Rozdział 3

Elena zasnęła jak dziecko. Rano zaczęły dręczyć ją wyrzuty sumienia. Nie lubiła wykorzystywać go jako seksualnej zabawki, ale wczoraj była naprawdę zdesperowana. Wiedziała, że poczucie winy wkrótce minie, tak jak zawsze. Wzięła szybki prysznic i zbiegła do kuchni. Na dole czekało już na nią śniadanie wraz z Damonem uśmiechającym się do niej tajemniczo.

„Nie słyszałam jak wracałeś" zaczęła mając nadzieję, że nie wrócił zbyt wcześnie, zwłaszcza, że ciężko jej było się wczoraj kontrolować.

„ Jak wróciłem już spałaś. Zjedz coś, a później odwiozę cię do szkoły" Nie przestawał się uśmiechać. Po jego głowie wciąż krążyły jej wczorajsze pojękiwania, zwłaszcza to ostatnie.

Zaparkował dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj, zgasił silnik i odwrócił się do niej.

„Coś się stało? Dziwnie się zachowujesz od samego rana." Uśmiech wciąż nie opuszczał jego twarzy.

„Wydaje ci się." Zbył ją. „ A teraz czekam na całusa" nastawił policzek i rzucił jej wymowne spojrzenie.

Elena wywróciła oczami, ale nachyliła się i cmoknęła go. Wyszła z samochodu kręcąc z niedowierzaniem głową, co więcej miała przyklejony do twarzy dokładnie taki sam uśmiech, który towarzyszył mu całe rano. Nie była jednak tego świadoma. Zdziwiło ją jak łatwo przekroczyli z Damonem etap przyjaźni, w którym żegnają się całusem. Nigdy nie była typem dziewczyny, która lubiła tego typu zachowania, ale z nim wszystko było takie proste.

„Wygrałaś na loterii?" Usłyszała za sobą. To była Caroline.

„Nie, dlaczego pytasz?"

Zaciągnęła ja do damskiej łazienki i pokazała w lustrze jej odbicie. Pozbyła się uśmiechu z twarzy próbując kontrolować kąciki ust za wszelką cenę.

„Lepiej?" Spytała pełna sarkazmu.

„Dużo. Poza tym przebywanie z Damonem nie wychodzi ci na dobre, zaczęłaś mówić tym samym tonem co on" jej luźna uwaga spowodowała, że Elena cała się spięła i na swoją pierwszą lekcję poszła poddenerwowana.

Postanowiła zostać na boisku po szkole. Z obawy przed kolejnym napadem bezsenności zaczęła biegać wokół boiska. Jeżeli się zmęczy to zaśnie bez żadnych oporów. Poza tym był piątek a ona nie miała nic lepszego do roboty. Robiąc kolejne kółka całkowicie oczyściła swój umysł. Pozbyła się całego napięcia i dramatu, który ostatnio zdawał się jej nie opuszczać. Skupiła się na kontrolowaniu oddechu i kroków. W końcu padła wykończona na trawę. Nie minęła sekunda jak obok niej leżała znajoma postać.

„Zacząłem się martwić, gdy nie wróciłaś do domu" oznajmił jak gdyby nigdy nic.

„Damon, wasza posiadłość nie jest moim domem, ale miło mi, że traktujesz mnie jak mieszkańca." wydyszała wciąż zmęczona.

„Obserwowałem cię przez chwilę. Dlaczego tak uparcie biegałaś? Nie wyglądasz na osobę, która musi schudnąć" drążył.

„Dziękuję" odpowiedziała lekko speszona, on jednak wwiercał się w nią spojrzeniem czekając na prawdziwą odpowiedź.

„Wczoraj nie mogłam spać i pomyślałam, że jak się trochę zmęczę to dziś pójdzie mi łatwiej."

„Wiesz, że znam przyjemniejsze sposoby, żeby się zmęczyć." Uśmiechnął się do niej zadziornie.

„Myślę, że podziękuję. Poza tym na chwilę zapomniałam o wszystkim co się ostatnio wydarzyło."

