"Pomoc"
Jej kroki odbijały się echem po korytarzu Uniwersytetu. Księgi, które zostawił jej wczoraj Akkarin zostały spisane tak skomplikowanym i starym językiem, że Sonea z trudem przebrnęła przez pierwszy rozdział. W końcu poddała się i postanowiła poprosić o pomoc jednego z Magów, zajmujących się historią Gildii, w nadziei, że wytłumaczy jej chociaż część tekstu. Nie mogła brać udziału w regularnych zajęciach dla Nowicjuszy, ale miała prawo poprosić o indywidualną pomoc. Poczuła lekkie uderzenie gniewu, kiedy Mistrz Marid, słysząc jej prośbę, zaczął wymyślać najróżniejsze wymówki.
- Soneo, bardzo mi przykro… - mówił, jąkając się. – Przykro mi, ale mam coś pilnego do załatwienia.
Kiedy nie spuszczała z niego natarczywego spojrzenia, zaczął sprzątać swoje biurko.
- M-m-może innym razem, naprawdę – wydukał upuszczając książkę.
Wtedy zrobiło się jej żal starszego Maga. Z drugiej strony poczuła ukłucie smutku, Mistrz Marid bał się jej i nie podlegało to dyskusji.
Wciąż rozżalona, zmierzała do Biblioteki, chcąc znaleźć tam coś o podobnej tematyce, jednak w przystępniejszym języku. Westchnęła. Poradzę sobie sama, jak zawsze.
Podniosła wzrok i poczuła, jak jej ciało zalewa fala chłodu. Stał razem z Administratorem i Mistrzem Jerrikiem nieopodal wejścia do Biblioteki. Całe szczęście był odwrócony do niej tyłem i nie mógł zobaczyć jej twarzy, którą oblała purpura, na wspomnienie poprzedniego wieczora. Miotały nią sprzeczne emocje, nad którymi z trudem panowała. Miała zamiar z nim porozmawiać, jednak nie była przygotowana na tak wczesną konfrontację.
Czym prędzej zawróciła i przywarła plecami do ściany tuż za rogiem. Jej oddech był przyspieszony, a echo bicia swojego serca czuła w każdej komórce ciała. Wzięła parę głębokich oddechów i zebrała w sobie odwagę na stawienia mu czoła. Ruszyła przed siebie i kiedy wyszła zza zakrętu, ogarnęła ją ulga.
Nie było go tam. Zadowolona weszła do biblioteki, skinęła Tyii na powitanie i zagłębiła się miedzy regały, szukając tych zawierających księgi o tematyce wojennej. Po paru minutach, zanim zdążyło ogarnąć ją znużenie, znalazła to, czego chciała. Przykucnęła i przekrzywiła głowę, tak, aby ułatwić sobie czytanie tytułów zapisanych na wierzchach.
Jej usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu, kiedy zatrzymała palec na jednej z opraw i postukała w nią kilkakrotnie. Już chciała wyciągnąć swoją zdobycz, gdy nad jej skuloną postacią rozciągnął się cień. Zesztywniała i powoli podniosła wzrok.
Powitały ją czarne oczy i mroczny półuśmiech. Zerwała się na równe nogi i cofnęła o krok. Akkarin uniósł brwi w zdziwieniu. Sonea opuściła wzrok na swoje stopy i mocniej zacisnęła palce na fałdach szaty, starając się ukryć ich drżenie. Wykonała kolejny krok, torując sobie drogę ucieczki.
- Soneo? – w jego głosie usłyszała rozbawienie, które tylko wzmogło w niej gniew.
Nie chciała jeszcze z nim rozmawiać, nie była gotowa i bała się, że jak tylko otworzy usta, nie zdoła utrzymać emocji na wodzy. Potrzebowała więcej czasu na ochłonięcie i pozbieranie myśli.
Kolejny krok w tył.
- Soneo? – z tonu zniknęło rozbawienie, w zamian za to rozpoznała zaniepokojenie. – Spójrz na mnie.
Tego na pewno nie mogła zrobić. W jej oczach czaiło się zbyt wiele złości, którą Akkarin na pewno by rozpoznał. Otworzyła usta, lecz po chwili je zamknęła. Jeszcze kilkanaście centymetrów i znajdzie się na główniej alejce. Czarny Mag wykonał ruch w jej kierunku. Sonea odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła w kierunku wyjścia. Po chwili marsz przeszedł w trucht. Zatrzymała się dopiero za drzwiami Uniwersytetu.
