„My Hero Vampire"
Autor: truska93
Ze specjalną dedykacją dla fanów mojego fanfiction!
Rozdział 17 (ostatni)
Część 1
Bella
Obudziłam się w łóżku mojego ukochanego. Z wczorajszego wieczoru pamiętałam tylko krótką rozmowę chłopaków. Ciekawa byłam, jak zniosły to dziewczyny…
Ostrożnie zeszłam z łóżka. Mając pewność, że utrzymam się na nogach, ruszyłam w kierunku schodów. Zeszłam na dół, do kuchni. Bardzo chciało mi się pić. Na miejscu zastałam niecodzienny widok – Alice siedziała przy stole z założonymi na głowie rękoma, Esme popijała co chwilę wodę z butelki, a Rosalie? Rosalie siedziała obok i uśmiechała się szeroko.
Cześć wam – przywitałam się.
Cii, troszkę ciszej – powiedziała słabym głosem Alice. Czy to możliwe, żeby wampir miał kaca?
Przepraszam. Jak się czujecie? W porządku? – zwróciłam się do wszystkich trzech.
Poza tym, że ciągle popijam wodę, jest dobrze – odpowiedziała Esme i upiła kolejny łyk.
Proszę – Rose dała mi butelkę z wodą. Skąd ona wiedziała?
Dzięki – odkręciłam ją i wypiłam na raz połowę zawartości.
Wow, ale zaszalałyście – powiedział Emmett, wchodząc do kuchni.
Zamknij się misiek! Nie widzisz, że ja umieram? – syknęła All.
Taa, nie trzeba było tyle wódy pić – zaśmiał się.
Oh, proszę, ucisz się.
Co tu się dzieje? – spytał Carlisle, dołączając do naszego grona.
Jeśli to możliwe, to głowa mi pęka – wydyszała Alice.
Możliwe, możliwe – zachichotał. Podszedł do Esme i przytulił ją do siebie.
A ty jak Rose? – zapytał Emm swoją ukochaną.
Ja? Wspaniale. Dzięki temu, że wczoraj omal nie wyplułam swoich wnętrzności, nie męczy mnie kac.
No to gratuluję. Chodź tu do mnie, moja ptaszynko – wyciągnął ręce i Rosalie zniknęła w jego ramionach. Popatrzyłam na nich z lekkim smutkiem.
Spokojnie Bello – przemówił Jasper. Dopiero teraz zauważyłam, że też tu jest. – Edward niedługo wróci. Pojechał po Twoją babcię.
Moją babcię? A co z moim tatą? Przecież on to miał zrobić.
Musiał nagle wyjść do pracy. Zadzwonił do nas jak spałaś i poprosił o pomoc.
Acha – tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
No moje panie – Carlisle klasnął w dłonie. – Pora zacząć ostatnie przygotowania – powiedział.
Czy można trochę ciszej? – Alice nadal bolała głowa. Wszyscy zaśmialiśmy się chórkiem…
Powróciłam do pokoju Edwarda. Usiadłam na łóżku i wzięłam parę głębokich wdechów. Nadal nie mogłam uwierzyć, że zaraz wychodzę za mąż. Moim zdaniem działo to się zbyt szybko. Chociaż, z jednej strony bardzo pragnęłam tego ślubu…
Po kilku sekundach i parunastu wdechach wstałam i udałam się do garderoby Alice, gdzie wisiała moja suknia. O dziwo, nie było tam nikogo. Powoli podeszłam do pokrowca i rozpięłam zamek błyskawiczny. Biały materiał przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Delikatnie dotknęłam sukni i uśmiechnęłam się do siebie. Serce waliło mi z podniecenia. Ściągnęłam wieszak i udałam się do łazienki.
Na jednym z haczyków odwiesiłam suknię. Zdjęłam z siebie ubranie i weszłam pod prysznic. Ciepła woda nieco mnie rozluźniła. Wydepilowałam dokładnie nogi, umyłam włosy i byłam gotowa, by włożyć moją kreację.
Wyszłam na chłodne płytki i obwiązałam się ręcznikiem. Przeczesałam szczotką włosy i podsuszyłam je. Pozostawiłam je lekko wilgotne. Na pralce zauważyłam, że Alice zostawiła dla mnie komplet nowej, białej bielizny. Włożyłam ją. Westchnęłam jeszcze raz. Teraz czas na suknię. Zdjęłam ją z wieszaka i wciągnęłam na siebie. Wtem do łazienki zapukała Rose.
Można? – spytała.
Jasne, wejdź. Pomożesz mi.
Bello, – zaczęła – wyglądasz ślicznie – powiedziała.
Dzięki. Możesz zapiąć mi zamek z tyłu?
O tak, jasne – powiedziała szybko i zwinnym ruchem zapięła go. – Już.
Dziękuję.
Mogłaś mnie poprosić, pomogłabym ci ją założyć. No, ale skoro mowa o pomaganiu, to ułożę ci włosy, dobrze?
Wiesz, chciałabym, żeby zostały rozpuszczone…
Nie ma problemu. Coś wykombinujemy – zaśmiała się.
Ostrożnie przeczesała moje włosy jeszcze raz i zaczęła je układać. Część zakręciła na lokówce. Nie zajęło jej to długo. Chwilę później wpięła mi dużą spinkę i oznajmiła:
Gotowe.
Dzięki Rosalie. Naprawdę, bez ciebie nie dałabym rady.
Oh, nie przesadzajmy.
Wcale nie przesadzam – zaśmiałyśmy się. Odwróciłam się w stronę lustra i oniemiałam z zachwytu.
Hmm, co się stało? – spytała.
