4 miesiące później

Za godzinę ich dom wypełni się gośćmi, a Damon jeszcze nie zdążył wszystkiego przygotować. Kończył dekorowanie domu a musiał jeszcze nakryć do stołu, wziąć prysznic i się przebrać. Jak tylko skończył wszystkie sprawy organizacyjne pobiegł do łazienki zająć się sobą. Elena kończyła własną kąpiel i wpadła na niego okryta jedynie ręcznikiem.

„Ile jeszcze mamy czasu?" Była równie podekscytowana co on.

„Teoretycznie pół godziny, ale wiesz jak to zwykle bywa z gośćmi" Damon wywrócił oczami i zniknął na chwilę w łazience. „Nie możemy zaniedbać naszej po kąpielowej rutyny."

Zsunął z niej ręcznik i uśmiechnął się do niej. Przez kilka ostatnich miesięcy jej ciało znacznie się zmieniło. Przed sobą miała już całkiem spory zaokrąglony brzuch, jej piersi zwiększyły się o rozmiar, biodra wydawały się szersze, ale zarówno nogi jak i pupa były niemal takie same. Damon nalał na dłoń balsam i zaczął go wcierać. Zaczynając od łydek, powoli przesunął się na uda i na pupę nie omijając ani kawałeczka. Ponownie wycisnął maź i umieścił ją na brzuchu. Wmasowywał ją bardzo delikatnie szepcząc coś wciąż, jednak Elena nigdy nie była w stanie usłyszeć co też takiego mówił do ich dziecka. Końcowym etapem były piersi. Wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu, ale z całą pewnością nie miał zamiaru ich ominąć. Uparł się, że od trzeciego miesiąca ciąży, po każdej kąpieli będzie w nią wcierał krem przeciw rozstępom, żeby po ciąży jej ciało wyglądało tak jak przedtem. Oprócz tego, regularnie podczas seksu karmił ją swoją krwią. Była mu za to wszystko bardzo wdzięczna, bo pomimo tego, że jej brzuch przypominał już spory balonik jej skóra była idealna.

Podczas gdy on brał szybki prysznic ona czekała, aż całość dobrze wsiąknie w skórę zanim założy na siebie przygotowaną wcześniej sukienkę. Damon niemal zmusił ją do tego zakupu. Upierał się, że pomimo ciąży nie pozwoli jej założyć na siebie coś co wygląda jak namiot, więc zabrał ją do najlepszego w stanie sklepu z ubraniami dla ciężarnych. Spędziła w przymierzalni półtorej godziny zanim wspólnie zadecydowali, którą wybrać. Oczywiście najpierw musieli się posprzeczać, bo jego wyobrażenie znacznie odbiegało od jej, ale doszli do swego rodzaju kompromisu. Elena przejechała po swoim brzuchu, krem już dobrze wsiąkł. Założyła bieliznę i szybkim zgrabnym ruchem wsunęła na siebie sukienkę. Obcasy ustąpiły miejsca płaskim klapkom, które pozwalały jej być dłużej na nogach. Zeszła na dół, żeby przejrzeć się w lustrze. Śnieżnobiały materiał ślicznie odbijał się od jej oliwkowej skóry. Dopasowana góra z wyszytym modrakowym kwiatkiem podkreślała coraz pełniejsze piersi, podczas gdy luźno puszczony, zwiewny dół powodował, że jej brzuch był niemal niewidoczny, przynajmniej nie z przodu. Odwróciła się bokiem do lustra. Obmacała wkoło spory balonik i jęknęła cicho. Niedługo przemieni się w słonicę!

