, chcąc pokazać, jak sobie radzę. Pech chciał, że prezentacja nie wyszła mi za dobrze – przewróciłam się na pierwszym schodku! Siostra Edwarda prędko podbiegła do mnie.
Nic ci nie jest? – spytała zatroskana.
Mnie? Nic. Gorzej z butami.
Pokaż mi je – powiedziała. Okazało się, że ledwo je zarysowałam. Cholera…
Czyli mam w nich jechać?
Tak. I nic więcej nie wymyślisz. Pojedziesz w nich i już.
Ok.
Wsiadłyśmy do jej wozu. Odpaliła silnik i ruszyłyśmy do miasta. Za nasz cel obrałyśmy Seattle. Alice stwierdziła, że tam jest więcej sklepów i galerii. Na samą myśl ciarki mnie przeszły…
Na miejscu okazało się, że część sklepów zamknęli z powodu remontów. Oczywiście moja mała przyjaciółka nie była tym zachwycona.
Poszłyśmy do salonu sukien ślubnych na południu miasta. Z pozoru wydawał się malutki, ale gdy weszłyśmy do środka, naszym oczom ukazała się ogromna sala wypełniona przeróżnymi krojami sukienek. Moje serce mimowolnie przyspieszyło.
Alice podeszła do jednej z krawcowych i szepnęła jej coś na ucho. Po chwili kobieta podeszła do mnie i zaprowadziła w jakieś miejsce. Wyglądała jak zmutowana przebieralnia. Krawcowa dokładnie obmierzyła mnie a później podała katalog. Usiadłam na krześle i z udawanym zaciekawieniem oglądałam modne suknie ślubne. Wszystkie były podobne do siebie. Jedyne, co je różniło było to, że jedna była krótka a druga długa. Albo miała falbanki, albo była prosta.
Znudzona, po parunastu minutach zrezygnowałam. Odłożyłam katalog na krzesło obok. Zastanawiałam się, gdzie podziała się Alice i krawcowa.
Po chwili jednak do „przebieralni" weszła właśnie siostra Eda. Miała w rękach biały materiał. Od razu przypadł mi do gustu.
Co to? – spytałam.
Twoja sukienka. Chodź, musisz przymierzyć – pociągnęła mnie w stronę podestu. Odłożyła suknię i ustawiła mnie. Po chwili zaczęła zdzierać ze mnie bluzkę.
Alice, co ty robisz? Opamiętaj się.
Jak chcesz przymierzyć sukienkę w ubraniu? Ściągaj to wszystko.
Dobrze, ale poradzę sobie sama. – Powoli rozpięłam spodnie i zsunęłam z siebie. Moja przyjaciółka wywróciła oczyma.
Edward w noc poślubną będzie się niecierpliwił, skoro masz takie tempo – powiedziała złośliwie. W zamian rzuciłam w nią jeansami.
No to się zdziwisz – oznajmiłam hardo.
Taa. A teraz pomogę ci ją założyć.
Wzięła sukienkę w ręce. Weszłam do środka, a moja przyjaciółka wciągnęła ją w górę i dopasowała gorset do mojej figury. Chwilę później poprawiła dół i odsunęła się troszeczkę. Dołączyła do niej kobieta, która była krawcową. Obie zachwycały się moją kreacją. Alice podeszła i rozpuściła moje włosy, zawiązane w luźną kitkę. Ciężkie loki opadły mi na gole ramiona.
Bello, wyglądasz cudownie! Edward będzie zachwycony.
Myślisz? – spytałam.
Znam swojego brata. W sobotę będziesz tylko ty najważniejsza i najpiękniejsza – na te słowa spiekłam raka.
Dobra, dobra. Wystarczy już tych przymiarek. Zdejmij ją ze mnie – powiedziałam po chwili.
Spokojnie. Już ją zabieram – odpowiedziała Alice.
Ściągnęłam moją suknię z pomocą mojej przyjaciółki i szybko ubrałam się w swoje rzeczy. Siostra Edwarda włożyła suknię w biały pokrowiec i zapięła zamkiem. Zapatrzyłam się na jej czynność. Przed oczyma mignął mi jakiś brylancik. Coś mi tu nie pasowało…
Alice, – powiedziałam powoli, podchodząc do przyjaciółki – mogę zobaczyć Twoją prawą dłoń?
