Postaci i miejsca pożyczone. Zostaną zwrócone prawowitym właścicielom bez wyrządzania im krzywdy.

Część trzecia – Wstępna teoria

Greg podszedł bliżej, stanął między stołem a tablicą i spytał spokojnie:

- Jaką mamy teorię?

Chłopaki znów spojrzeli na tablicę. Objawy jak objawy...

- Infekcja – stwierdził Stevie. – Wygląda na grypę.

Greg przewrócił oczami.

- Odpada. Grypę możne zdiagnozować byle jaki lekarz, a ja jestem jej piątym. Coś jeszcze?

Cisza.

- Chłopaki, jesteście na piątym roku. Jakieś dodatkowe synapsy się zdążyły utworzyć.

Nadal cisza.

- Panie Hirst, to ode mnie zależy, czy zaliczy pan trzy tygodnie praktyk w jeden. Myśleć tutaj.

- Można zrobić morfologię, wsadzić pacjentkę do rezonansu albo tomografu i poszukać czegoś nieprawidłowego – stwierdził Steve. – Musimy mieć od razu jakąś teorię?

- Tak – odparł Greg spokojnie, siadając na krawędzi stołu i za pomocą kuli przyciągając tablicę bliżej. – Nawet błędną. Nie robimy losowego badania całego ciała: wyjątkiem jest morfologia, bo to standard i zaraz ją powtórzymy, ale wsadzanie pacjentki do tomografu, by znaleźć cokolwiek, nie ma sensu. Bo coś pewnie znajdziemy, będziemy ją w tym kierunku leczyć, po czym na sekcji się okaże, że ups, to jednak nie było to – rzucił studentom szybkie spojrzenie i mówił dalej, choć było to bardziej myślenie na głos. – W diagnostyce trudnych przypadków wstępna teoria zazwyczaj ma niewiele wspólnego z ostateczną. Ale jeśli stwierdzimy, że nasz pierwszy pomysł był zły, będziemy już wiedzieli COŚ. Przy badaniach wyeliminujemy kilka kolejnych możliwości i już będziemy bliżej. Szukamy dalej. Aż do skutku. Byle działać w konkretnym kierunku. Zapamiętajcie sobie na przyszłość: „poszukajmy czegokolwiek" i „szukajmy losowo" to dwa wyrażenia, których nie ważcie się przy mnie używać. Radą na to drugie zazwyczaj jest wyciągnięcie kompendium chorób wewnętrznych i szukanie alfabetycznie. Co jest idealnym sposobem na pognębienie lenia, bo ja jeszcze nigdy tego nie robiłem.

Studenci milczeli. Greg łyknął kawy. Minęło kilka kolejnych sekund.

- Zespół paraneoplastyczny – rzekł w końcu Will.

Greg spojrzał na niego oczami bez wyrazu. Wewnętrznie błagał Boga, w którego zresztą nie wierzył, o litość. I cierpliwość.

- Skąd ten pomysł? – spytał.

- To się rzadko zdarza, pomyślałem...

- Jasne, że niby lepsza głupia teoria od żadnej. – Uniósł jedną z kul i wskazał listę objawów. – Co według ciebie wskazuje na zespół paraneoplastyczny?

Cisza. Greg przewrócił oczami. Miał dostać myślących, a na razie tylko on musi się tu wysilać.

- Mamy tu objawy czegoś konkretnego, a w tym zespole zazwyczaj występują symptomy nie-wiadomo-czego. Neurologiczne, immunologicznie, kardiologiczne, a wszystkie w najciekawszych wydaniach. Fakt, lubię takie sprawy oglądać, ale sama diagnoza jest już niefajna. Co zrobisz, żeby wyeliminować nowotwór na tym etapie diagnozowania?

Studenci popatrzyli po sobie.

- Prześwietlenie całego ciała – mruknął Will.

- Więc już wiesz, czemu wolę jednak inne rzadkie schorzenia. Wrócimy do tego, jak będziemy wiedzieli więcej. Na razie nic fajnego się nie dzieje, więc myślcie dalej.

Znów zapadła cisza.

- Co powiecie o tym, co tu widzimy? – spytał w końcu. Sam się zdziwił, że jest taki spokojny. Może jego obecne leki przeciwbólowe były odrobinę za mocne.

Studenci spojrzeli jeszcze raz na tablicę.

GORĄCZKA
ZMĘCZENIE
UTRATA WAGI
BRAK APETYTU
OSŁABIENIE
BÓL MIĘŚNI
PRZYSP. ODD.

- Dużo tego – mruknął Will. – I nic konkretnego nam nie mówi.

- Czyli co? Za dużo czy jednak za mało danych? – dopytywał Greg.

- Chyba za mało – ponownie mruknął Will.

- Panie Hirst, fakt, że mam dwa twarde, okrągłe w przekroju przedmioty pod ręką nie znaczy, że będę ich używał na pańskiej głowie. Na razie. Angażuj się bardziej. Tak, informacji mamy za mało. Znając już mój stosunek do prześwietleń całego ciała, co zrobicie, by uzyskać więcej informacji?

Cisza.

- W tym szpitalu jest biblioteka, na pewno mi użyczą kompendium chorób wewnętrznych - stwierdził Greg, patrząc w sufit.

- Przepraszamy, ale... – zaczął Steve. Przerwał pod wpływem surowego spojrzenia Grega.