Uświadomiła sobie, że zostawiła w tej przeklętej bibliotece swój kuferek i zaklęła pod nosem. Ruszyła w kierunku ogrodów, pragnąć odrobiny samotności. Znalazła ławkę pośród krzaków róż, które jakimś cudem uniknęły zniszczenia i wyciągnęła się na niej.
Będąc czarno magiczną Nowicjuszką nie miała w zasadzie żadnych obowiązków. Kwestia zaliczenia egzaminów była wyłącznie jej osobistą decyzją, chociaż w głębi ducha czuła, że nie mogłaby pozostać wieczną studentką. Jej ciało ogarnęło znużenie, kiedy chwytała, ostatnie tego dnia, promienie słońca. Zamknęła oczy i pogrążyła się w myślach. Zastanawiała się, jak zacząć rozmowę z Akkarinem. A może lepiej w ogóle tego nie robić? Może mogłaby go dalej śledzić i samodzielnie odkryć, co przed nią ukrywał?
Jej rozmyślania przerwał cichy gwizd. Niechętnie otworzyła oczy i rozejrzała się. Dźwięk powtórzył się, więc dziewczyna wstała i podążyła w jego kierunku. Przeskoczyła nad niskim żywopłotem i wytężyła słuch.
- Kto tu jest? – zawołała.
- Cicho – usłyszała w odpowiedzi. Zza drzewa wyszedł ku niej niski chłopiec. Sonei wydało się, że już wcześniej widziała jego twarz. – Ty jesteś Sonea?
W zdziwieniu skinęła głową.
- Mam dla ciebie wiadomość – mówiąc to, wręczył jej niewielką, jasnobrązową kopertę z szorstkiego papieru.
Odwrócił się, by odejść.
- Czekaj – powiedziała. – Jak się tutaj dostałeś? Nie jesteś stąd. Jak udało ci się wejść na teren Gildii?
Chłopiec posłał jej rozbawione spojrzenie i wskazał ręką przed siebie.
- Spory kawał muru jest zawalony, nikt go nie pilnuje – odpowiedział, po czym skinął w jej kierunku głową i zniknął za drzewami.
Sonea zmrużyła oczy. Czy ta kobieta, z którą wczoraj spotkał się Akkarin, mogła się tamtędy potajemnie wślizgnąć? O ile nie była z Gildii…
Opuściła wzrok na kopertę. Jej usta wygięły się w mimowolnym uśmiechu, kiedy na papierze rozpoznała szkic małego gryzonia. Cery z pewnością niepokoił się brakiem jakichkolwiek wiadomości, jednak jak dotychczas nie była w stanie niepostrzeżenie wymknąć się do miasta. Zbyt wiele osób codziennie ją obserwowało. Być może nawet w tym momencie, pomyślała i błyskawicznie ukryła list w kieszeni szaty.
Siedziała na łóżku i gładziła w dłoniach kawałek papieru, przesuwając palcami po nierównym piśmie. Cery tak bardzo się zmienił. Z początku ciężko było przywyknąć do tego, że stał się jednym ze Złodziei, jednak im więcej o tym myślała, tym bardziej jej przyjaciel pasował do swojego zawodu. Niepozorny i sprytny, taki jaki powinien być najlepszy złodziej.
Usłyszała pukanie do drzwi i z myślami krążącymi wciąż wokół Cery'ego, podeszła i przekręciła klamkę. Jej oczom ukazała się twarz Akkarina. Otworzyła usta w szoku, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Był ostatnią osobą, której mogłaby się spodziewać. W końcu wszelkie prywatne spotkania zostały im zakazane.
- Mogę wejść? – zapytał zaglądając jej przez ramię.
- Co ty tu robisz? – wydusiła z siebie i zdała sobie sprawę, że jej głos zdradzał gniew.
Akkarin nie odpowiadał. Dziewczyna fuknęła, wyjrzała na korytarz i uznawszy, że nikt ich nie widział, wciągnęła go do środka, zatrzasnęła drzwi i okryła je barierą ochronną.
- No więc? – zapytała, krzyżując ramiona na piersi. – Nie wolno nam, łamiesz rozkazy Starszyzny.
- Razem je łamiemy – powiedział posyłając jej półuśmiech.
Sonea szybko odwróciła wzrok. Zapanowała cisza, w której czuła, jak jej się przyglądał.
- Zostawiłaś swoje rzeczy w bibliotece – odezwał się w końcu, robiąc krok w jej kierunku.
Gdy tylko znalazł się bliżej, cofnęła się.
- I z tego powodu postanowiłeś złamać zasady? – Wbiła w niego ostre jak brzytwa spojrzenie.
