Rozdział pierwszy
Do jego umysłu docierały słabe, ściszone głosy. Nabierały mocy i oddalały się co chwila, by w końcu zaniknąć zupełnie. Nie rozróżniał poszczególnych słów. Nie pamiętał tylko, skąd je znał. Nieważne. Ostrożnie odetchnął i ku jego ogromnemu zdumieniu, powietrze, które wciągnął do płuc, miało przyjemny zapach. Leżał na boku z twarzą wtuloną w pachnącą poduszkę, pod sobą czuł miękkie posłanie. Uchylił nieznacznie powieki, by z cichym jękiem zacisnąć je niemal w tym samym momencie, kiedy tylko oślepiła go jasność.
Światło... słoneczne? Przecież w tej cholernej celi nie ma okien…
— Witaj z powrotem w świecie żywych, Potter. Nie otwieraj jeszcze oczu. Powinieneś mieć je zawiązane, ale chyba Severus…
To sen? A może umarłem? Gdzie ja właściwie jestem?
— …yba piąty dzień. A ty wciąż tylko leżysz i śpisz. Choć z drugiej strony po czymś takim...
Piąty dzień? Jak to piąty dzień?!
Harry starał się ze wszystkich sił przekonać swojego ciało do współpracy, jednak wsparcie się na łokciu i uniesienie się na nim okazało się zbyt wyczerpującym zadaniem. Dźwignięcie się o własnych siłach było niemal niemożliwe. Z ulgą przyjął pomoc. Chwilę później mimowolnie się wzdrygnął, kiedy poczuł, że opiera się o kogoś, a do jego warg przytknięte zostało chłodne naczynie. Drgnął niespokojnie, próbując bezskutecznie się odsunąć.
— Ej, spokojnie. To zwykła woda. Severus kazał cię poić… bardzo ostrożnie.
Severus? Jest tutaj? Kto jeszcze? Gdzie jestem?
Chłopak był potwornie zmęczony, ledwie był w stanie zmusić się do słuchania i przełykania jednocześnie. Woda. Chłodna, kojąca palące drapanie w gardle. Dawno nie pił czegoś równie smacznego. Westchnął ciężko, zastanawiając się, czy to wszystko, co przewijało się przez jego głowę, było prawdziwe.
Snape naprawdę wyciągnął mnie z tamtego piekła? A może to wszystko jest ułudą, by odebrać mi do reszty rozum?, pomyślał sennie.
Zachłysnął się, biorąc kolejny, zbyt łapczywy łyk. Zakasłał słabo, strużka wody wypłynęła z kącika jego ust i pociekła przez brodę na koszulę piżamy, a także na pościel. Był ledwo żywy ze zmęczenia. Chciał tylko spać. Odetchnął ciut głębiej świeżym, pachnącym powietrzem.
Nawet nie wiedział, kiedy powieki zamknęły się niemal bez jego świadomego udziału. Coś łagodnie oplotło się wokół jego pasa i przytrzymało.
Nagle głos mówiącego ponownie się oddalił i Harry zapadł w sen.
Severus Snape nie spodziewał się tego, co zobaczył, wchodząc do niewielkiej, tymczasowej sypialni Harry'ego. Ciemnowłosy chłopak miał zamknięte oczy, lekko rozchylone wargi, z których wydobywał się wolny, wciąż nieprzyjemny dla ucha, świszczący oddech; półleżał w ramionach jego chrześniaka. Ten również zdawał się drzemać, ostrożnie, a zarazem pewnie obejmując Pogromcę Czarnego Pana. Mistrz eliksirów uniósł brew i podszedł do łóżka, by okryć ich obu.
— Nie śpię, Severusie. Myślę. — Usłyszał szept jasnowłosego chłopaka. — Wiem, jak żałośnie to zabrzmi, ale po prostu nie mogłem go zostawić. Samego… Znowu. Chcę, żeby się obudził i chcę mu nakopać do tyłka! Jak on mógł!
