"Nocne spotkanie"
Dotknął klamki drzwi prowadzących do gabinetu nowego Administratora, a te otworzyły się bezszelestnie. Chciał porozmawiać ze swoim nowym sprzymierzeńcem. Nie potrafił myśleć o nim, jako o przyjacielu. Fakt, od śmierci Lorlena, gdy Mistrz Osen został wybrany na stanowisko Administratora, Akkarin wiele czasu spędził w jego towarzystwie. Początkowo rozmowy toczyły się wokół tematu Ichanich, walki i odbudowy Gildii, jednak z czasem stały się bardziej osobiste. Czarny Mag z zadowoleniem odkrył, że nowy zarządca był bardzo podobny do Lorlena. Choć, w odróżnieniu od niego, marnował zdecydowanie mniejszą część swojego życia na papierkową robotę.
- Witaj Osenie – powitał Maga siedzącego za biurkiem, które niegdyś należało do jego jedynego przyjaciela.
Administrator zaczął się podnosić z zajętego przez siebie miejsca, jednak Akkarin powstrzymał go ruchem dłoni.
- Chciałbym z tobą porozmawiać o Sonei, to bardzo… - umilkł, gdy zauważył, że oczy jego rozmówcy rozszerzyły się w nieudolnie ukrytym ataku paniki.
Z cichym szelestem czarnych szat, obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzał na Maga siedzącego w fotelu pod ścianą.
- Wielki Mistrzu – rzekł czystym i pozbawionych emocji głosem. W rzeczywistości, okazywanie obojętności sprawiało mu wiele trudu.
Starszy Mag w białej szacie powoli wstał i skinął w jego kierunku. Przez chwilę biel i czerń toczyły ze sobą niemą walkę. W końcu Akkarin przełamał milczenie.
- Chciałbym porozmawiać z Administratorem Osenem, jeśli to nie problem.
- Ależ oczywiście, proszę – odezwał się Balkan po raz pierwszy.
Zapanowała kolejna minuta ciszy, podczas gdy Wielki Mistrz na powrót usadawiał się w swoim fotelu. Akkarin z niedowierzaniem uniósł jedną brew.
- Wielki Mistrzu, gdy mówiłem, że chciałbym pomówić z Mistrzem Osenem, miałem na myśli prywatną rozmowę – ostatnie słowa wypowiedział niemal przez zaciśnięte zęby.
Balkan splótł palce i oparł dłonie na wyraźnie wystającym brzuchu.
- Nie będę wam przeszkadzał – odparł słodkim głosem.
- Wielki Mistrzu… - wtrącił cicho Osen.
- Jako Wielki Mistrz, mam prawo wiedzieć o wszystkim, co się dzieje w Gildii. – Gdy odezwał się po raz kolejny, w jego głosie nie pozostała nawet nutka poprzedniej słodyczy. – Co więcej, jeśli dotyczy to Sonei, jestem jeszcze bardziej zainteresowany tym, co Czarny Mag ma nam do powiedzenia.
Akkarin zacisnął szczękę, starając się opanować gniew.
- Z całym szacunkiem, wolałbym odbyć tę rozmowę wyłącznie z Administratorem – rzekł spokojnie.
- Doprawdy? – warknął Balkan, pochylając się w jego kierunku.
- Sonea poprosiła mnie o tę rozmowę i ma ona charakter osobisty – skłamał. Sonea o nic go nie prosiła, podejrzewał nawet, że gdyby wiedziała, zezłościłoby ją to.
Wielki Mistrz prychnął, po czym wstał.
- Od kiedy to magowie załatwiają prywatne sprawy nowicjuszy? - syknął jadowicie przez zaciśnięte zęby.
- Od kiedy jestem jedynym, który zgadza się jej pomagać – warknął i wbił w Balkana chłodne spojrzenie.
Zbiło go to z tropu. Przez chwilę stał w miejscu, mrugając szybko. Otrząsnął się jednak i skrzyżował ręce na piersi. Ze słowami dezaprobaty i wysoko uniesioną głową, skierował się w stronę drzwi. Zanim dotknął klamki, odwrócił się w jego stronę.
- Ach, Czarny Magu, zechciałbym ci przypomnieć, co grozi za nieodpowiednie kontakty z uczniami – uśmiechnął się złośliwie. Po tych słowach opuścił pokój.
