Damon zaproponował, żeby najpierw powiedzieć Bonnie, ale postawił swój własny warunek: miejsce publiczne. Nie chciał się do tego przyznać, ale bał się jej reakcji. Dobrze znał jej możliwości, wiedział, że jeżeli tylko będzie chciała, to nieźle go poharata.

Umówili się w Grillu.

Zanim się zjawili czarownica siedziała już przy stoliku z jakimś napojem. Przywitała ich dość chłodno i patrzyła wyczekująco, aż któreś z nich coś powie. Damon spojrzał na Elenę błagalnie, na co ona ciężko westchnęła.

„Co u ciebie?" Zaczęła rozmowę.

„Bez zmian, ale to chyba wam zależało na spotkaniu, więc, o co chodzi?" Wyglądała na dość poirytowaną.

„Od razu do sedna" Damon był wyraźnie spięty jej pytaniem.

„Mamy dobrą... wspaniałą wiadomość" poprawiła się natychmiast.

„Zamieniam się w słuch."

Elena chwyciła się delikatnie za podbrzusze licząc, że przyjaciółka się zorientuje, ale minęła niemal minuta a tamta nadal nic nie mówiła tylko patrzyła na nią w oczekiwaniu.

„Jestem w ciąży" wydusiła z siebie na jednym wydechu i wzięła łyk soku.

Bonnie zaczęła się głośno śmiać myśląc, że sobie z niej żartują, jednak oni pozostali śmiertelnie poważni. Otworzyła usta, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Przeniosła wzrok z przyjaciółki na wampira i z powrotem.

„Jesteś pewna?"

„Stu procentowo."

„Kto jest ojcem?" Zapytała bardziej nieśmiało wiedząc, że Damon siedzi obok.

„Ja" oznajmił, nie dziwiąc się takiemu pytaniu.

Czarownica zachichotała. „Przecież dobrze wiecie, że to niemożliwe."

„Powiedz to maluchowi rozpychającemu moją macicę" Elena odgryzła się nie wytrzymując napięcia.

„Dajcie mi chwilę" poprosiła.

Bonnie musiała sobie to wszystko przetworzyć. Przez jej myśli zaczęły się przewijać strony wszystkich książek o magii, wiedziała, że czegoś szuka, tylko nie była pewna czego.

„Muszę iść do domu, ale spotkajmy się później, okay?" Poprosiła enigmatycznie i zniknęła z pola widzenia.

Para przytaknęła i postanowiła, że skoro poszło tak dobrze to może od razu załatwią Caroline i Matta. Elena wybrała numer dziewczyny i zaprosiła ich do do knajpy. W międzyczasie przenieśli się do bardziej ustronnego boksu podejrzewając, że ich reakcja może należeć do gwałtownych. Jak tylko przekroczyli próg Grilla blondynka zamachała do nich radośnie.

„Cześć, tak dawno nie widzieliśmy się wszyscy razem!" Była wyraźnie podekscytowana.

„Zamówić wam coś?" Zaproponował wampir.

Damon poszedł złożyć zamówienie i tym samym dał Elenie trochę czasu, żeby choć trochę ich przygotować. Z daleka od oczu swojej kobiety wypił dwie szklanki whiskey zanim wrócił do nich z napojami.

„Boże Elena, co ci się stało, że pijesz sok warzywny! Damon cię chyba nie zostawi jak trochę przytyjesz" zażartowała przyjaciółka.

Zaczynało być niezręcznie, cholernie niezręcznie. Przez kilka następnych minut nikt nic nie mówił, więc Caroline zaczęła prowadzić monolog o ostatnim roku jaki ich czeka, o studiach, o przyszłości.

„A ty już myślałaś co zrobisz po liceum?" Zagadnęła ją.

„Poza wychowywaniem dziecka to jeszcze nie wiem" Elena zgrabnie przemyciła informację, którą chciała się podzielić.

Dziewczyna jednak nie zrozumiała tej drobnej aluzji w przeciwieństwie do Matta, który otworzył szeroko oczy i wyraźnie motał się ze swoimi myślami. Spojrzał na parę siedzącą przed nim. Damon opiekuńczo obejmował ją ramieniem, podczas gdy ona jedną dłoń trzymała na brzuchu. Delikatnie chwycił Caroline z obydwu stron głowy i spytał czy zrozumiała co przed chwilą powiedziała Elena. Tamta jak zwykle ułożyła odpowiedź przyjaciółki tak, jak było jej najwygodniej nie zwracając uwagi na prawdziwe znaczenie tych słów.

