Stiles wrócił do jego łóżka jeszcze tej samej nocy i o tym też nie rozmawiali. Derek obudził się rano na dźwięk zapalanego silnika, co tylko oznaczało, że chłopakowi udało się wyślizgnąć z jego pokoju tak, że jego zmysły alfy nie zareagowały. Nie bardzo wiedział, co o tym myśleć, bo nie może sobie przypomnieć, aby kiedykolwiek udało mu się podejść matkę.

Kiedy zszedł na dół, na stole w kuchni znalazł kubek z wciąż parującą kawą. Część książek Isaaka wciąż leżała na jednym z krzeseł i Derek miał tylko nadzieję, że nie będą mu dzisiaj potrzebne.

ooo

Popołudnie tuż przed pełnią było nerwowe. Wszyscy zebrali się w domu, starając się nie nadepnąć nikomu na odcisk. Scott wydawał się czymś martwić. McCall nie usiadł nawet na chwilę, przemierzając kuchnię, jakby nie do końca potrafił zdecydować, gdzie dokładnie chciałby się znajdować.

- Stało się coś? – spytał w końcu Derek, bo zdenerwowanie Scotta udzielało się innym.

A każda pełnia niezależnie od stopnia kontroli była ciężka.

Scott skrzywił się i Derek znał to spojrzenie. Jego zastępca wiedział coś o jednym z członków watahy i nie był pewien, czy mówiąc o tym alfie, nie zdradzi zaufania jakie w nim pokładają pozostałe bety. To bardzo cienka granica, którą rzadko przekraczają. I chociaż w wilkołaczych rodzinach naprawdę niewiele dało się ukryć, Derek przemilczał to, czego dowiedział się z nie całkiem legalnych źródeł.

- Stiles – powiedział krótko Scott, uciekając wzrokiem.

Chłopak wrócił do domu i prosto z samochodu udał się pod prysznic. Isaac posłał mu wtedy jakieś dziwne spojrzenie, ale Stiles tylko wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć, że nie zamierza tego komentować.

- Co się stało? – spytał Derek ostrożnie.

Chłopak siedział wraz z pozostałymi starając się skupić na telewizji. Scott chwycił Dereka za ramię, wyciągając go z domu, jakby się bał, że ktokolwiek usłyszy ich rozmowę.

Pełnia sprawiała, że każde z nich stawało się paranoikiem na swój sposób.

- Pamiętasz, jak zauważyliśmy, że coś jest nie tak? – spytał Scott retorycznie i Derek prawie spodziewał się, że McCall zdradzi mu, że Stiles się zakochał.

Dla nastolatków było to spore przeżycie, chociaż akurat Stilinskiego należało traktować już jak młodego mężczyznę. Okres burzy i naporu hormonów miał w końcu za sobą. Nie był też wcale dużo młodszy od Dereka.

- Dzisiaj w szkole po prostu wyszedł z jakimś chłopakiem pod trybuny – powiedział Scott, kompletnie go zaskakując. – W tamtym tygodniu widziałem go z dziewczyną. Myślałem, że no wiesz… Zaczął się z kimś spotykać – powiedział Scott. – I normalnie nie odezwałbym się ani słowem, ale dzisiaj jest pełnia – zakończył McCall podkreślając ostatnie słowa.

Derek zmarszczył brwi. Angażowanie się w tak bliskie stosunki z kimkolwiek w ostatnich dniach przed pełnią było skrajnie nie odpowiedzialne. Przeważnie unikali, nawet zbyt wielkich zbiorowisk ludzkich, aby zapachy nie mąciły im w głowach.

- Porozmawiam z nim – obiecał Derek, wiedząc, że nie będzie, to łatwy temat.

Stiles początkowo wydawał się przerażony wizją mieszkania z nimi. Cieszyło go, że chłopak tak szybko się zaaklimatyzował, ale musiał też zrozumieć, że nie mogli narażać w ten sposób pozostałych członków watahy. Był za niego odpowiedzialny, jak za każdą z pozostałych bet. I, gdyby zranił tego chłopaka, Argentowie zapukaliby do ich domu, zanim przebrzmiałby ostatni dzwonek.

