ROZDZIAŁ 3 „ My Past"
Bella POV
Musiałam w końcu przyznać, że byłam emocjonalnym wrakiem. Dziś był mój pierwszy dzień w szkole, w Forks. Nie wiem jak to będzie. Po śmierci Kristen siedziałam głównie w ciemnym pokoju i stałam się samotnikiem. Każdy zdawał sobie sprawę z tego, że chciałam być sama, ale nawet moje najlepsze przyjaciółki tego nie rozumiały, tylko Kristen wiedziałaby co czułam.
Zresztą, skąd one mogły wiedzieć, jak się czuję? Kristen była moją najlepszą przyjaciółką, a nie ich. Byłam zmęczona ciągłym słuchaniem gderania, że mnie rozumieją. Na litość boską, przecież one nic nie rozumiały Ugh.Jak mogłam zacząć wszystko od początku i iść naprzód, nie rozpamiętując przeszłości? Musiałam oczyścić swoje myśli i zdecydowałam, co pomoże mi się dziś przygotować.
Niechętnie się zgodziłam na pomysł Alice, żeby to ona ubrała mnie na pierwszy dzień w szkole. Nie rozumiałam, jakim cudem ten mały chochlik mógł być aż tak przerażający, a chłopcy stawiają się na każde jej zawołanie. Usłyszałam pukanie do drzwi, założyłam szlafrok i szybko je otworzyłam. Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam znajomą twarz, ale nie tą której się spodziewałam.
- Edward - co ty tutaj robisz? Gdzie jest Alice? - zapytałam, całkowicie zdezorientowana. On tylko uśmiechnął się do mnie nieśmiało.
- Powiedziała, że będzie ci o wiele łatwiej przygotować się na miejscu. A potem mam zabrać cię do szkoły - Edward wciąż był nieśmiały. Dlaczego?
I wtedy mnie olśniło. Stałam przed nim w samym szlafroku.1 Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, jak bardzo żenujące to dla niego było. Czułam, że moja twarz płonie, a policzki przybierają różowy kolor.
- Och, umm, pozwól mi się tylko ubrać. Może chcesz wejść?
W końcu, byliśmy w moim domu. Charlie musiał odpowiedzieć na wezwanie. Miał pozostać w Port Angeles przez tydzień. Nie żebym się skarżyła, ale przez ten czas musiałam dzielić łóżko z Edwardem Cullenem. Mój umysł natychmiast powrócił, do dzisiejszego poranka.
Naprawdę musiałam użyć całej swojej silnej woli, by nie pocałować jego najpiękniejszej na świecie klatki piersiowej. Przysięgam, że kiedy kładliśmy się spać, to miał na sobie koszulkę. Na pewno też nie zasnęłam w jego ramionach. Chociaż naprawdę, nie narzekam. To było nieeebo. Nie wiem co pomyślałby Edward, gdyby się teraz obudził. Zaczęłam więc powoli wstawać. Gdy już wreszcie się uwolniłam, mój żołądek zawył z głodu , oczywiście musiał się obudzić.
Kiedy weszłam do kuchni, ktoś już tam siedział. Nie sądziłam, że Alice również tak wcześnie wstaje. Usiadłam na stołku barowy, a Alice umieściła przede mną tackę ze śniadaniem. Spojrzałam w dół i automatycznie na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech. Kiełbasa, boczek, jajecznica - moje ulubione! Zerknęłam w górę i uśmiechnęłam się do Alice.
- Miałam przeczucie, że ci będzie smakowało. Moja intuicja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, Bello - Alice stwierdziła fakty. Skinęłam głową i skupiłam się na śniadaniu. Zjadałam wszystko naprawdę bardzo szybko, zachowałam się w tym momencie jak chłopak. Kiedy skończyłam, zauważyłam, że Alice mi się przygląda. Zebrałam więc wszystko i umieściłam w zlewozmywaku.
- Cieszę się, że jesteś z nami Bello - powiedziała Alice, uśmiechając się. Uśmiech oznaczał, że była szczęśliwa.
