ROZDZIAŁ 2 „ The Decision"
Bella POV
Nie wiedziałam, że miłość od pierwszego wejrzenia jest możliwa. Zawsze zaprzeczałam temu stwierdzeniu, ale gdy spojrzałam w jego oczy, wiedziałam, że nigdy nie będę mogła powiedzieć im do widzenia. Nie znałam nawet jego imienia, ani nazwiska, ale kiedy trzymał mnie w swoich ramionach, przez moje ciało przeszedł prąd. Patrzył na mnie, a ja czułam, że moje policzki robią się coraz bardziej czerwone. On naprawdę był najprzystojniejszym facetem, jakiego w życiu widziałam.
Miał niechlujnie ułożone włosy i jasne, szmaragdowe oczy, nawet jego zapach był niesamowity. Zastanawiałam się, czy zawsze pachniał tą piękną wodą kolońską. Musiałam się ogarnąć. Ludzie na nas patrzą. Mogę sobie wyobrazić, jak to wszystko teraz wygląda. Podczas upadku złapał mnie chłopak, którego imienia nawet nie znam, a teraz mnie trzyma i się we mnie wpatruje. Byłam zmęczona, z całej siły próbowałam się ruszyć, ale moje ciało się temu sprzeciwiło. Cholerne mięśnie!Krzyknęłam sama do siebie. Chłopak zauważył, że próbuję wstać, więc wyciągnął rękę i zaoferował mi pomoc. Uśmiechnęłam się i podziękowałam.
- To żaden problem - uśmiechnął się do mnie.
- Bello, to jest mój brat Edward - powiedział Emmett. Patrzył na Edwarda, jakby mu czegoś brakowało.
- Cześć Bello, wszystko porządku? - zapytał Edward, tylko po to, by upewnić się, że zaraz znowu się nie przewrócę. Spojrzałam na niego i pokiwałam głową. Czy on zdaje sobie sprawę z tego, jaki ma na mnie wpływ? Boże, mam nadzieję, że nie. Edward zaczął się śmiać.
Reszta wieczoru minęła bardzo podobnie, moja niezdarność ujawniała się często. Wreszcie Edward kazał mi usiąść. Byłam zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że chłopak jest w wieku moim i Alice, i że będziemy chodzić do jednej klasy. Alice nie poprawiła mi humoru, mówiąc, że wszyscy już na mnie czekają. Mogłam zobaczyć, że dziewczyna naprawdę pokochała mnie jak własną siostrę, ale nie wiem, czy ja byłam już gotowa na to uczucie.
Czy mogłam zdradzić Kristen? To ona była moją siostrą. Moją siostrą!
-Uhh - jęknęłam. Czy to wszystko kiedyś się poprawi? Czy ten ból kiedykolwiek zniknie? Kocham Kristen ponad wszystko. Po prostu nie wiem, jak mam bez niej żyć. Kristen zginęła przeze mnie, nie ważne ile osób mi powtarzało że to nie jest prawdą. Ja i tak wiem swoje. Następną rzeczą, z której zdaję sobie sprawę jest to, że tego wieczoru powróciłam myślami do Kristen.
- Bella! - uśmiechnęłam się, kiedy Kristen krzyknęła moje imię. Nie musiał pukać, bo praktycznie tutaj mieszkała. Jej rodziców prawie nigdy nie było w domu, a kiedy już wracali, to nie zwracali na nią uwagi. Co tydzień wysyłali jej czek, by mogła kupić sobie wszystko, co było jej potrzebne. Gdyby nie wysyłali jej tych pieniędzy, Kristen mogłaby pomyśleć, iż rodzice zapomnieli, że ona w ogóle istnieje. Czułam się z tym źle; ona na to nie zasługiwała. Za każdym razem, gdy próbowałam z nią porozmawiać, ona zawsze omijała ten temat. "Słuchaj, czy jeszcze mogłabym coś dla ciebie zrobić?" - zapytałam, kiedy odpowiedziała, że wszystko w porządku. Posłała mi również uśmiech. Wiedziałam, z jakiego powodu była smutna, ale miała rację, miałyśmy siebie i nic nie mogło tego zmienić.
