Gwoli informacji: pisałam to, będąc na III roku studiów. Jako że jestem obecnie już po studiach, ta historia ma 2 lata. Ale to chyba w niczym nie przeszkadza...

Postaci i miejsca pożyczone. Zostaną oddane prawowitym właścicielom w stanie nienaruszonym.

Część druga – Hasła na tablicy

Lisa wiedziała, że studia zaczął na Hopkinsie, ale egzamin dyplomowy i obie specjalizacje robił już w Michigan, choć nie przyznał się, czemu się przeniósł w takim momencie. Była na wczesnym roku studiów, kiedy się pojawił. Kilka miesięcy później już było o nim głośno – wielokrotnie okazywał się być mądrzejszy od swoich wykładowców. Chłonął wiedzę jak gąbka, sprawiało mu to autentyczną radość. Był jednocześnie przemądrzały i zbyt pewny siebie, przez co nie miał wielu bliskich przyjaciół. Uczelnia doceniła jednak jego pasję i zdolności, pozwalała mu rozwijać się po swojemu. Udzielał się w sekcjach sportowych (był wysoki, szczupły, sprawny fizycznie), potrafił zaskoczyć świetną grą na gitarze czy pianinie, a o rozległości jego zainteresowań wiedzieli wszyscy. Podczas jego specjalizacji kilka razy władzom uczelni udało się go namówić na prowadzenie zajęć dla młodszych kolegów – wtedy też Lisa miała z nim pierwszy, bezpośredni kontakt. Była pod ogromnym wrażeniem. Gdyby miał inne priorytety, byłby genialnym, szanowanym i dobrze opłacanym wykładowcą. Ale on chciał leczyć. Bez większego trudu zrobił dwie różne specjalizacje (najpierw choroby zakaźne, potem nefrologię) i ruszył w świat jako genialny, szanowany (niekoniecznie lubiany) i dobrze opłacany specjalista medycyny diagnostycznej, jakkolwiek ogólnikowo mogło to brzmieć. On z tego uczynił sztukę i diagnostyka zaistniała w świecie, a jego nazwisko stało się jej symbolem.

Kiedy więc dwa miesiące temu spotkali się po raz drugi, w nieco mniej sympatycznych okolicznościach, dobrze się zastanowiła, popytała jego dawnych współpracowników i ostatecznie zaproponowała mu pracę.

Zgodził się i oto w życiu kilku osób rozpoczął się nowy rozdział. Nawet, jeśli nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.


Opiekunem studentów był otyły, starszawy i ogólnie niezbyt sympatycznie wyglądający (o ironio!) internista o nazwisku Hamar. Obecnie opasłymi tomiskami dręczył szóstkę swoich podopiecznych w świetlicy lekarskiej. Kiedy Lisa Cuddy weszła, cała szóstka spojrzała na nią ze słabą nadzieją, że ich wybawi od tego koszmaru.

- Ordynator diagnostyki z racji problemów z poruszaniem się potrzebuje dwóch studentów ze starszych lat do pomocy – oświadczyła. Nadzieja w sześciu parach studenckich oczu rozpaliła się na całego.

- Do czego będziemy mu potrzebni? – spytał jeden ze studentów, na oko z piątego roku.

- Do pomocy – powtórzyła Lisa. – Pewnie zabieranie pacjentki na badania, typowe „przynieś, podaj, pozamiataj". Radzę skorzystać z okazji. Niemal na pewno będziecie mieli więcej roboty, niż tutaj, ale ten lekarz jest najlepszym diagnostą w kraju. Możecie się od niego sporo nauczyć.

- Mówi pani o doktorze House? – spytał ten sam student.

Lisa skinęła głową.

Studenci popatrzyli po sobie.

- Byłem raz na jednym z jego gościnnych wykładów. Kurde! Co to było... – zaczął z zachwytem wypisanym na twarzy, ale szybko się opanował.

- Będziemy mogli się zmieniać? – spytał inny student, nieco młodszy.

- Będziecie mogli, ale doktor prosił o kogoś starszego. Pewnie chce, byście wiedzieli, co i dlaczego robicie.

Studenci znów popatrzyli po sobie. Zachwycony zaczął zbierać swoje zeszyty.

- Skąd wiecie, że pójdziecie? – odezwał się Hamar z pretensją w głosie.

- Wiedzą, bo to ja im wydam polecenie, panie doktorze – odparła oschle Lisa. Nie lubiła tego typa. Wskazała na jeszcze jednego studenta, który podniósł się z nieco mniejszym entuzjazmem. – Proszę zostawić notatkę dla innych, by się zmieniali. Doktor House podczas diagnozowania często zostaje w szpitalu do późna w nocy, więc niech przychodzą do niego studenci aktualnie na dyżurze.

- Czy mógłbym zostać z doktorem Housem do końca tego przypadku?

Lisa przyjrzała się młodemu entuzjaście. Uśmiechnęła się.

- Jeśli wytrzymasz z nim przez cały proces diagnozowania, będziesz miał zaliczone całe praktyki. Wierz mi, nie będzie łatwo.

- Zawsze warto spróbować – uśmiechnął się student i radośnie kontynuował zbieranie swoich rzeczy.


Na białej tablicy kulawy, wysoki lekarz zaczął czarnym markerem pisać swoje hasła:

GORĄCZKA
ZMĘCZENIE
UTRATA WAGI...


Winda zadzwoniła, wysiadła z niej Stacy, obciążona sporym kartonem. Winda obok też się otworzyła i uwolniła dwóch studentów. Cała trójka ruszyła w tę samą stronę.

- Przepraszam, pomóc pani? – spytał jeden ze studentów.

- Poproszę – uśmiechnęła się Stacy i z ulgą oddała karton. Chłopak zajrzał z ciekawością do środka: odkrył ekspres do kawy z niezbędnymi do działania akcesoriami, łącznie z dużym, czerwonym kubkiem.