- Dzięki Alice. Też się cieszę, że tu jestem, ale Charlie niedługo po mnie przyjedzie - powiedziałam. Sama nie wiem czemu to zrobiłam, ale uznałam, że było to konieczne.
- NIE! Bella nie chodziło mi o nasz dom, tylko o to, że przyjechałaś do Forks. Cieszę się, że się tutaj przeprowadziłaś - szybko wyjaśniła.
- Ohh, ok Alice. Tak, też tak uważam - odpowiedziałam, patrząc na blat.
- Edward również się cieszy - moja głowa wystrzeliła do góry. Skąd ona mogła to wiedzieć? On jest po prostu przyjacielem, z którym spędziłam noc. Nie miałam tego na myśli; zapewne wyrzuci mnie z łóżka już następnego ranka.
- Umm, w porządku Alice - powiedziałam najbardziej poważnie jak umiałam, nie chciałam, by usłyszała w moim głosie smutek.
Alice usiadła obok mnie i złapała mnie za rękę w taki sam sposób, jak zrobił to ostatniej nocy Edward. Tak, zdecydowanie byli oni bliźniakami, choć mieli niewiele wspólnych cech. Edward był wysoki i boski, ze złotymi włosami i pięknymi, szmaragdowymi oczami. Alice była drobna, z nastroszonymi włosami. Zaśmiałam się, co spowodowało, że Alice dziwnie na mnie spojrzała.
- Um, Bello? Nie rozumiem, o co ci chodzi. Ale może chciałabyś mi opowiedzieć, co się wczoraj wydarzyło? Byłam bardzo podekscytowana, gdy tutaj przyjechałaś. Mam wielu "przyjaciół", ale zdaje się, że przyjaźnią się ze mną głównie dla pieniędzy. Ale kiedy ty przechodziłaś przez drzwi, zobaczyłam w tobie szczerą bezinteresowność. Kiedy powiedziałam, że na pewno będziemy przyjaciółkami, właśnie o to mi chodziło. Nigdy nie zauważyłam czegoś takiego u żadnego przyjaciela. Gdy tylko zobaczyłam, że upadasz nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Prawie się popłakałam. Śmiertelnie się bałam. Wyglądałaś na smutną i twój głos też tak brzmiał. Kiedy uciekłaś Edward powiedział, bym pozwoliła ci zostać sam na sam ze sobą, przez kilka minut. Nie mogłam ustać nawet chwili, a co tu mówić o kilku minutach. Byłam zdenerwowana, więc kazałam Edwardowi iść i cię znaleźć - na chwilę się zatrzymała. - Bello, coś się stało i po prostu chcę to zrozumieć. Wiem, że możemy być najlepszymi przyjaciółkami, oczywiście jeśli ty też tego chcesz.
Właśnie Alice była osobą, która mogłabym obdarzyć zaufaniem. Następnie pomyślałam, że muszę to zrobić. Zanim porozmawiałam o tym z mamą w moim pokoju, nigdy nie pomyślałam, że mogłabym z kimś pogadać. Chciałam być najlepszą przyjaciółką Alice, ale nie wiedziałam, czy dam radę. Jestem optymistycznie nastawiona do tego pomysłu; ale chciałam też pamiętać, o tych dobrych chwilach spędzonych z Kristen, nie o tych smutnych. Ale Alice zasługiwała na lepszego przyjaciela niż ja, przecież byłam winna śmierci mojej najlepszej przyjaciółki! Jak miałam jej o tym wszystkim opowiedzieć i równocześnie jej nie przerazić? Nie chciałam stracić Alice, nie chciałam również stracić Edwarda. Nie mogłam powiedzieć o tym Edwardowi. Czy sprawiedliwe będzie, jeżeli powiem jednemu, a drugiemu nie? Chyba mogłabym to zrobić?
