"Przesłuchanie"
Sala rozbrzmiewała głosami zebranych Magów. Balkan ogłosił to Przesłuchanie, jako obowiązkowe i zapowiedział wyciąganie konsekwencji za brak obecności. Sonea z ponurym rozbawieniem pomyślała, że i tak nie musiał tego robić. Ona i Akkarin stanowili ogromną sensację i budzili powszechne zainteresowanie. Rzuciła mu ukradkowe spojrzenie. Stał naprzeciwko niej, otoczony, tak samo jak ona, grupką Wojowników. Z polecenia Balkana, mieli stać osobno, oddaleni od siebie, tak, aby uniemożliwić im jakikolwiek kontakt. Sonea zacisnęła mocniej palce wokół swojego krwawego pierścienia.
- Proszę o ciszę! – głos Balkana rozległ się donośnie na sali. – Proszę!
Rozmowy po chwili ucichły całkowicie, a twarze obecnych zwróciły się w ich stronę. Tymczasowy Wielki Mistrz, gdyż tak go mianowano, stał na środku, zwrócony w kierunku zebranych. Sonea i Akkarin tkwili w miejscu po obu jego stronach, bokiem do wszystkich. Dziewczyna z ulgą odnotowała, że taka pozycja dawała jej więcej swobody na obserwowanie byłego mentora.
- Zebraliśmy się tutaj, aby wyjaśnić sprawę Akkarina i Sonei, którzy pomimo wygnania ich z Krain Sprzymierzonych, zdecydowali się na powrót, łamiąc przy tym prawo po raz kolejny – mówił głośno.
- Celem dzisiejszego Przesłuchania jest orzeczenie o winie lub niewinności tej dwójki – ciągnął dalej. – Zdecydujemy także, jaka przyszłość czeka ich, w obliczu złamanych zasad Kodeksu. Decyzję w ich sprawie podejmie Starszyzna.
- Kodeks… tysiącletni kawałek starego pergaminu, spisany przez tych, którzy praktykowali Czarną Magię i odpowiednio poprawiony przez Starszyznę tak, aby pasował do realiów – usłyszała w głowie drwiący ton Akkarina.
Spojrzała na niego, lecz jego twarz nie zdradzała czyhających w nim emocji.
- Jako pierwszy pozwolę sobie zadać przesłuchiwanym pytania – dotarły do niej słowa Balkana.
Rozejrzała się po twarzach zebranych Magów w poszukiwaniu Rothena, jednak nie mogła go nigdzie znaleźć.
- Akkarinie.
Wezwany wystąpił na środek z dumnie uniesioną głową. Jak zwykle budził strach i szacunek, nawet, gdy wywołany został jedynie po imieniu, bez tytułów. Sonea obserwowała jego imponującą sylwetkę, czując przepełniającą ją dumę, że może nazwać tego człowieka swoim przyjacielem. Przyjacielem? Tak chcesz go nazwać? Odezwał się w niej cichy głosik.
- Czy zgodnie z decyzją Rady, udałeś się wraz z Soneą poza granice Krain Sprzymierzonych?
- Tak – powiedział spokojnie.
- Czy dobrowolnie zdecydowałeś się wrócić do Kyralii, pomimo zakazu?
- Tak.
Wśród zebranych rozległy się ciche pomruki.
- Co on sobie wyobraża? Że Kariko wyrzucił nas z Sachaki? – posłała Akkarinowi swoje podenerwowane myśli.
W odpowiedzi wyczuła nutkę rozbawienia.
- Świadomie nakłoniłeś Soneę do złamania prawa? – głos Balkana stawał się coraz bardziej jadowity.
- Jeśli nie powiesz prawdy, ja to zrobię – ostrzegła go.
Wychwyciła krótkie spojrzenie posłane jej przez Akkarina, zawierające w sobie obietnicę rozprawienia się z jej nieposłuszeństwem.
- Nie, nie musiałem Sonei do niczego nakłaniać. To była nasza wspólna decyzja – odpowiedział po chwili wahania.
- Czyli od początku ze sobą współpracowaliście? Konspirowaliście! – powiedział głośniej, zwracając się do zebranych Magów.
Czarny Mag spojrzał na Balkana zdumiony. Uniósł wysoko brwi, a na jego ustach zagościł delikatny, drwiący półuśmiech.
- Mistrzu Balkanie – zaczął powoli, jakby mówił do dziecka, nie do Maga w średnim wieku. – W warunkach, jakie panowały w miejscu, do którego nas zesłaliście, jedynie współpraca dawała szanse przetrwania. Nie widzę w tym nic dziwnego. Nie rozumiem również sposobu, w jaki traktujesz mnie i Soneę. Wydaje mi się, że gdyby nie nasz powrót, nie rozmawialibysmy dzisiaj, w tym miejscu i w takim składzie. – Ostatnie słowa wypowiedział przez lekko zaciśnięte zęby.
