My Hero Vampire"

Autor: truska93

Rozdział 16

Edward

Przygotowania do ślubu szły zgodnie z planem. Cieszyło mnie to ogromnie. Już niedługo będę mógł mówić do Belli „żono" lub nawet „pani Cullen". Czułem, że puchnę z zachwytu.

Właśnie mijałem kolejny sklep jubilerski. Obok mnie, w aucie, na miejscu pasażera siedział Emmett, który o mały włos nie kupiłby nam „roboczych" obrączek. Na szczęście pojechałem za nim i w porę zainterweniowałem. Chłopina tak się przejął, że zapomniał samochodu.

Zajechaliśmy przed mały sklep. Wysiedliśmy z wozu i ramię w ramię szliśmy do wejścia. Sprzedawca, widząc kto wchodzi do środka, otworzył szeroko usta a jego okulary zjechały z nosa na ladę.

Dzień dobry. Chcielibyśmy kupić dwie pary obrączek – powiedziałem.

Eee… yyyy… słucham? – wyjąkał.

Chcę kupić obrączki – powtórzyłem.

A, obrączki. Proszę, oto katalog – powiedział, podając nam gazetkę. Jego ręce bardzo drżały. Emm, widząc to, zachichotał. Sprzedawca cały czas świdrował nas wzrokiem. Mi też chciało się śmiać, kiedy rozszyfrowałem jego myśli…

Proszę te złote z serduszkiem. A i jeśli można, chciałbym, żeby na nich wygrawerowano inicjały E. i B.

Oczywiście, będą gotowe po południu.

Ach, byłbym zapomniał. Ten sam komplet jeszcze raz tylko z inicjałami A. J.

Dobrze. Proszę przyjechać po nie po godzinie 17 – powiedział sprzedawca. Nadal drżał.

Dziękujemy i do widzenia – pożegnałem się. Do głowy przyszedł mi szalony pomysł. Kątem oka widząc, że sprzedawca nadal nas obserwuje, położyłem Emmowi rękę na ramieniu. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenie, ponieważ często dziękowałem mu w ten sposób. Ale na sprzedawcy tak…

Kiedy staliśmy przed sklepem, nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem. Emm popatrzył się na mnie dziwnie.

Z czego tak rechoczesz? – spytał.

Gdybyś wiedział, co ten sprzedawca o nas pomyślał…

Co?

Wziął nas za parę gejów. A on panicznie boi się innej orientacji.

Nie żartuj – powiedział zdumiony.

Nie żartuje – znów się zaśmiałem.

Czekaj – powiedział nagle – mam pomysł.

Emm zbliżył się do mnie i lekko przygryzł moje ucho. Byłem teraz w głowie sprzedawcy. Jego oczami widziałem, jak przed sklepem Emmett zalotnie uśmiecha się w jego stronę. Facet tak się wystraszył, że zamknął szybko sklep i uciekł. Po chwili tarzaliśmy się po chodniku jak debile. Ledwo wsiedliśmy do samochodu.

No, teraz po obrączki będzie musiał przyjechać ktoś inny – oznajmiłem.

Taa. Jak będzie otwarte – zaśmiał się Emm.

Hehehehe już nie mogę – zacząłem znów rechotać.

W końcu, po kilku napadach śmiechu, udało nam się ruszyć do domu. Kiedy zajechaliśmy na podjazd, w domu była tylko Alice i śpiąca Bella.

Poszedłem na górę. Wcześniej Alice ostrzegła mnie, że moja ukochana jest w małej rozsypce. Bałem się, że przez ten ślub jest tak zestresowana…

Podszedłem do łóżka. Śpiąca wyglądała jak anioł. Złożyłem na jej czole całusa. Bella lekko się poruszyła i w końcu otworzyła oczy. Uśmiechnęła się, kiedy mnie zobaczyła.

Wróciłeś – oznajmiła, jednocześnie ziewając.

Tak, załatwiłem nam obrączki.

Super.

Tu jesteście! – wrzasnęła Alice.

O co chodzi siostrzyczko? – spytałem. Bella usiadła na łóżku i przytuliła się do mojego ramienia.