Akkarin jeszcze przez moment wpatrywał się w drzwi, po czym zajął miejsce naprzeciwko Osena.
- Nie powinieneś go tak prowokować.
- Kto tu kogo prowokuje? – zadrwił Akkarin.
Administrator oparł się o blat biurka.
- To o czym chciałeś ze mną rozmawiać? – zapytał pogodnie.
- O Sonei – powiedział Akkarin marszcząc brwi.
Minął tydzień od semestralnych egzaminów i od tego czasu, Sonea unikała wychodzenia ze swojego pokoju. Jeśli już zdecydowała się opuścić mury Domu Nowicjuszy, znikała w krętych alejkach ogrodów, lub ukrywała się nieopodal strumienia, nad którym Akkarin opowiedział jej niegdyś swoją historię. Pytana o to przez niego, odpowiadała, że nie odczuwała potrzeby przebywania pomiędzy ludźmi, którzy jej nienawidzili. Spędzało mu sen z powiek. Sonea była potrzeba zarówno jemu, jak i Gildii, nawet, jeśli nie zdawała sobie z tego sprawy. Zauważył, że gdy tylko dziewczyna czuła się odrobinę potrzebna, jej twarz nabierała rumieńców, a ona sama wykazywała większą chęć do życia. Ostatnio, gdy powiedziała mu o swoim pomyśle z biblioteką w Elyne, a on go zaakceptował, jej twarz rozjaśnił promienny uśmiech. Wysłali list do Ambasadora Dannyla, w nadziei, że będzie w stanie im pomóc. Wiedzieli jednak, że statek powróci najwcześniej za dwa tygodnie.
Westchnęła głośno i odgarnęła z czoła niesforne kosmyki.
- Nie wiem, jak to zrobić! – krzyknęła z frustracją.
Akkarin stał naprzeciwko z wyciągniętą w jej kierunku dłonią. On również wydawał się zmęczony bezowocnym treningiem. Wyprostował się.
- Jeszcze raz – polecił.
Od godziny bezskutecznie próbowali przekazać sobie moc bez kontaktu fizycznego. Akkarin uznał, że element z ręką może być pomocny, dopóki nie opanują jakichkolwiek postaw, lecz jak na razie, nic na to nie wskazywało. Sonea była rozdrażniona i znużona ciągłymi porażkami. Nie był to ich pierwszy trening i w tej chwili pragnęła, aby ten okazał się ostatnim.
- Dalej – powiedział rozkazująco.
- Nie wiem, co mam robić! – wykrzyknęła, czując opuszczające ją resztki cierpliwości.
- Skoncentruj się.
Sonea mruknęła jedynie w odpowiedzi i również wyciągnęła w jego kierunku rękę. Zaczęli od odległości kilkunastu centymetrów, lecz i tak nie potrafili opanować i wychwycić mocy z cząsteczek powietrza.
- Nawet jej nie czuję, gdyby chociaż miała kolor, czy zapach! – warknęła, prostując się.
Minęła Akkarina i schyliła się po swój płaszcz, leżący na ławkach wokół Areny. Dni stały się niemal mroźne, więc szczelnie otuliła się grubym materiałem. Usłyszała za plecami ciche korki i poczuła dotyk dłoni na plecach.
- W końcu się uda – powiedział niski głos.
Odwróciła się w jego kierunku gwałtownie.
- Nie sądzisz, że i tak nikt nie dba o nasze wysiłki? – zapytała z furią.
Jego wzrok momentalnie pociemniał i Sonea wiedziała, że jej uwagi i tak były bezcelowe. Akkarin nie podzielał jej zdania. Zirytowana odwróciła się od niego i odeszła w kierunku cmentarza.
Starała się przychodzić tu przynajmniej raz w tygodniu. Automatycznie skierowała się ku jednemu z wielu identycznych nagrobków. Szybkim ruchem dłoni starła świeżo opadnięte liście. Pogładziła imię, wyryte w białym kamieniu i natychmiast przygryzła dolną wargę.
Wciąż ciężko było jej stawać na grobem Dorriena i hamować płacz. Wiedziała, że Uzdrowiciel nie chciałby widzieć jej we łzach. Wyciągnęła z kieszeni płaszcza małą świecę, nałożyła na nią barierę, mającą chronić ją przed deszczem i wiatrem, i przy użyciu niewielkiej ilości energii rozpaliła płomień. Przed płytą nagrobka ułożyła takżę gałązkę ciemnozielonego igliwia, symbolizującą wieczną pamięć.
