Wrócili w nie najgorszych humorach i Derek czuł, że chłopak jest o wiele bardziej odprężony, jakby nareszcie z ulgą zrzucił ciężar, który nosił na barkach bardzo długo. Bety udały, że nie dostrzegają ich wejścia do domu, ale z łatwością dostrzegł, jak Scott sztywnieje na kanapie powstrzymując się z całych sił przed tym, aby się nie odwrócić.

Stiles pachniał ściółką leśną i potem. Wciąż miał liście we włosach, które nikogo nie powinny dziwić. Niewielu potrafiło stawić czoła alfie i bety zrozumiały, to bardzo szybko, chociaż Erica wciąż wydawała się zirytowana tym, że nigdy nie udaje jej się wygrywać.

A, przecież nie o zwycięstwo tutaj naprawdę chodziło.

Wspólne treningi miały zacieśniać więzy w watasze. Dotyk i kontakt były ważne dla wilkołaków podobnie, jak dla prawdziwych, żyjących w dziczy wilków. Instynkty krzyczały, kierowały nimi, stawiając ich dokładnie w tych miejscach, w których powinni stać.
Natury nie można było oszukać.

Stiles nie był wybitnym wilkołakiem. Nie miał siły, którą mógłby komukolwiek zaimponować, ale jego technika była bez zarzutu. Już teraz mógłby ćwiczyć ze Scottem, gdyby nie oznaczało to nieuzasadnionego przesunięcia chłopaka na zbyt wysoki szczebel. Isaac też potrzebował sparingpartnera i doświadczenie Stilesa mogło być wykorzystane od fundamentów. Różne techniki walki, które stosowali, na pewno pozytywnie wpłynęłyby na pozostałych członków watahy, którzy powoli, machinalnie zaczynali wykonywać kolejne ruchy w walce.

Nie było niczego gorszego niż rutyna.

- Zawsze musicie znosić cały las do domu? – sarknęła Erica, nie ruszając się, nawet z kanapy.

Stiles przez chwilę wyglądał na winnego, ale szybko się opanował i nawet lekko uśmiechnął. Zadowolenie wprost z niego promieniowało.

- Po południu wyjeżdżam na zakupy. Lista rzeczy, które chcecie, ma leżeć na ladzie – przypomniał betom, zanim skierował się na piętro.

Cały się lepił, a igliwie zaczynało kłóć go w miejsca, w które ewidentnie nie powinno.

- Derek dał ci mocny wycisk? – spytał Isaac zapewne sądząc, że są już poza zasięgiem jego słuchu.

Stiles zaśmiał się krótko i Derek nagle pożałował, że nie został dłużej w salonie.

- Nie, powiedzmy, nie wiem… - odpowiedział chłopak. – Bywało gorzej… bywało lepiej, ale no cóż… W końcu jest alfą, no nie? To nie tak, że jakoś to się zmieni – dodał Stiles.

W jego głosie było coś dziwnego. Derek miał tylko nadzieję, że nie tęsknota za statusem, który Stilinski odziedziczyłby po matce wraz z całą watahą. Posiadanie rodziny dla większości wilkołaków było fundamentalną potrzebą. Z alfami rzecz miała się inaczej. Alfy potrzebowały władzy i podwładnych.

ooo

W zasadzie nie wiedział, co tak dokładnie go obudziło. Za oknem szalała burza i chmurne niebo przecinały raz po raz błyskawice. Dom wydawał się cichy. O wiele zbyt cichy.

Isaac spędzał noc u Scotta, więc gdzieś tam powinien jednak jeszcze słyszeć spokojny oddech Stilesa. Zamiast tego serce chłopaka biło tak mocno, że Derek zerwał się na równe nogi, ignorując fakt, że jest w samych spodniach od piżamy.
Nie pukał, zakładając, że cokolwiek się nie działo, Stiles i tak nie będzie w stanie odpowiedzieć. I nie pomylił się.

Chłopak leżał zwinięty w kłębek na swoim łóżku. Naciągnięta na głowę kołdra zapewne miała chronić go przed widokiem błyskawic, ale przecież nic nie mogło powstrzymać tego dźwięku. Stiles chyba tylko cudem wciąż się nie przemienił. A może jako wilk właśnie zniósłby, to lepiej.

Derek odkrył chłopaka, nie mogąc zrozumieć jakim cudem Stiles trzymał się jeszcze w ludzkiej postaci. Jego ciało było tak bardzo napięte, że widział pod skórą jego naciągnięte ścięgna. To musiało boleć.

