Rozdział 3

W świetle księżyca

Ślubnym prezentem Rona i Hermiony od Pana i Pani Wesley (ze szczodrą pomocą George'a) był śliczny domek, który przez zupełny przypadek znajdował się dwie mile od Nory. Molly, która była zmartwiona, że jej dzieci wyprowadzają się tak daleko stwierdziła, iż to tylko zbieg okoliczności, ale nikt tak naprawdę jej nie uwierzył. Dom był przyzwoitych rozmiarów, z pewnością wystarczających dla młodego małżeństwa, jak również i dzieci (co Molly niedwuznacznie podkreślała coraz częściej).
Ginny i Harry aportowali się na podwórko, spóźnieni o pół godziny.Mężczyzna wciąż na to narzekał gdy dotarli do drzwi.

- Serio, Ginny, jak długo można brać prysznic? - mruczał, gdy jego żona pukała do drzwi.

- Och, nawet nie waż się o tym mówić, Panie Jeszcze – Pięć – Cholernych – Minut - odburknęła, jej nerwy były rozstrojone i bez stale marudzącego Harry'ego. Drzwi się otworzyły, a oni natychmiast się uśmiechnęli i przesadnie głośno wykrzyknęli - Cześć.

Stojący w progu Ron rozłożył radośnie ramiona, a jego siostra spostrzegła w jego dłoni szklankę Ognistej.

- Harry! - wykrzyknął i energicznie go objął. Czarnowłosy klepnął przyjaciela w plecy z zakłopotaniem, ale Ron był zbyt zajęty przyciąganiem Ginny do bolesnego uścisku, by to zauważyć.

- Widzę, że pijesz. - odparła, oddając uścisk. Ron skinął głową z uśmiechem, a małżonkowie wymienili między sobą spojrzenia. Jednak zanim mogli się nad tym dłużej zastanowić, gospodarz wepchnął ich do środka i zaczął prowadzić w stronę jadalni, rozmawiając całą drogę.

- Wszyscy już są, jedzenie gotowe, gdzie wyście byli? Nie ważne, dzisiaj wieczorem świętujemy, nieprawdaż? Chciałbym, żeby Hermiona pozwoliła mi świętować, ale ona jest tak cholernie zajęta utrzymywaniem mamy w cholernym spokoju, że nie pozwoli mi na żadną zabawę, nie chce…

- Ron, gdzie jesteś? - zawołała Hermiona i mężczyzna jęknął głośno.
- Ma uszy jak gnębiwtrysk i jest równie zabawna - gderał. Hermiona pojawiła się w zasięgu wzroku, z rękami opartymi na biodrach i z ogniem w oczach.

- Używasz tego terminu niepoprawnie, Ron, gnębiwtryski nie istnieją. Przestań słuchać Luny Lovegood, zanim uszkodzi ci mózg. Nie żeby go wiele zostało, jeżeli nadal będziesz tyle pił! - syknęła pod nosem. Skinęła głową w kierunku Harry'ego i Ginny.

- Cześć wam - powitała ich, wciąż zaabsorbowana mężem.

Serce pani Potter zatrzymało się przy imieniu Luny. Nie rozmawiały ze sobą od czasu… pomyłki, jak chciała to postrzegać. Ciągle o tym myślała, stale odtwarzała te sceny w swojej głowie i wreszcie podjęła decyzję. To był błąd, tragiczny choć bardzo namiętny błąd, a ona, najzwyczajniej odciągnie dzisiaj Lunę na bok i jej to powie. To będzie szybkie i bezbolesne dla nich obu. Cóż, może niezupełnie, ale Ginny wiedziała, że to jest słuszna decyzja.

Rudowłosa została ściągnięta do rzeczywistości przez męża, który złączył ich dłonie i skierował się do jadalni. Gospodarze podążyli za nimi, Ron obiecując, że przestanie pić i Hermiona martwiąc się czy Molly nie będzie narzekać na obiad. W jadalni przy długim stole siedzieli już wszyscy, rozmawiając i śmiejąc się.

- Hej Harry! - zawołał George, machając do nich. Wyglądał mizernie, co zdarzało się dość często ostatnimi czasy, ale uśmiechał się szeroko. Klepnął Harry'ego w plecy, uścisnął Ginny i skinął im, żeby usiedli. Jednak zanim zdążyli to uczynić, Molly podbiegła do nich z matczynym zainteresowaniem.

- Ginny, wyglądasz wręcz koszmarnie! - powiedziała przyglądając jej się z bliska.

- Szczera jak zawsze, mamo - odparła, uśmiechając się.

