"Epilog cz. I"


Soneo,

Minęło dokładnie pięć miesięcy, od momentu, w którym po raz ostatni widziałem Twoją twarz. Długo zabierałem się do tego, by do Ciebie napisać. Za każdym razem kończyło się to w ten sam sposób - przerywałem na początku, niszczyłem pergamin i odchodziłem od biurka jeszcze bardziej zrozpaczony. Dzisiaj w końcu udało mi się przebrnąć przez pierwsze słowa. Ponieważ dzisiaj coś do mnie dotarło... Zrozumiałem.

Zrozumiałem, jak wielkim byłem egoistą, pragnąć mieć Cię tylko dla siebie. Choć z pozoru byłem Twoim przyjacielem, nigdy się z tym nie pogodziłem. Dzisiaj rozmawiałem z Rothenem. Opowiadał mi o ostatniej wizycie u was. O tym, jak duży jest już wasz syn i jak bardzo jest do Ciebie podobny. Mogę jedynie wyobrazić sobie, że ma twoje usta i nos. Że marszczy go w dokładnie taki sam sposób, jak Ty. Podobno próbuje już stawiać pierwsze kroki. Domyślam się, że jesteś z niego bardzo dumna.

Wybacz, jeśli kiedykolwiek obraziłem Akkarina. Nie miałem prawa. Tak samo, jak nie miałem prawa sądzić, że zostawisz go dla mnie... Twoje miejsce jest u jego boku, dokładnie tak, jak powiedziałaś mi przed swoim wyjazdem. Nie mam o nic żalu, cieszę się z Twojego szczęścia. Wiedz, że nawet jeśli moje uczucia się nie zmieniły, możesz widzieć we mnie przyjaciela. Nie chcę Cię tracić przez swoją głupotę.

Brakuje mi Ciebie. Bez Ciebie Gildia nie jest już tym samym miejscem. Kiedy wyjeżdżaliście, byłem tak wściekły... Dopiero zdążyłem oswoić swój gniew. Być może mój list nie jest do końca pozbawiony tego, co chciałbym zostawić dla siebie. Jeśli tak - przepraszam. Nadal ciężko mi pisać w taki sposób, by nie napisać za dużo.

Mam nadzieję, że odnalazłaś spokój... I że jeszcze kiedyś Cię zobaczę.

Jeśli nie proszę o zbyt wiele... Odpisz.

Regin.


Soneo,

Nawet nie wiesz jak ucieszył mnie Twój list! Już myślałem, że nie odpowiesz.

Twój rysunek Roiena jest świetny, naprawdę przypomina Ciebie. Ma twoją twarz. Tylko te oczy... chyba wiesz, po kim je odziedziczył. Cieszę się, że się Wam układa. Martwiłem się o Ciebie i nawet jeśli w to nie uwierzysz, o Akkarina także... Zastanawiałem się, czy poradzicie sobie sami, z dala od Gildii. Ale z tego co piszesz wynika, że nie mam się czym denerwować.

To musi być wspaniałe uczucie, kiedy dziecko nazywa cię mamą po raz pierwszy. Jestem przekonany, że wychowasz go na wspaniałego człowieka. Jesteś... jesteście dla niego idealnym przykładem. Roien na pewno odziedziczył wasze zdolności, więc kiedyś stanie się równie potężnym Magiem.

Pytasz o Gildię... No cóż, zmiany wciąż postępują. Po części dzięki Tobie. Rothen powiedział Ci o decyzji Starszyzny... Nie było to dla mnie łatwe, ale w końcu się zgodziłem. Jaki miałem inny wybór? Raczej żaden. Balkan wciąż zadziera nosa, chociaż trochę się uspokoił, gdy wyjechaliście. Zgodził się na trzech Czarnych Magów, więc wybrałem dwóch Nowicjuszy z ostatniego roku. Przyszły Wojownik i Uzdrowicielka. Pomyślałem, że pochwaliłabyś mój wybór i mam nadzieję, że się nie mylę.

Nie musisz tak martwić się moim zdrowiem. Wszystko jest w porządku. Blizna czasem mi dokucza, szczególnie o poranku, lecz jestem pod stałą kontrolą Vinary.

Nie uwierzę, że uczysz się gotować dopóki nie przekonam się o tym osobiście! Jeśli pozwolą mi na to moje obowiązki, to może odwiedzę was podczas letniej przerwy. Byłoby cudownie znów zobaczyć Twoją twarz. Już prawie zapomniałem, jak wyglądasz... Mam nadzieję, że Akkarin nie będzie miał nic przeciwko, gdybym wpadł chociaż na kilka dni.

Wybacz, że piszę tak chaotycznie, ale akurat znalazłem chwilę przerwy między zajęciami i zapisuję co tylko przyjdzie mi do głowy. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałem Ci powiedzieć. Wiesz, że wiosną rozpoczyna się pierwszy etap rekrutacji na Nowicjuszy. Mam nadzieję, że siedzisz, kiedy to czytasz... Mamy dwóch kandydatów z ubogiej dzielnicy. Może niekoniecznie ze slumsów, ale nie sądzisz, że to może być pierwszy krok do kolejnych zmian?