Nic. Po prostu… nigdy w życiu nie wyglądałam tak… idealnie – westchnęłam.
Oh, moja kochana. Wyglądasz rewelacyjnie – przytuliła mnie do siebie.
Nagle z dołu usłyszałyśmy głosy: kobiecy i… Edwarda? Wyglądało to, jakby się kłócili.
Co się tam dzieje u licha? – spytała All, wchodząc do łazienki. – Bello… - przyłożyła rękę do ust.
Co? Źle wyglądam? Mam pomięta sukienkę?
Nie! Wyglądasz prześlicznie! Jak ja ci teraz dorównam?
Daj spokój. Nawet w starym worku na ziemniaki wyglądałabyś lepiej…
Oj, przestań… - zaśmiała się.
Bello – zaczął ktoś trzeci. Wychyliłam się zza Alice i ujrzałam Carlisle'a.
O co chodzi?
Czy możesz zawołać tu swoją babcię? Edward musi się iść ubrać w garnitur, a ona nie daje mu spokoju – powiedział.
O matko, ona znowu – westchnęłam. Podniosłam z ziemi sukienkę i ruszyłam w stronę drzwi.
Bello, tylko uważaj na Eda. Nie może cie zobaczyć przed ślubem w tej sukience.
Dobra, dobra. Będę ostrożna – rzuciłam przez ramię.
Nieco zła na babcię wychyliłam głowę przez drzwi i zawołałam ją. Szybkim krokiem prześliznęłam się do pokoju Alice i zaczekałam na nią.
Bello, skarbie? – zawołała po chwili babcia, rozglądając się wokół.
Tutaj jestem – wychyliłam głowę przez szparę w drzwiach.
Oh, moja kochana wnusia! – weszła do sypialni i przytuliła mnie mocno.
Babciu, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tu jesteś. Mój ślub bez najważniejszej osoby w rodzinie byłby nic warty.
O tak moja droga, masz rację – zaśmiałyśmy się. Nagle moja babcia westchnęła i przyłożyła sobie chusteczkę do oczu.
Babciu, ty płaczesz? – spytałam zaniepokojona.
Nie, to tylko coś do oka mi wpadło – pociągnęła nosem.
Oh, babciu… - przytuliłam ją do siebie mocno. Razem kołysałyśmy się miarowo.
W takim oto stanie zastali nas moi rodzice. Gdy zobaczyli zapłakaną babcię, od razu do niej doskoczyli.
Mamo? Wszystko w porządku? – spytała Renee.
Tak, tak. To tylko ta atmosfera mi się udzieliła. Nie mogę uwierzyć, że Bella jest już taka duża, wychodzi za mąż… Pamiętam, jak biegała za mną w małych spodenkach ogrodniczkach i krzyczała: babciu, babciu, psecytaj mi bajecke…
Tak, tak, pamiętam te czasy… - westchnął Charlie.
Kochani, zaraz zaczyna się ceremonia. Naprawdę chcecie, żebym i ja zaczęła płakać? – spytałam.
Oh, kochana, oczywiście, że nie – oznajmiła Renee. – Chodź mamo – zwróciła się do babci. – Dajmy Belli jeszcze trochę czasu. Pojedziesz z nami do kaplicy.
Cudownie. Charlie, jak będziemy dojeżdżać, włączysz koguty na Twoim radiowozie – powiedziała szczęśliwa babcia, wychodząc wraz z rodzicami z sypialni. Widziałam w głowie, jak tata teatralnie przewraca oczami. Zawsze tak robił, gdy babcia chciała „wymusić" na nim włączenie policyjnego koguta.
Westchnęłam. Stałam teraz sama, bijąc się z myślami. Dopiero teraz dopadła mnie ogromna trema. Po minucie ktoś zapukał do drzwi. To była Alice.
Proszę Bello, to Twój bukiet – podała mi wiązankę.
Dzięki – wyszeptałam. Poczułam, że mój żołądek się buntuje.
Wszystko w porządku? – spytała zaniepokojona.
Nerwy – odpowiedziałam. Pokiwała głową.
Oh, ja też się denerwuję. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę się stresować…
Ale teraz musimy iść Alice. Za 25 minut zaczyna się ceremonia – powoli zaczęłam iść w stronę drzwi.
Zaczekaj chwile – dodała szybko.
Co jest?
Muszę Ci coś zdradzić. Wiem, powinnam zrobić to wcześniej, ale… Myślę, że powinnaś wiedzieć… przed ślubem.
Alice? Co jest? O co chodzi?
To wszystko przeze mnie – powiedziała płaczliwie.
Edward
Cóż, powinienem przewidzieć, że wybierając Bellę, musiałem liczyć się z konsekwencjami. Może nie zastanawiałbym się nad tym, ale jej babcia dała mi wiele do myślenia…
„Zawiązywałem" właśnie krawat, kiedy do pokoju weszła Esme.
Daj, pomogę – powiedziała, widząc, że nie mogę zawiązać krawatu.
Dzięki. Wszystko gotowe? – spytałem.
Tak, spokojnie. Dziewczyny są na górze, rodzice Belli pojechali już do kaplicy, a Carlisle z Emmett'em szykują samochody.
A Jasper?
Prawie gotowy. Przed chwilą pomagałam mu zawiązać krawat. – Zaśmialiśmy się.
Nie ma co, wampiry z nas, a z krawatem poradzić sobie nie możemy – znów zachichotałem.
Gotowe – powiedziała, skończywszy wiązać. Poprawiła jeszcze moją koszulę i zawróciła do wyjścia.
Esme? – zacząłem.
Tak?
Możesz coś dla mnie zrobić? – spytałem.
Oczywiście.