Stacy poprowadziła ich do biura Grega, gdzie lekarz zdążył dopisać czwarte hasło, „BRAK APETYTU". Na szelest żaluzji przy szklanych drzwiach odwrócił się i uśmiechnął leciutko.

- Widzę, że tablica już jest – rzekła Stacy na wejściu. – Gdzie piłka?

- W biurze – Greg machnął markerem w stronę przyległego pomieszczenia. Stacy uśmiechnęła się na tak rzadki widok pustki na biurku, zburzonej tylko długopisami i czerwoną piłką.

- Do Świętej Trójcy Rekwizytów brakuje ci tylko jednego – powiedziała lekko. Student postawił karton na stole i wypakował ekspres. Greg niemal się roześmiał.

- To prawda. Wiedziałem, że czegoś tu brakuje.

Student postawił ekspres na blacie koło zlewu w rogu pokoju i podłączył go do prądu. Stacy zajęła miejsce chłopaka, który dołączył do stojącego przy stole kolegi, i zaczęła robić kawę.

Greg nie wrócił do pisania, wpatrywał się badawczo w studentów. W końcu jeden szturchnął ramieniem drugiego, drugi chrząknął i rzekł:

- Dyrektor Cuddy nas przysłała. Do pomocy.

- Z którego jesteście roku? – spytał, nie zmieniając wyrazu spojrzenia.

- Piątego. Ja... – zaczął Zachwycony. - ... jestem William Hirst. Will.

- A ja Steve Malckie – bąknął nieśmiało drugi.

- Po co mi to mówicie, skoro i tak za kilka godzin przyjdzie ktoś inny? – burknął Greg i wrócił do pisania. „OSŁA...".

- Ja poprosiłem doktor Cuddy, żeby pozwoliła mi zostać z panem przez cały ten... przypadek – wyjaśnił mocno już onieśmielony Will.

- Pijesz dużo kawy? – spytał Greg tablicę. Stacy w ciszy przysłuchiwała się całej dyskusji.

„...BIENIE".

- Raczej nie – odparł student.

- To się naucz albo wykorzystuj każdą okazję, żeby się przespać. Skoro chcesz tu zostać, wiedz, że będę cię wyciskał jak cytrynkę – Greg odwrócił się do nich i uniósł brwi, po czym wrócił do pisania. Stacy tymczasem doczekała się kawy, wsypała do kubka trochę cukru, zamieszała i podała mu. Greg odstawił kulę i chwycił kubek lewą ręką. Pociągnął solidny łyk aromatycznej zawartości.

- Powodzenia – rzekła Stacy cicho i cmoknęła go w policzek, po czym wyszła.

Chłopaki popatrzyli po sobie i w końcu usiedli. Spojrzeli na wysoką postać przy tablicy. Na żarówiaste, tanie adidasy, wytarte dżinsy, paski szyny oplatające prawą nogę, kule ortopedyczne oparte o tablicę; na wygniecioną, luźną, niebieską koszulę i przebijający spod spodu czarny t-shirt. Na krótko przycięte, lekko kręcone, czarne włosy. I prawą rękę wciąż piszącą swoje hasła.

Steve w końcu postanowił coś powiedzieć. Dźwięk pisania markerem po tablicy nie był dla niego zbyt przyjemny.

- Miał pan wypadek? – spytał.

- Tak jakby – odparł Greg, nie przerywając pisania. „BÓL MIĘŚNI"

- Na nartach?

- Chciałbym – mruknął obojętnie.

- Dawno temu?

Greg zamaszyście postawił kropkę po „PRZYSP. ODD." i odwrócił się do studentów.

- Wyglądam jak Kelly Matters?

Steve zamrugał.

- Słucham?

- Wyglądam, jakbym był pacjentem płci żeńskiej? – spytał ostrzej, surowo taksując studentów stalowym spojrzeniem dużych, błękitnych oczu i wskazując na kartę na stole. – Mną się już zajmowano, teraz mamy uroczą dwudziestosześciolatkę do wyleczenia. Na tablicy macie główne objawy, na stole leży karta, jeśli chcecie wiedzieć coś jeszcze. Przeczytajcie to i zaczynamy.

Greg pokuśtykał do swojego biura, gdzie właśnie dzwonił telefon. Kiedy wszedł, zauważył wózek, który ktoś nie wiadomo kiedy postawił pod regałem blisko drzwi. Pomysł był niby jego, ale zaczął go żałować. Za dużo go kosztowało rozpoczęcie używania kul. Jazda na wózku była krokiem do tyłu, choć wiedział, że pod koniec dnia nie będzie miał wyboru, bo lewa noga w końcu odmówi mu posłuszeństwa.

Steve tymczasem sięgnął po kartę, Will wpatrywał się w pismo na tablicy. Steve co chwilę na niego spoglądał, aż w końcu nie wytrzymał i szepnął:

- Toaleta jest korytarzem na lewo.

Will spojrzał na niego ze zdziwieniem.

- Co? Nie muszę iść do toalety – odszepnął.

- Naprawdę? Wyglądasz, jakbyś zaraz się miał zsikać z zachwytu. Weź się opanuj.

Greg wrócił do pokoju lekarskiego w momencie, kiedy padały ostatnie słowa, ale studenci z wyrazu jego twarzy domyślili się, że tak właściwie słyszał wszystko.

- Miałeś już kiedyś ze mną do czynienia? – spytał Willa.

Ten zarumienił się.

- Tak, byłem na jednym z pańskich wykładów – przyznał w końcu.

- Podobał się? Pozbawię cię złudzeń: tu będzie znacznie, znacznie gorzej.


c.d.n.

R&R? ;)