- Czy wy w ogóle cokolwiek jecie? Kiedykolwiek? - zapytała przyglądając się Harry'emu i klepiąc go po brzuchu. Ginny usiadła, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu Luny, podczas gdy Molly kontynuowała oznajmianie, że głodują i są śmiertelnie chorzy. Ron i Hermiona usiedli, a wokół stołu widziała Percy'ego, który radośnie rozmawiał ze swoją żoną Audrey, Artura, Angelinę Johnson (która spoglądała na Georga kątem oka), Nevilla, który natychmiast rozpoczął rozmowę z Harrym i Lee Jordana, który został posadzony obok Georga. Żadnego śladu po niej. Rudowłosa odetchnęła z ulgą. Być może Luna opuściła obiad by uniknąć spotkania z nią. Żołądek skurczył jej się na tą myśl. Nie, bardziej prawdopodobne, że była w drodze, ale coś błyszczącego odwróciło jej uwagę. Uśmiechnęła się mimowolnie na tą myśl. Tak, może spokojnie żyć z tą teorią.

- Herbaty, Ginny?

Odwróciła się w prawo, by dostrzec, że krzesło obok niej, które wcześniej pozostawało puste, teraz zostało zajęte. Luna trzymała w dłoni dzbanek z herbatą i Ginny pisnęła na jej widok.

- Luna! - wykrzyknęła i wszyscy przy stole odwrócili się by na nią spojrzeć. Dziewczyna zarumieniła się i zająknęła przez moment. Blondwłosa uśmiechnęła się delikatnie.

- Zaskoczyłam Cię? - zapytała, na co Ginny skinęła głową.

- Taa, zaskoczyłaś - odparła nieprzekonywująco i wszyscy się roześmiali, powracając do swoich rozmów.

- Więc, herbaty? - ponowiła pytanie. Była ubrana w granatowe szaty, które sprawiły, że wyglądała bardziej blado niż zazwyczaj. Jej równo ścięte włosy były zaczesane do tyłu, przytrzymywała je niebieska spinka, która podkreślała jej srebrzyste oczy. Nagle zapragnęła dotknąć blond fal, odsunąć je na bok i być może przeczesać palcami miękkie loki.

- Tak, herbaty - wymamrotała, ciągle zagubiona w swoich myślach. Luna napełniła jej filiżankę i odwróciła się do Angeliny, by zaoferować dzbanek. Ginny wciąż czuła się jak ogłuszona, jakby była w transie.

Jedzenie zostało podane, a rudowłosa miała teraz, gdy jadła, wytłumaczenie dla swojego milczenia. Jedzenie było wyśmienite, ale Molly niemal cały czas marudziła pod nosem. W miarę jak wieczór upływał, Hermiona coraz mocniej zaciskała zęby. Ron przestał pić i teraz dyskutował z Harrym, Lee, Georgem i Angeliną o Quidditchu. Wszyscy zauważyli nieobecność Ginny podczas dyskusji, ponieważ zazwyczaj to ona była najbardziej entuzjastycznym rozmówcą w tym temacie. Luna i Neville byli pogrążeni w dyskusji na temat pracy, a Artur, Percy i Audrey rozmawiali o drobiazgach. Atmosfera była ciepła i radosna, niemal jak za starych, dobrych czasów – ale nieobecność brakujących członków rodziny była zauważalna. Rudowłosa pomogła szwagierce i matce w sprzątnięciu talerzy, gdy już wszyscy zjedli.

- Wszystko w porządku, Ginny? - zapytała cicho Hermiona, patrząc na nią z zaniepokojeniem.

- Tak, tak, w porządku - odparła, machając z roztargnieniem.

- Wydawałaś się nieobecna, wcześniej, gdy przyszła Luna - kontynuowała, a Ginny się spięła. Czy naprawdę była aż tak oczywista?

- Och, serio? - powiedziała, a jej głos zadrżał. Hermiona skinęła głową, a Molly wtrąciła się.

- Ginny, czy między tobą i Harrym wszystko w porządku? - spytała pokazując tym cały matczyny niepokój. Dziewczyna odpowiedziała za szybko i za głośno.

- Wszystko między nami w porządku! - odparła, a Hermiona i Molly wymieniły spojrzenia. Rudowłosa ściszyła głos, próbując utrzymać spokojny i opanowany ton. - Naprawdę wszystko między nami w porządku.

Po tym stwierdzeniu kobiety zostawiły ją samą i całe przyjęcie przeniosło się do salonu. Ginny usiadła sztywno obok męża, z daleka od Luny.