- Miałem wam zlecić powtórzenie wywiadu z pacjentką, ale w tej sytuacji jedyne, co byście z niej wyciągnęli, to rozmiar stanika – rzekł już bardziej twardo. – Podstawowe przyczyny różnych schorzeń! – Wstał ze stołu i obrócił tablicę. Znów chwycił w dłoń marker i zaczął pisać na czystej stronie. – Infekcja – mówił, zapisując kolejne hasła. – Grypa nie jest jedyną rzeczą, którą roznoszą różne paskudztwa, a objawy są grypopodobne, więc można pójść też w tym kierunku. Czynniki środowiskowe – drugie hasło. – Po rozmowie z pacjentką i pobraniu krwi na morfologię i posiew, pojedziecie do jej domu i sprawdzicie, czy nie ma tam czegoś podejrzanego, jak pestycydy, pleśń i inne. Czynniki wewnętrzne, jak autoimmunologiczne – trzecie hasło na tablicy. – To częściowo wyjdzie z morfologii. Narkotyki i leki. Zatrucia – kolejne dwa hasła. – Tu będą ważne wywiad i toksykologia. Coś jeszcze? – zastanowił się, wciąż patrząc na tablicę. – Ten nieszczęsny nowotwór – szóste hasło. – Krwi wyjdzie z morfologii. Litymi się zajmiemy przy bardziej specyficznych objawach. Jakieś inne pomysły?

Odwrócił się do swoich „pomocników". Studenci już stali, gotowi do wyjścia. Greg odłożył pisaki i chwycił swoje kule.

- Idziemy do pacjentki - oświadczył. – Jak od niej wyjdziemy, macie być z powrotem na piątym roku studiów, a nie cofnięci do przedszkola.

Ku ich zaskoczeniu, nie wyszedł za nimi z pokoju lekarskiego, tylko najpierw skierował się do biura. Kiedy się pojawił na korytarzu, dziarsko napędzał koła wózka inwalidzkiego, kule trzymając na kolanach.

- Pomóc panu? – spytał lekko skołowany Will.

Greg podał mu kule.

- Możesz potrzymać – rzekł luźno, ale „uciekaniem" im dał jasno do zrozumienia, że dalszej pomocy sobie nie życzy. Kiedy docierali do pokoju pacjentki, Greg zatrzymał wózek, gestem poprosił o kule, wstał i na własnych nogach wszedł do sali.

Kelly Matters była drobną, niską brunetką o zielonych oczach i łagodnych rysach twarzy. Siedziała na łóżku z podkurczonymi nogami, a kiedy weszli, spojrzała na nich badawczo i nieco wrogo.

- Pani Matters... – zaczął Greg, przechodząc przez pokój.

- Panna – poprawiła pacjentka. Greg rzucił jej czujne spojrzenie.

- Bez różnicy – odparł szybko. – Nazywam się Greg House, jestem pani lekarzem prowadzącym. To są doktorzy Hirst i Malckie, będą mi pomagać przy tym przypadku.

Doszedł do krzesła i usiadł, przejął kartę pacjentki od Steve'a.

- To nie są lekarze – rzekła Kelly z protestem w głosie. – Widziałam ich już, to studenci.

- Prawie lekarze. – Greg przewrócił oczami. – Dopilnuję, żeby nie zrobili pani krzywdy.

- Studenci będą się na mnie uczyć? A może sobie tego nie życzę?

- To szpital kliniczny. Nikt pani nie ostrzegł? – Spojrzał na nią na tyle ostro, że wbiła spojrzenie w koc na łóżku. – Kiedy zaczęły się pierwsze objawy?

- Trzy tygodnie temu – odparła Kelly.

- Mogły zostać wywołane czymś konkretnym? – nagle wtrącił się Steve, zanim Greg w ogóle zdążył otworzyć usta. Lekarz nie był jednak zły z tego powodu. Wręcz się uśmiechnął.

- Nic mi nie przychodzi do głowy.

- Ktoś z pani otoczenia też zachorował? – znów Steve.

- Mieszkam sama.

- Sąsiedzi?

- Nic mi o tym nie wiadomo, nie znamy się. – Kelly wzruszyła ramionami.

- Oprócz ogólnych objawów, jak gorączka czy ból mięśni, zauważyła pani jeszcze coś podejrzanego?

- Jak się zmęczę, pokrwawiam z nosa i czasami mam wrażenie, że serce mi dziwnie bije.

- Bierze pani jakieś leki, środki ziołowe i tym podobne?

- Nie.

I tu zapadła cisza. Greg spojrzał na swoich podopiecznych i na kartę.

- W porządku, to by było na tyle – rzekł, wstając ciężko z krzesła i przekazując teczkę z powrotem Steve'owi. – Pielęgniarka pobierze krew na morfologię. Będziemy w kontakcie.

Cała trójka wyszła z pokoju. Greg usiadł na wózku, ale nie ruszył.

- Zaczniemy od sprawdzenia jej domu. Przeszukajcie wszystko, zbierzcie to, co może się wam wydać podejrzane - polecił.

- Nie powinniśmy byli poprosić pacjentki o klucz? – spytał nieśmiało Will.

- A myślisz, że by wam go dała? Z doświadczenia wiem, że ludzie nie lubią, jak im się przeszukuje domy, za plecami lub nie. Najlepiej się wtedy w ogóle nie przyznawać – Greg położył swoje kule na kolanach, zawrócił wózek i skierował się do biura.

- A to nie jest nielegalne?

- Jest – odparł z uśmiechem Greg. – Dlatego uważajcie, żeby was nikt nie przyłapał, bo pierwszego dnia pracy nie chcę się tłumaczyć nowej szefowej z aresztowania dwóch studentów.

Zdecydowanym pchnięciem popędził wózek do szybszej jazdy, zostawiając za sobą dwóch bardzo skołowanych studentów medycyny.


Podoba się?