Zauważyła, że jej nowy wygląd utrudniał im niektóre pozycje, inne wręcz uniemożliwiał, ale Damon dawał z siebie wszystko, żeby seks wyglądał najlepiej jak się da, a to dopiero 6 miesiąc. Bała się pomyśleć co to będzie, gdy w jej pasie przybędzie jeszcze kilkanaście cali. Jak tylko zauważył, że zaczyna ją nudzić ujeżdżanie czy pozycja na pieska to kupił dla niej świetną podłużna poduszkę, w którą mogła ułożyć brzuch i czerpać przyjemność jeszcze z kilku innych. Właściwie przez jej brzuch stał się jeszcze bardziej pomysłowy niż zwykle. Zachichotała przypominając sobie dzisiejszy poranek. W drzwiach jednego z nieużywanych pokoi wyciął dziurę idealnie mieszczącą jej brzuch, tak by wziąć ją od tyłu przyciśniętą do nich. Nigdy nie przestanie jej zadziwiać.

Z tych przyjemnych wspomnień wyrwał ją jego głos. Podszedł do niej ubrany w garnitur, wyglądał nienagannie, jak zwykle. Ukląkł tuż przed nią i zaczął składać pocałunki na jej brzuchu. Jak już obcałował go całego wyszeptał coś do niego i wstał.

„Nie mogę zaniedbywać naszej małej kobietki, chyba rozumiesz" uśmiechnął się pod nosem i teraz pocałował ją w szyję nie chcąc popsuć jej makijażu.

„Ile razy mam ci powtarzać, że to będzie syn" zachichotała, gdy jego włosy zaczęły łaskotać jej dekolt.

„No to może pozwól w końcu temu biednemu ginekologowi określić płeć i zrozumiesz, że to ja mam rację" cmoknął ją w czoło zanim ruszył otworzyć drzwi przed pierwszymi gośćmi.

„Jenna, Ric" Ucałował jej ciotkę a jemu uścisnął dłoń. „Wejdźcie do salonu, prezent możecie zostawić na stoliku z kwiatami."

Elena pokierowała ich, podczas gdy on przywitał kolejnych przybyłymi. Jeremy przyprowadził ze sobą Annę, a tuż za nimi przyjechała Bonnie wraz z Mattem i Caroline. Jedyną osobą, która jeszcze nie przyszła był Stefan, ale za nim nie miał zamiaru czekać, wiedział, że jak tylko odbierze Sam to się zjawi.

Jego związek z tą dziewczyną okazała się silniejszy niż początkowo przypuszczali. Miała 16 lat i przeprowadziła się do Mystic Falls zaledwie parę dni przed tym jak jego brat sprowadził ją do domu po raz pierwszy. Damon musiał przyznać, że była naprawdę miła, czasami aż za bardzo, ale w granicach jego cierpliwości. Stefan nie miał zamiaru wtajemniczać ją w ich sekret, przynajmniej jeszcze nie teraz, więc wciąż czasami zdarzało mu się kontrolować jej umysł, ale tylko gdy był na tyle nie ostrożny, że wyskoczyła mu jego wampirza twarz, albo wydarzyło się coś nadzwyczajnego.

W salonie wszyscy już zdążyli złożyć Elenie życzenia, gdy zjawił się Stefan z Samantą. Chłopak przesunął prezent tuż obok całej reszty i poszli złożyć życzenia dzisiejszej solenizantce. Jak tylko skończyli Damon wjechał do jadalni z ogromnym owocowym tortem, który sam dekorował. Na samym środku widniał napis: GORĄCEJ 18NASTKI. Jak tylko dziewczyna zobaczyła ten napis zaczęła się śmiać wiedząc, że odnosi się on tylko i wyłącznie do jakiegoś nowego pomysłu na ciążowy superseks, który zostawił dla niej na wieczór. Oczywiści nikt inny nie zrozumiał jego drobnej aluzji co tym bardziej spodobało się Elenie. Goście odśpiewali swoje i wszyscy zasiedli do tortu.