Młody arystokrata uniósł wzrok na Severusa, a jego jasne oczy błyszczały gniewem, ale i niespodziewaną troską. Dopiero wtedy mężczyzna zauważył, że Harry zacisnął w dłoni delikatny materiał koszuli jego chrześniaka, jakby bojąc się, że tamten zniknie.
— Wiesz równie dobrze co ja, Draco, ten idiota zrobił to w mniemaniu, że zginie i nie chciał nikogo narażać.
— Skretyniały do reszty Gryfon!
Mistrz eliksirów przycisnął palce do nasady nosa i, przymykając oczy, westchnął. Rozumiał emocje chrześniaka, sam miał ochotę potrząsnąć Pogromcą Czarnego Pana tak mocno, aż ten pogubiłby zęby.
Mówią, że zemsta najlepiej smakuje na zimno.
Zaraz po użyciu odpowiednich środków w celu wyciągnięcia nieprzytomnego, ledwie oddychającego smarkacza z tej śmierdzącej celi i natychmiastowego przeniesienia go do jednej ze swoich najbezpieczniejszych kryjówek, chciał dorwać nędzne robaki z Ministerstwa Magii natychmiast i zetrzeć każdego z nich na pył własnymi rękoma, zupełnie bez użycia magii.
Miał sporo czasu przemyśleć sytuację, czuwając długie noce przy łóżku Pottera. Wsłuchując się w jego słaby, charczący oddech oraz zauważając każdy, najmniejszy nawet grymas bólu, które podsycały jeszcze bardziej mordercze zapędy dawnego szpiega.
Jednak o wiele bardziej kusiło go aby użyć celniejszych, dużo boleśniejszych środków bez konieczności sięgnięcia po argument bezpośredniego ataku i narażania własnej pozycji. Dyskredytacja najwyższych urzędników i ujawnienie bezprawnego uwięzienia Wybrańca wywoła dużo lepszy efekt i otworzy oczy całej społeczności magicznej na niebezpieczne praktyki Ministerstwa wobec tych, którym powinno udzielać bezwzględnego wsparcia.
Nawet wiedział, komu podsunąć te szokujące rewelacje, żeby odnieść pożądany skutek. Oczy mistrza eliksirów błysnęły perfidną złośliwością.
To nauczy tych bezmózgich idiotów, że z pewnymi ludźmi się nie zadziera!
Po raz kolejny spojrzał na śpiącego chłopaka, którego twarz nie była już ściągnięta bólem, przynajmniej w dużo mniejszym stopniu, niż jeszcze dwa dni temu.
— Gdy się zbudzisz, nie spuszczę cię z oka do końca życia! Rozumiesz, łobuzie ty jeden? — mruknął i położył dłoń na wciąż zbyt ciepłym czole smarkacza, odgarniając niesforny kosmyk. Uniósł kąciki ust w zmęczonym, bladym uśmieszku, gdy zauważył, że chłopak we śnie nieznacznie odwrócił głowę, lgnąc do jego dotyku. — Jeśli będzie trzeba, na smycz cię wezmę.
Draco parsknął cicho i potrząsnął głową. Nie wnikał w szczegóły, kompletnie niezrozumiałego dla niego, związku Severusa z Potterem, ale zauważył drobne zmiany w zachowaniu ich obu na krótko przed Bitwą Ostateczną. Potter zdawał się wtedy być absolutnie skupiony na jednym – zdobyciu wszelkich możliwych umiejętności potrzebnych do unicestwienia Czarnego Pana raz na zawsze, ale jednocześnie nieustannie pojawiał się w pobliżu Severusa. Draco przypomniał sobie również, że jadowite uwagi, którymi mistrz eliksirów do końca obrzucał Złotego Chłopca, dziwnie złagodniały na krótko przed atakiem Voldemorta na Hogwart.
