"Nowy dom"

Światło latarni skrywało jej twarz, gdy szedł w jej kierunku. Nie mógł jej widzieć, wkroczyła więc w jaśniejący na ziemi krąg. Dostrzegł ją i przyspieszył. Zbliżył się i już chciała się do niego uśmiechnąć, gdy zauważyła grymas na jego twarzy. Posłała mu zdumione spojrzenie. Skrzywił się jeszcze bardziej i cofnął o krok. Podążyła za jego wzrokiem i spojrzała w dół. Zobaczyła siebie i swój wystający spod szat brzuch.

- Mówiłem, że cię zostawi – powiedział.

Obudziła się zlana zimnym potem. Jęknęła i mocniej zacisnęła powieki. Nawet sny przypominały jej o bezlitosnej rzeczywistości. Gdy przywołała do siebie twarz Dorriena, który patrzył na nią z nieskrywaną pogardą, poczuła nieprzyjemne ukłucie w dole brzucha. Jak długo jeszcze będzie pojawiał się w jej głowie?

Odrzuciła na bok kołdrę i usiadła na łóżku. Wpatrywała się w swoje stopy, zastanawiając się, czy jeśli dziś nie postawi ich na ziemi i spędzi cały dzień zwinięta w kłębek, najbliższe kilkanaście godzin będzie łatwiejsze do przetrwania. Czekało ją nieprzyjemne śniadanie w towarzystwie wrogo nastawionych Magów i niewątpliwie spotkanie z Akkarinem, zaniepokojonym jej wczorajszym dziwnym zachowaniem. Mogłaby wejść w rolę i udawać chorą chociaż przez jeszcze jeden dzień.

Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Przez głowę przebiegła jej myśl, że to z pewnością Czarny Mag, jednak odrzuciła ten pomysł. Akkarin nie zjawiał się nigdy tak wcześnie, szczególnie, gdy mógł zostać zauważony.

Zsunęła się na ziemię i podeszła do drzwi. Otworzyła je w zamyśleniu i poczuła zimny dreszcz na karku.

- Witaj Soneo – powiedział Regin.

Co on tu robi?! Pomyślała i w panice zdała sobie sprawę, że stała przed swoim największym szkolnym wrogiem w samej koszuli nocnej. Odruchowo otoczyła się ramionami.

- Witaj – odpowiedziała patrząc na niego podejrzliwie.

Regin zmierzył ją wzrokiem i zmieszał się na widok jej stroju.

- Nie sądziłem, że jeszcze nie wstałaś – wytłumaczył. – Pomyślałem, że cię to zainteresuje…

Sonea uniosła brwi.

- Są wyniki egzaminów. Właśnie wybieram się pod salę – zaczął w pośpiechu, widząc nieufność wymalowaną na jej twarzy. – Zechciałabyś mi towarzyszyć?

Sonea osłupiała. Dopiero po kilku chwilach zdała sobie sprawę, że wpatrywała się w niego z lekko otwartymi ustami, więc szybko je zamknęła. Najpierw pomoc podczas całej sytuacji z Marinem, a teraz to? Miała ochotę się uszczypnąć, lecz wtedy musiałaby oderwać ręce od ciała, co byłoby zbyt krępujące.

Wymownym spojrzeniem objęła swoją sylwetkę i utkwiła wzrok w swoich bosych stopach.

- Mogę na ciebie poczekać, jeśli się zgodzisz – dodał naprędce Regin.

Czy on się czerwienił?

- Daj mi moment – wydukała i zniknęła za drzwiami.

Gdy po paru minutach opuszczała swój pokój, spodziewała się zastać jedynie pusty korytarz, jednak on wciąż tam był, czekając na nią.

Nie odezwali się do siebie słowem przez całą drogę, która dzieliła ich do budynku Uniwersytetu. Sonea czuła się skrępowana i zbita z tropu. Nie rozumiała nic z zachowania Regina. Zamiast denerwować się wynikami egzaminów, jej myśli krążył wokół niego, zbliżającej się konfrontacji z Akkarinem i przede wszystkim kiełkującego w niej nowego życia. Poczuła kolejna falę strachu. Stała sama na placu boju, zagubiona i przerażona.

Pod drzwiami sali wykładowej było hucznie od rozmów i duszno. Regin ruszył przodem, torując im przejście, a ona podążyła za jego plecami. Nie umknęły jej uwadze zszokowane spojrzenia jej byłych prześladowców, gdy pojawiła się w towarzystwie ich dawnego przywódcy.