- Jeszcze jedno – rzucił Scott, biorąc głęboki wdech – On ich nie znał. Siadamy w piątkę i Stiles prawie nie odzywa się do nikogo innego. Chyba wciąż nie ufa ludziom na zewnątrz. Wydaje mi się, że… Nie wiem… Odniosłem wrażenie, że ten chłopak dzisiaj… Zresztą nie mam pewności – westchnął w końcu Scott. – Albo, to przez pełnię – dodał już całkowicie pokonany. – Chciałem z nim pogadać sam, ale to dziwne. On jest starszy i wie więcej ode mnie. Jest silniejszy Derek. Wiem, że zawsze walczy z Isaakiem lub Ericą, ale powinien trenować przynajmniej z Boydem – ciągnął dalej McCall.

- Nie zaprzątaj sobie tym głowy – odparł Derek spokojnie.

Scott prychnął.

- Czuję coś dziwnego. Od samego początku. Od chwili, gdy wszedł… - zaczął McCall.

- Nie lubisz go? – zdziwił się Derek.

Wydawało mu się chwilami, że Scott był większym przyjacielem dla Stilesa niż Isaac.

McCall pokręcił przecząco głową.

- Nie. Stiles jest okej – powiedział chłopak szybko. – Po prostu… Od samego początku miałem ochotę usunąć się na bok, wiesz o czym mówię? – spytał z nadzieją w głosie.

- Stiles jest ze starej rodziny wilkołaczej. Urodził się takim, Scott. Zmienia się dynamika w naszej grupie – wyjaśnił i McCall kiwnął głową.

ooo

Gdy ruszyli w stronę lasu, Stiles trzymał pomiędzy nimi pewien dystans. Mógłby biec szybciej, ale dostosował swoje tempo do biegu Isaaka i obaj próbowali uchwycić trop królika, który przeciął im drogę.

Scott posłał mu jedno z tych swoich spojrzeń, które jasno mówiły, że znalazł coś ciekawego i chce odłączyć się od grupy. W rezerwacie nie było obcych, więc zezwolił na to, obserwując jak Erica i Boyd, jak sprawie działający mechanizm podążają za McCallem.

Stiles był szczupły i widać, to było nawet w formie bety, gdy chłopak wyzbył się swoich koszulek. Jego żebra niemal przebijały skórę i Derek wiedział, że nie jest to kwestia niedożywienia. Stiles nie miewał też koszmarów, które mogłyby go osłabiać, ale te ataki na jawie były równie niebezpieczne.

Isaac został w tyle przy króliczej jamie, która nijak nie zainteresowała Stilinskiego. Chłopak podążył dalej, polując najwyraźniej na coś większego i Derek zdziwił się, gdy poczuł zapach daniela w powietrzu. Stiles musiał być całkiem niezłym tropicielem.

- Chcę porozmawiać na temat tego chłopaka dzisiaj w szkole – zaczął Derek, podchodząc bliżej.

Raczej nie sądził, że Stiles spojrzy na niego z przerażeniem w oczach.

- Nie było żadnego chłopaka – skłamał Stilinski, zatrzymując się momentalnie.

- Rozmawiałem ze Scottem – odparł spokojnie, dając chłopakowi czas, ale Stiles spiął się tylko mocniej, jakby spodziewał się nagany. I słusznie. – Nie powinieneś tak ryzykować w dzień pełni – zaczął, obserwując, jak przerażenie Stilesa zamienia się w czysty szok.

- O, to ci chodzi? – zdziwił się młody wilkołak. – O pełnię? – upewnił się.

- Tak – odparł krótko Derek. – Umowa z Argentami obejmuje ranienie ludzi. Musisz być bardzo ostrożny jeśli o to chodzi. Scott nie widuje się z Allison dla pewności przez dwa dni – dodał, żeby pokazać, że nie była, to jakaś bezsensowna zasada, którą wymyślili dla własnego widzimisię.

Ulga, która wypełniła powietrze, kompletnie go zdezorientowała.

- Czego się obawiałeś? – spytał wprost, czekając, aż Stiles ochłonie.

Nagle przypomniał sobie jak Scott nie potrafił określić, dlaczego te spotkania z dziewczyną, a potem z chłopakiem wydały mu się podejrzane. I, to jak Stiles zareagował na niego, gdy stał bez koszulki.

- Jesteś gejem – powiedział Derek, starając się nie brzmieć oceniająco.

Sam pamiętał, jak trudno było mu się oswoić z myślą, że mężczyźni byli dla niego równie pociągający jak kobiety.