Młody czarodziej zauważył nieznaczny uśmiech, który przemknął przez twarz ojca chrzestnego i dziwny, odrobinę niepokojący błysk w jego oku. Mężczyzna najwyraźniej obmyślił właściwy plan, jak dokopać durniom z Ministerstwa.
Severus kiwnął nieznacznie głową i zanim znikł za drzwiami, polecił cicho:
— Zostań z nim. Muszę coś załatwić. Za parę godzin powinienem być z powrotem. Pamiętaj, żeby o czwartej podać mu jego eliksir i kolejną dawkę przeciwgorączkowego. Jeśli nie wrócę do dwudziestej drugiej, poleć skrzatowi, żeby miał na niego oko.
Jasnowłosy chłopak jedynie zerknął na śpiącego Pottera i skinął głową, pogrążając się na powrót we własnych myślach.
OooOooO
Severus Snape zmrużył powieki i posłał rozmówczyni spojrzenie, pod wpływem którego zazwyczaj nieustraszona czarownica zbladła jeszcze bardziej. To, czego dowiedziała się od niego, było czymś tak absurdalnym, że z początku nawet jej było trudno w to uwierzyć. Gdyby informatorem był ktoś inny, z pewnością nie zawracałaby sobie głowy kompletnie zmyśloną bajeczką. Sama wymyśliłaby o wiele lepszą.
Jednak aktualny dyrektor Hogwartu i jeden z najbardziej cenionych mistrzów eliksirów, nie był kimś, kto mógłby sfabrykować coś takiego, a następnie podsunąć jej niemal gotowy, szokujący artykuł pod nos i to nie oczekując w zamian zbyt wiele. Artykuł, za który mogła zdobyć prestiżową nagrodę i uznanie nie tylko czytelników, odzyskując pozycję w dziennikarskim światku. W żadnym razie nie zrobiłby tego ot tak. Coś się za tym kryło, ale w tym wypadku, szczerze mówiąc, wolała nie dociekać co.
Rita Skeeter wpatrywała się w bladego, powściągliwego mężczyznę, niezdolna do wykrztuszenia czegokolwiek. Często zajmowała się ploteczkami, skandalami, rozdmuchując je do niewyobrażalnych rozmiarów i przedstawiając jako niesamowitości. Jednak ta sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Słowa Snape'a poparte były paroma, ale wyjątkowo mocnymi dowodami i choć bardzo się starała, nie mogła dopatrzyć się w nich choć śladu manipulacji. W pewnym momencie przerwała niezręczną ciszę, po raz kolejny przeglądając przyniesione przez Severusa magiczne zdjęcia:
— Naprawdę, panie dyrektorze, to jest porażające. Nie twierdzę, że te zdjęcia są sfabrykowane, na Merlina! — potrząsnęła gwałtownie głową, widząc piorunujące spojrzenie ciemnowłosego czarodzieja i dodała po kilku sekundach — Chce pan, żebym to ja przeprowadziła z panem wywiad?!
— Czyżby miała pani jakieś obiekcje? Jeśli tak, na pewno bez trudu znajdę kogoś innego. „Prorok" nie jest jedyny...
Severus wykonał taki ruch, jakby zamierzał wstać i odejść bez słowa, zabierając ze sobą przyniesione zdjęcia.
— Panie dyrektorze, proszę mi wybaczyć. Oczywiście, zrobię to z wielką przyjemnością. — Czarownica odpowiedziała bardzo szybko, przybierając w tej samej chwili profesjonalny, promienny uśmiech.
Snape jedynie nieznacznie skinął głową, nie okazując wcale, jak bardzo jest zadowolony z rozwoju sytuacji. Wszystko układało się po jego myśli. Specjalnie wybrał Skeeter, bo wszyscy czytali jej teksty, nawet jeśli uznawali je za wierutne bzdury.