Sonea zrozumiała, że Akkarin starał się kontrolować gniew. Ona również z trudem trzymała język za zębami.
- Mistrzu Balkanie… - odezwał się nieśmiało Mistrz Osen. – Proponuję, aby dać im szansę opowiedzenia swojej wersji wydarzeń.
Starszy Mag z niechęcią odsunął się na bok, dając nowemu Administratorowi pole do popisu. Osen odchrząknął zdenerwowany, po czym zwrócił się do Sonei.
- Soneo, czy zechciałabyś opowiedzieć od początku do końca, jak udało wam się wrócić z Sachaki… Cóż, przyznam, że to nie lada wyczyn, przeżyć tam… i jak, i jak to… I co działo się po waszym powrocie – zakończył nerwowo.
Dziewczyna poczuła współczucie dla świeżo upieczonego Administratora i wyobraziła sobie, jak ciężko musiało być mu zająć miejsce po kimś takim, jak Lorlen. Na samo wspomnienie o nim, poczuła ukłucie smutku. Wspomnienia o zmarłych były dla niej najboleśniejszą częścią codzienności. Wzięła głęboki oddech i wystąpiła na środek, przelotnie łapiąc jeszcze czarne spojrzenie Akkarina.
- Gdy tylko znaleźliśmy się poza granicami Krain Sprzymierzonych, stało się jasne, że Ichani wiedzą o naszym wygnaniu, co dawało im szansę na zaatakowanie Kyralii – rozpoczęła słabym głosem. – Zdecydowaliśmy o powrocie, inną drogą, tak aby uniknąć przeszkód. Od samego początku byliśmy ścigani przez dwóch Ichanich. Nocą podróżowaliśmy, w dzień staraliśmy się odpoczywać… - słowa uwięzły jej w gardle na wspomnienie strachu i zmęczenia związanego z ich wędrówką. Odchrząknęła cicho. –Wiedzieliśmy, że jedynie nasz powrót może uratować Imardin. I to było naszym celem. Udało nam się opuścić Sachakę.
Przerwała, zastanawiając się nad ujawnienie roli Dorriena w całej sprawie. Serce boleśnie zakuło na myśl o jej przyjacielu.
- Z pomocą przychylnych nam ludzi, dotarliśmy do miasta. Dalej chyba już wszystko wiecie…
Sonea spodziewała się eksplozji rozmów, jednak sala trwała w głębokim milczeniu, a każda para oczu obserwowała uważnie na przemian ją i Akkarina.
- Kto zabił Kariko? – zapytał po dłuższej chwili Osen.
Przeniosła spojrzenie na Akkarina, niepewna, co powiedzieć. Prawdę? Ma przyznać się do tego, że była zdolna wbić nóż prosto w czyjeś serce?
- Ja.
Usłyszała jego niski głos i niemal zakrztusiła się chłodnym powietrzem. Akkarin wystąpił i stanął bliżej niej. Wszystkie spojrzenia przeniosły się na jego postać.
- Korzystając z chwili jego nieuwagi, gdy… pobierał moc Mistrza Dorriena… - Sonea zacisnęła mocniej powieki, odganiając nadciągające falą obrazy. – Gdy jego tarcza osłabła, zdołałem ugodzić go sztyletem prosto w serce.
- Sztylet miał damską rękojeść – warknął Balkan.
Akkarin zmarszczył brwi.
- O czym ma to niby świadczyć? – odparł tonem wypranym z emocji.
- Być może posłużyła się nim Sonea?
Dziewczyna spojrzała na niego nerwowo, zaciskając palce wokół fałdów swojej nowej, czarnej szaty.
- Mistrzu Balkanie, będziesz zagłębiał się w moje preferencje odnośnie sztyletów? – zapytał Akkarin lekko rozbawiony. - Co go to obchodzi, że wolę damskie sztylety? – Sonea o mały włos nie uśmiechnęła się słysząc posłane jej myśli.
Starszy Wojownik prychnął zdenerwowany, spoglądając na nią nieufnie. Sonea miała wrażenie, że całe przesłuchanie zmierzało w złą stronę. Czuła niesprawiedliwość, jaka spotykała ich za poświęcenie włożone w ocalenie miasta i Gildii. Traciła nad sobą kontrolę.