Dotarli do tablicy, na której zawieszono listy z wynikami. Stanęła na palcach, by cokolwiek zobaczyć i wtedy go dostrzegła.

Stał oparty o ścianę, oddalony od zgiełku panującego pod salą, i przyglądał jej się uważnie. W jego oczach dostrzegła błysk i poczuła, jak strach więzi ją w miejscu. Na pewno dostrzegł jej reakcję i zmarszczył brwi. Ktoś poklepał ją po plecach.

- Gratuluję Soneo! – zawołał Regin.

- Co się stało? – zapytała, odrywając wzrok od czarnej postaci pod ścianą.

- Napisałaś egzamin z uzdrawiania najlepiej na całym roku! Prawie sto punktów!

Zaskoczona, przecisnęła się między dwoma rosłymi mężczyznami, blokującymi jej drogę i spojrzała na listę. Rzeczywiście, jej imię widniało na samej górze. Była najlepsza.

Radość i satysfakcja eksplodowały zdwojona siłą, gdy zauważyła, że pozostałe dwa testy napisała również powyżej swoich oczekiwań, była w pierwszej piętnastce.

Regin wyprowadził ją z tłumu. Gdy oddalili się wystarczająco, by słyszeć własne słowa, Sonea rozejrzała się w poszukiwaniu Czarnego Maga, jednak ten jakby rozpłynął się w powietrzu.

- Jak ci poszła reszta egzaminów? – zapytał Regin, kierując kroki w stronę wyjścia.

- Dobrze – odpowiedziała. – Lepiej, niż myślałam. A tobie?

Młody mężczyzna speszył się słysząc to pytanie.

- Cóż, nie jestem tak dobry z uzdrawiania, jak ty, zaledwie sześćdziesiąt osiem punktów. Za to ze sztuk wojennych uzyskałem trzeci wynik.

- To świetnie! Gratuluję! – powiedziała, posyłając mu szczery uśmiech. – Cieszę się, że to już koniec.

- Ja również, to był wyjątkowo męczący miesiąc.

Nie do wiary, gawędzę ze swoich największym wrogiem.

Wymieniali się przeżyciami związanymi z nauką do późna, trudnością w rozszyfrowaniu książek i najtrudniejszymi pytaniami na egzaminie. Poczuła się nieco swobodniej w jego towarzystwie, chociaż podświadomie pozostawała nieufna i ostrożna.

Nim zdołała się zorientować, dotarli do ogrodów. Dzień był słoneczny i mroźny. Zatrzymała się, skierowała twarz ku słońcu i przymknęła powieki. Przez chwilę chłonęła zapach otaczającego ją świata. Poczuła przyjemne ukłucia chłodu na policzkach.

Niechętnie otworzyła oczy i zauważyła, że Regin jej się przyglądał.

- A więc Soneo, z kim wybierasz się na bal inauguracyjny?


Trzy tygodnie później...

Nie znosiła odwilży. Podciągnęła wyżej czarną szatę, by uniknąć jej kompletnego przemoczenia. Butów i tak nie zdoła ochronić przez wchłonięciem śnieżnej brei.

Z ulgą dotarła do schodów prowadzących do Uniwersytetu i tupnęła kilkakrotnie, by pozbyć się brązowego błota z podeszw. Szybkim krokiem wdrapała się na górę.

Zapukała do drzwi. Te otworzyły z lekkim skrzypnięciem.

- Dobry wieczór, Administratorze.

- Dobry wieczór, Czarny Magu – odpowiedział jej.

Skrzywiła się na dźwięk tych słów. Nie zdołała jeszcze przywyknąć to tego, kim się stała.

Usłyszała szelest szat za sobą, więc obróciła się szybko.

- Akkarin!

- Witaj Soneo – półuśmiech pojawił się na jego ustach.

Nie widziała go od dwóch tygodni. Tuż po balu, Akkarin został zmuszony do opuszczeni Gildii. Rozmawiała z nim w trakcie zabawy, na zewnątrz Sali Wieczornej. Mróz sprawiał, że w swojej olśniewającej sukni, drżała na całym ciele.

W tle dobiegały odgłosy muzyki, śmiechu i rozmów.

- Wyjechać, dokąd? – spytała.

- Nigdzie daleko. Na królewski dwór – odparł. Wyciągnął dłoń i musnął jej policzek. – Będę blisko, gdybyś mnie potrzebowała.