— Jeśli pan pozwoli, dyrektorze, użyję samopiszącego pióra — zaczęła Skeeter i widząc jego minę, natychmiast dodała: — Proszę się nie obawiać, dostanie pan tekst do autoryzacji, jak tylko skończymy rozmowę.
Mistrz eliksirów ponownie skinął głową i powoli wypuścił powietrze. Wzrokiem śledził każdy ruch magicznego przedmiotu, które po chwili zaczęło sunąć po zwoju pergaminu. Czarownica musiała zdawać sobie sprawę, że jeśli przeinaczy choć słowo, źle się to może dla niej skończyć.
OooOooO
Wzrok młodego arystokraty utkwiony był na Potterze. Jego tymczasowa, urządzona naprędce sypialnia znajdowała się w mniejszym pokoju tuż obok apartamentów Severusa w myśliwskiej rezydencji Malfoyów. Miejsce to należało do najstarszych posiadłości rodu i najczęściej używano je jako kryjówkę z racji specjalnej odmiany nienanoszalności i bardzo mocnych, starych barier magicznych wokół posiadłości. Ponad rok temu ojciec przekazał mu tę rezydencję, a on traktował ją jak przystań, gdy udało mu się niepostrzeżenie wymknąć z więzienia, jakim stał się jego rodzinny dom.
Draco prychnął. Miesiące przymusowego goszczenia tego psychopaty mocno się odbiły na jego rodzinie. Niemniej jednak był szczęśliwy, że wyszli z tego niemal bez szwanku. Jego nazwisko odzyska swoją świetność, był o tym całkowicie przekonany. A udzielenie pomocy i schronienia Chłopcu, Który Przeżył i Zwyciężył może przyczynić się do poprawy podupadłej pozycji w świecie czarodziejów.
Nie spodziewał się jednak, że będzie to pomoc w takiej postaci. Praktycznie ratunek przed śmiercią. Zapewnienie podstawowych potrzeb ciężko chorego. Niemal całodobowa opieka. Szykowanie skomplikowanych mikstur w krótkich chwilach, gdy niechętnie zostawiali Gryfona pod czujnym okiem skrzatów. Tak na dobrą sprawę to chodziło o to, aby Draco szybko i umiejętnie asystował Severusowi, kiedy ten warzył specjalnie dla Pottera. Nie mieli czasu na pomyłkę, a strata choćby minuty mogła być tragiczna w skutkach. Zwłaszcza na samym początku.
Kiedy opinia publiczna zrozumie, co zrobiono Potterowi, minister i jego ludzie znikną w trybie natychmiastowym, a na ich miejsce będzie trzeba znaleźć kogoś nowego. W jego przypadku na pewno okaże się to wyzwaniem, aby pokonać niechęć ludzi do nazwiska budzącego mieszane uczucia, ale liczył, że Severus go wesprze, podobnie jak Potter. Znajomość z kimś, kto pokonał największe zło świata magii, ocalił zarówno czarodziejów, jak i nieświadomych niczego mugoli… miała swoje dobre strony.
Uśmiechnął się z wyższością. Tym razem to Złoty Chłopiec był jego dłużnikiem, a on nie zamierzał pozwolić, aby dług został spłacony zbyt szybko.
Chuda, owinięta samonawilżającym się opatrunkiem dłoń Harry'ego wciąż zaciskała się na rękawie jego koszuli i Draco nie próbował jej stamtąd zabrać. Do tej pory Potter zdawał się akceptować obecność i dotyk jedynie Severusa.
Mistrz eliksirów utrzymywał Pottera pod rozmaitymi miksturami leczącymi infekcje oraz urazy niemagiczne, oczyszczającymi i uspokajającymi. Traktowanie Gryfona z odrobiną cierpliwości, łagodności, a także ignorowanie jego niekontrolowanych wzdrygnięć początkowo przysparzało młodemu Ślizgonowi trochę kłopotów, ale z czasem nawet zaczął nieświadomie opowiadać, co się dzieje dookoła. Parę razy niemal został nakryty przez Severusa, co jednak nie powstrzymało go przed tymi jednostronnymi rozmowami. To było zaskakująco łatwe i, o dziwo, nie potrafił przestać. Dyskretnie omijał pewne tematy, choć sam nie wiedział czemu, przecież Potter go i tak nie słyszał.