Bello, dziś nasz wieczór panieński. Esme wraz z Rose przygotowały dla nas niespodziankę – mała klasnęła w dłonie z radości.

Taa, o niczym innym nie marzę – powiedziała moja ukochana.

Edward, chłopie, gdzie ty? – darł się Emm.

Tu jestem, u siebie! – odkrzyknąłem.

No wreszcie. Gdzie Jasper? Dziś wasz wieczór kawalerski. Mam dla was niespodziankę. Carlisle miał mi pomóc, ale był zbyt zajęty w szpitalu na dyżurach. Ale spokojnie, zapamiętasz go na całe życie – zatarł ręce.

Już się boję – zadrwiłem.

Hahaha – zaśmiał się teatralnie.

Czy możecie nas zostawić? – spytałem ich.

Jasne. Chodź Emmett – Alice pociągnęła go za ramię. – i do wieczora Bello. Przyjadę po ciebie wcześniej i jakoś ładnie ubiorę – dodała, zamykając drzwi.

Do zobaczenia – odpowiedziała Bella.

Kiedy drzwi się zamknęły skierowałem swój wzrok właśnie na nią. Była nieco przygnębiona.

O co chodzi skarbie? – spytałem, zakładając zbłąkany kosmyk jej włosów za ucho.

Nic takiego. Dziś Alice opowiedziała mi swoją historię i…

I?

Jej historia przypomina mi trochę… mnie samą – powiedziała szeptem. Nie rozumiałem jej toku myślenia.

Ale jak to? Masz wizje? – spytałem zaniepokojony.

Coś w tym stylu.

Czyli?

Widzisz, kilka razy śniło mi się wiele strasznych rzeczy. . mój wypadek w leśniczówce…

Niemożliwe… - byłem w szoku. Zupełnie jak Alice.

Wiem, ale tak jest. – Spojrzała na mnie. Intensywnie rozmyślałem nad jej słowami. Bella, widząc to, przytuliła się do mnie. – Spokojnie kochanie. Będzie dobrze.

Myślałem, że ja powinienem to powiedzieć – zaśmiałem się.

Chyba masz rację. Ale ja lubię to powtarzać…

Bella wygramoliła się z koca i poszła do łazienki. W między czasie posprzątałem nieco swój pokój i włączyłem odtwarzacz. Przymknąłem oczy i ułożony na swoim łóżku odpłynąłem…

Zatopiony w melodii, płynącej z mojej wieży, nie zauważyłem, kiedy Bells wróciła do pokoju. „Obudziła" mnie całusem w usta. Zamrugałem kilka razy a ona zachichotała.

Mógłbyś mnie odwieźć do domu? Chcę trochę posprzątać u siebie, bo dziś wieczorem wychodzę a jutro nasz wielki dzień – poprosiła.

Oczywiście kochanie. Już się robi – wstałem i porwałem ją w swoje ramiona. Pocałowałem lekko, acz stanowczo okazując swoje uczucia…

Dziękuje – powiedziała z uśmiechem.

Nie ma za co.

Zeszliśmy do garażu. Wsiedliśmy do mojego czarnego volvo i odjechaliśmy w kierunku domu państwa Swan…

Bella

Na szczęście nie miałam dużo do roboty w domu. Pozmiatałam zalegający kurz na moich szafkach i umyłam podłogi. Z nudów poszłam na dół i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach i po kilku z nich natrafiłam na program o organizacjach ślubów. Zaciekawiona oglądnęłam cały odcinek i dzięki niemu wywnioskowałam, że zapomnieliśmy o jednej bardzo ważnej rzeczy: bukiety. Sięgnęłam po swoją komórkę i wykręciłam odpowiedni numer.

Słucham? – odezwał się kobiecy głos w słuchawce. Była to Rosalie.

Cześć, z tej strony Bella.

O, witaj Bells. Jak leci?

W porządku. Dzwonię z pytaniem, czy zamówione zostały bukiety dla mnie i Alice. Właśnie tak analizowałam sobie wszystko i myślę, że właśnie to przeoczyliśmy…

Spokojnie kochana. Bukiety już czekają. Pamiętałam o nich.