Chwyciła jego rękę, chcąc jak najdłużej zatrzymać na sobie jego dotyk.

- Wolałbym jednak, żeby tak się nie stało. To poważna sprawa – dodał.

Przytaknęła, sygnalizując, że zrozumiała.

- Jak bardzo poważna?

- Chodzi o czarną magię. Chcę przekonać króla, do wprowadzenia jej nauki w Gildii. Najwyższy czas, by zacząć o tym rozmawiać. Jest też wiele innych organizacyjnych kwestii, którymi nie chcę cię zanudzać. Powinnaś wracać do zabawy – powiedział uśmiechając się ponuro.

- Przecież nie ma już żadnego zagrożenia…

- Będzie tak długo, dopóki Sachaka istnieje – przerwał jej.

Wiedziała, że nie zamierzał dalej dyskutować.

Sonea westchnęła. Zbliżyła się do niego, wspięła na palcach i delikatnie musnęła ustami jego policzek. Odsunęła się, odwróciła i ruszyła w kierunku dźwięków muzyki.

- Soneo – zatrzymał ją.

- Tak? – zapytała, oglądając się za siebie.

- Naprawdę pięknie dziś wyglądasz.

Tęskniła za nim. Jednak te dwa tygodnie, podczas których go nie było, pozwoliły jej przemyśleć wiele spraw i nieco je uporządkować. Czy mu powiedziała? Oczywiście, że nie. Nie mogła znaleźć odwagi. Bała się jak zareaguje.

- Nie wiedziałam, że wróciłeś – powiedziała.

- Ponieważ wróciłem w tym momencie. Chciałem od razu przedyskutować parę ważnych spraw z Mistrzem Osenem – rzekł, posyłając jej znaczące spojrzenie. Już wiedziała, że wkrótce dowie się, co postanowił król.

- Uprzedziłem Czarnego Maga, że spodziewam się twojej wizyty – wtrącił Osen.

Sonea odwróciła się w jego kierunku i uśmiechnęła się.

- Chciałeś o czymś ze mną pomówić, Administratorze.

- Tak i myślę, że obecność Akkarina nie będzie nam przeszkadzać – wymienił krótkie spojrzenie z stojącym obok niej mężczyzną. – Czas byś zamieszkała w swojej rezydencji.

Przez chwile stała nieruchomo, czekając na dalsze wyjaśnienia Administratora, gdy dotarł do niej sens jego słów. Rezydencja Czarnych Magów!

Uniosła brwi i zerknęła na Akkarina. Ten jednak nie przejawiał żadnych emocji, jak zwykle. Starała się ukryć swoje, jednak mieszane uczucia targały jej myślami. Cieszyła się, że będzie miała go blisko, jak dawniej, gdy była jego nowicjuszką, gdy ruszyli razem na wygnanie oraz gdy skrywali się w mieście, planując atak. Z drugiej strony wiedziała, że oznaczało to jedno - będzie musiała mu w końcu powiedzieć. Nie zdoła ukryć przed nim prawdy, szczególnie, gdy w ostatnich dniach poranne mdłości nasiliły się, a ona nie wiedziała jak je złagodzić. Książkowe metody nie zdawały u niej egzaminu.

- Kiedy? – zapytała w końcu.

- W ciągu tego tygodnia – odpowiedział Osen i wyraźnie się zmieszał. – Nie było by to tak pilne, gdyby nie głosy Magów…

- Och – wyrwało jej się.

Doskonale wiedziała, o co chodzi. Dopóki panowała miesięczna przerwa między zajęciami, a większość nowicjuszy opuściła Gildię i wróciła do swoich rodzin, nikomu nie przeszkadzało, że mieszkała na najwyższym piętrze Domu Nowicjuszy. Jednak lada dzień miał rozpocząć się kolejny semestr nauki i z pewnością nikt nie chciał mieszkać w jednym budynku z Czarnym Magiem.

- Nic nie szkodzi, rozumiem – dodała szybko, wiedząc zakłopotanie malujące się czerwonymi plamami na twarzy Administratora. – Zabiorę swoje rzeczy i przeprowadzę się tak szybko, jak to możliwe.

Mag w niebieskiej szacie odetchnął z nieskrywaną ulgą.

- Administratorze, czy to wszystko? – spytała.

- Właściwie… - zaczął i rzucił przelotne spojrzenie Akkarinowi. – Tak, to wszystko. Dziękuję, że przyszłaś.