Sprawdź, czy Emm wziął obrączki. Z nim jest wszystko możliwe.
Masz racje kochany – powiedziała z uśmiechem, wyciągając ze swojej małej torebeczki dwa małe pudełka. Pokręciłem głową.
Cały Emmett…
Bella
Podeszłam do niej i złapałam za dłonie. Miała minę skazańca, który czeka na swój wyrok.
Alice, o czym ty mówisz?
Bo… Ja… Oh, Bello, wszystko, co Cię spotkało, czyli te wypadki, w których o mały włos nie straciłaś życia… to moja wina…
Co? All, proszę Cię. Nawet tak nie myśl! – O co jej chodziło?
Posłuchaj, Bells. To, że tu mieszkamy, to tylko i wyłącznie moja zasługa. Mieliśmy wyjechać do południowej Ameryki, ale wprowadziliśmy się do Forks, gdyż ja… miałam wizje.
Wizje? Jakie? – Coraz bardziej mnie przerażała, a do naszych ślubów zostało mało czasu.
Ok. Przed samą przeprowadzką czułam się dziwnie. Snułam się bez potrzeby po ulicach i sama nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Kiedy doszłam na skraj lasu, zobaczyłam Ciebie. Musiałam przystanąć, bo takiej wizji jeszcze nigdy nie miałam… - Zatrzymała się na moment. Popatrzyłam na nią ze strachem. Kontynuowała. – Zobaczyłam, jak jesteśmy dobrymi przyjaciółkami, że dzięki temu jesteśmy szczęśliwe i Edward też. Zobaczyłam też w pewnym momencie, jak… giniesz w leśniczówce. I wtedy wizja się urwała. Pobiegłam do domu i powiedziałam o tym Jasperowi. Nie zrozumiał żadnego słowa, co do niego powiedziałam. W końcu z każdym dniem przychodziły kolejne wizje i wtedy zapadła moja decyzja – przeprowadzamy się do Forks. Carlisle ucieszył się, bo znał ten teren z odległych czasów jego życia. Ale nikt z mojej rodziny nie wiedział, dlaczego akurat wybrałam to miejsce…
Alice, ja nie wiem, co powiedzieć… - zaczęłam.
No już. Jestem gotowa na wszystko. Możesz mnie zlinczować, pobić a nawet spalić, jeśli tylko uważasz to za słuszne…
Słucham? Co ty wygadujesz? Ja jestem Ci w tym momencie wdzięczna za to, że nadal żyję i jestem szczęśliwa! Nie widzisz tego?
Chciałam, żebyś wiedziała. Przepraszam… za wszystko – wyszeptała. Podeszłam do niej i mocno do siebie przytuliłam. Zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu, żeby się uspokoić. Skąd nagle wspomniała o tym?
All, kochana – zaczęłam, nadal ją tuląc. – Oznajmiam Ci raz na zawsze: nigdy w życiu nie masz prawa zadręczać się w ten sposób. Dzięki Tobie żyję i jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem, zrozumiano?
Zaraz – powiedziała, wyrywając się z mojego uścisku. – Czy mam rozumieć, że mi właśnie podziękowałaś?
Tak. I mogę to powtórzyć, jeśli chcesz.
Nie, to mi wystarczy – oznajmiła z uśmiechem. I już jej przeszło? Cała Alice.
Puk, puk, można drogie panie? – spytał Emm, wchodząc do sypialni.
Co chcesz misiek? – zaśmiała się All.
Na nas już czas. Samochód gotowy. Ed i Jazz czekają na was w kaplicy.
No to w drogę – powiedziałyśmy równocześnie. Wzięłyśmy się za ręce i zeszłyśmy na dół. Na podjeździe stała czarna limuzyna, przystrojona w biało – różowe kwiatki. Razem z Emmett'em wsiadłyśmy do środka i ruszyliśmy na naszą ceremonię…
Edward
Świeciło słońce. Wraz z Carlisle'm ustawiliśmy się w cieniu przed kaplicą. Czekaliśmy na panny młode. Komendant Swan, mój przyszły teść, wyszedł na drogę i wyglądał czarnej limuzyny.
Powinni już tu być – powiedział Carlisle, spoglądając na zegarek.
Może zadzwonię do Rosalie?
No wreszcie! – krzyknął ojciec Belli. Cofnął się na chodnik, a na jego poprzednim miejscu stała właśnie czarna limuzyna, przystrojona kwiatkami.
Pierwszy wysiadł Emmett i Rose. Oczywiście wcześniej rozłożył nad nią duży parasol, który miał ją chronić przed słońcem. Miałem się ruszyć z miejsca, by podejść tam i pomóc wysiąść mojej ukochanej, lecz w porę zorientowałem się, że nie mogę tego zrobić. Cierpliwie czekałem, aż jej ojciec to zrobi.
Po chwili zorientowałem się, że Jasper stoi obok mnie i czeka na Alice. Nie zauważyłem nawet, kiedy się tu pojawił. Tak jak ja, czekał na swoją ukochaną.
W końcu wysiadła Alice z pomocą Emma. Kątem oka obserwowałem Jazza. Uśmiechał się promiennie i tak jak ja wcześniej miał ochotę się wyrwać do przodu. W tej chwili obaj przeklinaliśmy siebie za tą wampirze cechę…
Odwróciłem szybko głowę w stronę limuzyny, gdyż właśnie komendant Swan pomagał wysiąść swojej córce. Kiedy ją zobaczyłem… Ach, tego nie da się opisać. Wyglądała tak olśniewająco w blasku słońca. Jej długie brązowe włosy były lekko upięte, jak nigdy. Skierowała swój wzrok na mnie i uśmiechnęła się. Tak, był to najpiękniejszy uśmiech na Ziemi. Odwzajemniłem go, ale nie mogłem go porównywać z uśmiechem mojej ukochanej.