- Kris, na górze - krzyknęłam, kiedy szła do mojego pokoju. - Och, znalazłaś mnie - zaczęłam się śmiać.
- Co robisz?- zapytała, widząc wokół mnie stosy dokumentów. Westchnęłam, nienawidziłam klasy AP, jeżeli moja przyjaciółka mi nie pomoże przy odrabianiu tych lekcji, to sama będę nad nimi siedziała jeszcze długo.
- Praca domowa - powiedziałam. Ona tylko się zaśmiała i usiadła na podłodze, obok mnie, koło łóżka. Nie miałam dużego pokoju; był jeszcze różowy - pomalowałam go tak, gdy byłam mała. Mojej mamie nie podobał się fakt, iż dorastam. Ten pokój należał do mnie od siedmiu lat. Nawet miałam jeszcze lalki na półkach i kwiatki na ścianach, oraz moim kocu.
-Ssij - zaczęłam się śmiać, tak ona z pewnością zawsze wie, jak poprawić mi humor. - Mam pytanie - patrzyłam na nią, a ona kontynuowała. - Wiem, że obiecałam ci, że już nigdy nie pójdę do tego klubu, ale Rick zapytał mnie, czy nie chciałabym się z nim tam spotkać wieczorem. Pomyślałam więc, że może mnie aż tak bardzo nie znienawidzisz, jeżeli pójdziesz razem ze mną? - skończyła, z uśmiechem na twarzy.
Czy ona kurwa, sobie ze mnie żartuje? Dlaczego miałam się zgodzić pójść z nią do tego klubu, lub tym bardziej puścić ją tam sama? Przecież w tym lokalu ludzie naprawdę szaleją. Znajdował się on pod ziemią, a na dodatek pełno w nim było prochów. Po tym, jak wyszła stamtąd pod wpływem narkotyków i leżała przez tydzień w szpitalu, kazałam jej złożyć obietnicę, że nie pójdzie do tego klubu nigdy więcej,. Wtedy myślałam, że już ją tracę, a teraz chce tam wrócić? Ona nawet nie znała tego Ricka! Spotkali się dopiero dwa dni temu i już chce z nim już pójść do tego miejsca? Nie ma mowy!
- Kristen czy ty żartujesz? - krzyknęłam na nią wściekłym głosem.
- Bello, kochanie, wszystko w porządku? Kim jest Kristen? - otworzyłam oczy i ujrzałam Edwarda i Alice, którzy patrzyli na mnie zmartwionymi oczyma. Musiałam mieć koszmar. Nawet nie byłam do końca pewna, że spałam. Patrzyłam na niego, a on dotknął mojego policzka. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że płaczę. Moja twarz zrobiła się różowa i wiedziałam, że muszę wyjść zanim totalnie się ośmieszę. Skoczyłam obok Edwarda i szybko stamtąd wybiegłam. Nie wiedziałam, co, gdzie się w tym domu znajduje, więc poszłam przed siebie i wybiegłam za drzwi.
Natychmiast poczułam zimny i wilgotny wiatr. Zignorowałam to i uciekałam. Biegłam, a wszystkie uczucia się we mnie kotłowały. Morderstwo Kristen to była moja wina i te zagmatwane wrażenia, które dopadły mnie, gdy poznałam Alice. Pobiegłam dalej, zostawiając wszystko za sobą. Wiedziałam, że już nigdy w życiu nie będę czuła czegoś podobnego.
Nie wiem, gdzie się w końcu znalazłam. Tak szczerze, to nawet mnie to nie obchodziło. Nie czułam zupełnie nic. Zatrzymałam się i upadłam na ziemię, płacząc. Nie mogę wrócić; potrafię sobie teraz wyobrazić, co oni musieli pomyśleć. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić, więc usiadłam i skuliłam się, a deszcz łez zalewał moje policzki. Dlaczego musiałam być taka głupia? Gdyby się zachowała jak najlepsza przyjaciółka, pewnie nic by się nie stało. Ale wtedy nie poznałabym Cullenów i nie pokochałabym ich, tak od razu. Wiedziałam, że nie powinnam była tutaj przychodzić, oni nie są moją rodziną, chociaż tak się zachowują. Czułam, że potrzebuję Kristen. Straciłam Kristen i jej już nie odzyskam.
