Witam:)

Dziękuję Natty0, Emmbryo, LadyJully i Lipce (mogę tak odmienić?) za wasze komentarze, które zawsze dopingują mnie do pisania kolejnych rozdziałów. Dzisiejszy kawałek wyjaśni całe życie Tanji(dlatego jest długaśny), a dokładniej dlaczego Bella nie lubiła śniegu, zimna i niespodzianek;) Co do samego powodu wstawienia Tanji to powiem tajemniczo, że ma to związek z liczbą trzy i mam nadzieję wyjaśni się na końcu opowiadania;)

*Ostrzegam, że w tym rozdziale pojawią się sceny przemocy* (tam przy końcu)

Enjoy


Chapter 6

Poza zasięgiem wzroku
Poza pamięcią
Poza czasem

(Out of sight
Out of mind
Out of time – 30 minutes; T.a.t.u.
)

Kim ja jestem?

***

Piątek. Początek weekendu. Któż nie lubi tego dnia? Wyjęłam z torby plan i spojrzałam na dzisiejsze lekcje: 2 godziny francuskiego, matematyka, 2 biologie i w-f. Nie było tak źle. Dzisiejszy dzień spędziłam głównie rozmyślając o moim śnie, przez co, co jakiś czas niekontrolowany rumieniec pojawiał się na mojej twarzy. Chciałam, żeby moje wyobrażenia stały się prawdą – żeby nikt nam nie przerwał. Niewiele rozmawiałam z Cullenami, a lunch zjadłam z Mattem, Candy, Fil i resztą paczki. Słyszałam, że większość rozmów dotyczyła wieczornej imprezy.

W domu stanęłam przed prawdziwym problemem: w co się ubrać? Wcześniej o tym nie myślałam. Przerzucałam szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego i nic nie znalazłam. Zganiłam się w duchu, że nie wzięłam z L.A mojej niebieskiej, wieczorowej sukienki, którą zawsze zakładałam na beach party. I co ja teraz zrobię? Żeby ochłonąć włączyłam laptopa i sprawdziłam pocztę. Długi mail Vanessy pocieszył mnie lekko, poczym otworzyłam wiadomość od Weroniki, która wyglądała tak:

Hej, Jenny!

Cieszę się, że u Ciebie wszystko OK. – u mnie też. Tak, byłyśmy w kinie, ale Ness z pewnością Ci już o tym napisała. Idę na plażę, więc nie mogę pisać. Do usłyszenia, pa!

Wera

Jej krótka odpowiedź nieco mnie zaniepokoiła, ale w tej chwili miałam ważniejsze zmartwienia. W co się ubrać? Przypomniała mi się Alice. Może ona mi coś pożyczy? Wykręciłam jej numer, odebrała po pierwszym sygnale.

- Cześć Jenny!

- Och, hej Alice!

- Nie martw się. Wystarczy, jak ubierzesz się normalnie. Dam ci coś, jak przyjdziesz.

- O..a.. dzięki. Skąd wiedziałaś, że ja…?

- Mam dobrze rozwiniętą intuicję.

- O.. aha.

Zaśmiała się.

- Tak naprawdę to zgadywałam. Ale trafiłam, co nie?

- Tak.

- Zatem widzimy się o piątej.

- Yhym. Dzięki, pa!

- Pa!

Usłyszałam jeszcze jej chichot, a potem rozłączyła się.

***

- Łał – powiedziałam, wchodząc do salonu Cullenów.

Całe pomieszczenie nabrało klubowego wyglądu, dzięki nocy za oknem i odpowiedniemu oświetleniu. Wszystkie meble, poza stolikami i kanapami pod ścianą, zniknęły. Jeszcze nigdy ten pokój nie wydawał się tak wielki. W kącie pomieszczenia zauważyłam głośniki i profesjonalny sprzęt DJ'a wokół którego kręcili się Jasper i doktor.

- Chodź, pokażę ci coś fajniejszego!

Alice pociągnęła mnie na górę. Mój wzrok od razu powędrował do drzwi na końcu korytarza… Ku mojemu rozczarowaniu dziewczyna wpuściła mnie do innego pomieszczenia. Cały pokój tonął w błękicie. Brunetka podeszła do lazurowego łóżka z białym baldachimem, a ja podążałam za nią. Otworzyła leżące na nim różowe pudło i wyciągnęła z niego czerwoną sukienkę – tę samą, którą przymierzałam w środę.

- Ta-dam! I jak ci się podoba twój prezent?

- Prezent? – zdziwiłam się. – Wiesz, Alice, nie trzeba było…

- Nie gadaj tyle, tylko idź się przebrać – popchnęła mnie w stronę łazienki. – Przyniosę ci buty, a potem zrobię makijaż i ułożę ci włosy!

Była taka radosna, że nie śmiałam jej odmówić. Choć znałyśmy się niecały tydzień ona traktowała mnie jakbyśmy znały się od wieków. I ja też to czułam – tę dziwną więź między nami, która pozwalała nam ominąć pierwszy etap zawierania znajomości i przejść od razu do bezpośredniej, wspaniałej przyjaźni.

- Alice? – do pokoju zajrzała Nessie. – O, cześć Jenny. Alice, Tanya przyjechała.

- Chwilka. Zaraz kończymy.

- Okej.

Renesmee poszła, a jej siostra układała dalej moje włosy.

- Kim jest Tanya? – spytałam.

- To taka daleka krewna rodziny. Przedstawię ci ją – powiedziała ostrożnie. - Mam nadzieję, że ci się spodoba. Już.

Spojrzałam w lustro i nie mogłam wyjść z podziwu dla przyjaciółki. Po raz pierwszy czułam się prawdziwie piękna.

- Dzięki, Alice.

- Cała przyjemność po mojej stronie, a teraz… chodźmy.