Wszyscy razem podeszli do nas. Przywitaliśmy się szybko.
Kochani, czas na was – odezwał się Carlisle. Wraz z Jasperem kiwnęliśmy głowami i weszliśmy do kaplicy. Nie mogłem nie odwrócić się, by jeszcze raz spojrzeć na Bellę. I to był mój błąd. Potknąłem się o własne nogi. Wszyscy zebrani goście zachichotali, a ja gdybym mógł, pewnie teraz rumieniłbym się jak głupi…
Bella
Spojrzałam na Charlie'go. Ubrany w garnitur, w muszce, wyglądał bardzo poważnie. Jak nigdy. Zawsze uwielbiał flanelowe koszule i podkoszulki. O spodniach już nie wspomnę. Zawsze pierwsze miejsce w jego garderobie zajmowały dresy. Ale teraz, gdy wydawał swoją jedyną córkę za mąż, poświęcił się i włożył garnitur.
Wzięłam go pod rękę i ustawiliśmy się w wejściu. Zaraz za mną stała Alice z Carlisle'm. Kiedy zabrzmiały organy, moje serce przyspieszyło. Niemal miało ochotę wyskoczyć mi z piersi i samo pobiec pod ołtarz.
Bello, spokojnie. Dasz radę – wyszeptała Alice. No tak, usłyszała moje serce.
Westchnęłam jeszcze raz i ruszyliśmy w kierunku ołtarza…
Wszyscy zebrani goście odwrócili wzrok w naszą stronę. Postanowiłam ich ignorować, gdyż jak nic zaraz dostanę rumieńców. Skupiłam się więc na twarzy Edwarda. Czekał tam na mnie. Na mnie! Uśmiechał się promiennie, a ja miałam ochotę wskoczyć mu w ramiona. Nasz przemarsz przez główną nawę zdawał się trwać wiecznie. Raz, dwa, raz, dwa… miałam ochotę się wyrwać i pobiec…
W końcu udało nam się dojść. Charlie chwycił moją dłoń i symbolicznie przekazał ją Edwardowi. To samo Carlisle zrobił z Alice. Teraz staliśmy obok siebie. Dwie pary, dwie wielkie miłości i dwa wielkie szczęścia…
Nawet nie wiem, jak i kiedy czas minął tak szybko. Nim się oglądnęłam, wstawaliśmy ze swoich krzeseł po słowach pastora i przygotowywaliśmy się do przysięgi. Przysięgi, której mamy trzymać się całe życie. Spojrzałam na Edwarda. Przez cały czas uśmiech nie schodził z jego twarzy.
Wtem odezwał się pastor.
A teraz państwo młodzi chwycą się za swoje prawe dłonie i wypowiedzą słowa przysięgi. W tym jakże wyjątkowym przypadku, młodzi poprosili mnie o to, bym pozwolił im ułożyć własną przysięgę.
Co? Własną? Dlaczego ja o tym nic nie wiem? Ja… Nic nie przygotowałam! Spojrzałam zdezorientowana na mojego ukochanego. Chwycił moją dłoń i wziął od pastora mikrofon. Spojrzał mi głęboko w oczy i zaczął:
Isabello, moja najdroższa. Dziś jest ten dzień, w którym tak wiele chciałbym Ci powiedzieć, tak wiele wyznać. Miłość, jaką do Ciebie darzę, jest nie do opisania. Jesteś dla mnie jak powietrze, jak woda dla suchej studni, jak słońce, bez którego każdy dzień stałby się szary i bezużyteczny. Ja właśnie tak bym się czuł, gdybyś nie istniała. Wiem, że bywały momenty, przez które mogłabyś mnie znienawidzić, ale czuję, że jest między nami coś, co nie pozwala nam bez siebie funkcjonować. Pragnę, abyś była szczęśliwa, zawsze uśmiechnięta i żebyś zawsze byłą tylko sobą. Taką właśnie Cię kocham. I teraz tutaj, wśród naszych bliskich chcę przysiąc Ci, że bez względu na to, co wydarzy się w naszym życiu, bez względu na innych będę przy Tobie. Nie wyobrażam sobie inszego życia. Bez Ciebie nie istniałbym… Kocham Cię! Zawsze kochałem. Pamiętaj – to się nigdy nie zmieni…
Z moich oczu popłynęły pierwsze łzy. Widziałam, że moja mama również płacze. Charlie nie nadążał z wyciąganiem chusteczek. Lekko przetarłam oczy i spojrzałam na twarz Edwarda. Właśnie skupił się na obrączce, którą zakładał na mój palec. Zrobił to szybko, acz delikatnie. Pastor wziął od niego mikrofon i przekazał go mnie. Wzięłam go, otworzyłam usta i… nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Wzięłam głęboki wdech i poszłam za głosem serca:
Edwardzie – głos mi zadrżał. – Po tych słowach, które przed chwilą wypowiedziałeś, stałam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Teraz sama nie wiem, jak mogę wyrazić to, co czuję. Powiem krótko. Moje serce nigdy nie biło tak szybko, jak wtedy, gdy usłyszało Twój głos. Nigdy nie czułam się tak bezpieczna jak przy Tobie. Sprawiłeś, że każdego dnia budziłam się ze szczęśliwą wizją na kolejne godziny. Dzięki Tobie moja szara rzeczywistość nabrała barw. Kocham Cię! I to się nigdy nie zmieni… - wzięłam obrączkę i wsunęłam ją na palec Edwarda. Spojrzałam na niego. Bacznie mi się przyglądał.
