Część ósma (brak pomysłu na tytuł, który by nie zdradzał za dużo ;) )

Częścią tą zaczynam wątek, który mi ostatecznie nie podpasował, ale postarałam się, żeby wyszło jeszcze bardziej nijako. ;)

BTW, dziękuję tym trzem osobom, regularnie odwiedzającym tego fika. ;)


W drodze z bufetu do windy znowu natknął się na szefową. Wbrew jego podejrzeniom Lisa nie wypytywała go o jego przypadek, tylko o odczucia z drugiego dnia pracy.

- To powrót na stare śmieci – odparł ze wzruszeniem ramion. – Poza tym w swojej karierze zdążyłem się przyzwyczaić do tych drugich dni pracy – dodał z uniesieniem brwi. Lisa dyplomatycznie się uśmiechnęła, ale nie zdołała nic odpowiedzieć, bo Greg już był w drodze do windy, jakby od niej uciekł.

Wróciła do swojego biura, skąd widziała, że drugą osobą, która zatrzymała House'a, był doktor Hamar.


- House! – usłyszał za sobą męski głos, połączony z ciężkimi krokami. Greg odwrócił się na pięcie (lewej), a widząc Hamara, warknął ostro:

- Czego?

- Musimy w końcu pogadać. Jak mężczyźni.

- Taak? – zdziwił się Greg, patrząc na przeciwnika z góry z wyrazem twarzy pod tytułem „Poza mną jest tu jeszcze jakiś mężczyzna?"

- Tak – odparł Hamar, nie dając się zbić z tropu. – O tym, co się stało.

- Nie ma o czym mówić, było, minęło – wzruszył ramionami Greg. – Ostatecznie i tak wyszło na moje. Poza tym nie chcę, żeby ludzie pomyśleli, że zniżam się do twojego poziomu.

- Ja bym chciał się jednak dowiedzieć kilku rzeczy – mówił Hamar, zagradzając House'owi dojście do windy.

- Wiem, że z mojej strony zabrzmi to dziwnie, ale nie musisz wiedzieć wszystkiego.

- Tchórzysz? – uśmiechnął się złośliwie były internista.

- Oczywiście. Jestem tchórzem i jestem z tego dumny.

Ostatecznie jednak wylądowali w pustym gabinecie lekarskim w przychodni.


Lisa widziała, że pierwszy, po dziesięciu minutach wyszedł Hamar, z wyrazem twarzy typowym dla długoletniego zrzędy, czyli nie wiadomo, czy zadowolonym, poirytowanym, czy jakimkolwiek innym.

Kilka minut później wyszedł House.


Steve i Will po dotarciu na oddział diagnostyczny bardzo się zdziwili zastanym stanem biura Grega. Mianowicie drzwi bezpośrednio prowadzące na korytarz były zablokowane, a żaluzje od tej strony zasunięte. Studenci postanowili spróbować wejść przez pokój lekarski – te drzwi były otwarte. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że Grega w jego biurze nie ma, ale po chwili wypatrzyli go, leżącego na plecach między biurkiem a oknem. Studenci popatrzyli po sobie i weszli, stanęli lekarzowi praktycznie nad głową.

Greg wyglądał, jakby po prostu odpoczywał. Leżał z zamkniętymi oczami, wyprostowany, z palcami splecionymi na brzuchu, z prawą nogą uwolnioną od szyny, podpartą „Kompendium chorób wewnętrznych" i „Anatomią" ułożonymi jedna na drugiej.

- Badanie w kierunku amyloidozy wyszło negatywnie – poinformował lekarza Steve, choć nie był pewny, czy adresat wypowiedzi czasem nie śpi. Wątpliwości rozwiało głębokie westchnięcie i ciche „kurde" dochodzące z poziomu podłogi.

- Co teraz? – spytał Will ze zmartwieniem wypisanym na twarzy.

- To twoje ulubione pytanie, co? – rzucił Greg z wciąż zamkniętymi oczami. – Teraz przemieścicie swoje tyłki gdzieś daleko stąd i będziecie czekać, aż znów okażecie się potrzebni. Sposób na wypełnienie czasu dobierzcie sobie dowolny. Znajdę was po zapachu paniki.

Studentom nie pozostało nic innego, jak zgodnie z poleceniem sobie pójść.

A Lisa Cuddy nie skończyła z kontrolą na dziś. Popatrzyła na dwoje młodych ludzi, którzy opuszczali pokój lekarski diagnostyki z opuszczonymi głowami i nie omieszkała sprawdzić, co się stało. Zwłaszcza, że rozmowa Hamara z Housem ją wyraźnie martwiła.