- Jestem tutaj – powiedział spokojnie, dotykając ramienia chłopaka. – Odpuść…

Stiles pokiwał przecząco głową, wciąż sparaliżowany strachem. Jego oczy błyszczały błękitem tak jasnym, że to musiało sprawiać mu ból. Jakie wspomnienie teraz pozbawiało go kontroli – Derek nie miał wątpliwości. Odbieranie życia niewinnym zawsze zostawiało ślad na ich duszach.

- Odpuść, nie pozwolę, aby stało się coś złego – obiecał cicho.

Stiles przygryzł wargę, zmuszając się do tego, aby wypuszczać przez zęby wyforsowane siłą wydechy. Chwycił Dereka za rękę spoglądając mu prosto w oczy, jakby musiał się skupić na czymś innym niż burza za oknem.

Derek nie wiedział, jak długo to trwało, ale chłopak w końcu się rozluźnił. Jego ciało zwiotczało, jakby uleciało z niego całe powietrze i Stiles zamknął oczy, zaciskając mocno powieki. Derek czekał na falę wstydu, ale chłopak pachniał goryczą zawodu, jakby spodziewał się po sobie czegoś więcej.

- Wszystko będzie dobrze – powiedział Derek, bo to przeważnie uspokajało Isaaka.

Stiles, jednak błysnął w jego stronę niebieskimi tęczówkami.

- Nie możesz tego obiecać – wyszeptał tylko chłopak, gdy kolejna błyskawica przecięła powietrze.

ooo

Tej nocy spali razem. Derek sądził, że Stiles zwinie się w kłębek, po którejś stronie łóżka, ale chłopak położył się jak kłoda bliżej drzwi. Większość bet garnęła się do dotyku, szczególnie alfy, w którym odnajdywały wsparcie i ukojenie. Wiele, to miało wspólnego z zaufaniem, więc może Derek nie powinien jeszcze oczekiwać tego od Stilesa.

Jednak coś w tym, jak chłopak leżał wydawało mu się dziwne. Kiedy Erica, Isaac, Boyd lub Scottt spędzali noce w jego pokoju po pełni, trudno było rozpoznać cudze kończyny. Oczywiście zaplątywali się w siebie, ale nikt nie robił z tego problemów. Jego bety zresztą były zbyt rozsądne, aby tę formę kontaktu mylić z seksualną. A wszyscy przecież zostali ugryzieni.

Stiles tymczasem zachował pomiędzy nimi dziwną przestrzeń, którą Derek odczuwał fizycznie. Ciało chłopaka wibrowało od zdenerwowania, chociaż burza skończyła się kilka godzin wcześniej. Poranek miał nadejść lada chwila, a oni prawie nie zmrużyli oka.

- Zawsze możesz tutaj przyjść – przypomniał mu Derek szeptem i chłopak nie odezwał się przez chwilę ani słowem.

W końcu Stiles odwrócił się tak, że leżał na boku z głową na zgiętej ręce. Jego skóra wciąż była wilgotna od potu, ale chłopak nie pachniał już tak mocno strachem i dezorientacją.

- Wiem – odparł młody mężczyzna, ale nie dodał nic więcej.

ooo

Przeczucie mówiło mu, że Stiles od tej pory będzie szczelnie zamykał drzwi na noc. I najwyraźniej nic, co dotyczyło chłopaka nie było proste. Już następnej nocy Derek ocknął się słysząc przygłuszone przez dywan kroki na korytarzu. Stiles wślizgnął się do jego pokoju, nie starając się skradać.

Materac ugiął się pod chłopakiem, gdy ten na kolanach przemieszczał się po ogromnym łóżku. Jak poprzednio położył się kilka centymetrów od Dereka. Na tyle blisko, aby mogli poczuć ciepło promieniujące od ich ciał. Na tyle daleko, żeby nie dotykać się podczas snu.

Na zewnątrz nawet nie wiało, ale Derek nie zamierzał pytać, co Stiles dokładnie tutaj robi. Do ich pierwszej wspólnej pełni został niecały tydzień, więc musieli wypracować jakąś rutynę.

Zasnął szybko, wsłuchując się w zaskakująco równy oddech chłopaka.

ooo

Stiles zaśmiał się po raz pierwszy prawie trzy dni później. Okupowali całą watahą ich ulubioną polankę do ćwiczeń i Erica wspięła się na drzewo ze zwinnością kotki. Scott wspomniał coś o Batmanie i Derek naprawdę do końca nie wiedział, o co chodzi. Komiksy nie były jego mocną stroną. Przeskoczył etap bycia nastolatkiem, gdy jego rodzina spłonęła i nigdy nie miał tego nadrobić.