- Wróciliśmy, żeby was ratować – zebrała w sobie całą odwagę, zwracając się do obecnych. – Jedynie czarna magia mogła ich powstrzymać i wy również to wiecie! Ilu musiało ponieść śmierć, abyście zobaczyli prawdę? Kto z was zdecydowałby się na poświęcenie, którego dokonał Wielki Mistrz? Kto z was narażałby własne życie, przekładając los Gildii ponad siebie? Wysłaliście go na pewną śmierć, ze strachu przed wykonaniem tego osobiście. Zamiast przyznać się do błędu i okazać wdzięczność…
Przerwała czując czyjąś rękę na ramieniu. Uniosła rozgorączkowane spojrzenie i zatrzymała je na czarnych oczach Akkarina. Dostrzegła zawarte w nich ostrzeżenie, ale również ciche poparcie dla jej słów. Jednocześnie wiedziała, co chciał jej powiedzieć. Odkryła, że od wezbranych w niej emocji, jej ciało drżało ze złości. Zacisnęła zęby, by nie powiedzieć już nic więcej.
- Widzisz kogo z nas robią? Na tyle zdało się to wszystko? – wysłała rozżalona.
- Obrażenie ich na pewno nie pomoże – powiedział ledwo słyszalnie, rezygnując z komunikacji mentalnej.
Odszukała w jego oczach zrozumienie i przylgnęła do tego uczucia całą sobą. Jego bliskość wywołała w niej, stłumione przez rozpacz, pragnienie posiadania go obok siebie. Nie wiedzieć dlaczego, poczuła wzbierającą tęsknotę, a jej usta same ułożyły się do słów, które chciała mu powiedzieć.
- Zarządzam przerwę – ogłosił uroczyście Balkan.
Sonea rozejrzała się i ze zdumieniem odkryła, że są otoczeni przez grupkę sześciu Wojowników, obserwujących ich w napięciu. Pozwoliła więc im odeskortować się na miejsce, z dala od Akkarina i jego czarnych oczu. Serce waliło jej głośno w piersi. Same wspomnienia ich wygania oraz walki, były dla niej bolesne, a co dopiero mówienie o tym wszystkim na głos. Ze złością spojrzała na zebranych Magów. Nie mają pojęcia, co musieliśmy przeżyć, aby tutaj wrócić i ich wszystkich uratować… Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze z płuc, starając się uspokoić rozkołysane nerwy. Najbardziej krzywdzące wydawał się jej sposób, w jaki byli traktowani, niczym przestępcy, a nie jak ktoś, komu zawdzięcza się życie. Ile osób musiałoby jeszcze zginąć, aby zrozumieli, że Akkarin od samego początku mówił prawdę?
Po chwili na środek, z uniesioną dłonią, wyszedł Arcymistrz Wojowników.
- Koniec przerwy – powiedział donośnie. – Proszę o powrót na miejsca.
Starszyzna, która stała z boku i naradzała się nad werdyktem, skierowała się w ich stronę. Jeden z nich wystąpił przed szereg i podszedł do Mistrza Balkana, szepnął mu coś na ucho, po czym wrócił do pozostałych.
Sonea poczuła, że bolą ją zęby i ze zdziwieniem odkryła, że cały czas mocno zaciskała szczękę. Spróbowała się rozluźnić, jednak ponura mina Akkarina nie ułatwiła jej tego.
- Jak zginął Mistrz Dorrien? – padło pytanie.
Sonea zamarła, bojąc się otworzyć usta, w obawie, że nie wydobędzie się z nich żaden dźwięk, a Magowie uznają, że coś ukrywa, lub obmyśla kłamstwo. Posłała Akkarinowi błagalne spojrzenie.
- Mistrz Dorrien zjawił się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie – rzekł Akkarin, a Sonea poczuła ulgę, że nie musiała odpowiadać na to pytanie osobiście. – Został zabity przez Kariko, przy pomocy czarnej magii. Nie mogliśmy nic zrobić. Zostaliśmy ogłuszeni uderzeniem.
Na chwilę znowu zapanował chaos, gdy Magowie zaczęli szeptać między sobą. Sonea czuła wzbierające łzy. Akkarin przypomniał jej o tym, czego od paru dni unikała, jak ognia. Usłyszała nad sobą Mistrza Osena.
- Przepraszam Soneo, że musiałem o to zapytać – uśmiechnął się lekko. – I tak mamy świadka potwierdzającego wasze słowa, jednak z przyczyn formalnych, to pytanie musiało paść.
Dziewczyna posłała mu oburzone spojrzenie. Mają świadka, ale zadręczają ich, chociaż mogliby, i na pewno to zrobili, odczytać jego wspomnienia!
- Mistrz Balkan nalegał na przesłuchanie… - dodał ciszej.
- No tak, publiczne urąganie nam, na pewno sprawia mu przyjemność – odburknęła.
Wlepiła wzrok w Akkarina, przekazując mu, to, czego właśnie się dowiedziała. Odpowiedziała jej mieszanka irytacji z rozbawieniem.
- Co tak cię bawi? – zapytała drwiąco.