Była nieco bardziej spostrzegawcza od studentów i domyśliła się, że lekarz nie czuje się najlepiej – nieco pobladł, był lekko spocony i oddychał ciężko. Postanowiła jednak chwilowo to przemilczeć, tak samo stojącą na biurku, rozpoczętą fiolkę z narkotycznymi lekami przeciwbólowymi.

- Jak tam pańska pacjentka? – spytała.

- Okaz zdrowia, dziękuję – odparł, nie otwierając oczu. – Nie ma pani dziś nic lepszego do roboty?

- Poza częstym nachodzeniem mojego nowozatrudnionego lekarza, znanego z ryzykownych działań? Nie.

Otworzył w końcu oczy. Spojrzał na nią swoim stalowym spojrzeniem, nieco łagodniejszym od tego, jakim ją obdarował rano przed salą operacyjną. Albo w ogóle było to spokojne, neutralne spojrzenie – nie wiedziała, bo w pozycji horyzontalnej ostre rysy jego twarzy wygładzały się, a z odległości półtora metra ciężko było ocenić dokładnie, jakie to spojrzenie miało być.

Pozycja, w jakiej oboje się znajdowali, była w pewien sposób niebezpieczna. Lisa Cuddy stała nad głową Grega House'a. W SPÓDNICY. Kilka lat później podobna sytuacja skończyłaby się kolejnym seksistowskim komentarzem ze strony lekarza, albo znająca go znacznie lepiej Lisa w ogóle by do czegoś takiego nie dopuściła. Na razie jednak Greg patrzył wyłącznie w twarz szefowej.

- Może mi pani podać piłkę? – spytał w końcu.

Lisa westchnęła, ale spełniła prośbę. W końcu postanowiła znów spróbować go zdenerwować.

- Wiem, że panna Matters wcale nie jest okazem zdrowia i zaczyna mnie to martwić. Wiem, że to może być ciężki przypadek...

- Córka sponsora? – przerwał jej. To spojrzenie już zdecydowanie było ostre. Greg z całą pewnością zdawał sobie sprawę z wymowy jego soczyście błękitnych oczu i nauczył się ją wykorzystywać.

- Przewiduje pan, że kiedy będzie znał diagnozę?

Skierował spojrzenie gdzieś w okolice swojego biurka, wyglądał, jakby liczył.

- Dziś wieczorem – odparł z pewnością w głosie.

- Oby – odparła, kierując się do wyjścia.

- Możemy się założyć.

- O pańską posadę – burknęła, nie przestawając iść.

- Stoi – zawołał za nią, wciąż leżąc na podłodze.


Po wyjściu z biura House'a nie wiedziała specjalnie, co teraz ma zrobić. Domyślała się, że mogło się stać coś niedobrego już po zobaczeniu lekarza po jego rozmowie z Hamarem, teraz zastała go niby odpoczywającego w swoim biurze, ale fakt, że leżał na podłodze czekając, aż zaczną działać środki przeciwbólowe, wcale nie świadczył na korzyść opiekuna studentów. Jednocześnie myśl, że dwóch dorosłych, wykształconych i mimo wszystko inteligentnych mężczyzn mogłoby się... co? Pobić? Bzdura kompletna!

Kręciła się po korytarzu w poszukiwaniu inspiracji, aż usłyszała spokojny głos lekarza, którego biuro dziś było centrum rozpuszczania plotek. Lekarz słowami pełnymi otuchy żegnał zapłakaną matkę dziecka chorego na białaczkę – był w tym naprawdę dobry. Lisa już kilka razy słyszała go w podobnej sytuacji, raz była przy przekazywaniu przez niego wieści o bardzo zaawansowanym stadium choroby pacjenta. Wielokrotnie myślała, że gdyby ktoś miał ogłosić koniec świata, niech zostanie wybrany James Wilson, zawodowiec w przekazywaniu złych wieści tak, by niosła innym nadzieję bez kłamstw.

- Doktorze? – zawołała, zatrzymując go przed zamknięciem drzwi do swojego biura. – Chciałabym pana o coś zapytać.

Zaczekała jednak z pytaniem na zamknięcie się za nią drzwi.

- Co mógłby mi pan powiedzieć o relacjach doktora House'a z Hamarem?

Wilsona to pytanie nie uszczęśliwiło.