„Caroline, jestem w ciąży" powtórzyła najdosadniej jak się dało.

Po krótkiej niezręcznej ciszy tamta zaczęła się cieszyć, naprawdę cieszyć. Wydawała z siebie jakieś nieartykułowane wysokie dźwięki, podbiegła do niej i przytuliła ją mocno. Teraz to już na pewno nie dopuści nikogo do słowa, pomyślała Elena. No i miała rację. Opowiedziała historię o ciąży jej kuzynki, mówiła o doskonałych lekarzach i położnych których koniecznie powinna odwiedzić. O dziwo, tym samym znalazła w końcu wspólny język z Damonem, który miał większego bzika na punkcie jej ciąży niż ona sama. Matt wymienił z nią spojrzenia czując się wyjątkowo niezręcznie. Podczas gdy tamtych dwoje było pogrążonych w dyskusji Elena poszła zamówić sobie gorącą czekoladę, coś co ostatnio miała limitowane. Matt poszedł za nią.

„Jak się trzymasz?" Zapytał zmartwiony.

„Teraz już dobrze. Jak się dowiedziałam to było koszmarnie, miałam wrażenie, że cały świat usuwa mi się spod stóp, ale teraz jestem szczęśliwa, naprawdę. Damon stara się ze wszystkich sił i jakbyś nie zauważył wie już o ciąży dosłownie wszystko" zażartowała chcąc rozluźnić trochę atmosferę. „Co chwilę gotuje mi jakieś zdrowe rzeczy, podtyka witaminy i owoce. Nie spodziewałam się tego po nim" Elena uśmiechnęła się do niego szczerze.

„Jak długo już jesteś...?"

„Z tego co wiemy to właśnie kończy się 7 tydzień."

Matt wyglądał na lekko zdziwionego, to w ogóle tyle już z nim jest?

„To się stało tuż po tym jak się zeszliśmy, jeszcze zanim ktokolwiek o nas wiedział" rozjaśniła mu sytuację widząc jego konsternację.

Przez chwilę chłopak poczuł się urażony, wiedząc jak długo jemu odmawiała. Zdecydowała się dopiero parę tygodni przez wypadkiem jej rodziców, po tylu latach spędzonych razem. Spali razem dokładnie 7 razy, pamiętał każdy z nich. Widać musiała trafić na odpowiedniego faceta, żeby w ogóle się nie wahać. Teraz był zakochany w Caroline i nie potrafił być na nią zły o coś takiego. Przytulił Elenę pokazując jej, że będzie ją wspierał jako jeden z jej najstarszych przyjaciół, niezależnie od tego co się wydarzy.

„Pomóc ci przemeblować pokój? Wiesz, żeby wstawić łóżeczko" zaoferował się.

„Nie, nie trzeba, lada dzień będę się przeprowadzać do Damona, a tam jest masa miejsca."

„Racja. Jakbyś tylko czegoś potrzebowała to daj znać" ścisnął jej dłoń.

„Na pewno."

Wykończeni wrócili do domu. Elena uwiesiła się na Damonie już przy samochodzie, czekając aż zaniesie ją do sypialni. Zrezygnowany westchnął i wziął ją na ręce. Rzucił ją na łóżko i gdy miał zacząć się za nią zabierać usłyszał dzwonek do drzwi.

„Nie ma nas, odejdź!" Krzyknął i zaczął rozpinać koszulę, jednak ktoś natrętnie zadzwonił jeszcze raz i jeszcze raz i w kółko, tak długo aż się nie ruszył. „Kurrwwaaa!" dał upust swojej frustracji. Jeszcze zanim otworzył drzwi zorientował się kto za nimi stoi.

„Lepiej, żeby to było naprawdę ważne, bo byliśmy właśnie w środku czegoś" aż kipiał złością.

„Sam się przekonasz" nie czekając na zaproszenie wtargnęła na górę wprost do ich pokoju. Elena leżała na łóżku w samej bieliźnie z bardzo niezadowolona miną. Bonnie wywróciła oczami i usiadła tuż obok niej. Z torby wyjęła średniej wielkości zniszczoną książkę. Damon położył się tuż obok swojej dziewczyny i przyglądał się wiedźmie. Tamta nerwowo przerzucała stronami, aż w końcu znalazła to czego szukała.