Tego popołudnia siedział przy Harrym i opowiadał mu cicho o tym, że zaczęli warzyć dla niego nową partię eksperymentalnych eliksirów, które miały za zadanie działać bardziej kompleksowo, niż te tradycyjne.
Wtedy zobaczył, że Gryfon się budzi. Ściszył nieco głos, nie chcąc wystraszyć chorego i mówił dalej. Powstrzymał go przed otwarciem oczu i ostrożnie napoił. Jednak nim zdążył podać mu skrupulatnie wymierzoną ilość wody, ten omal się nie zadławił, a niemal sekundę później znów zapadł w lekki sen. Bez namysłu ułożył Pottera tak, aby drzemał z głową opartą nieco wyżej, na jego ramieniu. Owinął ramię wokół niego i lekko przycisnął go do siebie, uważając na gojące się obrażenia.
Później, kiedy Severus wyszedł, Draco zastanawiał się, czemu nie może ze spokojem zostawić Harry'ego Pottera pod okiem skrzata. Czuł wewnętrzny nakaz, aby zostać i czuwać przy nim.
Potrząsnął głową i przywołał do siebie gruby notes pozostawiony mu przez Severusa zawierający eksperymentalne receptury, na bazie których powstawały eliksiry dla Gryfona. Może nie do końca mu odpowiadała praca warzyciela, ale poszukiwania właściwego rozwiązania zawsze go pociągały. A z kolei pomysły jego ojca chrzestnego były niezwykle interesujące.
Natychmiast zabrał się za lekturę i dodawaniem własnych propozycji, zwłaszcza przy niektórych ingrediencjach.
OooOooO
Mistrz eliksirów wrócił później, niż zamierzał, niemniej był zadowolony z tego, jak minęły ostatnie godziny. A wywiad udzielony Skeeter z pewnością wywoła odpowiednią reakcję i tym samym przysporzy wielu kłopotów tym, którzy ośmielili się podnieść rękę na Harry'ego Pottera. Bez zastanowienia skierował się do pokoju, gdzie go ulokował i skinieniem głowy odprawił skrzata czuwającego przy młodym czarodzieju. Zrzucił ubranie i bezszelestnie wsunął się do łóżka, starając się nie zakłócić snu skulonej postaci. Gryfon leżał twarzą w jego kierunku i Severus nie mógł się oprzeć pokusie, żeby go objąć, upewnić się, że naprawdę tu jest, w zasięgu jego rąk. Drobniejsze ciało instynktownie drgnęło pod wpływem nagłego dotyku. Mistrz eliksirów zignorował mimowolną reakcję Pottera, głaszcząc i ostrożnie oklepując jego plecy tak, jak to robił przez minione noce.
— Durny Gryfon — mruczał cicho, uważnie obserwując twarz młodego czarodzieja. — Czy zawsze muszę po tobie sprzątać?
— Wybacz.
Severus drgnął, słysząc niemal bezgłośny, schrypnięty szept. Ciepły, nierówny oddech owiał jego policzek.
— Nic nie mów. Nie potrzebuję twoich przeprosin poniewczasie, Harry.
Drobniejsze ciało zadrżało w jego objęciach i nie musiał posiłkować się legilimencją, żeby wiedzieć, o czym smarkacz myśli. Mistrz eliksirów wypuścił powietrze, przyciągając go bliżej siebie i głaszcząc ostrożnie.
Na połajankę przyjdzie jeszcze pora.
— Śpij. Będę przy tobie.