- Nie doszłoby do tego, gdybym cię ostrzegła – wydusiła i szybko starła samotną łzę.
Od momentu, w którym Kariko skradł jej przyjacielowi życiodajną energię, nie przestała czuć się odpowiedzialna za jego śmierć. Dlaczego nie skontaktowała się z nim i nie ostrzegła przed tym, co planowali zrobić z Akkarinem? Mogła się przecież domyślić, że Dorrien pojawi się na Arenie, prędzej, czy później. Przez większość nocy nawiedzały ją koszmary, nie pozwalając odpędzić od siebie przerażających obrazów, czyhających w mrocznych zakamarkach jej myśli.
Nabrała w płuca mroźne powietrze, odetchnęła ciężko i usiadła na piętach.
- Ciotka zawsze powtarzała, że zmarli słyszą, co się do nich mówi. Przypominała mi o tym, kiedy tęskniłam za mamą i nie mogłam spać.
Zacisnęła powieki, aby upewnić się, że obraz Dorriena, wyryty w jej pamięci, był wciąż wyraźny. Z łatwością dostrzegła radosne iskierki w jego błękitnych oczach i przyjemny uśmiech, kojący jej serce.
- Tęsknie za tobą – wyszeptała. – Nie wiem, jak długo jeszcze tu wytrzymam.
Wbiła paznokcie w zmarzniętą ziemię i pozwoliła łzom wypłynąć spod swojej codziennej maski.
- Nigdy nie miałam tutaj przyjaciół. Ale teraz… Teraz nie pozostał mi nikt prócz twojego ojca i Akkarina. Dla reszty mogłabym przestać istnieć. Musiałbyś widzieć, jak na mnie patrzą, jak odwracają się ode mnie i szepczą między sobą. Boją się mnie, a jednocześnie nienawidzą.
Pociągnęła głośno nosem.
- A Akkarin? Widzę, jak wymyka się wieczorami z Gildii. Wiem, że coś przede mną ukrywa. Myśli, że niczego się nie domyślam, ale ja wiem. Jeśli on także mi nie ufa, dlaczego miałabym ufać jemu?
Szybko starła z twarzy łzy. Beksa. Pomyślała, karcąc się za swoją słabość. Na dodatek zbzikowałaś, gadasz do kamienia. Wstała i strzepnęła z kolan resztki ziemi.
Wyznanie tych słów i przyznanie się przed sobą do własnych słabości w niej uśpioną Soneę. Sprytną, przebiegłą dziewczynę ze slumsów. Skoro Akkarin nie chciał ujawnić przed nią swoich sekretów, nie pozostawało jej nic innego, jak wyciągnąć je od niego samodzielnie. Potrzebowała jedynie odpowiedniej mieszanki kobiecego wdzięku, wina i wyrachowania. Lewy kącik jej ust zadrżał, gdy obmyślała swój plan. Ostatni spojrzała na biały nagrobek i odrzuciła na bok ostatni niesforny, żółty liść.
Wygładziła szatę po raz setny tego wieczora, podeszła do drzwi i otworzyła je ostrożnie w obawie, że zaskrzypią. Zobaczyła Akkarina. Odkąd odnaleźli przejście do tuneli na jej piętrze, Akkarin mógł z większą swobodą odwiedzać ją w Domu Nowicjuszy. Od kilku dni Czarny Mag unikał spotkań, tłumacząc się ilością pracy i choć w głębi ducha Sonea wiedziała, że kłamał, nie komentowała niczego. W końcu, po niemal tygodniu od ich ostatniego spotkania na Arenie, Akkarin oznajmił, że odwiedzi ją wieczorem, aby porozmawiać o czymś ważnym.
Zauważyła jego podkrążone oczy i widoczne zmęczenie w jego sylwetce, kiedy wszedł do pokoju. Omiótł wzrokiem małe pomieszczenie, aż w końcu utkwił w niej czarne spojrzenie.
- Wyglądasz na zmęczonego. Administrator przysypuje cię pracą? – zapytała uśmiechając się i podchodząc do niego bliżej.
Mężczyzna zmarszczył brwi. Po chwili przytaknął.
- Tak – odpowiedział, po czym wyminął ją płynnym ruchem i usiadł na łóżku. – Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać, Soneo.
