A/N: Sonea i Akkarin wrócili z wygnania aby ratować Imardin, czyli tak jak w książce, jednak podczas ich pobytu w Sachace do niczego między nimi nie doszło. Sonea jednak żywi wobec Akkarina pewne uczucia, których sama nie jest pewna. Historia rozpoczyna się od momentu, w którym Akkarin zostaje ugodzony nożem przez Kariko.

UPDATE 10/2020 przed Wami poprawiona, mocno odświeżona wersja "Decyzji". Poprawiłam błędy, zmieniłam stylistycznie wiele tekstu, żeby czytało się go lepiej. Pisanie to proces, przygoda i droga, która rozwija. Chciałam poprawić to, co mi się nie podobało. A nie podobało mi się wiele... Poprawienie tekstu zajęło mi (z przerwami) około pięciu miesięcy. Teraz możecie czytać... :)


"Prolog"

Miała wrażenie, że czas zatrzymał się na moment. Zobaczyła, jak Akkarin w zdumieniu spogląda w dół, po czym powoli osuwa się na kolana.

- Nie! - krzyknęła. - Akkarin!

W mgnieniu oka klęczała już przy nim. Jej ręce drżały, gdy pochyliła się nad jego ciałem. Patrzyła na powiększającą się plamę krwi, a w głowie miała pustkę. Akkarin wykrzywił twarz w bolesnym grymasie. Muszę coś zrobić, muszę mu pomóc, pomyślała, próbując odgonić od siebie paraliżujący strach. Lecz gdy próbowała skupić się na zachowaniu zimnej krwi, myśli jeszcze bardziej wirowały w jej głowie.

- Soneo - wyszeptał łamiącym się głosem - Zaczekaj... Kariko... Najpierw on.

Sonea zamarła. Kątem oka wychwyciła zbliżającą się do nich postać Ichaniego.

- Nawet nie podniosłaś tarczy - usłyszała głos Akkarina w swojej głowie.

Przerażona, natychmiast stworzyła tarczę chroniącą ją i leżącego obok Wielkiego Mistrza. W tym samym momencie poczuła uderzenie ze strony Kariko. Nie za silne, jakby bawił się z nimi, igrając swoją potężną mocą.

- Głupia dziewczyno! - wykrzyknął posyłając w jej kierunku kolejne, jednak nieco silniejsze uderzenie. Jej tarcza zatrzęsła się. - Nie macie żadnych szans. Zginiecie, ty i twój Akkarin.

W tym samym momencie, uwaga Kariko została odwrócona przez uderzenia wysyłane ze strony Uniwersytetu. Ktoś próbował im pomóc.

Sonea spojrzała na Akkarina. Jego twarz była blada, usta wykrzywione w grymasie, jednak oczy świadomie wpatrywały się w jej twarz.

- Weź moją moc. Teraz to dokończ, zabij go - wyszeptał, z trudem wypowiadając kolejne słowa. Z kącika jego ust wypłynęła strużka krwi.

- Nie, nie zostawię cię tak...

- Soneo - powiedział zdumiewająco stanowczo.

Poczuła jak jego moc przepływa na nią. Jednak w krótkiej chwili pojęła, że Akkarin nie zamierzał przestać. Strumień energii płynął niewiarygodnie szybko.

Nic dla siebie nie zostawi, dotarło do niej. Ta myśl zmroziła ją do szpiku kości. A więc tak to ma się skończyć?

Natychmiast wyszarpnęła dłonie z jego słabnącego uścisku i przerwała transfer. Akkarin próbował zaprotestować, ale w tej krótkiej chwili oddał jej tak dużo, że pozostała w nim ledwie iskra życia. Jego oczy wywinęły się do tyłu. Umiera. Pomyślała z przerażeniem ściskającym ją z gardło. On czy Gildia? Wiedziała, że miała za mało mocy i mogła nie podołać silnemu Kariko. Jeśli tak się stanie, zabije ją i wtedy nie zostanie już nikt, kto będzie w stanie obronić Imardin.

Mogła jednak uratować Akkarina. Pragnęła to zrobić z powodów nie do końca dla siebie zrozumiałych. Wiedziała jednak, że podjęła tę decyzję z chwilą, gdy dotarły do niej jego zamiary. Nie mogła mu pozwolić umrzeć w imię Gildii, która wysłała go na pewną śmierć. Nie po tym, co razem przeżyli. Nie po tym, co stało się z jej sercem, gdy Akkarin uśmiechnął się do niej tuż przed walką...

To mogło się udać. To musiało się udać.

Akkarin...

Wybacz mi.

Wyciągnęła nóż z jego ciała. Krew trysnęła z otwartej rany, brudząc jej dłonie. Położyła je na jego zakrwawionych szatach i w pośpiechu rozpoczęła proces leczenia. Czuła, jak rana zasklepiła się zostawiając jedynie bliznę. Skupiła się na organach wewnętrznych. W duchu podziękowała za wszystkie lekcje uzdrawiania. Teraz energia. Posłała w jego ciało swoją moc, czując jak wypełnia go, pobudzając krew do krążenia w żyłach, serce do mocniejszego bicia. Ogarnęło ją przerażające wrażenie, że jego organizm pozostawał obojętny na jej wysiłki. Nie mógł przecież się tak łatwo poddać! W jej oczach pojawiły się łzy. A jeśli się nie uda? Była wykończona. Nie miała już mocy. Nadzieja zaczęła ją opuszczać.

- Akkarin! - wysłała ku niemu zdesperowany okrzyk.

Nagle otworzył oczy i spojrzał na nią zamglonym wzrokiem. W jego szeroko rozszerzonych źrenicach dostrzegła niedowierzanie, złość i przerażenie mieszające się z czymś, co mogło być wdzięcznością, gdyby nie gniew, który rozbrzmiał w jego głosie.

- Co…? - warknął, chwytając jej dłonie, które zaciskała na jego szacie.

Jego wzrok spoczął gdzieś za jej plecami. Odwróciła się i poczuła, jak jej wnętrzności wykręcają się ze strachu.

Ujrzeli Kariko i jego rozciągniętą w drwiącym uśmiechu twarz.

- Żałosne - wycedził przez zęby, posyłając w ich kierunku silne uderzenie.

Sonea poczuła, jak uderza plecami o twardą ziemię. Ból przejął nad nią kontrolę. Nie mogła złapać oddechu. Zupełnie jakby ktoś zmiażdżył jej ciało. Zamrugała szybko i poczuła staczające się po policzkach łzy. Co ja najlepszego zrobiłam? Myśl przemknęła przez jej głowę, ustępując miejsce pustce.

A dalej była już tylko ciemność.