Oh dziękuję ci bardzo.

Nie ma sprawy. A, zapomniałabym. Dziś wieczorem masz okazję się wyszaleć. Od jutra będziesz mężatką – zaśmiała się.

Dzięki, że mi przypomniałaś.

Nie ma sprawy. Do zobaczenia wieczorem.

Do zobaczenia – odpowiedziałam i rozłączyłam się.

Włożyłam swój telefon do kieszeni. Westchnęłam na wspomnienie słów Rose. Od jutra faktycznie miałam zostać mężatką. Właśnie zostało mi kilka godzin bycia panną Swan…

Zbliżała się godzina 18. Na podjazd zajechały dwa samochody: jeden- radiowóz taty oraz drugi – Alice. Oboje w świetnych nastrojach przekroczyli próg naszego domu.

O, witaj Bells. Alice opowiedziała mi o waszym wieczorze. Jedź i się zabaw. Jutro przecież masz zostać mężatką – zaśmiał się Charlie.

Dzięki tato. Od rana każdy mi to przypomina.

Czyli nie ma szans, żebyś zapomniała? – spytał.

Nie – odpowiedziałam, zakładając ręce na piersi.

Oh, nie dąsaj się teraz. Chodź na górę, muszę cię jakoś przygotować – powiedziała Alice, ciągnąc mnie za rękę. w drugiej ręce trzymała duża torbę.

Spokojnie, pali się?

Idź Bells, idź.

Dobrze, dobrze. Ale mam nadzieję, że nie będzie to długo trwało – spytałam, patrząc piorunującym wzrokiem na siostrę Eda.

Nie. Zobaczysz, nim mrugniesz okiem, będziesz gotowa – zachichotała.

Taa…

Obie poszłyśmy na górę. Zdjęłam z siebie stare ubrania i czekałam, aż Alice wyciągnie gotowy komplet na dzisiejszy wieczór. Patrzyłam na nią wyczekująco. Tymczasem ona grzebała w swojej wielkiej torbie i wyciągała z niej co rusz nowe rzeczy: szczotki, kosmetyki, spinki. W końcu w małym pokrowcu i równie złożonym kwadracie wyciągnęła mój strój. Podała mi go.

Masz. Idź i ubierz się w to. Jak wrócisz, zrobię ci makijaż.

Jasne – powiedziałam krótko i z małym pakunkiem ruszyłam do łazienki.

Położyłam ubrania na pralce. Przez chwilę zastanawiałam się, czy ubrać je, czy nie. W końcu, z ciekawości rozpakowałam je i oglądnęłam. Mój dzisiejszy strój składał się z błyszczącego topu bez ramiączek oraz krótkiej mini. Do tego małe szpileczki. Tylko po co ja mam się tak ubierać? Nasze skromne grono dziewczyn zniosłoby moje stare jeansy.

Ciągle wahając się, czy dobrze robię, wciągnęłam na siebie top i mini. Poprawiłam się, przeglądnęłam w lustrze i wyszłam z łazienki. Kiedy weszłam do pokoju, Alice zaniemówiła.

Bello… wyglądasz… bajecznie! – powiedziała, otwierając szeroko usta.

Nie żartuj sobie.

Wcale nie żartuję. A teraz siadaj. Zaraz zadzwoni Rose z pytaniem, gdzie jesteśmy.

Posłusznie zajęłam krzesło. Alice czesała moje włosy i upinała je. Potem przeszła do mojej twarzy. Nałożyła delikatnie podkład a później tusz i cienie. Na koniec dodała trochę różu.

Masz, idź je załóż – powiedziała, dając mi srebrne kolczyki.

Dzięki. A co z Tobą? Nie możesz tak iść na nasz wieczór.

Spokojnie, zanim wrócisz, będę gotowa – uśmiechnęła się.

Ok. – I wyszłam z pokoju.

Stając przed lustrem nie poznałam siebie. Wyglądałam… inaczej. Umalowana, ładnie spięte włosy… Alice ma ogromny talent do takich rzeczy – pomyślałam. Założyłam ostrożnie oba kolczyki, poprawiła top i wyszłam, by zobaczyć co z Alice. Kiedy stanęłam na progu swojego pokoju, zaniemówiłam. Moja przyjaciółka stała ubrana identycznie jak ja. Zachichotałam.