- Alice, oczywiście, że chciałabym być twoją przyjaciółką, nawet bardziej niż możesz to sobie wyobrazić - zaczęłam, a ona automatycznie się rozweseliła. Uśmiechnęłam się do niej, zadowolona, że mogłam ujrzeć ją szczęśliwą. Musiałam jej wszystko opowiedzieć, chociaż później na pewno mnie znienawidzi. - Alice, wczoraj Edward pytał mnie o to samo, a ja mu powiedziałam, że nie mogę mu nic wyjaśnić. Boję się ci o tym opowiedzieć, nie chcę cię stracić. Czy możesz mi przyrzec, że Edward o niczym się nie dowie i, że nie znienawidzisz mnie aż tak bardzo? - zatrzymałam się, aby usłyszeć jej odpowiedź. Ona tylko na mnie patrzyła i nad czymś myślała.
- Bella, nie mogłabym cię znienawidzić. Nic co powiesz nie odstraszy mnie od ciebie. Obiecuję, że nie powiem Edwardowi nawet, jeżeli mnie zapyta. Dotrzymam obietnicy - dodała Alice i skinęła głową bym kontynuowała.
- Alice na początku musisz zrozumieć, że bycie twoją najlepszą przyjaciółką to dla mnie trudne zadanie. Nie dlatego, że nie chce. Chodzi o to, że miałam już jedną. Byłyśmy nierozłączne i wszyscy traktowali nas jak rodzone siostry. Między nami nie było żadnych sekretów. Oczywiście zdarzały się kłótnie, ale kto tego nie przeżył? Lecz nigdy nie pozostałyśmy skłócone dłużej, niż godzinę - zatrzymałam się, by złapać oddech, nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak trudno mi będzie o niej opowiadać.
- Kristen Alice Loetes - szepnęłam jej pełne imię i nazwisko. Chciałam by wiedziała, dlaczego nie będzie mi łatwo.
- Miałyśmy takie same imię, to znaczy drugie imię. Dlatego, to jest dla ciebie takie trudne?
- Tak, Alice. Kiedy patrzę na ciebie, widzę ją. Nie jesteście podobne, ale obie piękne. No i to imię. Po prostu byłam cały czas w nieodpowiednim miejscu, zanim tu przyjechałam. To po prostu pierwszy raz od .. wypadku. Wybiegłam wieczorem, ponieważ chciałam pozbyć się tego bólu, nie miałam ochoty, by chłopaki na to patrzyli i nie chciałam, żebyś ty widziała mnie w takim stanie. Marzyłam o tym, by wrócić do domu. To nie ja zdecydowałam, że chcę się tutaj przeprowadzić. Moja mama zrobiła to za mnie, bym mogła powrócić do normalnego życia - zatrzymałam się, przypominając sobie rozmowę z mamą.
- Ale co... co się stało Bello? - zapytała Alice.
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
- Pewnego dnia, trzy miesiące temu Kristen wyszła, ponieważ się pokłóciłyśmy. To nie było nic specjalnego, często tak robiła. Jej rodzice w ogóle się nią nie interesowali, więc czasem mówiła, że mieszka ze mną. Kilka tygodni temu, poszła do miejsca zwanego klubem. Zadzwonili do mnie dopiero, gdy leżała już w szpitalu i powiedzieli, gdzie naprawdę była. Okazało się, że to było zupełnie inne miejsce - podziemny klub, w którym jest pełno dilerów. Sądzę, że ktoś jej coś sprzedał. Na początku myślałam, że już umarła, ale okazało się, że była w śpiączce. Tydzień później się obudziła, a ja kazałam złożyć jej obietnicę, że już nigdy więcej tam nie wróci. Zgodziła się, przynajmniej tak wtedy myślałam. Kilka dni przed... zabójstwem, spotkała faceta - Ricka i on chciał zabrać ją do tego właśnie klubu. Tej nocy, której zginęła, zapytała mnie czy nie chciałabym z nią pójść, a ja odpowiedziałam, że znienawidzę ją, jeżeli pójdzie tam ponownie. Wtedy ją straciłam; chodzi mi o to, że ona tam wracała. Do miejsca, które niemal ją zabiło - zatrzymałam się, by złapać oddech. Nie chciałam krzyczeć, by nie postawić na nogi całego domu. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Alice na skraju płaczu.
