Część siódma, c.d.

- Z okazji gwałtownego pogorszenia się stanu pacjentki wasz udział intelektualny w procesie diagnozowania, i tak już iluzoryczny, zostaje niniejszym ograniczony do minimum. Na propozycje będę czekał dwie sekundy, za ich brak nie przewiduję konsekwencji... bezpośrednich – rzekł Greg, kończąc zdanie tonem, który wskazywał na domyślne „ale nad pośrednimi się jeszcze zastanowię".

House i jego wczorajsi studenci stali przed śluzą na blok operacyjny, patrzyli na przygotowania personelu do zabiegu na ich pacjentce. Will i Steve uznali za stosowne się nie ucieszyć widocznie ze zmniejszenia wymagań. Właściwie w ogóle się nie ucieszyli. Widząc nieprzytomną pannę Matters wręcz poczuli po raz pierwszy odpowiedzialność za czyjeś życie. Gdyby nie spokojny, kulawy mężczyzna przed nimi, uciekliby w panice.

Fakt, że stali tutaj, zasugerował im, że nie będą brali bezpośredniego udziału w operacji. Zresztą Greg szybko to potwierdził, kierując podopiecznych na galeryjkę nad salą operacyjną. Sam jednak został dłużej przy śluzie, co było przezorne, bo niedługo po odejściu jego studentów pojawił się pochód dziesięciu kolejnych z doktorem Hamarem na czele. Cała jedenastka najwyraźniej miała ochotę przejść przez drzwi za Gregiem. House nagle poczuł, że wracają stare dobre czasy scysji z niegdyś praktykującym internistą. I chociaż konfrontacji słownych nigdy się nie bał, nie podobało mu się to. Hamar potrafił mierzyć ciosy poniżej pasa. A Greg bardzo nie lubił obrywać w te okolice.

- Pan doktor nas przepuści? – spytał Hamar, stając przed diagnostą zagradzającym drzwi.

- Pan doktor nie przepuści – odparł spokojnie Greg. Bardziej spostrzegawczy studenci zauważyli zgęstnienie atmosfery i delikatnie, cichutko się wycofali. – Pacjentka znajduje się w stanie zagrożenia życia, niech nikt zbędny się nie pałęta pod nogami. Możecie pójść na górę, do Malckiego i Hirsta.

- W celach dydaktycznych... – zaczął Hamar, do którego oczywisty i słuszny argument najwyraźniej nie trafił.

- Jestem lekarzem prowadzącym i obecnie mam głęboko gdzieś twoje cele dydaktyczne – przerwał mu House. – Jazda na galeryjkę albo w ogóle wynocha.

- House... – zaczął Hamar, podchodząc bliżej Grega, który dosłownie zaparł się na swoim miejscu i ani myślał ustąpić.

- Doktorze Hamar – usłyszeli za sobą zdecydowany, kobiecy głos. – Proszę zabrać studentów na górę. Bez dyskusji.

Źródłem głosu była Lisa Cuddy z niezbyt szczęśliwym wyrazem twarzy. Greg uśmiechnął się do Hamara zaciśniętymi wargami, patrzył z cichą satysfakcją na wycofywanie się wroga.

- Doktorze House – zaczęła Lisa, kiedy Hamar i jego studenci byli poza zasięgiem wzroku. – Mam nadzieję, że jakoś pan panuje nad sytuacją i że wiedział pan, co robi, kiedy wczoraj pozostawił pan pacjentkę wyłącznie pod obserwacją.

Cichy triumf Grega zgasł jak zdmuchnięta świeczka. Niebieskie oczy spojrzały lodowato na Lisę, jakby chciał ją zabić wzrokiem.

- Jaja sobie robisz? – spytał niskim, przepełnionym złością głosem. - ... pani dyrektor? – zakończył i zanim zdołała zareagować, minął ją i ruszył w stronę windy na galeryjkę. Nie poczuwał się do obowiązku wyjaśnienia szefowej, na jakiej podstawie podjął taką, a nie inną decyzję. Tłumaczył się na stażu i specjalizacjach, po piętnastu latach praktyki lekarskiej już nie musiał.

Lisa nie miała siły się zdenerwować na ten wyraźny okaz braku szacunku wobec przełożonej. Tak właściwie poczuła wyrzuty sumienia. Miała ochotę za nim pobiec i go przeprosić, ale domyślała się, że nie miałoby to znaczenia. Stała chwilę w swoim miejscu, zastanawiając się, co dalej.

