Nie przepadał za obcymi na swojej posesji. Terytorium powinno stanowić bezpieczną przestrzeń dla członków watahy, szczególnie, gdy pełnia wyczerpywała ich siły.
Nie spodziewał się zastać na swoim progu wilkołaka. Przede wszystkim wizyta bez uprzedzenia nie była mile widziana, a już przez drzwi wyczuwał, że beta przesiąknięta jest zapachem innych ze swojej watahy. Najwyraźniej wysłano chłopaka po to, aby obadał sytuację.
- Alfa Hale – zaczął dzieciak, który nie mógł być starszy od Scotta.
Zapewne bardziej znaczący członkowie watahy znajdowali się w hotelu, odpoczywając po biegu.
- Kim jesteś? – spytał Derek nawet nie zamierzając bawić się w uprzejmości.
Cała ta wizyta denerwowała go. Powinien spędzić poranek ze swoją watahą, ciesząc się rozluźnieniem, które przyniosła wcześniejsza kooperacja.
Dzieciak uśmiechnął się lekko, jakby z ulgą.
- Pewnie mnie nie pamiętasz, ale w końcu byliśmy dziećmi – zaczął chłopak. – Jestem synem Deucaliona, alfy watahy Oregonu. Przejeżdżaliśmy z najbliższą rodziną… - urwał dzieciak. – Ojciec chciał złożyć oficjalnie kondolencje. Przyjaźnił się z twoją matką… - dodał chłopak.
Derek zmarszczył brwi, ale nie dosłyszał kłamstwa, więc rozluźnił się odrobinę, wyczuwając, że pozostali członkowie watahy stoją już za nim.
- Może się przedstawisz? – zaproponował i chłopak uśmiechnął się nieśmiało.
- Przepraszam, jestem Ethan – powiedział szybko nastolatek.
- Rozumiem, że twój ojciec chciałby spotkać się z nami – zaczął Derek ostrożnie. – Nie wiem, jak wielu członków waszej watahy przebywa wraz z wami w drodze… Mam nadzieję, że pomieścimy się przy jednym stole podczas kolacji, na którą serdecznie zapraszam – dodał.
Ethan kiwnął głową pospiesznie.
- Ojciec myślał o kolacji w mieście, ale jeśli zechcecie nas ugościć w domu… - zaczął wilkołak. – Jest nas pięcioro. Ojciec, mój brat bliźniak i ja, siostra oraz najstarszy brat – wymienił i Derek odetchnął z ulgą.
Jak do tej pory nie wyglądało, to na próbę odebrania im terytorium.
- Muszę poinformować miejscowych łowców o waszym przybyciu – dodał Derek i dostrzegł z rozbawieniem, jak wielkie zrobiło to wrażenie na Ethanie. – Powiedz alfie Deucalionowi, że nie musi się ich obawiać. Mamy swoje umowy i każda ze stron ich przestrzega. Przekaż moje pozdrowienia. Będziemy oczekiwać was wieczorem – zakończył i nie musiał długo czekać, aż Ethan kiwnie mu głową, ruszając w stronę lasu.
Scott wciąż wyglądał na rozespanego. Isaac chyba nie znalazł swojej koszulki, bo ta, którą miał na sobie była o wiele za duża.
Stiles spoglądał w ślad za wilkołakiem, marszcząc brwi.
- Powinni cię uprzedzić wcześniej – warknął Stilinski.
- Nie wiedzieli, że terytorium jest ponownie zajęte. Zapewne przejeżdżali i zdali sobie sprawę, że wkroczyli na cudzy teren – zgadywał Derek.
Ethan zrobił na nim dobre wrażenie. Chłopak nie zdradzał żadnych ukrytych motywów. Wspomnienie o dawnej przyjaźni pomiędzy alfą Deucalionem i alfą Hale nie zaskoczyło go. Jego matka miała sporo znajomych i utrzymywała kontakt z najważniejszymi watahami poszczególnych stanów. Hale'owie byli kiedyś potężni. Nie zdziwiłby się nawet, gdyby Talia znała matkę Stilesa.
Chłopak zresztą prychnął z niedowierzaniem.
- Dokładnie w ten sam sposób znalazłeś się w Beacon Hills – przypomniał mu Derek i Stiles przewrócił oczami.
- Nie podróżowałem z całą watahą – obstawał przy swoim chłopak.