„Nie chcesz iść potańczyć?" zrobił obrażoną minę. „A ty o czym myślałaś w tej swojej małej główce? Eleno, czyżby jakieś brudne myśli się w niej zagnieździły?" droczył się z nią dostając w zamian kuksańca. „ Auć" syknął i napotkał jej pełne niedowierzania spojrzenie. „Sama świadomość, że mnie bijesz boli" wyjaśnił. „ A teraz poważnie pytam, ty i ja, zostawiając za sobą cały ten dramat na jeden wieczór." odwrócił się do niej z proszącym wyrazem twarzy.

„Pod jednym warunkiem" zaznaczyła. „Nie upijesz mnie i po wszystkim odwieziesz mnie do domu, do cioci Jenny. Chciałabym spędzić z nimi chociaż jeden poranek."zakończyła smutno.

„Skoro stawiamy warunki to zanim gdziekolwiek pojedziemy musisz się wykąpać." zatkał nos i zrobił wymowną minę.

Elena nie potrafiła przestać się uśmiechać. Wstając celowo się o niego podparła i zaczęła uciekać w kierunku parkingu.

„Moja koszula!" usłyszała za sobą. „ Już nie żyjesz!" krzyknął za nią.

Po chwili poczuła jak silne ręce łapią ją w pasie i niosą w stronę szatni. Na boisku znajdowało się kilka osób, więc musiał zachowywać pozory idąc powoli. Elena zaczęła mu się wyrywać i szarpać, po chwili nawet gryźć.

„Nie rób tak, bo uznam to za zaproszenie" upomniał ją nie przestając się uśmiechać.

W końcu przerzucił ją sobie przez ramię. Otworzył drzwi prowadzące do damskiej szatni. Kilka dziewczyn z młodszych roczników zaczęło chichotać. Nikt nie był pod prysznicami, więc Damon bezpardonowo odkręcił najbliższy kurek z zimną wodą i wrzucił pod niego swoją ofiarę. Objął ją nie pozwalając uciec ani na milimetr. Po kilkunastu sekundach wybuchnęli niekontrolowanym śmiechem. Całe szczęście zostawił swoją skórzaną kurtkę w samochodzie, bo inaczej byłaby przemoczona jak cała reszta jego ubrań. Zakręcił wodę i zaczął się rozbierać. Elena spojrzała na niego zaskoczona.

„Chyba nie myślałaś, że cały mokry usiądę na mojej tapicerce. Ty zresztą też nie".

Całe szczęście miała rzeczy na przebranie. Wyszła do stojącego przed samochodem Damona w tym samym stroju, w którym przyszła do szkoły. Jego niemal nagie mokre ciało wydało się jej bardziej kuszące niż powinno. Mimowolnie oblizała wargi.

„Czuję się oszukany" wytknął jej. „W przeciwieństwie do mnie ty możesz rozkoszować się widokiem" w końcu zrozumiała do czego pije.

„Przykro mi, że nie paraduję w samej bieliźnie" drażniła się z nim.

„Wsiadaj." otworzył przed nią drzwi. „ Jedziemy do nas czy do ciebie?"

„Do mnie, muszę się przygotować. Właściwie to gdzie mnie zabierasz, bo nie wiem jak się ubrać." dopytywała nie ukrywając podekscytowania.

„Wygodnie." oznajmił parkując przed jej domem, nie mówiąc nic nadstawił policzek i uzyskał reakcję, której oczekiwał. „Przyjadę po ciebie o ósmej."