Jak tylko skończyli go jeść Caroline z Sam zaczęły nalegać, żeby otworzyła prezenty, więc nie miała innego wyboru jak powędrować do stolika i zacząć rozdzierać ozdobny papier. Pierwszy wpadł jej w ręce prezent od jej brata i Anny. Był to najpiękniejszy pamiętnik jaki kiedykolwiek widziała. Ze skórzaną zawijaną okładką, papierem stylizowanym na stary, wyglądał niemal tak jak te, które przeglądała z 1864 roku. Podziękowała i chwyciła mały kartonik. Jak tylko go odpakowała zobaczyła pudełeczko na biżuterię, wpadła w panikę, że Damon oświadcza się jej w ten sposób, jednak ponownie spojrzała na nie i znalazła pod spodem małą kartkę z podpisem Bonnie. Wypuściła wstrzymywane powietrze i otworzyła je. W środku była srebrna bransoletka z drobnymi kawałkami lapis lazuli. Elena spojrzała na nią zdziwiona.

„Pomyślałam, że kiedyś ci się przyda" odpowiedziała uśmiechając się nieśmiało. Niektórzy ze zgromadzonych doskonale zrozumieli co dziewczyna chciała przez to powiedzieć, jednak dla Eleny był to znak, że w pełni zaakceptowała ich jako parę, zaakceptowała jej wybór i była gotowa ją wspierać. Uściskała ją mocno, starła zbierającą się w oku łzę i wróciła do prezentów.

„To od nas" zaznaczyła Caroline.

Uśmiechnęła się szeroko i otworzyła paczkę. W środku był album pełen zdjęć z całego okresu ich przyjaźni.

„Nie widziałam połowy z nich! Jest świetny, naprawdę. Skąd zdobyłaś tyle zdjęć?"

„Ma się swoje sposoby" Caroline uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

Teraz przyszedł czas na Alarica i Jennę. Para przyniosła jej ogromną ramę, w której znajdowała się fotografia przedstawiająca jej rodziców z nią na kolanach, gdy była malutka. Elena nigdy wcześniej nie widziała tego zdjęcia. Damon objął ją ramieniem widząc jak bardzo się wzruszyła.

„Nie musisz nic mówić" uprzedziła ją ciotka, widząc stan w jakim się znalazła. „No został ci jeszcze jeden!" Zachęciła ją chcąc odwrócić jej uwagę.

Dziewczyna odwinęła papier z ogromnego kartonu. Jak tylko go otworzyła jej oczom ukazał się przepiękny, wielki pluszowy miś.

„To tak przyszłościowo, a prawdziwy prezent jest na pluszaku" wyjaśniła Sam.

Damon schylił się do środka i wyciągnął z niego olbrzyma tak by mogła zobaczyć o czym mówili. Do misia były przyczepione dwa stare srebrne grzebienie do włosów, takie które włożone pomagały je utrzymać w idealnym miejscu. Elena była pewna, że to antyki. Jednym z nich od razu przeczesała i upięła sobie włosy znad twarzy.

„Jak wyglądam?"

„Bajecznie" Damon objął ją od tyłu ramionami, składając dłonie na brzuchu i pocałował ją w szyję. „No to teraz wypadałoby, żebym to ja dał ci jakiś prezent" odwrócił ją i odsunął się od niej. „Proszę bardzo" wskazał na swoje ciało i uśmiechnął się szeroko.

Niemal natychmiast poczuł jej silne klapnięcie przez ramię. Wywrócił oczami i sięgnął po coś do kieszeni w środku marynarki.

„To jest jeden z wielu prezentów, które czekają dziś na ciebie i jeden z trzech, który mogę ci dać przy świadkach" wszyscy zaczęli się śmiać. Znów znalazł się tuż przy niej, pocałował ją delikatnie, jednak jak tylko poczuł, że niecierpliwie domaga się więcej, wsunął leniwie i powoli język w jej usta. Uśmiechnęła się usatysfakcjonowana i wyrwała kopertę z jego dłoni. Znając Damona to mogło być naprawdę wszystko. W środku znajdowało się jakieś pismo. Otworzyła je i zaczęła czytać. Niewiele z tego rozumiała, widziała u góry nazwiska ich obydwojga, a poniżej masę jakiś dziwnych nazw i liczb. Spojrzała pytająco na niego.