Zeszłyśmy na dół, gdzie zebrali się pozostali mieszkańcy domu, oprócz Anioła. Frontowe drzwi stały otworem, wlewając do środka zimne, listopadowe powietrze.

- A to jest właśnie Tanya Denali – powiedziała Alice, wskazując osobę zamykającą drzwi.

Kobieta odwróciła się w moją stronę i na jej widok cofnęłam się trzy kroki. Miała kręcone, prawie truskawkowe blond włosy i miodowe oczy. Blada skóra i niezwykła uroda faktycznie mogły świadczyć o jej pokrewieństwie z Cullenami.

- Witaj – odezwała się, wyciągając do mnie dłoń.

Nie uścisnęłam jej. Na dźwięk jej głosu zjeżyły się wszystkie moje włosy. Bałam się jej. Serce biło mi ze zdwojoną prędkością. Poczułam coś zimnego na ramieniu i podskoczyłam.

- Nie bój się, Jenny – szepnął stojący za mną Jasper. Moje ciało zareagowało na jego słowa, ale w duchu nadal byłam przestraszona.

Nie zastanawiałam się, dlaczego ona wywołuje we mnie strach. Życie nauczyło mnie akceptować wszystkie dziwne rzeczy, które widziałam i czułam. Nigdy nie byłam normalna, więc musiałam się z tym pogodzić. Wiedziałam, że nawet po tygodniu rozmyślań nie doszłabym do prawdopodobnego wytłumaczenia. Pomimo najszczerszych chęci, często postrzegałam świat w irracjonalny sposób. To samo było z Tanyą. Musiałam trzymać się od niej z daleka.

- Edward jest u siebie? – spytała kobieta, ignorując moje dziwne zachowanie.

- Tak – odparła Renesmee. – Ale potrzebuje spokoju.

- Tylko się z nim przywitam.

Blondynka wyminęła nas wszystkich i weszła na górę. Westchnęłam z ulgą, kiedy zniknęła, mimo że byłam lekko zaniepokojona jej spotkaniem z Aniołem. Spojrzałam na Nessie. Ona miała na twarzy bardziej wyrysowane emocje – złość powodowana zazdrością. Po chwili namysłu dziewczyna pobiegła w ślad za Tanyą.

***

- Jenny! Hej, Jenny! – Candy starała się przekrzyczeć głośną muzykę.

Impreza trwała już od godziny i wszyscy świetnie się bawili. Ja również. Może dlatego, że nigdzie nie widziałam kuzynki Cullenów?

- Tak? – przecisnęłam się do grupki, w której stała razem z Fil i Mattem.

- Świetnie wyglądasz! – powiedziała głośno.

- Dzięki!

- Idziemy tańczyć?

- Jasne!

***

Wychodziłam z toalety na górze. Miałam już wrócić na dół dalej się bawić, kiedy wpadłam na inny pomysł. Czemu nie zajrzeć do Anioła? Cofnęłam się do korytarza i podekscytowana szłam w kierunku drzwi jego pokoju.

- Jenny.

Podskoczyłam na głos Jaspera. Stał za mną oparty o ścianę. Jak mogłam go nie zauważyć?

- Co tu robisz? – spytał.

- Ja… uhm… właśnie miałam iść do pokoju Alice po…

- Kłamiesz – odparł spokojnie.

- Skoro wiesz, po co szłam, to czemu się głupio pytasz?

Zaśmiał się.

- Nie wiem – powiedział. – Chyba tak odruchowo…

Wywróciłam oczami.

- Jenny! Jenny! – krzyczała z dołu Renesmee.

Podeszliśmy razem do schodów.

- Czas na tort! Chodź tu, Jen! – wołała Alice.

Byłam na pierwszym schodku, kiedy to poczułam.

Ogień

Wszędzie ogień.

- Nie… - szepnęłam. – Nie…

Ogień otacza mnie. Jest we mnie. Płonę.

- Nie…

- Jenny, co się dzieje? Jenny! – słyszałam w oddali głos Jaspera.

- Ogień… Boję się ognia…

- Jenny? Jenny! Słyszysz mnie?

Płomienie liżą moją skórę. Drażnią się ze mną. Czemu tak wolno zadają mi śmierć? To boli. Chcę, żeby już było po wszystkim.

Ta czerwień…

- Jennifer! Obudź się!

- Jas…per.

- Tak, jestem tu.

Otworzyłam oczy. Byłam w błękitnym pokoju, leżałam na łóżku wokół którego stali Carlisle, Jasper, Alice i Nessie. Doktor sprawdzał mi puls.

- To wygląda jak epilepsja – powiedział lekarz.

- Nie mam padaczki – zaprzeczyłam szybko. – Tylko boję się ognia.

- Nigdy nie widziałem tak silnej arsonofobii czy pirofobii połączonej z podobnymi atakami – rzekł sceptycznie.

- Pan jest młody, a ja to szczególny przypadek.

- Odpocznij chwilę, Jenny. Chcesz wrócić na przyjęcie? – pytał Jasper.

- Tak. Nic mi nie jest.

- Powiem Esme, żeby zgasiła świeczki – postanowiła Renesmee.

- A ja jakoś wytłumaczę twoją chwilową nieobecność – odparła Alice.

Wstałam powoli i z pomocą Jazza wyszłam za dziewczynami. A wtedy znowu ogień owinął się wokół mnie tworząc niewidzialny kokon.

- Tanya, zgaś to! – krzyczała Ness.

- Czemu? Myślałam, że chcecie świeczki?

- Zgaś! – rozkazała Alice, ale już było za późno.

Wszystko odeszło. Istniałam tylko ja i ogień. Niesforne płomyki chciały się bawić. Nie wiedziały, że mnie zabijają, przez co ich tortury stawały się coraz powolniejsze. Wpatrywałeś się kiedyś w ogień? Ja nie widziałam nic innego. Gdy oderwiesz wzrok od płomieni przez chwilę możesz widzieć czarną plamę. Mnie też objęła ciemność, kiedy zamknęłam poparzone oczy.