Zjadła coś na szybko i poszła wziąć prawdziwy prysznic. Gorąca woda obmywała jej ciało. Przymknęła oczy przypominając sobie wydarzenie sprzed godziny. Jego silne ramiona, ciało przy ciele, szczery wybuch śmiechu, krystalicznie błękitne oczy nie opuszczające jej ani na sekundę. Mimowolnie się zarumieniła. Ten nowy przypływ uczuć w kierunku Damona niepokoił ją. Łatwo było się w nim zatracić, zwłaszcza, gdy zapominał o całym tym byciu złym wampirem. Jest spontaniczny, potrafi rozbawić mnie szybciej niż ktokolwiek inny, troszczy się o mnie. Pozwolił mi dotrzeć do siebie, dla mnie opuścił trochę swoją gardę. Uśmiechnęła się. Owinęła się w ręcznik i otworzyła szafę. Wygodnie. Przypomniało się jej. Wybrała jeansowe rurki z niskim stanem i jedną z bluzek, którą ostatni raz miała na sobie ponad rok temu, jeszcze przed wypadkiem jej rodziców, z czasów „zabawnej Eleny". Gołe plecy i udrapowany przód idealnie podkreślały wszystkie walory jej figury. Zrobiła minimalny makijaż i spojrzała na zegarek. Za chwilę po nią przyjedzie. Zbiegła na dół i wpadła na wujka Johna.

„Wybierasz się gdzieś?" spytał opryskliwym tonem, którego nie znosiła.

„Tak." rzuciła mu ostro w twarz i poszła do kuchni, żeby znaleźć Jennę.

„Wyglądasz oszałamiająco, Stefan już wyzdrowiał?" zapytała niczego nieświadoma.

„Właściwie to wychodzę z Damonem. Chciałam się trochę rozerwać po ostatnim tygodniu, a Stefan wciąż jest niedyspozycyjny. Nie czekaj na mnie."

Uśmiechnęła się do niej i wyszła przed dom próbując uniknąć kolejnych konfrontacji. Po chwili usłyszała silnik Mustanga. Otworzył przed nią drzwi. Wsiadając zatrzymała się na ułamek sekundy i napotkała jego intensywne spojrzenie. Jaki on jest piękny, jak szybko o tym pomyślała tak szybko próbowała się tego pozbyć z jej głowy. Nie pytała o nic. Jechali w całkowitym, nieprzerwanym milczeniu. Co dziwne wcale nie czuła się z tym niekomfortowo. Kilkadziesiąt minut temu wyjechali z Mystic Falls i zmierzali w nieznanym jej kierunku. W końcu obroty silnika zwolniły.

„Bar? Myślałam, że .." niem zdążyła skończyć poczuła chłodny palec na swoich wargach.

„Może trochę więcej wiary we mnie" wydał się niemal urażony.

Tuż po przekroczeniu progu Elena wymamrotała przeprosiny. Nie był to zwykły bar. Poza stolikami znajdował się tam spory parkiet zajęty przez kilkadziesiąt osób. Jak na razie jej partner usadowił się przy ladzie, zamówił whiskey i piwo.

„Mówiłam ci, że nie chcę się upić" naskoczyła na niego obrażona.

„Po jednym piwie nie będziesz od razu pijana. Zaufaj mi." podał jej butelkę.

Tuż po tym jak skończyła wstał, chwycił jej dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. Elena spojrzała się na niego pytająco na co on tylko uśmiechnął się i pociągnął ja za sobą na parkiet.

Przypomniał się jej ich wspólny taniec podczas Miss Mystic Falls. Wiedziała, że Damon jest dobrym tancerzem, ale dzisiejszy wieczór przechylił szalkę w stronę doskonałego. Niezależnie od piosenki prowadził ją bez chwili wahania. Rock'n'roll, pop, house, rock. Po kilku godzinach była bliska padnięcia z wycieńczenia.

„Zamów mi coś do picia a ja w tym czasie skoczę do łazienki."

W momencie, gdy weszła do kabiny usłyszała jak do pomieszczenia wchodzi kilka kobiet. O czymś żywo dyskutowały.

„Boże co ja bym dała, żeby mój tak tańczył."

„Tańczył? Żeby tak wyglądał!" poprawiła ją inna.

„Wy tylko o jednym. Ja bym chciała, żeby ktoś choć raz spojrzał na mnie tak jak on patrzy na nią, jakby nic innego nie istniało. Gdyby mnie ktoś tak kochał czułabym się spełniona." rozmarzyła się. „Choć fakt, te błękitne oczy kontrastujące z czernią jego włosów i tej boskiej koszulki, mhm." zaczęła się śmiać.