Bello, Edwardzie, ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować Isabellę – zwrócił się do Eda pastor.
Przez chwile zapomniałam o wszystkim: o tym, że jesteśmy na własnym ślubie, że jesteśmy wśród gości… Liczył się dla mnie tylko Edward. Powoli jego twarz zbliżała się do mojej, a moje serce znów szybciej zabiło. Ale kiedy dotknął swoimi wargami moje usta… To było nie od opisania. Chłonął je łapczywie w gorliwym pocałunku. Jeszcze nigdy mnie tak nie całował. No tak, to jest ta chwila, kiedy wyznajemy swoją miłość przed światem. I niech ta chwila trwa wiecznie, pomyślałam…
Kiedy wreszcie skończyliśmy, zorientowaliśmy się, że All wypowiedziała już swoją przysięgę, a Jazz właśnie kończy swoją. Popatrzyliśmy na siebie i pewnie oboje pomyśleliśmy o tym samym, bo zachichotaliśmy równocześnie. Odwróciłam się w stronę Alice. Drobniutka siostra Eda patrzyła na Jaspera, który drżącymi rękoma próbował wsunąć obrączkę na jej palec. Kiedy w końcu mu się udało i dostali „przyzwolenie" na pocałunek, Alice zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał… Rzuciła się na Jaspera i oboje przewrócili się na podłogę! Wszyscy goście zaczęli śmiać się i cała ceremonia dobiegła końca…
Edward
Takiego numeru, jaki wywinęła All w życiu bym się nie spodziewał. No ale z drugiej strony to ja miałem ochotę rzucić się na Bellę. Tak, na kruchą, drobną, najwspanialszą osóbkę na świecie…
Wyszliśmy na dwór. Oczywiście dostało nam się sporymi garściami ryżu i monet. Cieszyłem się tylko, że Emm rzucał w stronę All i Jazza, bo Bells by chyba tego nie przeżyła…
W końcu przyszedł czas na kolejne tradycje. Bella i Alice odwróciły się i na trzy-cztery rzuciły swoje bukiety do tyłu. I jak zobaczyłem, kto je złapał, to nie mogłem przestać się śmiać. Reszta również do mnie dołączyła. Bukiet Alice powędrował w ręce Emmetta, a Belli… Mike'a Newtona! Tak, zaprosiliśmy go wraz z innymi osobami z klasy. Alice i Bella uparły się, żeby ich wszystkich zaprosić. Ale nie sądziłem, że posunie się do tego, żeby tu przyjść…
Wsiedliśmy pospiesznie do limuzyny i ruszyliśmy w kierunku miejsca, w którym miało odbyć się wesele. Esme wybrała nam mały i przytulny lokal w Port Angeles. Fakt, kawałek drogi, ale w ten jedyny dzień w życiu można zaszaleć…
Pojawiliśmy się na miejscu około pół godziny później. Zanim przeszliśmy do świętowania, cała rodzina składała nam życzenia. Bardzo ucieszył mnie fakt, że rodzina Belli nie miała nic przeciwko nam i naszemu związku. No tylko jej babcia za dużo mówiła…
Przeszliśmy do środka sali, gdzie miało odbyć się wesele. Kilka długich stołów, nakrytych białymi obrusami stało przygotowanych dla gości. Co prawda my jako wampiry nie jemy, ale musieliśmy wziąć pod uwagę fakt, że rodzina Bells składa się z samych ludzi….
Okolica naszego weselnego lokalu była bardzo malownicza. Tylne wyjście prowadziło na taras i wielki ogród, w którym rosło pełno krzewów i pnączy. Równo przystrzyżona trawa i zadbana ścieżka prowadziły do niewielkiego jeziorka, otoczonego kilkoma drzewami. Wypatrzyłem pewne miejsce, do którego chciałem zabrać moja ukochaną, lecz najpierw musiałem poddać się tradycjom…
Na pierwszy rzut: toast i taniec. Nasza kochana rodzinka oczywiście toast wypiła za nas, a my, razem z Jazzem i Alice rzuciliśmy kieliszkami za siebie. I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie Emmett. Chłopak zamachnął się i również wyrzucił kieliszek za siebie, o mały włos nie trafiając… Mike'a. Po raz kolejny dziś miałem napad śmiechu. Wszyscy goście zdziwieni popatrzyli na Emma.
Aa, to młodzi mieli tylko rzucić? – spytał, robiąc głupią minę. Rose westchnęła i wyciągnęła go na zewnątrz. No to się mu odstanie…
I przyszła kolej na taniec. Chwyciłem Bellę w talii, przyciągając ją bliżej siebie. Spojrzałem głęboko w oczy i razem w rytm powolnej muzyki tańczyliśmy. Obok nas wirowała w tańcu druga para – All i Jazz…
Kiedy muzyka się skończyła, niechętnie oddałem Bellę w ręce jej ojca. Posłałem jej mój słynny uśmiech i zacząłem tańczyć z jej matką. A właściwie to już naszą. Tak, jej matka stała się i moją, a moja i jej. Wszystko, co moje, do niej należy…
Bella
Minęło już sporo czasu i wszyscy bawiliśmy się doskonale. Moja trema zniknęła, a na jej miejsce wskoczyło szczęście. Szczęście i zachwyt… Chyba tak mogę określić swoje uczucia.
Na dworze powoli zaczęło się ściemniać. Wyszłam na taras, zaczerpnąć świeżego powietrza. Zachodzące słońce odbijało się w maleńkim jeziorku na końcu ogrodu. Ruszyłam w tamtym kierunku. Będąc coraz bliżej wyłapałam małą ławeczkę. Stała pod jednym z drzew obok jeziorka. Przetarłam ją dłonią i usiadłam, wpatrując się w wodę.