Powinnam wrócić. Muszę to zrobić.
Nie wiem jakim cudem, lecz musiałam zasnąć, ponieważ obudziłam się w pokoju, którego nigdy nie widziałam na oczy. Jedna ze ścian była pokryta płytami CD, a na innych znajdowało się wiele półek z książkami. Ten pokój był naprawdę niesamowity, nigdy czegoś takiego nie widziałam. Wtedy mnie olśniło. DO, KOGO ON NALEŻY? Zerwałam się i rozglądałam wokoło. Zauważyłam zdjęcia i uspokoiłam się. To był pokój Edwarda. Gdy tylko o tym pomyślałam, chłopak ze zszokowaną miną wszedł do środka.
- Bello! Obudziłaś się! Czy wszystko w porządku? Nie boli cię głowa? Może, powinnaś zmienić ubrania? Twój tata dzwonił i powiedział, żebyś została u nas. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że cię tutaj położyliśmy. Ja prześpię się na podłodze. Nie, nie chcesz spać u kogoś innego, lepiej zostań tutaj, zaufaj mi - Edward zaśmiał się nerwowo, gdy skończył mówić. W ogóle, która godzina jest? Spojrzałam na zegar i moje oczy rozeszły się ze zdziwienia. Było już po dziesiątej.
- Edward, c - co się stało - o? jęknęłam. Spojrzał na mnie zmieszany. Może rzeczywiście zraniłam się w głowę?
- Nic nie pamiętasz? - zapytał, a ja potrząsnęłam głową. - Wiem tylko, że postanowiłaś dokądś wrócić - cholera, on nie powinien się o tym dowiedzieć! Przeklinałam samą siebie w myślach. Edward podszedł i usiadł na łóżku, obok mnie. Szybko złapał mnie za ręce i spojrzał na w moją stronę smutnym wzrokiem.
- Bello, zanim uciekłaś to krzyczałaś imię jakiejś Kristen i zdecydowałaś, że się przeprowadzasz. Mogę zapytać, co się stało? Gdy zobaczyłem cię na drodze, to płakałaś. Nie obchodzi mnie to, że znam cię dopiero od kilku godzin, czułem, jak moje serce pęka na ten widok. Chciałem ci tylko powiedzieć, ze możesz mi zaufać, a jeżeli chcesz ze mną porozmawiać, to czekam na ciebie. Na razie nigdzie się nie wybieram.
Znowu się rozpłakałam. Wiedziałam, o co mu chodzi, czułam, że mogę mu zaufać. Nie umiałam tego wytłumaczyć, ale po prostu tak było. Widziałam w jego oczach, iż raniło go to, że musiał oglądać mnie w takim stanie. Co by się stało, gdyby był świadom tego, że to wszystko było moją winą? Straciłby wszystkie uczucia i całe zaufanie do mojej osoby. Ja wiedziałam, że czuję do niego coś dziwnego. Znowu nie wiem, jak mogłam czuć coś tak silnego, do kogoś, kogo znałam dopiero... pięć godzin.
Jeśli miałam tu zostać, musiałam zostawić wszystko za sobą, a przechowywać w pamięci tylko najlepsze wspomnienia dotyczące Kristen. Wiem, że Edward nie odpuści, więc jeżeli chcę dalej tutaj żyć, to muszę powiedzieć mu prawdę i mieć nadzieję, że o tym zapomni. W jaki sposób mu to powiem? Nie chcę już na początku go stracić.1
- Edward, pragnę szczerze ci o wszystkim opowiedzieć. Ale nie mam pojęcia jak. Gdy to usłyszysz, nie będziesz chciał mnie znać, ani przebywać w moim towarzystwie. Jeśli się tak stanie, nie wiem czy sobie z tym poradzę.
Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Powiem mu. Obiecuję, że gdy tylko będę wiedziała, jak mu to wszystko wyjaśnić to powiem, ale nie dziś wieczorem. Za kilka dni.