Elena poczuła gorąco napływające do jej twarzy. Do ostatniej chwili nie zorientowała się o kim mówiły. Przecież Damon jej nie kochał, nie patrzył na nią tak jak one to sobie wyobrażały. To nie możliwe. On nie może mnie kochać, JA nie mogę go kochać. Wmawiała sobie. Poczekała aż te kobiety wyjdą po czym podeszła do umywalki. Odkręciła zimną wodę i ochłodziła sobie policzki. Spojrzała w lustro. Dawno tak nie promieniowała. W końcu zdecydowała się wyjść. Powinni już jechać. Damon siedział przy jednym ze stolików z zimnym drinkiem dla niej. Wypiła go bez wahania na co on patrzył zaskoczony.

„Myślę, że na nas już czas" zaczęła nieśmiało.

„Daj spokój, tak dobrze się bawimy! Ostatnie trzy tańce, proszę" jego szczenięce spojrzenie było wprost nie do odparcia.

„Jeden" odpowiedziała stanowczo.

„To super, że zgadzasz się na dwa" uśmiechnął się zwycięsko i znów byli na parkiecie.

Elena pokręciła z niedowierzaniem głową. Z głośników zaczęła lecieć „I know" Save Ferris. Damon nagle zaczął śpiewać na cały głos co tylko spowodowało kolejny niekontrolowany wybuch śmiechu z jej strony. Słowa idealnie do niego pasowały o czym doskonale wiedział. W życiu nie posądzała go o znajomość tej piosenki a co dopiero o jej podśpiewywanie. Z ostatnim dźwiękiem wylądowała w jego ramionach.

„Ostatnia" oznajmiła smutno.

Poczuła jego silne ramiona oplatające ją mocniej. Wolna melodia, której nie znała wprawiła ich ciała w delikatny ruch. Po kilkunastu sekundach Damon zaczął cicho śpiewać wprost do jej ucha:

I've been watching your world from afar

I've been trying to be where you are

And I've been secretly falling apart

Unseen

Przymknęła oczy całkowicie zatracając się w jego objęciu, w jego głosie.

To me, you're strange and you're beautiful

You'd be so perfect with me

But you just can't see

You turn every head but you don't see me

Przez jej ciało przeszła seria dreszczy. Tak jakby reagowało na każde jego słowo. Ogarnęło ją dziwne uczucie. Tak jakby każde słowo było kierowane bezpośrednio do niej. Jego ciepły oddech muskał delikatnie muskał skórę na jej szyi. Nie pamiętała kiedy ostatnio było jej tak dobrze.

I'll put a spell on you

You fall asleep

And I put a spell on you

And when I wake you I'll be the first thing you see

And you'll realise that you love me

Śpiewając refren patrzył jej w oczy, wwiercał się w jej duszę, jakby widział i wiedział wszystko. Nie ważne jak bardzo chciała odwrócić wzrok, nie była w stanie. Piosenka powoli dobiegała końca. Pomimo tego, że nic się nie wydarzyło miała wrażenie, że tym tańcem zdradziła Stefana. Było w nim więcej intymności niż być powinno. Już miała puścić jego dłoń, gdy usłyszała „Paradise circus" Massive Attack. Zakochała się w tej piosence od kiedy tylko ją usłyszała. Damon od razu zrozumiał. Tym razem obrócił ją tak, by wtulić się w jej plecy. Jej biodra wwiercały się w jego podbrzusze bez żadnych zahamowań. Damon chwycił jej dłoń i pociągnął ją w górę. Delikatnie przesuwał palcami wzdłuż jej przedramienia aż do obojczyków. Elena natychmiast poczuła jak to na niego działa, ale znów obudziło się w niej to coś co tym razem nie pozwalało jej przestać. Odchyliła do tyłu głowę pozwalając ustom Damona muskać jej nagą szyję. Ich ciała poruszały się w pełnej synchronizacji, jego ręce nie przestawały błądzić po jej odsłoniętych bokach, podbrzuszu, potem w górę do szyi, wzdłuż szczęki.