Derek otworzył usta, ale nie wspomniał o ojcu Stilesa. Chłopak musiał, jednak zorientować się, co zostało niewypowiedziane na głos, bo jego żartobliwy ton gdzieś zniknął.
- Jeśli podróżują jako pięcioosobowa rodzina, przynajmniej trzykrotnie więcej zostało ich na terytorium, które zajmują – stwierdził Stiles, zaplatając dłonie na piersi.
- Co, to oznacza? – spytała Erica, jak zawsze doskonale wychwytując wszelkie niuanse.
Derek westchnął, bo Stiles miał rację.
- To musi być wystawna kolacja – poinformował bety.
- Oficjalna – wtrącił Stiles, aby wszystko było wiadome.
ooo
Derek nie spodziewał się, że Deucalion będzie niewidomy. Kiedy tylko zobaczył twarz mężczyzny, opowieści jego matki powróciły jak żywe. Alfa Hale, kiedyś sprzymierzyła się z alfą Deucalionem przeciwko wspólnemu wrogowi i Derek wątpił w przypadek. Cała rodzina przybyła na jego terytorium z premedytacją, ale jednocześnie wątpił, aby mieli złe zamiary.
Jego matka nazywała Deucaliona człowiekiem honoru i wierzył w jej osąd nawet po tylu latach.
Dzieci alfy, w kolejności: Ennis, Kali, Ethan i Aidan nie różniły się wiekiem od jego bet, więc wróżył, że kolacja będzie hałaśliwa. Po raz pierwszy zresztą podejmowali tak ważnych gości i sam nie mógł pozbyć się dreszczyku emocji. Ktoś faktycznie zaczynał traktować go jak pełnoprawnego alfę, stawiając na równi z sobą, skoro odwiedzał jego dom.
Stiles pomógł tak usadzić gości, aby hierarchia była jak najbardziej jasna. Deucalion zasiadał po przeciwnej stronie stołu i Derek był trochę zaskoczony, gdy po jego prawej zasiadła jedyna córka. Kali uniosła lekko głowę, jakby czekała na jego komentarz, ale uśmiechnął się tylko. Nikt nie mógł mu zarzucić niechęci do ambitnych kobiet.
Scott zawahał się przy zajmowaniu swojego miejsca, ale Stiles wślizgnął się na krzesło koło Isaaka bez słowa. Chłopak uśmiechnął się też szeroko, pokrywając swoje zdenerwowanie.
Deucalion odchrząknął, zwracając na siebie ich uwagę.
- Chciałbym złożyć kondolencje też panu Stilinskiemu – powiedział alfa spokojnie. – Dopiero, co dowiedziałem się, że przeniosłeś się, chłopcze, tutaj – dodał mężczyzna.
Stiles kiwnął głową, a potem zorientował się zawstydzony, że ten gest nie mógł być przecież odebrany jako odpowiedź przez niewidomego.
- Nie musisz się krępować mojej ślepoty. Co z oczu, to z serca – dodał Deucalion.
Napięcie przy stole zelżało, ale Derek zmiął nerwowo serwetkę.
- Dziękuję za miłe słowa. Moja matka zawsze twierdziła, że miała w tobie przyjaciela – powiedział Stiles, dokładnie tak, jak powinien.
Możliwe, że podobnie jak Derek brał udział w wielu takich spotkaniach, więc mógł być doskonałym wsparciem. Scott nie poradziłby sobie z podobną rolą i coraz wyraźniej widoczna była przepaść pomiędzy nimi. Wątpił, aby McCall miał problem ze zrezygnowaniem z odpowiedzialności, którą narzucił na niego, gdy obaj tworzyli tę watahę. Już wtedy widział, że Scott nie zawsze radził sobie ze stresem.
- Słyszałem, że twój drugi w dowodzeniu spotyka się z córką łowców? – zaczęła Kali nie całkiem ostrożnie i Derek już wiedział, że ją polubi.
Nigdy nie przepadał za dyplomacją.
Scott prawie zadławił się ryżem.
- Allison – wykrztusił McCall przez łzy. – Jest totalnie niegroźna…
- Chyba, że ma łuk – zażartowała Erica.
- Albo piłki. Nie graliście z nią w zbijaka – jęknął Isaac.
Ennis wydał z siebie dźwięk podobny do prychnięcia, ale Derek nie miał pewności. Nie było to ważne, bo Deucalion wydawał się rozbawiony.