W końcu sama poszła na galeryjkę, stanęła blisko drzwi. House już był w środku, nie skomentował jej pojawienia się, za to porozstawiał studentów po swojemu. Will i Steve dostali miejscówkę koło Grega, przy pochyłej szybie nad salą, gdzie mogli widzieć nie tylko operatorów, ale też widok z endoskopu i innych urządzeń wideo, które miały być użyte podczas operacji. Zahukana grupka Hamara wylądowała bardziej z tyłu.

Początkowo obserwowali zabieg w ciszy. Kiedy pojawił się pierwszy obraz jelit pacjentki, Greg zaczął:

- Kolejne morfologie i badania moczu wykazały pogarszanie się funkcji wątroby i nerek. Z posiewu krwi i kału wiemy, że to nie infekcja. Teraz mamy ten obrazek. Na co wam to wygląda? – spytał, patrząc na swoje „cytrynki".

- Choroba Leśniowskiego-Crohna - rzekł Will przed upływem dwóch sekund.

- To w Crohnie występują objawy ogólne? – rzucił jakiś student z tyłu.

- Gorączka, zmęczenie, bóle mięśni, wysypka – wyliczał Will. – Mogą być objawy nerkowe, anemię pewnie tłumaczą krwotoki, których pacjentka mogła nie zauważyć.

- Ciężko nie zauważyć, że kał zaczyna mieć buraczkowy kolor, ale niech ci będzie – zgodził się Greg, skrzętnie ukrywając zdziwienie (o ile je poczuł) aktywnością studenta. – Mnie to wygląda na stany martwiczo-zapalne. – Przyjrzał się dokładnie obrazowi na ekranie. – Crohna ciężko stwierdzić jednoznacznie. Zwłaszcza, że objawy pacjentki jednak nie koncentrują się na brzusznych.

Patrzyli przez chwilę na próby znalezienia przez operatorów źródła krwawienia. Z biegiem czasu zabieg zyskiwał na powadze. W końcu przeciągnął się na tyle, że House odesłał wszystkich studentów, łącznie ze swoimi, na oddział lub do innych zajęć. Kiedy został sam (Lisa wyszła po angielsku, nie wiadomo, kiedy), włączył mikrofon i nadał do chirurga:

- Wygląda to na Crohna?

Chirurg spojrzał w jego stronę i pokiwał głową.

- Niezupełnie – odparł. – Coś tu się jednak dzieje niedobrego.

- Widzę, cholera – mruknął do siebie Greg.


Kiedy wrócił do pokoju lekarskiego prawie godzinę później, Steve i Will zajęci byli zgłębianiem wiedzy medycznej – Hirst odzyskał „Kompendium" ze świetlicy, ale nadal tkwił na literze „R", Malckie natomiast studiował treść drugiej książki, zwiniętej z biblioteki przez Grega – „Anatomię" Gray'a. Na widok lekarza odłożyli swoje lektury i przybrali możliwie inteligentne wyrazy twarzy.

- Co tam ciekawego wyczytaliście? – rzucił lekko Greg, podchodząc do tablicy. Studenci uznali za stosowne nie odpowiedzieć. Greg wziął kawałek papierowego ręcznika i bardzo wymownie zmazał napis „Infekcja" z listy podejrzanych. – Jeśli was to interesuje, panna Matters jest w stanie stabilnym, obecnie leży na OIOMie – rzekł, chwytając czarny marker. – Za jakąś godzinę będzie w stanie być przemieszczana w celu robienia dalszych badań. Na razie musimy zadowolić się okazją do przemyśleń i badaniami na miejscu.

Podszedł do stołu i swoim zwyczajem usiadł na blacie, zaczął bawić się pisakiem, wciąż trzymanym w dłoni.

- Razem z chirurgiem doszliśmy do wniosku, że to nie choroba Crohna oraz że wyraźny jest odczyn martwiczo-zapalny, o czym zresztą mówiłem już wcześniej. Teraz trzeba się tylko domyśleć, co było najpierw.

Zamilkł, studenci popatrzyli po sobie.

- W jakim sensie, co najpierw? – spytał Steve.

- Czy martwica wzięła się z zapalenia, czy zapalenie z martwicy – wyjaśnił Greg oczywistym tonem, ale zauważył, że nie przekonał studentów. – Co jest, zapomnieliście już o zajęciach z patologii? Mam was przepytać?

Nadal tępota na twarzach.