Po chwili usłyszałam, że ktoś nadchodzi. Spojrzałam w kierunku hałasu i ujrzałam Edwarda. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się...
Tutaj jesteś – powiedział. – Chciałem Cię tu zabrać wieczorem, a widzę, że sama trafiłaś.
Tak, to piękne miejsce. Będziemy musieli podziękować Esme.
Tak, masz rację. Ma do tego głowę – oznajmił i usiadł obok mnie. Położyłam głowę na jego ramieniu.
Kocham Cię – powiedziałam po krótkiej ciszy. Muzyka dudniła z wnętrza sali.
Ja Ciebie też królewno – odpowiedział.
Ale ja Ciebie bardziej – zaśmiałam się.
No nie jestem do końca przekonany..
Co masz na myśli?
Cóż, myślę, że jest sposób by to udowodnić…
Jaki? – spytałam. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Patrzył mi głęboko w oczy.
Zgadnij – wyszeptał. Jego słodki oddech owionął moją twarz. Uśmiechnęłam się i zbliżyłam się do jego ust.
Chyba się domyślam… - Zamknęłam oczy i dotknęłam swoimi ustami jego warg. Bingo! Trafiłam!
Zaczęliśmy się całować jak nigdy. Ed stał się bardziej śmielszy niż zazwyczaj. Delikatnie gładził swoją dłonią moje ramiona, plecy, szyję, dekolt… W końcu z ławki przesiadłam się na jego kolana. Zachichotał, ale nadal mnie całował. W końcu przerwał i spojrzał w stronę tarasu. Muzyka na sali ucichła. Spojrzałam na niego.
Emmett – powiedział, lecz nie ruszył się z miejsca.
I właśnie teraz wszystko wyraźnie usłyszałam. Ktoś majstrował przy mikrofonie. W końcu odezwał się Emm.
Dobry wieczór. Chciałbym coś powiedzieć, coś bardzo ważnego.
Edward? - zaczęłam.
Cii, słuchaj – powiedział z uśmiechem. Nadal siedziałam na jego kolanach i obejmowałam go za szyję.
Jest tu pewna piękna kobieta, która skradła moje zmutowane serce i zmieniła życie na lepsze… Rose? Chodź tu proszę…
Ed, co jest..? – znów spróbowałam, ale przyłożył mi palec do ust.
Rosalie Gabrielle Hale, czy zechcesz zostać moją żoną?
Zszokowana przyłożyłam rękę do ust. Misiek oświadczył się Rose? Niesamowite…
I co, zaskoczona? – spytał Edward. Z lokalu docierały do nas odgłosy wiwatów i braw. Pewnie się zgodziła.
No jasne. Ty byś nie był?
Ja to co innego. – Uśmiechnął się.
Taa, a ty znowu swoje.
Nie dąsaj się kochanie. A teraz musimy już wracać, bo zaraz zauważa naszą nieobecność. I domyślam się, że chcesz zobaczyć się z moją siostrą.
Przejrzałeś mnie.
Tak, rozwijam się. – Znów się zaśmiał. Tym razem ja razem z nim…
Edward
Nie wiem jak i kiedy, ale nasze wesele dobiegało końca. Czas zleciał bardzo szybko, ale to pewnie zasługa organizacji… Musze pamiętać, żeby podziękować swojej rodzinie za to wszystko…
W lokalu została już tylko garstka gości. Esme wraz z obsługą zaczęła sprzątać ze stołów, Emm kołysał się z Rose na parkiecie, All i Jasper spacerowali na dworze, a ja z Bellą siedzieliśmy na tarasie, huśtając się na dużej huśtawce…
Jedziemy? – spytała po pewnym czasie Alice.
Która godzina? – zapytała Bella. Była nieco śpiąca.
Prawie czwarta rano. Samochody i stroje gotowe.
Dobrze, chodźmy się przebrać – oznajmiła moja ukochana i powoli wstała z huśtawki. Alice chwyciła ją za rękę i obie poszły na górę, gdzie znajdowały się pokoje dla gości. Jasper usiadł obok mnie.
Jak leci? – spytał. Rozbawił mnie tym pytaniem.
W porządku. A Tobie?
Też. – Przerwał na moment.
Wszystko dobrze? – spytałem.
Tak, tylko… no wiesz… teraz czeka nas coś jeszcze…
Nie mów, że się boisz – zachichotałem.
No nie mów mi, że ty nie…
Może trochę. Ale ociupinkę.
Taa… - nic więcej nie dodał.
Po chwili zeszły z góry dziewczyny. Obie były ubrane w schludne, białe sukienki.
My już gotowe, a wy? – oznajmiła Alice.
My również – powiedziałem za nas obu.
No to w drogę.
Bella złapała mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku mojego volvo. Wcześniej spakowaliśmy do niego walizki i inne przydatne rzeczy. Wsiedliśmy do środka i ruszyliśmy w kierunku miejsca, gdzie mieliśmy spędzić tydzień… naszego miesiąca miodowego.
Część 2
Bella
Podczas krótkiej drogi samochodem postanowiłam zregenerować nieco siły i zasnęłam. Nie przeszkadzały mi żadne dołki w ścieżce, które podrzucały nasze auto do góry, ani ryk silnika, który wydawał z siebie dzikie dźwięki.