Yyy, po co? – spytała, chowając rękę w kieszeni spodni.
Proszę, wiem, że coś na nim masz.
Cóż, chyba mogę ci powiedzieć… - wyciągnęła dłoń i przysunęła ją bliżej mnie. Nerwowo zacisnęła wargi. Na jej serdecznym palcu był pierścionek z brylantem! Wciągnęłam powietrze do płuc.
Nie wierzę – powiedziałam lekko zszokowana.
Ja też. Wiesz, po tym jak Edward poprosił cie o rękę, Jasper dziwnie się zachowywał. Później przyszedł do mojego pokoju i… sama nie wiem, bo powiedziałam „tak" i… Bello, jestem taka szczęśliwa! – z jej oczu popłynęły łzy. Przytuliłam ją do siebie.
Wiem, co czujesz. A na kiedy ustaliliście termin? – spytałam.
Nie wiem jeszcze. Narazie skupiam się na weselu Twoim i Edwarda. Może później.
Alice, po co czekać? Możemy połączyć obie ceremonie.
Naprawdę? Nie, myślę, że to Twój dzień. Nie chce Ci go zabierać…
Proszę, zgódź się. Będzie nam raźniej. Dwie przyjaciółki – dwie panny młode – powiedziałam z uśmiechem.
Jesteś najwspanialszą osobą pod słońcem! – krzyknęła siostra Edwarda. Ucałowała mnie w policzki i przytuliła mocno.
Skoro tu jesteśmy – wtrąciłam – to wybierzmy coś dla ciebie.
Wiesz, ja już mam sukienkę. Tak na wszelki wypadek – powiedziała, ściszając głos.
Chyba powinnam się domyśleć – odpowiedziałam. Uśmiechnęła się szeroko.
Nie jestem w stanie cię teraz w stanie cię określić, wiesz? Jesteś po prostu boska!
Dzięki.
Zabrałyśmy oba pokrowce i wsiadłyśmy do wozu. Na szczęście udało nam się wybrać sukienki w jednej galerii i dalsze zakupy nie miały sensu. Ale Alice, jak to ona, uparła się, że pojedziemy kupić sobie bieliznę oraz wszelkie dodatki. Ten pomysł jakoś mi nie przypadł do gustu…
Zmęczone całodniowymi zakupami, pojechałyśmy do domu Cullen'ów. Brak domowników nie zdziwił mnie. Uprzedzili wcześniej, że muszą teraz regularnie polować, gdyż nie chcą dopuścić się mordu na kimś z mojej rodziny…
Poszłyśmy do pokoju Alice. Oba pokrowce spoczęły w jej ogromnej garderobie. Moją uwagę przykuł jeszcze jeden, inny pokrowiec. Z ciekawości podeszłam do niego i zaglądnęłam do środka. Zawierał długą, fioletową suknię. Z przodu miała rozcięcie aż do kolan a na brzegach wysadzana była cekinami. Była wprost przepiękna.
To suknia Rosalie – powiedziała Alice.
Śliczna.
Tak. Nasza druhna musi jakoś wyglądać – zaśmiała się.
Wiem. A co z druhną płci przeciwnej? Masz już kogoś? – spytałam.
Nie. Myślałam o Emmecie, ale on nie bardzo mi pasuje do tej roli. Wystarczy, że miał załatwić obrączki…
Emmett obrączki? – spytałam z uśmieszkiem.
Tak. Dobrze, że Edward pojechał za nim, bo inaczej miałabyś nakrętkę na śrubkę zamiast ślicznej, złotej obrączki. – zaśmiałyśmy się.