Akkarin przestał się uśmiechać i skrzyżował ramiona. Mimo, że jego twarz zamieniła się w nieprzenikalna maskę, Sonea dostrzegła jego zaskoczenie. Mężczyzna odwrócił się od niej i podszedł do biurka. Chwycił jedną ze spoczywających na blacie książek i zaczął obracać ją w dłoniach. Otworzył w miejscu, gdzie Sonea zatknęła zakładkę.
- Nie spodobała ci się? – zapytał.
Patrząc na niego spod zmrużonych powiek, zacisnęła usta i zadarła głowę. Starała się wyglądać na spokojną, jednak w środku, aż się kotłowało od złości. Akkarin odłożył książkę i zaczął się do niej zbliżać. Odsunęła się więc do tyłu, lecz po chwili jej plecy napotkały ścianę. Kiedy był już bardzo blisko poczuła, jak jej mięśnie napinają się.
- Soneo? – Zajrzał jej głęboko w oczy.
Zmusiła się, by wytrzymać jego napierające spojrzenie. Wtedy Akkarin podszedł jeszcze bliżej.
- Czy jest coś, o czym chciałabyś mi powiedzieć? – Jeszcze bardziej zmniejszył dzielący ich dystans.
Prychnęła. O to samo mogłabym zapytać ciebie. Pomyślała, odwracając wzrok.
- Nie – odparła słabym głosem. Jego bliskość mąciła jej w głowie, bo jednocześnie pragnęła, by się odsunął i żeby znalazł się jeszcze bliżej…
Zaśmiał się cicho.
- Odniosłem inne wrażenie.
Jego czarne szaty zetknęły się z jej własnymi. Poczuła jego dłoń na swoim biodrze, więc jeszcze mocniej przylgnęła ciałem do ściany. Spojrzała w górę, by ujrzeć obiecujący błysk jego czarnych oczu. Westchnęła, kiedy przyciągnął ją do siebie jednym, stanowczym ruchem. Wyczuła napięte mięśnie jego ciała i mocno bijące serce. Zapomniała o duszącym ją od środka gniewie. Zacisnęła palce wokół fałd szaty na jego piersi i zaczerpnęła głęboki oddech. Przesunęła dłonie trochę niżej, wzdłuż wyraźnie wyczuwalnych mięśni jego brzucha i poczuła, jak nieznane dotąd ciepło zalewa jej podbrzusze. Usłyszała, jak na moment wstrzymał oddech i zrobiłaby to samo, lecz wtedy Akkarin złapał ją za kark i Sonea rozchyliła usta w oczekiwaniu. Nie musiała długo czekać. Akkarin pocałował ją zachłannie, jakby pragnął tego od dawna. Zakręciło się jej w głowie.
Na moment znów znalazła się w tamtym opuszczonym domu w slumsach. Usta Akkarina smakowały dokładnie tak samo, lecz tym razem z jego pocałunków zniknęła tamta ostrożność i powściągliwość.
Wplótł palce w jej włosy. Sonea mruknęła zadowolona. Czuła palący jej ciało żar, mający ją strawić, jeśli nie odda się swojemu pragnieniu.
Akkarin złapał ją i bez wysiłku podniósł. Zrobił kilka kroków i Sonea objęła go udami, by nie spaść. Jednak wtedy poczuła pod plecami swoje łóżko i kolejna fala pożądania zalała jej ciało. Jego dłonie sprawnie wdarły się pod jej szatę i Sonea zadrżała, bo jeszcze nigdy wcześniej nie czuła go na swoim nagim ciele. Odszukała guzików jego szaty. Akkarin sprawnie rozpiął jej własną i nie odrywając od niej warg, zsunął z niej szatę, która z cichym szmerem pofrunęła na podłogę. A tuż za nią jej spodnie i podkoszulka.
Pragnienie mąciło jej zmysły, lecz spomiędzy zasnuwającej jej zdrowy rozsądek mgły, dał się słyszeć odległy szept: a co jeśli on próbuje jedynie odwrócić twoją uwagę?
Przed oczami mignęła jej sylwetka tamtej kobiety, a dalej ich złączone ze sobą dłonie. Nagle przestała czerpać przyjemność z pieszczących jej szyję warg i znieruchomiała. Akkarin musiał to wyczuć, bo przerwał całowanie krawędzi jej szczęki i nabrał do płuc głęboki oddech.
Gdy wciąż leżała nieruchomo, odsunął się i przyjrzał jej twarzy. Jego spojrzenie jednak z tęsknotą wciąż ześlizgiwało się na jej wargi. Sonea zebrała w sobie odwagę.
