Rozdział 4

Jak tylko otworzyła oczy wiedziała co musi zrobić, przynajmniej na początek. Wzięła orzeźwiającą kąpiel zanim wyruszyła do posiadłości. Nie było śladu po samochodzie należącym do Damona. Uznała to za dobry znak, będzie miała tyle prywatności ile potrzebuje. Zeszła po cichu do piwnicy. Stefan momentalnie odwrócił głowę w jej kierunku.

„Elena" wyszeptał i w ułamku sekundy znalazł się przy drzwiach.

„Jak..?" zdziwiła się na co on pokazał jej pustą butelkę i uśmiechnął się do niej.

Powoli podeszła do niego, objęła jego twarz dłońmi. Gładziła kciukami jego policzki. Poczuła jego usta delikatnie całujące wnętrze jej dłoni. Przymknęła powieki nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy. Jednak, gdy tylko to zrobiła zauważyła wyłaniającego się z ciemności Damona. Jego usta układające się w pewny siebie uśmiech, błękitne tęczówki pełne pożądania, on sam podchodzący coraz bliżej. Natychmiast je otworzyła i wzięła nerwowy wdech. Próbowała ukryć zakłopotanie uśmiechem.

„Myślisz, że jesteś już gotowy do wyjścia?" zapytała cicho.

„Wydaje mi się, że tak. Nie chcę już rzucić ci się do gardła" zażartował nieśmiało.

Elena bez wahania odsunęła zasuwę i otworzyła drzwi. Stefan podszedł bliżej i wtulił się w nią.

„Jezu jak za tobą tęskniłem" wyszeptał zanim pocałował ją delikatnie.

Powoli odsunęła się od niego, chwyciła jego dłoń i przeszła z nim do salonu. Bez słowa usiadła na kanapie. W jej zachowaniu widać było coraz więcej niezręczności a na twarzy malowała się dziwaczna mina mająca udawać uśmiech. Złączyła kolana i położyła na nich dłonie spinając się jeszcze bardziej. Stefan natychmiast wyłapał jak bardzo nienaturalnie się zachowywała.

„Coś się stało?" był wyraźnie przestraszony.

„Musimy porozmawiać" oznajmiła mu grobowym głosem na co on usiadł i chwycił jej dłoń okazując swoje wsparcie. „Wiem, że jakkolwiek tego nie zrobię będzie bolało, więc proszę nie utrudniaj mi tego" jego oczy otworzyły się szerzej w przerażeniu. „Kocham cię, troszczę się o ciebie, ale potrzebuję przerwy." Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Wysunęła powoli swoją dłoń z jego.

„Co...ale ja... to przez..." zaczął się motać, jakby kompletnie nie rozumiał tego co powiedziała. „To przez Damona, prawda?" spytał w końcu łamiącym się głosem.

„Dlaczego o wszystko musisz go obwiniać!" naskoczyła na niego. Jej twarz zalała się czerwienią, znów nad sobą nie panowała i to zawstydzało ją najbardziej. „Chcę być sama, potrzebuję czasu dla siebie, żeby przemyśleć i zrozumieć pewne sprawy" wytłumaczyła się spokojniejszym tonem. „Chciałabym... chciałabym być przy tobie jako twoja przyjaciółka, zwłaszcza teraz" w końcu spojrzała na niego. Jego oczy pełne łez złamały jej serce. Nie mogła dać się złamać, nie teraz. Skrzyżowała ręce na piersiach, żeby nie dać się pokusie pocieszenia go. Nie chciała dawać mu złudnej nadziei.

„Najpierw on wyjeżdża a teraz ty mnie zostawiasz" wyszeptał.

„Kto wyjechał?" próbowała nie okazywać zbyt dużego emocjonalnego zaangażowania.

„Damon" oznajmił cicho.

„Co?" wybuchnęła.

„Przyszedł do mnie przed świtem i powiedział, że opuszcza Mystic Falls na dobre. Nie chciał powiedzieć dlaczego." był przygnębiony tym faktem, ale nie zdruzgotany.

„Ale...ale jak on... jak mógł cię tak po prostu zostawić w piwnicy?" krzyczała przez łzy, które pojawiły się znikąd.

„Powiedział, że na pewno przyjdziesz do mnie rano, że już się z tym uporałem i mnie wypuścisz." Stefan dopiero teraz zauważył pewną nieprawidłowość w jej zachowaniu. Jego uwadze nie uszły też krople powoli spływające po jej policzkach. Tylko jedno mu się nasuwało. „ Eleno, czy między wami...?" nie potrafił skończyć tego pytania za bardzo bojąc się odpowiedzi.