„To, moja droga, są ostatnie wyniki badań prenatalnych naszego dziecka. Jest całkowicie zdrowe i normalne."

Elena natychmiast rzuciła mu się na szyję i oplotła nogi wokół talii. Czuła jak bardzo ciśnie ją teraz brzuch, ale nie mogła być bardziej szczęśliwa.

„Kocham cię" pocałowała go i wróciła do normalnej pozycji. Niewielu z nich rozumiało jak ważne to były wyniki. Ich dziecko miało najnormalniejsze DNA na świecie, bez żadnych anomalii, jeden z wielu ciężarów właśnie spadł im wszystkim z serca. „Jak ci się udało je zdobyć, mieliśmy je odebrać dopiero za 2 dni."

„Ma się swoje sposoby" podniósł sugestywnie brwi i cmoknął ją jeszcze raz.

Chwycił ją za dłoń i zaczął prowadzić do góry.

„Możecie iść z nami, ten prezent jeszcze mogę jej dać w waszej obecności. Może nie wiecie, ale w naszym domu był jeden szczególny pokój, który trzymałem w zamknięciu przez ostatnie 4 miesiące i dziś Elena będzie miała okazję go zobaczyć po raz pierwszy."

Stanął przed drzwiami naprzeciwko tych od ich sypialni. Przekręcił klucz i otworzył go szeroko. Wchodząc do środka nikt nie był w stanie utrzymać zamkniętych ust. Ich oczom ukazał się najpiękniejszy dziecięcy pokoik jaki kiedykolwiek widzieli. Ściany były kremowe z granatowymi wykończeniami i drobnymi wzorkami. Fakt, były bardziej dziewczęce, ale z łatwością można by to zmienić. Na środku znajdowało się pięknie rzeźbione, masywne łóżeczko z ciemnego drewna, tuż przy oknie kołyska z fotelem, obydwoje z podobnymi zdobieniami. Oczywiście była jeszcze ogromna szafa, przewijak i skrzynia z zabawkami, idealnie skompletowane z pozostałymi meblami. Była jeszcze cała masa innych szczegółów takich jak interaktywne maty czy basenik wypełniony piłeczkami.

Damon został w drzwiach. Nie miał pojęcia jak Elena zareaguje na to wszystko, czy spodoba się jej wybór mebli, zabawek, kolorów ścian. Według niego ten pokój spełniał wszystkie wymogi, nie miał żadnych kantów, zadbał o to, żeby podłoga zrobiona była z super miękkiej mieszanki, takiej, która ograniczy wszelkie urazy do minimum, kontakty były przemontowane tak, by dziecko nie miało do nich żadnego dostępu. Jednak teraz przestraszył się, że to nie było to czego oczekiwała. Nikt nic nie mówił, wszyscy tylko przechadzali się i dotykali poszczególnych elementów. Nagle Elena znalazła się tuż przed nim.

„Co się stało?" Dociekała.

„Co o tym myślisz?" Zapytał niepewnie.

„Chodzi ci o pokoik? Damon, jest idealny i dobrze o tym wiesz."

Oplotła jego szyję i pocałowała go namiętnie i głęboko, tak jakby byli tam zupełnie sami. On masował jej plecy przesuwając dłoń na pośladki. Chwycił ją za nie i przyciągnął jeszcze bliżej siebie. Bicie serca ich dziecka dudniło mu w uszach. Nagle głośne chrząkniecie Stefana wyrwało ich z małego prywatnego nieba. Damon zaczął się śmiać widząc, że zawstydzeni są wszyscy oprócz nich.

„No to nadszedł czas na twój ostatni oficjalny prezent. Resztę dostaniesz jak tylko pozbędziemy się gości" puścił oczko zebranym i podszedł do łóżeczka. Sięgnął ręką pod materac i wyciągnął sztywną teczkę.