- Oni podjęli decyzję już dawno temu, Balkan po prostu urządza przedstawienie.
- Pragniemy ogłosić werdykt – rozległ się głos Wojownika. – Soneo.
Dziewczyna wystąpiła, patrząc posępnym wzrokiem - nie spodziewała się niczego dobrego.
- Decyzją Rady, pozwalamy Ci zostać w Gildii. Od dzisiaj przywdziejesz szaty Nowicjusza, jednak będą one koloru czarnego, dopóki nie ukończysz nauki. Możesz kontynuować samodzielnie, lub z czyjąś pomocą, jeśli zostanie ci ona udzielona przez któregoś z Magów. Nie wolno ci uczęszczać na normalne lekcje. Zamieszkasz na najwyższym piętrze Domu Nowicjuszy, a pokój wskaże ci twoja służąca, Viola.
Sonea otworzyła szeroko usta. Jednak zrozumieli, nie wyrzucają jej, może tutaj zostać. Na znak, że zrozumiała, potaknęła głową.
- Dziękuję, Mistrzu Balkanie.
- Akkarinie. – Mag w czerni wystąpił na środek, a Sonea zauważyła zadowolenie malujące się na jego twarzy. – Wspólnie uchwaliliśmy, że tracisz tytuł Wielkiego Mistrza oraz możliwość ubiegania się o reelekcję.
Akkarin wpatrywał się w niego niewzruszonym, mrocznym spojrzeniem.
- Zdecydowaliśmy, że od dzisiaj stajesz się Czarnym Magiem, jednak nie wolno ci praktykować zakazanej sztuki, jeśli nie zajdzie taka konieczność. Nie wolno tobie nikogo uczyć za jednym wyjątkiem. – Sonea poczuła, że jej serce podskakuje, zdecydowali się na coś takiego? – Twoje kontakty z Soneą i tak odbiegają od normalnych relacji pomiędzy mentorem, a Nowicjuszką. Gdybyśmy zakazali wam się komunikować, zapewne i tak odnaleźli byście na to sposób. Uznaliśmy, że bezpieczniej będzie pozwolić wam na jawne kontakty, kiedy tego chcecie. – Czuła, że pocą się jej dłonie i spojrzała na Akkarina, jednak jak zwykle nie zdradzał żadnych emocji.
– Jest jednak pewien warunek. Jeśli Czarny Mag Akkarin wyrazi taką chęć, może objąć nad tobą opiekę, nie w postaci mentora, jednak może zobowiązać się do twojej nauki. Jeśli taką chęć wyrazi, wasze spotkania mogą odbywać się jedynie w miejscach publicznych. Wszelkie prywatne zejścia są wam zakazane. Bez pozwolenia nie wolno wam również opuszczać murów Gildii.
Sonea czuła jak jej serce wali jak oszalałe. Nie mogła oderwać wzroku od twarzy Akkarina, którego kącik ust uniósł się lekko do góry. Dostali tak wiele, nie mogła w to uwierzyć. Czyżby Magowie rzeczywiście poszli po rozum do głowy?
- Uznaliśmy także, że jesteśmy wam winni podziękowania za ocalenie Gildii i miasta. W podziękę Czarny Mag otrzyma własną rezydencję Czarnych Magów
Miała wrażenie, że to tylko zbyt piękny sen.
- Czarny Mag Akkarin zaproponował wcześniej rozważenie nauki czarnej magii. Na razie uważamy to za zbyt drastyczne kroki, jednak rozważymy je i zadecydujemy na ten temat na zwołanym w tym celu Posiedzeniu. Na jutro zwołuję zebranie, na którym uzgodnimy kwestie administracyjne. Tymczasem zamykam to Przesłuchanie, a wszystkie zapadłe na nim decyzję uważam za obowiązujące od tej chwili.
Rozległ się dźwięk gongu i Magowie powoli zaczęli opuszczać salę. Sonea stała jak zamurowana. Wojownicy, którzy do tej pory stali przy jej boku, zniknęli. Powoli układała w głowie to, co przed chwilą się wydarzyło - byli wolni, do pewnego stopnia. Nikt nie zabroni im się spotykać. Oderwała wzrok od swoich butów, w które wpatrywała się od dłuższego czasu. Uniosła wzrok i wzdrygnęła się, gdy przed sobą ujrzała twarz Akkarina. Wpatrywał się w nią z nieskrywaną radością.
- Ja również się tego nie spodziewałem – powiedział posyłając jej półuśmiech.
Odpowiedziała mu szerokim uśmiechem. W końcu poczuła odrobinę szczęścia, rozpalające jej serce maleńką iskierką.
- Tak więc, moja nie do końca nowicjuszko, od czego zaczniemy? – jego dłoń delikatnie zetknęła się z jej.