Z czego się śmiejesz? – spytała.

Wyglądamy identycznie.

To zamierzony cel. Dzisiejszy wieczór należy do nas. Rosalie stwierdziła, że lepiej będzie poznać przyszłą pannę młodą po takim stroju – zaśmiała się krótko.

Taa.

A teraz chodźmy już, bo dziewczyny czekają – dodała szybko i złapała mnie za rękę.

Zeszłyśmy na dół. Mój tata, widząc nas, zagwizdał.

No, no. Czy aby na pewno mogę cie gdzieś puścić? – spytał.

Tato, proszę cię…

Spokojnie, tylko żartowałem. Bawcie się dobrze – uśmiechnął się.

Dzięki i do jutra – krzyknęłam w drzwiach, bo Alice ciągnęła mnie za sobą do samochodu. Nawet nie usłyszałam odpowiedzi.

No chodź. Jest już późno – powiedziała siostra Edwarda.

Spokojnie.

Bella? – spytał zza mnie jakiś męski ale znany głos. Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą Jacoba!

Jacob! Co ty tu robisz?

Tak się przechadzam z nudów. Pomyślałem, że wstąpię po drodze do Ciebie. Choć widzę, że gdzieś się wybierasz – spojrzał na mnie.

Tak, wiesz… Mam dziś… wieczór panieński – powiedziałam skruszona. Nie wiedziałam, jak zareaguje. W końcu nie powiedziałam mu o moim ślubie.

Serio? Nie no, żartujesz sobie ze mnie – powiedział z niedowierzaniem głosie.

Ekhem – chrząknęła Alice, przypominając mi o swojej obecności.

O, przepraszam. Jacob, to moja przyszła szwagierka. Mamy dziś wspólny wieczór.

Cześć wampir. Ty też się chajtasz? Ale czad – powiedział z uśmiechem.

Taa, jasne. Bello – zwróciła się do mnie – wsiadaj, Rose już się niecierpliwi.

Oh, już, już. Jacob, muszę jechać.

Jasne. Ale odezwiesz się wkrótce? – spytał.

Oczywiście. To… do zobaczenia – uścisnęłam jego dużą i szorstką dłoń.

Do zobaczenia – odpowiedział.

Wsiadłam z Alice do jej wozu i ruszyłyśmy. W bocznym lusterku widziałam Jacoba, który cały czas stał na moim podjeździe i patrzył, jak odjeżdżamy. Zrobiło mi się smutno. Wiedziałam, że przeze mnie on też będzie się pewnie smucił…

Alice zaparkowała przed swoim domem. Całe szczęście nasz wieczór odbędzie się na miejscu a nie w żadnym klubie czy gdzieś tam. Na werandzie czekała na nas Esme. Była ubrana inaczej niż zwykle – miała na sobie równie świecący top, tylko do tego czarne rybaczki i szpilki. Gdy zobaczyła, że już jesteśmy, wyszła nam na przeciw.

O moje kochane panie już przyjechały. No, no, wyglądacie ekstra! – uściskała nas obie.

Dziękujemy – powiedziałyśmy chórkiem, co wywołało u nas chichot.

Chodźcie do środka, wszystko już czeka – wskazała ręką drzwi. Alice poszła pierwsza.

Kiedy przekroczyłyśmy próg domu, oniemiałyśmy. Wszędzie stały małe, zapalone już świeczki i dużo kwiatów. W salonie na miejscu kanapy leżały 4 poduszki i mały stolik, na którym stały dwie zmrożone butelki szampana i 4 kieliszki. Cóż, dawno nie piłam alkoholu. Może to i okazja zaszaleć…

Rosalie zeszła po schodach. Była ubrana identycznie jak Esme. Uśmiechnęła się na nasz widok.

Co będziemy robić? – spytała podekscytowana Alice.

Nic specjalnego. Będziemy rozmawiać, obmawiać facetów i oczywiście wypijemy za wasze zdrowie – powiedziała Esme.