Wręczył ją dziewczynie i czekał na jej reakcję. Jak tylko Elena ją odpięła ze środka wypadło coś metalowego i uderzyło o podłogę. Damon schylił się po to dla niej.

To był klucz.

„Przeczytaj."

Jej wzrok przesuwał się szybko po tekście na kartce.

„Nie mogę tego przyjąć" wyciągnęła do niego rękę chcąc mu oddać dokument.

„Nie wygłupiaj się" odsunął się od niej, tak żeby nie mogła mu go wcisnąć.

„Damon, mówię poważnie, nie mogę" upierała się podchodząc coraz bliżej.

„Potraktuj to jako ubezpieczenie, na wszelki wypadek, poza tym to nic takiego" chwycił jej dłonie i zamknął je z dokumentem w środku.

Zebrani patrzyli na nich kompletnie nie świadomi o co w tym wszystkim chodziło. W końcu Elena pokręciła głową, pocałowała go i odwróciła się do gości. Damon zdecydowanie zadowolony oplótł ją ramionami.

„Przedstawiam wam nową współwłaścicielkę casa del Salvatore oraz oficjalną jedyną upoważnioną do korzystania i dysponowania wszelkimi moimi aktywami " poinformował wszystkich i cmoknął ją w policzek. „Mi casa es su casa, kotku. A teraz idziemy coś przegryźć, bo słyszę, że dziecko jest głodne" uśmiechnął się szeroko i poszedł do kuchni podgrzać kolację.

Elena wraz z gośćmi usiadła do stołu.

"Piękna sukienka" skomplementowała ją Jenna.

"Dziękuję, Damon praktycznie ją na mnie wymusił" wywróciła oczami.

"W życiu nie spodziewałabym się, że da ci dom i jeszcze te aktywa, co on miał na mysli, jego konto?" jej ciotka była pod ogromnym wrażeniem.

"Najlepsze jeszcze przed nią" wciął się przynosząc zimne przystawki.

"Nie musimy znać intymnych szczegółów z waszego życia" zapewniła go Anna śmiejąc się głośno.

Jeremy cmoknął ją w policzek "Dziękuję."

Jak tylko Damon zniknął za drzwiami Jenna nachyliła się do siostrzenicy i wyszeptała:

„Czy on naprawdę ma powody, żeby być tak zarozumiałym i pełnym siebie?"

„Tak."