Aż nie wierzę w to, co piszę... Tak bardzo mnie zmieniłaś. Byłem pierwszy, jeśli chodziło o szydzenie z Twojego pochodzenia, a teraz? Cieszy mnie wieść o magicznie uzdolnionych dzieciakach z biednych rodzin.

Dziękuję Ci za wszystko. Od momentu, gdy zobaczyłem Cię walczącą przeciwko Ichanim, wiedziałem. Wiedziałem, że odmienisz Gildię i nie myliłem się. Tak samo jak przemieniłaś mnie. Kiedy tamtego dnia na korytarzu, wpadłaś we mnie i upuściłaś swoje rzeczy... Spojrzałaś na mnie jak na ostatnie zło... Od tamtej chwili chciałem to zmienić. Więc jeśli ja zdołałem przekonać Cię do siebie, to na pewno zdołam zmienić nastawienie Gildii do mieszkańców slumsów.

Właśnie odwiedziła mnie Vinara i kazała was pozdrowić. Ciekawe skąd wiedziała do kogo piszę...?

Odpisz prędko!

Arcymistrz Czarnej Magii, Regin.


Odłożył pióro i ostatni raz omiótł wzrokiem zapisaną kartkę papieru. Następnie uważnie zwinął ją w rulonik i włożył do małej tubki. Zapieczętował ją i wstał z miejsca. Podszedł do otwartego okna, na parapecie którego, w klatce siedział duży, szary gołąb, zajęty skubaniem ziaren. Regin ostrożnie przymocował list do nóżki ptaka i wypuścił go z rąk.

Gołębie były najszybszym sposobem komunikacji z Soneą. Wymienili ze sobą kilka listów i wraz z drugim, posłaniec przywiózł także kilka ptaków. Zwierzęta pokonywały dystans w niecały dzień i były znacznie tańsze w utrzymaniu niż kurier.

Obserwował szary punkt tak długo, aż zniknął z jego pola widzenia. Zamknął okno i w pośpiechu wyszedł z mieszkania. Zmierzał na kolejną lekcję czarnej magii. Jego uczniowie wciąż byli niezwykle przejęci tym, kim staną się po zakończeniu studiów. Wiedział jednak, że traktowali sprawę bardzo poważnie i byli możliwie najlepszym wyborem.

Dwie znajome postacie czekały już na niego na Arenie, gdy dotarł na miejsce. Mężczyzna z szacunkiem powitał go skinieniem głowy. Kobieta, Naara, ukłoniła się lekko i spłonęła rumieńcem. Jej dziwne zachowanie zauważył zaledwie kilka dni wcześniej. Zajęło mu trochę czasu, zanim zrozumiał, dlaczego tak bardzo peszyła ją jego obecność. Po tym wszystkim, czego doznał ze strony Sonei, była to dla niego miła odmiana. Zawsze cieszył się powodzeniem u kobiet, lecz niemal zapomniał, że może być to przyjemne. Mimo wszystko, nie potrafił myśleć o niej inaczej, niż o uczennicy.

Nie teraz... jeszcze nie... Uczucie do Sonei było w nim wciąż zbyt żywe. Nadal była jego częścią. Nocami jej twarz nawiedzała go w snach. Pragnął wyciągnąć ręce i dotknąć delikatnej skóry jej policzków, lecz zawsze, gdy już prawie mu się to udawało, budził się. Nie pozwalała mu o sobie zapomnieć. Kochał ją tak mocno i tak długo, że z trudem przychodził mu stopniowy proces leczenia się tego uczucia. Zaczął nawet wątpić w sens jego wyjazdu w obawie, że gdy tylko spojrzy w jej brązowe oczy, wszystko powróci. Jednak chciał tego. Pragnął znów ją ujrzeć, by ostatecznie powiedzieć sobie - nie masz do niej prawa.

Naara była młodą i piękna kobietą o zielonych oczach i lekko rudawych włosach. Mógłby zakochać się w kimś takim. Jednak w jej spojrzeniu czegoś mu brakowało. Ognia. Dzikich, tańczących płomieni, które pochłonęłyby go żywcem. Mimo wszystko, w jakiś sposób go pociągała, nawet jeśli była tak odmienna od kobiety, której imię wciąż przyspieszało bicie jego serca. Coraz częściej myślał, że być może to, czego potrzebował, to nie gniew Sonei i jej nieprzewidywana natura, lecz delikatna Uzdrowicielka o łagodnym spojrzeniu.

Mógłby spróbować. Za chwilę Naara skończy studia, a on przecież nie może żyć wiecznie marzeniami o nieodwzajemnionej miłości...


Zapraszam do przeczytania drugiej, ostatniej części Epilogu :)