Resztę dnia ( znaczy się wieczór) spędziłam w domu Edwarda. Nie spieszyłam się zbytnio do siebie. Sama nie wiedziałam, czemu…
Nieco zmęczona poszłam do pokoju mojego ukochanego. Położyłam się na łóżku i podciągnęłam nogi pod brodę. Zaczęłam rozmyślać. Zastanawiałam się, jak będę prezentować się obok pięknych postaci takich jak mój Ed, czy też Alice albo Jasper. Oni sami w sobie byli piękni. Ja zaliczałam się do tych osób mniej urodziwych. Przynajmniej ja tak uważałam…
Z każdą chwilą moja głowa robiła się coraz cięższa. W końcu opadła na poduszkę i zasnęłam.
Znalazłam się w jakimś dziwnym miejscu. Wszędzie było dużo trawy i padał deszcz. Nie czułam się sobą. Byłam czymś o wiele silniejszym i odważniejszym. Zaczęłam iść, przed siebie. Wszędzie była mgła. Po chwili stałam na jakimś dużym placu. Deszcz przestał padać. Zacisnęłam dłonie w pięści i byłam gotowa do walki. Chciałam się zmierzyć z kimś równie silnym, co ja.
Przede mną znikąd zjawił się Edward. Położył mi ręce na ramionach i spojrzał w oczy.
Nie musisz tego robić – wyszeptał.
Nie chcę. Co się dzieje? Gdzie ja jestem?
Proszę cię, wycofaj się – powiedział niemal błagalnym tonem.
Ale dlaczego?
Nie odpowiedział. Zamarł. Powoli odwrócił się i syknął. Przykucnął w pozycji obronnej jak na wampira przystało. Ostrożnie wychyliłam się zza niego, by zobaczyć, co go do tego zmusiło.
Przed nami stało pięć czarnych postaci. Mieli czerwone oczy i zbliżali się w naszą stronę. Jeden z nich wyszedł im naprzeciw.
Już czas, Isabello – powiedział.
Usiadłam zapłakana i zlana potem. Moje serce waliło jak oszalałe. Oddychałam szybko. Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek – była 3 w nocy. Wyczołgałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Przemyłam swoją twarz i spojrzałam w lustro. Wyglądałam koszmarnie. Wzięłam kilka głębokich wdechów i zeszłam na dół do kuchni, napić się czegoś.
Przechodząc przez salon natknęłam się na Alice. Siedziała na kanapie z laptopem na kolanach. Gdy mnie zobaczyła, przeraziła się.
Bello, wszystko w porządku? – spytała.
Tak. Miałam tylko zły sen. Nie przeszkadzaj sobie. Idę się napić.
Co ci się śniło? – zamarłam. Nigdy nie pytała o moje sny.
To… nic wielkiego.
Taa, akurat, bo uwierzę. Idź po coś do picia i wracaj, porozmawiamy sobie.
Ok. – odpowiedziałam. Ze spuszczoną głową udałam się do kuchni.
Zabrałam ze sobą puszkę coli i wróciłam do salonu. Alice poklepała miejsce obok, zachęcając, bym usiadła. Niechętnie poczłapałam w jej stronę. Otworzyłam puszkę z colą i upiłam łyk.
A teraz od początku: co takiego wprawiło cię w strach?
Alice, ja nie wiem, czy chcę o tym rozmawiać – wyszeptałam.
Bello, ja cię doskonale rozumiem. Wiesz, zanim zostałam wampirem, miałam podobnie – powiedziała nadzwyczaj spokojnie.
Zanim zostałaś wampirem? Zaraz, czegoś tu nie rozumiem.
Spokojnie, jeśli nie chce ci się już spać, a podejrzewam, że nie chcesz już wrócić do łóżka, mogę ci opowiedzieć całą historię.
Jasne. Zamieniam się w słuch. – Usiadłam wygodnie na kanapie, podciągając kolana.