- Tanya! Co ty robisz?!

Tanya. To imię nie było ogniem. To był lód. Tanya. Tanya. Tanja. Zemdlałam? Może. Ogień odszedł. Tęskniłam za jego ciepłem, które parzyło, bo teraz otaczał mnie chłód. I lód. I mróz.

Otworzyłam oczy. Bałam się. Siedziałam na progu jakiegoś domu. Ostatnie, co pamiętałam to widok mamy, która kazała mi tu przyjść. Ten zły pan ją ugryzł i ona krzyczała, że mam uciekać. Drzwi za mną skrzypnęły.

- Co to? – odezwał się skrzeczący głos za mną.

Ja tylko patrzyłam.

- Znowu podrzucają jakieś dzieciaki – zrzędziła starsza pani. – Jakby nam jeszcze było mało. Właź! – rozkazała mi.

Posłusznie weszłam do środka. Wewnątrz zobaczyłam wiele innych dzieci w moim wieku i starszych. Płacz niemowlaków dochodził z innego pokoju.

- Tatiana! Uspokój te bachory! – krzyczała kobieta. – I zaopiekuj się tą nową!

Do szarego przedpokoju wbiegła młoda pani, trzymając na ramieniu płaczącego chłopca. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się ciepło i wyciągnęła w moją stronę dłoń, którą od razu chwyciłam.

- Jak się nazywasz? – spytała delikatnie.

- Tanja Morosow, proszę pani.

- Chodź, znajdziemy ci jakieś łóżko.

- Dobrze, proszę pani.

***

Minęła zima, nadeszła wiosna, przyszło lato. Bujałam się na huśtawce, patrząc na szare mury sierocińca. Większość wychowanków pojechało do Tweru – portu nad Wołgą razem z panią Swietłaną – przełożoną. Ja zostałam. Starsza kobieta nigdy za mną nie przepadała. Jej ulubieńcami była paczka Mariny i Andrieja, którzy prześladowali mnie na każdym kroku. Dlatego cieszyłam się, że oni są tam, a ja tu. Poza tym została również pani Tatiana – jedyna miła dla mnie opiekunka.

***

- Auć! – krzyknęłam, kiedy wyjątkowo twarda śnieżka uderzyła mnie w tył głowy.

Marina stała razem z Leną. Śmiały się. Andriej i Kasparow lepili nowe kulki. Zaczęłam przed nimi uciekać. Jednak chłopcy mieli dobrego cela. Każda śnieżka trafiała prosto we mnie. To nie było przyjemne. Pociski lepili z twardego śniegu i rzucali je z wyjątkową siłą. Nie obchodziło ich, że to boli. Więcej, chcieli, żebym cierpiała.

***

- Co to miało być?! – krzyczała pani Swietłana. – Chcesz stracić pracę?! Mam tego dość!

- Przepraszam panią, naprawdę więcej nie… - tłumaczyła się pani Tatiana.

Ukryłam się za zasłoną i miałam nadzieję, że nikt mnie nie dojrzy. Przeliczyłam się jednak.

- Tanja! Co ty tu robisz o tej porze?! – wrzeszczała przełożona. – Marsz do łóżka!

- Dobrze, proszę pani – odparłam pokornie i poszłam w głąb ciemnego korytarza.

- A ciebie, Tatiana, zwalniam. Koniec dyskusji.

Usłyszałam jeszcze ciche błagania opiekunki. Pobiegłam do sali, gdzie stało moje łóżko. Ukryłam głowę w poduszce i płakałam. Odeszła ostatnia osoba, która była dla mnie miła.

***

Znowu. Znowu stałam w kącie i wszyscy się ze mnie śmiali. Nieważne, ile razy zaprzeczałam, wszystko było moją winą. Żaden nauczyciel nie posądziłby przecież o coś grzeczną Marinę czy Lenę, nie mówiąc już o wzorcu posłusznego, porządnego ucznia – Andrieju. Ale Tanja to co innego. Tanja zawsze była tylko głupią sierotą, której nikt nie lubił, o którą nikt się nie troszczył. Powstrzymałam łzy, żeby nie wystawić się na jeszcze większe pośmiewisko.

***

- Zjeżdżaj stąd – rozkazała mi Lena.

Pokornie odeszłam od wspólnego stołu, przy którym wszyscy odrabiali lekcje. Usiadłam gdzieś w kącie pokoju i tam starałam się wykonać ćwiczenia z arytmetyki. Nagle mój zeszyt został oblany mlekiem. Wszystko się rozmazało.

- Patrz jak chodzisz, łajzo! – krzyczał Andriej na małego Michałka, stojąc niedaleko mnie z pół pustą szklanką.

- Zostaw go! – nienawidziłam, gdy znęcali się nad młodszymi.

- Bo co? Co mi zrobisz, głupia?

- Nic, po prostu…

- Tanja, posprzątaj to! – krzyknęła Swietłana. – Jak śmiesz rozlewać po podłodze mleko?!

Nauczyłam się, że i tak nic nie zdziałam, kłócąc się o prawdę. Wzięłam szmatę i posłusznie wytarłam deski sierocińca. Przechodząc obok Andrieja dostałam kopniaka w kostkę. Do tego też byłam przyzwyczajona.

***

Szłam pustą, ciemną, moskiewską ulicą. Niedawno stałam się pełnoletnia i zgodnie z prawem nie mogłam już dłużej mieszkać w sierocińcu. Tę wiadomość przekazała mi Swietłana i przyjęłam ją z ulgą, bo od zawsze nienawidziłam tego miejsca. Tyle że wtedy nie rozumiałam do końca, co oznacza żyć na własny rachunek. Nie posiadałam niczego. Jak miałam znaleźć dom, pracę z moim marnym wykształceniem i niską pozycją społeczną? Na moje nieszczęście teraz była zima. Mrozy dochodzące czasem do -30ºC, -40°C nie sprzyjały byciu bezdomną. Kilka rubli, które dostałam od Swietłany, to było wszystko, co miałam. Ach, ten mróz. Śnieg.

