Rozdział 5
Po całym jej ciele rozeszły się dreszcze. Przełknęła gulę w gardle i podeszła bliżej. Postać zaczęła się kręcić a z jej ust wydobył się cichy jęk.
„Damon?" wyszeptała. Odpowiedziała jej głucha cisza. „Damon?" spytała jeszcze raz bardziej zdecydowanym głosem.
W końcu odwrócił się do niej. Jak tylko Elena zobaczyła zarys jego twarzy podbiegła do niego bez wahania i zaczęła go tulić. Przycisnęła jego głowę do swoich piersi z całych sił. Nie przestawała szlochać dając w końcu upust nagromadzonym emocjom. On jednak cały czas pozostawał bierny niczym szmaciana lalka. Elena chwyciła jego twarz w obie dłonie i odsunęła lekko od siebie. Wiatr w końcu przegonił chmury. To co zobaczyła w blasku księżyca przeraziło ją. Był w całkowitej rozsypce. Jego twarz pokryta była zeschniętą krwią, a w potarganych włosach pełno było liści i gałązek. Miał brudną koszulę i spodnie. Nagle poczuła słone łzy na swoich ustach. Otarła je jedną dłonią a drugą nieprzerwanie gładziła go po policzku.
„Co ci się stało?" wychlipała z przerażeniem.
„Jak głupiec myślałem, że mi się uda" bredził.
„Damon, spójrz na mnie!" rozkazała mu. „Co się stało?" zapytała jeszcze raz.
Jego nieprzytomny wzrok w końcu natrafił na jej twarz. „Zrobiłem straszne rzeczy Eleno" wyszeptał do niej. W jego oczach zaczęły się zbierać łzy.
Leżeli na cmentarnej ścieżce jeszcze przez jakiś czas. Elena nie przestała go do siebie tulić. Usadowiła go między swoimi nogami i kołysała się z nim powoli w przód i w tył, w przód i w tył, nieprzerwanie gładząc jego włosy. Jak tylko jego cichy szloch ustał zarządziła:
„Wstajemy."
Wysunęła się spod niego i posłużyła mu za oparcie. Niemal zapomniała o pamiętniku , który bezpańsko leżał kilka metrów od nich. Zanim objęła go w pasie wróciła się po niego. Nie chciała, by ktokolwiek go czytał, zwłaszcza teraz, gdy spisała w nim wszystko. Po kilkunastu minutach zaparkowała samochód nieopodal swojego domu.
„Dasz radę wejść oknem?" Przytaknął. „Spotkamy się na górze."
Elena liczyła, że nikogo nie spotka. Wujek John wyjechał a Jenna i Jeremy najprawdopodobniej byli jeszcze na obchodach Dnia Założyciela. Niestety wchodząc po schodach na górę usłyszała za sobą:
„Elena? Co ci się stało?" to była jej ciotka.
Dopiero teraz zorientowała się, że jej ubrania nie wyglądały wcale lepiej od tych Damona, nawet nie chciała wiedzieć w jakim stanie jest jej twarz.
„To nie jest najlepszy moment..." w środku zdania przerwało jej rozpaczliwe pytanie.
„Co się z tobą dzieje? Najpierw znajduję cię płaczącą przed domem a teraz nie dość, że cała jesteś w błocie to masz... Boże to jest krew na twojej twarzy i dłoniach?" jej głos robił się coraz bardziej histeryczny.
„Ja..." musiała wymyślić jakąś wymówkę i to szybko „To... to jest sztuczna krew. Matt i Tyler umazali mnie nią."
„Eleno przyrzeknij proszę, że w nic się nie wpakowałaś" jej wymówka wyraźnie jej nie przekonała.
„Obiecuję, że nie wpakowałam się w nic złego" uśmiechnęła się do niej i poszła do swojego pokoju.