- Alice, mogę przestać, jeśli chcesz.
- Nie, nie kontynuuj. - powiedziała dziewczyna.
- Odwróciłam się od niej, byłyśmy na siebie złe, krzyczałyśmy, wydawało się, że trwało to kilka godzin. Wreszcie, słysząc wrzaski przyszła moja mama. Nie powiedziałam jej, o co chodzi, więc kazała Kristen wyjść. Byłyśmy na siebie nieźle wkurzone, kiedy opuściła pokój, ale naprawdę nie spodziewałam się, że pójdzie do tego klubu. Było około północy, gdy dostałam od Kristen SMS -a - przerwałam, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach. - Napisała, że jest się w niebezpieczeństwie i potrzebuje pomocy. Zdałam sobie wtedy sprawę, że jednak poszła do klubu. Złamała obietnice. Gdybym nie była aż tak bardzo wściekła, może udało by mi się dotrzeć tam, o wiele wcześniej. Nie wiem jak, ale dostałam się do tego miejsca i odnalazłam ją. Nie spodziewałam się, że zobaczę coś takiego. Otworzyłem drzwi ( ktoś mi powiedział, że może być właśnie tam i żebym poszła sprawdzić ) i ona - ona leżała na podłodze w kałuży krwi - przestałam opowiadać, nie byłam w stanie kontynuować.
Płakałam. Wyobraziłam sobie ją, jak leży i walczy o życie.
Alice wstają i przytuliła mnie z całej siły.
- Nie wiedziałam, że spotkało cię coś tak strasznego. Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała mówić dalej - powiedziała.
Potrząsnęłam głową i szlochałam w jej włosy.
- Nie, Alice. Muszę dokończyć, potrzebuje tego. - dodałam i kontynuowałam
- Jej chłopak - Rick stał nad nią, a ręce, w których trzymał pistolet, miał całe we krwi. Myślałam, że w pomieszczeniu znajdujemy się tylko my, ale ktoś z zaskoczenia złapał mnie za ramiona. Trzymali mnie mocno i w taki sposób, abym mogła patrzeć na śmierć mojej najlepszej przyjaciółki. Nie wiedziałam kto mnie trzyma, ale w ogóle mnie to nie obchodziło... Rick cały czas gadał. Powiedział mi, że to moja wina, że powinno to się stać już dawno temu. Byłam zdenerwowana, kiedy opowiedział mi, że Kristen od jakiegoś tygodnia brała prochy. Choć ona powiedziała stanowcze "nie", on nie przyjął tego do wiadomości i po kryjomu dosypywał jej narkotyków. Opowiedział, że gdy zobaczył ją po raz pierwszy był pijany. Gdy później się jej przedstawiał, udawał że widzi ja pierwszy raz w życiu. Zabrał ja do klubu, a następnie wygłosił tekst, który wydawałoby się, słyszy się tylko w filmach: "Jeśli ja nie mogę cię mieć, to w takim razie nikt nie będzie mógł". Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Krzyczałam najgłośniej jak mogłam w nadziei, że ktoś mnie usłyszy. Szczęście nie było jednak po mojej stronie. On wciąż powtarzał mi, że to wszystko moja wina. I może, gdybym zgodziła się przyjść tutaj z nią, to uniknęła by śmierci. Strzelił do niej sześć razy. A ja tylko stałam i patrzyłam. Kristen, moja najlepsza przyjaciółka została zabita przeze mnie! Ktoś wszedł i zobaczył co się stało. Zanim udało się wezwać policję, Rick uciekł. Oczywiście zeznawałam w sadzie, ale nie było komu postawić zarzutów - przerwałam, najgorsze było już za mną. Teraz jedyne co musiałam zrobić, to spojrzećAlicew twarz i być gotowa do powiedzenia do widzenia.