Kiedy byliśmy na miejscu, otworzyłam powoli swoje oczy i spojrzałam na Edwarda. Uśmiechał się promiennie. Wysiadł jako pierwszy i wyciągnął nasze bagaże. Mimo że było nadal ciemno, widziałam okolice bardzo dobrze. Byliśmy nad jeziorem, które położone było wśród lasu. Nad wodą usypano maleńka plaże, w sam raz dla nas. I w końcu wyłapałam jeszcze jeden szczegół: mały, drewniany domek. Był co prawda skromny, ale bardzo mi się podobał. Z miejsca się w nim zakochałam…
Weszliśmy do środka i zapaliliśmy światło. Staliśmy właśnie w maleńkim saloniku z kominkiem, sofą i ławą. Zdziwiłam się nieco, że w takim miejscu jak to trzymają plazmę. Rozejrzałam się wokół. W domku mieścił się salon, kuchnia, łazienka i oczywiście sypialnia. Sypialnia z wielkim łożem… dla nas.
Weszłam do niej i przysiadłam na jego krańcu. Ed ustawił nasze rzeczy w salonie i udał się na chwilę na dwór. Usłyszałam, jak odpala silnik samochodu, więc pewnie tylko go przestawia. Podczas jego nieobecności pozwoliłam sobie na krótkie rozmyślanie. Po pierwsze: nieco się denerwowałam. Byliśmy sam na sam, w lesie, nad jeziorem i w domu z wielkim łóżkiem. Po drugie: jak? Nie jestem doświadczoną w tych sprawach osobą. Dopiero uczę się nowych rzeczy, ale niektóre po prostu mnie przerastały…
Po kilku minutach wrócił mój mąż. Zamknął dokładnie drzwi i wszedł prosto do sypialni. Uśmiechnął się po raz enty dzisiejszego dnia i przysiadł obok mnie. Chyba był w podobnej rozterce, co ja…
- Kochanie - zwrócił sie do mnie, – o czym myślisz? - Zamarłam. I co ja miałam odpowiedzieć?
- Jest wiele rzeczy, o których myślę w tej chwili…
Ed przysunął się bliżej.
- Bello, ja nie bardzo wiem, jak się do tego zabrać – wyszeptał. Moje serce z każdą sekundą biło szybciej.
- Ja niestety też nie – odpowiedziałam. – Ale skoro jesteśmy razem i się kochamy, to… możemy spróbować.
- Dobrze. Dla ciebie wszystko – dodał po chwili.
Spojrzał na mnie wzrokiem przepełnionym czułością. Powoli wstał i odpiął moją sukienkę. Wrócił na swoje miejsce. Zaczął całować mnie po szyi, później po ramionach. Kiedy skończył, zsunął ramiączka sukienki, ukazując moje nagie piersi. W jego oczach zauważyłam tańczące iskierki i coś jeszcze... pożądanie. Swoim chłodnym palcem nakreślił kółka wokół sutków, a później wokół całych piersi. Było mi bardzo przyjemnie. Nie zadrżałam pod chłodem jego ręki.
Chwilę później wstałam i sukienka zjechała na podłogę. Powoli zdjęłam buty. W samych figach usiadłam przed Edwardem. On zaś zdjął z siebie marynarkę, później zaczął rozpinać koszulę. Wstałam i pomogłam mu. Zdjęłam z uśmiechem na twarzy jego koszulę i cisnęłam nią w kąt. Swoją prawą ręką przejechałam po mięśniach jego klatki piersiowej, powoli zjeżdżając nią w dół. Powędrowała ona aż do rozporka jego spodni. Nie czekając na nic rozpięłam guzik i spodnie Edwarda wylądowały na podłodze. Nie wiedziałam, skąd u mnie ta odwaga. Po prostu szłam na żywioł…
Mój ukochany wziął mnie w ramiona i położył w łóżku. Zaczęliśmy się całować. Później ze swoimi pocałunkami zjeżdżał coraz niżej. Jedną ręką jeździł po moim rozpalonym ciele. Zatrzymał się na figach. Włożył rękę do środka, a ja mimowolnie jęknęłam. Co się ze mną dzieje?, pomyślałam.
Odpłacając mu sie chwyciłam w swoje dłonie jego pośladki. Chwilę później bokserki Eda leżały obok łoża. Moje figi również. Oboje czekaliśmy na ten moment. Ed przysunął się bliżej mojego ucha i wyszeptał:
- Gotowa?
Pokiwałam wolno głową.. Edward w jednej chwili znalazł się nade mną.
Czekałam. Czekałam, aż w końcu nadejdzie... Punkt kulminacyjny naszego dnia.
Mój mąż spojrzał mi głęboko w oczy, po czym poczułam, jak jego zimny członek wchodzi we mnie...
Najpierw przeszła mnie fala bólu. Później z każdym posunięciem było coraz przyjemniej. Odczuwałam ogrom przyjemności, która wypełniała mnie aż po czubki palców. Przyjemność, której nie dorówna nic na świecie…
Kiedy po dobrej chwili Ed sunął we mnie, kiedy nasze ciała ocierały się o siebie, każde z nas dawało znać, że jesteśmy coraz bliżej. Mój najdroższy mruczał z zadowolenia, a ja oddychałam ciężej, mieszając swój oddech z Edwarda. W między czasie obdarowywał mnie pocałunkami. Moje dłonie błądziły po jego plecach i pośladkach, a on w swojej lewej ręce delikatnie ściskał moją pierś. Jak dla mnie ta chwila mogłaby trwać wiecznie…
Po pewnym czasie Edward powoli wyszedł ze mnie. Ku mojemu zdziwieniu, było mi mało.
- Kochanie? - spytałam. Lekko dyszeliśmy.
- Tak?
- Jak się czujesz?