Damon siedział na parapecie patrząc nieprzytomnie przez okno. Podeszła do niego i zsunęła jego skórzaną kurtkę. Nie wyglądał tak źle nawet wtedy, gdy okazało się, że Katherine nie ma w grobowcu. Patrząc na niego Elena czuła jak coś aż ściska ją w gardle. Nie mogła jednak okazać przed nim słabości, nie w tej chwili, teraz musiała być dla niego oparciem. Jej palce powoli zaczęły rozpinać jego koszulę. Wcześniej nie wyczuła bijącej od niego wyraźnej woni alkoholu. Schyliła się, żeby zdjąć mu buty i skarpetki. Uklękła przed nim i odpięła mu spodnie. Był w takim stanie, że nie zareagował na żadne z jej działań. Delikatnie chwyciła jego dłoń i pociągnęła go za sobą do łazienki. Włożyła korek do wanny i zaczęła napuszczać do niej ciepłej wody. Zablokowała drzwi prowadzące do pokoju Jeremego. Z całą pewnością nie potrzebowała teraz towarzystwa. Wlała do środka trochę płynu do kąpieli i zaczęła zrzucać z siebie ubranie. W zlewie zmyła krew przyschniętą do jego twarzy. Zsunęła z niego bokserki. Starała się nie spuszczać oczu z jego twarzy. Szybkim ruchem ręki odpięła stanik i zdjęła majtki. Weszła do wanny i pociągnęła go za sobą. Rozsiadła się wygodnie i usadowiła go między swoimi nogami. Jego głowa spoczywała spokojnie na jej piersiach. Nalała na gąbkę żelu do kąpieli i powoli obmywała jego ciało. Zaczęła od szyi, przesuwała się powoli wzdłuż ramion, klatki piersiowej i brzucha. Zmieniła odrobinę pozycję, żeby dosięgnąć do nóg. Z dozą nieśmiałości chwyciła jego penisa między gąbkę a swoją dłoń i przesunęła po nim kilka razy. Zignorowała to, że pod wpływem jej dotyku stwardniał odrobinę. Odsunęła się od niego i obmyła mu plecy. Na koniec nałożyła szampon na swoją dłoń i rozmasowała go na jego włosach. Jej palce powoli zataczały kółka po każdym centymetrze jego głowy rozluźniając odrobinę jego spięte ciało. Przesunęła ich do przodu i wyciągnęła korek z wanny. Zanim zaczęła go wycierać spłukała resztki piany z ich ciał i jego włosów. Jej własne ciało drżało z zimna, ale nie przejmowała się tym, owinęła wokół siebie ręcznik nie dbając o to, że wciąż była cała mokra. Gdy był suchy przepasała ręcznik wokół jego talii i zaprowadziła go do swojego łóżka. Zniknęła na chwilę i wróciła z parą bokserek Jer'a. Pomogła mu je założyć i okryła go kołdrą. Był niczym mały zagubiony chłopiec. Dopiero w momencie, gdy leżał czysty, suchy i bezpieczny pod jej kołdrą zaczęła myśleć o sobie. Najszybciej jak potrafiła starła resztki wody z siebie i założyła piżamę. Damon przyglądał się jej niemo. Jego twarz pełna była bólu. Położyła się tuż obok oplatając swoje ręce wokół niego.
„Dlaczego robisz dla mnie to wszystko?" przerwał w końcu milczenie pytając cicho.
Nie była w stanie mu na to odpowiedzieć, sama nie była co do tego pewna. Pomimo tak świeżych ran, które zostawiło na niej jego odejście nie była w stanie odmówić mu pomocy.
„Potrzebowałeś mnie" wybrała najbezpieczniejszą z opcji, jedyną, której była w tej chwili pewna.
„Nawet nie wiesz jakie straszne rzeczy zrobiłem" wyznał łamiącym się głosem. „Nie powinnaś się do mnie zbliżać. Jestem potworem" kontynuował powodując, że jej oczy wypełniły się łzami.
Przyłożyła palec do jego zimnych jedwabistych ust.
„Jutro będzie czas na rozmowę. Śpij." na jego wargach złożyła najbardziej niewinny pocałunek jaki tylko można było sobie wyobrazić i zamknęła powieki.
Czuwała całą noc. Za bardzo się bała, że on zniknie jak tylko pozwoli sobie zasnąć. Zamiast tego obserwowała go. Z jego twarzy zniknął ból. Parę razy mamrotał coś, raz nawet z jego ust wydobył się krzyk. Elena położyła jego głowę na swoich piersiach i przeczesywała palcami jego włosy. Głaskanie uspokajało zarówno jego jak i ją. Do pokoju powoli zaczęły wdzierać się promienie porannego słońca. W końcu powieki zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa. Od snu uratowało ją jego błękitne spojrzenie. Uśmiechnęła się do niego ciepło i pogładziła go po policzku. Niespodziewanie Damon usiadł na łóżku odwracając od niej wzrok.
„Przepraszam za wczoraj. To się więcej nie powtórzy. Już nie będę cię niepokoił, nigdy więcej" jego głos wydawał się taki odległy i pusty. Zupełnie inny od tego wczorajszego.
„Nie waż się ode mnie odchodzić" zagroziła mu. „Nie pozwolę ci" siłą odwróciła jego twarz i pocałowała z całą mocą.