Nienawidziłam tej pory roku. Szłam długo, nie wiedząc dokąd, aż moje ręce i nogi skostniały. Było tak zimno. Czy umrę tej nocy?

Wpadłam na kogoś. Straciłam grunt pod nogami i przewróciłam się. Głowę zalała fala bólu po zderzeniu z twardym, zimnym chodnikiem. Ktoś przesłonił mi obraz ciemnego nieba. Spojrzałam w jego zielonoszare oczy. Arystokrata.

- Nic się pani nie stało? Jak się pani nazywa?

Mój język odmówił współpracy ze mną, ale w końcu wydusiłam:

- Tanja Morosow.

Na nic więcej nie miałam siły. Ciemność przywitała mnie z otwartymi ramionami, a ja chętnie się jej poddałam, licząc na szybką śmierć.

***

Obudziłam się w Niebie. Naprawdę. Tylko czy zasłużyłam na Niebo? Leżałam na ogromnym, miękkim łóżku w złotej pościeli, widząc nad sobą karmazynowy baldachim. Miałam na sobie białą koszulę nocną.

- Czy panienka już się obudziła? – spytał miły głos obok mnie.

Odwróciłam głowę i zobaczyłam młodą pokojówkę stojącą przy wezgłowiu łoża.

- Tak – odparłam ciekawa, co teraz będę musiała zrobić.

- Czy zatem panienka pozwoli przymierzyć suknię szanownej siostry księcia Demetriego?

- Księcia Demetriego? – powtórzyłam zaskoczona.

- Tak. Wielmożny pan tego domu jest księciem gruzińskim.

- Ale ja umarłam, prawda? – musiałam się upewnić, czy to Niebo.

Pokojówka spojrzała na mnie zdziwiona.

- Panienka żyje. Panienka była bardzo zaziębiona i pan przyniósł tu panienkę, żeby wyzdrowiała.

- Och.

Nigdy nie pomyślałabym, że pierwszą noc mojego dorosłego życia spędzę w pałacu księcia. Ja, zwykła sierota Tanja Morosow w domu takiego arystokraty! Byłam szczęśliwa, ale tylko przez chwilę. Z pewnością mnie wyrzuci, kiedy dowie się, kim jestem – pomyślałam ze smutkiem.

Pokojówka ubrała mnie w zieloną, elegancką suknię z bufiastymi rękawami i niezwykle delikatną koronką. Spięła w kok moje złote włosy, pozostawiając z przodu tylko kilka kręconych kosmyków. Wpięła w moją fryzurę białą lilię jako uwieńczenie dzieła. Natomiast moją odsłoniętą szyję ozdobiła przepięknym, brylantowym naszyjnikiem.

- Teraz panienko, proszę pójść za mną – powiedziała.

Wyszłyśmy przez ogromne, dębowe drzwi na szeroki korytarz. Hall miał wysokie, krzyżowo-żebrowe sklepienie. Na ścianach wisiały liczne gobeliny utrzymane w ciepłych, czerwonawych kolorach. Wyszywany dywan o roślinnym motywie tłumił nasze kroki. Zatrzymałyśmy się przed kolejnymi wrotami. Pokojówka otworzyła je i weszłyśmy do wielkiej jadalni.

- Przyszła panna Morosow, panie – zapowiedziała mnie i dygnęła przed mężczyzną, poczym wyszła zostawiając mnie samą z nim.

Książę siedział na szczycie stołu. Wstał i wolnym krokiem podszedł do mnie. Miał na sobie granatowy frak, spod którego wystawała bufiasta koszula, i spodnie. Czarne kozaki sięgały kolan, a przy pasie nosił szablę w ozdobnej, przetykanej srebrną nicią pochwie.

- Witaj, pani. Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej – powiedział do mnie, całując mą dłoń.

- Dobrze się czuję, panie – wymamrotałam, rumieniąc się. Spuściłam wzrok, gdyż onieśmielał mnie niezwykły przepych tego miejsca, tych strojów, wszystkiego.

- Pozwolisz? – spytał.

Skinęłam głową i mężczyzna wziął mnie pod ramię. Czułam na sobie jego wzrok, ale patrzyłam tylko pod nogi. Odsunął dla mnie krzesło przy rogu stołu, a sam usiadł na poprzednim miejscu tuż obok.

- Mogę do ciebie mówić po imieniu, pani? – spytał.

Przytaknęłam.

- Zatem, kim są twoi rodzice, Tanjo?

- Nie mam rodziny – powiedziałam cicho.

- Od jak dawna?

- Odkąd skończyłam cztery lata. Nie pamiętam dokładnie, co się wtedy stało. Jedynie, że mama kazała mi uciekać do sierocińca.

- W naszej kochanej Moskwie zdarzają się czasem dziwne, przykre zdarzenia – przyznał. – Ile masz lat, Tanjo?

- Siedemnaście.

- Jesteś pełnoletnia.

- Tak.

- Gdzie mieszkasz?

Nie wiedziałam, skąd to zainteresowanie moją osobą. Może po prostu książę chciał jakoś zapełnić ciszę.

- Nigdzie – szepnęłam, rumieniąc się lekko.

Zamilkł. Teraz mnie wyrzuci – pomyślałam. Do komnaty weszła służba niosąc przeróżne potrawy – była to pora obiadu. Bajeczną zastawę układała przede mną ciemnowłosa służka o skośnych oczach. Książę cały czas milczał i odezwał się dopiero, gdy czeladź wyszła z jadalni.

- Częstuj się – powiedział, uśmiechając się łagodnie. Jego zielonoszare oczy błyszczały radośnie w słonecznym świetle. Mężczyzna miał ciemne, długie włosy do ramion i oliwkową karnację.