„Co?... nie! Nie." dodała bardziej do siebie niż do niego „Muszę wracać do domu. Jak będziesz czegoś potrzebował to napisz do mnie." ścisnęła jego dłoń i uśmiechnęła się do niego blado zanim wyszła.

Jak tylko wsiadła do samochodu nacisnęła pedał gazu z całą mocą. Zamiast do miasta skręciła w stronę lasu. Wjechała w najbliższą ścieżkę i zatrzymała się. Nerwowo otworzyła drzwi i zaczęła biec najszybciej jak potrafiła. Słone strugi spływały bez końca po jej policzkach. Powoli zaczynało jej brakować tchu. Rozpaczliwie łapała każdy oddech. Jej nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, upadła więc na kolana. Nie potrafiła wytłumaczyć co się z nią dzieje. Zupełnie jakby ktoś wyrwał jej płuca i zmiażdżył serce. Z jej gardła wydobył się przeraźliwy krzyk, potem następny i następny połączony z łkaniem. W końcu położyła się na boku i zaczęła uspokajać oddech. Nie miała pojęcia jak długo tak leżała, ale nie mogła pozwolić, żeby ktokolwiek zobaczył ją w takim stanie. Pomimo tego, że doprowadziła się do porządku ból nie minął, nie miała jednak wyboru, musiała wrócić do domu.

Cały weekend pracowała nad tym, żeby odseparować od siebie te wyniszczające uczucia. Po powrocie do szkoły w poniedziałek wszystko musiało być tak jak dawniej, przynajmniej z zewnątrz. Najgorsze było to, że nie mogła z nikim o tym porozmawiać. Jednak w tym przypadku luksus posiadania przyjaciółki w postaci Bonnie na nic by się zdał. Lekcje mijały powoli, bez żadnych rewelacji, do czasu, aż pan Saltzman zawołał ją do swojej sali. W środku już czekał na nią Stefan. Elena stanęła możliwie blisko drzwi, tak, żeby miała możliwość szybkiego opuszczenia sali.

„Coś się stało?" spytała bezbarwnym głosem.

„ Wczoraj widziałem się z Isabel" oznajmił jej nauczyciel.

„CO?" to była wiadomość, której kompletnie się nie spodziewała.

„Chce się z tobą zobaczyć. Zagroziła, że jeżeli nie zaaranżuję spotkania to zacznie zabijać. Próbowałem się dodzwonić do Damona, ale nie odbierał" na dźwięk jego imienia wzdrygnęła się co nie uszło uwadze jej towarzyszy.

„Zobaczę się z nią. Powiedz tylko kiedy i gdzie" udało się jej wrócić do spokojnego i opanowanego tonu.

„Chyba nie zdajesz sobie sprawy z niebezpieczeństwa Eleno. Ona nie jest taka jak Stefan" przez Alarica przemawiał strach.

„Nie mam wyjścia" powiedziała cicho zanim wyszła z sali.

Wieczorem czekała przy stoliku w Grillu. Stefan wraz z Alarickiem grali w bilard nie spuszczając z niej wzroku. Nagle tuż przed nią stanęła jej matka.

„Witaj Eleno. Wyglądasz dokładnie jak ona."

Rozmowa wyglądała zupełnie inaczej niż się spodziewała. Isabel nie miała zamiaru odpowiedzieć na żadne z jej pytań co więcej Elena musiała przyznać, że jeszcze nigdy nie spotkała tak zimnej i oschłej osoby. Ani na moment nie zmieniła tonu głosu, nie wydawała się ani trochę poruszona faktem, że pierwszy raz od 17 lat widziała swoją córkę.

„Po co tu przyjechałaś, bo najwyraźniej nie, żeby nadgonić stracony czas" nie miała już dłużej ochoty na jej gierki.

„Dobrze, że o tym wspominasz. Chcę, żebyś przyniosła mi urządzenie Johnatana Gilberta."

„Ale ja go nie mam."

„Ty nie, ale Damon tak" pewny siebie uśmiech nie opuszczał jej twarzy.

„Spóźniłaś się trochę. Damon opuścił miasto parę dni temu" nie potrafiła ukryć goryczy w swoim głosie.

To co teraz powiedziała zbiło Isabel z tropu. Na jej twarzy w końcu pojawiły się jakieś szczere emocje.

„Myślałam... myślałam, że jest w tobie zakochany, ale widać, że się myliłam" wciąż była zaskoczona. „W takim wypadku wyjadę jeszcze dziś, pewnie się cieszysz" uśmiechnęła się do niej kwaśno. „Pozdrów ode mnie swojego chłopaka."

„Nie mam chłopaka" odpowiedziała jej bez wahania.