Dziewczyna zadrżała. Zawsze, gdy Akkarin zaczynał mowić tym tonem, bała się, że usłyszy coś, czego słyszeć nie chciała. Wiedziała, że musiała przystąpić do działania, zanim Akkarin powie za dużo. Czuła ogromne zdenerwowanie. Nie potrafiła uwodzić mężczyzn, nie posiadała żadnego doświadczenia. Na dodatek pomiędzy nią a Akkarinem tylko raz doszło do intymnego zbliżenia i bała się, jakby miał to być jej kolejny pierwszy raz. Wtedy wszystko potoczyło się tak szybko, że nie zdążyła się nad tym zastanowić, jednak teraz każdy fragment jej intrygi został precyzyjnie przemyślany.
- Myślę, że rozmowa będzie mogła zaczekać, jeśli powiem ci, że jestem w posiadaniu butelki twojego ulubionego wina – wymruczała słodko, jednak jej głos lekko drżał.
Akkarin zmrużył oczy, a po chwili na jego ustach pojawił się półuśmiech.
- Dla ciemnego anuren, wszystko może zaczekać – zaśmiał się miękko, a Sonea poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż jej kręgosłupa.
Wyciągnęła z szafy wino. Używając magii, odkorkowała butelkę i rozlała krwisty płyn do kieliszków. Podała jeden Akkarinowi i usiadła obok, sącząc słodki trunek. Zapach i smak ciemnego anuren przywodził jej na myśli Rezydencję Wielkiego Mistrza i obiady, które jadali wspólnie. Uśmiechnęła się do swoich wspomnień i spojrzała na siedzącego obok niej mężczyznę.
Akkarin wydawał się zamyślony, ale w miarę jak opróżnili całą butelkę, z jego czoła znikły zmarszczki a wzrok nie był już tak czujny. Początkowo rozmawiali o treningach i potencjalnych sposobach opanowania techniki, którą ćwiczyli od tygodni, i tym sposobem z każdą minutą, alkohol płynący w jej żyłach, budował w niej pewność siebie.
- Myślisz czasem o ucieczce z Gidli? Z Imardinu? – zapytała, nim zdążyła powstrzymać wirujące myśli.
Siedząc obok niego poczuła, jak wszystkie jego mięśnie spięły się w gotowości. Zachciało jej się śmiać.
- Co? – zapytał w niedowierzaniu. – Nie, nie sądzę, aby to było możliwe – dodał szybko, zacierając wszelkie ślady zaskoczenia w swoim głosie.
- Bo ja tak. – Utkwiła w nim lekko zamglone spojrzenie. To przez to wino. – Myślę czasem o tym, że mogłabym upozorować swoją śmierć i zniknąć z tego przeklętego miejsca.
Parsknęła cicho. Nie potrafiła pohamować nadciągającej fali rozbawienia. Wyobraźnia podsuwała jej coraz to niedorzeczniejsze scenariusze, w których nabierała Gildię, co do swojej śmierci. Na dodatek, uczucie to spotęgował widok całkiem wyraźnego zaskoczenia w oczach Akkarina.
- Mam nadzieję, że to tylko żarty – powiedział po chwili Akkarin, odstawiając pusty już kieliszek. Spojrzał na nią chłodno.
- A może nie? – zapytała, dławiąc się śmiechem.
Z jeszcze większym rozbawieniem odnotowała, że pierwszy raz w życiu była pijana. Zdecydowanie wypiła za dużo wina. Jej myśli stały się miękką, ciepłą i wirującą mieszanką obrazów i dźwięków. Czuła się lekko i wesoło, a problemy rozwiały się.
- Moglibyśmy razem zniknąć gdzieś daleko – powiedziała patrząc na niego badawczo.
Akkarin szybkim ruchem ujął jej podbródek i wbił w nią czarne spojrzenie, jakby chciał ją przestraszyć, ale Sonea jedynie kolejny raz prychnęła śmiechem.
- Nie możemy opuścić Gildii – mówił tonem dawnego Wielkiego Mistrza. Śledziła jego poruszające się wargi, zupełnie nie zwracając uwagi na płynące z nich słowa. – Więc opuśćmy ten świat fantazji i skupmy się na...
Nim zdołał dokończyć zdanie, pocałowała go.