Spojrzałam na potrawy przede mną. Żadnej z nich nie jadłam, tego byłam pewna. Nie wiedziałam do czego zabrać się wpierw. Książę zaśmiał się i nalał sobie zupy. Kopiowałam jego ruchy, jak najlepiej umiałam. Niewiele rozmawialiśmy podczas posiłku. Byłam głodna niczym wilk i gdybym mogła, rzuciłabym się na jedzenie jak jakiś dzikus. Jednak powstrzymywałam się i starałam jeść powoli tak jak mężczyzna, który widząc moje wysiłki śmiał się serdecznie i nakładał mi kolejne potrawy. Kiedy skończyliśmy się posilać nawet ja byłam najedzona.

Książę znów ujął mnie pod ramię i zaprowadził do bawialni. Siedliśmy w fotelach przed kominkiem, w którym wesoło trzaskał ogień. Jako że była zima, słońce zdążyło już zajść. Kiedy drzwi zamknęły się za służącym, mężczyzna przerwał ciszę.

- Chciałabyś tu zamieszkać, Tanjo? – spytał prosto z mostu.

- Ja… ale, jak ja mogłabym… ja przecież jestem… - jąkałam się, zszokowana tą propozycją.

- Nie myśl o społeczeństwie, konwenansach, nie myśl o niczym takim, Tanjo. Po prostu powiedz mi, czy chciałabyś, czy nie – przerwał. Już nie był rozbawiony. Był poważny.

- Tak – szepnęłam. Nie wiedziałam, co chodzi po głowie szlachcicowi. Czy chciał obudzić we mnie fałszywe nadzieje, poczym z premedytacją złamać mi serce, wyrzucając z tego pałacu?

- Więc… możesz tu zamieszkać. Pod jednym warunkiem.

- Jakim?

- Powiem ci jutro – rzekł krótko i wyszedł z komnaty.

Ta sama pokojówka, która mnie rano obudziła, pojawiła się i teraz. Zaprowadziła mnie do tamtego pokoju ze złotym łóżkiem. Oznajmiła, że przyjdzie po mnie w porze kolacji, a jeślibym czegoś potrzebowała mam ją po prostu zawołać ciągnąc za taki żółty sznurek. Długo rozmyślałam nad tym, czego może chcieć ode mnie arystokrata i choć jedno przychodziło mi do głowy, wolałam poczekać do jutra przed stawianiem jakichkolwiek oskarżeń. Podczas wieczornej uczty byłam sama. Do pokoju odprowadziła mnie pokojówka i pomogła przebrać się w nocną koszulę.

Zasypiałam nie wierząc w swoje szczęście.

***

- Nie musisz owijać rzeczy w bawełnę ani być delikatny, panie – powiedziałam. – Po prostu powiedz, czego żądasz ode mnie.

Książę Demetri chodził w kółko po moim pokoju, odkąd go tylko wpuściła Aniela – pokojówka. Ja siedziałam na łóżku w złotej sukni. Stroje siostry szlachcica wyjątkowo na mnie pasowały.

Przystanął i spojrzał na mnie.

- Ja… Nie wiem, jak to powiedzieć – stropił się, a lekki rumieniec ozdobił jego policzki.

Pierwsze podejrzenie pojawiło mi się w myślach, ale milczałam czekając na ciąg dalszy.

- Bo widzisz, Tanjo… Rosja prowadzi wojnę z Francją…Działania Napoleona bardzo deprymują cara i…Chodzi o to, że…

Cóż, takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Co wojna i car miały ze mną wspólnego?

Książę wziął głęboki wdech i powiedział w końcu:

- Przyjechałem tutaj, żeby pokazać się na dworze. Nie ukrywam, że chciałbym zaskarbić sobie specjalne łaski cara. Tyle że, zaraz po moim przyjeździe pojawiły się pogłoski, że ja… - znowu się zarumienił. Odchrząknął i ciągnął skrępowany. -…gustuję w mężczyznach. Rozumiesz, iż podobne plotki, gdyby się potwierdziły zamknęłyby mi wszystkie drzwi na Kreml. Dlatego chciałem temu zaradzić i nagle pojawiłaś się ty, niczym Anioł. Jesteś idealna. Posłuchaj, pokażesz się ze mną na kilku przyjęciach, zamieszkasz ze mną. Przedstawimy cię jako syberyjską hrabinę Tanję Morosow Valinowicz. Oczywiście nikt nic nie powie, ale i tak będzie wiadomo, że jesteś moją kochanką.

Zarumieniłam się.

- Ja…

- Nic ci nie zrobię – zapewnił szybko książę. – To oni będą tak myśleli. Pomożesz mi?

- Nie wiem, czy sobie poradzę… na tych przyjęciach.

- Nie martw się, Aniela nauczy cię całej etykiety i wszystkiego, co będziesz musiała umieć. Zgadzasz się?

Popatrzyłam w jego zielonoszare oczy.

- Tak.

Odetchnął z ulgą.

- Mogę cię o coś zapytać, panie?

- Oczywiście, Tanjo – uśmiechnął się ciepło.

- Naprawdę pociągają cię mężczyźni?

Zarumienił się.

- Uhm… tak. Ale nikomu nie mów.

- Nie będę, obiecuję.

Spojrzał na mnie ciepło:

- Spadłaś mi z nieba, Tanjo. Dziękuję, że się zgodziłaś.

***

- Demetri? – zawołałam ze schodów.

Mieszkałam w jego domu już dwa lata. Etykiety nauczyłam się szybko, zapowiedziane przyjęcia też nie były takie złe. W tym czasie bardzo zżyłam się z księciem. Stał się moim przyjacielem – kimś, kogo nigdy wcześniej nie miałam.

- Wróciłem.

Służący zamknął za nim frontowe wrota, a pokojówka odebrała jego płaszcz.