Pożegnała dwóch Magów lekkim ukłonem i wyszła.


Następnego dnia, zaczęła porządkować swoje rzeczy. Nie miała wiele pracy. Cały jej dobytek ograniczał się do kilku książek kupionych jeszcze za czasów nowicjatu, (które Rothen całe szczęście przechował), kuferka, trzech piór, z czego jedno było już zdecydowanie za krótkie oraz torby ubrań i bielizny.

Spojrzała na zegar. Jeszcze chwila i spóźni się na śniadanie. Głośne burczenie dobiegające z jej brzucha, przypominało o nadchodzącej porze posiłku.

Korytarze Gildii były puste, ponieważ wielu Magów wciąż pozostawało wśród swoich rodzin. Sonea lubiła ostatnie tygodnie, gdy mogła samotnie spacerować po Uniwersytecie i ogrodach, zatapiając się w swoich myślach.

Zmierzała ku jadalni, gdy usłyszała za plecami kroki. Odwróciła się i zamarła, widząc postać w czerwonych szatach.

- Cześć – powiedział Regin, zatrzymując się.

- Już wróciłeś? – zapytała oschle.

Przytaknął i wbił spojrzenie w swoje stopy.

- Muszę przygotować się do zajęć z nowicjuszami – powiedział cicho.

No tak, jako Wojownik, który zdecydował się zostać w Gildii, Regin musiał poprowadzić obowiązkowe dwa semestry zajęć z nowicjuszami. Ona, jako Czarny Mag nie miała żadnych obowiązków, poza przyprawianiem każdego o zawał serca i paradowaniem w groźnych czarnych szatach.

- Aha – odparła i odwróciła się w stronę, w którą zmierzała.

Nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Ani teraz, ani nigdy.

- Soneo, zaczekaj…

- Nie! – warknęła i ruszyła przed siebie. – Zostaw mnie.


Wpatrywał się w czerń jej szat, gdy ceremonialnie zmierzała przed siebie. Był wściekły, ale mógł winić tylko siebie. Idiota. Zachował się głupio. Miał nadzieje, że w ciągu dwóch tygodni, jej gniew nieco ostygnie, jednak zapomniał, że Sonea, to Sonea.

Pewna siebie, zadzierająca nosa, wszystko wiedząca, unosząca się dumą, uparta jak osioł, egoistyczna…

Skrzywił się, czując ucisk w klatce piersiowej.

Kretyn.


Odstawiła kuferek na biurko i westchnęła. Podeszła do okna i ujęła grube, ciemnoczerwone zasłony. Uśmiechnęła się pod nosem. Kolejny element wystroju jej nowego domu, który od razu polubiła. Zaciągnęła je szczelnie i podeszła do misy oraz dzbana z wodą, ustawionymi za haftowanym parawanem.

Zsunęła z siebie czarną szatę i rozpuściła włosy. Ostatnio nabrały więcej zdrowego blasku oraz ciemniejszej barwy. Teraz sięgały jej daleko za ramiona. Zaczęła wiązać je czarną wstążką w swobodny kucyk, opadający na barki. Parsknęła śmiechem. Ktoś tak wcześniej spinał włosy, również czarną wstążką.

Stała w przylegających do ciała czarnych spodniach z wygodnego materiału, oraz czarnym podkoszulku. Podeszła do lustra, ostrożnie podwinęła koszulkę i odwróciła się bokiem… Jej brzuch był wciąż płaski, jeszcze długo nikt nie będzie niczego podejrzewał.

Usłyszała dźwięk zamykanych drzwi i głos Takana. Akkarin wrócił z kolejnego spotkania z Królem. Ukryła strach w tylnej części swojego umysłu, sięgnęła po ciepły sweter, uszyty przez Jonnę jako prezent urodzinowy i pospieszyła na powitanie Czarnego Maga.

Centralnym miejscem rezydencji były schody, wznoszące się lekkim łukiem. Z prawej i lewej strony biegły korytarze i rozmieszczone wzdłuż nich pokoje, a właściwie mieszkania. Sypialnie jej i Akkarina były po różnych stronach rezydencji. Na tyłach budynku mieściła się kuchnia i jadalnia.

Zatrzymała się, oparła o barierkę schodów i wychyliła lekko. Akurat spojrzał w górę i jego usta rozciągnęły się w tajemniczym uśmiechu. Pomyślała, że był zabójczo przystojny, w swojej groźnej czerni i z krótszymi włosami, które gdy były rozwiązane, sięgały mu ramion.