- Kim ona jest? – Jej oddech był nierówny, a głos zachrypnięty.
Akkarin zmarszczył brwi.
- Tylko nie mów, że nie wiesz, o kim mówię – syknęła, zaciskając zęby.
Czarny Mag usiadł.
- Skąd o tym wiesz? – zapytał, z trudem łapiąc powietrze.
Sonea spłonęła rumieńcem. Wstyd jej było, że ich śledziła, ale z drugiej strony, jeśli Akkarin miał coś na sumieniu, to on powinien się tłumaczyć.
- Byłam tam… nie przez przypadek – odpowiedziała. Wciąż leżała przed nim jedynie w bieliźnie i widziała, że Akkarin miał problemy z koncentracją.
- Śledziłaś mnie? – zapytał z niedowierzaniem.
- Nie do końca. Usłyszałam czyjeś kroki i po prostu… postanowiłam sprawdzić. Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? – ciągnęła dalej. – Kim jest ta kobieta?
Czarny Mag uniósł brwi i pochylił się nad nią.
- Czy ty jesteś…?
Odepchnęła go i usiadła, wbijając w niego oskarżycielskie spojrzenie.
- Kim ona jest? – zapytała nieco głośniej i gdy wciąż milczał, schyliła się po szatę.
Zatrzymała ją ręką Akkarina.
- Później ci opowiem – powiedział.
- Nie! – Odtrąciła jego dłoń.
Wyglądało na to, że Akkarin nie zamierzał powiedzieć jej prawdy na temat nieznajomej. Nie mogła uwierzyć, że tak łatwo pozwoliła mu sobą manipulować. Wstała, by założyć spodnie. Akkarin śledził ją spojrzeniem spod lekko zmarszczonych brwi. Nagle poruszył się i złapał ją za dłonie w chwili, w której zapinała sprzączkę paska.
- Nie gniewaj się. Wszystko ci opowiem - powiedział łagodnie.
Znieruchomiała i wbiła w niego wzrok. Akkarin przyglądał się jej z niemą prośbą w swoim ciemnych oczach i Soneę zaskoczyło to, że potrafił tak patrzeć. Przełknęła ślinę i odwróciła twarz, by ukryć to, jak bardzo w tej chwili na nią działał. Skrzyżowała ręce na piersi.
- To Sachakanka, niegroźna. Nie jest Ichani. Była w mieście jeszcze zanim zostało zaatakowane, nim zostaliśmy wygnani. Z początku nie wiedziałem o jej obecności, ale twój przyjaciel, Cery, nie potrafi ukrywać tajemnic. Sam mi o niej powiedział. Nie potrafił zdecydować, czy Savara stanowiła jakieś zagrożenie, tym bardziej, że w swojej profesjonalności pozwolił, by połączyło ich coś więcej, niż interesy.
Dziewczyna uniosła brwi w zdziwieniu. A więc Cery kogoś miał?
- Tak, Soneo. Przez jakiś czas pomagała mi w lokalizowaniu szpiegów. W czasie walk zniknęła i nie wiedziałem co się z nią stało. Ale teraz pojawiła się ponownie. Jej zdaniem, to nie koniec z Ichanimi. Twierdzi, że mogą wrócić, by spróbować ponownego ataku, gdy tylko odbudują siły – westchnął. – Mam swoje powody, aby jej ufać.
- Trzymałeś ją za ręce – burknęła cicho, wiedząc jak naiwnie to brzmiało. Nie mogła jednak powstrzymać, bo odkąd zobaczyła ich razem, nie dawało jej to spokoju.
- Podarowała mi trochę swojej mocy.
Nabrała do płuc drżący oddech i odważyła się na niego spojrzeć. Akkarin miał na ustach ten sam półuśmiech, który od dawna przyprawiał ją o przyjemny dreszcz na karku. W geście poddania, pozwoliła ramionom opaść wzdłuż ciała. Nie miała już żadnych powodów, by się na niego złościć, poza tym, że nie powiedział jej o tym od razu.
Akkarin wstał z łóżka i Sonea znów musiała zadrzeć lekko głowę, bo zatrzymał się tuż przed nią. Jego ciemne oczy wędrowały po jej twarzy w poszukiwaniu ostatnich śladów gniewu.
- Czy naprawdę pomyślałaś, że ja...? - zaczął, lecz przerwała mu gwałtownym zaciśnięciem warg.
- Masz do tego przecież pełne prawo. Nic cię nie zobowiązuje, by...