Ciotka odsunęła się od niej, na jej twarzy wciąż malowało się zdziwienie. Spodziewała się, że nie jest przeciętnym kochankiem, jednak te trzy tak pewnie wypowiedziane litery kompletnie ją zaskoczyły. Zwyczajnie nie spodziewała się, że odpowie jej tak szybko i konkretnie, w ogóle nie spodziewała się, że jej odpowie. Ric uśmiechnął się do niej ciepło. Musiała przyznać, że on sam też był niczego sobie, jeszcze ani razu nie miała powodów do narzekań. Spojrzała na siostrzenicę. Przez ostatnie miesiące strasznie wydoroślała, właściwie to można powiedzieć, że ona i Damon wydorośleli przy sobie nawzajem. Nagle ich związek zaczął wydawać się taki dojrzały, przez większość czasu, bo Salvatore wciąż miał swoje drobne szaleństwa i poczucie humoru, w które wciągał Elenę, no i podejrzewała, że o dobrej połowie rzeczy nie ma nawet pojęcia. Dopiero teraz naprawdę udało się jej zobaczyć jak dobrym wyborem byli dla siebie. Pomimo tego, że była częstym świadkiem wymienianych między nimi drobnych czułości, wiedziała, że to nie jest jedna z tych cukierkowo słodkich par. W życiu by się nie spodziewała, że zdobędzie się na taki prezent, można powiedzieć, że dał jej wszystko co miał, a nie byli przecież małżeństwem ani nawet narzeczeństwem. Raz, gdy spytała o to Elenę, to ta zapewniła ją, że ślub nic dla nich nie znaczy, że nie jest ważny żaden papierek, tylko to co mają w sercu. Nie była w stanie się z tym kłócić, jednak wolałaby, żeby to ich bycie razem zalegalizować w jakiś sposób. Wiedziała, że w całym mieście nadal huczy od wiadomości o ciąży jej siostrzenicy, o tym kto jest ojcem, że przeprowadziła się do niego jeszcze zanim była pełnoletnia, że to będzie nieślubne dziecko. Jednak jak długo nie przeszkadzało to im, tak długo gotowa była jej bronić. Była w końcu najbliższym substytutem matki jaki mogła mieć, więc jej zadaniem było wspieranie jej, bo pilnowanie, żeby nie zaszła w liceum w ciążę nie bardzo się powiodło. Cieszyła się też, że sprawy między Eleną i Stefanem w końcu wkroczyły na właściwe tory. W końcu tamten znalazł sobie miłą dziewczynę i jego uczucia do jej siostrzenicy nabrały czysto przyjacielskiego charakteru. Miesiąc temu zaczęła ostatnią klasę i świadomość, że podczas lekcji czuwa nad nią ktoś tak odpowiedzialny jak młodszy Salvatore nieco uspokajała Jennę. Ostatnio Damon zwierzył się jej, że od przyszłego tygodnia chciałby załatwić jej nauczanie w domu. Mówił, że od kiedy tylko wróciła do szkoły to przez te kilka godzin dziennie siedzi jak na szpilkach bojąc się o nią. Wiedział jak niewiele trzeba, wystarczyły jakieś przepychanki między gówniarzami, niechcące popchnięcie czy uderzenie, żeby coś się stało dziecku, a on nie miał zamiaru do tego dopuścić. Pytał o radę jak udobruchać Elenę, bo ona nie chciała słyszeć o takim rozwiązaniu.

Kolacja przebiegała w niezwykle przyjaznej atmosferze. Na koniec Damon włączył cicho muzykę i porwał solenizantkę do tańca.

Kołysali się w rytm piosenki Sia „My love".

Policzek przy policzku.

Ciało przy ciele.

Wszyscy patrzyli jak zaczarowani. Jak tylko usłyszeli ostatni dźwięk Damon pocałował jej dłoń i zwrócił się do gości:

„A teraz wynocha, bo mamy jeszcze kilka niecierpiących zwłoki spraw do załatwienia!" Uśmiechnął się pod nosem i odprowadził wszystkich pod drzwi.

Jak tylko z nimi skończył podszedł do solenizantki puścił jej zabójcze spojrzenie i chwycił ją na ręce. Rzucił ją na łóżko i spod niego wyjął torebkę. Elena nie mogąc wytrzymać ani chwili dłużej sięgnęła do środka. Jej oczom ukazały się nietypowe kajdanki. Miały bardzo długi łańcuch, różne zaczepy w środku niego i skórzane wnętrza metalowych kajdan. Spojrzała na nie z niedowierzaniem. Przecież nie raz używali kajdanek, fakt trochę innych, ale jednak. Nagle poczuła jego ciepły oddech tuż przy uchu.

„Są całkowicie wypełnione werbeną, oczywiście poza skórzanymi wstawkami" wyszeptał rozlewając tym samym ciepło po jej podbrzuszu.

To było coś zdecydowanie nowego. To on był dominującym partnerem w tym związku i nigdy na to nie narzekała. Narzekała? Boże kochała to! Jego domagający się głos, czasami szorstkość, sposób w jaki się zatracał podczas seksu. W jej głowie obudził się jednak chochlik, który podpowiadał ile zabawy może mieć dzięki temu małemu urządzeniu.

„Zauważ, że rozmaite zapinki dają ci nieograniczone pole manewru" zachęcał ją.

Elena pchnęła go na materac i unieruchomiła zahaczając łańcuch o wezgłowie łóżka. Jak tylko to zrobiła, podeszła do biurka i chwyciła nóż.