Akkarin wykonał krok do przodu i zatrzymał się, uważnie ją obserwując. Ruszyła powoli w jego kierunku, czując coraz szybsze bicie serca. Dotarła do szczytu schodów, czując na sobie jego wzrok. Kącik jego ust drgnął ledwo zauważalnie.

Nie czekając chwili dłużej, zbiegła po schodach i zatonęła w jego objęciach. Wciągnęła w nozdrza jego zapach.

- Mam cię – szepnął, pochylając się nad jej uchem.

Odpowiedziała zduszonym śmiechem.

- Witaj w domu – powiedziała.

Objął ją mocniej i zanurzył twarz w jej włosach. Poczuła rosnące uczucie szczęścia. Nareszcie czuła się na miejscu.

- Głodna? – zapytał po dłuższej chwili.

Pokiwała głową, odsuwając się od niego.

- Takan mówił, że wszystko jest gotowe.

- Daj mi chwilę, przebiorę się – powiedziała z uśmiechem. – Nie będę przecież jadła tak ubrana.

- To prawda, mam lepszy pomysł – mruknął, przyciągając ją do siebie i całując jej szyję.

Sonea spłonęła rumieńcem i płynnym ruchem wymknęła się z jego objęć.

- Naprawdę, chwileczkę – powiedziała opuszczając zawstydzone spojrzenie.

Akkarin zaśmiał się.

- Zaczekam w jadalni.


- Widzę, że apetyt ci dopisuje – powiedział z drugiego końca stołu.

Sonea zamarła, przełknęła kawałek cudownie pysznego mięsa i zerknęła na Czarnego Maga. Poczuła się jak za czasu nowicjatu, kiedy jadali wspólne kolacje.

- Nawet nie wiesz, jak brakowało mi kuchni Takana – wyznała, sięgając po szklankę z wodą.

- Musisz mu o tym koniecznie powiedzieć, gwarantuję, że zacznie cię zasypywać propozycjami obiadów i deserów – zażartował.

Odpowiedziała uśmiechem. Faktycznie, ostatnio nie brakowało jej apetytu. Jadła zdecydowanie chętniej i częściej. Musisz przestać, jeśli nie chcesz za szybko zacząć poszerzać szat.

Odłożyła sztućce i wygodnie wyciągnęła się na krześle.

- Wina? – zaproponował.

- Nie, dziękuję – odpowiedziała po dłuższej chwili. Nie powinnam w swoim stanie.

Akkarin przez chwilę zdawał się zdziwiony, w końcu jednak sięgnął po butelkę ciemnego anuren i napełnił swój kieliszek.


Przez jakiś czas siedział i wpatrywał się w siedzącą naprzeciwko kobietę. Światło świec i kominka, wesoło tańczyło na jej skórze. Uśmiechnęła się, widząc, że się jej przyglądał. Poczuł falę gorąca, a bicie jego serca przyspieszyło. Pragnął znów poczuć ją w swoich ramionach. Teraz.

Powoli wstał i podszedł do niej. Sonea jakby odczytując jego myśli, również podniosła się ze swojego miejsca. Patrzyła na niego swoimi brązowymi, lśniącymi oczyma, które przywodziły mu na myśl wiele wspomnień. Szczególnie jedno utkwiło w jego pamięci. Pierwszy raz, gdy poczuł smak jej ust. Wtedy, w slumsach, w ukryciu zrozumiał, że to ona liczyła się najbardziej. Gotów był postawić na szali zwycięstwo z Kariko, byle ją chronić. Wtedy uważał to za słabość.

Nigdy nie zapomni, jak wielkie ogarnęło go przerażenie, gdy rzuciła się biegiem przez ulice Imardinu. Próbował ją dogonić, ale była za szybka. Wiedział, że jeśli stanie jej się krzywda, nie będzie w stanie spojrzeć w lustro. Nie potrafiłby wybaczyć sobie, że z jego winy kolejny raz ginie ktoś, kogo kochał.

Teraz stała przed nim, z ufnością w oczach, uśmiechając się. W ich domu. Dwóch potężnych Magów, w ich własnej rezydencji.

Pochylił się, by zakosztować smaku jej ust. Odpowiedziała cichym westchnięciem. Zacisnął palce wokół jej talii i przyciągnął do siebie. Jej drobna osoba wydała mu się kruchym skarbem, który musiał strzec.