Stiles zaśmiał się. Krótko i szczerze, i sam przerwał, jakby ten dźwięk mocno go zaskoczył. Zamrugał zdziwiony, wciąż z otwartymi ustami i Derek czekał na jakieś załamanie. Może kolejny atak paniki, bo serce chłopaka zaczęło bić niemożliwie szybko. Przysunął się nawet instynktownie, ale wtedy Isaac klepnął Stilesa w plecy, posyłając go na leśną ściółkę.

Chłopak nie upadł – wręcz przeciwnie, wykorzystał ten ruch do przerzucenia Isaaka ponad sobą. I najmłodsza z bet Dereka wylądowała w ostach z krzykiem zaskoczenia.

- Jesteś Jokerem, Stile! Zapomnij o byciu Batmanem! – poinformował go Isaac, ale nie wydawał się obrażony.

W jego głosie nie było jadu. Stiles zaśmiał się ponownie, jakby na próbę i Derek zastanawiał się, czy brzmiał tak samo kilka lat temu, gdy był tylko beztroskim dzieciakiem. Erica zeskoczyła z drzewa prosto na niego, zapewne korzystając z zaskoczenia, ale przerzucił ją nad sobą, pozwalając jej zedrzeć z siebie koszulkę. W chwili ataku ubrania nie były tak istotne i tego też powinni się nauczyć.

- W końcu mi się uda! – krzyknęła dziewczyna podnosząc się z trawy.

Nie musiał się, nawet zastanawiać, jak bardzo uraził jej dumę. Zresztą jego koszulka nie trafiła do jego rąk, ale przejął ją Isaac, jakby to był świetny temat do pościgu i może faktycznie należało to wykorzystać, więc ruszył za Laheyem, ignorując śmiejącego się Scotta.

Odciął drogę młodej becie i Isaac rozejrzał się spanikowany wokół, jakby szukał jakiegoś wyjścia z sytuacji. Koszulka ponownie wzbiła się w powietrze na milimetry mijając jego wyciągniętą dłoń.

Stiles załapał ją zapewne bardziej instynktownie, a potem wpatrywał się w niego w czystym szoku, jakby po raz pierwszy się widzieli. Wciąż trzymał zwinięty materiał w dłoniach, mnąc go jeszcze bardziej, ale nie uciekał. Nie wydawało się, aby miał się, gdziekolwiek ruszyć, co w zasadzie rozbawiło trochę Dereka.

Podszedł do Stilesa blisko, ostrożnie, krok po kroku jak drapieżnik, którym był i wyciągnął rękę, a chłopak podał mu koszulkę bez słowa i spojrzał zdezorientowany na Ericę, która zaczęła go wygwizdywać.

- Spodziewałam się po tobie czegoś więcej! – oburzyła się dziewczyna. – Wiesz, jak trudno go podejść?

- Wyobrażam sobie – stwierdził Stiles dziwnym tonem.

ooo

To wtedy wiele się zmieniło. Chłopak zrobił się na powrót cichy. Chociaż wcześniej też nie wydawał się zbyt rozmowny. Tym razem jednak czuli, że Stiles spina się przy nich i kontroluje bardziej niż zwykle.

Derek nie znał się na nastolatkach, chociaż posiadał aktualnie piątkę pod swoją opieką. Nigdy nie uważał się za specjalnie dobrego w sprawach psychologicznych, ale coś w Stilesie mówiło mu, że rozmowa z chłopakiem tylko wszystko pogorszy.
Bety już i tak próbowały wciągać Stilinskiego do rozmów, bezskutecznie. Erica proponowała nawet maraton Batmana, który w zasadzie nic nie dał.

Stiles oddalał się od nich. Możliwe, że potrzebował przestrzeni i powinni mu ją dać. Chłopak w końcu wiele przeszedł i jeśli czuł się przytłoczony tym, jak szybko wsiąkł w ich rzeczywistość, musieli dać mu czas.

Dlatego nie skomentował tego, że z dania na dzień drzwi do sypialni Stilesa pozostawały zamknięte, dając wszystkim jasny komunikat, że chłopak nie ma ochoty na niezapowiedziane odwiedziny. Nie zmartwiło go nawet to, że Stiles przestał sypiać w jego łóżku, co stało się pewnego rodzaju tradycją od czasu pierwszej burzy.