„Wtedy, gdy poprosiłaś mnie o to, żebym rozejrzała się za tym snem i wymianą krwi" naprowadziła ich „znalazłam jedno zaklęcie. Jednak uznałam, że to nie może być to, bo brakowało najważniejszego elementu- ciąży."

Damon z Eleną spojrzeli na siebie.

„Kontynuuj" poprosił wampir.

„To jest jednocześnie bardzo łatwe i bardzo silne zaklęcie. Czarownica, która je na ciebie rzuciła nie musiała być wcale potężna. Mogło to być całe lata temu, ten czar nie wygasa tylko czeka na odpowiedni moment. Jest opatrzony całą masą warunków do spełnienia, więc tym bardziej ciężko było mi w niego uwierzyć."

„Bonnie, przejdź do sedna, proszę" Elena nie wytrzymywała już tego napięcia.

„Spokojnie. Chcę tylko, żebyście to wszystko dobrze zrozumieli. Przede wszystkim podczas rzucania zaklęcia wiedźma powinna żywić ciepłe uczucia w stosunku do osoby na które je rzuca."

„Myślałaś, że żadna czarownica nie byłaby w stanie się we mnie zakochać?" Damon oburzył się.

„Nie musiała cię kochać, wystarczyło, że cię bardzo lubiła. To zaklęcie jest czymś w rodzaju prezentu dla tego, na którego się je rzuca. Wiesz może kto to mógł zrobić? Ułatwiłoby to nam pracę."

„Pracę?" Zdziwiła się Elena.

„To jest dość enigmatyczne zaklęcie i końcowy efekt zależy tylko i wyłącznie od wiedźmy, która je rzuca. Więc jak?"

„Nie znałem zbyt wielu, to mogła być Bree albo Emily, ewentualnie Maya, ale tą ostatnią bym odrzucił."

„Emily na pewno nie rzuciła go na ciebie. Wspomniałaby o tym w jednym z dzienników albo w Grimore, każde jej zaklęcie jest 'udokumentowane'. Więc teraz wystarczy się spotkać z tą Bree, tak?" Bonnie była wyraźnie podekscytowana perspektywą spotkania innej czarownicy.

„Myślę, że to niemożliwe, ona nie żyje" Damon miał tylko nadzieję, że Elena nie zapyta jak to się stało, ale widać nie skojarzyła, że to chodziło o tę Bree.

„To może ty pamiętasz o co prosiła w tym czarze? Musiała ci o nim powiedzieć, to był jeden z warunków."

„Rzucała na mnie masę uroków, nie pamiętam nawet jednej trzeciej z nich. Bawiła się zaklęciami, które nie były ani zbyt trudne ani szkodliwe, tak mnie przynajmniej zapewniała, ale to teraz najmniej istotne. Mów co więcej wiesz o tym konkretnym."

„Przede wszystkim wszystko musi się dziać w tej samej fazie księżyca, w której było rzucane zaklęcie, seks nie może być zainicjowany przez osobę na którą został rzucony. Między parą musi być specyficzna 'nierozerwalna więź', przynajmniej tak nazywają to w tej książce, ale można się spotkać jeszcze z określeniem 'bratnich dusz' czy 'podwójnego płomienia', wszystko zależy od autora. No i jeżeli chodzi o wampiry to wszystko się zaczyna komplikować, bo dochodzą do tego dodatkowe obwarowania. Musi dojść do wymiany krwi między partnerami, ich pierwszej pełnej wymiany krwi, która również będzie zainicjowana przez partnera a nie zaczarowanego. Wszystko to prowadzi do ciąży, czasami, ale bardzo rzadko dzięki niemu wampir może przybrać z powrotem ludzką formę, ale jak zakładam nie w tym przypadku. No i znów w zależności od prośby czarownicy dziecko może być wyjątkowe albo nie." Bonnie urwała, żeby zaczerpnąć więcej powietrza i pozwolić im przetworzyć wszystko co usłyszeli.

„Wyjątkowe?" Damon natychmiast wyłapał istotny haczyk.

„Zaklęcie nie określa dokładnie tej wyjątkowości, dlatego mówiłam, że najłatwiej byłoby porozmawiać z tą, która cię zaczarowała."

„Ale nadal nie rozumiem jakim cudem to wszystko się udało no i nie wyjaśniłaś tego snu."