Stiles zaczerwienił się, a raczej Derek wyczuł jak wzrasta temperatura ciała chłopaka. Światło księżyca nie dawało im zbyt wiele światła, ale i tak widział, jak chłopak przenosi ciężar z lewej nogi na prawą, najwyraźniej dając sobie czas na odpowiedź.

- Twoja rodzina miała z tym problem? – spytał z westchnieniem, wiedząc, że konserwatyści bywali wszędzie.

Gatunek nie miał znaczenia.

Stiles pokręcił głową.

- Nie rozmawialiśmy na ten temat… Nie wiedziałem… Po prostu ostatnio… - zaczął Stiles i urwał.

- Wiem, że to trudne, ale wielu ludzi przechodziło przez to samo, co ty. Eksperymenty są rzeczą ludzką. Na pewno ta osoba, która ci się podoba, doceni po prostu szczerość. I nie uważam za romantyczne zabieranie kogoś pod trybuny – zażartował, żeby jakoś rozładować napięcie.

Stiles zaśmiał się krótko.

- To nie on… On był po to, żebym teraz był… - urwał chłopak, odchrząkując.

- Odprężony – odgadł Derek.

- Byłem ostrożny – dodał szybko Stiles. – Nie naraziłbym was i przede wszystkim nie skrzywdziłbym nikogo.

- Nie nad wszystkim możesz mieć kontrolę – zauważył Derek.

Stiles przez chwilę nie odpowiadał, jakby rozważał jego słowa. Isaac przestał interesować się królikiem. Z oddali słychać było wracających z McCallem, Boyda i Ericę.

- Potrzebowałem trochę czasu, żeby dojść z wszystkim do ładu – przyznał tak cicho, że Derekowi prawie wydawało się, że się przesłyszał. – Dzięki za rozmowę – dodał, odwracając się nagle na pięcie.

ooo

Jeśli Derek sądził, że po wyjaśnieniu kwestii orientacji seksualnej, Stiles będzie spał przy nim bliżej, mylił się. Chłopak, wciąż zachowywał pomiędzy nimi bezpieczną odległość, co wyglądało naprawdę dziwnie, gdy Derek wyplątywał się o poranku, po pełni z kończyn swoich bet.

Erica i Boyd jako jedyni splątani byli wyłącznie ze sobą i Derek poważnie zaczął się zastanawiać się nad ustanowieniem, jakichś zasad moralności. Dzieciaki dorastały i nie były już dzieciakami.

Stiles otworzył oczy i przeciągnął się, nagle zdezorientowany, gdy zdał sobie sprawę, że Isaac zrobił sobie z niego poduszkę. Derek nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy chłopak starał się wyplątać z dłoni Laheya bez obudzenia go. Scott oczywiście niemal od razu otworzył oczy.

Czuł się przyjemnie zmęczony. Jego mięśnie wciąż się do końca nie zregenerowały, więc były miło napięte. Jakby wykonał dobrą pracę, z której ewidentnie był zadowolony.

Pełniowa mgiełka nie przyćmiewała mu umysłu i wreszcie mógł jasno przejrzeć na oczy.

Stiles stanął obok łóżka w spodniach zwisających nisko na biodrach, pomiętą koszulką z nadrukiem, z wzorem poduszki wygniecionym na policzku. Scott obserwował ich obu spod wpółprzymkniętych powiek i Derek, nagle nie czuł się do końca komfortowo. McCall na szczęście ponownie zapadł w sen. Najwyraźniej ta pełnia naprawdę dała mu w kość.

Pełnia minęła spokojnie. Zabrudzone ubrania wylądowały w łazience nim dotarli do czystej pościeli. Nikt nie stracił panowania nad sobą, chociaż Derek obserwował Stilesa z pewną obawą przez cały czas.

Chłopak, jednak wydawał się całkowicie spokojny i zawył nawet razem z nimi, gdy księżyc w pełnej krasie ukazał się na niebie. Jak zawsze po spotkaniach tego typu nie potrafił do końca oddzielić od siebie wspomnień. Wszystko zlewało się w jedną całość; zapachy, ziemia pod bosymi stopami, dźwięki lasu nocą, które w końcu ukołysały ich do snu.

Rozmowa ze Stilesem wiele wyjaśniła. Musieli mu dać tylko więcej czasu, aby oswoił się z instynktami. Dla wilkołaków homoseksualizm przez lata był trudnym tematem, bo ich kultura wyparła niemal coś takiego, jak tajemnice i intymność w wzajemnych relacjach w grupie. Rozmawiano o wszystkim w równym stopniu i nie przejmowano się konwenansami. Strach Stilesa przed tym, że nie zostanie zrozumiany, był irracjonalny. Może podszyty tym, że niemal wszystkie bety były kiedyś ludźmi. A nastoletni sportowcy nie należeli do najbardziej wyrozumiałych.