Zbiegłam na dół powitać pana domu. Przytuliłam go mocno. Odwzajemnił uścisk, śmiejąc się.

- Tak bardzo się za mną stęskniłaś?

- Tak.

Demetri był na wojnie. Dowodził jakimś pułkiem, a poza tym był szpiegiem w szeregach wroga. Nie widziałam go dwa miesiące i każdego dnia bałam się, czy wróci.

- Już nie będę wyjeżdżał – obiecał.

***

Siedzieliśmy pod drzewem. Noc rozwierała przed nami niebo pełne gwiazd.

- Tam jest Wielka Niedźwiedzica – wskazał mi Demetri.

- A tam?

- Gwiazda Polarna. To ona wyznacza północ. Jeśli kiedyś się zgubisz, ona posłuży ci za busolę.

Położyłam głowę na jego ramieniu.

- Jesteś zmęczona?

- Nie – uśmiechnęłam się. – Mogłabym tak siedzieć do rana.

Zaśmiał się, opierając o pień czereśni.

-Tak, ja też, milady.

- Co to znaczy?

- Milady?

- Tak.

- To z angielskiego. Mi jako moja, lady jako dama. Choć nigdy nie przykładałem się do tych zachodnich języków. Zawsze wydawało mi się, że to znaczy „moja droga".

Spojrzałam na gwiazdy.

- Czemu się śmiejesz? – zapytał. – Ale nie, nie przestawaj. Kocham twój śmiech.

Przytulił mnie. A ja kocham cię całego – powiedziałam w myślach.

***

I znowu zima. Demetri zapowiedział mi jakąś niespodziankę. To miała być pierwsza niespodzianka w moim życiu i cieszyłam się na nią jak dziecko. Poza tym to były dodatkowo moje urodziny, o czym nie wspominałam księciu.

Mężczyzna kazał mi czekać na siebie w bawialni. Aniela śmiała się z mojego podekscytowania. Od dnia, w którym dowiedziała się, że zamieszkam tu na stałe zachowywała się w stosunku do mnie otwarcie, widząc we mnie swoją rówieśniczkę. Nie to co wobec Demetriego – rozmawiając z nim zawsze była pokorna i posłusznie wykonywała jego rozkazy. No, może poza jednym – tym, który kazał jej traktować mnie jak panią.

Usłyszałam kroki szlachcica na korytarzu i moje podekscytowanie wzrosło. Drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł Demetri wraz z blondwłosą pięknością u boku.

- Tanja! Przedstawiam ci Tanyę Denali. I jak ci się podoba twoja niespodzianka?

Wytrzeszczyłam oczy. Nie umiałam ukryć swojego rozczarowania, mimo to, przywitałam się grzecznie z nieznajomą.

Kobieta miała przepiękne, kręcone włosy, trochę ciemniejsze od moich. Patrzyła na świat czarnymi oczami przysłoniętymi woalem długich rzęs. Jej blada skóra była nieskazitelna, a rysy szlachetne. Kształtną figurę opinała kremowa suknia ze srebrnymi, wyszywanymi wzorami. Uścisnęłam jej lodowatą dłoń. Czyżby nie posiadała rękawiczek?

- Tanya pomoże mi uzyskać specjalne przywileje dla gruzińskiej szlachty. Czy to nie wspaniałe? W końcu spełnią się nasze marzenia, Tanjo!

- Twoje marzenia, Demetri. Wybacz, obiecałam pani Tamarze, że przyjdę do niej na herbatę. – powiedziałam, poczym opuściłam pokój.

- Chłodną masz kochankę, książę – usłyszałam słowa Tanyi.

- Ona nie jest moją kochanką – oznajmił mężczyzna.

Dlaczego jej to powiedział? To miała być nasza tajemnica. Tylko nasza.

- Och, więc czemu tutaj mieszka?

- Jest sierotą, a ja mam wielkie serce.

Co? W jednej chwili mój świat się zawalił. Przez dwa lata kochałam człowieka, dla którego nic nie znaczyłam. Nie chodziło o to, że też miał mnie kochać. Wierzyłam, że to niemożliwe. Jednak chciałam, żeby polubił mnie jak przyjaciółkę. Ze łzami w oczach wybiegłam z pałacu. Wsiadłam do podstawionego powozu. Jednak nie pojechałam do Tamary. Konie zatrzymały się przed małym, podmiejskim cmentarzem.

Wciąż płacząc, wysiadłam opatulona w grube futro. Krążyłam między nagrobkami, poczym znalazłszy to, czego szukałam, opadłam na kolana przed skromnym grobem mojej matki.

Płakałam. Moje serce krwawiło, łamało się boleśnie. Czemu jej to wszystko powiedział? Zawsze powtarzał, że to nasza tajemnica. Dlaczego? Dlaczego, Demetri, zdradziłeś mój sekret nie mówiąc nic o sobie? Czy naprawdę tak mało dla ciebie znaczyłam, że bez skrupułów wymieniłeś mnie na inną? A ja cię kochałam, Demetri. Zaufałam ci. Czemu mnie oszukałeś?

Łzy. Jakże gorące potrafią być te małe, słone krople. Wypalają sobie drogę po policzkach i zamazują obraz świata. A śnieg mrozi. Całuje nas zimnymi ustami, pozostawiając mokry ślad. Czułam i łzy, i śnieg. Ale nie obchodziło mnie to. Mój piękny świat, w który do wczoraj wierzyłam, złamał się, przekrzywił i zniknął.

Mamo, powiedz mi, gdzie mam teraz iść? Ty, tamtej nocy, wskazałaś mi drogę do sierocińca, który uchronił mnie przed zamarznięciem. Wierzę, że ty przysłałaś mi Demetriego, który przygarnął mnie do siebie. Dokąd teraz, mamo? Kto mnie teraz przygarnie?