- Moja najlepsza przyjaciółka zmarła przeze mnie! Gdybym nie była taka głupia, to ona wciąż by żyła, a moja mama nie miałaby złamanego serca. To wszystko, o czym wczoraj myślałam. Wtedy zobaczyłam ciebie, Emmetta i Edwarda, oraz twarze waszych rodziców. Od razu was polubiłam. Zrozumiem Alice, jeżeli nie będziesz chciała już mnie znać. To co zrobiłam jest niewybaczalne, ale niestety muszę z tym żyć. Jednak wczoraj zdecydowałam, się przenieść. Powinnam przestać ranić ludzi, na których mi zależy. Dlatego nie powiedziałam Edwardowi, nie chciałam go skrzywdzić, nie chciałam go stracić. Jestem, taka, taka... samolubna - skończyłam nie wiedząc, co powinnam jeszcze powiedzieć. Siedziałam na stołku i czekałam. To co wydarzyło się po chwili, było całkowitym przeciwieństwem tego, czego się spodziewałam.
Alice wstała z krzesła i pociągnęła mnie do łazienki.
- Dziewczyna która jest w lustrze, na pewno nie jest egoistką. To nie ona zamordowała swoją najlepszą przyjaciółkę i na pewno nie powinna się obwiniać. Nikt mnie do niej zniechęci. Ona już jest moją przyjaciółką i zrobię wszystko co w mojej mocy, by jej to udowodnić - powiedziała Alice, wskazując na moje odbicie w lustrze.
Byłam zszokowana. Nie byłam w stanie wydusić ani jednego słowa, więc tylko odwróciłam się i przytuliłam Alice. Dziewczyna również mnie uściskała, a ja się popłakałam. Ona naprawdę była dobrym człowiekiem, dobrą przyjaciółką i została tutaj dla mnie, a ja nie wiedziałam, co teraz powinnam zrobić. Wiem, że na nią nie zasługiwałam, ale nie chciałam jej tracić.
- Bela, jak zapewne już wiesz, Edward cię uwielbia. Jestem pewna, że on tak myśli. Jeśli chcesz mu opowiedzieć, ale myślisz, że nie jesteś w stanie, to się mylisz. Wiem, że możesz to zrobić - szepnęła mi do ucha. Teraz załapałam, że ona już kilka razy powiedziała, że Edward mnie lubi.
Alice i ja postanowiłyśmy spędzić razem, cały dzień na robieniu... zakupów. Musiałam jej obiecać, że już nigdy więcej nie pójdę na zakupy sama, tylko ona już zawszę będzie mi towarzyszyć. Kupiła mi zbyt dużo rzeczy, przez co w centrum spędziłyśmy wiele godzin. Nie widziałam Edwarda przez cały dzień, więc pomyślałam, że ją o to zapytam.
- Alice, myślisz, że Edward jest na mnie zły? - spytałam, a ona spojrzała na mnie tak, jakbym ją uderzyła.
- Czemu tak myślisz? - wzruszyłam ramionami. - Może trudno ci będzie w to uwierzyć, ale Edward jest z natury samotnikiem. Nie rozmawia z nami zbyt często, w szkole również jest zawsze sam, nie raz musimy się do niego przysiadać na stołówce.
Patrzyłam na nią, zszokowana. Jak to możliwe? Edward, najgorętszy chłopak na świecie jest samotnikiem? ALICE ZASKOCZYŁA MNIE TĄ WYPOWIEDZIĄ.
- Edward też ma pewną przeszłość.
Skinęłam głową i zaczęłam się zastanawiać, co musiało przydarzyć się Edwardowi?
- Bella? - powiedział Edward, przywracając mnie do teraźniejszości.
1 Szlafrok Belli : ?
WSZYTSKIE PROPOZYCJE UBRAŃ SĄ ODEMNIE, NIE OD AUTORKI.
3 Strona