Dłonie zacisnęła wokół szaty na jego piersi. Odrzuciła głowę, przekrzywiła ją i musnęła ustami jego kark. Z jego ust uciekło ciche mruknięcie.

Świadomość, że w końcu byli sami i nikt nie mół zakłócić ich spokoju, spotęgowała jego pożądanie. Sprawnym ruchem wziął ją na ręce. Zaskoczona, wydobyła z siebie zduszony okrzyk.

Zaniósł ją do swojego pokoju.


Ułożył ją na łóżku i schylił się, by ją pocałować. Była oszołomiona. Jego bliskością, pragnieniem, by poczuć go bliżej i tym, że znajdowała się w jego sypialni.

Jego szata i jej sukienka leżały już skotłowane na podłodze. Łapczywie chwyciła jego koszulkę i pociągnęła w swoim kierunku, ściągając ją z niego. Naparł na nią ciężarem swojego ciała i poczuła silny zawrót głowy. Mocniej zacisnęła palce na jego piersi i oplotła w pasie nogami. Mruknął zadowolony i odpowiedział namiętnym pocałunkiem.

Popchnęła go lekko i przewróciła go na plecy. Wyprostowała się i ściągnęła z siebie podkoszulkę. Jego oczy błysnęły i mocniej zacisnął palce na jej biodrach. Pozwoliła sobie przez chwilę obserwować go, gdy pochłaniał ją wzrokiem. Schyliła się, by zetknąć usta z srebrną blizną biegnącą na wysokości jego serca. Gdyby wtedy postarała się bardziej, nie byłoby po niej śladu.

Akkarin wplótł palce w jej włosy, a ona poczuła przyjemny dreszcz rozprzestrzeniający się po jej ciele. Chwycił ją i na powrót ułożył na plecach. Sięgnął do paska swoich spodni i Sonea zapomniała już jak się nazywa. Zniknęło wszystko, zostali tylko oni.


Oparta o jego pierś, wsłuchiwała się w powracające do normy bicie serca. Akkarin bawił się kosmykiem jej włosów, okręcając go wokół palca. Milczeli.

- Co powiedział król? – zapytała po jakimś czasie, przerywając ciszę.

- Naprawdę chcesz o tym słuchać? – mruknął, leżąc z zamkniętymi oczyma.

Oparła się na łokciu i posłała mu poważne spojrzenie.

- Oczywiście, że tak. Myślałam, że to oczywiste – w jej tonie zabrzmiała nutka urazy.

- Zgodził się – powiedział otwierając oczy.

- Naprawdę?! – Nie potrafiła ukryć zdziwienia.

Akkarin wzruszył ramionami. Przyciągnął ją do siebie, by na powrót położyła się obok.

- Merin jest mądrym królem. Ma tylko głupich doradców – stwierdził.

- Jak zdołałeś go przekonać? – zapytała, wciąż nie mogąc uwierzyć słowom Czarnego Maga.

- Mam swoje sposoby. Moje argumenty okazały się silniejsze, niż ich uprzedzenia.

Zamyśliła się. Nie mogła sobie tego wyobrazić. Nauka czarnej magii na terenie Gildii? Była ciekawa każdego szczegółu, jednak Akkarin nie był w nastroju do rozmowy.

- Kiedy to się zacznie?

Mężczyzna zaśmiał się gorzko.

- Soneo, Król na razie wyraził jedynie zgodę. Czeka mnie jeszcze wiele rozmów, zanim dojdziemy do jakichś konkretów – w jego tonie rozpoznała cień irytacji.

Westchnęła i przymknęła oczy. Postanowiła rozkoszować się tą chwilą, zamiast rozmawiać o czarnej magii i nudnych spotkaniach na królewskim dworze.

Jej spokój zmąciły uporczywe myśli. Tysiące razy zastanawiała się jak powiedzieć mu o tej nowinie. Każdy wydawał jej się nieodpowiedni. Wiedziała, że w końcu będzie musiała przez to przejść.

Może warto spróbować teraz? Strach ścisnął jej gardło. Oparła się na łokciu i spojrzała na leżącego obok Akkarina.

- Akkarin? – szepnęła.

Odpowiedziała jej cisza. Spał. Poczuła ulgę a zarazem kolejne wyrzuty sumienia. Jutro. Obiecała sobie.

Jutro.