Harry nie mógł spać. Bał się, że nie obudzi. Albo inaczej, że gdy to zrobi, ponownie znajdzie się w cuchnącym i ciemnym pomieszczeniu. Jednak miarowe uderzenia serca i spokojny oddech Severusa sprawiły, że lęki malały i ginęły w cieple jego objęć. Poczuł dotyk na swojej głowie. Smukłe palce delikatnie przeczesywały jego potargane snem włosy.
Jak bardzo mu brakowało tych pozornie nie znaczących pieszczot, które odciągały jego myśli od koszmarnych wspomnień.
Stopniowo przegrywał walkę ze zmęczeniem i słabością własnego ciała.
OooOooO
— Chcesz mi powiedzieć, że ci dranie okłamywali nas tyle czasu…? Mogli go zabić!
Severus Snape spojrzał na rozmówcę i syknął cicho:
— Lupin, opamiętaj się. To banda nieuków i napuszonych bogaczy. Oczywiście, że kłamali, co innego mogli zrobić? Nie muszę ci mówić, że władza dewiuje słabe jednostki.
— Nie, nie musisz. Aż za dobrze wiem, do czego są zdolni. W takim razie co robimy, Severusie?
— A jak myślisz, po co cię tu ściągnąłem, Lupin? Do testowania nowego eliksiru?
Remus uśmiechnął się blado mimo przerażenia, które nadal ściskało jego wnętrzności. Jego wilk natomiast próbował się zerwać z uwięzi, dopaść i dosłownie rozerwać na strzępy tych, którzy ośmielili się skrzywdzić jego młode. Nie miało znaczenia, że Harry z biologicznego punktu widzenia nie był jego dzieckiem, wilcza natura naciskała z ogromną mocą na ludzką świadomość, domagając się natychmiastowego działania.
Rozszarpanie sprawców na kawałki i posmakowanie ich słodkiej krwi teraz. Gadanie potem.
Wewnętrzny drapieżnik pragnął też zobaczyć Harry'ego, zanim ruszy mścić się za jego krzywdy; upewnić się, że niczego mu nie brak, że jest już bezpieczny.
Racjonalizowanie sytuacji niespecjalnie przypadło do gustu Lunatykowi. Remus miał wrażenie, jakby stał się klinicznym przykładem rozdwojenia jaźni. Lunatyk bardzo zaciekle walczył o przejęcie kontroli nad ciałem, które dzielił z Remusem. Gdyby było bliżej pełni, być może czarodziejowi nie udałoby się powstrzymać swojej bestii tak skutecznie.
— Potrzebuję twojej pomocy i chłodnego, analitycznego umysłu. Nie trzeba mi tu bezrozumnego zwierzaka, który w amoku rozniesie wszystko w pył. Działamy po mojemu. Wchodzisz czy nie?
Brutalne słowa Severusa natychmiast odniosły skutek. Z gardła Remusa wyrwał się żałosny pomruk, nim zdołał zapanować nad oszalałym z wściekłości Lunatykiem. Wypuścił powoli powietrze i podniósł głowę. Ostre spojrzenie mistrza eliksirów wbijało się w niego bezlitośnie, jakby oceniając go, czy w ogóle się nadaje.
— Rozumiem, Severusie. I tak, pomogę, w czym tylko będę mógł. Wybacz, zwykle nie reaguję tak gwałtownie, ale tu chodzi o…
— Harry'ego, którego Lunatyk uznał za swoje młode, wiem, Lupin. — Severus stanął przy oknie, patrząc na skromny jak na siedzibę Malfoyów ogród. — W trakcie treningów próbowałeś to przed nim niezdarnie ukryć. W tej chwili jednak nie o tym chciałem porozmawiać.
Remus spoczął ponownie w fotelu i cierpliwie czekał, aż mistrz eliksirów znajdzie właściwe słowa.