Ok. Zanim stałam się wampirem, wiodłam spokojne życie nastolatki. Nazywałam się Alice Brandon. Mój ojciec zarabiał całkiem spore pieniądze, co pozwalało nam utrzymać czteroosobową rodzinę. Oprócz mnie była jeszcze moja siostra – Elisabeth. Mama nie pracowała. Straciła połowę nogi w wypadku. Od tamtej pory jeździła na wózku. I właśnie od tego wszystko się zaczęło – westchnęła. – Pierwszej nocy, gdy dowiedziałam się prawdy o wypadku, śnił mi się w nocy koszmar. Byłam sama na polanie, goniło mnie kilka potworów. Ten sam sen dręczył mnie przez kilka innych nocy. Moja psychika ledwo dawała radę. Elisabeth martwiła się moim zachowaniem: bałam się kontaktów z ludźmi, nie wychodziłam z domu. Z czasem było jeszcze gorzej. Moje koszmary spełniały się. Oczywiście nie wszystkie. Raz przewidziałam, że mój tata będzie chciał popełnić samobójstwo. Nie dawał sobie rady z myślą o chorej żonie. Udało mi się go znaleźć w łazience. W ostatniej chwili razem z siostrą wywarzyłyśmy drzwi…
Kiedy odwiedziłam swojego ojca w szpitalu, spotkałam Carlisle'a. Był lekarzem prowadzącym mojego ojca. Wydawał mi się osobą godną zaufania, więc postanowiłam mu wszystko opowiedzieć. Doktor przejął się całą tą sytuacją. Zapewnił mnie, że zrobi wszystko, co tylko w jego mocy, bym była szczęśliwa. Ale nie byłam…
Pewnej nocy siedziałam przy łóżku taty. Niechcący przysnęłam na stołku obok. Moje koszmary wróciły. Tym razem w roli głównej wystąpiły moja mama i siostra. Obie zostały zaatakowane przez jakiegoś włamywacza. Nie przeżyły tego… Zerwałam się na równe nogi i zorientowałam się, że mój tato umarł z wykończenia. Byłam załamana. Nie wiedziałam, co począć. Postanowiłam szybko wrócić do domu. Miałam złe przeczucia. Moje sny bardzo często się sprawdzały.
Zajechałam taksówką pod dom. Nic nie wskazywało na to, że w środku wydarzyła się tragedia. Weszłam do niego i ujrzałam stertę rozwalonych papierów. Zapłakana pobiegłam do sypialni mamy i wtem ujrzałam obie - martwe. Mój cały świat załamał się. Dosłownie.
Wybiegłam z domu i krzyczałam zapłakana. Nie wiedząc, gdzie biegnę, zgubiłam się. Znalazłam się w lesie. Miałam ochotę przerwać i swój żywot.
Wtem zauważyłam jakąś postać. Zbliżała się do mnie. Nie obchodziło mnie, kim była. Mogła mnie nawet zabić. Było mi to na rękę. Okazało się, że to Carlisle. Powiedział, że obiecał mi pewną rzecz i teraz chciałby się wywiązać z tej obietnicy. Nie załapałam na początku, o co mu chodziło. Powoli zaczął zbliżać się do mnie. Chwilę później wgryzł się w moją szyję. Przez moje ciało przeszłą fala bólu. Później czułam tylko płomienie w żyłach i… obudziłam się jako Alice Cullen.
Zamarłam. Historia Alice wbiła mnie w kanapę. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Widząc moje zachowanie, Alice przejęła pałeczkę.
Carlisle dobrze zrobił, zamieniając mnie w wampira. Spotkało mnie wiele więcej szczęścia niż wcześniej. Ostatnio tłumaczył mi, że mój dar właśnie po części narodził się przez moje prorocze sny. Ale do końca nie wiadomo, na jakiej podstawie…
Myślisz, że jeśli ja…
Nie wiem Bello, jakby było z Tobą.
Ziewnęłam. Alice spojrzała na mnie z uśmiechem i wstała z kanapy. Po chwili trzymała mnie na rękach. Wywróciłam oczami.
Poradziłabym sobie.
Jasne. Usypiając na schodach w drodze do łóżka – zaśmiała się.
Może. – Znów ziewnęłam.
Położyła mnie na łóżku i opatuliła kocem. Moje oczy zamknęły się same. Alice pocałowała mnie w policzek i wyszeptała:
Śpij, czeka nas jeszcze wiele pracy a mamy mało czasu…
Miała rację. Ślub za pasem a my jesteśmy w lesie. Cóż, może to i lepiej…
Usłyszałam jeszcze tylko zamykane przez moją przyjaciółkę drzwi i odpłynęłam w niebyt…