- Przez większość czasu w miarę ze sobą wytrzymywali – zaczął, siadając za swoim biurkiem. – House dostawał jakieś rzadkie przypadki z interny, Hamar czasami kończył leczenie pacjentów z diagnostyki... House nie miał najlepszej opinii o Hamarze, ale musieli się dogadywać i jakoś im to wychodziło.

Przerwał na chwilę, myśląc o tych dwóch. Kwestia o nienajlepszej opinii została mocno złagodzona, bo Greg niejednokrotnie, nawet publicznie, mówiąc o Hamarze rzucał zdaniami ze słowem „idiota" w roli głównej.

- Co się stało potem? Wiem, że House miał jakiś związek z degradacją Hamara, a ten drugi był przy zwolnieniu pierwszego.

Wilson nie lubił takich rozmów. Nie nadawał się do obgadywania współpracowników, zwłaszcza z szefową.

- Ciężko mi powiedzieć. Mnie to nie dotyczyło, a plotki szybko wygasały.

- Niemożliwe. – Zaśmiała się Lisa. – Ten szpital codziennie huczy od plotek. To najbardziej plotkujący szpital, w jakim pracowałam.

- Musi pani wiedzieć, że House od zawsze był najważniejszym kontrolerem przepływu informacji. – Uśmiechnął się Wilson. – Wszystko przechodzi przez niego, niektóre plotki sam rozpuszcza. Ale jeśli coś dotyczy jego bezpośrednio... jeśli chce, umie zadbać, by szybko przestano o tym mówić.

- Ale może coś się panu obiło o uszy?

Wilson westchnął. Musiał przekazać to tak, żeby się nie poczuć... jak House.

- Wiem tyle, że House półtora roku temu nie powiedział prawdy o Hamarze, choć powinien był, a pół roku później Hamar w odpowiednim momencie powiedział tyle, że House'a kosztowało to jego posadę.

- A coś...

Wilson pokiwał głową, zanim dokończyła pytanie.

- W tym temacie House miałby pewnie więcej do powiedzenia – rzekł.

- Pewnie tak, ale nie powie. – Westchnęła Lisa, wstając. Wiedziała, że poczucie przyzwoitości onkologa jest barierą nie do przekroczenia w tym temacie. – Martwi mnie to, co się dzieje między tymi dwoma. Mam wrażenie, że doszło do rękoczynów.

To była ostatnia rzecz, jakiej Wilson by się spodziewał. Zwłaszcza, że od razu domyślił się, kto byłby tu poszkodowany.


Kiedy Cuddy wyszła, Wilson nie mógł się skupić z powrotem na pracy. Wciąż myślał o wydarzeniach sprzed roku, które doprowadziły do zwolnienia House'a. To wtedy Wilson poznał jedną z najważniejszych zasad kierujących jego kolegą – absolutną niechęć do donoszenia na innych.

Kiedy półtora roku temu House zdiagnozował swojego kolejnego pacjenta, oddał go do leczenia internistom. Dalszą terapią zajął się Hamar. Chociaż Greg miał już pod opieką kolejną „ofiarę", któregoś dnia zainteresował się stanem poprzedniej. Zrobił to w ostatniej chwili, żeby „ofiarę" uratować, bo Hamar nie doczytał czegoś w karcie i nie powiązał faktu nowych, dziwnych objawów z zapisem, że pacjent był alergikiem. Wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby nie to, że błąd Hamara jakoś jednak dotarł do dyrekcji, choć z całą pewnością nie ze strony House'a. Wilson nawet namawiał Grega na powiadomienie szefa o zaniedbaniach internisty, ale cała rozmowa skończyła się na tak ostrej kłótni, że pół szpitala ją słyszało.

Dlaczego Hamar nie został zwolniony – to wiedział tylko poprzedni dyrektor szpitala i sam zainteresowany. Został opiekunem studentów na praktykach – pozycja dziwna, w dodatku w której nie za dobrze się sprawdzał, ale wszyscy myśleli, że to już koniec całej afery.

I w sumie mieli rację – spokój trwał pół roku. Pewnego dnia Hamar wszedł do biura dyrektora. Pół godziny później wszedł wezwany Greg. Świadkowie rozmowy, znajdujący się po drugiej stronie szklanych drzwi, bardzo się zdziwili, że zazwyczaj nerwowy lekarz był wtedy zabójczo wręcz spokojny. Wyszedł po wypowiedzeniu kilku zdań, poszedł do swojego biura, spakował swoje rzeczy i odszedł.