Kiedy kolacja dobiegła końca, mężczyzna wstał, szukając swojej białej laski.
- Chciałbym zostać kilka dni, jeśli to nie problem. Od lat nie nawiązywałem żadnych rozmów z watahami spoza stanu – powiedział Deucalion. – Udało ci się wybrać wspaniałych młodych ludzi, alfo Hale – dodał, gdy wychodzili.
ooo
Był zadowolony z tego, jak przebiegła kolacja. Nie byli watahą zbyt długo, ale alfa z takim doświadczeniem jak Deucalion bardzo szybko zauważył, jak silną więź już mają. Derek był dumny przede wszystkim z tego, że pomimo tego iż byli w prawie tym samym wieku, tworzyli skomplikowaną rodzinę, która wspólnie dawała sobie radę z problemami.
Scott spoglądał na sprzątających ze stołu Stilesa i Ericę. McCall nie odezwał się od czasu kolacji ani słowem i zaczynało to niepokoić Dereka. Wilkołak był zaskakująco spokojny, jakby powoli podejmował jakąś decyzję i westchnął z ulgą, gdy w końcu wyklarowała się w jego umyśle.
- Wiem, że mnie o to nie poprosisz – zaczął Scott ostrożnie. – Jutro, jednak porozmawiam z pozostałymi i oficjalnie Stiles zostanie twoim zastępcą – poinformował go chłopak. – Miałem stanowić oparcie dla Isaaka, ale to Stiles tutaj mieszka. On pomagał ci przy kolacji i rozumie, dlaczego tak ważne jest informowanie zanim wkroczy się na cudze terytorium… - zaczął wymieniać McCall i po prostu urwał z lekkim uśmiechem.
Derek raczej nie spodziewał się tego tak wcześnie. Stiles nie spędził u nich nawet trzech miesięcy. Zauważył wcześniej, że część osób poddaje się jego osądowi, a Scott korzysta z jego rad, ale mimo wszystko sądził, że mają jeszcze około pół roku.
Zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć zapach Kali. Kobieta nie nosiła na palcu obrączki i musiała być niewiele od niego młodsza. Jako następca Deucaliona zapewne stanowiła dobrą partię i Derek nagle przypomniał sobie pytanie alfy.
- Musi na razie zostać tak jak jest – zdecydował Derek, zastanawiając się czy tego pożałuje.
Czegoś takiego jak naturalna dynamika w grupie nie można było zmienić.
- Dlaczego? – zdziwił się Scott. – Sądziłem, że się lepiej dogadujecie. Isaac mówił, że prawie każdą noc spędzacie razem… -
ciągnął dalej McCall.
- Kali nie ma partnera. Jeśli Deucalion słyszał o Stilinskich, mógł przyjechać tutaj tylko po to, aby ich oboje poznać… - zasugerował Derek.
- A Stiles, jako zwykły członek watahy nie ma, aż takiej wartości – odgadł McCall, przypominając sobie jednak, co nieco z wykładów, które im urządzał od czasu do czasu. – Ale on jest… - zaczął Scott i urwał.
Derek uśmiechnął się krzywo.
- Porozmawialiśmy. Wiem już wszystko. Musimy dać mu trochę czasu, dla wilkołaków takie odkrycie jest sporym wyzwaniem. Walczymy również z naszymi zmysłami, które wydają się nas oszukiwać – wyjaśnił mu Derek i Scott kiwnął głową. – Deucalion nie musi wiedzieć o Stilesie. Nie sądzę, żeby Stiles tego chciał…
- Czego miałby chcieć Stiles? – spytał Stilinski zachodząc ich od tyłu.
Scott podskoczył na dźwięk jego głosu, co zapewne byłoby zabawne, gdyby nie fakt, że Derek na razie nie miał ochoty dzielić się z nim tymi informacjami. Chłopak wiele przeszedł i nie potrzebował martwić się o możliwą propozycję zaręczyn, której chciał uniknąć w Kansas. Wilkołaki z takich rodów, jak ten Stilesa stanowiły dobre partie w ich świecie. Historia rodzin była wieczna i nie umierała nigdy. Dlatego starano się o podtrzymywanie rodów za wszelką cenę. Deucalion wybrał na następcę Kali, swoją córkę, więc musiał szukać jej męża. Nie potrzebował ze sporą watahą. Sam status wystarczał, a Stiles na pewno takowy posiadał.