Isabel wydawała się jeszcze bardziej zdziwiona, tak jakby przeoczyła jakiś bardzo istotny fakt, zniknęła jednak zanim Elena zdążyła powiedzieć coś więcej. Starała się przetworzyć wszystkie usłyszane przed chwilą informacje. Nie było tego wiele, jednak jedna wydała się jej bardzo ważna. Dlaczego jej matka była przekonana, że Damon ją kocha? Podniosła wzrok znad stolika i zobaczyła Bonnie. Nie była w stanie ukryć zakłopotania, więc szybko zniknęła za drzwiami toalety. Alaric wraz ze Stefanem podeszli do niej.

„Wszystko w porządku?" spytał ją nauczyciel.

„Nie. Nic nie jest w porządku. Muszę wrócić do domu, sama" zaznaczyła wychodząc.

Stefan wciąż nie mógł uwierzyć w to co usłyszał od Isabel, w pamięć wryło mu się szczególnie jej szczere zdziwienie, gdy odkryła, że jego brata nie ma już w Mystic Falls. Wiedział, że jego brat troszczył się o Elenę, nie podejrzewał jednak niczego tak poważnego. Może właśnie dlatego wyjechał? Nie, na pewno zostałby, żeby odbić mi ją na moich oczach. Nie odpuściłby sobie kolejnej okazji, żeby mnie upokorzyć. Postanowił dać Elenie czas, którego jak sama twierdziła potrzebuje. Dopiero później spróbuje ją odzyskać.

Nad ranem Elenę obudziło pukanie do drzwi. Takiego gościa z pewnością się nie spodziewała.

„Chciałam cię przeprosić za moje wczorajsze zachowanie" zaczęła skruszona. „Widziałam, że coś się stało i zostawiłam cię, nie powinnam tego zrobić. Przepraszam" Bonnie wydawała się naprawdę skruszona.

„Chociaż bardzo bym chciała nie sądzę, żebyś mogła mi pomóc. Potrzebuję przyjaciółki, a nie wiedźmy, która będzie oceniała to co się teraz ze mną dzieje, rozumiesz? Brakuje mi ciebie, ale są sprawy o których nie mogę ci powiedzieć, co gorsza to właśnie one wykańczają mnie teraz najbardziej." Jej głos łamał się raz po raz. Powiedzenie tego wszystkiego wiele ją kosztowało.

Nie chciała z nią rozmawiać ani minuty dłużej. Nigdy w życiu nie sądziła, że rozmowa z nią może tak boleć. Powłóczyła nogami do salonu. Na kanapie siedział John, wyglądał tak jakby na nią czekał.

„Słyszałem, że zerwałaś ze swoim wampirzym chłopakiem a jego brat wyjechał z miasta" był wyjątkowo radosny.

„Jakby cię to obchodziło. Poza tym skąd o tym wiesz?" zdziwiła się.

„Mam swoje źródła" uśmiechnął się enigmatycznie.

„Mógłbyś w końcu dać nam spokój i wyjechać"

„Widać szczęście znów się do ciebie uśmiechnęło. Tak się składa, że planowałem wrócić do siebie jutro" takiego obrotu spraw się nie spodziewała. „Niestety muszę załatwić parę spraw i nie mogę zrobić tego tutaj, już nie" podkreślił. „Nie martw się jak tylko się z tym uporam to wrócę" brzmiało to niemal jak groźba.

Dzień Założyciela mijał szybciej niż myślała. Uśmiechanie się do wszystkich z platformy nie było tym co sobie wymarzyła, ale chociaż na trochę zajmowało jej myśli. Stefan zachowywał się jak na dobrego kolegę przystało. Stał tuż obok jako jej eskorta. Ani razu nie dał jej do zrozumienia jak bardzo musiała go skrzywdzić jej decyzja, nie próbował trzymać ją za rękę. Damon wyjechał tydzień temu. Pustka, która jej teraz towarzyszyła była co najmniej tak dotkliwa jak tuż po stracie rodziców. Najgorsze było jednak to, że tym razem zdana była wyłącznie na siebie. Nikt by nie zrozumiał. Wszyscy uważali go za bezdusznego potwora, nawet jego własny brat. Elena nie miała zamiaru zostać do końca uroczystości. Zaczęło zmierzchać, gdy pojawiła się na cmentarzu. Usiadła przy grobie swoich rodziców.

„Zamiast powiedzieć wam o wszystkim, spiszę to. Wiem, że będziecie mogli to zobaczyć." Otworzyła swój zeszyt. Wraz z kolejnymi słowami do jej oczu zaczęło napływać coraz więcej łez. W końcu opowiedziała o wszystkim. Zaczęło się robić coraz ciemniej. Ogarnął ją dziwny niepokój. Chwyciła pamiętnik i zaczęła iść w kierunku wyjścia. Pod drzewem rosnącym przy dróżce zauważyła leżącą w mroku postać.