- Wszystko z twoim ojcem w porządku? – spytał pewnego razu Scott.

Derek nie sądził, aby dostrzegli go ukrytego pomiędzy drzewami. Stiles wyszedł na spacer jakiś czas wcześniej i miał zamiar przeciąć mu drogę, niby przypadkiem. Zaproponować wspólny powrót do domu. Chłopak musiał wiedzieć, że wspierają go w każdej chwili.

Scott, jednak znalazł Stilesa jako pierwszy i Derek poczuł dumę ze swojego zastępcy. McCall naprawdę nadawałby się na alfę, gdyby zaszła taka potrzeba. Instynktownie wyczuwał kiedy należało porozmawiać i okazać wsparcie członkowi watahy, a to była jedna z najważniejszych cech dobrego przywódcy.

Stiles uśmiechnął się sztucznie.

- Na tyle o ile… Jest wciąż w śpiączce – wyjaśnił chłopak i nie brzmiał na zrozpaczonego.

Bardziej pogodzonego z sytuacją.

- Jeśli chcesz o czymś porozmawiać… - zaczął Scott i Stiles zatrzymał się na krótką chwilę.

- Możemy porozmawiać o Allison? – spytał chłopak. – Znaczy nie o Allison bezpośrednio… Po prostu – zaczął Stiles. – Kiedy wiedziałeś, że się zakochałeś?

Derek stąd wyczuwał zaskoczenie McCalla. Wypytywał bety o to, jak Stiles radził sobie w szkole, ale Erica powiedziała mu, że Stilinski jest czymś w rodzaju geniusza, więc nie mieli potrzeby martwić się o jego stopnie. Wataha też stanowiła jego paczkę w szkole. Stiles nie zainteresował się jednak lacrossem, chociaż niemal wszyscy chłopcy byli w drużynie.

Nigdy nie był człowiekiem, więc zapewne uznał, że trudniej byłoby mu kontrolować swoją siłę. Derek znał to z autopsji. Sam nigdy nie interesował się sportem i wiedział, że część wilkołackiego społeczeństwa uznawało korzystanie z ich wyostrzonych zmysłów oraz siły i szybkości, jako jawne oszustwo.

Ludzie nie mogli z nimi współzawodniczyć. Nie stanowili żadnej konkurencji.

Erica, która plotkowała najwięcej, ani słowem nie wspomniała o tym, że młody wilkołak mógłby być kimś zainteresowany.

- To było trochę jak objawienie – stwierdził Scott i wydawał się sam zdziwiony tym wnioskiem. – W jednej chwili siedziałem w klasie i czekałem na chemię, a w drugiej jedyne, co widziałem, to ona…

Stiles kiwnął głową, jakby to rozumiał. Chłopak przez chwilę milczał, gdy ponownie ruszyli przed siebie.

- Masz kogoś konkretnego na myśli? – spytał w końcu Scott i Derek naprawdę dziękował za wścibstwo McCalla.

Stiles uśmiechnął się wymuszenie.

- Nie – skłamał szybko, przeciągając samogłoski.

Derek nawet, stąd słyszał, jak jego serce przyspieszyło. Scott musiał też to wyłapać, bo przewrócił oczami.

- Nie musisz mi mówić – obruszył się McCall. – Wiem, że to nie moja sprawa. Po prostu pomyślałem, że możemy pogadać jak facet z facetem, o no wiesz – powiedział sugestywnie Scott.

Stiles skrzywił się nieznacznie.

- Jeśli nie potrafisz tego nazwać po imieniu, nie powinieneś uprawiać seksu – poinformował go całkiem poważnie chłopak i Derek najchętniej przyklasnąłby mu już teraz.

- To nie tak, że nie nazywam tego po imieniu… Po prostu robimy z Allison różne rzeczy i nie wiem, jak je nazwać… To jest seks, ale nie do końca… - urwał Scott, nagle czerwieniąc się wściekle. – Tylko nie mów Derekowi.

Stiles prychnął.

- Tajemnice przed alfą? – zdziwił się chłopak.

Scott przewrócił oczami.

- On powie mojej mamie. Klauzula moralności, czy coś – jęknął McCall.

Stiles uśmiechnął się lekko, odwracając w jego stronę i Derek zesztywniał orientując się, że chłopak patrzy wprost na niego. Mogło, to być tylko złudzenie, ale przysiągłby, że Stiles mrugnął do niego porozumiewawczo.