Tym razem to on jej przerwał, pochylając się nad nią i całując jej rozchylone usta. Zamarła z szeroko otwartymi oczami, lecz wtedy Akkarin znów otoczył ją ramionami i Sonea przymknęła powieki. Przylgnęła do niego, czując w sercu przyjemną ulgę. I kiedy kolejny raz zepchnął ją na łóżko, to ona pierwsza pozbawiła go ubrań.
Obudził ją szelest materiału. Kiedy uniosła powieki zobaczyła przed sobą Akkarina. Z błogością otuliła się szczelniej pościelą. Czarny Mag wychwycił jej ruch kątem oka. Na jego ustach pojawił się półuśmiech.
- Nie śpisz – mruknął i Sonea nie była pewna, czy w jego głosie usłyszała zadowolenie, czy irytację. – Muszę iść, mam jeszcze parę spraw do załatwienia, zanim zapadnie noc.
Noc? Było tak późno? Usiadła na łóżku, przyciskając kołdrę do piersi.
- Która godzina? – zapytała, lekko zaspanym głosem.
- Słońce już zaszło, ale zostało jeszcze kilka godzin dnia.
Sonea pokiwała głową. Nie była pewna, co powinna powiedzieć. Zapytać, kiedy znowu go zobaczy? Po tym, co się wydarzyło, nie była w stanie racjonalnie myśleć. Sięgnęła po swoją szatę, która spoczywała przy łóżku i szybko się ubrała. Kiedy wstawała, zauważyła, że Akkarin odwrócił wzrok.
- Nie zapomnij o naszej jutrzejszej lekcji – powiedział z lekkim uśmiechem, kiedy usiadła na łóżku i spod burzy rozczochranych włosów spojrzała na jego czarną postać.
Otworzyła usta w proteście. Nie miała wystarczająco dużo czasu na naukę, co więcej niewiele pojęła z ksiąg wręczonych jej przez Czarnego Maga.
- Soneo, bądź grzeczna – powiedział ostrzegawczym tonem. – Przyjdź jutro przygotowana, w przeciwnym wypadku będę zmuszony wymyślić dla ciebie jakąś karę.
Po tych słowach podszedł do niej i delikatnie ucałował jej rozchylone usta, szybko uciszając w niej jakąkolwiek chęć buntu.
Skierował się w stronę drzwi.
- Chciałbym jutro porozmawiać z tobą o czymś ważnym. Spotkamy się na Arenie.
Rozszerzyła oczy w zdziwieniu. Będą ćwiczyć? Poczuła iskierkę podniecenia, na samą myśl o walce z Akkarinem. Gorliwie pokiwała głową.
Czarny Mag otworzył drzwi i niepewnie rozejrzał się po korytarzu. Spojrzał na nią przez ramię.
- Do jutra.
- Do jutra… - wyszeptała, gdy zamknęły się za nim drzwi.
Opadła na łóżko z cichym westchnięciem. Gdy zamknęła oczy, wciąż czuła jego dłonie na swoim ciele i ciepło jego ust. Przeszedł ją dreszcz. Wiedziała, że z tą chwilą zmieniło się wszystko. Definitywnie pogrzebali iluzję Mentora i jego Nowicjuszki. Stali się kochankami z krwi i kości. Istniała nawet szansa, że Akkarin żywił wobec niej uczucia równie silne, jak jej własne.
Jej usta same wygięły się w uśmiechu, który jednak szybko znikł. Dotarło do niej, że gdyby ktoś się dowiedział… Wiedziała, że Gildia nie mogła pozwolić sobie na kolejny skandal. W ich oczach wciąż pozostawała zaledwie Nowicjuszką ze slumsów, a w najbardziej optymistycznej wersji niepełnoprawnym Magiem. Jej związek z Akkarinem nie zyskałby poparcia. Co więcej, z pewnością rozdzieliliby ich tak bardzo, jak tylko by się dało.
Postanowiła oderwać się od gorzkich myśli. Miała przecież w planach spotkanie z Cerym i chciała dotrzeć do niego przez sieć podziemnych korytarzy. Nie musiała opuszczać Domu Nowicjuszy, aby do nich wejść, więc nikt nie powinien zauważyć jej nieobecności.
Przebrała się z szat Nowicjusza w zwykłe bawełniane spodnie i białą zapinaną koszulę. Narzuciła na ramiona swój czarny płaszcz i najciszej jak to możliwe, wyszła na korytarz, zastanawiając się, na którym piętrze znajdowało się wejście do tuneli.