- Hrabino Valinowicz! – zawołał woźnica. – Wracajmy, późno już. Konie marzną. Wszystko w porządku, pani?

- Tak – otarłam rękawem łzy. – Wracajmy.

Kiedy zajechaliśmy na miejsce, nie pozwoliłam już sobie na płacz ani jakąkolwiek inną oznakę słabości. Weszłam po schodach od razu do mojego pokoju. Zaskoczył mnie widok siedzącego na moim łóżku Demetriego. Poderwał się natychmiast, gdy weszłam. Nim zdołałam cokolwiek powiedzieć znalazłam się w jego ciepłych ramionach. Tego było już za wiele, nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam płaczem.

- Tanja, co się stało? – zaniepokoił się. – Gdzie ty byłaś? Wiesz, przyjechała Tamara i pytała się o ciebie. Bałem się. Nie wiedziałem, dokąd pojechałaś w taką zamieć. Ale na szczęście wróciłaś. Czemu płaczesz? Co się stało, milady?

Nie odpowiedziałam, tylko wtuliłam się w niego nadal płacząc.

- Tanja…- rzekł smutno. – Powiedz mi…

Głaskał mnie po włosach, a ja szlochałam dalej. Pociągnął mnie nieco do tyłu i razem siedliśmy na skraju łóżka.

- Tanja… Już dobrze, milady, jesteś bezpieczna. Wszystko się ułoży, zobaczysz… - mamrotał, próbując mnie uspokoić.

- W-w-wyrzucisz m-mnie t-teraz, D-D-Demetri?- spytałam, chlipiąc.

- Czemu miałbym cię wyrzucać, Tanjo? – zdziwił się. – Przecież jesteś moją przyjaciółką.

- Więc kim jest ta druga Tanya? – warknęłam, odpychając go od siebie.

Zdziwiła go moja agresywna reakcja.

- To słowacka hrabina. Mówiłem ci, pomoże mi uzyskać przywileje dla gru…

- W jaki sposób? – przerwałam mu.

- Tanya ma liczne kontakty. Przedstawi mnie liczącym się ludziom z otoczenia cara. A oni już wpłyną na władcę.

- I ona ci to wszystko obiecała, tak? Za co?

- Czemu to cię tak interesuje? Jesteś zazdrosna?

Zaśmiał się. Zezłościłam się.

- Po prostu widzę, że nie jestem ci już potrzebna. I widzę, że ci zawadzam. Nic stąd nie jest moje, więc nie mogę ci powiedzieć, żebyś pozwolił spakować moje rzeczy. Najlepiej, jak pójdę już teraz.

Odwróciłam się i wstałam z łóżka.

- Tanja, co ty…

- Pozwolisz mi chociaż zachować rzeczy, które mam na sobie, czy to też mam ci oddać?

- Tanja, nie! Prze…

- Nie pozwolisz? Więc mam się rozebrać? Skoro tego chcesz…

- Tanja, przestań! Nie wiem, co sobie ubzdurałaś, ale wiedz jedno, że nigdzie stąd nie idziesz i nikt cię nie wyrzuca! – krzyknął.

- Po co mam zostać? – spytałam cicho.

Objął mnie.

- Bo jesteś dla mnie jak siostra. Jesteś jedyną rodziną, jaką mam.

- A co z twoją prawdziwą siostrą? – nigdy wcześniej o to nie pytałam.

- Zmarła trzy miesiące przed twoim pojawieniem się. Zawsze była bardzo chorowita, a długa podróż wykończyła ją na amen.

- Przykro mi – szepnęłam.

- Jeśli chcesz wiedzieć, mój ojciec wydziedziczył mnie jak miałem dziesięć lat. To wszystko, co widzisz jest spadkiem po dziadku. Moja matka zmarła, gdy skończyłem szesnaście.

- Och. Dlaczego twój tata…?

- Był porywczym, apodyktycznym mężczyzną. Nie znosił sprzeciwu, a ja od dziecka miałem uparty charakter. Pewnego razu po prostu przeholowałem. Na moje szczęście dziadek kochał mnie bardziej niż syna i spadek przypadł mnie.

- Nie wiedziałam…

- Wiem, że nie wiedziałaś. Ale teraz już wiesz. Czy teraz mnie zostawisz, Tanja? Nadal tego chcesz? – pytał obracając mnie ku sobie. Jego oczy były przeraźliwie smutne.

Przytuliłam go mocno.

- Nie, przepraszam za tamto.

- Nie przepraszaj. Po prostu zostań ze mną.
Nie wiem jak długo tak staliśmy. Czułam, że wszystko powraca do normy. Mój świat znowu stał się piękny. Nie obchodziło mnie już, czemu powiedział tej Tanyi, to co słyszałam. Byłam dla niego jak siostra i tylko to było ważne.

- Uuu przeszkadzam wam w czymś, ptaszki? – usłyszałam za sobą głos hrabiny Denali.

Odsunęliśmy się od siebie. Spojrzałam na nią ze złością. Uśmiechała się triumfalnie, poczym powiedziała:

- Demetri, chciałam ci przybliżyć sylwetki osób, z którymi będziesz jutro rozmawiał. To bardzo ważne, więc czy moglibyśmy o tym porozmawiać w twoim pokoju w cztery oczy?

Czemu akurat w jego pokoju? – pomyślałam. Już chciałam im zaproponować bardziej przystępne miejsce typu jadalnia czy bawialnia, gdy mężczyzna ubiegł mnie swoją zgodą. Pocałował mnie w czoło, mrucząc coś w stylu: „przyjdź do mnie później, Tanjo" i wyszedł za tamtą kobietą, która zdążyła już sobie pójść.