Stworzyłem potwora, pomyślał wampir i uśmiechnął się do siebie.

Wciąż w pełni ubrana pocięła jego koszulę i zdarła ją z niego. Już dawno nie widział, żeby bawiła się aż tak dobrze. Rozpięła mu spodnie i pozbyła się ich tak szybko jak mogła. Spojrzała na powoli rosnące wybrzuszenie w jego bokserkach i uśmiechnęła się szeroko.

„Wiesz o tym, że to nie jest twój ostatni prezent" przypomniał jej, wiedząc, to co się z nią działo. Sam też uwielbiał poczucie władzy i czerpał podwójną przyjemność z takiego seksu. Dlatego chciał jej go podarować. Prawdziwą i pełną kontrolę nad jego ciałem. Jeżeli zrobi to właściwie, to będzie mogła go 'torturować' całymi godzinami zanim pozwoli mu dojść. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Elena zrobiła minę urażonego kociaka, którą absolutnie ubóstwiał, i zeszła na dół.

„Pani Elena Gilbert?" Zapytał kurier.

Potaknęła, jednak nie miała zamiaru zaprosić go do środka, nie, wiedząc, że jeden wampir był nieobecny a drugi unieruchomiony.

„Proszę podpisać."

Zrobiła jak prosił.

Podał jej cienki, długi czarny karton, który aż krzyczał do niej Damon i odjechał. Otworzyła go i znalazła śnieżnobiałą różę. Jedynie na samym koniuszku pozbawiona była kolców. Wyciągnęła ją i znalazła kartkę ukrytą w atłasie. Był tam napis w jakimś dziwnym języku, którego nie znała. Wywróciła oczami i wróciła do sypialni. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła wodzić po nim welwetowymi płatkami. Przesuwała nimi wzdłuż klatki po ramionach i policzkach. Jego oczy niemal natychmiast zrobiły się ciemne. Pogładziła jego wystające żyły. Uśmiechnęła się pod nosem i kontynuowała torturę. Dręczyła go tak prawie pół godziny zanim znalazła sobie nowe zajęcie. Niechcący zarysowała jego skórę kolcem róży i zobaczyła, że przez całe jego ciało przeszedł dreszcz. Zaczęła kontynuować tę stymulację drażniąc w ten sposób jego szyję i podbrzusze. Nadal była w szoku słysząc jak bardzo go to pobudza, jego jęki wypełniały cały dom. Czuła jak coraz mocniej wypycha ku niej biodra szukając jakiegokolwiek tarcia.

„Proszę... proszę..." powtarzał pomiędzy jękami.

„Teraz nie narzekaj, nie trzeba mi było kupować tej róży. Poza tym świetne wyczucie czasu" wymruczała mu do ucha i bawiła się nim dalej.

„Nie dostałaś jej ode mnie" wydyszał ciężko.

Elena zawahała się i wstała z niego, co spotkało się z płaczem niezadowolenia z jego strony. Uśmiechnęła się pod nosem i pokazała mu karteczkę.

„A niby kto inny miałby mi to dać, bo zbyt wielu poliglotów to nie znam."

„Rozkuj mnie kochanie" poprosił jak tylko przeczytał wiadomość.

„Jestem daleka do skończenia z tobą."

„Rozkuj mnie" domagał się. „To ważne. Chyba właśnie nadszedł czas, żeby ci opowiedzieć co się wydarzyło, gdy wyjechałem z Mystic Falls."

Elena już niemal całkiem zapomniała o tamtym okresie, o tym jak bardzo był zdewastowany, gdy go znalazła. Przełknęła w gardle gulę i odpięła kajdanki. Jak tylko to zrobiła usłyszeli kolejny dzwonek do drzwi. Damon nawet nie kłopotał się założeniem spodni. Z wampirzą prędkością zbiegł na dół i otworzył je.

„John? Isobel?"