Epilog
Pakowanie walizek nie zajęło nam zbytnio dużo czasu. Kilka ręczników, bielizna(głównie) oraz stroje kąpielowe – tak wyglądał nasz cały ekwipunek.
Jest sobota. Postanowiliśmy wrócić wcześniej, gdyż w poniedziałek mamy zapowiedziany test z algebry i przypomnienie materiału bardzo by mi się przydało.
Kochanie, już gotowe? – zawołał Edward.
Tak, możesz spakować moją walizkę!
Od kiedy jesteśmy razem Ed zawsze wyręcza mnie w takich rzeczach jak dźwiganie np.: jak teraz walizek. Zawsze też otwierał przede mną drzwi lub nawet odsuwał krzesło, gdy chciałam usiąść przy stole…
Edward wszedł do salonu i zabrał resztę bagaży. Wzięłam ubrania na powrót i udałam się do łazienki, by się w nie przebrać. Wybrałam krótkie spodenki, top i klapki. Tak było najwygodniej…
Schowałam koszulę nocną do podręcznej torby i rozglądnęłam się po raz ostatni po wnętrzu łazienki. Chyba wszystko mam, pomyślałam.
Zanim wyszłam na dwór, pozamykałam okna i zaciągnęłam zasłony. Długo będę wspominać te noce w tym domku. Spojrzałam po raz ostatni na łóżko i z wielkim uśmiechem na twarzy wyszłam na zewnątrz…
A co z Alice i Jasperem? – spytałam w połowie drogi.
Są w domu od rana. Dzwonili jak spałaś.
Acha. Fajnie ich będzie znów zobaczyć – powiedziałam.
Alice już nie może się doczekać waszej rozmowy.
O nie, tylko nie to – dodałam zrezygnowana. All jak nic będzie wypytywać o…. szczegóły.
Spokojnie, spokojnie, będziemy trzymać ją w ryzach.
Tak sądzisz? Musiałbyś nie znać swojej siostry.
Chyba masz racje – zaśmiał się.
Coś ostatnio często przyznajesz mi rację – oznajmiłam. Tym razem nie odpowiedział.
Jechaliśmy teraz w milczeniu. Z radia płynęła przyjemna melodia. Przez przyciemniane szyby nie widziałam zbyt wiele, ale wcale nie miałam tego za złe. Dziękowałam za taki wynalazek, gdyż teraz nie grzało we mnie słońce, które od rana dawało po oczach…
Po pół godzinie zajechaliśmy na plac Cullen'ów. Alice siedziała na werandzie i wyraźnie czekała na nas. Wysiadłam z samochodu i od razu mnie dopadła.
Bella! – krzyknęła, obejmując mnie mocno.
Cześć Alice. Co słychać?
U mnie jak najbardziej w porządku. Ale widzę, że u Ciebie też.
Tak, jestem przeszczęśliwa – powiedziałam.
Chodź, porozmawiamy sobie – złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę ogrodu. Usiadłyśmy na krzesłach.
Jasper! Przynieś ten duży parasol do ogrodu, bo słońce nie daje nam żyć! – krzyknęła w stronę domu.
Miała rację z tym słońcem. Byliśmy już w Forks, a słońce przypiekało tak jak nad jeziorem.
No to, od czego zaczniesz? – spytała All.
Cóż, jest wiele rzeczy, o których chciałabym powiedzieć… - przerwałam na moment i ubrałam okulary, gdyż ledwo widziałam przez to słońce. Mój ruch ręką wywołał u Alice… szok?
Bello? Ty promieniejesz! – krzyknęła.
Tak, jestem szczęśliwa. Aż tak to widać? – Nie zrozumiałam jej. Po co tak krzyczy?
Bello, ja nie mówię o tym. Spójrz – powiedziała, podsuwając mi pod nos moją rękę. Teraz to ja byłam w szoku. Moja dłoń… jarzyła się w słońcu jak skóra… wampira! Była pokryta świecącymi kryształkami!
To…
Tak, wiem, niemożliwe. Carlisle!
Więcej nic nie usłyszałam. Upadłam na trawnik i oddaliłam się z miejsca, w którym siedziałam z Alice. Przez chwilę poczułam jeszcze ból w szyi, ale to był tylko nieistotny szczegół. Teraz widniała tylko ciemność, ciemność i ciemność…
Koniec części 1