Zjadłam kolację w towarzystwie samej Anieli, gdyż dowiedziałam się, że Demetri ze swoją nową znajomą jedli, podczas, gdy ja płakałam na cmentarzu. Próbowałam powstrzymać rosnącą we mnie zazdrość, powtarzając w duchu, że mojego przyjaciela pociągają mężczyźni. W takich trudnych momentach jak ten, ta wiedza była prawdziwym balsamem dla duszy.

Szłam pustym korytarzem, rozmyślając, czy nie powiedzieć księciu o moich urodzinach. W dłoniach trzymałam zaświeconą lampkę naftową. Nie chciałam budzić służącego, by zapalał wszystkie kinkiety na ścianach. Przechodząc obok sypialni Demetriego usłyszałam jakieś jęki.

To niemożliwe – pomyślałam. Stanęłam jak wryta, nasłuchując. Nie, nie przesłyszałam się. Gniew i zazdrość pomalowały na czerwono mój świat. Nie zostawię tak tego. Czas raz na zawsze położyć kres tym wszystkim kłamstwom.

Weszłam do jego pokoju, nawet nie myśląc o pukaniu. Widok ich w jednoznacznej sytuacji dopełnił czary. Ścisnęłam ręce w pięści, nawet nie zastanawiając się, gdzie się podziała naftowa lampa.

- Co. To. Ma. Być?! – wydarłam się na całe gardło.

Ta… zdzira pochyliła się w stronę jego gardła i ugryzła, nic sobie nie robiąc z mojej obecności. Demetri wrzasnął. Podchodząc do nich, niechcący strąciłam leżący na stole zapalony kaganek. Nienawiść do niej rosła we mnie z każdą sekundą. Miałam ochotę wytargać ją za włosy i zamordować. Przyssała się do jego gardła niczym pijawka, a on się szarpał. Musiałam mu pomóc.

Zanim zrobiłam kolejny krok, Tanya krzyknęła zaskoczona. Odwróciła się i spojrzała gdzieś za mnie. Jej oczy były przeraźliwie czerwone, a z ust spływała krew. Nie mrugnęłam nawet, a ona już stała przede mną w pełni ubrana.

- Coś ty zrobiła?! – krzyknęła wściekła. – Coś ty, głupia, zrobiła?! Chcesz nas wszystkich zabić?!

- Chcę zabić ciebie.

Warknęła i popchnęła mnie w płomienie za mną. Płomienie? Przestraszona zauważyłam, że kaganek i lampa wywołały pożar. Gobeliny, draperie, to wszystko w mgnieniu oka stawało w ogniu. Udało mi się cudem złapać równowagę, zanim wpadłam w płonący żywioł.

Tanya Denali nie mogła być człowiekiem. Warknęła ponownie i następne, co zarejestrowałam to to, że przyciska mnie do, jeszcze nietkniętej ogniem, ściany, dusząc. Nie mogłam oddychać.

- Puść, błagam…

Z nadludzką siłą rzuciła mną przez cały pokój. Walnęłam o płonącą ścianę naprzeciwko. Pewnie powinnam umrzeć od razu, ale pomimo rozbitej głowy, złamanych nóg i siniaków nadal oddychałam.

Pozostawiła mnie tam, ledwo żywą na posadzce pośród ognia. Uciekła. Przez okno. Ale każdy odcinek mojego ciała bólem przypominał, że nie była snem. Wiedziałam, co muszę zrobić. Ogień rozprzestrzeniał się szybko, choć nie doszedł jeszcze do łóżka. Wydostałam się z płomieni. Na szczęście Demetri zawsze trzymał w pokoju dzban z wodą. Ugasiłam nim moje podpalone ubrania. Potem przeczołgałam się do łóżka, polegając głównie na sile rąk. Mężczyzna krzyczał w spazmach, miał pogryzione gardło. Ale musiałam go uratować. On musiał żyć. Zsunęłam go na podłogę. Padł obok mnie. Sycząc z bólu, owinęłam go kołdrą i prześcieradłem, poczym zaczęłam ciągnąć go w stronę okna – jedynej drogi ucieczki przed płomieniami. Nie mogłam poruszać nogami – obie były złamane.

W końcu dociągnęłam tam jego i siebie. Dziękowałam Bogu, że mam takie silne ręce oraz że okna wielkością sięgały od sufitu do podłogi. Wyjrzałam przez te rozbite wściekłością Tanyi. Powóz nadal stał przed pałacem. Co za szczęście. Objęłam Demetriego mocno ramionami i po raz ostatni użyłam złamanych nóg, palcami stóp odbijając się od podłogi z pokoju.

Spadaliśmy. To był krótki lot, ale ostatni w moim życiu. Wiedziałam, że zaraz umrę. Spojrzałam na mężczyznę w moich ramionach i nagle poczułam, że on spada dalej, a ja unoszę się w górę. Moje ciało zamortyzowało jego upadek, to samo zrobił materiałowy dach powozu. Przeżyje. Tak myślę. Mam nadzieję.

Otworzyłam powoli oczy. Byłam w błękitnym pokoju, nie w dziewiętnastowiecznym pałacu.

- Jenny, obudziłaś się – powiedział ktoś z ulgą.

Jenny… Jennifer. To było właśnie moje imię. Czy aby na pewno?

Kim ja jestem?


AN: Na początek chciałam przeprosić za takie przedstawienie Tanyi D. Na swoje usprawiedliwienie jej zachowania (co za dziwny szykxD) mam to, że 1. ktoś musiał zabić Tanję, 2. ktoś musiał przemienić Demetriego, 3. wampiry się zmieniają i choć Tanya D. na początku jest zła (a to jest właśnie początek, bo sądzę, że była w XIX w. nowonarodzoną) to później przeżyła wewnętrzną duchową transformację i przeszła na dietę wegetariańską.

A tak w ogóle, to nie wiem czemu się nad tym rozwodzę:P Spodobał się wam Demetri? xD Nie martwcie się, z niego nie będę się tłumaczyć.

Nie zanudzając dłużej, proszę ślicznie o komentarze.

Lussina