- Nowego komiksu – powiedział Scott i brzmiało to, jak najgorsze kłamstwo w życiu.
Stiles spojrzał na McCalla, jakby chciał mu przekazać, że spodziewał się po nim czegoś więcej. Nie pytał jednak więcej. Po prostu rzucił na nich obu jeszcze raz okiem i wbiegł na piętro.
- Wiesz, nie widziałem tego wcześniej – podjął Scott. – Ale on jest dość niezależny – dodał.
- Zawsze, kiedy zostajesz sam, musisz nauczyć się niezależności – odparł Derek nie sądząc, aby Scott to zrozumiał.
McCall uśmiechnął się lekko.
- Rozumiecie się – stwierdził Scott.
I Derek kiwnął głową.
ooo
Stiles spał już, kiedy kładł się do łóżka. Chłopak zawsze kładł się w tym samym miejscu i Derek nie mógł nie pomyśleć o tym, jakie to byłoby uczucie obudzić się owiniętym ciałem Stilesa. W zasadzie pewnie wystarczyłoby mu, gdyby młody mężczyzna oparł na jego piersi głowę, jak kiedyś zwykła to czynić Erica, dopóki nie zaczęła spotykać się z Boydem.
Stiles prawie go nie dotykał, gdy nie było takiego przymusu. Ich treningi były coraz ostrzejsze, bo chłopak okazał się o wiele bardziej odporny od pozostałych. Jego ciało leczyło się odrobinę szybciej i wydawał się o wiele pojętniejszy. Spędzali zatem po kilka godzin w tygodniu tylko sam na sam i oczy Stilesa błyskały wtedy błękitem, którego znaczenie rozumiał tylko Derek.
Wcześniejsze ataki paniki nie wróciły i chłopak wydawał się spokojniejszy, odkąd dzielili pokój. Derek w zasadzie nie mógł przypomnieć sobie, kiedy ostatnio Stiles spał w swoim łóżku, ale nie przeszkadzało mu to. Wręcz, przeciwnie.
Świadomość tego, że jego kciuk wisi na milimetry od policzka chłopaka uderzyła go tak mocno, że niemal spadł z łóżka, gdy w sekundzie narzucił pomiędzy nimi o wiele większą przestrzeń.
- Derek, na miłość boską – westchnął Stiles półprzytomnie. – Nie wierć się. Jutro musimy wstać z Isaakiem wcześniej, a potem odbieram pranie. Jeśli chcesz coś ze sklepu, lista na ladzie w kuchni… - mamrotał chłopak i Derek nie mógł oderwać oczu od tych pełnych ust.
Wiedział, że znał Stilesa bardzo dobrze. Rozumieli się, bo pochodzili z podobnych rodzin. Ich dzieciństwo zapewne wyglądało tak samo, gdy byli otoczeni rodziną, której więzy były o wiele bliższe niż inni mogli przypuszczać. A potem tragedie rozszarpały ich życie w drobny mak, ale podnieśli się po tym.
I obaj byli wykuci w krwi i pocie, jak mówiła Laura, gdy chciała mu przekazać, że jest naprawdę twardy.
Nie wiedział, jak przegapił moment, w którym chłopak zaczął mu się podobać. Może Stiles wyczuł to jako pierwszy i instynktownie, bez słowa narzucił przestrzeń między nimi. Nigdy przecież nie spali nawet ramię w ramię, bo wielkość jego łóżka pozwalała na, to.
Stiles nie chciał mu powiedzieć o chłopaku, w którym się podkochiwał. Może, to nawet był ten, z którym poszedł pod trybuny szkolne wtedy przed pełnią. Wziął, przecież wtedy długą kąpiel, tak że prawie zmył z siebie swój naturalny zapach. Coś, co Derekowi kojarzyło się jednoznacznie z prochem i krwią.
Uwagi Scotta nabierały nagle sensu. Chemia, którą wyczuł wilkołak nie do końca pochodziła z czystej dynamiki watahy. Jego wilk rozpoznawał kompatybilnego partnera, ale Derek uciszył go już raz, lata temu i najwyraźniej bardziej animalistyczna część jego natury tym razem nie zamierzała z nim walczyć.
Derek zasnął z trudem, będąc bardzo świadomym, jak niewielka odległość dzieli go od Silesa.