Derek zastanawiał się, kiedy Stiles zasugeruje grupie, że jest gejem. Scott wiedział. A jeśli nie, podejrzewał. Możliwe, że Isaac dostrzegł, to jako pierwszy, chociaż pewnie Erica spierałaby się. On sam jakoś nie przywiązywał do tego wagi, więc czuł się odrobinę winny, że nie zauważył wcześniej, co Stilesa tak naprawdę gryzło.

- Zrozumienie i jasność przekazu – powiedział na głos, nie do końca świadom, że to robi.

- Co? – spytał Stiles, spoglądając na niego ze zmarszczką pomiędzy brwiami.

- Moja matka mówiła, że to dwie cechy dobrego alfy – odparł szczerze, bo zaufanie, którym obdarzył go Stiles zasługiwało na podobne zwierzenia z jego strony.

Chłopak pokiwał głową, jakby rozumiał w czym rzecz. Możliwe, że i jego matka mówiła coś podobnego.

- Jestem biseksualny – dodał Derek jeszcze, bo czuł, że to powinno być powiedziane.

Stiles wydawał się zaskoczony.

- Scott opowiadał ci pewnie o mojej byłej dziewczynie – podjął Derek po chwili.

Słyszał strzępki rozmów i imię Kate padło parokrotnie. Erica również wtrąciła swoje trzy grosze, ale ona w odróżnieniu od chłopców, nie wydawała się, aż tak emocjonalnie podchodzić do tego związku. Paradoksalnie, chyba dlatego nabrał do całej sytuacji takiego dystansu.

Rozmowy z Laurą nie pomagały. Oboje byli zamieszani w sprawę, pełni emocji, których do końca nie rozumieli. Kiedy jego siostra mówiła, że to nie jego wina, wierzył jej. Jednocześnie, jednak wiedział, że jej obowiązkiem, obowiązkiem alfy było zapewnienie mu odpowiedniego wsparcia. I kłóciło się to z każdym słowem otuchy, które wypływało z jej ust.

Dopiero alfa jednej z watah, które opiekowały się nimi po pożarze, wyjaśniła mu, że to nie on dokonał tego wyboru. To nie on zaprószył ogień i zabił. I tak naprawdę nie miał wpływu na decyzję Kate, bo została ona podjęta jeszcze przed jego narodzeniem, w chwili, gdy Gerard zaczął uczyć córkę swojego fachu.

- To, że ktoś miał dziewczynę o niczym nie świadczy – powiedział Stiles spokojnie.

- Jeśli chciałbyś porozmawiać… - zaczął ostrożnie Derek.

Stiles zaśmiał się krótko.

- To jest wasza linia? Scott też, to w kółko powtarza – poinformował go chłopak. – Rozmawiam. W zasadzie kiedyś sporo gadałem. Usta mi się nie zamykały i przeważnie czytałem tak wiele, że nie mogłem się skupić na jednym temacie. Moja mama nazywała to wilkołaczym ADHD – wyjaśnił.

Derek kiwnął głową, bo to jakoś dziwnie pasowało do Stilesa. Chłopak, kiedy się śmiał, był naprawdę głośny. Poruszał wszystkim w domu, jakby wydawał dźwięki o takiej częstotliwości, że nawet szkło im się nie opierało. I śmiejąc się używał całego ciała. Nie tylko ust i przepony, jak większość osób. Odrzucał wtedy głowę do tyłu, szeroko otwierając usta, a żyły na jego szyi stawały się wyraźniejsze.

Dzwonek do drzwi wytrącił go z zamyślenia.

Stiles spiął się wyraźnie, patrząc przez okno wprost na podwórze, gdzie nikt nie zaparkował swojego samochodu. Z miasta do ich domu na piechotę była dobra godzina drogi. Wątpił też, aby turyści z rezerwatu zabłądzili i szukali pomocy. Dom był oddalony od szlaków.

- Poczekaj tutaj – polecił mu może odrobinę za szorstko. – Powiedz wszystkim, żeby się przygotowali do śniadania – dodał i dopiero w połowie schodów zdał sobie sprawę, że potraktował Stilesa jak swojego zastępcę.