Trochę inaczej sobie to wyobrażałam – odpowiedziała All.

Spokojnie, tu nie chodzi o to, żeby szaleć ze striptizerem i później żałować tego, czego się dopuściło…

Szkoda – powiedziałam cicho. Wszystkie trzy spojrzały na mnie.

Bello? Wszystko z Tobą w porządku?

Oczywiście. Czemu pytacie?

Nic, tak tylko.

Ok. Czas zacząć nasz wieczór! – krzyknęła Alice, wznosząc butelkę szampana w górę1.

Korek z butelki wystrzelił w górę a piana rozlała się po jej ściankach. Ze śmiechem podstawiałyśmy swoje kieliszki, które napełniały się musującym napojem. Kiedy All odstawiła butelkę, wszystkie cztery wzniosłyśmy toast:

Za nasze wspaniałe panny młode, które jutro staną na ślubnym kobiercu! – krzyknęła Rosalie.

Za nas! – dodała Alice.

Za najwspanialsze dziewczyny pod słońcem. Za moje córki! – Esme przytknęła swój kieliszek do naszych.

Za przyszłość! – skończyłam.

Wszystkie wypiłyśmy jednym haustem swoją porcję szampana. I tak rozpoczął się nasz ostatni wieczór wolności…

Edward

Zbliżały się godziny wieczorne. Emmett nie chciał mnie wypuścić z domu na żadne polowanie, gdyż uważał, że chcę mu uciec i wymigać się od wieczoru kawalerskiego, który przygotował dla mnie i Jaspera. Oczywiście chronił dobrze przede mną swoje niecne plany i nie mogłem go przejrzeć. Ale już teraz bałem się tego, co szykuje…

Włożyłem na siebie swoją ulubioną, kremową koszulę. Przeglądnąłem się w lustrze, poprawiając włosy. Po chwili ktoś zapukał do drzwi.

Proszę – powiedziałem.

Hej Ed. Gotowy? – spytał Jasper, zamykając za sobą drzwi.

Prawie. Coś się stało? Dlaczego szeptasz?

Boje się. No wiesz, tego całego wieczoru kawalerskiego. Nie dlatego, że to nasz ostatni dzień wolności ale dlatego, że Emm go zaplanował…

Aaa. Ja też się boję bracie. Po dzisiejszej akcji w sklepie…

Wiem, słyszałem. Rose odebrała obrączki. Proszę – podał mi małe pudełeczko.

Dzięki.

Chłopaki! – rozległ się krzyk Emmetta.

Jesteśmy u mnie! – krzyknąłem.

No, wreszcie gotowi. Auto gotowe. Musimy zejść tyłem, bo w salonie Rose szykuje z Esme wieczór dla dziewczyn.

Jedziemy gdzieś? – spytał Jasper.

Tak, załatwiłem nam fajne miejsce, w którym wyszalejecie się na Maksa.

Yyy, nie wiem, czy to dobry pomysł. Może lepiej pobiegniemy sobie na coś dużego zapolować? – zaproponowałem.

Haha, zapomnij braciszku. Już zaklepane i koniec. Jedziemy! Zaraz Alice i Bella tu będą. Nie chcę ich spotkać… - krzyknął, wyskakując przez okno w moim pokoju.

No to mamy przesrane – powiedział Jazz.

Zaśmiałem się. Chyba miał rację…

Bella

Minęła zaledwie godzina a my śmiałyśmy się same z siebie. Okazało się, że szampana zabrakło po piętnastu minutach. Rose pobiegła kupić zapas piwa i kilka butelek wódki. Właśnie polewałam sobie kolejny kieliszek.

A ja wam powiem dziewczyny – zaczęła Rose – że nie ma nic lepszego niż seks. Mówię wam… Emmett to wyśmienity kochanek…

Mówisz? – zadrwiła Esme. Była już nieco wstawiona.

A tam głupoty gadacie – odezwała się Alice, próbując trafić trunkiem do kieliszka.

Carlisle to dopiero ma moc – powiedziała rozmarzona mama Edwarda. Upiła łyk szampana i znów zaczęła: - Gdybyście widziały go w akcji…

Mamuśka, skończ już. Każdy wie, że Emmett to ogier nad ogierami. To bydle jak czasem mnie dorwie to uhhh – zachichotała Rose.