- Jestem w raju - powiedział z uśmiechem na twarzy. Przewrócił sie na plecy. Teraz leżał obok. Oparł głowę na łokciu i spojrzał na mnie. Czekał na mój ruch. Przygryzłam wargę i postanowiłam, że przejmę inicjatywę.
Położyłam się na Edwardzie. Mój ukochany złapał za moje pośladki i posadził na swojej męskości. Jęknęłam głośno. Chciałam wyrazić swoje zadowolenie. Dałam mu przelotnego całusa. Złapał mnie w talii i unosił lekko w górę. Teraz, wpół siedząco, jeździłam po stojącym na sztorc członku mojego męża.
W pewnej chwili zaczęłam nadawać szybsze tempo. Czułam, że zaraz nadejdzie nasz koniec. Nasz punkt kulminacyjny. Edward chyba też to czuł. Wydał z siebie jęk i przewrócił mnie na plecy, by znaleźć sie nade mną. Sunął coraz szybciej i szybciej. W pewnym momencie zaczął wypowiadać moje imię.
Bello! Bello! Bello! - Z każdym "bliższym" posunięciem coraz głośniej. Kiedy w końcu doszliśmy do szczytu naszych możliwości, oboje krzyknęliśmy.
Bello! Kocham Cię!
Edward! Ja Ciebie bardziej!
Leżeliśmy oboje na łóżku. Moje serce biło z podniecenia. Czułam ciepłą wilgoć w kroczu. Edward leżał obok mnie zadowolony. Obejmował mnie czule i palcem jednej ręki kręcił kółka na moim ciele, które jak na złość pod dotykiem jego ręki zadrżało. Po chwili zaczął namiętnie całować mnie po szyi. Poczułam, że świat wokół mnie wiruje. Moment później zimne wargi Eda zaczęły sie oddalać. Jeszcze tylko delikatne uszczypnięcie i odpłynęłam...
5 dni później…
Zbliżał się koniec naszego wspólnego tygodnia. Musieliśmy wracać, gdyż kończyły się ferie i nadal obowiązywała nas szkoła…
Przeciągnęłam się zaspana w łóżku i odruchowo poszukałam jedną ręką ciała Edwarda. O dziwo natknęłam się jedynie na puste miejsce i satynową pościel. Szybko podniosłam się z łóżka i rozglądnęłam wokół. Na dworze świeciło słońce, a w domku byłam zupełnie sama. Świetnie…
Udałam się do kuchni na małe śniadanko. Byłam głodna, więc szybko usmażyłam jajecznicę i zjadłam ją prosto z patelni. Przez moja własną głupotę poparzyłam sobie język…
Po skończonym śniadaniu poszłam pod prysznic. Co prawda nie musiałam go brać, bo zaraz miałam iść nad jezioro, ale lubiłam ten prysznic i chwile z Edwardem właśnie pod nim. Każdą noc spędzoną tutaj będę wspominać bardzo dobrze…
Zdjęłam z siebie koronkową bieliznę i odkręciłam kurki z wodą. Ciepły strumień oblewał moje drżące ciało. Tak, właśnie myślałam sobie, a właściwie przypominałam środową noc, kiedy przyparta do zimnych płytek plecami i przygnieciona zimnym ciałem Edwarda z przodu przeżywałam chwile uniesienia. Naprawdę można rzec, że przez ten krótki czas nabrałam wprawy i stawałam się coraz bardziej odważna…
Westchnęłam. Pora na moje codzienne wyjście, pomyślałam. Każdego dnia wylegiwaliśmy się na małej plaży, nad jeziorem. Woda w nim była przyjemnie ciepła i często w nim pływaliśmy.
Założyłam czysty strój kąpielowy, zabrałam olejek do opalania, okulary i ręcznik, i byłam gotowa do wyjścia. Kiedy wyszłam z łazienki okazało się, że Edward jeszcze nie wrócił. Poczułam się nieco… wściekła? Chyba tak. Poszedł gdzieś bez słowa, a teraz musiałam się nudzić sama. A nóż razem byśmy coś porobili?
Złapałam za pierwszą, lepszą gazetę w salonie i wyszłam na świeże powietrze. Rozłożyłam ręcznik i posmarowana olejkiem położyłam się na nim. Promienie słońca delikatnie przypiekały moje ciało, które już nieco złapało go podczas całego pobytu. Założyłam okulary i przymknęłam oczy. Nie zauważyłam, kiedy zasnęłam…
Obudził mnie męski głos. A raczej słodki baryton mojego ukochanego. Szeptał moje imię i lekko przygryzał płatek ucha. Gwałtownie przysiadłam i to był mój błąd. Poczułam ból i pieczenie. Moja szyja pulsowała, jakby ktoś przystawił do niej żarzący węgielek.
Cos się stało? – spytał zaniepokojony.
Ała, boli – syknęłam.
Pokaż – powiedział. Dotknął lekko dłonią mojej szyi. Jej chłód nieco zelżył ból.
Co jest? Masz taką dziwna minę – oznajmiłam po chwili. Wyglądał, jakby się martwił, albo jakby się wystraszył.
Nie, wszystko w porządku.
Na pewno?
Oczywiście. – Tym razem uśmiechnął sie szeroko. – Chodź, popływamy sobie – zaproponował.
Ok. Tylko najpierw powiedz mi gdzie byłeś.
Musiałem zapolować.
Oh…
No właśnie – wziął mnie pod brodę i pocałował. - Lubię, gdy tak mówisz.
Akurat.
Mówię prawdę. A teraz chodź już, bo woda wystygnie. – zaśmiał się.
Ciekawe jak? – dołączyłam do niego.
Złapaliśmy się za ręce i weszliśmy do jeziora. I znów kolejny wspólny dzień nam upłynął…