Love is like a sin

Usłyszała nagle. Te słowa oddawały wszystko co w tej chwili czuła. Całe jej ciało płonęło z pożądania. Resztkami silnej woli powstrzymywała się przed pocałowaniem go, przed dotykaniem go, przed kochaniem go. Wiedziała, że zatracił się w tym tańcu nie mniej niż ona. W końcu wraz z ostatnim dźwiękiem odwróciła się do niego. W jego oczach zobaczyła więcej pożądania niż kiedykolwiek u Stefana. Stefan. Przypomniało się jej i natychmiast się od niego odsunęła i wyszła z baru.

Chłodne powietrze przystopowało szalejącą w niej żądzę. Poczuła na sobie jego spojrzenie. Nie miała na tyle odwagi, by się odwrócić. Podeszła do samochodu i czekała, aż go otworzy. W momencie, gdy minęli tabliczkę z napisem Mystic Falls odwróciła głowę w jego kierunku. To był błąd. Wpatrywał się w nią pełen zdziwienia, pożądania...bólu. Ten widok zdawał się miażdżyć jej płuca. Miała wrażenie, że się dusi. Całe szczęście byli już pod jej domem. Bez słowa zaczęła iść w kierunku ganku. Nagle poczuła jego dłoń na swoim przedramieniu. Odwróciła się niechętnie. Znów to spojrzenie. Nie wahał się ani chwili, przycisnął swoje usta do jej, lecz to jej język pierwszy zaczął wodzić po jego wardze. Natychmiast rozchylił usta i wdarł się w nią pogłębiając pocałunek. Chwilę później uderzyli o ścianę jej domu. Ich ciała niecierpliwie na siebie napierające. Jej palce w jego włosach przyciągały go bliżej i bliżej. Paląca potrzeba między jej udami. Jej biodra niecierpliwie ocierające się o wybrzuszenie w jego spodniach. Z ich ust wydobywały się ciche jęki. Jego duże dłonie zaczęły przesuwać się do jej piersi, powoli je masując. Nagle Elena znieruchomiała.

„Przepraszam...nie mogę" wydyszała łamiącym się głosem odwracając wzrok.

Poczuła jego palec delikatnie gładzący ja po policzku i już go nie było. Zobaczyła samochód coraz szybciej oddalający się od jej domu. Ukryła twarz w dłoniach i osunęła się wzdłuż ściany. Nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą zrobiła. Wszystko co w tej chwili czuła siało spustoszenie w jej głowie. Wszystkie te emocje. Ciężko jej było określić które zwyciężają, dobre czy złe. W tym pocałunku było wszystko co niosła ze sobą odkąd go poznała, wszystkie sytuacje, uczucia. Cały ten ból, strach, nienawiść, w końcu zaufanie, przyjaźń, miłość? Była jeszcze druga strona medalu. Czuła się taka brudna. Zdradziła Stefana. Stefana, który ma teraz problem, który jej potrzebuje, który ją kocha. Jakby tego było mało na pewno zraniła też Damona. Nienawidzę się, jestem dokładnie taka jak ona. Stałam się Katherine, przeraziła się. Najgorszy z jej lęków zaczął się spełniać. Otworzyła drzwi i wbiegła wprost na Jennę.

„Właśnie miałam... Elena, co się stało? Czy Damon ci coś zrobił?" dopytywała z przerażeniem w głosie co tylko wywołało kolejną falę jej płaczu.

„Nie, to nie tak" wychlipała. „Muszę się położyć, nie mogę teraz o tym rozmawiać" popatrzyła na nią prosząco i poszła do góry.

Usiadła na łóżku z pamiętnikiem w dłoni. Ostatnio nie miała czasu, żeby coś w nim napisać, a teraz choć bardzo chciała ciężko jej było wyznać to co zrobiła na papierze. Tak jakby po spisaniu to wszystko stało się bardziej prawdziwe, tak jakby już dłużej nie mogła temu zaprzeczać. Zasnęła powoli przyciskając notatnik do piersi. Nie czuła jak Ktoś delikatnie gładził ją po policzku, w miejscach, gdzie jeszcze niedawno znajdowały się jej łzy.