Chyba ogr nad ogrami – zaśmiałam się.

Ale wiecie co? – spytała All. – Najlepsze jest to, że każdy z nich ma coś w sobie, że każda z nas poszłaby z nim do łóżka.

Masz kochaniutka całkowitą rację. Na przykład Emm: te mięśnie, zgrabny tyłek…

Rose, gdzie ty masz oczy? Ten goryl ma dupsko jak siedem tirów. Jak ty możesz go podziwiać?

All, Twój płaski Jasper nie dorówna tak boskiemu tyłkowi Emma. Nawet nie śnij – zachichotała Rose.

A ja wam powiem – wtrąciłam się – że najzgrabniejszy tyłek ma Edward. Mówię wam, jak on kręci… - wciągnęłam powietrze do płuc i upiłam łyk piwa z puszki.

Gadasz? E, nie no, w sumie masz rację – dodała All. – Niby taki niepozorny chłopczyk a taka dupa z niego nie?

Nie przesadzaj skarbie. To twój brat – zaśmiała się Esme.

Oj, przepraszam mamuśka. Teraz wypijmy za zdrowie Edwarda i Belli, którzy w jutrzejszą noc rozwalą pięć łóżek i komplety pościeli i tak im będzie mało – Alice podniosła do góry swój kieliszek, rozlewając wszędzie szampana.

Za kochanków!

Za seks!

Za mnie i mojego Edka! – krzyknęłam i kolejny haust wódki wlałam do ust…

Edward

Zajechaliśmy pod jakiś klub, z którego dudniła muzyka. Przed wejściem dwaj ochroniarze spierali się z gówniarzami o prawo wejścia do środka. Wysiedliśmy z auta. Emm poszedł jako pierwszy, bo to on zarezerwował dla nas lożę.

Podeszliśmy do jednego z goryli. Gdy nas zobaczył, od razu przepuścił w drzwiach do środka. Muzyka grała coraz głośniej. Emm cały czas nas prowadził w głąb sali. W końcu się zatrzymał.

No dobra chłopaki. Ja idę po nasze zamówienie a wy się rozgośćcie – powiedział Emm.

Jasne, dzięki – usiadłem wraz z Jazzem przy stoliku.

Co rusz przechadzały się wokół piękne panie, które zapewne pracowały jako kelnerki. Spoglądały na nas i puszczały oczka. Chcąc być grzecznym, odwzajemniałem im uśmiechem.

Stary, ty się lepiej nie zapominaj tak. Twoja Bella będzie zazdrosna.

Spokojnie, jej tu nie ma. Z resztą nie robię nic złego.

I jak tam chłopaki? – spytał Emm, kładąc na stoliku kufle z piwem.

Jakoś. Na razie nic się nie dzieje.

Luzik. Zaraz się nieco rozkręci. To część niespodzianki – uśmiechnął się tajemniczo. – A teraz panowie, wasze zdrowie – przytknął swój kufel do naszych.

Za nas! – krzyknęliśmy z Jazzem. Wypiliśmy pierwszą kolejkę…

Bella

Moja głowa omal nie eksplodowała. Nadmiar alkoholu chyba raczej mi zaszkodził. I nie tylko mi…

Alice zaczęła śpiewać nasz krajowy hymn. Przy tym nieco fałszowała, bo język plątał jej się i większość słów była niezrozumiała.

Esme pochrapywała z głową na stole. Nie miałam serca jej budzić. Z resztą nie miałam na to siły…

Rosalie latała co chwilę do łazienki. Jedyna osoba, której szampan i odrobina piwa zaszkodziła na dobre.

Ja natomiast siedziałam i liczyłam butelki. Po policzeniu do czterech gubiłam się i musiałam zacząć od nowa…

Nasz wieczór po zaledwie dwóch i pół godziny zakończył się. Zakończył, bo brakło nam alkoholu. Ale ze względu na nasz stan, nie mogłyśmy wyjść po kolejne promile…

W końcu nie wytrzymałam i przestałam liczyć te cholerne butelki. Wstałam i chwiejnym krokiem wyszłam na werandę. Księżyc przyświecał bardzo mocno. Po chwili dołączyła do mnie Rose.