Mruknęła z zadowoleniem. Jego wargi były tak samo miękkie i ciepłe, jak je zapamiętała. Smakowały winem. Akkarin położył dłonie na jej barkach i przez moment pomyślała, że będzie chciał ją odepchnąć, więc pogłębiła pocałunek. Z jego ust dało się słyszeć ciche warknięcie. Sonea nie potrafiła określić, czy oznaczało ono protest czy aprobatę. Zapomniała o misternie przygotowanym planie. Naparła na niego ciężarem swojego ciała i przewróciła na łóżko. Jego dłonie przesunęły się ku podstawy jej kręgosłupa.
Wyszeptała jego imię. Zacieśnił uścisk wokół jej tali, mocniej przyciskając ją do siebie. Obawy, że ją odtrąci, opuściły ją z chwilą, w której poczuła jak bardzo gotowy był na to, co pragnęła z nim zrobić. Jego gorący oddech zadrżał na jej szyi, gdy wymruczał jej imię. A brzmiało ono tak, jakby właśnie przechodził najgorsze tortury swojego życia.
- Soneo...
Jego głos zawibrował w całym jej ciele, drażniący najintymniejsze zakamarki jej duszy. Słyszała je przecież tyle razy, lecz teraz zdawało się, że było jak rozkaz, któremu musiała natychmiast się poddać. Nie potrafiła dłużej kontrolować pożądania. Zalała go falą obrazów podsyłanych przez wyobraźnie i gdy ponownie go pocałowała, poczuła jak kąciki jego ust rozciągają się w delikatnym uśmiechu.
Obudziła się z okropnym bólem głowy. Jęknęła i posłała w swoje ciało falę uzdrawiającej mocy. Przysięgła sobie nigdy więcej nie pić wina. Zdała sobie sprawę, że leżała przytulona twarzą do ciepłej, nagiej skóry. Uśmiechnęła się do siebie. Nie otwierała oczu, pragnąc czuć jego zapach, słyszeć cichy szmer jego oddechu i delektować się tym stanem w nieskończoność. W końcu jednak powoli otworzyła jedno oko.
Akkarin leżał z twarzą zwróconą w jej kierunku i oddychał spokojnie. Jedną ręką trzymał ją za biodro, jakby obawiał się, że wymknie mu się podczas snu. Promień wschodzącego słońca, który wślizgnął się do pokoju przez szparę w zasłonach, rozświetlił na jego nagim przedramieniu dziesiątki małych blizn.
Wstrzymała oddech, po części zachwycona widokiem jego śpiącej, spokojnej twarzy, a po części onieśmielona intymnością całej sytuacji. W końcu odważyła się drgnąć i opuszkami palców dotknęła cienkich włosków na jego przedramieniu. Gdy nie zareagował, z czułością ułożyła dłoń na jego policzku. Westchnął.
Sonea zamknęła oczy. Jej serce zalało gorące uczucie bezgranicznej miłości.
Jak mogła jeszcze wczoraj być na tyle zdesperowana, by chcieć uwieść go, zaciągnąć do łóżka, a następnie odczytać jego myśli, gdy będzie spał? Poczuła ukłucie winy. Wykorzystałaby zaufanie, którym ją obdarzył, zasypiając obok niej i nie chroniąc się w żaden sposób magią. Doskonale pamiętała pewne zdarzenie podczas wygnania. Próbowała zbudzić go z koszmaru, lecz gdy tylko jej dłoń dotknęła jego ramienia, została oparzona w kontakcie z ochronną tarczą. Teraz leżał obok niej zupełnie bezbronny.
Fakt, Akkarin coś przed nią ukrywał. To jednak nie powód, by postępować w tak niegodziwy sposób. Powinna była zrozumieć, że Akkarin od zawsze był skryty, i nigdy nie mówił jej za dużo. W głębi ducha ożywiła w sobie nadzieję, że koniec końców, Akkarin zacznie zdradzać jej więcej swoich spraw. Na pewno nie zasłuży sobie na to, podstępnie wkradając się do jego umysłu. Była w stanie zaakceptować to, że być może nigdy nie pozna go tak dobrze, jakby tego chciała. Po raz ostatni uniosła powieki, by spojrzeć na jego pogrążoną we śnie twarz, po czym na powrót ułożyła głowę na jego piersi. Zanim została porwana przez nagłą falę senności, przypomniała sobie, że Akkarin chciał z nią o czymś porozmawiać. Obiecała sobie, że zapyta go o to później.