- Więc, Neville, masz jakąś dziewczynę na oku? - głośno zapytał George i wszyscy ucichli by usłyszeć odpowiedź. Młodzieniec uśmiechnął się.

- Właśnie zaręczyliśmy się Hanną - odparł dumnie. Gratulacje napłynęły z całego pokoju, a Lee z podekscytowania przypadkowo wystrzelił w powietrze wiązkę gwiazd.

- A co z tobą, Luna? - zapytał George i uwaga wszystkich skierowała się na nią. Uśmiechnęła się tajemniczo, jakby miała jakiś niezwykły sekret, którego jeszcze nie może wyjawić. - Znaczy, miałem na myśli, jacyś nowi chłopcy, kręcący się koło sklepu? - Wszyscy się roześmiali, prawdopodobnie z powodu zmieszania, które powstało pod wpływem jej tajemniczej miny.
- Och, nie – odpowiedziała, a jej spojrzenie prześlizgnęło się z Georga na Ginny. – Żadnych chłopców.

Na chwilę w pokoju zapadła niezręczna cisza, a Ginny tak się zaczerwieniła, iż ktoś mógłby pomyśleć, że transmutuje się w owoc granatu. Pierwszy odezwał się George.

- Ostatecznie zawsze możesz wrócić do Chrapaków Krętorogich - powiedział pogodnie i znowu wszyscy wybuchnęli śmiechem. Niespodziewanie Ginny poderwała się na nogi, przeprosiła i wyszła. Wydawało się, że nikt tego nie zauważył, poza Luną, która obserwowała ją gdy w pośpiechu opuszczała pokój. Gdy tylko dotarła do przedpokoju, puściła się biegiem i nie zwolniła przez całą drogę do ogrodu, znajdującego się na tyłach domu. Usiadła pomiędzy grządkami marchewki i brukwi, które Molly zasadziła w nadziei, że Hermiona zajmie się ogrodnictwem. Teraz obie były raczej wyschnięte i małe. Zapadła noc i Ginny spojrzała w stronę ciemnego nieba, które tutaj było takie ogromne. W myślach odnalazła wszystkie ulubione konstelacje, odnajdując je z pewnością, która w jakiś sposób ją uspokajała. Rozmyślania przerwały jej czyjeś kroki. Luna stała na progu i opierała się o drzwi wejściowe, księżyc oświetlał jej twarz i włosy, wyglądała tak pięknie, że jej serce podskoczyło.

- Subtelna jak zawsze, Luno - zauważyła z przekąsem. Luna uśmiechnęła się podchodząc i siadając obok niej. Przyglądała się Ginny, od jej płomienno rudych włosów i zaciętej miny, po bladą, piegowatą skórę błyszczącą w świetle księżyca równie pięknie, jak jej własna. Odsunęła jej włosy i nachyliła się muskając jej szyję ustami.

- Tęskniłam za tobą - wyszeptała i rudowłosa odprężyła się na moment pod wpływem dotyku. Ale tylko na krótką chwilę, nagle spięła się i odsunęła. Luna wyglądała na zmieszaną i urażoną.

- Luna, wiesz, że nie możemy zrobić tego ponownie - wysyczała.

- Czemu nie? - zapytała, niemal się dąsając i ponownie przysuwając się bliżej.

- Cóż, po pierwsze jesteśmy w domu mojego brata, w obecności całej mojej rodziny i mojego męża- przypomniała jej rudowłosa, wskazując w kierunku domu - a poza tym, ja… ja… nie lubię niebieskiego.

Luna wyciągnęła spinkę z włosów i położyła ją na ziemi, po czym zaczęła ściągać szatę, odsłaniając przy tym ramiona. Chichocząc bezmyślnie, Ginny powstrzymała ją, zanim zdążyła ściągnąć szaty do końca. Panna Lovegood natychmiast chwyciła jej dłoń, a ich oczy spotkały się. Serce Ginny zatrzymało się.

- Powiedziałaś, że nie lubisz niebieskiego - wymruczała z delikatnym uśmiechem.

- Kłamałam - dziewczyna odetchnęła i zmniejszyła dystans pomiędzy nimi. Dwie kobiety, całujące się w świetle księżyca, pozostawały w błogiej nieświadomości wszystkiego, poza swoimi ustami.

Nieszczęśliwie, nie zdając sobie sprawy z obecności Georga Wesley'a, który właśnie wszedł do kuchni i zerknął przez okno w samą porę by przyłapać swoją zamężną siostrę na całowaniu przyjaciółki z dzieciństwa.