Jak się czujeszzz kochana? – spytałam.

Jakoś. Kręci mi się w głowie. A ty? – objęła mnie ramieniem.

Też jakoś. Gorzej z Alice – spojrzałam w kierunku domu. All próbowała wstać z podłogi, nadal przyśpiewując sobie hymn.

Faktycznie z nią źle – zaśmiała się.

Wiesz, nie myślałam, że potrafię tyle wypić.

Ja też. Ale mam teraz tego s… s… skutki – wyjąkała i rzuciła się w krzaki, by puścić pawia.

Nie ma to jak zakrapiane imprezy – dodałam sama do siebie.

Weszłam z powrotem do domu. Alice udało się wstać. Teraz próbowała zrobić krok, ale nie udało jej się.

Ała! Mój obcas! – krzyknęła.

Co się stao? – obudziła się Esme.

Nic takiego. To All i jej buciki.

Ciii, Alice już nie hałasuje. To tylko jej buciki narobiły szumu – powiedziała jak do dziecka.

Która godzina?

Zbliża się północ.

O matko, to ja tyle spałam?

No troszkę.

Dobranoc – i znów zasnęła.

Zostałam sama. Esme spała na stole, All użalała się i rozmawiała z butami a Rose wypluwała zawartość żołądka w krzakach. Cud, miód i maliny po prostu…

Edward

Siedzieliśmy w kącie i sączyliśmy piwko. Emm był już trochę „rozmiękczony". Muzyka dudniła w uszach. Emmett w końcu wstał i poszedł gdzieś. Popatrzyliśmy z Jazzem po sobie.

Minęła minuta i usłyszeliśmy, że ktoś przerwał muzykę. Na scenie, obok dj'a stał właśnie nasz kochany brat. Wziął od niego mikrofon i zwrócił się w naszą stronę.

Kochani! Dziś świętują moi bracia ostatni dzień swojej wolności. Od jutra stają się w pełni mężusiami – rozdarł się na cały klub. – Powitajmy ich na tej oto scenie! Ed, Jazz, chodźcie!

Po sali rozległy się brawa. Niechętnie wstaliśmy od stolika i podeszliśmy pod scenę. Emm wciągnął nas po sekundzie.

Jak widzicie, są nieco nieśmiali – zadrwił Emm. Widziałam, jak Jasper piorunuje go wzrokiem.

Ej, ty w kremowej koszuli, niezłe ciacho jesteś! – krzyknęła jakaś dziewczyna. W klubie rozległy się pogwizdywania i chichoty.

Przykro mi drogie panie, zajęci są obaj.

Emmett nadal błaznował na scenie, a my chcieliśmy jak najszybciej wrócić na swoje miejsce. W końcu machnąłem ręką i szepnąłem do Jazza, że spadamy stąd. Ochoczo pokiwał głową.

Kiedy schodziliśmy ze sceny, niespodziewanie Jasper dostał w głowę… stanikiem! Cały klub śmiał jak oszalały. Jazz ściągnął go szybko i rzucił w kierunku publiczności. Piszczące laski rzuciły się w jego stronę. Zaśmiałem się.

Gdy siedzieliśmy na swoim miejscu, dj kontynuował swoją pracę. Dokończyłem swoje piwo i oparłem się wygodnie o siedzenie. Miałem ochotę wrócić do domu. Do Belli…

No co takie smętne miny? Impreza się nie podoba? – spytał Emm, zajmując swoje dawne miejsce.

Nie. Jest drętwo i do dupy! Ja stąd spadam – rzucił Jasper.

Hola, hola. To jeszcze nie koniec.

Co jeszcze wymyśliłeś buraku?

Hej, hej, hej, spokojnie – uspakajałem ich. Jednak na nic się to zdało.

Poczekaj tu gnomie a się przekonasz.

Na nic nie będę czekał głąbie, bo mnie już tu nie ma!

A to wypad z baru!

A proszę bardzo!

A dobrze!

I dobrze!