OooOooO
Minerwa McGonnagall weszła do gabinetu dyrektorskiego, który tymczasowo zajmowała i usiadła w fotelu przy kominku. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. To, co przeczytała w „Proroku" brzmiało przerażająco i miała bardzo nikłą nadzieję, że to okaże się kolejną, gigantyczną bzdurą wymyśloną przez Skeeter. Kiedy zobaczyła jednak, kto udziela wywiadu, nadzieja ta ulotniła się w ułamku sekundy, pozostawiając paraliżujące niedowierzanie.
Aż tak wszyscy byli ślepi?
Nie pojmowała, jak mogło do tego dojść. Rozumiała natomiast jedno – dlaczego Severus tak nagle przekazał jej wszelkie pełnomocnictwa na podejmowanie decyzji w sprawie renowacji Hogwartu i otaczających go osłon przed praktycznie zapadnięciem się pod ziemię.
Całe szczęście sama szkoła nie ucierpiała zanadto w ostatniej bitwie, większość uszkodzeń dotyczyło fragmentów poszczególnych wież oraz dolnych partii murów. W ciągu zbliżających się wakacji Hogwart powinien odzyskać swoją dawną świetność.
Problem w tym, że sporo uczniów, zwłaszcza młodszych roczników, zwyczajnie w świecie bało się powrotu do szkoły, gdzie przeżyło niewątpliwie bardzo przykre i straszne chwile. Ich rodzice rozważali inne metody nauczania. Minerwa po przejrzeniu ksiąg zawierających nazwiska obecnych i przyszłych uczniów, zaczęła się obawiała, że w następnym roku szkolnym do Hogwartu trafi zaledwie garstka jedenastolatków i dwunastolatków. Musiała w jakiś sposób przekonać niechętnych rodziców, aby jednak nie posyłali dzieci do innych szkół.
Severus znał tę sytuację i z pewnością miał jakiś pomysł, jak jej zaradzić. Zdziwiłaby się, gdyby było inaczej. Jednak w obecnej chwili rozmowa na temat przyszłości Hogwartu nie była na miejscu, przynajmniej zdaniem profesor McGonnagall
Odetchnęła i zapatrzyła się w żarzące się iskry. Kiedy w momencie rozbłysnął zielony ogień niemal od razu wyszarpnęła różdżkę , gotowa do odparcia ewentualnego ataku.
— Zły moment, Minerwo? — Czarownica wypuściła powoli powietrze i z powrotem opadła na fotel, z którego się zerwała.
— Severusie! Na Merlina, dobrze wiesz, że sieć Fiuu wciąż nam szaleje. Wczoraj mieliśmy dwóch nieproszonych gości i niestety musieliśmy wezwać aurorów.
Mistrz eliksirów posłał jej nieprzeniknione spojrzenie i usiadł obok w fotelu. Kobieta zauważyła, że wzmianka o aurorach mocno go poruszyła.
— Mam nadzieję, że patrzyłaś im uważnie na ręce — odparł twardo, mrużąc lekko oczy. Po krótkim milczeniu dodał cicho łagodniejszym tonem: — Wybacz, że musisz sama się z tym wszystkim borykać.
Minerwa, przywołując skrzata, nakazała mu przyniesienie herbaty i kawy, a następnie zmieniła temat.
— Co z nim? Nie wróciłbyś, gdyby to nie było naprawdę ważne.
— Lepiej, choć wciąż bardzo źle. — Padła lakoniczna odpowiedź. — Widzę, że Skeeter znów na pierwszej stronie z ciekawym tekstem. — Kąciki ust mężczyzny nieznacznie się uniosły, gdy wziął do ręki i rozłożył egzemplarz gazety.
— Powiedziałabym, że przerażającym. Jeśli to prawda…
— Każdy ma inną prawdę, Minerwo. Między innymi dlatego tu jestem. Nie lubię tego mówić, ale potrzebuję pomocy.
OooOooO