Stacy próbowała wyjaśnić całą sprawę, zmusić dyrekcję do zmiany decyzji, ale House jej zabronił. Powiedział, że nie warto. Nie postawił stopy na terenie PPTH przez następny rok, choć miesiąc po jego odejściu stery w szpitalu przejęła Lisa Cuddy, z którą Stacy bardzo szybko się zaprzyjaźniła i o której miała wyłącznie dobre zdanie.

Wilson miał szczerą nadzieję, że w końcu cała sprawa zostanie zakończona. Tak o tym myślał. Nie przyznawał się przed sobą, że żeby to się stało, Hamar musiałby wylecieć.


Kiedy sfrustrowany przemyśleniami Wilson zajrzał na oddział diagnostyczny, wszystko wyglądało już normalnie. Biuro Grega było otwarte, żaluzje odsłonięte, a sam gospodarz siedział na stole w pokoju lekarskim (ponownie z szyną na nodze) i bawił się piłką do softballa, wpatrując się w zapisaną tablicę.

Wilson nabrał pierwszych podejrzeń, kiedy Greg spojrzał na niego przy wejściu. Onkolog przyglądał się zabawie diagnosty przez kilka sekund, stanął dwa metry od niego.

- Potłukliście się z Hamarem? – spytał w końcu.

- Co? – zdziwił się Greg. – Skąd ta myśl?

- Po pierwsze – zaczął Wilson, wciąż mu się przyglądając. - ... zaczynają krążyć takie plotki, a po drugie... – zawiesił głos na sekundę, widząc nieco za bardzo zwężone źrenice kolegi. – Po drugie jesteś naćpany, co drugiego dnia... co w jakichkolwiek okolicznościach jest skrajną nieodpowiedzialnością, ale domyślam się, że wzięło się z bólu.

- Wiesz, że jestem pacyfistą i brzydzę się fizyczną przemocą – skrzywił się Greg, znów patrząc na tablicę.

- Brzydzisz się fizyczną przemocą, bo jesteś w tym kiepski.

- Jestem w tym kiepski, bo się brzydzę.

Wilson westchnął.

- Ty go nie musiałeś potłuc, ale on ciebie mógł – rzekł. – To w jego stylu.

- Co? Bije lekarzy? – udał zdziwienie Greg.

- A nie? Facet jest nieobliczalny.

- Ale resztki mózgu i instynktu samozachowawczego posiada.

- House, mam czasem wątpliwości, czy ty posiadasz to drugie, a co dopiero Hamar.

- Daj spokój. – House machnął ręką.

- Wiesz, że te plotki są niebezpieczne i tym razem musisz się w to włączyć. To wygląda, jakby on ciebie walnął w czułe miejsce. I mówię tu o udzie. Za coś takiego nawet ze świetnym prawnikiem wyleci z wielkim kopem w tyłek.

- Mogą mówić, że zmusił mnie do patrzenia na gwałcenie przez niego kozy, nie będę niczego w jakikolwiek sposób komentował bez względu na to, jak się to może dla niego skończyć – odparł House, patrząc nieco ostro na kolegę. – Zwłaszcza, jeśli podtrzymanie plotek spowoduje jego zwolnienie. – Wzruszył ramionami.

- Skąd ci się teraz wzięła ta obrona swoich zasad? Pójdź do Cuddy i powiedz jej, co zaszło.

- A co zaszło? Wiesz? To wiemy tylko ja i Hamar, nikomu nic do tego.

- House...

- Odwal się w końcu! – huknął Greg tak, że Wilson mało nie odskoczył. – Nie będę brał żadnego udziału w dochodzeniu, jak wielkim dupkiem jest Hamar! Mnie rok temu wywalili na podstawie kłamstw, jego mogą wywalić na podstawie plotek.

- Co się z tobą dzieje?

- Jestem wkurzony, bo przez niego i was zmarnowałem prawie godzinę, a moja pacjentka praktycznie walczy o normalne życie. Takie z sercem i jelitami.

- Wiesz, co, House? – spytał spokojnie Wilson, widząc, że jego z rozmówcy schodzi krótkotrwały gniew. – Jesteś królem plotek, ale jak chodzi o coś ważnego, to nie idziesz z tym do nikogo, ani mnie, ani tym bardziej Stacy. Trzymasz to w środku i marynujesz, zamiast nieco popuścić. Kiedyś się to odezwie i runie jak lawina.

- Zdziwiłbyś się – mruknął Greg, patrząc w tablicę. Nie zauważył wyjścia Wilsona, ale nagle słowa „trzymasz to w środku" zaświeciły mu się w głowie jak żarówka.


c.d.n.