Emm, Jazz…

Zamknij się Ed!

Zostaw go w spokoju!

To ty go zostaw!

Chłopaki… - zacząłem, ale nie dokończyłem, bo musiałem się schylić, gdyż Jasper właśnie zamachnął się na brata.

Teraz się kryjesz cwaniaku? Chodź na solówę!

STOP! – krzyknąłem. Oboje popatrzyli na mnie.

Ed, mówiłem ci, żebyś się nie wtrącał.

Ale będę. W tej chwili jedziemy do domu!

Nigdzie z nim nie jadę! – obruszył się Emm.

I dobrze, bo cały samochód byś zajął tym swoim dupskiem.

Zamknij się, albo ci mordę przemebluję!

Ale się boję… Już mi się gatki trzęsą.

Pożałujesz tego!

Akurat…

I w tym momencie Emmett nie wytrzymał i puścił się biegiem za Jasperem. Wielu gapiów, którzy obserwowali naszą wymianę zdań szeptało coś do siebie. Rozglądnąłem się wokół i zdecydowałem, że ani chwili dłużej tu nie zostanę.

Wyszedłem przed club. Było już późno. Nigdzie nie było widać chłopaków. Spytałem jednego z goryli czy ich nie widział. Na szczęście potrafił wskazać mi kierunek, gdzie pobiegli. Odczekałem, aż nikt mnie nie zauważy i puściłem się biegiem po ich tropie…

Bella

Zbliżała się godzina czwarta nad ranem. Moje oczy zamykały się same, ale nie dawałam za wygraną. Musiałam zająć się biedną Rose i Alice, które za dużo wypiły podczas naszego wieczorku. Esme za to spała jak suseł…

Siedziałam właśnie w salonie z głową Rose na kolanach, kiedy usłyszałam jakieś hałasy. Za oknem padał deszcz, a ktoś od zewnątrz próbował się dostać do środka. Moje serce przyspieszyło. Oparłam głowę o zagłówek kanapy i przymknęłam oczy, by ten ktoś myślał, że śpię.

Minęła krótka chwila i ktoś powoli zbliżał się do kanapy. Chyba potknął się o nogi Alice…

Ałć – syknął jakiś męski głos. Emmett?

Zamknij się debilu. Nie widzisz? – szepnął Jasper. Chyba on.

O matko. Nasze dziewczyny się spiły – ten głos rozpoznałam od razu. Należał do mojego ukochanego.

Jakby ktoś z zewnątrz to zobaczył, to wziąłby nas za jakąś patologię.

Taa, codzienne libacje… - zachichotał Emm.

Ale co z naszymi dziewczynami? Nie chodzi tu o Bellę, bo ona może spać, ale Esme, Rose i All? Jak to możliwe? –spytał Jazz.

To jest możliwe – powiedział ktoś czwarty. To chyba był Carlisle.

Carlisle? Gdzie ty byłeś?

Miałem dyżur synu. Przecież ci mówiłem.

No fakt. Ale co z nimi? – ktoś urwał.

Alkohol działa w ten sposób na wampiry. Podobnie jak u ludzi występują skutki uboczne takie jak wymioty, omamy itp. Ale jeśli naprawdę przesadzą, to zapadają w „wampirzą śpiączkę". To nic poważnego. To tak jak sen u człowieka, tylko że bez żadnej świadomości co i jak się dzieje. Miejmy tylko nadzieję, że nasze dziewczyny do jutra wytrzeźwieją – zaśmiał się.

Kurcze, laski miały o niebo lepszy wieczór od naszego – posmutniał Emm.

Bo ty go nie urządzałeś – powiedział Ed.

Jasne…

Późniejszych wyzwisk już nie słuchałam. Edward wziął mnie w ramiona i zaniósł do siebie do pokoju. Ułożył mnie na łóżku i okrył starannie kocem. Pocałował mnie w czoło i wyszeptał:

Mam nadzieje, że do jutra dasz radę – zachichotał.

Później nie słyszałam już nic więcej. Dopadła mnie ciemność…

1 W mojej wersji wampiry mogą pić wszelakiego rodzaju trunki nie mogą tylko jeść.