- Co to jest zapalenie? – rzucił Greg belferskim tonem.

- Nooo... Reakcja organizmu na zniszczenie tkanki – odważył się Steve.

- Dorzuć do tego pięć podstawowych objawów, to może ci nie zlecę przerobienia „Anatomii".

- Ucieplenie, ból, osłabienie funkcji, obrzęk i zaczerwienienie – wyrecytował Will.

- Miał być Steve. Jeszcze coś dla ciebie wymyślę – spojrzał wymownie na Malckiego, który poczuł, jak to jest stracić tę maluteńką nutkę sympatii ze strony srogiego opiekuna. – Czyli zapalenie mogło być reakcją na martwicę?

- Mogło – ostatecznie zgodzili się studenci.

- Powiedzmy więc, że martwica była najpierw i to ona wywołała zapalenie. Co mogło wywołać martwicę?

Bang. Tu nawet „Anatomia" Gray'a nie pomoże. Studenci wbili spojrzenia w stół. Gdyby był tu ktoś jeszcze, ten typowy sposób uzyskania niewidzialności może miałby szansę na powodzenie.

Greg spojrzał na listę podejrzanych. Na choroby autoimmunologiczne leukocytoza była nieco za niska, choć nie rezygnowałby jeszcze z tej możliwości. Co jeszcze zostaje, skoro wyeliminowali czynniki środowiskowe, zatrucia i infekcje?

- Co powiecie na nowotwór? – rzekł w końcu.

- To zespół paraneoplastyczny? – zdziwił się Will.

- Co się tak uparłeś na zespół paraneoplastyczny? – skrzywił się Greg. – Nie. Przynajmniej nie taki najfajniejszy. Nowotwór może wywołać przewlekły, łagodny, zespół rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego* - wyjaśnił. – Skrzepy blokują kapilary, wywołując objawy hipoksji**, a spadek trombocytów i krwawienie wynikają ze zużycia. Wszystko ładnie pasuje.

- Gdzie szukamy w takim razie? – znów spytał Will.

- Ja obstawiam jamę brzuszną. Jakieś inne propozycje?

- To może być wszędzie. Mówił pan, że nie lubi pan skanów całego ciała – odezwał się Steve.

- Bo nie lubię. Pójdźcie do doktora Wilsona, powiedzcie, że ja was przysyłam i poproście go o pomoc przy biopsji węzła chłonnego, a jak pacjentka się nieco ustabilizuje, zabierzcie ją na rezonans jamy brzusznej.

Studenci wyszli, mijając w drzwiach chudą, urodziwą brunetkę w fartuchu do kolan i w butach na szpilkach. House nie zwrócił na nią uwagi, bo wpatrywał się w tablicę. Dziewczyna zastukała delikatnie w taflę szkła.

- Doktorze House? Na stanowisku pielęgniarek poproszono mnie, bym panu przyniosła ostatnie wyniki badań pańskiej pacjentki.

- Poproszono cię? – spytał ze sceptycyzmem w głosie.

Studentka szóstego roku, która pomagała mu wczoraj, podeszła bliżej i wyciągnęła do lekarza rękę z wynikami.

Dziewczyna znów spróbowała do niego nadać, kiedy chwycił kartkę. Nagle spojrzał na nią stalowym spojrzeniem, już bez cienia sympatii, jaką okazywał wczoraj, i niemal wyszarpnął wyniki z jej dłoni.

- Możesz w końcu przestać? – spytał nieco ostro.

Studentka raczyła się zapłonić. A jednak to poczuł. Ale po prostu nie trafiła na podatny grunt.

- Nie jestem zainteresowany – dodał.

- Przepraszam – wyjąkała, odwróciła się i ruszyła do drzwi. Nie wyszła jednak, znów na niego spojrzała. Przyglądał się jej przenikliwie, w taki sposób, że ją ciarki przeszły. – Nie wiem, czemu mam wrażenie, że jeszcze się spotkamy.

- Skoro masz praktyki w tym samym szpitalu... – zaczął.

- Nie, nie o to chodzi. Ale pewnie i tak nie będzie mnie pan pamiętał. – Uśmiechnęła się łagodnie. – Przepraszam jeszcze raz. Obiecuję, że to się nie powtórzy.

Wyszła ostatecznie, usiłując powstrzymać uczucie przemożnego zawstydzenia.


Przypisy:

* zespół rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego – w skrócie DIC. Było w paru odcinkach.

** hipoksja – niedotlenienie.

c.d.n.