- Obiecuję, że z tobą o tym porozmawiam. Muszę zacząć żyć od początku. Lecz jeżeli opowiem ci o tym dzisiaj, to mi się nie uda. Potrzebuję trochę czasu. Możesz to zaakceptować? - miałam nadzieję, że się zgodzi. Miałam nadzieję, że to zrozumiał, choć to wszystko jest takie pogmatwane. Patrzyłam Edwardowi w oczy, a on wciąż trzymał mnie za ręce. Przez moje ciało przebiegł elektryczny wstrząs, silniejszy od wszystkich innych, jakie pamiętam.
- Oczywiście. Nawet nie przyszło by mi do głowy zmuszanie cię do czegokolwiek, skoro nie jesteś jeszcze gotowa wyznać prawdy, Bello. Jestem tutaj i będę na ciebie czekał. Nie mam zamiaru nigdzie uciec - skończył i pocałował mnie delikatnie w dłoń. Przez moje ciało przebiegł jeszcze silniejszy impuls. Jednak czułam się z tym dobrze. Miałam wrażenie, jakbyśmy w jakiś sposób do siebie należeli.
Uśmiechnęłam się do niego i ponownie się zarumieniłam.
- Dziękuje Edwardzie - powiedziałam i dotarło do mnie, o czym wcześniej rozmawialiśmy. - Och, ty połóż się w swoim łóżku, a ja mogę spać na podłodze - dokończyłam, gdy zaczęłam wstawać z materaca i sprzątać swoje rzeczy.
- Bella, nie będziesz spała na podłodze!- warknął.
- Nie będę spała w twoim łóżku! - powiedziałam stanowczo.
Nie wiem jak długo się jeszcze o to kłóciliśmy. Najpierw pozwolił mi położyć się na podłodze, lecz po chwili z powrotem kładł mnie na łóżku. I tak cały czas. Był strasznie uparty. Później zobaczyłam Alice, która w podskokach wbiegła do pokoju.
- OBOJE PRZESTAŃCIE! JESTEŚCIE UPARCI! MOŻECIE RAZEM SPAĆ W TYM ŁÓZKU, PRZECIEŻ JEST ONO STRASZNIE DUŻE! - krzyknęła Alice. Wow ona naprawdę potrafi być przerażająca. Spojrzałam na śmiejącego się Edwarda. - Och, Bella cieszę się, ze tu jesteś. KOCHAM CIĘ! Teraz MIŁEJ NOCY - gdy tylko drzwi się zamknęły, zaczęłam się śmiać. Odwróciłam się i spojrzałam mu w twarz.
- Czy ona zawsze jest taka? - zapytałam ze śmiechem.
- SŁYSZAŁAM TO BELLO! TEŻ CIĘ KOCHAM! - krzyknęła Alice zza drzwi. Edward śmiał się coraz głośniej, trzymając się z brzuch.
- Śmiej się duży chłopczyku. Zobaczymy, jak będziesz wyglądał z podbitym okiem - powiedziałam, a Edward spojrzał na mnie z przerażeniem wypisanym na twarzy. Teraz ja zaczęłam się śmiać.
- Nigdy nie wiadomo, kiedy możesz dostać od Alice pięścią w twarz - powiedziałam i zarumieniłam się. Nigdy nie nocowałam z facetem w jednym łóżku.
- Taak - skinął głową i położył się obok mnie. Leżałam na skraju swojej części łóżka. Dam radę.
- Dobranoc Bella. Słodkich snów - szepnął Edward do mojego ucha, co wywołało u mnie dreszcze.
Obudziłam się, gdy słońce świeciło mi prosto w twarz. Edward w swoim pokoju miał naprawdę wiele okien. Ogólnie, w całym domu było ich dużo. Otworzyłam oczy i nigdy nie myślałam, że Isabella Marie Swan zobaczy właśnie to.
1 Chodzi tutaj o stratę przyjaciela, kolegi. Dopiero go poznała i nie chce już tracić znajomych. Więc, nie przyjmujcie wersji, ze jest w nim już zakochana po uszy.