„To typowe zaklęcie dla osób bezpłodnych, a wampiry też takie są. Jeżeli miałbyś stać się człowiekiem, to musiałbyś umrzeć w przeciągu 24 godzin od zapłodnienia a potem odrodziłbyś się jako właśnie to dziecko. Dlatego podczas wymiany krwi do Eleny przeszły twoje wspomnienia, cząstka ciebie, która mogłaby stanowić podstawę do odrodzenia, po tym czasie została jednak odrzucona z jej ciała wraz z tym koszmarem."

W największym szoku wciąż pozostawała Elena. Ta cała wymiana zdań między Bonnie a Damonem była taka surrealistyczna. Jej słowa, te głupie warunki, to ewentualne odrodzenie przez jej ciało. Chciała pójść do łazienki, jednak tuż po tym jak podniosła się z łóżka zaczęła osuwać się w ciemność...

Powoli rozchyliła powieki, wszystko było rozmazane. Zamrugała parę razy i zobaczyła, że leży w jakimś jasnym pomieszczeniu. W oddali słyszała dziwne pikanie. Jej głowa piekielnie bolała. Syknęła cicho próbując się podnieść.

„Leż spokojnie" to był jego przerażony głos.

„Mhmm..."

„Nic nie mów, wszystko ci wytłumaczę. Szłaś w stronę łazienki i zemdlałaś, opadając uderzyłaś się w głowę, dość poważnie, dlatego szybko narzuciłem coś na ciebie i przywiozłem cię do szpitala. Jenna, Jeremy i Alaric wyszli jakieś pół godziny temu" zobaczył jej zdziwione spojrzenie. „My jesteśmy tu od czterech godzin. Boże, nie masz pojęcia jak się o ciebie bałem" nachylił się nad nią i pocałował ją w czoło.

Nagle do pokoju wszedł lekarz trzymając w ręku stertę papierów.

„Bardzo dobrze, że się pani w końcu obudziła. Mamy wyniki badań" stanął tuż obok i powoli przeglądał kartę. „Tomograf wyszedł dobrze, uderzenie nie spowodowało większych obrażeń."

„A co z dzieckiem?" Zapytał natychmiast Damon.

„Za chwilę zrobimy USG, ale nie sądzę, żeby coś złego się działo. Wyniki krwi ma pani ogólnie dobre, tylko hemoglobina trochę słaba. Wystąpiło ostatnio jakieś krwawienie?"

„Tak, z nosa" skłamała.

„Przepiszę pani żelazo i witaminy, w razie gdyby krwotoki się powtarzały proszę powiadomić o tym lekarza prowadzącego ciążę. Niech pani uważa na siebie i malucha. Po USG będzie mogła pani wrócić do domu" Lekarz poszedł po przenośny ultrasonograf i usiadł obok niej. Podciągnął jej koszulkę i nalał na brzuch zimny żel. Przejechał parę razy głowicą i na ekranie pojawił się obraz zbudowany z białych kresek i kropek. Elena wraz z Damonem wpatrywali się w niego kompletnie nic nie widząc, jednak lekarz wyciągnął rękę do monitora i zaczął wskazywać. „Tu jest płód, dobrze zagnieżdżony, ma na oko 7-8 tygodni, ale to już pani ustali ginekolog, nic złego się nie dzieje, a teraz posłuchajmy przez chwilę serduszka." Nacisnął jakiś przycisk i po raz pierwszy Elena była w stanie usłyszeć to samo co Damon. „Tutaj też wszystko wydaje się być w porządku." Przetarł ręcznikiem jej brzuch.

„Dlaczego to się stało, dlaczego zemdlała?" Dopytywał Salvatore.

„Może zbyt szybko podniosła się z łóżka. Albo przez stres, więc proszę przez najbliższe 8 miesięcy niczym nie denerwować dziewczyny" lekarz uśmiechnął się szeroko do Eleny i wyszedł po jej wypis.

„Czyli koniec z ugryzieniami podczas seksu, będę za nimi tęskniła" westchnęła zasmucona.

„Już się tak nie martw, czasami cię skubnę" uśmiechnął się szeroko i pocałował ją. „A teraz zbieraj się, bo jedziemy do domu. Już poinformowałem Jennę, że się do mnie przeprowadzasz."

„Zrobiłeś to sam, nie wierzę, nie bałeś się?" Drażniła się z nim.

„Wykorzystałem jej zaaferowanie tobą, zgodziłaby się na wszystko" uśmiechnął się pod nosem.


A/N: W końcu rozjaśniła się choć trochę ta nietypowa sytuacja, w następnym rozdziale czeka nas spory skok czasowy :)